Zdrowi sprawdzili jak radzą sobie niepełnosprawni

25.06.06, 23:53
Cóż nie trzeba jeździć na wózku,by życie w naszym mieście uczynić koszmarem
dla niepełnosprawnych i skazać je na siedzenie w czterech ścianach. Mój mąż
jest osobą niesprawną ruchowo, porusza się z wielkim trudem. Oboje więc wiemy
co znaczy załatwienie nawet prostej wydawałoby się sprawy jak wizyta w banku,
czy złożenie dokumentów w Urzędzie Wojewódzkim. Jestem "kierowcą" męża, nasz
samochód jest oznakowany. Musieliśmy załatwić sprawę w banku na Szerokiej.
Cudem znalazłam wolne miejsce do zaparkowania - takie normalne, bo o
oznaczonym można tylko marzyć. Podeszłam do "pana" parkingowego bardzo w tym
momencie zajętego rozmową. Łaskawie mnie jednak zauważył, postanowiliśmy
zaczekać, aż do nas podejdzie. Mąż wraz z naszymi gośćmi z zagranicy też
stali i razem oczekiwaliśmy cierpliwie, w tym czasie parkingowy brał od
kolejnych parkujących pieniądze, zwyczajnie zgarniał sobie do kieszeni,
żadnych pokwitowań nie dawał. Po 20 minutach takiego oczekiwania
postanowiliśmy pójść do banku. Ponieważ dojście zajmuje mężowi sporo czasu,
ja na wszelki wypadek wróciłam z jednym z moich gości sprawdzić co dzieje się
z samochodem. Za wycieraczką był oczywiście mandat za brak opłaty, na moją
uwagę, że zostaliśmy zignorowani, parkingowy bezczelnie oświadył mi, że mu
uciekliśmy i w tymże samym momencie kasował do kieszeni kolejną osobę. Nasi
goście nie posiadali się ze zdumienia na takie zachowanie. Mandat zapłaciłam
w kasie MZD, chciałam jednak złożyć zażalenie na takie traktowanie, ale to
niestety już w innym miejscu i w godzinach nie przystosowanych dla ludzi
pracujących do 15-tej. To tylko jeden ostatni przykład. Wiele mamy takich
przykrych doświadczeń.
Zostawim temat miejsc parkingowych i samych "parkingowych" w naszym mieście,
to temat rzeka.
Inny przykład, załtwianie sprawy w Urzędzie Wojewódzkim, miejsca na parkingu
oczywiście brak, więc mąż powoli wysiada i pomagam mu przemieścić się na
chodnik przed urzędem, za mną zatrzymują się samochody, kierowcy bez
opamiętania trąbią i rzucają ciężkie słowa. Zostawiam w bezpiecznym miejscu
męża, wracam do samochodu, odjeżdżam, szukam wolnego miejsca, znajduję dość
daleko, wracam do męża, wchodzimy podjazdem dla niepełnosprawnych bo nie ma
tam schodów i cóż - na podejściu stoi sobie drabina nikogo na niej nie ma, w
pobliżu też nie. Sama przestawiam drabinę i przemieszczamy się dalej. Po
odstaniu kolejki zostajemy obsłużeni i wracamy i powtórnie ta sama droga
tylko w odwrotnej kolejności.
Pokonanie krzywych chodników, dziur na przejściach dla pieszych (Plac Św.
Katarzyny) dostanie się do wielu instytucji po idiotycznie nieraz
skonstruowanych podjazdach (PKO BP na Szrokiej)czy wybranie się do kina to
Golgota dla osób mniej sprawnych.
Toruń pratenduje do miana kulturalnej stolicy, cóż mnie wydają się te
pretensje dużo na wyrost. Jedną z oznak kultury jest stosunek do
niepełnosprawnych, a w naszym mieście nie robi się nic, albo minimalnie i
powierzchownie, by ułatwić takim ludziom życie. Jakieś jednorazowe akcje i
okolicznościowe imprezy nie załatwią sprawy. Współczuję i rozumiem ludzi
mających trudności z powodu swoich niedomogów. Mam nadzieję, że władze
Torunia dostrzegą serio istniejący problem.
Pozdrawiam wszystkich niepełnosprawnych z Torunia

Pełna wersja