Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny

11.10.09, 15:18
Autor nic nie napisał o naszej Sobótce i kompletnie zniszczonych
tabliczkach na szlakach! Na przełęczy Tąpadła tabliczki są połamane!
A pod ślężą przy schronisku mapy wogóle nieczytelne.
    • Gość: autor Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny IP: 94.254.172.* 11.10.09, 16:24
      dzieki, zajme sie tym w najblizszym czasie :)
    • capotreno Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 16:25
      Dziękuję za ten artykuł, zgadzam się z postulatami Autora w 100%. Dobrze, że
      jeszcze ktoś zauważa tego rodzaju problemy...
      • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 17:06

        Ten artykuł nie jest odkrywczy, gdyż nie od dziś wiadomo, że
        infrastruktura turystyczna po polskiej stronie Sudetów, a zwłaszcza
        w dawnym woj. wałbrzyskim, zatrzymała się na poziomie głębokiej
        komuny. To samo dotyczy większości mieszkańców wsi sudeckich, którzy
        cały czas tkwią w poprzedniej epoce. Do tego wszystkiego dokłada
        jeszcze swoje trzy grosze policja oraz straż leśna, która kompletnie
        nie radzi sobie z szaleńcami na motocyklach i quadach. Na szczęście
        wystarczy przejechać pobliską granicę z Czechami, żeby znaleźć się w
        innym świecie, gdzie szlaki oznaczone są w sposób wzorcowy, noclegi
        i gastronomia to standard, a odpowiednie czynniki nie dopuszczają do
        niszczenia duktów leśnych...
        • alicjalawendowa Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 17:14
          Ale musisz przyznać że sposób oznaczania przez czechów szlakow jest
          zgoła dziwny.Na tabliczkach informujących podają odległość w km,nie
          podając czasu wędrówki.I nigdy nie wiadomo czy np .przejście 2km
          będzie trwać 5 godzin czy 20 minut.Bo brakuje informacji o trudności
          trasy.
          • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 12.10.09, 07:53

            alicjalawendowa napisała:

            > Ale musisz przyznać że sposób oznaczania przez czechów szlakow
            jest
            > zgoła dziwny.Na tabliczkach informujących podają odległość w
            km,nie
            > podając czasu wędrówki.I nigdy nie wiadomo czy np .przejście 2km
            > będzie trwać 5 godzin czy 20 minut.Bo brakuje informacji o
            trudności
            >
            trasy.

            Pozwól, że kompletnie się z tobą nie zgodzę. Jeśli na tabliczce mam
            napisane, że do celu jest ok. 2 km, to dokładnie wiem, że przejście
            tego odcinka nie zajmie mi więcej niż pół godziny. Oznaczanie zaś
            szlaków enigmatycznymi "czasami" przejść uważam za kompletne
            nieporozumienie, ponieważ każdy człowiek chodzi w innym tempie.
            Takie np. wejście na Śleżę z Przełęczy Tąpadła trwa u mnie ok. 45
            min., a dla rodziny z dwojgiem małych dzieci może się przeciągnąć
            nawet do dwóch godzin...
            • lukask73 Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 13.10.09, 11:35
              > a dla rodziny z dwojgiem małych dzieci może się przeciągnąć
              > nawet do dwóch godzin...

              Zatem rodzina z dwojgiem dzieci mnoży sobie przez dwa i wie.

              200 metrów inaczej się przechodzi poziomo po asfalcie, a inaczej na
              pochyleniu 50% w nierównym grząskim terenie.
              • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 13.10.09, 11:43

                > Zatem rodzina z dwojgiem dzieci mnoży sobie przez dwa i wie.

                A skąd niby ta rodzina ma wiedzieć, w jakim czasie ja wchodzę na tę
                górę? Żeby coś mnożyć, trzeba wiedzieć
                co...

                > 200 metrów inaczej się przechodzi poziomo po asfalcie, a inaczej
                na
                > pochyleniu 50% w nierównym grząskim terenie.

                Ale zawsze jest to konkretne 200 m i na podstawie mapy oraz analizy
                poziomicowej jestem w stanie obliczyć, jak długo zajmie mi pokonanie
                tego odcinka. Podawanie zaś jakichś z dupy wziętych czasów jest z
                założenia wprowadzaniem ludzi w błąd, bo kompletnie nie wiadomo, pod
                kogo te czasy są układane, czy pod sprinterów, czy pod emerytów...
                • lukask73 Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 14.10.09, 21:05
                  > kompletnie nie wiadomo, pod
                  > kogo te czasy są układane, czy pod sprinterów, czy pod emerytów...

                  Zdaje się, że pod przeciętnych turystów amatorów. Ty musisz czas
                  pomnożyć przez dwa, bo trzeba przecież policzyć, jak gęsto są
                  poziomice na mapie, wyliczyć pochylenia z wzoru, naszkicować profil
                  trasy... To wszystko trwa.

                  Normalny człowiek idzie dla przyjemności i nie robi mu różnicy, czy
                  czas będzie 10% in plus czy in minus. A współczynnik poprawki należy
                  sobie znaleźć doświadczalnie. Ja na przykład teraz mam razy
                  nieskończoność, bo z wózkiem po górach nie będę się taszczył. Z parę
                  lat będzie razy sto i tak asymptotycznie do jedności.
                  • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 14.10.09, 22:51
                    > Zdaje się, że pod przeciętnych turystów amatorów. Ty musisz czas
                    > pomnożyć przez dwa, bo trzeba przecież policzyć, jak gęsto są
                    > poziomice na mapie, wyliczyć pochylenia z wzoru, naszkicować
                    profil
                    > trasy... To wszystko
                    trwa.

                    Na "zdaje się" to ja mogę oceniać czyjść wygląd, a w górach chcę
                    mieć dokładne pomiary. A poziomice to ja sobie pooglądam w
                    domu...

                    > Normalny człowiek idzie dla przyjemności i nie robi mu różnicy,
                    czy
                    > czas będzie 10% in plus czy in
                    minus.

                    To po co ci, "normalny" człowieku w takim razie jakiekolwiek
                    oznaczenia? Ciesz się przyrodą, idź przed siebie i nie myśl o czasie
                    ani o kilometrach. Pozwól jednak, że ja będę chciał dotrzeć do domu
                    przed zmrokiem i wolałbym mieć w związku z tym szlaki pooznaczane
                    dokładnie, a nie według czyjegoś "widzimisię"...
                • Gość: Gosia Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny IP: 210.8.175.* 15.10.09, 00:55
                  Mysle ze podawanie czasu jest przydatne, napewno to co podaja jest
                  to czas sredni. Przedciez nikt nie oczekuje dokladnego czasu (to nie
                  dworzec kolejowy) wiadomo ze trzeba wziac poprawke bo kazdy idzie w
                  innmy tempie. Tak wiec jest przydatne ale nie konieczne, bo majac
                  liczbe km w przyblizeniu wiemy ile nam pokananie szlaku zabierze.
                  Tak wiec nie szukajmy dziury w calym. Przyjemnego Wedrowania!
                  Natomiast wspolczuje mieszkancom (rolnikom szczegolnie gdzie idioci
                  niszcza ich plony) i turystom terroryzowanym przez motocyklistow i
                  im podobnmy. Najszybszy i najskuteczniejszy sposob walki? - nie
                  wpuszczac tego "zlomu" do kraju!! (to wszystko prawie z chin -
                  zakazac import!)I zaraz niech "oburzeni" nie krzycza ze to bezprawie
                  i "skok" na ich wolnsc. Bo z wolnoscia to nie ma nic wspolnego.
                  Zyjecie w spolecznstwie (nie na bezludnej wyspie) i nalezy sie
                  liczyc z innymi - nie tylko moje JA!
        • Gość: jck Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.09, 18:15
          Akurat za komuny, to turystyka była na wyzynach a oznakowanie tras
          bardzo dobre. Wtedy jeszcze było sporo ludzi, którzy po prostu tym
          żyli. (bynajmniej nie bronię komuny)
          Co do reszty, to w pełni się zgadzam
        • Gość: Turysta Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny IP: *.swidnica.mm.pl 11.10.09, 20:40
          Nie pisz, że infrastruktura Gór Sowich "zatrzymała się na poziomie głębokiej
          komuny", bo sam nie wiesz, jak bredzisz. W okresie PRL-u góry w b. województwie
          wałbrzyskim były najlepiej zagospodarowane z wszystkich pasm polskich. Doskonale
          wyznakowane szlaki, pięknie urządzone miejsca wypoczynku, spora ilość schronisk
          budziły zazdrość innych regionów. Rękę na pulsie tych spraw trzymał św. pamięci
          Zygmunt Jodłowski z ZW. PTTK. w Wałbrzychu.I był wszędzie porządek.
          • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 12.10.09, 08:01
            Gość portalu: Turysta napisał(a):

