Dodaj do ulubionych

afery w AB = brak uniwerka + kontrola Ministerstwa

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 08:54
afery w AB = brak uniwerka + kontrola Ministerstwa!

NIE dla uniwersytetu w Bydgoszczy, a minister edukacji: - Przyjedziemy na
kontrolę! To dwie bardzo złe informacje dla Akademii Bydgoskiej.

W Sejmie leży poselski projekt ustawy o utworzeniu na bazie tej uczelni
Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Za miesiąc projekt ma trafić pod obrady
sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Może przepaść.

- Są posłowie gotowi poprzeć projekt, ale są też przeciwni. Nie wiem na ile
bydgoskim parlamentarzystom uda się przekonać większość do utworzenia
uniwersytetu - powiedział wczoraj "Pomorskiej" przewodniczący Komisji, poseł
SLD Ryszard Hayn . Do członków komisji najpierw dotarła zła opinia rządu w
tej sprawie, a teraz docierają informacje o zamieszaniu z naborem na
anglistykę. To kolejna juz afera na tej uczelni. Jedną z bohaterek
zamieszania jest poseł Barbara Hyla-Makowska (SLD), członek sejmowej komisji
edukacji, jedna z najgorętszych orędowniczek powołania bydgoskiego
uniwersytetu. W ubiegłym tygodniu wyszło na jaw, że poseł Hyla-Makowska
napisała list do rektora AB wstawiając się za kandydatką, która "oblała"
egzamin wstępny na uzupełniające studia magisterskie z anglistyki.

Poseł Hayn: - To wszystko z pewnością Akademii Bydgoskiej nie pomoże.

Szkoda pieniędzy na pieczęcie. Rząd już 14 stycznia zapalił bydgoskiemu
uniwersytetowi czerwone światło. W opinii, która trafiła właśnie do Sejmu,
dowodzi, że to "przedwczesna inicjatywa", "nie kreuje nowego bytu", a jedynie
ma na celu zmianę nazwy uczelni. A zmiana nazwy może nieść za sobą koszty -
trzeba wymienić pieczęcie, druki, tablice.

To nie jest pierwsza negatywna opinia w sprawie bydgoskiego uniwersytetu -
wcześniej na uniwersytet nie zgodziła się Rada Główna Szkolnictwa Wyższego.
Zarzuciła Akademii Bydgoskiej, że obecna jej struktura daleka jest od wzorów
uniwersytetu, który powinien kształcić wielokierunkowo. AB nie
ma "uniwersyteckich" kierunków, takich jak filozofia, prawo, socjologia,
ekonomia. RGSW wytknęła też, że AB nie spełnia wszystkich formalnych wymagań -
aby stać się uniwersytetem, musiałaby mieć przynajmniej sześć uprawnień do
doktoryzowania, na razie ma tylko pięć. O szóste - prawo doktoryzowania w
dziedzinie politologii - zabiega od wielu miesięcy.

Centralna Komisja do spraw Stopni i Tytułów mogłaby zająć się wnioskiem,
gdyby nie to, że ma nieprawidłowości. Nie szkoda im czasu na kontrolę.

Od kilku dni nieustannie informujemy o Akademii Bydgoskiej - piszemy o wielu
aferach na tej uczelni. Ostatnio o niejasnych okolicznościach przyjęcia
protegowanej posłanki i 12 innych kandydatów, którzy dostali się na
anglistykę, choć nie zdali egzaminu. Rektor AB prof. Adam Marcinkowski
twierdzi, że doszło do nieprawidłowości w czasie rekrutacji, z tego powodu
uczelnia zdecydowała się obniżyć próg wymagań i przyjąć odwołujących się
kandydatów. Przeciwko decyzjom władz uczelni zaprotestowali naukowcy z
Instytutu Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej - czworo już złożyło
rezygnacje z kierowniczych stanowisk.

Jak wczoraj informowaliśmy, dodatkowo dwoje z nich - prof. Aleksandra Szwedka
i dr Ewę Wełnic - rektor ukarał upomnieniem. - Odwołamy się do komisji
dyscyplinarnej - zapowiedział wczoraj prof. Szwedek.

Po tych wszystkich sygnałach ministerstwo edukacji zapowiedziało kontrolę w
uczelni. - Docierają do nas niepokojące informacje - mówił "Pomorskiej"
Mieczysław Grabianowski , rzecznik prasowy MENiS. - Kontrola powinna
wyjaśnić, jak przeprowadzono rekrutację na anglistykę.
- Doskonale - ucieszył się prof. Szwedek.

Poza nim nikt z uczelni nie chciał komentować decyzji ministerstwa. Rektor
nie odbierał telefonu, a jego rzecznik prasowy, dr Mariusz Zawodniak
tłumaczył, że nie jest upoważniony do wypowiedzi na ten temat.

Jak już informowaliśmy, na magisterskie studia uzupełniające z anglistyki
dostało się 13 osób, które nie przeszły pomyślnie rozmowy kwalifikacyjnej,
ale złożyły na biurko rektora odwołania. W ubiegłym tygodniu wyszło na jaw,
że za jedną z kandydatek wstawiła się poseł Barbara Hyla-Makowska z SLD.
Władze uczelni twierdzą jednak, że obniżyły próg wymagań i przyjęły
kandydatów z odwołania wcale nie z powodu nacisków politycznych, a z powodu
tego, że kandydaci czuli się pokrzywdzeni, niesprawiedliwie ocenieni przez
komisję rekrutacyjną i w odwołaniach podnosili zastrzeżenia do prac komisji.
Rektor, jak twierdzi, zbadał sprawę wnikliwie i stwierdził poważne uchybienia
w pracy komisji.

Tymczasem jak się dowiedzieliśmy, z komisji egzaminacyjnej, przeciw której
kierowane są zarzuty o popełnienie uchybień, przyjęto 3 osoby, w tym
kandydata ze średnią ocen z dziennych studiów licencjackich - 2.82.
Ta osoba, choć przyjęta z odwołania, już zrezygnowała z magisterskiego
seminarium.

"Pomorska" próbowała ustalić, co znajdą kontrolerzy z ministerstwa w
dokumentacji uczelni.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka