Dodaj do ulubionych

Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro!

15.11.09, 16:17
Za chwilę będzie 2500 postów na naszym forum! Przypuszczalnie to jest granica i wątek jest zatrzymywany! Wyprzedzając zdarzenia zaczynam nowy wątek naszej dyskusji!
Zapraszam wszystkie roczniki, te przyszłe też!
Obserwuj wątek
        • Gość: bary Re: Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro! IP: 80.54.200.* 29.11.09, 20:12
          No i się okazało, że wspomnienia Heńka zamknęły drugie rozdanie naszego forum dwójkowego :) Cieszę się, że jesteście i chce się Wam pisać i spotykać. Zbliża się Boże Narodzenie i zaczynam rozmiękać. Ewciu, dużo jedzenia na święta to wygoda - trochę pracy przed świętami i potem lenistwo. Zawsze jestem gotów popracować w kuchni, żeby potem mieć czas na siedzenie z rodziną.
          Pozdrawiam Wszystkich cieplutko.
                  • Gość: Ewa Re: Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.09, 23:59
                    Oj jak dobrze, ze jestescie. Ja mam zawsze problemy ze znalezieniem
                    nowego forum.Kazio z Jarkiem mnie wsparli. Kaziu, czy cos cie boli w
                    tym sztucznym kolanie, czy kolo niego, a moze wcale nie boli?!
                    Co do swiat , to moja rodzina z roku na rok mniej je , totez nie
                    gromadze, zeby potem nie wyrzucac. Z zadziwieniem w TV uslyszalam ,ze
                    tak bardzo marnotrawi sie w w krajach bogatszych jedzenie. Co to sie
                    stalo ,ze wreszcie ktos cos o tym powiedzial? Czyzby pierwsza
                    jaskolka niosaca opanowanie? Nie bardzo chce mi sie wierzyc.
                    Nemo, czyzby swinska grypa ciebie napadla?
                    • Gość: bary Re: Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro! IP: 217.96.19.* 02.12.09, 08:27
                      Do jedzenia mam stosunek nabożny. Mama opowiadała, jak to było być naprawdę głodnym i dlatego zawsze dojadam z talerzy to, co zostawiają moje dzieci, żeby się nie zmarnowało. Niestety taki nawyk powiększa obwód mojego pasa. Poza tym uczę, żeby nakładać tyle, ile jest się w stanie zjeść, a moje dzieci, mimo mówienia o szacunku dla jedzenia, nie mają wyrzutów sumienia zostawiając je na talerzu....
                      Co się tyczy świąt, to lubię roznosić po rodzinie to, co zrobiliśmy, albo zapraszać - fajnie jest tak pobyć ze sobą. Może kiedyś uda nam się spotkać w drugi dzień świąt ??? Ależ byłoby czarownie i rzewnie :)))
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Ewa Re: Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.09, 00:46
                        Takie jedzenie z zalu, "bo zal wyrzucic" ma niestety zle strony. Nie
                        rozumiem czemu nie udaje ci sie spacyfikowac dzieci, mnie sie udalo,
                        moze jestes za malo stanowczy?
                        Na wakacjach jadlam wodorosty, cudownie szmaragdowe chrupkie i pekajacy
                        po ugryziemu o smaku oceanu, co za wspaniala dieta, po obiedzie ma sie
                        w sobie tylko wode z dodatkiem sosu sojowego.Moglbys jesc do upadlego,
                        bez zadnych skutkow ubocznych.
                          • Gość: plis Re: jest 0 stopni C IP: *.chello.pl 03.12.09, 02:29
                            Ja wciąż, przy sprzyjającej pogodzie, wykonuję na działce zaległe prace
                            jesienne. I dumam nad przychylną mi aurą...
                            '
                            W kwestii zmian klimatu interesujące, oficjalne stanowisko, znakomicie odmienne
                            od poglądu wielu klimatologów, zajął Komitet Nauk Geologicznych Polskiej
                            Akademii Nauk;
                            '
                            "Badania geologiczne dowodzą niezbicie, że stała zmienność jest podstawową cechą
                            klimatu Ziemi w całej jej historii, a zmiany zachodzą w nakładających się
                            cyklach o różnej długości- od kilkuset tysięcy do kilkunastu lat. Dłuższe cykle
                            klimatyczne są wywoływane przez czynniki pozaziemskie o astronomicznym
                            charakterze i zmiany parametrów orbity ziemi, a krótsze- przez czynniki
                            regionalne i lokalne. Nie wszystkie czynniki zmian klimatu i zjawiska
                            klimatotwórcze zostały jeszcze w pełni rozpoznane..... Choć w historii Ziemi
                            dominował klimat znacznie cieplejszy od współczesnego, wielokrotnie dochodziło
                            do potężnych globalnych ochłodzeń, których efektem był zawsze rozwój rozległych
                            zlodowaceń... DLATEGO WIARYGODNE PROGNOZOWANIE ZMIAN KLIMATU ZIEMI, NIE MÓWIĄC O
                            CHĘCI IM ZAPOBIEGANIA, KSZTAŁTOWANIA CZY PRZECIWDZIAŁANIA MUSI BRAĆ POD UWAGĘ
                            WYNIKI BADAŃ JEJ PRZESZŁOŚCI GEOLOGICZNEJ- a więc czasu gdy ludzkości (i
                            przemysłu) nie było na naszej planecie ............ Od 12 tysięcy lat Ziemia
                            znajduje się w kolejnej fazie cyklicznego ocieplenia i jest w pobliżu jego
                            maksymalnego natężenia ....................... W ciągu ostatnich 400 tysięcy
                            lat-jeszcze bez udziału człowieka- zawartość CO2 w powietrzu ...już 4-krotnie
                            była podobna, a nawet wyższa od obecnej. Przy końcu ostatniego zlodowacenia(!),
                            w ciągu kilkuset lat, srednia roczna temperatura globu zmieniała się
                            parokrotnie, w sumie wzrosła prawie o 10' C (!!) na półkuli północnej- a więc
                            były to zmiany nieporównanie bardziej drastyczne niż dziś obserwowane..............
                            W ubiegłym tysiącleciu, po okresie ciepłym, z końcem XIII wieku, rozpoczął się
                            okres chłodny trwający do połowy XIX wieku, po czym znów nastało ocieplenie w
                            którym właśnie żyjemy....."
                            '
                            Mocno przydługi ten cytat, za co przepraszam. Mnie on zaintrygował. A zawiera
                            jeszcze wiele ciekawych stwierdzeń rzucających światło na żywo i powszechnie
                            dyskutowany problem globalnego ocieplenia. Jednym z nasuwających się wniosków
                            jest ten, iż nie nalezy przesadzać z przypisywaniem wpływu czynników pochodzenia
                            antropologicznego na klimat Ziemi.
                            '
                            Handel nadwyżkami emisji CO2 to dobry interes?

                            • Gość: bary Re: jest 0 stopni C IP: 217.96.19.* 03.12.09, 08:11
                              Ostatnio ciągle się zastanawiam nad wpływem globalnego biznesu na panikę wśród ludzi i okazuje się wprostproporcjonalny. Ocieplenie to jedno, szczepinka na ptasią grypę to drugie. Wartość tej jednej tylko szczepionki ocenia się na 11 mld dolarów, więc koncerny przekonują nas do szczepień - na świecie umarło już chyba z 500 mln ludzi i w ogóle.... Na zwykłą grypę umiera w ciągu roku więcej ludzi, niż na ptasią i jakoś cicho, na AIDS umiera więcej i cicho, z głodu umiera więcej i co ??? Szczepionka przeciw AIDS wymaga chyba jednak więcej pracy, niż marketingu, więc koncerny nie są zainteresowane. Przeczytałem ostatnio o witaminie B17, której niedobór powoduje ponoć raka, ale koncerny nie są zainteresowane rozwojem badań nad tą witaminą, bo mają w ofercie droższe leki. Kiedy tak na to wszystko patrzę, to mi łapki opadają. Do czego zmierza ten durny świat?
                              • Gość: NEMO jest 0 stopni C - nie wszedzie, he, he!!! IP: *.cache.isnet.net 03.12.09, 08:57
                                Szczesliwie u nas lato i znaczne ocieplenie - dosyc gwaltowne burze.
                                Nim zwolwnnicy katastroficznych przepowiedni klimatycznych sie
                                uciesza informuje, ze u nas lato tak wyglada - w dzien slonce,
                                poznym popoludniem lub wieczorem burza i niezla ulewa.
                                Swinska grypa nas nie zlapala - odpukac w wirtualne niemalowane
                                drewno. W domu przypadlosci od wyrostka robaczkowego po ciezka
                                angine i zwykle przeziebienie ( latem?!).
                                Z cala pewnoscia w wielu sprawach wystepuje "akcyjnosc" dzialan i
                                zwiazana z tym medialna panika.
                                Wpadly w moje rece dwa ciekawe artykuly o AIDS, a wlasciwie
                                prognozowanej ekspansji choroby ( w oparciu o badania i modele
                                statystyczne )i pozniejsze weryfikacji z rzeczywistoscia - nie
                                sprawdzilo sie. Badania od poczatku lat 2000 - nych wykazaly o
                                wiele mniejsze liczby, rowniez nie potwierdzila sie przepowiednia
                                wyludniania sie obszarow Afryki od polowy lat 2000-nych. Itd itp.
                                To tak przy okazji przepowiedni klimatycznych, ktore sa oparte na
                                danych i modelach. Poczekamy i zobaczymy.