            > Nie pisz, że infrastruktura Gór Sowich "zatrzymała się na poziomie
            głębokiej
            > komuny", bo sam nie wiesz, jak bredzisz. W okresie PRL-u góry w b.
            województwie
            > wałbrzyskim były najlepiej zagospodarowane z wszystkich pasm
            polskich. Doskonal
            > e
            > wyznakowane szlaki, pięknie urządzone miejsca wypoczynku, spora
            ilość schronisk
            > budziły zazdrość innych regionów. Rękę na pulsie tych spraw
            trzymał św. pamięci
            > Zygmunt Jodłowski z ZW. PTTK. w Wałbrzychu.I był wszędzie
            porządek.

            Tak się składa, że bardzo często było mi dane nocować za komuny w
            schroniskach na Przełęczy Jugowskiej, Srebrnej oraz pod Wielką Sową.
            Obawiam się jednak, że ówczesne standardy dzisiaj by mnie już
            niestety nie zadowoliły. Świat idzie do przodu, wymagania klienta
            też się zmieniają. Zwłaszcza jak zobaczył, jak to wygląda za
            miedzą...
        • bogda35 Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 12.10.09, 11:54
          to jest podstawowe pytanie - DLACZEGO słuzba lesna dopuszcza bydlaków na quadach
          do szalenstw w lasach ? mieszkam w Gorcach rozjezdzanych przez litości na
          quadach i terenówkach które funduje sobie nowobogacka hołota,były to kiedyś
          piekne góry - dziś dzika zrywka drzewa maszynami zupelnie
          niekontrolowana(transport ogromnymi samochodami głównie w soboty) niszczy
          wszelkie trakty i drzewostan.Zabudowa t.zw.bacowkami - a w rzeczywistości
          całorocznymi willami z odprowadzeniem ścierkow do najbliższych dolinek jest
          nagminna,co wiecej- zgodna z prawem.To państwo jest kompletnie bezsilne i rozlazłe
    • alicjalawendowa Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 17:09
      Wracając jeszcze do Gór Sowich,miałam tam akurat odwrotną
      sytuację .Wchodziłam na Wielką Sowę od strony Lasocina i nie było
      żadnej informacji że szlak jest zamknięty. Na gOrze mniej więcej
      50 metrów od szczytu szlak był zawalony drzewami po jakiejś dawnej
      wichurze i niestety musieliśmy schodzić spowrotem.BYłam zniesmaczona
      bo niedzielne plany wzięły w łeb. Więcej tam nie pojechałam i pewnie
      prędko nie pojadę.
      • Gość: HM_ Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.10.09, 20:42
        50 metrów od szczytu idąc i zawróciliście???
        Jest jakaś nagroda typu słynna osoba (np. Darwin) dla "turystów"? Myślę, że masz szanse na załapanie się w pierwszej trójce:D
        ...
        ...
        ...
        Przemyślałem sprawę. Ktoś sobie robi żarty. Tacy ludzie nie mogą istnieć. Gratuluję humoru! :D
    • pulper Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 17:34
      Jeżeli Góry Sowie są źle oznaczone, to proponuję wycieczkę w Góry Złote, tam
      to jest dopiero prawdziwa masakra :)
    • axpiter Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 17:53
      Góry Sowie znam bo mieszkam blisko ale fakt jest taki, że od
      Srebrnej Góry po zamek Grodno jest masa takich miejsc w których
      ciężko iść lub jechać po szlaku ze względu na kiepski stan
      oznakowania. Mółbym podać więcej takich ciekawostek jak autor ale
      chciałbym dodać jeszcze coś o pracownikach wycinających drzewa.
