Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypen...

25.01.10, 20:51
NIE MÓWI SIĘ OPIEKA SPOŁECZNA, TYLKO POMOC SPOŁECZNA!!!!!
    • membrum_virile Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp 25.01.10, 20:58
      Po pierwsze: po co krzyczysz?
      Po drugie: teraz jest "Z takimi dochodami niektórzy z nas załapią
      się na pomoc opieki społecznej"

      A jak by to brzmiało po naniesieniu twojej poprawki?
      Tak:
      "Z takimi dochodami niektórzy z nas załapią się na pomoc pomocy
      społecznej"

      Tyż mundrze...
    • Gość: klecinianka Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: 90.156.110.* 25.01.10, 21:29
      Taka doktorancka kolej rzeczy... 90 godzin pensum to naprawdę mało. Na etacie
      asystenta polskiej uczelni nie dostaniecie dużo więcej, natomiast pensum
      znacznie się zwiększy. No chyba, że chcecie "pyknąć" w Polsce doktorat i emigrować.
      Ja dostawałam jeszcze mniejsze stypendium, a nie było to tak dawno temu. Idąc na
      studia doktoranckie, wiadomo , jak finansowana jest polska nauka i jak głodowe
      jest stypendium. Wiadomo, że trzeba wyrobić pensum. Czasem udaję się załapać na
      granty, udział w projektach.
      Róbcie szybko doktoraty. Wówczas nieco się poprawi:)
      Powodzenia! Wiem, że z dzieciakami jest ciężko, ale sami dokonaliście takiego
      wyboru. Trzeba być konsekwentnym, w tym zawodzie to ważna cecha.

      Obecnie doktoranckie to trzeci stopień studiów i głupio to brzmi, ale w wieku 26
      lat bywa się jeszcze na garnuszku rodziców. Ale przynajmniej podatków od
      stypendium nie płaci.
      • Gość: latam eroplanem doktorantow do pracy IP: *.dip.t-dialin.net 25.01.10, 21:40
        Gość portalu: klecinianka napisał(a):

        > Taka doktorancka kolej rzeczy... 90 godzin pensum to naprawdę
        mało. Na etacie
        > asystenta polskiej uczelni nie dostaniecie dużo więcej, natomiast
        pensum
        > znacznie się zwiększy. No chyba, że chcecie "pyknąć" w Polsce
        doktorat i emigro
        > wać.
        > Ja dostawałam jeszcze mniejsze stypendium, a nie było to tak dawno
        temu. Idąc n
        > a
        > studia doktoranckie, wiadomo , jak finansowana jest polska nauka i
        jak głodowe
        > jest stypendium. Wiadomo, że trzeba wyrobić pensum. Czasem udaję
        się załapać na
        > granty, udział w projektach.
        > Róbcie szybko doktoraty. Wówczas nieco się poprawi:)
        > Powodzenia! Wiem, że z dzieciakami jest ciężko, ale sami
        dokonaliście takiego
        > wyboru. Trzeba być konsekwentnym, w tym zawodzie to ważna cecha.
        >
        > Obecnie doktoranckie to trzeci stopień studiów i głupio to brzmi,
        ale w wieku 2
        > 6
        > lat bywa się jeszcze na garnuszku rodziców. Ale przynajmniej
        podatków od
        > stypendium nie płaci.


        Soryy Winnetou, ale dzisiejsze doktoranty, to jakies wysublimowane
        osobniki. Oczekuja mamony na miare profesorow, nie dajac gwarancji,
        ze z nich cos bedzie.
        Dawno temu tez bylem doktorantem, ale w tym czasie glowkowalismy jak
        zarobic do stypendium. Bralo sie prace zlecone z przemyslu i
        dawaj.... Szlo dobrze! Dzisiaj, to jakies roslinki stawiajace
        warunki, zadajace kasiory, nie umiejace sobie poradzic. I co z
        nich "bendom" za naukowcy?

        Normalny, zdolny "naukowiec" poradzi sobie w kazdej sytuacji. Ale
        wiekszosc z "doktorantow", to sztuczna wylegarnia osobnikow, ktorzy
        chowaja sie nawet przed Sloncem.
        • Gość: Kwartet Re: doktorantow do pracy IP: *.as.kn.pl 25.01.10, 21:51
          No skoro siedziałeś na kominie większość czasu zamiast przy doktoracie,to
          rzeczywiście kiepski wyszedł. Współczujemy, że nie został Pan naukowcem (co
          wnioskujemy po biegłości w stosowaniu języka ojczystego).
        • Gość: klecinianka Re: doktorantow do pracy IP: 90.156.110.* 25.01.10, 21:52
          Hmmm, tylko że teraz nie ma tyle badań dla przemysłu co kiedyś:(

          Ale kariera naukowa to kwestia wyborów życiowych. Ja nie miałam wówczas rodziny,
          nie dorabiałam. To by mój wybór, moja decyzja i wiedziałam na, co się decyduję,
          bo robiłam go z innych pobudek niż kasa.
          Trzeba zasuwać całe życie. I niekoniecznie Tobie za to dobrze płacą.
          Ale kochasz to, co robisz.
          Zwróciliście uwagę, że jest Wam ciężko, ale na uczelniach wszyscy są tego
          świadomi. Pracujcie, aby szybko zmienił się Wam status z doktoranta na doktora.
          To duża różnica.
          Jeszcze raz powodzenia.
          • Gość: Jasio Re: doktorantow do pracy IP: *.dip.t-dialin.net 25.01.10, 22:08
            Gość portalu: klecinianka napisał(a):

            > Hmmm, tylko że teraz nie ma tyle badań dla przemysłu co kiedyś:(
            >
            > Ale kariera naukowa to kwestia wyborów życiowych. Ja nie miałam
            wówczas rodziny
            > ,
            > nie dorabiałam. To by mój wybór, moja decyzja i wiedziałam na, co
            się decyduję,
            > bo robiłam go z innych pobudek niż kasa.
            > Trzeba zasuwać całe życie. I niekoniecznie Tobie za to dobrze
            płacą.
            > Ale kochasz to, co robisz.
            > Zwróciliście uwagę, że jest Wam ciężko, ale na uczelniach wszyscy
            są tego
            > świadomi. Pracujcie, aby szybko zmienił się Wam status z
            doktoranta na doktora.
            > To duża różnica.
            > Jeszcze raz powodzenia.