                                Pozdrawiam

                                  • Gość: plis Re: jest 0 stopni C - nie wszedzie, he, he!!! IP: *.chello.pl 03.12.09, 23:51
                                    Mnie zaciekawił, wciąż aktualny w kwestii klimatu, zatarg pomiędzy kręgami
                                    naukowców. Stanowisko geologów, w Gazecie Wyborczej, zaatakował nie
                                    przebierając w "argumentach" ekolog Adam Wajrak. Między innymi, geologów z PAN
                                    tytułuje klimatycznymi znachorami. .................. Geolodzy natomiast, w taki
                                    sposób zwracają uwagę na słabości warsztatu meteorologów i klimatologów:
                                    '
                                    "Szczegółowy monitoring parametrów klimatycznych prowadzony jest niewiele ponad
                                    200 lat, dotyczy tylko częsci kontynentów które stanowią zaledwie 28% globu.
                                    Częsc starszych stacji pomiarowych założonych niegdyś na obrzeżach miast,
                                    wskutek postępującej urbanizacji , znalazło się dziś w ich obrębie. Wpływa to
                                    między innymi na wzrost mierzonych wartości temperatury...."
                                    ;-)))
                                    Z tego ostatniego względu, pragnę pilnie dotknąć piramid w Gazie. Zanim zostaną
                                    obudowane dookoła blokami. Ich widok w stronę Kairu już sprawia przykrość i
                                    fałszuje odczucie skali założenia.
                                        • kazimierzp Wrocław drogi - jak ma być!?! 06.12.09, 07:30
                                          Część wizualizacji projektów zobaczycie tutaj:
                                          kilian.home.pl/
                                          a wszelkie rozważania o nowych realizacjach, czy też jak najbardziej aktualne zdjęcia z budów we Wrocławiu to tutaj:
                                          www.skyscrapercity.com/tags.php?s=8271fd615dc69c0a39915f694d8071a7&tag=wroc%26%23322%3Baw
                                          • Gość: plis Re: Wrocław drogi - jak ma być!?! IP: *.chello.pl 06.12.09, 18:49
                                            Ciekawe, szczególnie arteria jeleniogórska. Najtrudniejszy teren, najlepsze
                                            rozwiązanie. Miejscami droga jest a jakby jej nie było.
                                            Utrzymanie rezerwy terenowej na takie zadanie też zasługuje na najwyższe
                                            uznanie. Ciekawe też, czy ta inwestycja napotkała opozycję, pomijając kwestie
                                            własnościowe.
                                            • kazimierzp droga w Jeleniej, kolano,... 06.12.09, 19:37
                                              Hieronimie! Ten projekt drogi w Jeleniej Górze jak każdy inny wywołuje protesty, zwłaszcza tych co najbliżej mieszkają! Niestety, ale wybory tras polegają na wybieraniu takiego przebiegu aby tych "poszkodowanych" było najmniej! Ten wariant przebicia się do trasy na Szklarską Porębę po wykonaniu całości będzie doskonałym objazdem dla większości ruchu ciężkiego i turystycznego! Centrum Jeleniej Góry jest przecięte drogami krajowymi, między innymi przy moim domu (mieszkam na linii dawnej fosy miejskiej) i powoduje ten ruch ogromne drgania i spękania starych z przełomu XIX i XX wieku budynków (mój musiał być już cały ankrowany, tzn zdrutowany jak stary garnek). Na wiosnę zaczyna się budowa odcinka którego nie ma na wizualizacji, a który ma łączyć tzw obwodnicę północną z ul. Sudecką prowadzącą do Karpacza (tzn z miejscem gdzie zaczyna się zwizualizowany odcinek)
                                              Moje kolano! Poddałem się operacji 30 listopada w sport-klinice Żorach na Śląsku. Kosztowało, ale jak na razie widzę i czuję że warto było! Doskonała obsługa, zarówno średniego jak i wyższego personelu. Śmiem stwierdzić, że ten średni fajniejszy (choćby przez to że rodzaju żeńskiego, a ja mam ogromną słabość do kobiet!;-). Wszyscy uśmiechnięci i życzliwi (nie czuć aby było to "urzędowe"), gotowi do pomocy na każde wezwanie. Na drugi dzień po operacji wstawałem, na trzeci zacząłem chodzić, na czwarty ćwiczyłem chodzenie po schodach, a w piątek 4 grudnia pojechałem do domu! 16 grudnia zdjęcie szwów (praktycznie drutów, bo to jakiś system klamer), a 12 stycznia odrzucenie kul! Klinika nowa, czysta o bardzo sztywnych rygorach higienicznych! Operują tu doskonali fachowcy ściągnięci z innych czołowych oddziałów ortopedycznych Śląska. W czasie operacji widziałem odbicie w suficie "pola operacyjnego" i stwierdzam, że takie rzeźbienie w kościach to sakramencko ciężka, fizyczna praca, a przy tym jak odpowiedzialna) Zaczynam się zastanawiać czy drugie kolano które też muszę operować robić na NFZ w innym szpitalu zlokalizowanym w budynku z końca XIX wieku, czy jednak ponownie w Żorach. To byłyby kolejne koszty, ale rozważamy z żoną taki wariant, w dodatku termin operacji będę mógł elastycznie ustalić, tak aby nie kolidowało to z innymi planami wspólnych rodzinnych zdarzeń, a na NFZ termin jest sztywny! Ten, albo za... lat. Będę to konsultował z Azją (jeżeli dalej zechce) która w tych sprawach jest dla mnie autorytetem i do której czuję ogromną wdzięczność za dotychczasowe, bardzo dobre sugestie!
                                              • Gość: Ewa Re: droga w Jeleniej, kolano,... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.09, 00:16
                                                Kaziu, ta nasza Azja wiecznie sie przewija przez nasze forum, niby z
                                                boku, ale jest.Porzadna z niej dziewczyna.
                                                Nie masz drutow tylko stablery, tez takie mialam, ladne.
                                                Ciesze sie ,ze napisales dokladnie, nigdy nie wiadomo co komu pisane.
                                                Dzisiaj jechalam przez cale miasto i juz widac goraczke przedswiateczna
                                                na drodze, a bedzie jeszcze gorzej.
                                                • Gość: bary Re: droga w Jeleniej, kolano,... IP: 217.96.19.* 07.12.09, 08:26
                                                  No to świetnie Kazik, że się dobrze goisz. Dla Azji wielkie dzięki, że dba o naszego tancora :)
                                                  Święta.... mamy już prawie dla wszystkich kupione prezenty. Staraliśmy się w tym roku sprawę załatwić wcześnej, bo przed samymi świętami człowiek kupuje cokolwiek, a teraz mamy wszystko gotowe. A gorączka rzeczywiście jest. Niedługo Boże Narodzenie zaczną przygotowywać po Wielkanocy !!! Marketing zabija ducha świąt i już tylko od nas zależy, jakie te święta będą dla dzieci. Staramy im się wpoić potrzebę spotkania drugiego człowieka, chociaż coraz mniej nas w rodzinie...
                                              • Gość: Henry Re: droga w Jeleniej, kolano,... IP: *.hlrn.qwest.net 08.12.09, 15:14
                                                Dopiero dzisiaj wszedlem na nowe forum i nadrobilem czytanie
                                                wiadomosci.
                                                Kaziu, zycze Ci szypkiego powrotu do pelnej sprawnosci gdyz chce
                                                znowu wybrac sie z Toba w gory. Bedziesz teraz o kilka cm wyzszy i
                                                tego Ci zazdroszcze bo ja sie skurczylem. U nas fala mrozow. Po
                                                najzimniejszym listopadzie chyba bedzie najzimniejszy grudzien. Mamy
                                                duze opady sucheco lekkiego sniegu. Jak co roku przylecialy gesi.
                                                Wszedzie ich pelno. Lubie ich ranne i wieczorne geganie gdy setkami
                                                przelatuja nad moim domem.
                                                  • stalmat1 Saturday Night Fever 10.12.09, 07:54
                                                    Norwegia wstrzymala oddech.
                                                    Przyjedza wujek SAM, scisle mowiac obama.
                                                    Ma odebrac pokojowa nagrode Nobla.
                                                    A ze pare dni temu zdecydowal na wyslanie kojelnych tyseicy Marines
                                                    do Afganistanu to calosc pasuje jak...
                                                    O samym Noblu nie wspomne bo wiadomo, nie zyje!
                                                  • Gość: bary Re: Saturday Night Fever IP: 217.96.19.* 10.12.09, 08:17
                                                    Stalmat, aż chce się zacytować: "są rzeczy na niebie i Ziemi, o których nie śniło się filozofom".
                                                    Prawda jest taka, że duża część pokojowych budzi wątpliwości. Jednak jaki pokój, takie nagrody...
                                                    Nie mogę zrozumieć jednak jednej rzeczy i to nie daje mi spokoju. Najpierw podam definicję:
                                                    Demokracja (gr. δημοκρατία demokratia "rządy ludu", od wyrazów δῆμος demos "lud" + κρατέω krateo "rządzę") – ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli, stanowiona przy poszanowaniu praw mniejszości. I teraz, Szwajcarzy zdecydowali w referendum większością głosów, że nie życzą sobie budowy minaretów i okazuje się, że są be. Poszanowanie mniejszości w tym przypadku oznacza, że mogą budować meczety. W krajach muzułmańskich wyznawcy innych religii mogą co najwyżej zbudować sobie nagrobek...
                                                    No to o co w tym wszystkim kaman, bo głupi jestem ?
                                                  • stalmat1 Re: Saturday Night Fever 10.12.09, 11:20
                                                    Bary, chwile temu pisalismy o "milczacej wiekszosci" wiec ...

                                                    Ja bym powiedzal tak:jest nam dobrze, wszystko sie jakos kreci wiec
                                                    po co naprawiac swiat.
                                                    Sa inni to go naprawia:)

                                                    Co do nagrody Nobla to wszystkie poza pokojowa przyznaja w
                                                    Sztokholmie.

                                                    Z ostatniej chwili: kamery sledza kazdy krok prezydenta.
                                                    Na tarasie hotelu, gdzie bedzie wieczorem pozdrawial tlumy,
                                                    zamontowano kuloodporne szyby.

                                                    Jak mowia sasiedzi:na wsiakji sluczaj
                                                  • Gość: NEMO Re: Saturday Night Fever IP: 196.213.89.* 10.12.09, 13:28
                                                    Jesli jest to nagroda POKOJOWA dlaczego prygotowuja dla prezydenta
                                                    TARAS?

                                                    Przy okazji cos z innej beczki choc moze byc za to nagroda Nobla.
                                                    Ukazaly sie u nas mydla toaletowe, ktore pachna niczym owoce i maja
                                                    w sobie zatopione "cos" co wyglada jak kawalki owocow. Tak sobie
                                                    mysle, ze gdyby wysylac te mydelka do glodujacych krajow, ludzie
                                                    byli by czysci i przez to zdrowsi a przy okazji by sie najedli (
                                                    tymi kawalkami nie mydlem). Ewentualna kadydature do nagrody mozna
                                                    skladac w kilku dziedzinach ( wedlug mego szacunku przynajmniej
                                                    trzech).

