usher33
28.10.06, 01:00
Właśnie wróciłem z koncertu Closterkeller. Koncert był udany jednak to, co
stało się przy okazji już nie zasługuje na taką opinię. Otóż, od samego
początku koncertu dwóch kolesi dobrze się ze sobą bawiło. Przytulali się,
całowali itp. Nikomu z oglądających to nie przeszkadzało, jednak niestety
przeszkadzało najwyraźniej pracownikom ochrony z bydgoskiej firmy „Adsum”. W
pewnym momencie wyprowadzili obydwu. Wyszedłem za nimi, gdyż bałem się, że
bez świadków mogą coś im zrobić. Ostatecznie przerwałem najwyraźniej chłopcom
zabawę, wtrącając się w całą sytuację i proponując, że zadzwonię na policję.
Ochroniarze jako powód wyprowadzenia podali oczywiście inną przyczynę –
jakoby jeden z całujących się kolesi pokazał im „fuck”. Szef ochroniarzy po
pojawieniu się na miejscu nie widział w całej sprawie problemu. Jeden
uczestników zajścia, ten pokazujący niby owe „fuck,” zwiał, natomiast drugi
dostał – uwaga : zakaz wstępu do „Odnowy”. Zakaz wydali ochroniarze w
obecności swego szefa. Gdy zwróciłem uwagę na to, że nie mają jakiegokolwiek
prawa decydować, kto może lub nie może wejść do klubu, również otrzymałem
taki zakaz i również w obecności niereagującego szefa. Po moim pytaniu, czy
istnieje jakiekolwiek wewnętrzne rozporządzenie, które pozwala im taki zakaz
wystawić w stosunku do mnie zakaz anulowano. Jestem całą tą sytuacją bardzo
poirytowany tym bardziej, że działo się to w klubie studenckim, który jest
związany z uniwersytetem – ponoć ostoją wolnej myśli. Czy według was jest to
standard, z którym należy się pogodzić? Jednocześnie proszę wszystkich
świadków całego zajścia (tych spod sceny) o kontakt: usher33@poczta.onet.pl