            Sorry Nszo-Czi, siostro Winnetou, corko Nszo-Czi.
            Mnie sie zdawa, ze masz pretensje do do Swiata, ze tobie wymarzyl
            sie doktorat. Przeciez doktorat to 5 minut wstydu i cale zycie
            chwaly.
            Zdaje sie, ze nie nalezyszc do pokolenia potrafiacych poradzic sobie
            w zyciu. Zwalasz wszystko na uczelnie!

            A gdzie twoje samoradzenie w zyciu, a gdzie Twoj instynkt
            samozachowawczy? Czy ty myslisz, ze robiac doktorat bedziesz przed
            soba widziec narody na kolanach przed Toba.
            Dziecko! Zrobilem w 80 r. doktorat, nie uzalalem sie nikomu Zaczalem
            prace i jakos poszlo!
            A co Ty i Twoi rowiesnicy chca od zycia? Placenia w niepewna Wasza
            przyszlosc? Co mozecie i komu, zagwarantowac, ze wasze prace
            przysporza nauce i gospodarce sam dobrobyt?
            Kobieto, Ty jestes w 1/3 swojego zycia, i nie zadaj od
            spoleczenstwa, by docenialo cos, czego jeszcze nie ma!
            • Gość: klecinianka Re: doktorantow do pracy IP: 90.156.110.* 25.01.10, 22:26
              Jasiu, drogi dziadku:)
              Naucz się czytać ze zrozumieniem.
              No chyba , że w latach 80 czy jeszcze dalej wstecz nie wymagano tego na obronie.
              Nic dziwnego, że piszesz o pięciu minutach wstydu.
              Zabawne, że pisząc to, co napisałam, żeby zabrali się do roboty, Ty dostrzegasz
              takie drugie dno :D:D:D:D:D


              Do Twoich domniemywań odnośnie moich oczekiwań od życia nawet nie ma co się odnosić.



              • Gość: Jasio Re: doktorantow do pracy IP: *.dip.t-dialin.net 25.01.10, 23:04
                Gość portalu: klecinianka napisał(a):

                > Jasiu, drogi dziadku:)
                > Naucz się czytać ze zrozumieniem.
                > No chyba , że w latach 80 czy jeszcze dalej wstecz nie wymagano
                tego na obronie
                > .
                > Nic dziwnego, że piszesz o pięciu minutach wstydu.
                > Zabawne, że pisząc to, co napisałam, żeby zabrali się do roboty,
                Ty dostrzegasz
                > takie drugie dno :D:D:D:D:D
                >
                >
                > Do Twoich domniemywań odnośnie moich oczekiwań od życia nawet nie
                ma co się odn
                > osić.


                Drogie Dziecko,
                wymagano i zadano. tylko wy, mloda generacja, chcecie, by was
                stawiano za przyklad madrosci ludu. AS wy co?
                Mialem pensum, mialem zajecia ze studentami.... ba, dowiedzialem sie
                po latach, ze uczelnia nie placila za doktorantow ZUSu.
                Czuja, jakby w was nie bylo ikry! probojecie swa wiedze
                przehandlowac bez wysilku z waszej strony strony!
                Handlujcie, macie prawo, ale nie utyskiwajcie, skoro znajac realia
                Polski naszej, ze wybraliscie te droge!

                Dalej twierdzem, ze doktorat to 5 minut wstydu i cale zycie
                chwaly..... no moze nie w Kraju Priwislianskom!
                • Gość: xyz Re: doktorantow do pracy IP: *.ifd.uni.wroc.pl 26.01.10, 12:39
                  Widać nie pisałeś doktoratu z polonistyki, bo twój tekst to można porównywać do
                  wypocin drugoklasisty z gimnazjum. Nic dziwnego że wstydziłeś się tylko 5 min,
                  bo jak dla mnie to dalej musisz się wstydzić wypisując tu swój niezbyt wymyślny
                  elaborat. Prawda jest taka że kiedyś byłeś zatrudniony a doktorat można było
                  robić przez 6 lat, a nie jak teraz w 4 lata, nie mając ubezpieczenia i
                  świadczeń. Poza tym nie porównuj średniej życia wtedy i teraz, bo to uległo
                  znaczącej zmianie, twoja ignorancja w tej kwestii tylko to potwierdza. Jak tak
                  dalej będzie to faktycznie nasze uczelnie będą kształcić ludzi nieporadnych
                  życiowo, bo każdy kto ma choć trochę zdrowego rozsądku wyjedzie za granicę i
                  nadal drogi Janku, będziesz mieszkał w kraju - montowni, gdzie nie robi się nic
                  oprócz montowania japońskich telewizorów i samochodów. Zastanów się nad tym.

                  pozdrawiam.
        • Gość: OkO Re: doktorantow do pracy IP: *.as.kn.pl 26.01.10, 12:33
          dawno temu uniwersytet gwarantował doktorantom przynajmniej byt socjany np. w
          postaci domów asystenta na których wielu DOKTORÓW hab. wraz z rodzinami żerowało
          przez wiele lat po obronie. Teraz jestem doktorantem i daje sobie radę oraz
          jestem na tyle blisko "góry" mojego wydziału aby wiedzieć że pieniędzy nie ma,
          ale śmieszą mnie opinie gości, którzy byli doktorantami "dawno temu", żerowali
          na pełnym socjalu uniwerku a teraz dają radę innych jak zyć w trudnych czasach (
          dla waszej informacji pomoc socjalna uniwerku w ostatnich latac została mocno
          okrojona )
          • inkwizytor.biskupa.breslau Re: doktorantow do pracy 26.01.10, 13:29
            Kiedyś... kiedyś to na studia szli i kończyli je najlepsi, na
            doktoraty szli najbardziej zaangażowani. Dzisiaj jak się patrzę na
            znajomych doktorantów z polibudy i z UW to większość z nich poszła
            na doktoraty bo zwyczajnie nie bardzo siebie widzi w pracy po
            studiach. 1500 dokotrantów na UW... przecież to armia ludzi!!! A te
            stypendia też się z nieba nie biorą.
            O podziale kasy między kolesi zamiast międy najlepszych nie będę
            pisał bo to wie każdy kto kiedykolwiek zabłądził na studia.
            Tak długo jak uczelnie większość kasy ssą z pańtwa tak długo tej
            kasy będzie mało a ta co jest będzie się rozpływać między znajomych.
            • kruci Re: doktorantow do pracy 26.01.10, 13:57
              >kiedyś to na studia szli i kończyli je najlepsi, na
              > doktoraty szli najbardziej zaangażowani.