                                                    Pozdrawiam
                                                  • kazimierzp Odarpi syn Egigwy 10.12.09, 18:27
                                                    Nemo! Kiedyś była w szkołach lektura: "Odarpi syn Egigwy" Centkiewicza. Ten Odarpi, dziecko eskimoskie, zobaczył u bohatera kawałek mydła i je zjadł, bo przecież to kawałek tłuszczu! Wtedy, przed laty może tak, ale dzisiejsze mydełka to sama chemia o składach różnistych, więc chyba tego Odarpiego to by struło!
                                                    Te "owoce" w tych dzisiejszych mydełkach są jak słowa które padają z ust różnych polityków! Gdyby je wziąć dosłownie to wyszłyby nam bokiem! Obama dostaje nagrodę Nobla w czasie gdy podejmuje decyzję o eskalacji działań zbrojnych w Afganistanie! Może robi słusznie, ale żeby zaraz pokojowego Nobla!?!
                                                    To co pisał Bary! Podobno islam jest religią miłości, więc dlaczegóż to Szwajcarzy tak się bronią! Gdy jednak widzimy co wyznawcy tej religii wyczyniają w innych krajach to bardzo trudno przyjąć ich za miłosników pokoju i miłości!
                                                    My chrześcijanie też miewaliśmy (i niestety to się w niektórych miejscach nie skończyło) okresy szerzenia ogniem i mieczem wartości podobno polegające na miłości bliźniego!
                                                    Tak więc nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko co wygląda jak owoce jest do zjedzenia!
                                                  • Gość: plis Re: Odarpi syn Egigwy IP: *.chello.pl 10.12.09, 19:55
                                                    Osobiście, szczególnie po przypadku Szimon'a Peres'a, nie mam nic przeciw
                                                    przyjęciu przez W.Cz. prezydenta Obamę przyznanej mu Pokojowej Nagrody Nobla.
                                                    Natomiast, nie moze mi być i nie jest obojętnym, poziom umeblowania głowy
                                                    przywódcy światowego mocarstwa.
                                                    Każdego. Laureat skorzystał z wygłoszenia w Oslo b. ważnego przemówienia...
                                                    Jestem zdziwiony i zażenowany. Również reakcją słuchającego audytorium. Nie
                                                    rozwinę tematu, bo nie chce być pierwszym który powie, król jest nagi.
                                                    Przyszłe czasy zapowiadają się naprawdę ciekawie.
        • Gość: plis Re: Dwójkowicze z Parkowej wczoraj, dziś i jutro! IP: *.dynamic.chello.pl 10.05.12, 22:20
          @dominika
          Pozdrawiam również. Niewątpliwie imponujący rozmach i klasa dokonań burgermaistra Bendera, zasługują na najwyższy szacun. Ale moim zdaniem i tak nie dorównujący impetowi wyobraźni i wiedzy muratorów z okresu lokacyjnego, manifestujące się w obrębie starówki i Ostrowa Tumskiego... Tym bardziej, że realizowane, według licznych wykształciuchów, w oparach średniowiecznej ciemnoty. Niejednokrotnie zastanawiałem się, jakiej trzeba było intuicji, aby w warunkach ówczesnych danych statystycznych, zaprojektować rynek o rozmiarach wrocławskiego, katedrę, miejskie mury itd
          Bedziesz w sobotę?
          • dominika.kasper Wroclawski Rynek i Ostrow Tumski 11.05.12, 09:25
            Tak, Ostrow Tumski jest miejscem wyjatkowej urody . Nie odkrylam podobnego w Monachium, gdzie od wielu lat mieszkam, choc i tu napotkac mozna na ladne okolice. Kiedys uslyszalam zdanie, ze czlowiek nie potrafilby dzis juz wybudowac katedr na miare sredniowiecznych. Czy jest to opinia symboliczna, co do tej pory troche podejrzewam, czy niesie w sobie prawde?
            Jesli chodzi o Rynek, to bardzo go lubie, ale na czym polega wlasciwie jego wyjatkowosc, Plisie?
            Chetnie przyszlabym na Wasze spotkanie, ale we Wroclawiu bede dopiero po 20tym maja. Moze wiec jednym z nastepnych razow do Was dolacze? Bardzo to mila perspektywa. Dziekuje!
            • Gość: plis Re: Wroclawski Rynek i Ostrow Tumski IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 15:23
              >Jesli chodzi o Rynek, to...na czym polega wlasciwie jego wyjatkowosc, Plisie?<
              *
              Ile dusz (bądź dymów) liczył Wrocław, gdy wynoszono lokacyjny Wrocław na grunt? 3000, 10000, 30000? I wykreślono plac, który służy miastu znakomicie przez wiele wieków, bez oznak materialnej bądź moralnej amortyzacji tego obiektu (co dotyczy np. również imponującego rynku, na warszawskim starym mieście).
              Mnie mniej interesują walory estetyczne tego urządzenia. Raczej jego harmonia, maestria i wizjonerska intuicja twórcy. Bo urbanistyka, w przeciwieństwie do architektury, w swej istocie nie jest sztuką kreatywną. Jest sztuką czytania realnych i obiektywnych uwarunkowań oraz futurystyką stosowaną, zarazem.
              Jak Oni to sprawili, że bez zastrzeżeń lubisz ich dzieło po tak wielu wiekach? No jak? Mnie to imponuje.
              • Gość: Dominika Re: Wroclawski Rynek i Ostrow Tumski IP: *.adsl.alicedsl.de 11.05.12, 17:14
                Dziekuje Plisie za ten mini-wykladzik, ktory od razu mnie przekonal, oraz na niektore sprawy otworzyl oczy.
                "Jak Oni to sprawili, że bez zastrzeżeń lubisz ich dzieło po tak wielu wiekach?" Rzeczywiscie, przeciez to nie takie samo przez sie zrozumiale. Do niektorych miejsc nie chce sie wracac, mimo, ze sa nowe i z pozoru funkcjonalne.
                A tu sobie mozna nasz Wroclawski Rynek pooglac na zywo, o kazdej porze!
                oognet.pl/content/details/683
                • Gość: plis Re: Wroclawski Rynek i Ostrow Tumski IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.12, 18:08
                  Viel danke za linka, włączyłem do ulubionych ;)
                  Przyznasz, że współczesne dodatki do szlachetnej architektury mieszczańskiej, jakkolwiek legalne, funkcjonalne i uzasadnione ekonomicznie, są jedynie przykrym zgrzytem z punktu widzenia harmonii całości założenia.
                  Które z tych form, są materialnym zapisem epoki mrocznej umysłowości? Zgadnij.
          • dominika.kasper Wojenne zniszczenia we Wroclawiu 11.05.12, 09:52
            Moze minionej wojny Niemcy wpadly w nalog niszczenia?

            Jestem jeszcze pod wrazeniem przeczytanej niedawno ksiazki "Najazd" Jochena Böhlera. Sa w niej opisane spustoszenia dokonane przez hitlerowcow podczas napadu na Polske. To nie byla "zwykla" wojna, lecz brutalna dewastacja nie majaca sobie rownej w historii. Wiec gdy na koncu zmuszeni oni zostali do oddania Wroclawia w rece Rosjan, zrownali najpierw wszystko z ziemia. Nikczemnosc? Oblakanie?
            • stalmat1 Re: Wojenne zniszczenia we Wroclawiu 11.05.12, 11:03
              Uzupełniając temat wojenne zniszczenia Wrocławia.
              Kolejny raz przeglądam „Wrocław 1945. Destruction of a City” vianova.pl/content/view/13/14/lang,en/, to właściwie zbiór zdjęć z minimalnym komentarzem.
              Zdjęcia zrobione „life” zaraz po kapitulacji. Faszystowscy kacykowie kierujący festung Breslau nie tylko zniszczyli mieszkających tu ludzi ale oczywiście całość materialną ich otoczenia.
              Absurdalna koncepcja wykorzystania Wrocławia jako próby powstrzymania ofensywy na Berlin ani o jeden dzień nie wydłużyła agonii III Rzeszy. Rosjanie po prostu ominęli Wrocław i poszli dalej.
              NB! zdjęcia Wroclaw_za_kadencji_Bendera pokazują m.in. ten fragment pl. Grunwaldzkiego, którego dziś nie ma.
              Gaulaiter Karl Hanke był jedynym użytkownikiem lotniska na pl. Grunwaldzkim bo właśnie z niego odleciał, a Wrocław skapitulował 6 dni po samobójstwie Hitlera…
              • Gość: Dominika Re: Wojenne zniszczenia we Wroclawiu IP: *.adsl.alicedsl.de 11.05.12, 17:03
                Drogi Stalmacie,

                to ze Gauleiter Hanke kazal wyburzyc plac Grunwaldzi dla jednego, jak sie potem okazalo, wlasnego przelotu, wiedzialam. Ale piszesz rowniez "Rosjanie po prostu ominęli Wrocław i poszli dalej." Jak to, nie zdobyli go przedtem? Na pewno masz na ten temat rozlegla wiedze, ale przeciez we Wroclawiu, na przyklad na Hubach toczyly sie juz walki, a to znaczy, ze Rosjanie do niego weszli, a nie omineli. Czyzbym sie mylila?
                • stalmat1 Re: Wojenne zniszczenia we Wroclawiu 11.05.12, 18:29
                  Droga Dominiko,
                  “Jak to, nie zdobyli go przedtem?”
                  Porównując dwie daty 06.05.45 (kapitulacja Wrocławia) i 07/08.05.45 (kapitulacja III-ciej Rzeszy) można zauważyć że trudno było Rosjanom zdobyć Wrocław, a następnie udać się do Berlina aby go również, dzień później, zdobyć.
                  Watro tu zauważyć ze wojska radzieckie nie korzystały w tym czasie z PKP.
                  Mówiąc poważnie, chodzi o to ze walki o Wrocław trwały od 13.02.45 do 06.05.45 i nie angażowały głównych sil 1-szego frontu Ukraińskiego a tylko 6-ta armie gen. Głuzdowskiego.
                  Co się tyczy „wchodzenia Rosjan” to w 1945 roku, z tego co wiem, wchodzili oni do większości państw od Władywostoku do Łaby.
                  • Gość: Dominika My Wroclawianie IP: *.adsl.alicedsl.de 12.05.12, 11:27
                    Stalmacie, w swojej nieswiadomosci nie wzielam pod uwage, ze armia radziecka byla podzielona na wiele grup, i ze jedna z nich mogla omijac Wroclaw lukiem, a druga w tym samym czasie go oblegac. No i oczywiscie Rosjanie nie wchodzili do nie swoich miast witani bukietami wiosennych kwiatow, lecz szturmowali je i grabili.

                    Czytalam gdzies, ze wszyscy Niemcy musieli opuscic wtedy Wroclaw. Ale pamietam, ze jeszcze w drugiej polowie lat 70tych dzialal na Piastowskiej magiel prowadzony przez starsza Niemke, ktora mowila wprawdzie po Polsku, ale z ciezkim akcentem i kaleczac jezyk. A z kolei w XI LO Niemieckiego uczyla rodowita Niemka, ktora rowniez zostala tu po wojnie. Moja mlodsza siostra przyjaznila sie z jej corka. Nigdy jej o to nie zapytalam, bo kiedys historia wcale mnie nie ciekawila, ale teraz zastanawiam sie, na jakich zasadach te kobiety mogly pozostac w zdobytym miescie.

                    Plisie, oczywiscie, ze zgadlam! "Mroczna umysłowosc" wybudowala szare blokowiska z duzej plyty, a sredniowiecze wcale nie bylo takie ciemne i zacofane, jak sie powszechnie uwaza. I te ich katedry!

                    Widze teraz na wideo, ze po Rynku chodza ludzie z parasolami. W Monachium tez pada. Pogode mamy zawsze bardzo zblizona. Ale mimo deszczu zycze milego weekendu!
                    • stalmat1 Re: My Wroclawianie 12.05.12, 12:42
                      Dominika,
                      Cytat” Czytałem gdzieś, ze wszyscy Niemcy musieli opuścić wtedy Wrocław.”

                      Ja również znalem na Zalesiu Niemca, który pozostał. Był kaleka i sąsiednim domu pracował jako służący. Ja go spotykałem jak wracał z zakupami ze sklepu. Nazywaliśmy go autochtonem..

                      Dlaczego i jak pozostali??

                      Myślę ze zawierucha wojenna stwarzała wiele trudnych wyborów.

                      W swoim czasie czytałem o Żydach, którzy po upadku powstania w Getcie warszawskim przeszli do podziemia w Warszawie. Po upadku powstania warszawskiego nie mogli jak inni przedefilować przed Niemcami wychodząc z miasta, ale zdecydowali się schować w schronach i poczekać do wyjścia Niemców. To czekanie zabrało im prawie 3 miesiące.
                      • Gość: Dominika My Wroclawianie IP: *.adsl.alicedsl.de 13.05.12, 11:02
                        Moze wiec po wojnie niemieckie kobiety z malymi dziecmi, niepelnosprawni i bardzo starzy ludzie mogli w drodze wyjatku w zdobytym Wroclawiu pozostac? Policzylam sobie bowiem i doszlam do wniosku, ze ta Niemka-nauczycielka musiala urodzic sie tuz po zakonczeniu wojny i pewnie zostala z mama.

                        Moja przyjaciolka z Wroclawia pisze mi wlasnie, ze wczoraj w rozegranym gdzies meczu pilkarskim wygral klub Borussia Dortmund nazywany czasami "Polonia" Dortmund, ze wzgledu na ilosc grajacych w nim Polakow, a wygral on z Bayern Monachium, nazywanym tu z kolei zlosliwie "FC Hollywood". A to dlatego, ze jego zawodnicy maja w Niemczech raczej status gwiazd i celebrytow niz sportowcow z krwi i kosci. Nie interesuje sie wprawdzie zbytnio footballem, ale takie informacje docieraja nawet do mnie.
                        I poniewaz to Polak, czy moze Polacy, strzelili we wczorajszym meczu gole, dziele sie i z Wami ta mila wiadomoscia.
                        • Gość: plis Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 19.05.12, 17:47
                          @ Dominika
                          Na t.zw. ziemiach odzyskanych > po wojnie <, potocznie zwanym okresem wędrówki ludów, to czas niewyobrażalnego bałaganu, pod każdym względem.
                          We Wrocławiu, o zmroku rozpoczynała się całonocna kanonada. Kto strzelał, do kogo i po co, nie wiadomo... Nikt niemundurowy, albo uzbrojony nie opuszczał po zmroku "swego" mieszkania, chociaż chyba nie było tu obowiązującej godziny policyjnej (?). Mnie przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Poza strzałami, słychać było przejmujące grozą, chóralne krzyki "hilfe, hilfe, hilfe..." i towarzyszące im bicie w patelnie, pokrywki itp instrumenty, stopniowo przesuwające się w przestrzeni ulic. Pierwszej nocy, te krzyki nie dały mi zasnąć. Potem się przyzwyczaiłem.
                          Nie sądzę aby starczyło Ci wyobraźni, do uzmysłowienia sobie panujących wówczas relacji w zbiorowisku ludzkim wojennych rozbitków, dwu armii narodowych, policji jawnych i tajnych, zalążków różnych władz polskich i niemieckich... Nie sądzę ;)
                          Sytuacja była dynamiczna i ewoluowała, ale nie koniecznie ulegała poprawie. Choć bywało oczywiście i tak.

