panzer6
06.11.09, 17:35
Studiuję politologię na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego,
od początku października jestem studentem pierwszego roku uzupełniających
studiów magisterskich. Dziś, podczas uroczystego wręczenia dyplomów w Auli
Leopoldina, miałem odebrać swój dyplom licencjata. Dla zebranych w
reprezentacyjnej sali uczelni bakałarzy i magistrów miało to być święto. Dla
mnie, ale i zapewne dla wielu innych tam dziś obecnych nie było. Wyszedłem
zniesmaczony i przerażony, można rzecz iż doświadczyłem własnej Wyższej Szkoły
Wstydu. Chociaż powiadają, że nie należy kalać własnego gniazda to nie mogę
nie napisać o tym, co dziś zaszło. Zamiast święta świeżo upieczonych
absolwentów był chaos, o żadnej podniosłej atmosferze chwili mowy być nie
mogło. W Auli Leopoldina, która jest salą piękną, ale dosyć ciasną zebrano
magistrów i bakałarzy aż czterech kierunków WNS, toteż tłok był niemiłosierny.
Dodatkowo miejsca siedzące pozajmowali krewni i znajomi adeptów nauki, toteż
masa moich znajomych tłoczyła się w końcu sali i musiała przeciskać się, aby
odebrać dyplom. Niestety zachowanie braci studenckiej (czy jeszcze ona
istnieje?) było żenujące, by nie rzec skandaliczne: rozmowy, wykrzykiwanie
"uuuu", gdy kolega czy koleżanka zostali wyczytani do odbioru swego dyplomu,
robienie sobie zdjęć w trakcie trwania uroczystości, nieznajomość podstawowych
obyczajów akademickich (wiele osób wyszło przed odegraniem "Gaudeamus
igitur"). Nie jestem jakimś zgredem, sam żartowałem z kumplami podczas
uroczystości, ale my znaliśmy umiar i dostosowaliśmy się do powagi sytuacji.
To smutne, że profesorowie muszą przywoływać do porządku ludzi z wyższym
wykształceniem podczas ich własnego absolutorium. Sama organizacja też
pozostawia wiele do życzenia. Nie spodziewałem się tóg i biretów, ale taśmowe
rozdawanie dyplomów to nie jest coś, o czym marzę jako student. Wyglądało to
tak, jakby chciano jak najszybciej zakończyć całą imprezę, by można było iść
do wcześniej domu. Nagłośnienie też chwilami szwankowało.Do tego jedna z osób
nie mogła odebrać dyplomu (podczas uroczystości, na którą otrzymała pisemne
zaproszenie!), ponieważ...rzeczonego dyplomu po prostu nie było i nikt nie
mógł wyjaśnić dlaczego tak się stało. Wstydzę się. Wstydzę się za brać
studencką, której jestem częścią, że w tak ważnej dla siebie chwili zachowuje
się jak bydło. Wstydzę się za moją Alma Mater, że nie podołała zadaniu
należytego przygotowania tak ważnej uroczystości. Zamiast święta absolwentów i
ich profesorów wyszedł chaotyczny i zasmucający spektakl.