              Czyli mowisz o dzisiejszych dr.hab ??..... :):) akurat znam kilku wiec mnie nie
              rozśmieszaj z tym "zangażowaniem", i "najlepszymi". U mnie na widziale pozostają
              zazwyczj pasjonaci ... 19 doktorantów na wszystkich latach.
              • Gość: Arek Re: doktorantow do pracy IP: *.wroclaw.mm.pl 27.01.10, 13:54
                Zgadzam się z Kruci i zgadzam się również z tym profesorem. Kiedyś o wyborze kandydatów na studia doktoranckie nie decydowała w miarę obiektywnie komisja, tylko jeden profesor, który wybierał sobie na asystenta taką osobę, jaka mu pasowała. A jak już miała ona etat asystenta, to koledzy i koleżanki z instytutu byli gotowi przepchnąć w ramach doktoratu nawet największy gniot, jaki napisała, byleby cokolwiek napisała. Efekty tych "trafnych" wyborów profesorskich do dzisiaj możemy obserwować w różnych instytutach w postaci ogromnej liczby starszych wykładowców i wiecznych adiunktów, pracowników naukowo-technicznych (to ci, którzy po kilkunastu latach pracy nawet marnego gniota nie byli w stanie spłodzić) itp.

                Ot, komunistyczne realia, które wciąż dobrze się mają na uniwersytecie.
      • Gość: głupik Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.e-wro.net.pl 25.01.10, 23:11
        Asystent jest pracownikiem, płaci się za niego zus, odkłada na ofe,
        dostaje trzynastkę, fundusz socjalny i jak byłem asystentem 6 lat
        temu, dostałem na dzień dobry dwie nieopodatkowane pensje "na
        zagospodarowanie". Do przemysłu zwiałem rok później, za pensję
        wyższą, niż ma mój promotor. Doktorat i tak zrobiłem, na uczelnię
        nie wrócę z powodów finansowych. Zarabia się beznadziejnie, i nikt
        przy zdrowych zmysłach nie będzie się w to bawił. Zostają
        nieudacznicy, wariaci i profesorskie dzieci.
        • Gość: golopupiec Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: 78.8.140.* 25.01.10, 23:26
          ale asystent to dopiero PO doktoracie,a nie na studiach
          doktoranckich. kiedys bylo inaczej - nie bylo studiów tylko
          asystentura. Doktorant nie pracuje, wrecz przeciwnie bardzo czesto
          ZABRANIA sie doktorantom pracowac - tak jest np. na niektorych
          wydzialach UWr.
          • Gość: mysz_w Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.vectranet.pl 25.01.10, 23:55
            na wydziale, na ktorym studiowalam (mgr, nie dr), wielu doktorantow jednoczesnie pracowalo - np. jako nauczyciele. Wiec byl czas i na doktorat, i na prace - inna kwestia jakie to potem sa doktoraty...
            Moze rzeczywiscie rozwiazaniem jest ograniczenie np. o polowe liczby doktorantow? po co ich tylu, skoro i tak wiekszosc na uczelni nie zoastje? Tylko kto by wtedy zajecia ze studentami prowadzil i w pracach promotorow zapierniczal?
          • Gość: Jarek Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.01.10, 00:01
            Studia doktoranckie dzienne (tzn. bezpłatne) są wymysłem nie tak dawnym i z tego
            powodu pojawił się problem z brakiem pomysłu na "zaszufladkowanie" doktorantów.

            Problem wydaje się być wydumany - bowiem wprowadzona idea studiów
            trójstopniowych (w większości dyscyplin naukowych - licencjat/inż. - mgr - dr)
            automatycznie rozwiązuje problem. Jeżeli przyjęto regułę - iz są to studia
            doktoranckie to należy traktować doktorantów jak studentów - czyli EWENTUALNE
            stypendia naukowe.
            Poza tym jeżeli już liczyć koszty -
            1000PLN*12m-cy=12000PLN/90godz=133,3(3)PLN/godz. Tyle z nadgodzin to nie mają
            nawet profesorowie. Więc choćby z tego powodu jest to godziwe wynagrodzenie
            (poza tym przeciętny doktorant nie ma zbyt wielu obowiązków).

            Obserwuję ostatnio, iż studia doktoranckie są swoistą "modą" wśród osób nie za
            bardzo chcących się przemęczać w życiu (dodatkowe 4 lata na garnuszku
            rodziców/państwa). Dlatego też powinny zostać wprowadzone stypendia naukowe
            adekwatne do postępów w pracy naukowej doktoranta.
            Znam wielu doktorantów którzy po dwóch latach nie opublikowali żadnego artykułu,
            nie uczestniczyli w żadnej konferencji ba-mają problem z określeniem celu
            pracy... Ale stypendium "by chcieli".
            Jarek (kiedyś doktorant, teraz przed habilitacją)
            • Gość: Meteo Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.as.kn.pl 26.01.10, 00:07
              Widać, że nie masz pojęcia na czym polegają te studia. Dydaktyka (90 godz) to
              tylko jeden z obowiązków. Główny to prowadzenie badań i fizyk czy chemik ma tego
              z pewnością więcej w tygodniu niż wynosi etat.
              • Gość: adiunkt Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: 156.17.119.* 26.01.10, 15:14
                To ty nie masz pojęcia. Myślisz, że po doktoracie się nie pracuje naukowo i
                dydaktycznie? Do zajęć się nie przygotowuje? Kolokwiów i egzaminów nie sprawdza?
                Nie publikuje się już nic? Nie prowadzi badań?

                Myślisz że to się wlicza do pensum?

