monte83
18.02.05, 22:18
witam
dzis troche mnie zycie przekopalo.
poranek juz byl tragiczny bo musialem wstac o 10, zeby jechac na 11 do CSE a
potem do rektoratu.
jak juz sie jakos dotargalem tam to uznalem , ze byloby grzechem gbydym nie
odwiezil mojego wydzialu.
tak oczywiscie zaskoczenie bo po pierwsze, spotkalem z dwoch dziekanow, tym
samym uwazalem, zeby nie spotakac mojej pani od niemeickiego... brrrr...moglo
by byc ciezko.
o 12 padl cynk, ze sa wyniki z miedzynarodow u wasyla.
ten koles mnie dopiero pogrzebal... oczywisci 2... i dobry tekst:
" do zobaczenia"... glupie zarty:).
juz myslalem, ze weekend pelen depresji a tu mnie chwyta paniod prawa pracy-
no w sumie to rowna babka i nawet jak mi zadala mase pracy to i tak mnie
pocieszyla i humor byl duzy:):):).
studia.... super sprawa tylko ta sesja....
ciegle sie wydluza, w czasie i lista przedmiotow do zdania tez...
a na poniedzialem mam pozew, jakies opowiadanie i referat z prawa morskiego.
porazka.
aha i oczywisice musze uczyc sie finansow, miedzynarodow i niemca.
duza porazka-
sesja? nie poszla mi chyba:).
wam zycze wiecej powodzenia.