Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ...

19.10.09, 07:43
Na finansowanie takiej ilości studentów nie stać żadnego państwa i to
nie tylko państwo winno finansować studia. Obecnie chodzi o
pozorowanie studiowania korzystne finansowo jedynie dla kadry, która
tego stanu bynajmniej nie chce zmienić bo czerpie z tego profity a
ponadto ma 'status pokrzywdzonego'.
    • heraldek Polska potrzebuje takich miernych nowych elyt dla 19.10.09, 08:34
      ...Radia Maryja".....
      • sokolasty Re: Polska potrzebuje takich miernych nowych elyt 19.10.09, 09:52
        Na Zachodzie poprzestaje się na stopniu licencjata, nic więcej do normalnej
        pracy nie jest potrzebne.


        Z drugiej mańki: dlaczego kandydat na kurs auditora energetycznego, jeżeli brak
        mu uprawnień budowlanych lub kierunkowego wykształcenia, musi mieć dyplom mgra?
        Niezbędny jest dyplom mgra czegokolwiek, inżynier nie-budowlaniec (lub bardzo
        pokrewny), taki np. inż. mechanik-energetyk nie spełnia wymogów ustawy, ale już
        mgr teologii, kulturoznawstwa, filozofii czy antropologii już jak najbardziej.

        nie ma Średnie nie wystarczy? Licencjat/inżynier to za mało?


        Inna sprawa: pani w kadrach jęczy, że tylko inżynier, że nie magister inżynier,
        takie jakieś niepełne to wyższe. Kiedy indziej pani na rozmowie kwalifikacyjnej
        może jęczeć tak samo "bo wie Pan, kierownik to musi mieć magistra, bo jakby to
        wyglądało"...
    • piotrek0m Dewaluacja wyższego wykształcenia 19.10.09, 09:24
      Zdecydowanie się zgadzam! Dewaluacja! Tymczasem na rynku brakuje osób z
      wykształceniem zawodowym i średnim technicznym - tokarzy, ślusarzy, mechaników
      - osób które były by specjalistami w swoim fachu i wykonywały by swoją pracę z
      dumą i przekonaniem, że to co robią robią bardzo dobrze. Mamy pseudo
      absolwentów szkół społeczno-ekonomiczno-humanistycznych, przekonanych o
      własnej wyjątkowości, których rynek pracy zweryfikuje przy pierwszym
      zatrudnieniu. Nie będzie z nich ani dobrych mechaników samochodowych, ani
      dobrych sprzedawców - a w zawodzie pracy nie znajdą.
    • hela6 Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ... 19.10.09, 09:36
      No tak, jasne, tylko jak wytłumaczyć potencjalnemu pracodawcy, że do pracy
      odrobinę bardziej ambitnej niż temperowanie ołówków, nie potrzeba być
      magistrem? Tego się nie da.
      Potem dzwoni taki np. do radia i się skarży ze zatrudnił młodego inżyniera a
      on nie potrafi tego co technik :D
      najpierw szkolenia dla pracodawców, którzy jak w markecie, chcą kupować do
      swoich firm "to co najlepsze", ale nie koniecznie przydatne :D

      Paranoja jakas
    • etruskw-w Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ... 19.10.09, 09:53
      studiowałem zaocznie, gdy zabrakło mi kasy na czesne od razu
      skreślono mnie z listy studentów, prawdziwa szkoła ekonomii (
      notabene Uniwersytet Ekonomiczny)
      Za czas studiów mam zapłacić jeszcze składki do ZUS-u ,ponieważ
      studiowanie to też prowadzenie działalności gospodarczej, nawet
      dzień obrony pracy magisterskiej został potraktowany jako
      działalnośc gospodarcza.
      Dwa światy studia zaoczne i stacjonarne
    • etruskw-w Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw 19.10.09, 10:01
      nfajw napisała:

      Obecnie chodzi o
      > pozorowanie studiowania korzystne finansowo jedynie dla kadry,
      która
      > tego stanu bynajmniej nie chce zmienić bo czerpie z tego profity a
      > ponadto ma 'status pokrzywdzonego'.
      >
      jaki status pokrzywdzonego ???, gdy jechali na zmywaku lub miotle w
      bogatych krajach zaraz zapominali o krzywdach i liczyli dolary lub
      Euro
    • wielki_czarownik Czemu tu się dziwić? 19.10.09, 10:14
      Jeżeli pracodawcy sobie wymyślają, że do pracy w sklepie czy fabryce coraz częściej potrzebne są studia wyższe, to ludzie idą na te studia. Ma potem taki ktoś zaoczny licencjat z wyższej szkoły gry na cymbałkach, ale ma. Musi mieć, bo bez tego nie znajdzie pracy.
      • etruskw-w Re: Czemu tu się dziwić? 19.10.09, 10:28
        wielki_czarownik napisał:

        > Jeżeli pracodawcy sobie wymyślają, że do pracy w sklepie czy
        fabryce coraz częś
        > ciej potrzebne są studia wyższe, to ludzie idą na te studia. Ma
        potem taki ktoś
        > zaoczny licencjat z wyższej szkoły gry na cymbałkach, ale ma.
        Musi mieć, bo be
        > z tego nie znajdzie pracy.

        zauważ jedno, że nasze najlepsze uczelnie ( Uniwersytet
        Warszawski i Jagieloński) są na końcu drugiej setki w rankingu
        uczelni w Europie , i od tego powinny zaczynać się poważniejsze
        dysputy na temat jakości kaształcenia w Polsce
        • wielki_czarownik Kasa, kasa 19.10.09, 10:52
          Jeżeli adiunkt dostaje niewiele więcej od wykładacza towaru w Biedronce, to co się dziwić? Masz doktorat i zarabiasz 2000 PLN. No więc żeby żyć musisz dorabiać. Dorabianie jest kosztem czasu przeznaczonego na badania naukowe. Tak więc efekt jest jaki jest.
          Kwestia feudalnej struktury i nienaruszalnych starych profesorów też ma oczywiście znaczenie, ale wszystko zaczyna się od pieniędzy. Nie da się uprawiać nauki za 2000 PLN miesięcznie i dzieląc jeden pokój i 10 letni komputer z 3 innymi adiunktami i kilkoma doktorantami. To znaczy da się, ale co to za nauka?
          • Gość: Eryk Ciepłe posadki IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 19.10.09, 12:58
            To nie tak do końca. Ja znam dobrze akurat realia niemieckie.
            Tam póki nie uzyska się profesury (z małymi wyjątkami), nikt nikomu
            nie obiecuje stałej ciepłej posadki. Ludzie krążą po Niemczech przez
            x lat - co negatywnie odbija się na życiu rodzinnym - ale za to mają
            jakąś motywację, bo decydując się na karierę zawodową, coś w tym
            kierunku robią. Niemieccy profesorowie mogą w karierze naukowej
            powtórzyć temat wykładu lub seminarium 2 (słownie: dwa) razy. A jak
            się to ma do polskich realiów.
            Póki nie jest się profesorem - nie używam pojęcia adiunkt, bo nie
            zawsze to pasuje do warunków niemieckich - zatrudnienie znajduje się
            w ramach konkursów na stanowisko, a płace też nie są niebotyczne.
            Profesorstwo trzaska jeden temat wykładu od 30 lat (przeżyłem i
            wiem). Jest na stołkach niezagrożone, a przez to zdemotywowane. Więc
            jaka ma być ta jakość nauczania?
            Dlaczego np. niektóre wrocławskie instytuty filologiczne mają
            niemalże tyle samo pracowników co równoległe na Uniwersytecie
            Humboldta w Berlinie, a dorobek naukowy mierniutki.
            Reformą szkolnictwa najmniej zaintersowani są pracownicy naukowi,
            bo ... w zasadzie dobrze im tak, jak jest.
    • valana Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ... 19.10.09, 10:21
      Zupełnie nieświadoma- a jakże śmieszna!- pomyłka. Rozmówca był łaskaw
      stwierdzić, iż: "Dawniej tytuły naukowe osiągali ludzie o dużym potencjalne
      intelektualnym". Tak się składa, że tytuł naukowy jest jeden- to tytuł
      profesora (można to bez trudu sprawdzić w stosownej ustawie), więc skoro
      twierdzi, że profesurę dziś dostają miernoty, to byłoby to BARDZO odważne
      stwierdzenie (gdyby nie to, że tak naprawdę ma na myśli tytuł zawodowy
      magistra oraz stopień naukowy doktora, jak mniemam).
      Ale pomyłka wielce zabawna.
    • wsko-czi Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ... 19.10.09, 11:07
      Rozwiązanie ograniczenia liczby studentów to całkiem niezły pomysł.
      Wykształcimy 50 dobrych fachowców zamiast 100 z mniejszymi
      kwalifikacjami. Z tym że i w pierwszym i w drugim przypadku 50
      absolwentów wyjedzie za granicę i wróci do Polski na emeryturę. Nie
      ubliżając nikomu może warto się zastanowić gdzie leży problem w
      kiepskim przygotowaniu studentów. Może to gimnazja trzeba zreformować
      i szkoły średnie, a nie uczelnie. Reforma uczelni w obecnym zarysie
      przypomina Narodowy Fundusz Zdrowia. Tylko że w tym przypadku nie
      będziemy czekać na magistrów tylko słono płacić za zagraniczny papier
      i "potencjał", bo wiedza i umiejętności mogą być na jeszcze niższym
      poziomie.