      Stawiają tablice kilka metrów od swego miejsca wyrębu natomiast
      turysta wstępując na szlak spotyka się po godzinie marszu z
      problemem braku przejścia bo jest praca. I co dalej ma ktoś taki
      zrobić?? A jeśli idzie o quady to potrzeba jakiejś akcji
      zjednoczonych sił np. Policji, Straży leśnej i.t.p. w jakimś
      jednakowym czasie powtórzonej kilka razy cyklicznie aby nie było tak
      że bez problemu pojazdy te śmigają po przełęczach a nawet szczycie
      W. Sowy bo niebawem wypłoszą całkowicie nam zwierzynę i rozjeżdżą
      nasze piękne ale małe G. Sowie
    • zelekkk Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 11.10.09, 20:02
      mieszkam w gorach sowich i niestety musze zgodzic sie z autorem. Sam mialem
      ostatnio sytuacji kiedy idac czerwonym szlakiem ze srebrnej gory do nowej rudy
      slupca szedlem szlakiem, ktorego nie ma na mapie i to chyba nie byla wina
      starej mapy. Uwazam ze faktycznie mozna by bylo bardziej te gorki
      rozpropagowac, ale patrzac z pozycji mieszkanca dla mnie moze zostac tak jak
      jest;) cisza i spokoj
    • Gość: HM_ Re: do p. Bachmanna IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.10.09, 20:55
      Tak się składa, że serpentyny w Górach Sowich to ogólnodostępne drogi publiczne, więc co ma "Z ich pobytu nikt nic nie ma." do tematu odstraszania turystów? Każdy ma prawo tam jeździć. A kierowcy, skoro przyjechali tutaj z Niemiec, to trochę pieniędzy i tak zostawią (przynajmniej za paliwo i posiłek). Generalizując sprawę, można egzekwować od kierowców wjeżdżających do Polski, że będą podpisywać zobowiązanie do wydania min. 100 Eu. na dzień aby kraj "coś" z tego miał. Kończąc zapytam czy wysłał Pan do PTTK informację o stanie szlaków czy za parę miesięcy będzie kolejny artykuł, że się nic nie zmieniło? "ktoś usilnie pracuje nad tym, aby maksymalnie utrudnić im życie." - temat artykułu powinien brzmieć: "(S)pis(e)k opon w Górach Sowich" ;).
      • Gość: Bety Re: do p. Bachmanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.09, 09:55
        Zgadzam się z przedmówcami. Dołożę jeszcze Góry Złote. Ostatnio miałam problem,
        żeby dojść przez Czerniak do Jaskini Raduchowskiej. Po wielu próbach udało się
        znaleźć szlak i dotrzeć do przepięknej jaskini. Polecam!
    • jarsons70 Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 12.10.09, 10:23
      Odnośnie stanu szlaków w górach, to zawsze należy pamiętać, że nie jesteśmy na
      chodniku w parku i rządzi się tu przyroda, a nie człowiek- zawsze można
      napotkać wiatrołomy, zwali się drzewo z oznaczeniem szlaku itp. Trzeba być na
      to przygotowanym, mając własną mapę i kompas, GPS i co tam jeszcze (innymi
      słowy odpowiedni ekwipunek). Tu nie wszysko da się sprzątnąć w ciągu kilku dni
      nawet. Wybierając się w góry jednocześnie wybieramy takie właśnie "atrakcje",
      kto ich nie chce mieć, to jednak lepiej niech się wybierze do parku.
      Oczywiście nie zwalnia to w żadnym wypadku odpowiednich służb od konieczności
      dbania o szlaki, z czego najprawdopodobniej wywiązują się źle, ale jeszcze raz
      przypominam, że góry nie są dla turystów, tylko turyści muszą uszanować góry i
      być przygotowani na to co tam jest.
      • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 12.10.09, 10:42
        jarsons70 napisał:

