ten_zly
07.12.07, 16:24
W dniu 19 października 2007 roku młodzi działacze jedynie wówczas słusznej
przewodniej siły narodu PiS urządzili suto zakrapianą przedwyborczą imprezę w
restauracji Ratuszowa na Rynku Staromiejskim. Alkohol lał się strumieniami, a
nasza elyta świetnie się bawiła, świętując spodziewane zwycięstwo.
Przykrą przygodę przeżył jednak niejaki Krzysztof B., z zawodu Dyrektor Biura
Poselskiego (p)osła Zbigniewa Girzyńskiego. Totalnie nabzdryngolony, nie był w
stanie nawet sobie zamówić taksówki po imprezie. Pod dom podwiózł go poseł
Łukasz Zbonikowski (choć nie wiadomo, czy Krzysztof B. był wówczas w ogóle
świadomy, co się z nim dzieje). Poseł popełnił błąd i wysadził bardziej
pijanego kolegę chyba jednak zbyt daleko. Krzysztof B. nie był w stanie
przejść o własnych siłach kilku kroków od parkingu do klatki schodowej i
ułożył się do snu przed blokiem, gdzie trzeźwiał przez większość nocy. Nawet
nie zauważył, gdy miejscowe lumpy obrobiły go ze wszystkich cennych rzeczy,
jakie przy sobie posiadał. Nie przypuszczali nawet, co to za ważna osobistość
ucięła sobie pijacką drzemkę na środku chodnika.
Cała toruńska policja miała polewkę z pijanego pis-dowca - nie omieszkał on
bowiem zgłosić kradzieży i pochwalić się swoim "wyczynem".
Panie pośle Girzyński, gratuluję świetnego doboru współpracowników. Wszak
wiadomo, iż „jeśli alkoholik, to wiesz że Polak i katolik”, ale może jednak
pana Krzysztofa warto byłoby zapisać do Stowarzyszenia AA?