      Efekt takiej reformy będzie korzystny tylko i wyłącznie dla uczelni
      prywatnych, a nie studentów.
      Może ktoś z naszych wybitnych profesorów i doktorów słyszał o ISO?
      dzięki temu uczelnie zmuszone zostaną do podnoszenia standardów
      nauczania. Ponieważ studenci prawdopodobnie pójdą tam gdzie będą
      lepsze warunki. Z drugiej strony stwarza to zagrożenie dla uczelni
      państwowych.
      Na znacznej części uczelni prywatnych wykładają profesorowie z
      uczelni państwowych. Więc dlaczego zaniżają oni poziom na uczelniach
      prywatnych? Może dlatego że nie potrafią przekazać wiedzy młodszemu
      pokoleniu....
      • Gość: grigg Płatne studia IP: *.Red-79-145-242.dynamicIP.rima-tde.net 20.10.09, 02:47
        Studia powinny być płatne. Jeszcze parę lat temu wydawało mi się, że to zły
        pomysł (gdy zaczynałem studia i nie szastałem pieniędzmi, zresztą dalej nie
        szastam ;), ale teraz uważam że wręcz przeciwnie.
        Jednocześnie stypendia za wyniki w nauce powinny znacząco wzrosnąć, tak żeby
        najlepszych było stać na opłacenie czesnego
        .
        Czyli mniej więcej powiedzmy 25% obecnie najlepszych studiowałoby de facto za
        darmo, tak jak obecnie, kolejne ileś procent za niewielkie kwoty.
        To wyeliminowałoby ludków którzy nie nadają się na magistrów, a idą na studia bo
        jest za darmo i będzie papierek niezbyt dużym kosztem, bo uczelnia przepcha
        takiego delikwenta, żeby tylko dotacji nie uciąć.

        Wiem o czym mówię, bo kończę jeden z "topowych" obecnie kierunków (informatykę),
        w ostatnich latach przyjmuje się coraz więcej osób o coraz mniejszych
        umiejętnościach i chęciach zrobienia czegokolwiek. Po 1. roku gdy przychodzą
        projekty, praca z takimi ludźmi to katorga! (standardowo, jeden-dwóch robi,
        trzech się przygląda albo udaje, albo wszystko czego się dotkną to paprają, więc
        koniec końców pierwszy robi wszystko sam żeby było porządnie zrobione).

        A uczelnia w ramach oszczędności łączy się 4 grupy o podobnych (wedle nazwy)
        kursach w jeden wykład dla 400 osób, z którego nikt nie jest w stanie wynieść
        niczego pozytywnego (tłok i ogólna atmosfera na sali, powtarzający się materiał
        itp.)

        Tylko pytanie czy ktoś racjonalnie pomyśli, czy dalej będziemy woleli chwalić
        się że jest świetnie bo 3/4 młodzieży studiuje. No i druga kwestia już
        wspomniana, chory fakt że szukając przy wbijaniu gwoździ trzeba mieć papierek
        magistra, ale przy wprowadzeniu systemu płatnych studiów po kilku latach samo by
        się to ustabilizowało, bo natura nie znosi próżni.

        Kończąc, zastanawia mnie to, że ponoć tylko kilka procent studentów polskich
        uczelni jest na kierunkach technicznych. Łącząc to ze wspomnianym przeze mnie
        faktem że połowa z nich się nie nadaje, a mimo to uczelnie przyjmują coraz
        więcej osób, bo "potrzebujemy inżynierów", widać, że zapędzamy się w kozi róg.
        Nie widzę prostego rozwiązania, ale chyba lepiej mieć niewielu inżynierów niż
        wielu ale słabych - przynajmniej za państwowe pieniądze.


