neurogin
30.04.12, 01:34
Obrazek I. Miejsce akcji: wczoraj niedziela godz. 16:30 ul. Bema przed Tor-Torem. Jadę na rowerze jezdnią z góry od Sz. Chełmińskiej. Ulica pusta , bo trwa remont. Nagle dwóch młodych funkcjonariuszy (kobieta i mężczyzna), nawet nie wiem czy to policja czy straż miejska (mundury podobne), wyłania się z okolic sklepu. Młodzieniec wprawnym ruchem palca wskazującego poleca mi się zatrzymać. Twierdzi, że z uwagi na ścieżkę dla rowerów nie wolno mi jechać jezdnią (?). Wyrażam zdziwienie, bo jezdnia pusta, ścieżka rowerowa to wyszczerbiony chodnik z lat 70. a ja żaden sposób nikomu nie zagrażam. Na to on, czy piłem. Chciałem go spytać o to samo, ale machnąłem ręką. Resztę ulicy Bema , tzn. 50 metrów bo potem już nie ma żadnej ścieżki ani chodnika (remont), pokonałem - zgodnie z zaleceniem władzy - ścieżką rowerową. Pewnie się czepiam. Młodszy funkcjonariusz chciał po prostu zaimponować swojej patrolowej koleżance.
Obrazek II. Wczoraj niedziela godz. 10:30 ul. Ugory za zakrętem w stronę Wrzosów. Stoi patrol policyjny z pomiarem prędkości. Ruch tu zawsze niewielki, szczególnie w niedziele rano, ale często tu stoją. Choć droga szeroka, nie widziałem tu szalejących kierowców, no może jadą 60-tką.
Obrazek III. Wczoraj niedziela godz. 17:10 ul. Grudziądzka między stacjami benzynowymi BP. Ruch spory. Dwóch motocyklistów goni się z prędkością tak na oko 150 km/godz. Stróżów prawa brak.
Będąc świadkiem tych scen, nieodparcie pomyślałem sobie, że najłatwiej to zatrzymać bezdomną która dopuściła się kradzieży bułki w sklepie, bo to ma się jak na dłoni, a z grubszą sprawa to i wysiłek i efekt nieprzewidywalny...