Gość: miemiec
IP: *.tmodns.net
08.07.10, 15:40
Odprowadzalem pare dni temu kolezanke na transatlantyka LOT z Nowgo Jorku (JFK) do Warszawy, wylot o 10.55. Kolejka do odprawy byla tragiczna, to znaczy nie tyle do odprawy co do zdania bagazu do przeswietlenia. Tradycyjnie juz LOT upycha sie tam gdzie najgorzej ( najtaniej) , tym razeem to terminal4, razem z roznymi egzotycznymi liniami....
Ale to pestka.
Ok. godz. 12.30 kolezanka dzwoni ze jeszcze nie leca, stoja. To jest OK, zdarza sie, natomiast nie ma w samolocie klimy, co przy temperaturze na zewnatrz 101 F daje w srodku okolo 50 C. Dzieci placza, stracy mdleja, mezczyzni w sandalach i skarpetach wsciekle na siebie warcza i jest ogolnie bardzo strasznie.
Pozniej kolezanka napisala ze klime wlaczono po godzinie LOT-u.
Czy to rutyna w tyc liniach na tej trasie? W koncy nie tylko Polakow bukowano na tamten lot, rozumiem ze polakow tak trakotwac jest OK, ze co z innymi ? Rozumiem ze mozna w ten sposob oszczedzic pare groszy ale czy to sie oplaca w koncowym rachunku? kto wsiadzie ponownie do ich samolotu ?