        Przepraszam za ten niespójny wywód, ale zawsze jak siądę do klawiatury, to nie
        mogę skończyć ;)
    • soul.music Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państwo ... 19.10.09, 12:32
      Nie ma się co dziwić, że połowa dwudziestolatków studiuje, skoro obecnie w co
      drugim ogłoszeniu o pracę nawet na najprostszych stanowiskach "Wymagania:
      wykształcenie wyższe lub student piątego roku". Prawda jest taka, że z
      wykształceniem średnim jest się w oczach pracodawców nikim.
      Jak tak dalej pójdzie to na sprzedawcę w markecie budowlanym będą przyjmować
      tylko inżynierów po politechnice. Doktorat będzie dodatkowym atutem. Otoczenie
      samo wywiera presję, że trzeba mieć wyższe wykształcenie a potem się dziwią,
      że 2 mln osób studiuje. Zwariować można...
      • Gość: asdfafdasdfsdfadfa Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.10.09, 14:13
        a czemu się dziwisz? Ja spotkałem na swojej drodze ludzi po szkole
        średniej (nie tylko po liceum, ale po wszelkich technikach i
        szkołach zawodowych), którzy nie umieli porządnie mnożyć czy też
        czytać płynnie (czytanie ze zrozumieniem jest chyba jakąś wiedzą
        tajemną, której nie można posiąść za pomocą wykształcenia szkoły
        podstawowej). I nie twierdzę, że mechanik samochodowy ma od razu
        czytać i rozumieć Gałczyńskiego. Powinien za to wiedzieć, co to
        rysunek techniczny i jak poprawnie naprawić układ, który się w aucie
        zepsuł, a do tego niestety umiejętność czytania (instrukcji,
        poradnika) się przydaje.

        Innymi słowy - w chwili obecnej każdy idzie na studia, bo mu to
        pasuje. Gdyby był rzeczywiście studiami zainteresowany to po
        pierwsze - wybrałby kierunek albo niszowy, albo też bardzo
        popularny, ale miałby naprawdę dobre wyniki. Studiowałby na
        państwowej uczelni i utrzymywał się ze stypendium i pracy na etacie
        (a wiem, że tak można, bo mam przykład w rodzinie - brat skończył
        informatykę jako jeden z najlepszych na roku, a od 3 roku studiów
        już pracował w amerykańskiej firmie z filią w Wawie podczas gdy
        studiował we Wrocławiu).

        Jednak idzie się obecnie po najmniejszej linii oporu - można zostać
        magistrem od robienia tipsów albo studiować rekreację... bo kierunki
        tworzyło się nie z myślą o edukacji lecz o przyjęciu jak największej
        liczby studentów, którzy za studia w jakimś stopniu płacą albo płaci
        za nich państwo. Młodzi ludzie patrzą na okres studiów jak sroka na
        złoty papierek - 5 lat można się 'opierniczać', wojsko nie ścigało,
        nie trzeba pracować, a i trochę pieniędzy się z tego tytułu dostaje
        (np. od rodziny czy za wyniki sportowe, do których akurat nauki
        ścisłe mają się jak pięść do nosa o ile nie jest to uczelnia typowo
        sportowa).

        Wyjściem z tej sytuacji jest masowe 'nie-pójście' na studia
        kolejnych roczników. Wtedy kierunki tworzone 'z potrzeby luzu'
        znikną z rynku, studia ponownie będą dla tych bardziej światłych
        intelektualnie (bo serio, iść na ekonomię i nie wiedzieć co to całka
        czy macierz?), kadra dydaktyczna będzie miała o wiele więcej czasu
        na tworzenie wartościowych prac naukowych, w dodatku zaostrzy się
        konkurencja na tym polu (spora część studentów będzie chciała
        przynajmniej zrobić doktorat).

        Ja osobiście przyglądam się temu wszystkiemu 'z boku', choć jestem
        studentem. Po prostu poszedłem 'na lekarza' czyli na medycynę.
        Uczelnia 'od zawsze' przyjmuje nie więcej niż 250 osób na rok. I
        widać, że taki system popłaca, jeśli chodzi o edukację samych
        studentów (bo też nikt się z nimi nie cacka, że muszą na uczelni
        zostać, żeby płacić). No ale jest druga strona medalu - podczas gdy
        uniwerki i politechniki budują sobie coraz to nowe budynki, szpitale
        kliniczne są wiecznie zadłużone. Uczelni nie stać na 'waciki', a o
        automatach do kawy trąbiono jak o wielkim sukcesie na drodze do
        'uczelni przyjaznej studentom'. Także - owszem, mamy zły system. Ale
        mnie szlag jasny trafia, jak ostatni burak i prostak ze słownictwem
        ograniczonym do kilku zdań i całej masy przekleństw w tej chwili
        dostał tytuł magistra lansu i bansu, a ja jeszcze się uczę (czyli w
        tym przypadku on już ma lepsze wykształcenie niż ja na 6 roku).

        Róbcie tak dalej, kochana młodzieży, róbcie tak dalej, mądrzy
        politycy. Już niedługo do zamiatania podłogi trzeba będzie posiadać
        przynajmniej mgr i dwa fakultety ;)

        Aha - co do pracy - firmy zatrudniają chętniej ludzi na studiach bo
        ci są tani i nie trzeba tak dużych składek za nich płacić. To samo
        zaraz po studiach - można sobie wziąć z ulicy niejednego magistra,
        który coś potrafi, praktycznie za bezcen. Po co więc brać osoby bez
        wykształcenia?

        Mój tata (który jest mądrym człowiekiem) powiedział: maturę TRZEBA
        zdać, a na studia MOŻNA się dostać. (Chciał wiedzieć, czy mam zamiar
        zostać 'intelektualistą'). Podał też kilka przykładów, że fachowcom
        bez studiów żyje się dużo lepiej niż człekowi z tytułem, ale bez
        wiedzy praktycznej...

        Jak ja się cieszę, że przynajmniej uczelnie medyczne w tym kraju nie
        przyjmują ludzi na potęgę. To naprawdę wiele zmienia. Byłem na
        politechnikach na kierunkach masowych (znajomi mnie prosili o
        odebranie czegoś z dziekanatu) - aby załatwić jedną sprawę trzeba
        czekać godzinę. Jeśli taki sam dostęp jest do asystentów, to ja się
        wcale nie dziwię, że teraz nikt nie może uzyskać potrzebnej mu
        wiedzy w szerszym zakresie niż przedstawiany na seminariach (bo z
        tego co wiem, na wykładach pojawia się do 10% uprawnionych, chyba że
        wykłady są w jakimś stopniu obowiązkowe).

        Dalej trwajcie w przekonaniu, że jesteście tymi pokrzywdzonymi przez
        system kształcenia, dalej sądźcie, że wasz tytuł to wielkie
        osiągnięcie. Tyle.
        • embriao Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw 19.10.09, 14:50
          I nie twierdzę, że mechanik samochodowy ma od razu
          > czytać i rozumieć Gałczyńskiego. Powinien za to wiedzieć, co to
          > rysunek techniczny i jak poprawnie naprawić układ, który się w aucie
          > zepsuł, a do tego niestety umiejętność czytania (instrukcji,
          > poradnika) się przydaje.

          Ale to powinien umieć już po zawodówce i do tego nie trzeba politechniki.
          • etruskw-w Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw 19.10.09, 14:57
            embriao napisał:

            > I nie twierdzę, że mechanik samochodowy ma od razu
            > > czytać i rozumieć Gałczyńskiego. Powinien za to wiedzieć, co to
            > > rysunek techniczny i jak poprawnie naprawić układ, który się w
            aucie
            > > zepsuł, a do tego niestety umiejętność czytania (instrukcji,
            > > poradnika) się przydaje.
            >
            > Ale to powinien umieć już po zawodówce i do tego nie trzeba
            politechniki.

            właściwie do naprawiania samochodów to lepiej znać niemiecki lub
            angielski,lub kraj z kórego pochodzi samochód, polski jest mało
            technicznym językiem i brakuje często technicznych odpowiedników
            słów, więc mechanik w celu zwiększenia wiedzy musi studiowac na
            politechnice, by samemu zrobić trudne tłumaczenie , na które
            humanista nie zna odpowiedzi ( po lekturze Mickiewicza i
            Słowackiego)
    • Gość: Myślący nienauk. Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.09, 15:08
      Pan dr hab. myli się - obecny system finansowania studiów promuje bardzo wyraźnie uczelnie publiczne kosztem niepublicznych. To uczelnie publiczne mają dofinansowanie studiów ze strony państwa w postaci darmowych studiów, ogromne biblioteki ze zbiorami gromadzonymi za pieniądze podatników, ale do których tenże podatnik nie ma w ogóle lub ma bardzo utrudniony dostęp, pracowników naukowych czy administracyjnych, którzy dostają 2 tys. na rękę bez względu na to, "czy się stoi, czy się leży"...

      Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację: liczba bezpłatnych miejsc na darmowe studia jest uzależniona nie od tego, czy uczelnia jest państwowa czy prywatna, ale np. od poziomu dydaktycznego uczelni, bądź też jest proporcjonalna do liczby studentów na każdej uczelni (a więc mają do nich prawo zarówno uczelnie państwowe, jak i prywatne). Wtedy ci najlepsi kandydaci szliby na studia nie na uczelnię państwową (bo tak jest za darmo), ale kierowaliby się jakością uczelni. To by spowodowało jeszcze większy wzrost poziomu nauczania tych uczelni, za tym szłyby pieniądze, za pieniędzmi kadra... W ten sposób powstałby mechanizm rynkowy podnoszący jakość kształcenia i zarobków na polskich uczelniach. A tak mamy dyktat uczelni państwowych, powszechną mizerię i ciągłe narzekania!
      • Gość: cvcvc Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.09, 17:45
        Nie uczelnie prywatne podniosą wymagania. Choćby do poziomu
        kiepskich publicznych. Od razu stracą 70 % chętnych. Studia stały
        się modą a nie środkiem do zdobycia lepszej pracy. W praktyce
        bardziej liczą się umijętności a nie dyplom. Dowod = tysiące mgr nie
        ma pracy w "zawodzie" ,ale pracują i zarabiają więcej niź ich
        koledzy ....
        • Gość: myślący nienauk. Re: Przyjmujmy na studia tyle osób, na ile państw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.09, 19:42
          Ale one nie podniosą wymagań, dopóki będą zbierać same ochłapy po uczelniach państwowych, bo ci najlepsi zawsze będą iść na studia darmowe. Najlepszym sposobem jest zrównanie uczelni państwowych i prywatnych pod względem finansowania studiów - albo sprawiedliwie podzielić liczbę darmowych miejsc na studiach, albo też zlikwidować studia darmowe.
    • Gość: . Wprowadzić płatne studia IP: *.finemedia.pl 19.10.09, 16:04
      Należy wprowadzić płatne studia. Wszystkie. Dzięki temu podatnik nie będzie finansował pseudoelity, z której część i tak odpada po pierwszej sesji, części zależy tylko na papierku, a kolejna część po studiach wyjeżdża i przyczynia się do rozwoju innego kraju. I gdzie tu interes podatnika ?
      Zaraz pojawią się komentarze, że będzie to ograniczenie dla mniej zamożnych rodzin itd. Rozwiązaniem jest kredyt studencki na preferencyjnych warunkach (nisko oprocentowany, spłacany 2 lata po zakończeniu studiów) oraz stypendium za wyniki w nauce w wysokości umożliwiającej pokrycie kosztów kształcenia lub ich części.

      W Stanach nawet uczelnie państwowe są płatne, mimo to studiują w nich osoby niemal z całego świata, a na 20 najlepszych pod względem kształcenia uczelni, aż 13 to uczelnie właśnie w Stanach.
      www.usnews.com/articles/education/worlds-best-colleges/2009/06/18/worlds-best-colleges-top-400.htmlPozdrawiam
      • Gość: jot Re: Wprowadzić płatne studia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.10.09, 07:41
        Te wszystkie wypowiedzi to bardzo ciekawy materiał dla psychologa, albo nawet
        dla psychiatry. Ileż tu kompleksów, zawiści, złości, zawiedzionych nadziei,
        chęci bezinteresownego dokopania wszystkim i wszystkiemu...
        • etruskw-w Re: Wprowadzić płatne studia 20.10.09, 08:33
          Gość portalu: jot napisał(a):

          > Te wszystkie wypowiedzi to bardzo ciekawy materiał dla psychologa,
          albo nawet
          > dla psychiatry. Ileż tu kompleksów, zawiści, złości, zawiedzionych
          nadziei,
          > chęci bezinteresownego dokopania wszystkim i wszystkiemu...

          no widzisz żyją w tym kraju takie palanty jak ty , co to nigdy
          dolara lub euro nie zarobiły , a jeśli pojechały za granicę to na
          drogą wycieczkę z biura podróży. Zapewne urząd pracy płaci Tobie
          zasiłek a ZUS chorobowe lub rentę i chcesz prowadzić dywagacje
          psychologiczne za moje podatki lub składki do ZUS miernoto
Pełna wersja