                            • Gość: Ewa Re: My Wroclawianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.12, 11:06
                              Ela, mam podobne odczucia.
                              Historia Wroclawia ciekawa jest bardzo, a zwlaszcza wspomnienia, naszych rodzicow z tamtych lat.
                              Czasami uda sie natrafic na zupelnie nie znane nam pozostalosci. I tak odkrylismy w ogrodzie schody mogloby sie wydawac donikad , w glab ziemi. Dzieki temu ,ze ciagle mam kontakt z rodzina ktora tu mieszkala, wiemy juz , ze do schronu, ktorych tu po ogrodach bylo wiele. Odkopiemy go ,choc prawdopodobnie jest zawalony, ale chcemy wiedziec. Zwlaszcza ,ze moi rodzice o nim nie wiedzieli, mowilo sie o lejach ktorych w kolo bylo dosc sporo.
                              • Gość: Dominika Re: My Wroclawianie IP: *.adsl.alicedsl.de 20.05.12, 15:07
                                Plisie, a jak wygladaly i przebiegaly przyjazdy do Wroclawia zaraz po wojnie? Czy byla zorganizowana jakas administracja mieszkaniowa dla wypedzonych z kresow, ktora przydzielala lokum? Czy tez mozna bylo zajac sobie dowolne mieszkanie?

                                Moja Babcia do Wroclawia przyjechala spod Lwowa sama, bo maz, dziadek ktorego nigdy poznalam, zginal tam, a jej dwaj synowie mieszkali jakis czas u rodziny w Krakowie. Babcia zajela mieszkanie na Pralackiej, zaraz przy Wyszynskiego. Nigdy nie przyszlo mi do glowy zapytac, dlaczego wlasnie tam.

                                Czy byly jakies sklepy? Czy cokolwiek dzialalo? Co sie jadlo? Bardzo jestem ciekawa, jak sie wtedy zylo, jak wygladal powszedni dzien? Ciesze sie, ze poruszyles ten temat. Choc sam w sobie nie wesoly, wrecz mrozacy krew w zylach, to przeciez rowniez pasjonujacy. Moglabym takich opowiesci sluchac i sluchac.

                                Jesli chodzi o schrony, o ktorych pisze Ewa, to w "nowym" budownictwie na Glinianej, gdzie jako dziecko mieszkalam z rodzicami, kazdy nowo postawiony budynek mial schron z polaczeniem przez piwnice i pralnie. Zauwazylam rowniez, ze i tu, w Monachium, domy z tamtych lat - piecdziesiate - szescdziesiate - siedemdziesiate - maja obowiazkowo schrony.

                                Domyslam sie, ze musialy byc w budownictwie jakies dyrektywy, a te pewnie zwiazane byly z zimna wojna, ktora w kazdej chwili mogla wybuchnac. Teraz nigdzie juz schronow nie widac.

                                A bez tu juz tez przekwitl... Szkoda! To chyba wraz z piwonia najpiekniej pachnacy kwiat.
                                • Gość: plis Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 20.05.12, 22:25
                                  >Plisie, a jak wygladaly i przebiegaly przyjazdy do Wroclawia zaraz po wojnie? Czy byla zorganizowana jakas administracja mieszkaniowa dla wypedzonych z kresow, ktora przydzielala lokum? Czy tez mozna bylo zajac sobie dowolne mieszkanie?<
                                  @Dominika
                                  Czuję się zakłopotany. Gdy kończyła się II w.ś. byłem + - 12 letnim wyrostkiem. Nie jest to szczególnie odpowiednia pozycja do wnikliwego oglądu dziejących się zjawisk i procesów w otoczeniu, a zwłaszcza do rzetelnej o nich relacji. Pomimo,że byliśmy być może wówczas pod pewnymi względami nad wiek rozwinięci, to jednak nie byłem do tego czasu ani jednego dnia "w prawdziwej szkole". O wielu rzeczach nie miałem pojęcia. Byłem po lekturze zaledwie jednej książki - "W pustyni i w puszczy" i niewielkiej części "Dzieci kapitana Granta". Proszę sobie wyobrazić świat bez TV, telefonów komórkowych i prywatnych telefonów w ogóle, internetu, gazet, dostępu do bibliotek, encyklopedii, podręczników... Choć gazety we Wrocku pojawiły się dość wcześnie. Pierwszą był PPS-owski Naprzód Dolnośląski, potem PPR-owska Gazeta Robotnicza. Nie były imponujące pod żadnym względem i prezentowały wybitnie partyjny punkt widzenia. Ponieważ miałem wujka drukarza, dostęp do prasy miałem regularny. Ale podstawą wiedzy o świecie było raczej to, co zakreślałem tępymi oczyma, podsłuch z rozmów dorosłych, emocjonalne opowieści rówieśników o ich przeżyciach i sytuacji oraz wszechobecne pogłoski. Potem, nałożyła się na to wiedza z lektur wspomnieniowych, tworząc pamięciowy, subiektywny konglomerat. Z tymi uprzedzeniami odpowiem zwięźle na pytanie.
                                  • Gość: Ewa Re: My Wroclawianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.12, 23:52
                                    Plisie , znowu zaskoczenie, tyle rozmawiamy, a to co piszesz to dla mnie nowosc.Pisz dalej pisz.
                                    Nasz schron juz ma 5 stopni i skarbow moc. Np srebrna lyzeczka, uszkodzony nieznacznie wazonik art deco, widelec ze swastyka i orlem niemieckim , pelno zlomu. Dziura sie powieksza a trawnik zmniejsza.
                                    • Gość: bary Re: My Wroclawianie IP: *.27.199.109.static.rdi.pl 21.05.12, 08:18
                                      Dziadek przyjechał do Wrocławia w 1946 i się tu zainstalował, a w 1947 ściągnął całą rodzinę. Mieszkanie znaleźli na Trzebnickiej, choć pewna Niemka z którą pracował proponowała Mu zajęcie jej willi i przypilnowanie jej majątku do chwili powrotu Niemców do Wrocławia. Z uwagi na skalę szabrownictwa i morderstw w czasie rabunków, pod wpływem babci, dziadek odmówił. Mimo mieszkania na trzecim piętrze w kamienicy przeżyli próbę włamania wieczorem, kiedy wszscy byli w domu - ktoś próbował siekierą otworzyć drzwi i okraść ich z resztek majątku. Na szczęście sąsiedzi narobili rabanu, chyba pojawiła się milicja i złodzieje uciekli. Byłaby to już druga grabież, która miała ich dotknąć. Pierwszy raz zostali obrabowani przez partyzantkę zaraz po wojnie, kiedy wrócili do domu po kilku latach ukrywania się przed Niemcami i odebraniu od sąsiadów swojego dobytku. Partyzanci zabrali całe jedzenie, ubrania, pościel i co tam jeszcze w ręce wpadło... Tak to wyglądało :(

                                      Ewa, widzę, że robisz wykopki w ogródku. Życzę odkrycia czegoś szczególnego.

                                      • Gość: Ela Re: My Wroclawianie IP: *.cust.bredband2.com 21.05.12, 12:20
                                        Ewo-"odkopywaczko skarbow" !
                                        Co tam jeszcze "ziemia wydala"?Jak to mowi pania Alutka.fascynujace.!I to nie zadna powiesc ,ale najprawdziwsza rzeczywistosc!
                                        Ciekawe,czy pod tymi domami,ktorych juz nie ma,w parku,blisko" naszej"ulicy,tez byly jakies schrony???
                                        Z opowiesci rodzinnych pamietam,ze moj wujek mial byc pierwszym kioskarzem wroclawskim.Mial budke najpierw przy Ratuszu,a potem w tym zalomie,przy banku,rog Rynku-Pl.Solnego.
                                        I tez znane mi sa te opowiadania o obawie zajmowania willi,ze wzgl.na szabrownikow.
                                        Zreszta-wszystko"mialo byc tymczasowe",przeciez ONI mieli "zaraz"wracac...
                                        A z historii-to byla willa po Zootechnice,gdzie mieszkal znany/?/wroclawski bibliofil,pan Kuglin.
                                        Podobno ruina coraz wieksza,i nawet grozba/bo "ludzkie duchy"tam przemykaja/pozaru.Szkoda!
                                        • Gość: Ewa Re: My Wroclawianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.12, 23:34
                                          Ela dawno nie bylam na twojej ulicy, wiec nie wiem jak dom wyglada. We Wroclawiu coraz wiecej pustostanow roznego rodzaju.
                                          Moje wykopy coraz szersze, dzisiaj zdybalam tylko stara butelke, mnostwo zlomu i brukowki bazaltowe. Odkrylam dziure dziwna, musze tam jutro poswiecic latarka. Gruzu pelno cos z nim trzeba zrobic.
                                          Znalam Kuglina, mialam z nim nawet zajecia na studiach. Czasami kiedy zle sie czul jezdzilismy do niego do domu na zajecia. I znalam jak wiesz innych mieszkancow na roznych pietrach. Tyle ludzi mialo tam swoje calkiem spore mieszkania plus zootechnika, a teraz nikomu to wielkie gmaszysko jest niepotrzebne.
                                  • Gość: plis Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 00:16
                                    W każdym zdobytym mieście Armia Czerwona ustanawiała Komendanta Wojennego który (wraz ze swoim aparatem - Komendą) stanowił władzę najwyższą. Delegatura Komendanta na Wielką Wyspę mieściła się przy ul Partyzantów w segmencie gdzie obecnie funkcjonuje przychodnia zdrowia. Oni mieli raczej relacje z instytucjami niż z poszczególnymi mieszkańcami. Początkowo we Wrocławiu zaktywizowali się miejscowi komuniści, którym udało się sprawić wrażenie, że A.C. traktują jako oczekiwanych wyzwolicieli. Relacje pomiędzy przedstawicielami społeczności Niemieckiej a Komendanturą były więc początkowo znacznie lepsze, niż z zalążkami władz Polskich.
                                    Delegatury Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego stanowiły reprezentację quasi Rządu Polskiego. W Jeleniej Górze takie przedstawicielstwo stanowiła grupa frywolnej młodzieży. Pokazali nam jak wyglądają nowe polskie banknoty i komuś z nas ofiarowali na pamiątkę 10 zł.
                                    Tu dygresja, te polskie pieniądze jeszcze nie funkcjonowały, niemieckie już nie. Funkcjonował tylko handel wymienny a najcenniejszą, niezawodną walutą był spirytus i wódka.
                                    Wypisali nam też tym PKWN na maszynie do pisania zaświadczenie, opatrzone pieczątką, że wracamy legalnie do kraju i należy udzielać nam wszelkiej pomocy. Byliśmy już w posiadaniu
                                    zaświadczenia, ale w języku czeskim, czego nie uznawały nam liczne posterunki radzieckie rozstawione po rozstajach dróg, domagające się "bumagu". Dokument mógł być drukowany, pisany ręcznie bądź na maszynie, ale musiał mieć pieczątkę. Obojętnie jaką, ale pieczątka dopiero stanowiła bumagu. Sporo było z tym kłopotu.
                                    Kiedy przechodziliśmy przez Legnicę, każdy napotkany Polak przedstawiał się nam jako Burmistrz miasta, namawiał do pozostania i oferował luksusowe, umeblowane mieszkanie ;)
                                    Inną ważną instancją był Państwowy Urząd Repatriacyjny - PUR. To on był ustanowiony do opieki nad uchodźcami czy przesiedleńcami, w zasadzie tymi z kresów wschodnich. Stykałem się z przedstawicielami tej instytucji na stacjach kolejowych, gdzie pod tabliczką z napisem PUR stała grupka ludzi przy kotle z zupą i stolikiem z kromkami chleba, środkami opatrunkowymi itp. Legitymujący się odpowiednim zaświadczeniem mogli się tam pożywić, uzyskać podstawowe leki i odpowiedź na swoje pytania... Mieszkań raczej nie przydzielali. Mieszkanie się wyszukiwało, zajmowało i w miarę stabilizowania się sytuacji legalizowało stosownym dwujęzycznym dokumentem. Zajmował się tym Zarząd Miejski. Pomimo wszystko, biurokracja od początku była dość rozbudowana, skoro w swoim archiwum mam dwujęzyczne, Polsko-ruskie pozwolenie na posiadanie roweru!
                                    Trzeba pamiętać, że Wrocław był miastem prawie pustym. Festung Breslau mieli obowiązek opuścić wszyscy zbędni do jej obrony. Obecność w mieście wymagała codziennego potwierdzenia jej celowości. Posterunki na wszystkich mostach i w punktach strategiczny stale sprawdzały posiadanie takiego dokumentu. Panował tu rygor prawa wojennego. Defetyzm i dezercja kwalifikowane były jako zbrodnie najwyższe.
                                    CDN

                                    • Gość: Dominika Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.12, 08:55
                                      Dzien Dobry!

                                      Witam Was wszystkich ze slonecznego, wrecz upalnego Wroclawia, gdzie zawitalam przed dwoma dniami. Ciesze sie Plisie, ze tak wyczerpujaco opisales w swoim poscie sytuacje w powojennym Wroclawiu, a wlasciwie na calym Dolnym Slasku.

                                      Z Twojego i z Bary'ego wpisu wynika jasno, ze jesli chodzi o wybieranie sobie mieszkan, to w wiekszosci wypadkow panowala w zdobytym Wroclawiu zasada "kto pierwszy, ten lepszy". Moj Boze, jaka to byla traumatyczna sytuacja! Tracilo sie w oka mgnieniu wszystko, lada chwila mozna bylo zostac aresztowanym, postrzelonym, okaleczonym czy wrecz zabitym, na kazdym kroku czyhalo niebezpieczenistwo.

                                      Ale tez nie brakowalo komizmu sytuacji: "Kiedy przechodziliśmy przez Legnicę, każdy napotkany Polak przedstawiał się nam jako Burmistrz miasta, namawiał do pozostania i oferował luksusowe, umeblowane mieszkanie ;)".

                                      Ciagle wracam przy tym myslami do wspomnianej juz raz ksiazki "Ueberfall", ktora mna wstrzasnela. I zaczynam szczerze podziwiac nasz narod! Rowniez za ten wlasnie humor i pogode ducha tuz po niewyslowionej katastrofie i traumie, jaka zgotowaly nam oscienne kraje. To nie tak znowu dawno temu i nie takie odlegle. A dotyczy nas wszystkich, rowniez tych mlodszych, do ktorych sie z reszta juz nie zaliczam.

                                      Zyje od ponad 20 lat w Niemczech, ale dopiero teraz zaczynam niektore - przeszle i terazniejsze - sprawy pojmowac. I mimo, ze nasza wspolna polsko-niemiecka historia jest bardzo ponura i okrutna - to i ta wiedza (=prawda!) na koncu wyswabadza. I to jest pozytywne i warte wszelkiej pamieci. A ksiazke ta ofiarowal mi pewien zaprzyjazniony, bardzo refleksyjny Niemiec. Jeden z tych co wstydza sie za swoich ojcow.

                                      Wybaczcie mi prosze te nielekkie tematy w radosnym miesiacu maju.

                                      Pozdrawiam wszystkich serdecznie zyczac milego relaksujacego, weekendu. Jutro juz znow wracam do Monachium. Do uslyszenia!
                                      • Gość: Ewa Re: My Wroclawianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.12, 00:30
                                        A wiesz, pokolenie naszych rodzicow bylo inne niz my.My patrzymy z perspektywy wiedzac jak bylo. Oni nie wiedzieli. Moi rodzice zamieszkali we Wroclawiu w 1949 roku wczesniej mieszkali w tak zwanych wtedy majatkach. Do miasta przeniesli sie bo pojawily sie dzieci, nie bylo wtedy latwo o lokum. Moj dziadek architekt mieszal w calkowicie umeblowanym mieszkaniu poniemieckim na Norwida, gdzie nie bylo drzwi wejsciowych i na noc wejscie zastawiano dwoma fortepianami. Mieszkancami byli i Niemcy i Polacy. Moja matka chciala znalesc wille, wchodzily w gre trzy, jedna na Krzykach dwie na Zalesiu. Ostatecznie moj ojciec odkupil pierwsze pietro duzej willi na Zalesiu, z uszkodzonym dachem i zdewastowana elewacja. Wtedy takie odkupywanie nazywalo sie "odstepne" . Pozniej wyszly rozne inne braki, ktore nam jednak wyszly na dobre.
                                        W kolo bylo pare domow zburzonych, a nasz mial uszkodzone stropy mieszkalismy ze stempalmi i bez dokwaterowanych lokatorow. W efekcie zawsze byly tu tylko dwie rodziny i tak jest do dzis. Bardzo lubielam te stemple, trzeszczaly w zaleznosci od pogody i latwo wbijalo sie w nie gwozdzie albo pinezki, jezeli oczywiscie byly.
                                        Pierwszego lakatora juz bardzo dawno nie ma. W latach szescdziesiatych moj ojciec kupil nasza czesc po raz drugi od panstwa.
                                        W mojej rodzinie nie bylo strachu. Przy dzieciach nie mowilo sie o wielu sprawach na wszelki wypadek, zreszta taki byl sposob wychowania. Bylam szczesliwym dzieckiem. I co niewiarygodne teraz nie znalam okolicznych dzieci, one bawily sie po ogrodach jak i ja z moja siostra. Nasze pokolenie mialo niebywala fantazje nikt sie nie nudzil, a ogrody byly ogromne, pozniej zabudowano klockami kazda mozliwa czesc. Takze Zalesie stracilo charakter. Teraz jest troche lepiej bo klocki sie rozbudowuja.
                                        • Gość: Dominika Re: My Wroclawianie IP: *.adsl.alicedsl.de 31.05.12, 08:31
                                          Oj nie popisal sie Mr. Obama, nie.

                                          Z zainteresowaniem przeczytalam Twoj wpis, Ewo. Na Zalesiu jest wiele pieknych, starych tajemniczych willi jak z basni. Pamietam tez iglo oraz parterowy bungalow, lub tez farmer´s house, z czerwonej cegly zaraz przy Wieniawskiego. Bardzo mi sie kiedys podobal.

                                          Moj Tato pracujac w WPBP dostal male mieszkanie w nowym budownictwie przy Glinianej, gdzie mieszkalismy do konca lata 60tych. Wtedy odkupilismy ogromne jak na owe czasy, czteropokojowe mieszkanie przy Grunwaldzkiej. Wlascicielem jego byl Jozef Hlasko, brat Marka, ktore pozostawil nam na scianach ogromne ilosci kinkietow i plaskorzezb wlasnej tworczosci.

                                          Mysle, ze nasi rodzice woleli w powojennych latach patrzec w przyszlosc, oczekujac nowych, lepszych czasow, niz ogladac sie za siebie i rozpamietywac. Wtedy nie daloby sie zyc.

                                          A ja ogladajac co roku na nowo nakrecone w 1939 roku "Przeminelo z Wiatrem" - Niemcy serwuja ten film regularnie albo na Boze Narodzenie, albo na Wielkanoc, badz jak w tym roku, na Niebowstapienie - i patrzac na piekne stroje i bizuterie* Scarlett zawsze przypominam sobie, ze to wlasnie w tym roku Polska zostala napadnieta i Polacy inne mieli problemy. Taki automatyzm myslowy.

                                          Ewo, czy te fortepiany na Norwida zastawialy brame wejsciowa czy drzwi do mieszkania? Swoja droga dobra gimnastyka dla biednych lokatorow co noc przed zasnieciem.

                                          Pozdrawiam serdecznie z Monachium!


                                          * Swoja droga nie mam nic przeciwko pieknym strojom, bizuterii czy wnetrzom.
                                                • Gość: Dominika Re: Gliniana IP: *.adsl.alicedsl.de 31.05.12, 12:03
                                                  Panstwa Miloszow z parteru z malym Czarkiem pamietam, lecz nazwisko Fiolkowski (ktore to pietro?) nie jest mi znane.
                                                  Jestem chyba troche mlodsza, ale wieku nie zdradze, bo...

                                                  ..."Kobieta, która zdradza swój wiek, jest zdolna zdradzić wszystko." Oscar Wilde - bardzo lubie Oscara Wilda!)
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 31.05.12, 12:12
                                                    Fiołkowscy to pierwsze piętro. Z Miłoszów to ja znam tych starszych, np. Krzyśka. Postawówkę skończyłem w 1963 roku i od tego roku do 1967 byłem uczniem II LO.
                                                  • Gość: Dominika Re: Gliniana IP: *.adsl.alicedsl.de 31.05.12, 12:38
                                                    Z pierwszego pietra pamietam bardzo milych starszych panstwa Swiderskich. Z drugiego dwie panie z pieskiem o imieniu Kirka. Duza, o ile sie nie myle, rodzina Miloszow tez byla bardzo sympatyczna i przypominam sobie chyba tez Krzyska z ciemna czupryna, ktoremu sie klanialam. Jego mama, lub babcia dala mi ktoregos lata do poczytania cudowne powiesci mlodziezowe z serii "Ajaks waleczny" Mary Patchett. Nigdy jej tego nie zapomne. Co stalo sie z ta rodzina, Kazimierzu?

                                                    A chodzilam do nastepujacych szkol:

                                                    Podstawowa 59 oraz podstawowa numer 12.
                                                    Liceum numer 2. (Dzieki temu moge tu z Wami byc!)
                                                    Wiecej nie powiem.

                                                    "One should never trust a woman who tells her real age. ... If she tells that, she'll tell anything.”
                                                    To bedzie od dzisiaj moje motto. Dzieki Ci Oskarze!
                                                  • Gość: Dominika Re: Gliniana IP: *.adsl.alicedsl.de 31.05.12, 13:25
                                                    "Ajaks waleczny" ,
                                                    "Tam nieposkromiony"
                                                    "Skarby Rafy Koralowej " - tak nazywaly sie ksiazki o australijskiej dziewczynce autorstwa Mary Patchett. Mialy ilustracje Jana Grabianskiego i byly jak kolorowy sen.