                Jesteś najwyraźniej jednym z tych doktorantów, którzy jak zrobią doktora, to
                przestają robić cokolwiek naukowo, bo po prostu są na ten wyższy poziom za mali...
                • Gość: doktorant Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.opera-mini.net 26.01.10, 16:50
                  To napisz, ilu twoich kolegów publikuje artykuły (tej 1-2 publikacji rocznie w instytutowych wydawnictwach opublikowanych po znajomościach możesz nie liczyć - one i tak są bez wartości). Napisz, ilu Twoich kolegów czyta prace egzaminacyjne i zaliczeniowe (wiem, wiem, nie macie czasu, za dużo studentów, marne płace - stara, małooryginalna śpiewka). Napisz ilu twoich kolegów przygotowuje się do zajęć dydaktycznych (weź przy tym pod uwagę te zajęcia, na których klepiecie po raz n-ty z rzędu to samo, te, które prowadzą sami studenci, te, na które zwyczajnie nie przychodzicie pod byle pretekstem itd. itd.). Te 2700 na rękę to i tak za dużo jak dla was, bo poza uczelnią za swoje olewactwo w typowo komunistycznym stylu nawet połowy byś nie dostał.
                • Gość: regips Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.biotech.uni.wroc.pl 26.01.10, 18:39
                  Oj stary, z takim czytaniem ze zrozumieniem to nie wiem kto Ci dał tytuł, kolega
                  którego w poście zaatakowałeś powiedział dokładnie to samo co Ty:)
                  • Gość: gosia Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 20:26
                    Tylko niepotrzebnie powstawiał te znaki zapytania. Gdyby nie one, nawet bym się z nim zgodziła ;)
            • Gość: doktorant Oj Jarku, Jarku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.10, 00:14
              Do tych 90 godzin dolicz konsultacje, własne zajęcia, przygotowanie się do zajęć, pomaganie przy egzaminach, organizowanie konferencji, odwalanie roboty za profesora no i jeszcze pracę naukową. Dobrze wiesz, że doktorant na każdą godzinę zajęć spędza kilka godzin ekstra, które mu się do pensum nie wlicza. Dzisiaj byłem na uczelni 4 godziny, a zajęć (pensum) nie miałem żadnych. Myślisz, że ktoś mi zapłacił za te 4 godziny? Za przepytywanie studentów, za pomoc promotorowi? W zeszłym semestrze przeszło 20 godzin spędziłem przy egzaminach. Myślisz, że coś za to dostałem? Przynieś, popilnuj, pomóż przy wpisach... Już? To możesz iść do domu.
              Konferencje? Konferencja to od 8 stówek w górę. Stypendium to 1050 PLN. Jak mam pojechać? Jeżeli wydział zafunduje, to chętnie. Nawet dwa razy w miesiącu! Ale żeby samemu zapłacić, to mnie po prostu nie stać!
              • Gość: Ivo Re: Oj Jarku, Jarku IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 10:28
                Trzymam kciuki,żebyś nie zrezygnował, a na marginesie to naprawdę dużo tłumaczy,
                dlaczego nasze uniwersytety są w czwartej setce na świecie. Niech rząd jeszcze
                mniej daje na naukę a więcej na stadiony to będziemy potęgą w XXI wieku.
              • Gość: nagaprawda Re: Oj Jarku, Jarku IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.01.10, 11:07
                Powiedzmy sobie szczerze - doktorant bardzo czesto to tzw. bialy
                murzyn (brzydkie okreslenie, ale wszyscy wiedza o co chodzi).
                Jest od wszystkiego - robi drobne prace biurowe ("skseruj mi te 1000
                stron", "rozlicz faktury", "posiedz w sekretariacie"), prowadzi za
                darmo projekty, bierze przymusowe zastepstwa (za darmo) za
                promotora, jezdzi za nim za swoje pieniadze po calej Europie, bo on
                nie ma czasu sie spotkac, do tego zamiast pani sekretarki organizuje
                imprezy (a jest przy tej biurokracji co robic), a zeby bylo
                bardziej bez sensu musi bywac na wszystkich tzw. "imprezach" swojej
                instytucji i robic za tzw. tłum zwiekszajacy frekwencje (sprawdzaja
                obecnosc doktorantow), obecnosc obowiazkowa (jak tu pracowac skoro
                wyklad czasem jest o 12.00, a czasem o 18.00, czasem nie ma ich
                przez 2 tygodnie, a potem trzeba siedziec przez tydzien od rana do
                wieczora np. w godzinach 8.00-22.00?) na wykladach goscinnych,
                konfach nawet na tematy z calkiem innej dziedziny, a i czasami w
                jezyku ktorego sie nie zna:).
                Potem odbierze gosci z lotniska, oprowadzi ich po miescie, zrobi
                korekte, zdjecia i tlumaczenie, a nawet prezentacje na konferencje
                dla swojego Mistrza, a jak trzeba to i kawe zrobi i szklanki wymyje,
                a do tego czesto nie ma nawet tych 1000 na miesiac a powyzsze (np.
                wyjazdy) musi finansowac z wlasnej kieszeni.
                Wyjazdy na konferencje z wpisowym typu 300 zlotych od razu
                wykluczaja doktorantow - przeciez uczelnia nie zaplaci za wpisowe
                doktorantowi!
                • Gość: latam aeroplanem koty w wojsku IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.10, 19:05
                  Gość: nagaprawda IP:Powiedzmy sobie szczerze - doktorant bardzo
                  czesto to tzw. bialy
                  murzyn (brzydkie okreslenie, ale wszyscy wiedza o co chodzi).
                  Jest od wszystkiego - robi drobne prace biurowe ("skseruj mi te 1000
                  stron", "rozlicz faktury", "posiedz w sekretariacie"), prowadzi za
                  darmo projekty, bierze przymusowe zastepstwa (za darmo) za
                  promotora, jezdzi za nim za swoje pieniadze po calej Europie, bo on
                  nie ma czasu sie spotkac, do tego zamiast pani sekretarki organizuje
                  imprezy (a jest przy tej biurokracji co robic), a zeby bylo
                  bardziej bez sensu musi bywac na wszystkich tzw. "imprezach" swojej
                  instytucji i robic za tzw. tłum zwiekszajacy frekwencje (sprawdzaja
                  obecnosc doktorantow), obecnosc obowiazkowa (jak tu pracowac skoro
                  wyklad czasem jest o 12.00, a czasem o 18.00, czasem nie ma ich
                  przez 2 tygodnie, a potem trzeba siedziec przez tydzien od rana do
                  wieczora np. w godzinach 8.00-22.00?) na wykladach goscinnych,
                  konfach nawet na tematy z calkiem innej dziedziny, a i czasami w
                  jezyku ktorego sie nie zna:).
                  Potem odbierze gosci z lotniska, oprowadzi ich po miescie, zrobi
                  korekte, zdjecia i tlumaczenie, a nawet prezentacje na konferencje
                  dla swojego Mistrza, a jak trzeba to i kawe zrobi i szklanki wymyje,
                  a do tego czesto nie ma nawet tych 1000 na miesiac a powyzsze (np.
                  wyjazdy) musi finansowac z wlasnej kieszeni.
                  Wyjazdy na konferencje z wpisowym typu 300 zlotych od razu
                  wykluczaja doktorantow - przeciez uczelnia nie zaplaci za wpisowe
                  doktorantowi!


                  Nie pluj we wlasne gniazdo. Uda ci sie "zrobic " ten doktorat,
                  bedziesz potem taki sam, jak ci twoi promotorzy.
                  To, to samo, co w wojsku z kotami!

                  A moze chcialbys, by chodzili kolo ciebie, jak niemal kolo
                  Einsteina?

