hecer
12.11.12, 00:38
Otrzymałem ten link od koleżanki:
natemat.pl/38213,stracil-prace-w-redakcji-wydal-ksiazke-jak-sie-bedziesz-ze-wszystkimi-nap-nikt-ci-nie-da-pieniedzy
Wybrałem z niego ten fragment, który chyba brzmi najbardziej donośnie (i znalazł się w tytule)
Pan powiedział, że to „był” pana ukochany zawód. W czasie przeszłym.
Bo niestety dostałem kopa w tyłek. Nikt mnie nie chciał zatrudnić po sprawie z Pulsu Biznesu. Założyłem swoją stronę internetową, zacząłem opisywać poważne sprawy, nad którymi często pracowałem kilka miesięcy, ale to było działanie społeczne. Nie można było traktować tego w kategoriach biznesu. Jak mi ktoś powiedział: jak Ty będziesz się ze wszystkimi napie...ł, to nikt Ci nie da pieniędzy. Wtedy zacząłem łagodzić pewne materiały. Stwierdziłem, że za chwilę zaczną traktować mnie jak czubka, a ja nie jestem frustratem. Kocham ten kraj, chciałbym, żeby się zmienił, żeby biznes był prowadzony fair. Wszystko co robię, to po to, aby coś poprawić, a nie, żeby opisać, jak jest źle. Nigdy nie będzie mi po drodze z PiS-em, bo oni po prostu chcieliby zakopać, zaorać.
-------------------------
i zgadzam się z tym, co Zielke pisze dalej:
Obawiam się, że idziemy w taką stronę, że naszą robotę będą wykonywać blogerzy. A oni z racji, że robią jak robią, to nie za bardzo są przywiązani do faktów, do rzetelnej analizy. Blogerzy starają się wypełniać rolę dziennikarzy, ale wciąż nie przywiązują wagi do tego, czy to o czym piszą jest prawdą, czy nie. Działają na wywołanie dyskusji. Wolałbym mieć gazety, którym wierzę. Czytać materiał dziennikarski, który jest sprawdzony, jest poparty jakąś analizą dokumentów. Rozmowami ze wszystkimi stronami i rzetelnie zrobiony. A nie materiał publicystyczny blogera, któremu nie podoba się, że ktoś coś tam zrobił. Blogerzy teraz wypełniają niszę. Zaczynają pisać o różnych awanturach, o których nie piszą gazety. I w pewnym momencie gazety się do tego przyzwyczają. Będą traktować to jako naturalną rzecz.
-----------------------------
Polecam w całości.
A o rzetelności toruńskiego dziennikarstwa mam bardzo złe zdanie. Wydaje mi się, że u nas dziennikarze mają swój własny bezpiecznik: odcinają obwody gdy tylko pojawi się sprawa trudniejsza niż psia kupa. A gdy dotykają tematu istotnego, opisują go w sposób tak idiotyczny że widziana z tej perspektywy sprawa jest zupełnie nieprawdziwa.
Zauważyłem niebezpieczną tendencję wśród toruńskich dziennikarzy, od których wydawało mi się że można oczekiwać sensownych publikacji. Patrzą na temat z perspektywy. Nie opisują rzeczy takiej, jak wygląda gdy się na nią patrzy. Patrzą na nią pod kątem. Chowają się za winklem. Krążą tak długo, aż znajdą bezpieczne miejsce z którego mogą pisać - i wówczas opisują tę rzecz zupełnie inaczej niż ona naprawdę wygląda. Trochę tak, jakby próbowali przeczytać coś na monitorze patrząc z boku - pod takim kątem, że już doprawdy widać tylko że coś się jarzy i świeci, ale za mało by widzieć litery i treść tego co jest na ekranie.
Są i tacy, którzy dają się łatwo zrobić w konia, bo mają już jakieś konkretne nastawienie... Tak było z nieszczęsnym tramwajem zablokowanym na długo przez pewne stowarzyszenie: dziennikarz miał własne wyobrażenie o sytuacji, ktoś mu je swoją opinią (kłamstwem) potwierdził i to poszło do druku. To jest nawet praktyka.
Wyjazd do Pragi też mieści się w kategoriach o których pisze Zielke. To nie jest 15 tys za dzień szkolenia. Ale przecież tam pojechali wszyscy... dziennikarze ze wszystkich mediów z Torunia. Tak, jakby sprawa mostu była już w prasie toruńskiej oczywista, możliwa do opisywania wyłącznie z jednej perspektywy, jakby nic więcej się nie działo oprócz tego, że budują. Po co, dlaczego, za ile, jakie tego będą konsekwencje... A czy to nie jest pytanie istotne dla czytelnika?
Pół biedy jak ktoś napisał, że był i mu się podobało. Ale przecież w pewnzm (poczytnym) dzienniku był artykuł, z którego wcale nie wynikało, że dziennikarz tam był - pisał, jakby ktoś inny mu opowiadał o swoim wyjeździe. A więc niejako zakładając, że to nie był dobry pomysł. To wprowadzało w błąd czytelnika. Jak ktoś pisze, że był to nie ma czego demaskować.
Powiązania o których pisze Zielke istnieją. To nie jest jego wymysł.
Powiązania w Toruniu istnieją również. A gdy czytam na blogu że "polityka toruńska jest nudna" - bo nudna była konferencja prasowa jakiejś partii, to mi się robi naprawdę dziwnie. To mieszkańcy miasta dowiedzą się o toruńskiej polityce tylko tyle, ile partie powiedzą im na konferencjach prasowych??? No chyba tak, skoro o prezydenckim Czasie Gospodarzy wiemy niemal wyłącznie tyle, ile dowiemy się z...konferencji prasowych.
Polityka toruńska nie jest nudna, ona jest arcyciekawa - i rodzi wręcz oczywiste pytania, które dla dziennikarza śledczego powinny być zajmujące. Pytania takie mają również ludzie piszący na tym forum. No bo chyba nie każdy forumowy komentator zatrzymał się tylko na etapie obśmiania konferencji prasowej PO... Chyba to nie wystarczy za komentarz.
W sytuacji w jakiej się znalazłem - gdy na forum niejaki joe trąbił o tym, co u mnie słychać... - sklamałbym mowiąc, że wszystko rozumiem. W głowie pojawiło się od razu kilka istotnych pytań. "Ale polityka toruńska jest nudna".
To nastawienie, ten sposób opisywania tego, co się dzieje w mieście przez toruńską prasę jest... niezwykły. Dziecinne konferencje PO, problemy Zaleskiego, decyzja środowiskowa... Rany, setki pytań z tego wypływa, mnóstwo tematów. Za trudnych? Nudnych? Niemedialnych?
Nie jest łatwo rozwiązać taką sytuację. Ale trzeba myśleć o tym, jak ją rozwiązać. Wydaje mi się, że Toruń przeżarty jest złudzeniami. Że gdy one prysną, ktoś znów będzie szukał kolejnych złudzeń - nie rozumiejąc, że ten stan życia złudzeniami nie jest naturalny, że jest czymś wytworzonym w tym mieście, z gruntu fałszywym. Podobała mi się metafora "Incepcji" - zaszczepienia gdzieś głęboko w podświadomości pewnych myśli i idei, które zostały potraktowane jako własne.