monte83
02.04.05, 21:23
ciezko mi pogodzic sie z cierpieniem Papieza. tak sobie mysle o tej calej
sytuacji- jakos nie traktowalem nigdy Ojca Swietego jako autorytet bo sam
chcialem zalozyc rodzine itd ale dzis widze, ze jest wielkim czlowiekiem...
i tak sobie jeszcze kombinuje w mojej glowie, ze dzis papiez jest tak jak
Chrystus, cierpi i widzi, ze miliardy ludzi modla sie za niego... czy to nie
wspaniale takie zjednoczenie?
a jednak mam male wachanie... bo modlitwa to modlitwa ale prosze pomyslcie
ile osob czerpie z niego nauki... papieza szanujemy ale czy go dzis sluchamy?
bo dzis w mc donaldzie jakas kobieta biedna chodzila i prosila pare
groszy... ludzie jej jakos nie dali zlamanego centa nawet... ja tez nie
dalem...
poza tym jeszcze jedno... kiedys kiedy umieral moj dzidek,
wiedzialem, ze jest chory ale wyjazdzlaem do szkoly i pomyslalem, ze jak
wroce za tydzien to do niego pojde... i nie zdazylem... uumarl... czulem sie
i do dzis mam wyrzuty sumienia , ze nie zrobilem wszystkiego...
i podobnie z Ojcem Swietym... kiedys bo w listopadzie 2004 r. byla wyprawa
senatu umk z okazji wreczania doktoratu honoris causa papiezowi i tez nie
udalo mi sie tam jechac.... nie dpelnilem pewnych formalnosci a troszke
zostalem oszukany i nie pojechalem... czy znowu przegapilem szanse ?
sorry, ze was tak mecze.
mam tylko nadzieje, ze Papiez ozdrowieje i na rocznice tego doktoratu
zobacze Go...
pozdrawiam Was.