        • Gość: anonymus Też zrezygnowałem z doktoratu. IP: 89.174.178.* 26.01.10, 10:01
          Zrobiłem tak samo. Zrezygnowałem. W 2000 roku na PWR stypendium doktoranckie
          wynosiło coś około 950 zł. To było 10 lat temu! Już na owe czasy było to bardzo
          mało, dlatego w ciągu kilku miesięcy się rozmyśliłem i poszedłem do pracy w
          przemyśle. Moje pierwsze zarobki przekraczały pensję niejednego doktora -
          pracownika PWR. Współczuję obecnym doktorantom. Wiem jakie układy panują na
          uczelniach i jak trudno jest cokolwiek uzyskać. Z drugiej strony zastanawiam się
          skąd takie poświęcenie - czy to nieudaczność życiowa czy autentyczna chęć
          ubogacania polskiej nauki?
          • Gość: głupik Re: Też zrezygnowałem z doktoratu. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.10, 11:39
            Ja zostałem z autentycznej chęci ;-) Przeszło mi po pół roku.
        • Gość: M Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.01.10, 12:49
          nie płaci się ofe
    • Gość: latam aeroplanem Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.dip.t-dialin.net 25.01.10, 21:33
      karolinqua napisała:

      > NIE MÓWI SIĘ OPIEKA SPOŁECZNA, TYLKO POMOC SPOŁECZNA!!!!!


      Pomoc spoleczna, to mozesz miec pod moim kublem, gdy cie zobacze!
    • timoszyk Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp 25.01.10, 22:47
      Cieszy, ze wielu przeszlo przez jeszcze gorsze pieklo, ale co z tego
      ma wynikac?
      Dzieku takiemu traktowaniu doktorantow na kariere naukowa zalapuja
      sie nie zawsze najlepsi. I to jest glowny problem. A lata leca.
      Gdzies kolo 30 mozg jest juz wystarczajaco stezaly, by "mlody"
      naukowiec nie mial juz wiekszych szans na to, by czegos dokonac.
      Obecna atmosfera w Polsce, a moze i w ogole na Zachodzie, jest
      antyintelaktulna. O wiele bardziej liczy sie kopanie pilki. Tym zyje
      caly kraj! Uprawianie nauki jawi sie jako niezbyt szkodliwe hobby.
      Obawiam, ze nawet upieczeni w takiej atmosfery naukowcy nie bardzo
      zdaja sobie sprawe z wagi swego zawodu.
      Byc moze czekamy na zwyciestwo Chin. Wedlug filozofii Konfucjusza
      studiowanie jest bardzo powazna sprawa, a Chinami rzadza nie
      prawnicy, jak to ma miejsce w krajach Zachodu, a inzynierowie.
      Czesto slychac z tego powodu gromki chichot. Kto bedzie smial sie
      ostatni?

      Waclaw Timoszyk


      POLSKA POTRZEBUJE TYLKO JEDNEGO PRAWA - PPRAWA DO REFERENDUM
      1. Kazda nowa ustawa moze byc w referendum odrzucona.
      2. Kazdy zgloszony przez obywateli projekt ustawy po weryfikacji
      przez biuro legislacyjne moze byc przyjety w referendum i stac sie
      prawem.
      3. Kazde pytanie referendalne wymaga zebrania pewne ilosci podpisow.
    • beslergos Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypen... 25.01.10, 23:46
      Odnośnie wcześniejszych wpisów, to dorabianie do stypendium w
      przemyśle raczej nie ma szans na większości kierunków na UWr... można
      próbować zahaczyć się w jakiejś szkole jako nauczyciel, co z reguły
      dzieje się ze szkodą dla powstawania samej rozprawy... o zatrudnieniu
      po obronie na uczelni też raczej nie ma mowy (nadal mam tu na myśli
      kierunki humanistyczne)... studia kończą ostatecznie pasjonaci,
      najbardziej wytrwali, konsekwentni i nie obejdzie się tu chociaż bez
      odrobiny szczęścia... a takich jest coraz mniej, co zdaje się
      niestety nikogo specjalnie nie martwić... widać spotyka nas
      cywilizacyjny regres, gdzie na szeroko pojętą kulturę po prostu
      brakuje popytu...
    • Gość: Arek Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 00:02
      Sam byłem doktorantem (obecnie jestem doktorem) i mogę obecnym doktorantom poradzić jedno: aby odwalili swoją pracę doktorską jak najmniejszym kosztem, a te 4-5 lat poświęcili na robienie kariery zawodowej poza uczelnią. Z pewnością im się to bardziej opłaci. Po zrobieniu doktoratu na uniwersytecie i tak zatrudnienie dostaną ci nieliczni, z odpowiednimi układami, dorobek naukowy nie ma tu żadnego znaczenia. Uniwersytet pracuje jak typowa polska budżetówka w komunizmie - większość osób zbija bąki, a jak ktoś jest bardziej ambitny, zamiast realizować się naukowo, musi walczyć z kłodami, które inni podrzucają mu pod nogi. Dorobek naukowy doktoranta nie ma praktycznie żadnego znaczenia przy rozdzielaniu etatów - liczą się układy, sympatie, prywatne interesy profesorów itp. Jak nawet dostaniecie etat, to przez wiele lat będziecie popychadłami na uczelni, na was wszyscy będą spychać całą brudną robotę. Taka atmosfera, jaka panuje na uniwersytecie, potrafi nawet największego pasjonata nauki pozbawić motywacji do pracy. Niestety, takie są smutne realia.

