psychobella
22.08.09, 02:40
Witam!
chciałabym wszystkich przestrzec przed ochroniarzem w toruńskim New Yorkerze.
Wczoraj wybrałam się z młodszą, 13 letnią siostrą i z kuzynką na zakupy w
centrum. Obeszłyśmy kilka sklepów, i na końcu odwiedziłyśmy NY, gdzie siostra
również zrobiła zakupy. Kiedy wychodziłyśmy, bramka zapiszczała - co wiadomo,
często się zdarza i to nic nowego dla zakupomaniaków. I wtedy pojawił się
ochroniarz. Zabrał nas na stronę, i kazał pokazać torby - też norma. Miałyśmy
ich trochę, więc przeglądanie zaczęło trwać, i wkońcu ten pan z uśmieszkiem
rzucił tekstem - 'no dobra, to co zostało ukradzione z tego sklepu', przesunął
ciuchy które leżały na stoliku na środku sklepu, i przy wszystkich ludziach
dookoła kazał wyjąć wszystko z toreb. Dotyczyło się to głównie mojej młodszej
siostry. Mnie kompletnie zatkało, nie wiedziałam czy poprosić o wezwanie
policji czy nie, wynikły w tego wkońcu jakieś słowne przepychanki - facet
publicznie posądził mnie, moją kuzynkę, i przede wszystkim siostrę o kradzież,
a wkońcu ściągnął do nas kierowniczkę sklepu. Na zakupy w NY siostra miała
paragon i okazała go, gość przyczepił się do spodni z innego sklepu, bo na te
papier gdzieś się nam zawieruszył (to nic, że nie miały nadajnika itp., były w
oryginalnej reklamówce i ze wszystkimi metkami). Kolejnym argumentem było to,
że moja siostra nerwowo się zachowywała - ale to jest taki typ, i nic nie może
poradzić na trzęsące się ręce - niektórzy poprostu tak już mają. Do
ochroniarza nie docierały żadne tłumaczenia, jednak ten pan chyba myśli że
jest psychologiem, i było to dla niego podejrzane. Kiedy ktoś publicznie
oskarża 13letnie dziecko o kradzież, jak ma sie ono zachowywać??? Oboje -
ochroniarz i kierwoniczka sklepu - zabrali moją siostrę na górę do biura, ja
nie mogłam pójść, jako że nie jestem prawnym opiekunem. Zostałam na dole z
kuzynką, i tak jak wcześniej obiecałam ludziom z NY - zadzwoniłam po prawnego
opiekuna. W międzyczasie podeszły do nas ze dwie różne osoby, które
stwierdziły że to co sie dzieje jest skandaliczne, i żeby nie zostawiać tego
tak sobie, czyli jednym słowem musiało być niezłe przedstawienie - nie wiem,
nie zauważyłam, bo byłam zajęta dociekaniem naszych praw. W końcu siostra z
ochroniarzem i kierowniczką pojawili się na dole; gdy moja siostra okazała
zawartość toreb jeszcze raz w biurze, oczywiście okazało się, że nic nie
ukradła! Ona za to była w strasznym stanie, popłakała się i jeszcze bardziej
zestresowała sama tam na górze. Nikt nie powiedział choćby 'przepraszam',
ochroniarz uśmiechał się bezczelnie pod nosem a kierowniczka wróciła do biura.
Wkońcu prawny opiekun - czyli nasza mama dotarła do sklepu, pan ochroniarz
oczywiście dalej odzywał się poniżej jakiegokolwiek poziomu, mnie zapytał, czy
studiuję prawo, bo tak z nim rozmawiam, moją mame, tak jak i mnie wcześniej,
posądził o grożenie mu itd. Znów pojechaliśmy na górę, ale bez faceta. Ja
wyjaśniłam sprawę kierowniczce - bo nareszcie mogłam - wcześniej NIKT mnie nie
słuchał, ona wyjaśniła prawo, i ok, na spokojnie, nic do tej kobiety już nie
mam. Obiecała, że wyciągnie konsekwencje w stosunku zachowania ochroniarza,
ale wątpię, by nagana cokolwiek dała. Zostałyśmy też przeproszone w imieniu
sklepu - przez panią kierownik. Od faceta zero przeprosin, stał tylko
naburmuszony koło lady.
Ogólnie, o ile się orientuję na chwilę obecną, takie zachowanie - publiczne
oskarżanie o kradzież, podlega normalnej prawnej karze. Nie wiem jeszcze, czy
coś z tym zrobimy - czy warto tracić nerwy w sądzie na jakiegoś gościa, w
każdym razie chciałam przestrzec wszystkich przed tym ochroniarzem!