        > Odnośnie stanu szlaków w górach, to zawsze należy pamiętać, że nie
        jesteśmy na
        > chodniku w parku i rządzi się tu przyroda, a nie człowiek- zawsze
        można
        > napotkać wiatrołomy, zwali się drzewo z oznaczeniem szlaku itp.
        Trzeba być na
        > to przygotowanym, mając własną mapę i kompas, GPS i co tam jeszcze
        (innymi
        > słowy odpowiedni ekwipunek). Tu nie wszysko da się sprzątnąć w
        ciągu kilku dni
        > nawet. Wybierając się w góry jednocześnie wybieramy takie
        właśnie "atrakcje",
        > kto ich nie chce mieć, to jednak lepiej niech się wybierze do
        parku.
        > Oczywiście nie zwalnia to w żadnym wypadku odpowiednich służb od
        konieczności
        > dbania o szlaki, z czego najprawdopodobniej wywiązują się źle, ale
        jeszcze raz
        > przypominam, że góry nie są dla turystów, tylko turyści muszą
        uszanować góry i
        > być przygotowani na to co tam jest.

        Góry są jak najbardziej dla turystów, i to nie tylko dla
        wykwalifikowanych, ale także dla takich, którzy chcą sobie w
        niedzielę z rodzinką niezobowiązująco wejść na Wielką Sowę. Dawno
        temu zrozumieli to już Niemcy, Austriacy oraz Czesi, stwarzając u
        siebie we wszystkich atrakcyjnych turystycznie miejscach takie
        warunki, które zaspokajają podstawowe potrzeby przeciętnego turysty.
        Znam wprawdzie człowieka, który co roku w lutym buduje igloo na
        Śnieżniku i spędza tam noc, ale nie o to chyba w tym wszystkim
        chodzi...
        • jarsons70 Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 13.10.09, 10:51
          Zgadza się Niemcy i Austriacy to potrafili. Jak pisał dr Orłowicz w swoich
          wspomnieniach z podróży po Karkonoszach w początkach XXw, nawet wodospad Łaby
          działał dopiero wtedy, gdy się odpaliło parę marek - jeśli o takie góry chodzi,
          to chyba wolę polski, choć nie najlepszy, model. Można oczywiście wyasfaltować
          wszystkie szlaki i co 10 m postawić budę z hot-dogami, tylko czy to będą jeszcze
          góry, czy podmiejski park? W góry bliższe natury też można wybrać się z dziećmi,
          tylko trzeba się odpowiednio przygotować. Właśnie trzeba mieć świadomość, że to
          SĄ GÓRY, a nie miejski park.
          • czechofil Re: Weekend w górach, czyli pisk opon i spaliny 13.10.09, 11:10
            > Zgadza się Niemcy i Austriacy to potrafili. Jak pisał dr Orłowicz
            w swoich
            > wspomnieniach z podróży po Karkonoszach w początkach XXw, nawet
            wodospad Łaby
            > działał dopiero wtedy, gdy się odpaliło parę marek - jeśli o takie
            góry chodzi,
            > to chyba wolę polski, choć nie najlepszy, model. Można oczywiście
            wyasfaltować
            > wszystkie szlaki i co 10 m postawić budę z hot-dogami, tylko czy
            to będą jeszcz
            > e
            > góry, czy podmiejski
            park?

            Fatalne oznakowanie szlaków oraz szaleńców na quadach uważasz za
            lepszy model? Gratuluję, świetny wybór, po prostu
            rewelacja...

            >W góry bliższe natury też można wybrać się z dziećmi
            > tylko trzeba się odpowiednio przygotować. Właśnie trzeba mieć
            świadomość, że to
            > SĄ GÓRY, a nie miejski
            park.