      Jak ktoś nie potrafi żyć bez nauki - niech szybko robi doktorat i ucieka za granicę. Jak potrafi żyć - niech odbębni doktorat najmniejszym kosztem, a czas poświęci na pracę zawodową. I broń boże nie liczcie, że ktoś wam na uniwersytecie rękę poda - znam wielu, którzy na to liczyli, i po zrobieniu doktoratu zostali na lodzie, bo pracy na uczelni nie dostali i dopiero wtedy zrozumieli, że zdobyty potem, bólem i wieloma wyrzeczeniami dyplom doktora nadaje się co najwyżej do... podtarcia tyłka. Życzę wszystkim jak najlepiej, ale niestety, uprawianie nauki w Polsce to droga przez mękę, i to nie tylko na studiach doktoranckich.
      • Gość: byly doktorant Problem jest gdzie indziej IP: 87.114.209.* 26.01.10, 01:12
        Wszedzie na swiecie doktorat traktuje sie jak inwestycje - trzeba
        sie zgodzic ze przez 4-5 lat bedzie sie zasuwac dzien i noc, i to
        nie tylko nad swoimi wlasnymi badaniami, za marne stypendium. Tego
        latwo sie nie zmieni. I czesto tak jest ze stypendium doktoranckie
        pozwala jedynie na wegetacje (np. w Los Angeles, Bostonie, etc.)
        Istotna roznica jest jednak motywacja - doktorat po dobrej szkole
        powinien sprawic ze pensja pomnozy sie przez co najmniej 4 w
        porownaniu do stypendium (statystycznie rzecz jasna). I tak jest w
        "cywilizowanych" krajach. Bez wzgledu czy sie patrzy na przemysl czy
        na dalsza prace na uczelni. W Polsce mnozy sie nie wiecej niz przez
        2 (znow, statystycznie). To w imie czego doktorant w Polsce - nawet
        na czolowej polskiej uczelni - ma sie poswiecac przez 4-5 lat? Zeby
        zamiast zyc na marchewkach mogl sobie pozwolic na marchewki i jablka
        po zrobieniu doktoratu? Podsumowujac - problemem nie jest duza ilosc
        roznej pracy (to w koncu zdobywanie doswiadczenia) ani niewielkie
        stypendium (to jeszcze czas nauki i mozna sie te kilka lat
        pomeczyc), ale demobilizujacy brak istotnego przeskoku zawodowo-
        finansowego po zrobieniu doktoratu.

        Oczywiscie pomijam tutaj inne aspekty polskiego zycia naukowego
        ktore maja wplyw na doktorantow.
        • Gość: Arek Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 01:27
          Ja Ci odpowiem, w imię czego. W imię pracy naukowej, która jest jego pasją. I pal licho z niskimi zarobkami, dużą ilością zajęć dydaktycznych itp. Ja tak myślałem, będąc na studiach doktoranckich. I wtedy się przekonałem, że to, co jest najgorsze na uniwersytecie, to nie niskie zarobki, dydaktyka, mało pieniędzy na granty, układy, ale atmosfera panująca w środowisku naukowym. Że jak komuś bardzo się chce pracować, bo lubi to, co robi (a co do pozostałych czynników to przecież wiedział, w co się pakuje), to reszta zrobi wszystko, żeby go ściągnąć do parteru. Żeby im nie zagroził, żeby nie miał lepiej, ze zwykłej zawiści, żeby nie zawyżał poziomu, żeby nie obniżał reszcie samooceny...

          To jest najsmutniejsze na uniwersytecie. I znam wielu, którzy by chętnie przyjęli taką pracę za takie pieniądze, gdyby nie to.
          • Gość: Arek Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 01:29
            P.S. Więc co to za inwestycja - z jednego bagna w drugie? Szkoda, że jak ktoś jest studentem czy doktorantem, to jest jeszcze młody, głupi i nie potrafi tego przewidzieć.
          • Gość: InnyDoktorant Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.it.swin.edu.au 26.01.10, 05:22
            Cóż, wszystko zależy do tego, do jakiego środowiska się trafi (promotor, zespół
            badawczy).
            Ale nie da się ukryć, że gdybym nie był pasjonatem i gdyby nie cieszyło mnie
            grzebanie we wzorkach, to długo bym tu nie wysiedział.
            Póki mogę robić to co lubię, a środków wystarczy na przeżycie, to jestem w miarę
            zadowolony.

            Choć jestem zadowolony z pracy zespołu, w którym jestem, nie da się ukryć, że
            stan środowiska jako całości nie nastraja optymizmem. Więc gdybym stracił zespół
            i gdyby ktoś zabrał mi "moje zabawki", najprawdopodobniej nie zastanawiając się
            ani chwili poszedł bym... daleko od uczelni.
          • Gość: aksjokłącze Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.01.10, 11:16
            święta racja! sama doświadczyłam tak chamskiego potraktowania przez
            moich byłych profesorów, że do tej pory jestem wstrząśnięta.
            Nie przewidziałam, że ludzie na takim kierunku (humanistyczny, z
            tych idealistycznych i gadających o prawdzie, dobru i pięknie)
            potrafią być chamscy, niekulturalni i do tego ciągnąć poziom w dół.
            Leniwi i bez ambicji, ale tylko popierający swoich (lizusostwo na
            poziomie podstawówki:)))). A już najgorsze było to, że kobieta
            kobiecie takiego kopa w d.pę potrafi sprzedać i to w baaardzo
            nieelegancki sposób.
          • Gość: adiunkt Re: Problem jest gdzie indziej IP: 156.17.119.* 26.01.10, 15:08
            Mam już dość użalania się nad doktorantami. Sam takowym byłem, stypendium miałem
            jeszcze niższe, zapieprzałem jak mały samochodzik i wiecie co? Większa część
            moich "kolegów" doktorantów nie powinna tego doktoratu obronić - jak czytam, co
            za brednie teraz wypisują, to mi się płakać chce.

            Adiunkt z doktoratem z pensum 225 godzin dostaje netto 2700. Za godzinę
            wychodzi tyle samo (prawie), co płaci się doktorantowi w przeliczeniu za
            godzinę. Ja się pytam gdzie tu sprawiedliwość! Ci bez doktoratu zarabiają tyle
            samo, co Ci z doktoratem. Zaraz akcję protestacyjną uruchomię, żeby zmniejszyć
            stypendia doktorantom, bo mnie krew zalewa, że takie nie wiadomo co ma czelność
            skarżyć się, że mu źle!
            • Gość: doktorant Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.opera-mini.net 26.01.10, 16:25
              Ty jako pierwszy nie powinieneś obronić doktoratu, bo nie dość, że nie umiesz liczyć, to jeszcze prostych rzeczy nie potrafisz zrozumieć. Doktorant nie jest od prowadzenia zajęć dydaktycznych, ale przede wszystkim od pisania pracy doktorskiej. Policzyłeś ją w swoich kalkulacjach? A co z brudną robotą, którą ty i twoi przemądrzali koledzy spychają na barki doktorantów? Też policzyłeś? A może uważasz, że to nie praca, tylko "zaszczyt" dla doktoranta, że mają tę wątpliwą "przyjemność" odwalać robotę za takich jak ty nierobów? A ilu z takich obiboków jak ty niewiele robi na uniwersytecie, tylko bąki zbija? Jak się nie podoba, to won do biznesu, ale tam swoim dyplomem będziesz mógł co najwyżej podeprzeć tyłek, bo twoje kwalifikacje na wolnym rynku są na poziomie sekretarki. To właśnie przez takich jak ty na uniwersytecie jest tak źle, bo przez swoje nieróbstwo i wyssany z mlekiem matki oportunizm i lizusostwo tylko legitymizujecie patologiczne stosunki, które tu panują.
              • Gość: klecinianka Re: Problem jest gdzie indziej IP: 90.156.110.* 26.01.10, 19:21
                Chyba coś namieszałeś.

