Dla "Gazety"

IP: 158.75.212.* 22.12.04, 21:18
Dość! Czerwona hołoto! Won z miasta! Precz bandziory, złodzieje, oszuści,
kłamcy, ubecy, precz niedouczona sitwo! Torunianie! Błagam o rozsądek - nie
dajym sobie wybrać Achramowicza na prezydenta, bo po nas!
    • Gość: delf Re: Dla "Gazety" IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.04, 22:02
      zrobił przedstawienie dla dzieci,żeby sobie popatrzyły przez szybkę, normalnie
      jasełka z odrobiną dreszczyka, co za palant z tego ku..wskiego :((((((((((

      życzę mu, aby jak najszybciej zakończył swą dyrektorską "karierę" w podobny
      sposób, zastając pewnego południa (po powrocie z przemiłej rozmowy z
      prezydentem Torunia ;-) swój gabinet opróżniony, a rzeczy osobiste popakowane w
      czarne worki zdeponowane w piwnicach; do wydania tylko za pokwitowaniem!
    • Gość: golfiarz Re: KUROWSKI IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 23.12.04, 18:58
      Panie Kurowski! Tak się składa, że znam Pana i pańską historię zawodową. Innymi
      słowy, ZAWÓD - DYREKTOR. Niestety, nieudacznik! Świadczy o tym choćby prawie
      udane doprowadzenie do upadłości szpitala w Nowym Mieście Lubawskim. Całe
      szczęście, że Pana w końcu stamtąd wypie..no. Wszyscy pracownicy tamtejszego
      szpitala twierdzą zgodnie, że Kanalia Była z Pana Pierwszej Wody. Jak widać
      obecnie, nie mylą się w ocenie pańskiej osoby. Niestety, zarządza Pan teraz
      SZPITALEM DZIECIĘCYM (!!!!!!), więc gnoi Pan i zastrasza podległych sobie
      pracowników w dwójnasób, mając za NIC życie NASZYCH DZIECI!!! Mam nadzieję, że
      czas Pańskiego niszczenia już się skończył i, że w końcu zapłaci Pan za swoje
      winy, brak poszanowania prawa i ludzkiej godności. Czas na Ciebie, Ty
      niedouczony, zakłamany, malutki, zapatrzony w siebie człowieczku. Czy Ty wiesz,
      co zrobiłeś? Boże. Chroń nas przed takimi... Brak mi słów na określenie takiej
      bezmyślności, zaślepienia i głupoty. Tacy, jak Ty, powinni odpracować swoje
      przestępstwa w kamieniołomach.
    • radca a moze za to wylecial ? 26.12.04, 20:24
      www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/artikkel?SearchID=73126756236046&Avis=PO&Dato=20030215&Kategori=REGION&Lopenr=102150266&R


      "ZDROWIE. Dramatyczne przyżycia Roksanki czyli afera której nie było

      Roz(g)rywki białych kitli


      W środę Super Express opublikował tekst autorstwa Grzegorza Dudzińskiego,
      opisujący rzekomy błąd w sztuce lekarskiej do którego, miało dojść w Szpitalu
      Dziecięcym w Toruniu. Sprawdziliśmy fakty - wygląda na to, że afery nie ma, a
      sprawa przypomina zwykłą rozgrywkę między lekarzami.