            Góry są górami i nic tego nie zmieni. Fajnie jednak, jak czasami na
            takiej górze jest np. wieża widokowa, a na przełęczy poniżej jakieś
            schronisko z noclegownią oraz niezłą gastronomią. Nie każdy ma
            ochotę na survival...
        • antypolityk1 Nie do końca prawda 13.10.09, 14:46
          Może szlaki w Górych Sowich pozostawiają wiele do życzenia, ale już
          w innych rejonach szczególnie chronionych nie. Musi istnieć jakaś
          granica ingerencji człowieka, np. w Parkach Narodowych. Niektórzy
          internauci narzekają na brak schodków i barierek na szlakach w
          Tatrach. Do tego mamy się posuwać, aby robić dobrze turystom? Park
          Narodowy jest od tego, by przede wszystkim chronić przyrodę, a nie
          rozwijać masową turystykę. W słowackich Tatrach w ścisłym rezerwacie
          zostawiono drzewa po orkanie w 2004 tak jak były. Zrobiono przecinkę
          wyłącznie na szlaki. Nistety poza rezerwatami ścisłymi drzewa
          uporządkowano i zaczęły się od razu pomysły na różne inwestycje. Poc
          wtedy Park Narodowy?
    • antypolityk1 Najważniejszy problem to i tak quady 13.10.09, 11:19
      Najważniejszy problem to i tak quady, a nie nieozanczone szlaki.
      Owszem jest to utrudnienie, ale dzięki ogólnopolskiemu społecznemu
      przyzwoleniu mediów, polityków i policji quady niedługo zniszczą
      całkowicie polską przyrodę.
    • Gość: wanda tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze IP: *.anonymouse.org 14.10.09, 22:56
      Jeżeli szuka pan ordnungu jak w Niemczech to przepraszam, ja się nigdy
      w górach nie zgubiłam, a chodzę naprawdę wiele, czasami trzeba się
      wrócić i odnaleźć szlak ale to taki urok. No a jeżeli Pan się wybrał na
      podziwianie dawnych germańskich ziem w laczkach i oczekiwał Pan
      wybrukowanej ścieżki przez las, i szukał Pan na szlaku budek z napisem
      Bratwurst to chyba pojechał Pan nie tam gdzie trzeba.
      Szlaki są, tylko trzeba umieć patrzeć i myśleć. Jeżeli mamy wszystko
      sprowadzać do poziomu głąba to ciekawe gdzie to nas zaprowadzi.
      • czechofil Re: tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze 14.10.09, 23:46
        > Jeżeli szuka pan ordnungu jak w Niemczech to przepraszam, ja się
        nigdy
        > w górach nie zgubiłam, a chodzę naprawdę wiele, czasami trzeba się
        > wrócić i odnaleźć szlak ale to taki urok. No a jeżeli Pan się
        wybrał na
        > podziwianie dawnych germańskich ziem w laczkach i oczekiwał Pan
        > wybrukowanej ścieżki przez las, i szukał Pan na szlaku budek z
        napisem
        > Bratwurst to chyba pojechał Pan nie tam gdzie trzeba.
        > Szlaki są, tylko trzeba umieć patrzeć i myśleć. Jeżeli mamy
        wszystko
        > sprowadzać do poziomu głąba to ciekawe gdzie to nas zaprowadzi.

        Chyba nie zrozumiała pani przesłania tego artykułu. Nikt nie wymaga
        asfaltowania bądź brukowania szlaków turystycznych, chociaż budki z
        kiełbaskami by się w paru miejscach Sudetów przydały. To, że pani
        lubi błądzić po górach nie znaczy również, że mają być do tego
        zmuszani ludzie, którzy chcą się tam wybrać raz na jakiś czas z
        małymi dziećmi, turyści zwyczajnie nieprawieni, a także osoby
        starsze. Odmawianie im korzystania z uroków naszych gór uważam za co
        najmniej nieroztropne...
        • Gość: wanda Re: tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze IP: *.anonymouse.org 15.10.09, 00:55
          góry są góry. chodzi się po szlakach, oznaczenia są na drzewach i
          trzeba być spostrzegawczym. jakoś nigdy w życiu nie słyszałam, że
          ktoś się w naszych dolnośląskich górach zgubił i trzeba było go
          szukać, bo biedaczek tydzień błądził po lesie i jadł korzonki. nie
          równajmy w dół. rozumiem że ludzie się wybierają z dziećmi, ale to
          znaczy że wszędzie musza być wielkie tablice, drogowskazy i miejsca
          do przewijania niemowląt ? to może zróbmy na każdy szczyt schody
          ruchome, bo mamusia z tatusiem i dzieckiem łatwiej sobie dojadą. a
          winda na Ślężę. jak się małe dzieci to się wybiera trasy odpowiednie,
          dopiero jak dorosną to się je bierze w trudniejsze trasy i wtedy
          dzieciak ma prawdziwą uciechę. a nie że mamusi i tatuś zaraz się
          znajomym pochwalą jacy oni są aktywni i nowocześni że dwulatka w góry
          zabrali. bo tylko o to chodzi.
          • czechofil Re: tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze 15.10.09, 08:22
            > góry są góry. chodzi się po szlakach, oznaczenia są na drzewach i
            > trzeba być spostrzegawczym. jakoś nigdy w życiu nie słyszałam, że
            > ktoś się w naszych dolnośląskich górach zgubił i trzeba było go
            >
            szukać,

