List w sprawie dyr. Popielewskiego

25.05.09, 15:13
Szanowni forumowicze

13 maja w CSW, w ramach Festiwalu Filmów o Architekturze, odbyła się projekcja filmu dokumentalnego o berlińskiej dzielnicy Hansaviertel. Po filmie widzowie mogli wziąć udział w dyskusji z udziałem Adama Popielewskiego – dyrektora Wydziału Budownictwa i Architektury Urzędu Miasta Torunia, którego wypowiedzi są tematem niniejszego tekstu. Miałem okazję uczestniczyć w tej dyskusji. Jej początek dotyczył głównie problemów poruszonych w filmie, lecz z upływem czasu dyskutanci zaczęli poruszać bardziej lokalne wątki.

Pierwszym wątkiem wartym odnotowania był temat relacji między przestrzenią publiczną i prywatną. Pan dyrektor, zagadnięty o to, powiedział, że trudno zdefiniować, co jest przestrzenią publiczną, a co prywatną, że te sfery nakładają się na siebie, niełatwo je rozdzielić. Dlatego też trudno odnieść się do tego problemu będąc urzędnikiem decydującym o zagospodarowaniu przestrzeni. Jednocześnie stwierdził, że prawo własności jest, według niego, nienaruszalne i oczywiste jest, że właściciel nieruchomości może zrobić z nią, co tylko zechce.

Uważam, że taka postawa jest niebezpieczna. Pan dyrektor hamletyzuje: trudno oddzielić, definicje niejasne. Jest to groźne o tyle, że prywatni właściciele nieruchomości nie mają takich skrupułów. Starają się oznakować i zagospodarować każdą przestrzeń, jaką tylko mogą, jako prywatną, kontrolowaną przez siebie. Trudno oskarżać ludzi o to, że są egoistami. Polityka miasta powinna jednak stanowić przeciwwagę dla takich tendencji i bronić przestrzeni dostępnej dla wszystkich. Wynikiem tego ścierania się przeciwnych tendencji byłby pewien kompromis. Nie można jednak mówić o kompromisie, kiedy pan dyrektor nie wie, jak zdefiniować przestrzeń publiczną, a jednocześnie zaznacza, że prawo własności (prywatnej oczywiście) jest najważniejsze.

Jedna z osób biorących udział w dyskusji przywołała przykład Rotterdamu, jako miasta, w którym urzędnicy mają bardzo dużo możliwości decydowania o przestrzeni. Właściciele stawiający nowe budynki muszą dostosować się do, nieraz ostrych i bardzo szczegółowych, regulacji dotyczących wyglądu i funkcjonowania budynku. Dyrektor Popielewski zgodził się, że aby przestrzeń miejska była spójna i harmonijna, potrzebne są autorytarne decyzje urzędników. Jednocześnie, zapytany o plan zagospodarowania JAR-u, powiedział, że miasto wyznaczyło tylko siatkę ulic i wymóg, by budynki były najwyżej trzypiętrowe. Wygląd każdego kwartału ulic będzie zaś zależał wyłącznie od wizji developera.

Poruszyliśmy w dyskusji również wątek działalności dyrektora Biura Toruńskiego Centrum Miasta. Dyrektor Popielewski powiedział, że bardzo ceni dyrektora Szmaka, i że zrobił on wiele dobrego dla miasta. Przykłady, jakie podał, to słomiany łabędź postawiony po „epidemii” ptasiej grypy, oraz fontanna przy „Harmonijce”. Stwierdził też, że pomysły dyr. Szmaka są tak monotematyczne (figurki przedstawiające różne postacie, czy to z brązu, czy ceramiczne), ponieważ tylko na takie, estetycznie „łatwe”, pomysły można znaleźć pieniądze i „przepchnąć” je w Radzie Miasta. Rozumiem, że można postawić dwie lub trzy takie figurki, ale niedługo będziemy je liczyć w dziesiątkach i tłumaczenie, że nic innego nie da się przeforsować, jest chybione. W takim natężeniu te figurki są nie tylko niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe.

Dyr. Popielewski zdradził też, że dyr. Szmak ma w zanadrzu nowy, nieujawniony jeszcze, projekt, który będzie zrealizowany na Szerokiej. Nie będzie to jednak, jak wcześniej, rzeźba figuratywna, a coś bardziej "awangardowego". Poproszony o podzielenie się wiedzą o tym projekcie grzecznie odmówił. Powiedział tylko, że najpierw „postawią”, a wtedy mieszkańcy będą mogli ocenić wartość projektu. Zwróciliśmy mu uwagę, że takie projekty powinny byś konsultowane z mieszkańcami, że konieczny jest dialog, że nie można narzucać swojej wizji przemocą. Oczywiście, znowu możnaby przywołać przykład Rotterdamu. Chodzi jednak o to, by urzędnicy umieli obronić swoją decyzję. Skoro bowiem każda decyzja administracyjna jest, siłą rzeczy, autorytarna, to decydujący powinni mieć naprawdę „mocne karty” na swoją obronę. Nie muszą podporządkowywać się woli mieszkańców. Zwłaszcza, że różni mieszkańcy mają różne opinie. Muszą jednak umieć uzasadnić swoją decyzję, i to zanim projekt zostanie zrealizowany. Po ustawieniu takiego obiektu, uzasadnianie go jest właściwie bez znaczenia. A jeśli na dodatek uzasadnienie brzmi „bo ja wiem lepiej”, to trudno szanować taką decyzję i takiego urzędnika.