                                                    Na poczatku mojego pobytu w Niemczech opiekowalam sie w Garmisch mala dziewczynka, Niemka. Miala ona miedzy duzo bajeczek, a jedna z nich od razu rozpoznalam po obrazkach Grabianskiego. Musial zrobic miedzynarodowa kariere.
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 31.05.12, 14:27
                                                    Też się tymi książeczkami o Mary Patchett fascynowałem. Były bardzo radosne i optymistyczne. Wracając do Glinianej to u Miłoszów nie było wtedy Babci, a była to mama całej grupy młodych!;-) Nie wiem co z siostrami Krzyśka, ale on przez jakiś czas był pracownikiem telefonów, a potem był jednym z dyrektorów oddziału banku PKO. Kiedy wyjechałem z Wrocławia kontakt się urwał. A jeżeli kłaniałaś się jako dziewczynka Krzyśkowi (który jest ode mnie młodszy) to znaczy, że rzeczywiście jesteś od nas dużo młodsza, nawt od mojego brata Tadeusza (rocznik 1957).
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 31.05.12, 14:31
                                                    Jeszcze jedno! Wreszcie mam kogoś z dwójki na forum kto nie wychował się na wielkiej wyspie, czyli Zalesiu, Zaciszu, Sępolnie czy Biskupinie. Nie mam nic przeciw tym osiedlom, ale co "krajanka" to "krajanka"!;-)
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 31.05.12, 15:20
                                                    Nie tylko pamiętam, ale prowadzałem tam swojego brata, a po latach swoich synów kiedy bywałem u rodziców. Pamiętam też ruiny budynków na miejscu tego placu zabaw, a potem odgruzowywanie i powolne urządzanie. Pamiętam jak budowano barak na świetlicę i bibliotekę. Schron o którym wspomniałaś w jednym z wczesniejszych postów "zwiedzałem" z kolegami. Zresztą dalej on istnieje tyle że słuzy jako jedna z komórek piwnicznych lokatorskich. Pamiętam też jak pod koniec lat pięćdziesiątych szliśmy z rodzicami od strony Lwowskiej (tam wtedy mieszkaliśmy) przez morze gruzów do ulicy Glinianej aby zobaczyć bloki w których mieliśmy mieszkać. Do 1945 roku te tereny były najdroższymi i najbardziej wielkomiejskimi w mieście Wrocław. Szkoda, że zostały najbardziej zniszczonymi ulicami miasta. Pamiętam jak kościół św. Henryka był powoli odbudowywany (prezbiterium), a lekcje religii odbywały się w kościele św.St. Kostki przy ul. Wielkiej.
                                                    Pamiętam, że jak poszedłem pierwszy raz po przeprowadzce na Glinianą do 5 klasy w szkole numer 59 (już nie istnieje) to kiedy siedziałem w ławce szkolnej to nogi dyndały mi nad podłogą (nikt wtedy nie dopasowywał ławek do wzrostu dzieci - ławki były uniwersalne)!
                                                    Teraz gdy bywam na Glinianej (mieszkanie po rodzicach ma mój syn), to trudno spotkać znajomych. Większość tych co się kiedyś wprowadzili to albo poumierali, albo powyprowadzali. Bywam w imieniu swych rodziców (zdrowie im nie pozwala) na pogrzebach tych co odchodzą. W zeszłym roku pożegnaliśmy Józefa Zachorodnego jednego z tych co projektowali "Huby dzieciom". Doskonałego konstruktora, projektanta skoczni narciarskiej w Karpaczu i wielu hal fabrycznych.
                                                  • Gość: Dominika Re: Gliniana IP: *.adsl.alicedsl.de 31.05.12, 16:31
                                                    Sprawdzilam teraz na mapie, gdzie jest ulica Lwowska. Spory kawalek od Glinianej, a wszystko "miedzy" bylo, jak piszesz, gruzami?

                                                    Rzeczywiscie byly tam pozniej puste pola kamienisto-ceglaste, troche trawy i krzewow dzikiego bzu, tylko na poprzecznej w stosunku do Borowskiej uliczce stal samotnie jeden, zupelnie dobrze zachowany, porzadny i nie za stary budynek, ktory jak pamietam, byl jakims internatem dla chlopcow. Nie ma go tam juz, jak zauwazylam ze zdziwieniem, przejezdzajac.

                                                    Na religie i ja chodzilam daleko, gdzies za Wapienna, czy Kamienna do malutkiej salki na pietrze. Natomiast kosciol Sw. Henryka jest piekny i staram sie go zawsze odwiedzic. Tuz obok niego byly straszne i niebezpieczne ruiny z dluga szyna, ktora sie ostala w poprzek, nad przepascia. I mysmy ta szyna chadzaly z jednego konca ruiny na druga, a upadek mogl sie przeciez zle skonczyc.

                                                    Tam wszedzie przed wojna byla tak gesta i wielkomiejska zabudowa, ze az trudno uwierzyc, ze to te same tereny, prawda? Podobnie bylo na Placu Grunwaldzkim, tyle, ze on sie teraz na oczach zmienia. Mysle jednak, ze i do Hub (czy moze Hubow?) wroci jeszcze zloty wiek.

                                                    P. S. I takie slowo "niewybuch" jeszcze pamietam z dziecinstwa...
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 31.05.12, 20:09
                                                    Też się huśtałem na tej szynie w ruinach dawnej plebanii! Jak wyglądała (przynajmniej fragment) można zobaczyć tu:
                                                    dolnoslaskie.fotopolska.eu/Wroclaw/b20443,Plebania_kosciola_sw_Henryka.html
                                                    Ta strona może dać tobie i innym internautom dużo wrażeń przy poznawaniu starego i obecnego Wrocławia (innych miejsc w Polsce też).
                                                    A na religię chodziłaś tak jak pisałem do kościółka św. Stanisława Kostki przy Wielkiej. Lekcje odbywały się w małej salce na pięterku.
                                                    Mam nadzieję, że mieszkańców innych dzielnic we Wrocławiu swymi wspomnieniami nie zanudziliśmy.
                                                  • Gość: plis Re: Gliniana IP: *.dynamic.chello.pl 01.06.12, 21:52
                                                    Kazimierzu, dzięki poleconemu foto-albumowi dowiaduję się, że uczeń naszego II LO Marek Petrusewicz patronuje we Wrocławiu okazałej ulicy. Warto myślę to tutaj odnotować. Uczęszczał do jednej klasy z moją siostrą Anną, niestety nie aż tak sławną ;)
                                                  • kazimierzp Re: Gliniana 02.06.12, 00:01
                                                    Marek Petrusewicz bardzo ciekawa, wielka tragiczna postać. Jego niesamowita pojemność płuc pozwalała mu na płynięcie długo pod wodą co pozwalało na ucieczkę przed rywalami. Federacja pływacka od czasu Petrusewicza nie pozwala na zbyt długie płynięcie pod wodą. Petrusewicz był też działaczem Solidarności. Szkoda, że choroba zabrała Go zbyt szybko spośród żywych.
                                                    Henio jeszcze do wtorku jest w Polsce . Jutro (właściwie dzisiaj) dwoje Amerykanów, między innymi Nil, odbierają w Ziębicach tytuły honorowych obywateli tego miasta. Jak było we Lwowie, to może Heniu jak wróci do Brighton podzieli się z wami swymi wrażeniami. W każdym razie planuje na przyszły rok podróż do Lwowa wraz z żoną Krystyną.
                                          • Gość: Ewa Re: My Wroclawianie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.12, 00:06
                                            Fortepiany zastawialy duza brame wjazdowa. Na Norwida i w okolicy sa wielkie bramy z mozliwoscia wjechania konmi miedy innymi. Iglo widze z okien mojego domu, teraz tam mieszka tylko jedna osoba. Czerwony dom przy Wieniawskiego mial wielu wlascicieli, teraz stoi pusty, czeka na kupca. Nie wyglada ciekawie, moze wiec dlugo stac, jak wiele innych domow. A wiesz ,ze Marek Hlasko mieszkal na 9 maja tam gdzie kiedys Plis?
                                            A ja mam i Tama i Ajaxa i Ostatniego wojownika, ostatnio czytalam ,dalej je sie swiatnie czyta.
                                            W mojej 3 klasie podstawowki zaczelam chodzic do panstwowej szkoly muzycznej na Powstancow Sl. Jezdzilam 17 wsrod gruzow, sama. Nikt mnie nie prowadzil jak teraz dzieci. Bylam samodzielna, mialam aktowke na nuty i latarke. Tramwaje byly stare . Stalam albo na pomoscie w ciemnosciach kolo motorniczego albo w tylnym wagonie dla palacych, gdzie lawki ciagnely sie wzduz wagonu. Tam mialam mozliwosc wcisniecia sie miedzy facetow wracajacych z pracy i siedziec z nimi na twardych drewnianych lawkach. Na Zalesiu najczesciej bylo ciemno, gazowe latarnie nie zawsze sie swiecily, czasami tylko mrugaly, zmieniono je na nowe w mojej maturalnej klasie. Terez zaluje , ze tak sie stalo, ale wtedy uwazalam, ze nowe lampy sa cudowne.
                                            Wracajac do szkoly muzycznej, dzieci ze zwyklych szkol nie mialy znizki, a ja placilam za kazdy przejazd 15 groszy , to wtedy pierwszy raz w klasie w podstawowce bylam lepsza od innych, bardzo dobrze mi to zrobilo.
                                            • dominika.kasper Mkna po szynach... 03.06.12, 10:59
                                              We wroclawskich tramwajach spedzilam duza czesc przedszkolnego* dziecinstwa. Jednak nie sama, jak Ewa, lecz z Babcia. Czesto jedzilysmy dziewiatka na Zalesie. Czasami wysiadalysmy tez przy placu Nakiera, a czasami na Wieczorka.

                                              Czy pamietacie moze lub wiecie, ze na rogu Wieczorka i Szczytnickiej staly kiedys Romskie baraki i Romowie przed nimi w kolorowych odzieniach? Ja tak! W tym miejscu jest teraz piec budynkow wzniesionych w latach 60tych. Zaraz obok miescila sie „Klinika Lalek“, gdzie rehabilitowala sie moja Krakowianka.

                                              Kazimierzu, nigdzie nie widze „naszej“ szyny wsrod zdjec z Twojego linku.

                                              Pozdrawiam Forumowiczow z deszczowego Monachium!

                                              *To znaczy sprzed szkoly, nie w przedszkolu.
                                              • kazimierzp Re: Mkna po szynach... 03.06.12, 18:32
                                                W okresie kiedy huśtałem się na szynie to nie robiłem zdjęć. Cyganów (dzisiaj zwanych Romami) przy Wieczorka nie pamiętam. Pamiętam tabory przy Kamiennej, tam gdzie dzisiaj stoi Polmozbyt. Pamiętam też jak czasami przez Glinianą przemieszczał się tabor wozów cygańskich. Było to dla nas dzieciaków bardzo interesujące.
                                            • Gość: plis Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.12, 21:55
                                              W piątek Polska - Grecja a we wtorek 12-tego czerwca Polska- Rosja. Transmisje na całą Europę i nie tylko.
                                              Tak się składa, że 12 czerwca to zarazem święto Niepodległości Rosji oraz poniekąd święto oręża polskiego. Ponieważ nie udało się to Napoleonowi, nie udało się Hitlerowi, to świat jest przeświadczony, że nikt, nigdy nie zdobył Moskwy.
                                              To dobra okazja aby J.E. Prezydent Obama i inni mniej biegli w historii politycy dowiedzieli się, że jest taki kraj, którego armia Moskwę jednak zdobyła. A rocznica wyzwolenia stolicy spod jego władania, obchodzona jest właśnie jako święto niepodległości rosyjskiego imperium.
                                              '
                                              A dla was mam zagadkę; pod czyim dowództwem Polacy zdobyli Moskwę i w którym to było roku?
                                              ;)*
                                              • kazimierzp Re: My Wroclawianie 04.06.12, 07:41
                                                Pierwszy raz Polacy zajęli Moskwę pod wodzą Żółkiewskiego. Niestety dupowate podejście króla Zygmunta III Wazy zniweczyło ten sukces i nie przełożyło się na trwały spokój na wschodzie. Drugi raz pod Napoleonem.
                                                • Gość: NEMO Re: My Wroclawianie IP: 196.38.193.* 04.06.12, 08:36
                                                  "Pierwszy raz Polacy zajęli Moskwę pod wodzą Żółkiewskiego. Niestety dupowate podejście króla Zygmunta III Wazy zniweczyło ten sukces i nie przełożyło się na trwały spokój na wschodzie. Drugi raz pod Napoleonem. "

                                                  Niestety, moze to pech albo sila wyzsza, ale w obu przypadkach zdobywcom nie wyszlo to na zdrowie. Przyczyna, dla ktorej zaloge polska z Moskwy przepedzono jest chyba bardziej zlozona, niz tylko i wylacznie "dupowatosc" Zygmunta III.

                                                  Pozdrawiam
                                                  • Gość: bary Re: My Wroclawianie IP: *.27.199.109.static.rdi.pl 05.06.12, 09:18
                                                    Z tego, co pamiętam z lekcji historii, a nie chce mi się grzebać w źródłach, chodziło o to, że Zygmunt III chciał zostać władcą Rusi, a bojarowie chcieli na tronie osadzić jego syna i stąd wzięła się niechęć bojarów i w końcu wypędzenie Polaków z Moskwy. Zabrakło dobrej dyplomacji, co mamy zresztą do dzisiaj... Oczywiście mogę się mylić, bo dwójkę skończyłem jednak parę lat temu, a siedzę mocniej w historii XX wieku ;)
                                                  • Gość: plis Re: My Wroclawianie IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.12, 15:56
                                                    A mnie się wydaje Jarek, że dyplomacja odegrała tam większą rolę niż siła, której brakowało a więc nie potrafiono/chciano używać jej bez skrupułów. Druga strona zademonstrowała w 1944 r. maestrię zastosowanie bez skrupułów i dyplomacji i siły dla osadzenia na tronie swoich typów.
                                                    *
                                                    Każda epoka tworzy typowych sobie bohaterów. Ale generuje też aberracje i antybohaterów. Te drugie, stanowią właściwszy materiał wartościujący populacje i czasy.
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • Gość: bary Re: My Wroclawianie IP: *.27.199.109.static.rdi.pl 06.06.12, 08:33
                                                    Hieronimie, dyplomacja zadziałała tylko na początku, potem zabrakło rozwagi.
                                                    A radziecka/rosyjska dyplomacja zawsze była bezwzględna. Zresztą nie tylko ich. Churchil kiedyś powiedział, że Wielka Brytania nie ma przyjaciół, ma tylko interesy i tego powinniśmy się uczyć i wbić sobie do łbów, że w polityce nie ma sentymentów.
                                                    Pozdrawiam

                                                    Jutro wyjeżdzam na piknik rodzinny z kumplami z podstawówki (SP 46 - najlepsza na świecie), w związku z czym zobaczymy się dopiero w poniedziałek.
                                                    Ściskam i pozdrawiam wszystkich.
                                                  • stalmat1 Stadiony nienawiści 06.06.12, 12:33
                                                    Zbliża się pierwszy gwizdek na Euro. Wielu stara się o to aby impreza wypaliła i przyniosła IM odpowiednie gratyfikacje.
                                                    Na tym tle publikacja BBC działa raczej w przeciwnym kierunku.
                                                    Wczoraj do akcji „zachęty” wyjazdu do Polski przyłączyła się norweska TV. Puszczono filmik BBC z odpowiednim komentarzem. Korespondent norweskiej TV w Moskwie na pytanie: ”czy rządy państw organizujących zawody sponsorują organizacje nazistowskie w własnych krajach?” odpowiedział twierdząco.
                                                    Tak wiec, bazując na przekazach medialnych z dwóch „zachodnich” krajów, nie mogę powiedzieć że tylko bezwarunkowy aplauz towarzyszy Euro .
                                                    Albo mówiąc inaczej: „mamo, jak oni nas tu lubią!”
                                                  • kazimierzp Re: Stadiony nienawiści 06.06.12, 21:09
                                                    Nic tak nie ożywia filmu jak trup - tak pisał klasyk filmu! Nic tak nie przyciąga do gazet, tv, radia jak opisywanie cudzego nieszczęścia. Dlatego dziennikarzy wypisują różne dywagacje aby tylko zwiększyć oglądalność, słuchalność,...
                                                    A ci o których oni wypisują powinni sobie przypomnieć słowa piosenki Młynarskiego: "róbmy swoje, póki ta zabawa trwa..." Życę dobrej zabawy tym co pasjonują się piłką nożną i umiejętnego wyłączenia się z tego szaleństwa - to dla tych którzy za zawodową piłką nożną nie przepadają.
                                                  • stalmat1 Re: Stadiony nienawiści 11.06.12, 12:01
                                                    Cytat:” Aleksandr Szprygin, szef Wszechrosyjskiego Związku Kibiców twierdzi, że do bijatyki doszło, przez kibiców Śląska Wrocław, którymi mieli być ochroniarze. - To było przedstawicielstwo Śląska i polskiego kibolstwa, a nie stewardzi - mówił na łamach portalu Sowietskij Sport. - Stewradzi byli napakowani i mieli tatuaże wrocławskiego klubu. Chcieli wyprowadzić naszego kibica, który nic nie zrobił. Nasi fani ostrzegali kilka razy stewardów, żeby go zostawili.”

                                                    Z ruskimi to juz tak jest. Oni tylko raz ostrzegaja!
                                                    Tiszej jediesz, dalsze budiesz, prawda?
                                                  • Gość: NEMO Wojna, wojna, wojna.... IP: *.202.37-226.reverse.CMCNETWORKS.NET 12.06.12, 12:16
                                                    A moze jednak przekuc miecze na lemiesze, nawet jezeli "miecz" jest ze skory i ma ksztalt kuli. Moze z Rosja wygramy, moze przegramy - co to zmieni? Z Grecja byl szczesliwy remis ale nic to Grecji nie pomoglo, gdyz w kraju dalej klopoty na miare bankructwa panstwa. Ciekawym jest jak bardzo "wojennym" zjawiskiem staja sie mecze pilki noznej. Warto porownac to z meczmi rugby, ktore ogladam z coraz wieksza przyjemnoscia. Rugby, bedac gra kontaktowa stwarza sytuacje konfliktowe ale tylko i wylacznie na boisku. Nie na trybunach ani poza stadionem.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: plis-czarnowidz Re: Wojna, wojna, wojna.... IP: *.dynamic.chello.pl 12.06.12, 20:49
                                                    > A moze jednak przekuc miecze na lemiesze... <
                                                    *
                                                    Warunkiem takiego efektu jest rozwój a nie regres. Cel jest więc nieprawdopodobnie odległy.
                                                    Z punktu widzenia na przykład estetyki... Pomalowane twarze współczesnych kibiców, i ich stroiki są wręcz toporne w zestawieniu z efektami prezentowanymi zwyczajowo przez wojowników wielu tak zwanych "ludów prymitywnych". Pod każdym innym względem nie jest lepiej.
                                                  • Gość: NEMO Re: Wojna, wojna, wojna.... IP: 196.38.193.* 13.06.12, 07:27
                                                    Chyba nie jest lepiej. Powodow jest wiele, w tym wypelnianie prozni jaka powstaje w sferze "ideologicznej". Z calkiem spora pomoca srodkow masowego przekazu, pilka nozna ( moze sport w swej ogolnosci?) stala sie religia, filozofia jak i wyznacznikiem "jednosci plemiennej". Patrzac na reakcje kibicow, nawet w czasie meczow ligowych, mozna odniesc wrazenie, iz po owym meczu nastapi koniec swiata; ludzie placza, "modla sie" a w oczach maja boll i przerazenie.
                                                    Pare lat temu bylem w Luandzie . Akurat trafilem na powrot tamtejszej reprezentacji z jakiegos turnieju, w ktorym zajeli pierwsze miejsce. Na lotnisku ( autentycznie biednym i zaniedbanym) witala owych bohaterow narodowych delegacja rzadowa z prezydentem na czele, potem przejazd przez miasto i rozne inne egzekwie. Rozumiem, ze w tamtych realiach, gdy brakuje chleba nalezy myslec o "igrzyskach" by ludzie, choc na chwile, zapomnieli o glodzie i smrodzie. Patrzac jednak na nas samych, czyli ludy rozwiniete materialnie i duchowo, mozemy zauwazyc, iz w naszych reakcjach na sportowe wydarzenia zblizamy sie do "ludow prymitywnych".

                                                    Pozdrawiam
                                                  • kazimierzp Jeden diabeł... 13.06.12, 22:09
                                                    Może nie diabeł, ale wszyscyśmy tacy sami! Czy z Europy, Azji, Afryki... Może jeden ma skośne oczy, inny mleczną skórę, a inni jak czekolada. Globalizacja jest w gospodarce, globalizacja jest w ludzkich zachowaniach. Trochę na to wpływ ma amerykańskie kino, ale...? W kinach amerykańskich nie widziałem kultu piercingu i to w najbardziej dziwnych miejscach ciała! A to przyjęło się wszędzie (na szczęście nie u wszystkich). Oglądając mecze, jakieś imprezy widzimy wymalowane barwami twarze i to w różne, czasami niewytłumaczalne kolory. Itd. itp. Mecze piłki nożnej tak samo przeżywają we wszystkich częściach świata i ta gra jest w tych zakątkach zrozumiała. Stajemy się we wszystkim jedną, wielką wioską! Czy to źle?
                                                  • Gość: henry Re: Urodziny Henia IP: *.hlrn.qwest.net 23.06.12, 23:17
                                                    Ewcia, Dalem znac po powrocie. Jeszcze ciagle mam w glowie podroz do Lwowa. Przeczytalem mase pamietnikow i przewodnik po Lwowie ktory podarowal mi Kazik. Ciesze sie ze tam bylem i wybieram sie znowu. Co do ksiazki od Was, to niestety ale Dudka nie zastalem gdy bylem we Wroclawiu. Odbiore sobie przy najblizszej okazji. Serdecznie Was pozdrawiam z goracego i pachnacego dymem Colorado.
                                                  • Gość: Ewa ksiazka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.12, 00:27
                                                    Heniu, ksiazka czekala, jak nie Dudek to Grazyna , zawsze ktos byl w domu. Szkoda, ze sie tak stalo, bo z Plisem wszystko ulozylismy , zeby sie udalo. Ksiazka dalej jest tam gdzie byla.
                                                    Wlasnia widzialam program o marihuanie, ponoc w Colorado mozna jej uzywac, w zwiazku z tym ludzie uprawiaja ja na potege, co nie jest legalne do konca. Czy tak jest ?
                                                  • Gość: Henry Re: ksiazka IP: *.hlrn.qwest.net 01.07.12, 16:13
                                                    naprawde przykro mi z powodu ksiazki. Ale naprawde bylem u Dudka i nikogo nie zastalem. Co do marihuany do nie di konca tak jest. Mozna ja uzywac i kupowac w specjalnych sklepach ale tylko na recepte od lekarza. Najczesciej dostaja ja ludzie chorzy na raka i majacy przewlekle, nieuleczlne bole. Uprawiac moga ja ci co maja zezwolenie i tylko scisle okreslona ilosc roslin. W tym roku bedzie glosowanie czy marihuana ma byc powszechnie dostepna. Jezeli przejdzie to i tak sedzia federalny zablokuje to prawo.
                                                  • Gość: Ewa Re: ksiazka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.12, 00:01
                                                    A,rozumiem. Skonczylo sie wreszcie euro i moze ludzie zdejma z aut poszarpane flagi i moze jakies inne tematy beda poruszane.
                                                    Wyobrazcie sobie ,ze na Zalesiu jeden dom( klocek ) zburzono i zalozono trawnik i nic sie tam nie dzieje.Drugi stary dom na Szymanowskiego prawie rozebrany, tylko male scianki pozostaly, a na Wieniawskiego klocek zniknal, zostaly schody i kawalek podlogi, za to wykop ogromny od plotu do plotu i gleboki niebywale, jak pod jakis wierzowiec, ponoc ten proceder zwiazany jest z pieniedzmi z unii, na rewitalizacje domu!!
                                                  • Gość: Ela Re: ksiazka IP: *.cust.bredband2.com 02.07.12, 01:10
                                                    A ja sledze losy tego domiszcza na Dicksteina,byla jakas akcja ratowania przed kompletna dewastacja przez grupe"dziwnie nazywajacych"sie mlodych ludzi,ktorzy uzdatniaja takie zrujnowane domy i pomieszkuja w nich.Ale poinformowany deweloper zamurowal okna na parterze-i calosc dalej niszczeje.Dom z 1906 roku.Jak to jest,mozna tak bezkarnie "rzadzic",bo prywatny wlasciciel?
                                                    No i doczytalam sie,ze na Moniuszki mieszkal jakis fenomenalny architekt,ktorego racjonalne pomysly w przystosowaniu wnetrz "dzialaja "do dzis!