      "Prawda"
      - O dramatycznych przeżyciach Roksanki opowiedział nam lekarz z
      toruńskiego szpitala - napisał Super Express. Jak ustaliliśmy tym tajemniczym
      lekarzem, jest doc. Marek Orkiszewski, który 6 listopada powiadomił dyrekcję
      szpitala o domniemanym błędzie lekarskim. Wg. "SE" sprawa miała wyglądać
      następująco: Do toruńskiego szpitala trafiła miesięczna Roksanka. Dziecko było
      pod opieką Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Grabiu, pod
      Włocławkiem. Podczas ściągania gipsu, lekarz zmasakrował nóżki dziewczynki.
      Uszkodzone były mięśnie, strumieniami lała się krew, a podczas zabiegu dziecko
      wyło z bólu. - Nie rozumiem jak mogło do tego dojść. Nie będziemy dochodzić
      sprawiedliwości przed sądem, bo nie wierzymy w ukaranie winnych - mówiła
      zakonnica opiekująca się dzieckiem. Dziennikarz "SE" 10 lutego przyjechał do
      ośrodka pod Włocławkiem w celu zrobienia zdjęcia. Dudziński przekonywał, że
      został oszukany twierdzeniem, iż Roksany nie ma. Siostry zakonne są całą sprawą
      przerażone. W szpitalu panuje zmowa milczenia i nikomu nie zależy na jej
      wyjaśnieniu. W ten oto sposób sprawę przedstawił "Super Express".
      i prawda
      Całkowicie inny przebieg wydarzeń jawi się po rozmowach w toruńskim
      szpitalu i w Domu Pomocy Społecznej. Zacznijmy jednak od początku.
      - 10 lutego dziecko przebywało w poradni ortopedycznej Wojewódzkiego
      Szpitala Dziecięcego w Toruniu. Jednoznacznie wskazuje na to wpis do jego
      karty. - mówi Elżbieta Redzińska, wicedyrektor szpitala ds. lecznictwa. - Nie
      okłamaliśmy tego redaktora bowiem Roksanki rzeczywiście u nas nie było w tym
      dniu. Przebywała w poradni ortopedycznej w Toruniu - potwierdziła nam Maria
      Wingorska, dyrektor Dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Grabiu. "Pomorska"
      ustaliła również, że w poniedziałek dziewczynka zostało skierowana na
      dwutygodniowy obóz rehabilitacyjny. Gdyby rzeczywiście znajdowało się w tak
      krytycznym stanie jak się niesłusznie zarzuca, o żadnym wyjeździe do sanatorium
      nie mogłoby być mowy.
      Gips zdjęty za późno!
      Do uszkodzeń mięśni, ani rozległego krwawienia - za co miałby być
      odpowiedzialny toruński szpital, również nie doszło! Roksanka urodziła się 14
      września. Po urodzeniu u niemowlaka stwierdzono zmiany chorobowe w budowie
      nóżek. Konieczne było zastosowanie leczenia z użyciem gipsu. Gipsu nie zakładał
      jednak toruński szpital, ale zupełnie inna placówka. Ponieważ niemowlak rośnie
      bardzo szybko, gips powinien być zmieniany najpóźniej co 4-5 dni, najpóźniej po
      tygodniu.
      Jednak do szpitala w Toruniu dziecko trafiło dopiero 28 października, z
      rozległą opuchlizną. - Był to efekt zbyt długiej obecności gipsu. Lekarz podjął
      decyzje o jego natychmiastowym ściągnięciu. Jest to rutynowy zabieg, z którym
      bez trudu poradzi sobie student pierwszego roku medycyny. Tym razem pojawiły
      się jednak komplikacje. Noga była spuchnięta, wręcz przyrośnięta do gipsu. Stąd
      powstała rana, podczas jego ściągania - mówi Redzińska. "SE" napisał o
      uszkodzeniu mięśni i wielkim krwotoku. Jest to nieprawdą, ponieważ owe nacięcie
      miało 1,5 cm długości. - Broń boże nie twierdzę, że nie można było ściągnąć
      gipsu bez uszkodzenia skóry. Gdyby zabieg taki był przeprowadzony 4 tygodnie