Dyr. Popielewski zwrócił uwagę, że dialog często jest trudny nie z winy UM, a z powodu niefrasobliwości „drugiej strony”. Że na konkursy, które miasto ogłasza, nie zgłaszają się lokalni plastycy. Przywołał też przykład projektowanej linii tramwajowej na Bielanach. Miasto poprosiło UMK o opinię na temat przebiegu trasy, a UMK taką opinię wyraził. Ale kiedy przygotowywano projekt wykonawczy, okazało się, że UMK zmienił zdanie i trzeba było porzucić wcześniejsze ustalenia. Jeśli rzeczywiście tak to wyglądało, to podzielam irytację pana dyrektora. Natomiast nie sposób uzasadnić w ten sposób zaśmiecania Starówki kolejnymi pseudorzeźbami, które nie podobają się chyba nikomu, oprócz pomysłodawców. A nawet, jeśli się podobają, to urzędnicy i tak tego nie wiedzą, bo nie pytali nikogo o zdanie.

Ostatnim wątkiem poruszonym w dyskusji było pytanie, czy władze miejskie powinny wychowywać estetycznie mieszkańców, oswajać ich z nowymi formami architektonicznymi i artystycznymi. Dyr. Popielewski odpowiedział, że miasto ma już wystarczająco wiele obowiązków – musi dbać np. o szkoły, o wiele różnych instytucji, które są zależne od miasta. Nie może więc brać na siebie jeszcze jednego obowiązku.

Pan dyrektor nie dostrzega, że ustawiając kolejne tandetne rzeźby, mimochodem wychowuje mieszkańców. Pokazuje nam bowiem, jaka estetyka jest uprawomocniona w publicznej przestrzeni. Jest to, niestety, estetyka kiczu. Mam świadomość, że słowo „kicz” może być dla pana dyrektora tak samo nieuchwytne, jak „przestrzeń publiczna”. Jednak realizowanie wszystkiego w tej samej konwencji pseudorealistycznych figurek, niezależnie od kontekstu i motywów, pozwala całkiem bezpiecznie stwierdzić, że mamy do czynienia z kiczem.





Powyższy list wysłałem tydzień temu do toruńskiej GW z pytaniem, czy zechcieliby go opublikować. Po 2 dniach zero odpowiedzi. Dzwonię i pytam, czy chcą. Dziennikarz dyżurny mówi, żebym napisał "parę zdań o sobie". Piszę, wysyłam maila. Znowu nic. Dziś dzwonię i znowu pytam. Pan "dziennikarz" mówi, że na razie nie opublikują, bo nie mają miejsca, może kiedy indziej. (Widocznie trąbki na stadionie zajęły całe miejsce). Spytałem, czy tak trudno napisać jedno zdanie, że nie opublikują. Pan dziennikarz odpowiedział, że on się tym nie zajmuje. Wobec tego wykorzystuję forum do kontaktu z Państwem.

Pozdrawiam

Wykrywacz

    • kid_cassidy Re: List w sprawie dyr. Popielewskiego 25.05.09, 16:25
      liczysz, że napiszą coś, co nie gloryfikuje Śmaka?
      A jak postawi pomnik na Szerokiej, to pójda po 3 arty dziennie ku
      chwale miejskiego dekoratora.
      • wykrywacz_awarii Re: List w sprawie dyr. Popielewskiego 25.05.09, 16:37
        Skoro drukują antyszmakowe listy prof. Chmielewskiego, a po Zaleskim jadą często
        gęsto, to myślałem, że zainteresuje ich nowa "bomba" Szmaka.
    • jacek-jecanty Re: List w sprawie dyr. Popielewskiego 13.06.09, 09:56
      Ale karierowicz dyrektor prezes Szmak zna sie najlepiej, ma wszystkich w dupie,
      a zwłaszcza środowisko artystyczne. NAwet uważa, ze takowe nie istnieje. Ten
      facet gada głosem lektora Polskiej Kroniki Filmowej.
    • rozczarowana-torunianka Re: List w sprawie dyr. Popielewskiego 13.06.09, 13:46
      Bardzo rzeczowy i spokojnie napisany tekst. Z przyjemnością go przeczytałam.
      Dziękuję.

      Nie rozumiem dlaczego GW po raz kolejny nie potrafi stanąć na wysokości zadania.
      "Odwalili" odgórną akcję przystanek Toruń czy jakoś tak i uważają, że mają
      spokój do następnej wymuszonej odgórnie akcji.

      Mieszkańcy mają prawo decydować o tym czego nie chcą. A urzędnicy są nie od
      spełniania własnych wizji, tylko od służenia mieszkańcom. Jeżeli urzędnicy chcą
      się sprawdzać artystycznie to niech zmienią zawód i staną z drugiej strony -
      ubiegają się o fundusze na spełnianie swoich wizji. W przeciwnym razie mają
      prawo realizować je tylko w przestrzeni prywatnej.
Pełna wersja