                                                  • Gość: plis Re: ksiazka IP: *.dynamic.chello.pl 03.07.12, 10:44
                                                    Elu, w skrajnie realistycznej książce o której mowa, autorstwa naszej szkolnej koleżanki , jest m.in. opis akcji zbierania makulatury. Sceną akcji jest dom w którym mieszka Twoja siostra lub sąsiedni. Interesujące, czy można z tego opisu precyzyjnie ten obiekt określić? A , może jego mieszkańców? Wydaje się, że obecnie tylko Ty możesz być ekspertem w tej kwestii ;)
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Ela Re: ksiazka IP: *.cust.bredband2.com 03.07.12, 17:22
                                                    Czytalam ta ksiazke bardzo,bardzo dawno temu!
                                                    Wiem,ze byl opis/?/naszej szkoly i szpitala w nim,czy sprzatania po tymze...Prof.Anna Rogowska,uczyla mnie polskiego, nalezala do pierwszych rocznikow uczniow powojennych/?znaki zapytania,bo ta pamiec.../.
                                                    A czy ksiazka jest do kupienia w ksiagarniach?
                                                    Ciekawe,co tam bylo o tej zbiorce makulatury,w "naszym"domu?
                                                    Kiedys,kiedys/czasy prawie"bajkowe"/"zapukala do drzwi"Niemka,ktora mieszkala w "naszym"mieszkaniu-pisze w cudzyslowie bo to mieszkanie tez juz dawno nie moje-chciala
                                                    zobaczyc tez-swoje dawne-ale moja Mama, Polka z wojennego pokolenia,nie wpuscila jej.
                                                    Z dzisiejszego punktu widzenia,DZISIEJSZEGO mojego-szkoda,bo by sie mozna bylo czegos dowiedziec o losach calego budynku...
                                                    Niby niewazne-ale byloby-ciekawe...
                                                  • Gość: plis Re: ksiazka IP: *.dynamic.chello.pl 04.07.12, 01:15
                                                    Elu, w innej książce p. Joanna Konopińska przytacza historię, jaka wydarzyła się pani Helenie, jej sąsiadce z ulicy Grottgera.
                                                    Otóż... zadzwonił do niej ze Świdnicy jakiś Niemiec i powiedział, bardzo zresztą uprzejmie, że jest dawnym właścicielem domu, który ona teraz zajmuje i pyta, czy mógłby odebrać albumy ze zdjęciami, ponieważ w najbliższym czasie opuszcza z rodziną Polskę. Pani Helena, znająca dobrze niemiecki odpowiedziała, że jakieś fotografie w domu zachowały się i gotowa jest zwrócić je właścicielowi.
                                                    - Na cóż mi cudze zdjęcia- opowiadała, gdy siedziałyśmy w poczekalni ośrodka zdrowia. - Te albumy wyniosłam na strych, zeby nie zagracały mi mieszkania. Do głowy mi nie przyszło, że za ymi zdjęciami może kryć się całkiem inna sprawa. Minęło kilka miesięcy, o tym telefonie prawie zapomniałam, gdy zjawia się dwóch panów, jak się potem okazało ojciec i syn. Ten starszy przedstawił się, wręczył kwiaty i powołując się na telefon oznajmił, że bardzo cieszy się z odnalezienia albumów i jest bardzo wdzięczny za ich przechowanie, ponieważ stanowią one dla niego i dla jego matki cenną pamiątkę. Zaprosiłam obydwu panów do mieszkania, piorunem przyczesałam włosy i poszłam do kuchni nastawić wodę na gaz. Dość niezręcznie czułam się gdy podawałam herbatę w filiżankach, które z pewnością były własnością tego Niemca. Zresztą co tam filiżanki, wszystko co jest w domu, było jego własnością. Wytworzyła się głupia i niezręczna sytuacja, ponieważ ogromnie byłam zdenerwowana i zła na siebie, że sama ją spowodowałam, bo nie trzeba było tego Niemca zapraszać.
                                                    Mówiłam o pogodzie, o tym jak wygląda obecnie Wrocław i o czymś tam jeszcze. Potem zdjęłam z szafy przygotowane wcześniej cztery albumy w pięknych oprawach z tłoczonej, brązowej skórki.
                                                    - Mój syn - powiedział w pewnej chwili starszy Niemiec - objaśni, kogo na tych zdjęciach sfotografowano, a ja, jeśli pani pozwoli, obejrzę w tym czasie dom i trochę powspominam.
                                                    Na tę propozycję nie wiedziałam jak zareagować, zresztą ten Niemiec nie oczekiwał z mojej strony żadnej zachęty i zaraz wyszedł z pokoju. Ten młodszy, z zapałem zaczął objaśniać, kto jest na fotografiach uwidoczniony, a więc jakaś ciocia Helga, wujek Kurt, babcia, dziadzio i liczni potomkowie, ale widząc , że nie zdradzam większego zainteresowania zdjęciami, zmienił temat i zaczął bawić mnie rozmową o swoich planach na przyszłość., o projekcie małżeństwa z dziewczyną, która mieszka w Hamburgu, a ponieważ krótko przed wojną byłam w tym mieście, dałam się wciągnąć w ożywioną rozmowę. W pewnej chwili wydawało mi się, że słydzę z góry jakieś delikatne stukanie, nawet spojrzałam na sufit, ale mój rozmówca wziął z krzesła przyniesione przez siebie pudełko czekoladek owinięte w szeleszczący papier i zaczął powoli i uważnie rozpakowywać, jakby w tym pudle był co najmniej materiał wybuchowy.
                                                    - Proszę bardzo - powiedział, podsuwając mi bombonierkę - zupełnie świeże, kupiliśmy je dzisiaj.
                                                    Akurat wszedł do pokoju ten starszy Niemiec i spoglądając na zegarek powiedział, że za wszystko serdecznie dziękują, ale na nich pora, bo za godzinę odchodzi ich pociąg do Świdnicy.
                                                    Pożegnali mnie bardzo uprzejmie i już śpiesznie wyszli z domu. Dopiero, gdy zamykałam za nimi drzwi zauważyłam, że poza albumami, ten starszy Niemiec trzyma w ręce jakąś małą paczkę, której wcześniej nie zauważyłam. - I w tym momencie coś mnie tknęło. - Pobiegłam na górę, obeszłam wszystkie pokoje, ale nic ciekawego nie zauważyłam. Dopiero niedomknięte drzwi na strych, zwróciły moją uwagę. No i faktycznie - wyraźne ślady wyjmowanej z podłogi deski wskazywały, że w tym miejscu istniała nieduża skrytka, obecnie zupełnie pusta. Tyle razy chodziłam po tym strychu i na myśl mi nie przyszło, że pod podłogą coś się kryje.
                                                    Zadzwoniłam do męża, ale w pracy go nie zastałam. Do domu wrócił późnym wieczorem i dopiero zaczęła się awantura. Krzyczał, że jestem skończoną idiotką, że zamiast do niego, powinnam dzwonić na milicję, że jakim prawem wpuściłam do domu obcego człowieka i pozwoliłam, aby sam kręcił się po mieszkaniu.
                                                    Zupełnie to samo, tylko "bez skończonej idiotki" usłyszałam w komisariacie, gdy milicjant sporządził z zajścia długi protokół.
                                                    ...
                                                    Gdy słuchałam tego opowiadania, sumienie podpowiedziało mi, że w końcu ten Niemiec nie zrobił nic niegodziwego, bo jak by nie było zabrał tylko swoja własność, a właściwie niewielką cząstkę swojej własności. Niezależnie jednak od tych moich odczuć, gdy dzisiaj wieszałam pranie na strychu z uwagą przyglądałam się podłodze, bo a nuż coś wypatrzę. Niestety poza kurzem nic ciekawego nie znalazłam.
                                                    Przepraszając za obszerność posta, dedykuję Ci to opowiadanie jako rekompensatę za owo niedoszłe, też z pewnością, niewątpliwie bardzo interesujące spotkanie...
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Ewa Re: ksiazka- Ela do Plisa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.12, 23:58
                                                    Moja rodzina co prawda znacznie pozniej ale wpuscila Niemcow do domu. I dotad mamy kontakty. Wychodzilismy z zalozenia, ze oni jak i my zostalismy pozbawiani naszych domow. Ja we Lwowie patrzylam tylko z zewnatrz, nie chcialam spotkan.
                                                    Elu domy we Wroclawiu stoja puste i to wiele. Przyczyny sa rozne. Mnie tez zal budynku, o ktorym piszasz zwlaszcza, ze czesto w nim bywalam.
                                                  • Gość: Henry Re: ksiazka- Ela do Plisa IP: *.hlrn.qwest.net 10.07.12, 14:53
                                                    Ewa, a ja zaluje domow o ktorych ty piszesz. Szczegolnie tego Olesnych. Czesto, jako dziecko, w nim bywalem. Babcia Kordesowa zajmowala sie dziecmi i mna gdy moja mama po aresztowaniu ojca pracowala.
                                                    Ksiazka juz plynie do mnie, Dudek podobno ja wyslal. Jeszcze raz dziekuje i przepraszam za klopot.
                                                  • Gość: Ewa Re: domy,ktore "umieraja" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.12, 22:59
                                                    Heniu, za domem Olesnych jest jeszcze jeden nowy dom w glebi, taki dziwny, sporo takich wcisnietych w ogrody domow jest na Zalesiu. Ja mam trzy i pol z boku od Elsnera, szczesliwie w srodku nie, takze widze tylko stare ogrody i stare domy.
                                                    Jem nie duzo miesa, wiec dam rade, duzo ludzi nie potrafi zyc bez miesa. U nas kukurydza dobrze wyglada, przynajmniej ta ktora widze jezdzac na wies.
                                                  • Gość: Ela Letnie urodzaje-i nie- IP: *.cust.bredband2.com 24.07.12, 12:37
                                                    Musialam zmienic tytul!
                                                    Odkrylam/ja/ w Gazeta.pl link o starych kamienicach wroclawskich.Gdzies- kiedys -kto? juz wspominal o nich...Mowa m.in.o Krasinskiego,Pl.Teatralnym...No i PIASTOWSKA!Prawie "nasze"okolice,a juz taka historia?!
                                                    Z miejskiego punktu widzenia nic nie wiem o pomyslnosci zbiorow,kukurydze jadlam,pierwszy raz tutaj, ze straganu Sprzedaja,w sklepach, w plastikowym "zawoju" po dwie sztuki-droga i jakas,taka"nie nasza".Choc wyglada jak...
                                                    Ewa,Heniu-przy nastepnej ,wroclawskiej,okazji specjalnie polece zobaczyc ta"wasza" okolice!
                                                  • Gość: Henry Re: domy,ktore "umieraja" IP: *.hlrn.qwest.net 28.07.12, 02:04
                                                    Hieronim, serdecznie dzieki. Ksiazke juz przeczytalem, prawie jednym them. Bardzo mnie wzruszyla. Chociaz jestem troche mlodszy od autorki to jednak odzyly moje wspomnienia z Parkowej i zniszczonego Wroclawia. Wydaje mi sie ze doskonale rozpoznaje niektorych nauczycieli. Tylko nie wiem kto ja uczyl polskiego? Chyba nie byla zadna znana mi polonistka. Najwyrazniej przedstawila Grochockiego i "Meduze". Jeszcze raz dziekuje Tobie i Ewie.