Bajka o księżniczce śnieżce inaczej - torunianko

07.11.06, 20:15
Miłe dzieci nie będę was wprowadzał w niuanse bajki o królewnie śnieżce i jej
perwersyjnego związku z bandą tzw. siedmiu krasnali.
Powiedzmy że bajka zaczyna się od momentu kiedy to książe bez skazy i zmazy
ni plamy na honorze wspiął się już na rumaku na srebrną górę - boleśnię
obijające sobie przy tym wielokrotnie pupę oraz rozdzierając szaty w
niepielęgnowanym do stu lat ogrodzie.
Powiedzmy także że dorwał się już do kryształowego sarkofagu nadgryzionej
zembem czasu śnieżki i właśnie zaczyna się do niego dobierac. I w tym
momencie bajka zaczyna się ....
A wiec czas zacząc.
O rzesz ty, - rzekł książe zdenerwany tym że napieranie na niego bokiem, ani
kopy z książecego trzeiwka nie mogły poruszyc wieka kryształowej trumny.
A próbował już przecież różnie w przeciagu 6 poprzednch godzin.
Ani kilofek tego niezdary (4 krasnal w zastępie - narator nie pomni jak zwano
tego narwańca), ani zrzucanie z góry kamienia nie naruszyło kryształowej
konstrukcji.
Nawet podręczny mały slusarz okazał się bezpomocny.
I tak mówił jeszcze parę godzin walcząc z kryształową trumną dodając inne
sfromułowania które gdyby słyszała denatka pewnie by powróciła za grobu.
W końcu się zdenerwował i rzucił snieżkę i obudowę snieżki w cholerę.
I jaki z tego wniosek miłe dzieci ? otóż nie wszytko co ładnie zapakowane
warte jest zachodu.
Pełna wersja