            Właśnie o to chodzi, że nie zawsze oznaczenia na drzewach są, o czym
            właśnie pisze p. Bachmann. Znam wiele miejsc w Sudetach, gdzie
            trafia się na szlaku na rozwidlenie i nie wiadomo, w którą stronę
            iść. Poza tym mało słyszałaś, bo ludzie gubią się co roku w Sudetach
            wielokrotnie, szczególnie w okresie zimowym. Żeby to wiedzieć,
            wystarczy nawet pobieżnie śledzić
            media...

            rozumiem że ludzie się wybierają z dziećmi, ale to
            > znaczy że wszędzie musza być wielkie tablice, drogowskazy i
            miejsca
            > do przewijania
            niemowląt ?

            Mają być zwykłe tabliczki, ale dobrze opisane i znajdujące się w
            newralgicznych miejscach na
            szlaku...

            jak się małe dzieci to się wybiera trasy odpowiednie,
            > dopiero jak dorosną to się je bierze w trudniejsze trasy i wtedy
            > dzieciak ma prawdziwą uciechę. a nie że mamusi i tatuś zaraz się
            > znajomym pochwalą jacy oni są aktywni i nowocześni że dwulatka w
            góry
            > zabrali. bo tylko o to chodzi.

            Tatuś i mamusia dwulatka też mają prawo chodzić po górach i nie
            muszą wybierać "odpowiednich" szlaków, bo mogą swojego malucha nieść
            w nosidełku. Nikt też nie zabrania się tym przed nikim chwalić.
            Bezpieczniej za to byłoby, gdyby ów tatuś i mamusia nie musieli
            szukać oznaczeń szlaku gdzieś po krzakach, tylko mogli spokojnie
            maszerować do przodu...
            • Gość: picasso Re: tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze IP: *.wroclaw.mm.pl 15.10.09, 09:23
              > Bezpieczniej za to byłoby, gdyby ów tatuś i mamusia nie musieli
              > szukać oznaczeń szlaku gdzieś po krzakach, tylko mogli spokojnie
              > maszerować do przodu...

              Po schodach albo wyasfaltowanym szlakiem w samochodzie lub quadzie ;)
              Wybacz, ale głupoty gadasz. A może nie wiesz o tym ale masz wadę wzorku
              i słabo widzisz. Spraw sobie okulary to już z żadnego szlaku nie
              zboczysz.
              • czechofil Re: tak to jest jak Niemiec się w góry wybierze 15.10.09, 09:29
                > Po schodach albo wyasfaltowanym szlakiem w samochodzie lub
                quadzie ;)
                > Wybacz, ale głupoty gadasz. A może nie wiesz o tym ale masz wadę
                wzorku
                > i słabo widzisz. Spraw sobie okulary to już z żadnego szlaku nie
                >
                zboczysz.

                Noszę okulary od wielu lat, także strzeliłeś babola. Poza tym nie
                piszę o sobie, tylko o ludziach, którzy w górach bywają stosunkowo
                rzadko. Dla mnie osobiście szlaki w Sudetach mogłyby nie istnieć,
                ponieważ najczęściej poruszam się po nich poza szlakami. Trasy
                znakowane przeszedłem już tyle razy, że przestało mnie to już
                bawić...
Pełna wersja