Gość: paw.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.04.07, 16:23
Przy okazji dyskusji o rozszerzeniu granic Torunia o przyległe osiedla -
kilka słów.
W postępowaniu gmin wiejskich otaczających Torun widać ewidentną
niekonsekwencję, a wręcz nieuczciwość, zarówno w stosunku do swych
mieszkańców jak i do najsilniejszego partnera, Torunia. Otóż do czasu, gdy
torunianin kupuje działkę i w efekcie płaci gminie podatki - wszystko jest w
porządku. Zaczyna sę psuć, gdy dopomina się o swoje prawa jako mieszkańca.
Dlaczego?
Po pierwsze, gminy wspierają "stary" elektorat, a nie mieszkańców
napływowych. Nie trzeba tłumaczyć, że osiedla-wsie, daleko położone od
Torunia, mają elektorat wiejski. Ich potrzeby są niewielkie, a siła związania
z władzą gminną - duża. Mimo, że nie przynoszą prawie żadnego dochodu gminie
(rolnicy są zwolnieni), to właśnie tu wkłada się największe pieniądze. To
elektorat pewny, związany z wójtem mentalnie i historycznie. Możliwość ich
utraty (włączenia do Torunia) żadna, z racji dużego oddalenia. Inaczej niż
napływowi mieszkańcy - ci mają oczekiwania "miastowe", znają prawo, oczekują,
płącą dużo, ale i wymagają. Niestety ich prawa w opinii wielu gmin kończą się
w momencie płacenia podatku. Do spraw samorządowych mają się "nie wtrącać" i
biada temu, kto przekroczy tę granicę.
Gminy wiejskie od dawna stosują praktykę ograniczania inwestycji w
bezpośrednim sąsiedztwie Torunia. Wbrew publicznym deklaracjom współpracy,
traktują rozwój Torunia jako największe zagrożenie. Od lat bardzo realnie
liczą się z włączeniem przedmieść i starają się zabezpieczać tyły. Przykładów
jest wiele. Największym osiedlem na zachód od Torunia są Rozgarty. Ale
myliłby się ten, kto by sądził, że własnie tam najszybciej zostanie
zmodernizowana szkoła i stworzone gimnazjum. Szkoła jest mała, stara i
niedoinwestowana. Nowoczesna szkoła, a także gimnazjum - owszem, ale w
znacznie mniejszym Górsku. Tyle, że dalej oddalona, więc gmina zabezpiecza
swe interesy na lata - tracąc prędzej czy później Rozgarty, nie straci
szkoły. Nie wiem tylko, czy mieszkańcy Rozgart zdają sobie sprawę, że w
inwestycjach komunalnych zawsze przegrają z osiedlami dalszymi? I że rozwój
szkoły w Górsku oraz niedoinwestowanie Przysieka jest celowym, przemyślanym
zabiegiem, który będzie się nasilał? Ta proporcja z czasem będzie już tylko
gorsza.
To samo jest w Złotorii, która jako najbardziej oddalona od siedziby gminy,
najbardziej związana instytucjonalnie i funkcjonalnie z Toruniem, nie ma co
liczyć nie tylko na nowoczesną szkołę. Ma mieć uchwalony plan
zagospodarowania jako ostatnie w kolejności duże osiedle mimo, że od lat
cieszyła się największym zainteresowaniem inwestorów. Czemu? By maksymalnie
długo utrzymać silniejszą proporcję starszych, rdzennych mieszkańców, a całe
osiedle - w granicach gminy. Celowe podsycanie animozji "starzy-nowi" jest
trwałym elementem strategii większości podmiejskich gmin, a wyliczanie "ile
kto mieszka" - podstawą decyzji inwestycyjnych. Plany w pierwszej kolejności
robione są na znacznie gorszych, mniej zainwestowanych terenach, ale ...
dalej od granicy Torunia. Dlatego największym placem budowy stała się w
gminie Krobia i Lubicz Górny, gdyż odległośc zapewnia "bezpieczeństwo" granic
przez dłuższy czas. Nie jest trudne zrozumienie, dlaczego najatrakcyjniejsze
tereny w Lubiczu Dolnym, wzdłuż granicy Torunia i drogi 552 w kierunku
Grębocina, nie są przygotowane, nie inwestuje się tam tyle, co w dalszej
Krobii.