      wcześniej, sprawy w ogóle by nie było - wyjaśnia oskarżony przez gazetę lekarz.
      Zemsta?
      "SE" zarzuca również, że niemowlę u którego rozpoznano zapalenie skóry
      trafiło najpierw na pediatrię, zamiast od razu na chirurgię. - U Roksanki
      rozpoznano infekcję wewnętrzną, dlatego konieczne było jej wyleczenie właśnie
      na tym oddziale. Musieliśmy uporać się z przeziębieniem, stąd skierowanie na
      oddział pediatryczny - wyjaśnia Redzińska.
      Orkiszewski zarzucił dyrekcji szpitala tuszowanie sprawy mimo, że
      natychmiast po jego doniesieniu sprawę zbadało trzech innych lekarzy. Żaden z
      nich nie dopatrzył się jakiegokolwiek błędu. - Jeżeli Orkiszewski uważa inaczej
      niech zgłosi sprawę do prokuratury. Szpital nie zrobił nic złego i nie ma nic
      do ukrycia. Zmowa milczenia jest zwykłym wymysłem. Dysponujemy pełną
      dokumentacją tej sprawy, do której w każdej chwili można zajrzeć i dowiedzieć
      się, jak było naprawdę - mówi Redzińska.
      To prywatna rozgrywka między lekarzami
      - Nie wiem, która z nas będzie miała dość odwagi, aby zawieźć ją
      (Roksankę - K.S) znowu do Torunia - tak miała powiedzieć Dudzińskiemu (autor
      tekstu w "SE") zakonnica opiekująca się dzieckiem. - Takie stwierdzenie jest
      wierutnym kłamstwem i konfabulacją. W szpitalu w Toruniu pracują wspaniali
      lekarze i pielęgniarki. Dzieci z którymi tu przyjeżdżamy na leczenie mają
      zapewnioną doskonałą i troskliwą opiekę. Nikt nie pyta kto zapłaci za ich
      pobyt, za udzieloną pomoc, za uratowanie zdrowia, a może nawet i życia. W tej
      konkretnej sprawie, ale i we wszystkich innych mamy w stosunku do toruńskich
      lekarzy ogromny dług wdzięczności. Są to wspaniali ludzie, a owa sensacja
      będąca efektem chorej wyobraźni jej autorów, wygląda na prywatną rozgrywkę
      między lekarzami. Nie mieliśmy i nie mamy żadnych zastrzeżeń do pracy
      toruńskich lekarzy - mówi Maria Wingorska, dyrektor Domu Pomocy w Grabiu.
      - Wyrabianie negatywnej opinii innym lekarzom przez doc. Orkiszewskiego
      tylko dlatego, że zostało się zwolnionym z pracy uważam za nieetyczne - kończy
      Redzińska.
      W czwartek, w drugiej publikacji Super Expressu odnoszącej się do
      rzekomego błędu w sztuce lekarskiej, doc. Marek Orkiszewski zapowiedział, że po
      powrocie do szpitala dziecięcego będzie walczył z rażącymi zaniedbaniami i
      błędami w sztuce lekarskiej, do których doszło podczas jego ponad pół rocznej
      nieobecności. Jako przykład podał właśnie sprawę Roksanki. Sprawą
      zainteresowała się prokuratura. Napiszemy co wyjaśniła. Dokładnie.
      n
      - Dzień przed ukazaniem się publikacji, we wtorek, o godz. 10.00 autor
      artykułu w Super Expressie zapowiedział swoją wizytę w naszym szpitalu, celem
      potwierdzenia doniesień od doc. Orkiszewskiego. Cały zespół lekarski
      uczestniczący w leczeniu dziewczynki czekał aż do godz. 14.00. Redaktor nie
      zjawił się - mówi Redzińska.



      Kamil Sakałus Ps

      15 Lutego 2003 "
    • Gość: gosc Re: Dla "Gazety" IP: *.proxy.lucent.com 03.01.05, 11:42
      > Bogumił Kurowski
      >
      > dyrektor Szpitala Dziecięcego
      >
      > W maju tego roku poprosiłem docenta Orkiszewskiego o opuszczenie oddziału.
      > Odmówił.

      Odmówił, bo nie zapewniłeś NIKOGO na jego miejsce.
      A na oddziale leżały dzieci, którym tylko ON mógł pomóc.
      Ale Pan Dyrektor nie ma o tym zielonego pojęcia - nie jest lekarzem.
Pełna wersja