                Stypendium naukowe dostają osoby, które mają zajęcia.
                Można robić doktorat bez zajęć dydaktycznych, istnieje taka możliwość, z wolnej
                stopy, ale wówczas nie otrzymujesz stypendium.
                Na PWr w ramach studium doktoranckiego zobowiązany jesteś do zrobienia pensum,
                chyba 30 godzin w roku, nawet jeśli nie dostajesz stypendium.


                Pisałam już wczoraj, że życzę powodzenia tym, którzy naprawdę chcą i są na to
                gotowi.

                Zawsze można też zrezygnować.
                I jak się tak "malkontenci", to naprawdę lepiej zrezygnować. Potem można być
                jeszcze bardziej rozczarowanym, jeśli ma się takie podejście. Kilka kwestii
                życia po doktoracie już tu poruszono.

                W końcu nie każdy musi mieć doktorat.
                • Gość: student z UK UK IP: *.nott.cable.ntl.com 26.01.10, 19:39
                  Ja mam stypendium w wysokości 60tysPLN rocznie i nie prowadzę zajęć
                  dydaktycznych. Wyraźnie mam to napisane w umowie stypendialnej, że nie mogę
                  prowadzić zajęć, bo nie miałbym czasu na pisanie doktoratu i na rozwój
                  intelektualny.
                • Gość: do klecinianki Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 20:44
                  Za to Ty nie zrozumiałaś treści tej dyskusji, w której wielokrotnie różne osoby pisały, że nawet doktoranci nie dostający stypendium są zmuszani do prowadzenia zajęć dydaktycznych, a ci, co dostają, maja nie 30, a grubo ponad 100 godzin (grubo ponad limit, za które nikt nie płaci). Już nie licząc brudnej roboty, którą doktoranci częto wykonują za swoich szefów. Chciałabyś być tak wykorzystywana w pracy za 1000 zł. miesięcznie? Pewnie wtedy nie byłabyś malkontentką? A wyobraź sobie jeszcze , że doktorant to nie pracownik, ale student i zamiast harować jak wół, powienien jeszcze znaleźć czas na rozwój intelektualny, pogłębianie zainteresowań, zdobywac kontakty naukowe, jeździć na staże, stypendia, konferencje, chodzić na własne zajęcia dydaktyczne, nieobowiązkowe wykłady, brać udzieł w imprezach naukowych.... No, ale tego nie zrozumie ktoś, dla kogo praca to tylko odwalanie obowiązków w godzinach od 8.00 do 15.00 i ani minuty dłużej i nie potrafi zrozumieć, że czym innym jest praca starszego wykładowcy, który nic wartościowego już nie spłodzi, a czym innym młodego doktoranta, przed którym jest jeszcze cała kariera naukowa.
            • Gość: zdziwiony Ty tak na serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.10, 21:02
              Prowokujesz, czy naprawdę jesteś takim burakiem? Jeżeli rzeczywiście jesteś adiunktem, to współczuję doktorantom, którzy muszą z takim kimś, jak ty pracować.
              Owszem miałeś niższe stypendium, ale 1050 PLN to stawka stała od 7 lat. W tym czasie zlikwidowano hotel asystenta a i chlebek sporo podrożał.
              Doktoranci klepią naprawdę biedę. 1050 do ręki, podręczniki kupują samemu, książki do doktoratu samemu, za konferencje płacą samemu i jeszcze odwalają czarną robotę za wykładowców.
              Warto się zapytać, czy doktorant spędzający cały dzień na egzaminach i wypełniający kilkaset indeksów dostaje za to jakieś pieniądze. Przecież cieciowanie i robienie wpisów, to zajęcie wykładowcy.
              No ale jeżeli mamy takich adiunktów jak ty, pokazujących tak wielki szacunek dla młodszych naukowców, to co się dziwić, że polska nauka leży i kwiczy?
              Z doktoratem czy bez - cham zawsze będzie chamem.
        • Gość: xyz Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.ifd.uni.wroc.pl 26.01.10, 13:05
          masz dużo racji...ale...jest jedna nieścisłość, twoje wegetacyjne warunki za
          granicą wyglądają tak, że stać cię na wynajęcie mieszkania + wyżywienie +
          normalne wydatki związane z kupnem ciuchów raz na jakiś czas lub wyjazd na
          wakacje (dostaje się kasę na wakacje - analogia do naszej gruszy). Tak jest w
          Europie na każdym doktoracie (Belgia, Holandia, Niemcy, Hiszpania...itd). Do
          tego należy doliczyć fakt że jesteś zatrudniony - masz opłacane świadczenia.
          Teraz weź to i porównaj z naszym 1000 (z hakiem) i odpowiedz sobie na pytanie co
          za to można w mieście takim jak Wrocław. Ta wegetacja na zachodzie oznacza
          normalne życie - nie na jakimś wysokim poziomie, ale zapewnia podstawę
          egzystencji, i nawet można myśleć o założeniu rodziny...bo przecież koniec
          doktoratu to prawie 30 człowiek ma na karku.
          • Gość: gosc Re: Problem jest gdzie indziej IP: 87.114.209.* 26.01.10, 13:17
            A wiekszosci osrodkow tak jest, ale nie wszedzie. Wezmy np. taki
            Boston/Cambridge - wynajem jakiegokolwiek mieszkanka kosztuje wiecej
            niz standardowa wartosc stypendium. Chyba ze ma sie szczescie i
            dodatkowe fundusze z grantu promotora. Ale przynajmniej ma sie
            swiadomosc ze za kilka lat powstaly kredyt na utrzymanie w czasie
            studiow splaci sie 4-5 miesiecznymi pensjami, co jak pisalem wczesniej
            w Polsce z regoly nie byloby mozliwe po doktoracie (znow - to raczej
            dane statystyczne zalezne od specyfiki studiow i rynku pracy).
            • Gość: pirx Re: Problem jest gdzie indziej IP: *.nott.cable.ntl.com 26.01.10, 13:24
              jak to? minimalne stypendium doktoranckie w UK to 13 tysiecy funtow na reke, a
              pokoj mozna wynajac za 250 funtow miesiecznie z rachunkami.
    • czterdziestyiczwarty Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypen... 26.01.10, 07:38