Na terenie Małej Nieszawki jest podobnie. Mała szkoła, bez infrastruktury i
porządnej modernizacji, bez gimnazjum. Mimo, że tu mieszka najwięcej osób,
nowoczesna szkoła oraz gimnazjum powstają w Cierpicach, najdalej oddalonym
zakątku od Torunia.
Dlaczego AquaPark, projektowany przez gminę, nie powstaje tuż przy samej
granicy Torunia? Przecież do zabytkowego centrum byłby rzut kamieniem, a
dojazd i zainteresowanie - lepsze. Ale powstaje on znacznie dalej od Torunia,
co jest mniej atrakcyjnie ekonomicznie - aż za siedzibą Urzędu Gminy. Czyli
dopiero jak nas wezmą w całości, stracimy AquaPark. Dla dochodów z AquaParku
gorzej, ale dla zabezpieczenia interesów gminy lepiej.
Osobną sprawą jest brak planów zagospodarowania. Mimo, że już sześć lat temu
wiadomo było, że ich żywot się kończy, większość gmin przez prawie dwie
kadencje nie zrobiła nic, by to zmienić. Dlaczego? Bo brak planu
zagospodarowania oznacza podejmowanie indywidualnych decyzji przez urzędników
gminnych, co pozostawia ogromne pole do interpretacji, dowolnego
rozstrzygania i dywagowania. Całe osiedla mogą być wstrzymywane od zabudowy
przez lata, a inne rozwijane. Obecnośc planu spowodowałaby utratę tego pola
swobodnej interpretacji - decydowałby tylko plan oraz zainteresowanie
rynkowe. Nie zawsze zbieżne z interesami władz gminy.
Cierpią wszyscy. Mieszkańcy osiedli położonych najbliżej Torunia, gdyż
otrzymują proporcjonalnie najmniej infrastruktury za najwyższe wpływy
podatkowe i zmuszeni są jeździć bardzo często dalej np. do szkoły. Cierpi
także sam Toruń, gdyż następuje niekorzystna dla niego sytuacja rozrzedzania
zwartej zabudowy i pośrednio - oddalania inwestycji od miasta. Charakter
miasta zostaje rozmyty.
Skoro mieszkańcy przedmieśc tracą i miasto Toruń traci - kto zyskuje?
Wyłacznie Urzędy Gmin, chroniąc swą egzystencję i oddalając w czasie
nieuchronny moment połączenia.
Im osiedle większe, a jego struktura i oczekiwania stają się coraz bardziej
miejskie, tym stanowią coraz większe zagrożenie dla jedności terytorialnej
gminy. Wówczas zaczyna się uprawianie polityki wstrzymywania rozwoju osiedli
modnych na rzecz wiejskich, biednych i oddalonych od Torunia, ale
zapewniających trwanie. Pytanie, czy mieszkańcy zdają sobie z tego sprawę i
czy chcą tego?
W Toruniu nie ma takich problemów. Brak zagrożeń terytorialnych na niekorzyść
miasta powoduje w miarę równomierne inwestowanie w zależności od potrzeb. Nie
jest konieczne uprawianie polityki nastawiania jednych osiedli przeciwko
drugim, co w gminach o znacznym zróznicowaniu między osiedlami jest niestety
powszechne.
Tak oto na szczeblu wiejskim bardzo często uprawia się "politykę".
Warto to przemysleć zanim zdecydujemy się na malowniczą okolicę. Czy władza
zapewni nam administrację na poziomie, do którego przywykliśmy? Natomiast sam
Toruń jak najszybciej powinien dążyć do dopasowania rodzaju administracji do
zmienionego charakteru osiedli, innymi słowy - połączyć je z gminą, w której
znajdują się główne związki funkcjonalno-przestrzenne ich mieszkańców.