Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego stawu?

30.10.09, 20:21
CENZURA usunęła?
    • marcinbernad1987 Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego stawu? 30.10.09, 21:15
      Zjedli je okoliczni cyganie!
      • Gość: kosmopolita Re: Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego sta IP: 188.121.11.* 30.10.09, 21:42
        A wg mnie zjedli je lokalsi, z cyganerią nie mający nic wspólnego!
        • Gość: bf Re: Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego sta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.09, 00:08
          bieda w Polsce widać już na takim etapie, ze Polacy jedzą nawet
          łabędzie. Coś jeść, żeby przeżyć trzeba, ale ptaków szkoda.
    • krzysztofczyz Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego stawu? 31.10.09, 09:20
      Pojwia się potrzeba radykalnych posunięc w walce z bezdomnością i
      patologiami. Leśnica to miejsce o złej sławie, malowanie elewacji
      jej nie zmieni.
      • Gość: trelemorele Re: Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego sta IP: 193.195.120.* 31.10.09, 09:52
        a ja stawiam na Anglikow mieszkajacych we Wroclawiu. Robia to w
        zemscie za labedzie zjadane przez Polakow w UK!! ;)))
        • Gość: Maczores Re: Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego sta IP: 87.192.160.* 31.10.09, 10:28
          Cyganie to znani smakosze labedziego miesa. Pare lat temu bylem swiadkiem jak
          poluja na labedzie na zamarznietej Nysie w Klodzku za pomoca grubej zylki i
          kulki chleba z haczykiem.
          • kklement Re: Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego sta 31.10.09, 11:08
            Trzeba było zapolować na nich :) Za pomocą silnej wiatrówki >:]
    • aabjp Gdzie się podziały łabędzie z leśnickiego stawu? 01.11.09, 20:19
      Nie minęło dużo czasu od Waszego artykułu, gdy spotkałam się z sytuacją
      ratowania przez motorniczego tramwaju potrąconego na moście Grunwaldzkim
      łabędzia (niedziela, 01.11.2009 ok.19.30).
      Gdy motorniczy tramwaju linii 4 przenosił go na rękach, łabędź żył jeszcze.
      Przejeżdżając obok samochodem postanowiłam wezwać pomoc i w tym celu
      zadzwoniłam na numer straży miejskiej (986), ale tu nikt nie odebrał. Potem
      dwa czy trzy telefony pod 112 i tu lekkie zdziwienie - zajęte (taki to już
      głupi dzień). W takim razie jeszcze raz straż miejska - po krótkim oczekiwaniu
      ktoś się odezwał. Grzecznie się przedstawiam, mówię, że na moście leży zabity
      lub ranny łabędź i na to usłyszałam, że oni się tym nie zajmują (równolegle
      dzwonił ktoś jeszcze w tej samej sprawie, jak mnie poinformowała moja
      rozmówczyni) i podała mi trzy numery do schroniska dla zwierząt. Pierwszy
      telefon - poczta głosowa, więc lekko zniecierpliwiona wybieram kolejny -
      odbiera miły pan, mówię co i jak, że leży łabędź na moście, że ranny lub
      zabity, a pan mi na to, że oni zwłok nie zbierają, a on jest tylko dozorcą. No
      dobrze. Jeszcze raz mówię, że może by ranny, że się ruszał jak go motorniczy
      przenosił - i tu, ku mojej "radości" dostaję kolejny numer - tym razem do
      Pogotowia dla zwierząt. Grzecznie dziękuję i dzwonię pod wskazany numer -
      odbiera pan, opowiadam całą historię i słyszę pytanie:
      -Czy Pani widzi, czy on żyje?
      Ja: "Nie, bo już jestem kawałek stamtąd, dzwonię od dłuższej chwili w różne
      miejsca i mnie odsyłają...".
      -Czy wie Pani, czy jest tam ktoś?
      -Nie bo mnie tam nie ma.
      -To w takim razie poczekam na kolejny telefon, bo nie ma sensu wysyłać
      samochodu, skoro nie wiem, co tam zastanę.

      Podziękowałam i się rozłączyłam, co ja więcej mogłam zrobić? Podobno łabędzie
      są w Polsce chronione, podobno większość zgłoszeń jest sprawdzana. A tu co?
      Nic. Zero reakcji. I po takim czymś mam składać jakieś kolejne zgłoszenie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja