Gość: Wiech
IP: 217.97.134.*
13.02.03, 17:43
Z kupą, Mości Panowie Rajcy (i Panie), z kupą zawalczcie, a nie sobie głowę
jakimiś ślimakami i innymi dyrdymałami zaprzątcie!
Z kupą psią wszechobecną, co to wala się po całej Starówce i atakuje Bogu
ducha winnych przechodniów.
Niby niegroźna, bo napada bez agresji, 'statycznie', niczym mina.
Nie rzuca się, a zwyczajnie czeka cierpliwie na przechodnia, żeby mu się
podłożyć pod krok strzelisty i humor zepsuć szpetnie.... Oj, szpetnie!
Żarty żartami, a problem jest i czas by było coś z nim począć. 'Przesrane'
maja nie tylko ciemne zaułki, ale tez główne miejsca i ulice w mieście. Na
osiedlach poza ścisłym centrum pieski też sobie 'zrzucaja' zupełnie
bezstresowo...
'Wdepnąc' mozna równie dobrze w parku, na Rynku, jak i też na Szerokiej.
Prawdziwą 'gównianą' aleją jest chodnik w Zaułku Prasowym (ten od strony
muru) - niedowiarkom zalecam romantyczny spacer w celach poznawczych...
Czas by chyba coś z tym zrobić, bo wizytówka dla miasta jest to - nazywając
rzeczy po imieniu - po prostu gówniana!
Człowiek, miast zadzierać głowę na zabytki i podziwiac miasto, zerka czujnie
pod nogi, węsząc zasadzkę. Ten co dużo zadziera głowę, ma z kolei duże
szanse, żeby wpaść w poślizg, a potem 'iść jego sladem' przez kilkanascie
kroków. Taki ślad klęski spacerowej to zaiste piękny widok dla turysty...
NO, a jak zostaje taki epizod w pamięci, i jak miło sie go wspomina potem
przy kawce w stylu: 'wiesz miasto niby ładne, ale jak wdepnąłem w gówno to
czar jakoś prysł...'
Na kulturę włascicieli psów w tej materii bym raczej nie liczył. Przecież
takie łajno ich mierzi - wstrętne i smierdzące jakieś.
Piesek ich, kupa - jako cialo obce porzucone - niekoniecznie.
Kiedyś byłem świadkiem sceny, jak na Starym Rynku (pod Domem Harcerza
dokładnie) stał sobie z pieskiem starszy pan. Pan z dużym namaszczeniem
podziwiał gwieździste kontelacje (bo wieczór już był), a piesio oddawał się
własnie robieniu całkiem pokaźnej kupy.
W obywatelskim zrywie podszedłem do tego pana i zapytałem wprost, czy
zamierza to uprzatnąć. Odpowiedź była trochę nie na temat, bo pan dosyć
krytycznie odniósł się do mojego pochodzenia (mówiąc czyim to synem rzekomo
jestem) oraz w równie niewybredny sposob oszacował poziom mojego
zainteresowania ('a ch.. cie to obchodzi!').
Zrozumiałem, ze raczej nie jest zainteresowany sprzątaniem. W sumie dobrze,
że w pysk nie dostałem...
Myślę, że to Miasto i jego urzędnicy powinni zadbać, aby łajno raz a dobrze
zniknęło z chodników.
Najpierw prewencja, akcja ostrzegawczo-informacyjna może jakaś, może szarpnąć
sie i jakieś torebki z jednorazową tekturko-szufelką włascicielom porozdawać
z razem z broszurką 'instruktażową, nie wiem. Jest wiele możliwości.
Potem po prostu lać po łapach wszystkich złapanych na gorącym (dosłownie,
niestety) uczynku, rozdając po ojcowsku mandaty za zasmiecanie miasta.
Niby proste, a jakoś nikt o tym nie pomyślał.
Czas już chyba!