Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 uc...

23.04.12, 17:43
Zageszcza sie te klasy do granic mozliwosci, powodujac znaczne obnizenie poziomu nauczania. Ale te 200 mln na sale koncertowa to pan Zaleski zawsze znajdzie.
    • pyziulka Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 uc... 23.04.12, 19:27
      Ależ czemu ograniczać się do 34 uczniów? A niech ich będzie minimum 40 a co! Komfort nauczania? Za małe sale? Brak wystarczającej ilości krzeseł i ławek? Kogo to obchodzi...



    • jacek-jacenty Re: Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 23.04.12, 19:48
      "Prezydent Michał Zaleski zmieniła zasady dotyczące tworzenia klas w szkołach. Zgodnie z nowymi przepisami, by otworzyć oddział w liceum trzeba mieć przynajmniej 34 kandydatów"

      Według mojej wiedzy prezydentem miasta Torunia nie jest kobieta :)
      A poza tym, jeżeli to jest faktycznie zgodne z przepisami, to po co pan redaktor tob (ani to imię, ani nazwisko. Wstydzi się nazwiska?) miesza w to prezytenta miasta?

      (Kropkę na końcu cytowanego zdania pana redaktora bym postawił, ale to już pod "czepialstwo" by podpadało pewno :) ).
      • sondziarz Re: Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 23.04.12, 20:47
        jacek-jacenty napisał:

        > "Prezydent Michał Zaleski zmieniła zasady dotyczące tworzenia klas w szkołac
        > h. Zgodnie z nowymi przepisami, by otworzyć oddział w liceum trzeba mieć przyna
        > jmniej 34 kandydatów
        "
        >
        > A poza tym, jeżeli to jest faktycznie zgodne z przepisami, to po co pan redakto
        > r tob (ani to imię, ani nazwisko. Wstydzi się nazwiska?) miesza w to pre
        > zytenta miasta?
        >
        >
        Jesteś żywym dowodem, że klasy są już zbyt liczne by nauczyć ludzi czytania ze zrozumieniem. Wytłumaczę ci: Zgodnie z przepisami, które wymyślił Dyzma. A więc jest on za to odpowiedzialny.
    • alfred_prawdomowny Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 uc... 23.04.12, 22:11
      Ciekawe, a w Bydgoszczy wyliczono i zalecono, aby oddziały w podstawówce liczyły 22 osoby, w gimnazjum 23, z zastrzeżeniem bez podziału na grupy językowe. Obliczono, że to takie same koszty jak przy oddziałach 30 osobowych dzielonych na grupy językowe. W tym samym kierunku zmierza szkolnictwo ponadgimnazjalne.
    • aliasqbek Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 uc... 23.04.12, 23:12
      ....34 kandydatów.... .Tia...
      Czas na... urlop.
    • krojcweld Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34 uc... 24.04.12, 11:19
      Należy przebić ścianki działowe między klasami i da się upchnąć 80 uczniów i dzięki temu będzie też można zwolnić połowę nauczycieli.
    • wiechl Re: Urząd miasta: w klasie ma być co najmniej 34!! 24.04.12, 11:47
      Ja rozumiem, że trzeba szukać oszczędności, ale to jest chyba najgłupsza droga, jaką można było zaproponować.
      Oszczędzanie na jakości kształcenia przyszłych kadr to polityka fatalna i bardzo krótkowzroczna.

      Trzydzieści osób w klasie to powinien być 'maks maksymalny'.
      Optymalnie byłoby ok. 25 osób - wtedy rzeczywiście da się z grupą pracować, podchodzić indywidualnie do uczniów tego wymagających, czy chociażby rzecz najbardziej przyziemna - utrzymać dyscyplinę w klasie.
      Mnożą się róznego rodzaju 'dys': dyslekcje, dysgrafie, dysortografie, dyslekcje rozwojowe i takie tam różne. Pomijam milczeniem, ile z tych przypadków to przejaw głupoty i taniego cwaniactwa rodziców, a ile rzeczywiste problemy rozwojowe. Do każdego takiego dziecka trzeba teraz powoływać zespoły nauczycielskie i każdy przypadek traktować indywidualnie.
      Ciekaw jestem, czy władze miasta mają pomysł, jak zadanie to realizować w 34-osobowej klasie?..
      Jeżeli szukać już oszczędności, to raczej w podejściu do nauczania indywidualnego. Osobiście znam przypadki, gdzie dziecko nie powinno być uczone indywidualnie, a jego tzw. problemy rozwojowe to efekt kombinowania rodziców. Papier od prywatnego specjalisty powinien być weryfikowany (ponowne badanie przez niezależnego specjalistę), bo - niestety - nie wszyscy lekarze i psychologowie zachowują się etycznie, a ich opinia bywa pisana pod dyktando rodziców. W tej chwili za wiążące bieże się nawet opnie wystawiane 'zaocznie', przez specjalistę z innego miasta, który dziecka nie widział na oczy. Dzięki temu mamy najwyższy odsetek dzieci dysfunkcyjnych w Europie. I szczegół, że kosztuje to krocie (bo do lenia-cwaniaka trzeba wysyłać indywidualnie nauczycieli, albo traktować go specjalnie w trakcie zajęć i egzaminów w szkole) - godzina pracy nauczyciela kosztuje samo, bez względu na to, czy pracuje on z jednym uczniem, czy z trzydziestką.
      Podobnie w przypadku dzieci z niewielkimi lub umiarkowanymi problemami w poruszaniu się. Czy rzeczywiście trzeba uczyć je w domach? Są w końcu klasy i szkoły integracyjne, a 'wyjście' między ludzi na pewno lepiej nauczy funkcjonować w społeczeństwie, niż zamknięcie w czterech ścianach.

      34 osoby w klasie to również problem lokalowy. Nawet jeśli uda się wtłoczyć taką 'kameralną' grupkę do sali, to na pewno z dużym dyskomfortem dla wszystkich. Jakość pracy dydaktycznej w tej sytuacji mocno ucierpi. Przeprowadzanie klasówek i testów przy takim zagęszczeniu, gdzie każdy każemu może zajrzeć do pracy to czysta fikcja.

      Miejmy nadzieję, że ktoś jednak pójdzie po rozum do głowy i zweryfikuje nieżyciowe wytyczne.
Pełna wersja