      W swoim czasie bylem bardzo dobrym studentem i zaoferowano mi asystenture w
      UWr. Moj bezposredni przelozony stal sie zarazem moim promotorem ,ktory
      wymagal ode mnie wiele ale wspolpracowalem z nim z o chota bo temat badan
      mnie pasjonowal. Oczywiscie mialem obowiazki dydaktyczne przekraczajace
      niekiedy 190 godzin w semestrze i rokrocznie musialem wykazc sie publikacja
      wynikow badan naukowych. Prace doktorska obronilem po 6 latach (mialem juz
      wtedy 16 publikacji w wiekszosci zamieszczonych w uznanych czasopismach
      zagranicznych - glownie w jezyku angielskim ale takze kilka w jezyku
      rosyjskim). Na radach instytutu w ktorym pracowalem dyrektor d/s naukowych
      nazywal mnie "lokomotywa" ,ktora pociagnie za soba mlodych pracownikow
      naukowych z zakladu w ktorym pracowalem. Natomiast dyrektor d/s dydaktycznych
      uznal ,ze mam za duzo czasu i z luboscia obciazal mnie dodatkowymi obowiazkami
      dydaktyczno/administracyjnymi.Dosc powiedziec ,ze w na dwa dni przed obrona
      poprosil mnie o przygotowanie "na wczoraj" raportu do KBN na temat badan
      naukowych prowadzonych w moim zakladzie i projektu tematow na egzaminy
      wstepne dla studentow mojego kierunku. Moj promotor interweniowal w tej
      sprawie u dziekana wydzialu ale bezskutecznie. W dniu obrony ( wyznaczona na
      godz.11:30) musialem zameldowac sie o 9:00 rano u dziekana z raportem i
      projektem. Dziekan niestety byl zajety i pojawil sie okolo 10:15 i przez 45
      minut dyskutowal ze mna na temat dostarczonych przeze mnie dokumentow ,a gdy
      wspomnialem ,ze zbliza sie godzina mojej obrony to powiedzial ,ze pojdziemy
      razem. I tak tez sie stalo wskutek czego spoznilem sie 30 minut a cala obrona
      opoznila sie o 1 godzine.
      Moja praca doktorska zostala przedstawiona do nagrody PAN
      ale tej nagrody nie otrzymalem (mojemu promotorowi powiedziano ,ze jestem
      jeszcze bardzo mlody i moge zaczekac na takie wyroznienie ).
      Potem zostalem adiunktem - obowiazkow przybywalo (taki to juz los
      "lokomotywy") ale niestety kosztetm czasu na badania naukowe - czyli to co
      sprawilo ,ze w ogole zostalem na uczelni. Moj projekt badawczy uzyskal
      aprobate w KBN i otrzymalem calkiem spory grant ,ktory pozwolil mi zakupic
      niezbedna aparature naukowa i pokryl czesc kosztow badan. Publikacja zostala
      zgloszona do nagrody ministra MEN ,a przy tym otrzymalem kilka zaproszen z
      zagranicznych osrodkow naukowych w tym Smithsonian Institution (z tego
      ostatniego skorzystalem). Bylem w Stanach na rocznym stypendium naukowym i
      nauczylem sie bardzo wiele ,rozwinalem sie naukowo. Oczywiscie bylem w stalym
      kontakcie z moim starszym kolega (bylym promotorem),ktory na biezacowidzial
      czym sie aktualnie zajmuje i byl wspolautorem dwoch sposrod 6 publikacji
      wydanych w USA.Zblizal sie termin mojego powrotu gdy w trakcie jednej z
      naszych rozmow moj starszy kolega ostrzegl mnie ,ze zaklad w ktorym pracowalem
      bedzie zlikwidowany w ramach reorganizacji wewnatrz wydzialu ,ze aparatura
      ktora zakupilem zza pieniadze z grantu zostala przekazana do nowo utworzonej
      pracowni obslugujacej caly instytut i ,ze On przechodzi do przcy w Instytucie
      PAN. Wprost powiedzial mi ,abym znalaz sobie prace w USA wykorzystujac
      nawiazane kontakty. I tak tez sie stalo jakkolwiek nie bylo mi latwo podjac
      taka decyzje a jeszcze trudniej znalezc sobie miejsce w nowym kraju. Zwlaszcza
      ,ze nikt w Smithsonian nie spodziewal sie ,ze bede chcial zostac. W koncu
      wszystko skonczylo sie pomyslnie dla mnie. Pozostalo jednak uczucie niedosytu
      (rozczarowania) poniewaz wychowalem sie w patriotycznej rodzinie i mialem
      pomysly ,ktore chcialem zrealizowac po powrocie do Polski .Niestety stalo
      sie inaczej.
    • Gość: critique Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: 90.156.120.* 26.01.10, 09:49
      "Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypendium". Chyba STYPENDIOM?
      Niechże ktoś zmieni kadrę piszącą w tej gazecie, bo tego, co płodzi, nie da się czytać!
      • Gość: leśniczanka Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.lanet.net.pl 26.01.10, 11:32
        nie wszyscy studenci studium doktoranckiego otrzymują stypendium (za wyjątkiem właśnie np. wydziału chemii, gdzie otrzymuje je każdy), a również muszą prowadzić zajęcia i uczestniczyć w swoich zajęciach, zatem czy nie można byłoby podzielić stypendiów na mniejsze, a np. umożliwić podjęcia pracy, a nie wyznaczać minimalny etat? wtedy może

        byliby uszczęśliwieni ci, którzy stypendium nie mają, a ci co mieli nauczyliby się pracować

        • Gość: głupik Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.10, 11:48
          Waćpanna duby smalone bredzisz. Podzielić na mniejsze ? 1000 pln ? A
          niby jak umożliwić podjęcie pracy, skoro zajęcia są w różnych godzinach
          ?
          • Gość: gim Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.171.65.147.static.crowley.pl 26.01.10, 13:33
            A ja w tym wszystkim nie rozumiem DLACZEGO DOKTORANCI BEZ STYPENDIUM
            TEŻ MUSZĄ PROWADZIĆ ZAJĘCIA i wcale nie chodzi o zdobywanie
            doświadczenia dydaktycznego. Powiedzcie mi, jak to możliwe, że ktoś,
            kto zaczynał studia doktoranckie i świadomie nie ubiegał się o
            stypendium, aby móc podjąć pracę i nie mieć zajęć do przeprowadzenia
            np. o 13-ej, w trakcie studiów i tak dostaje takie zajęcia do
            przeprowadzenia. A jak nie pasuje to sp.. Przecież to jest żenada.
            • wokal79 Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp 26.01.10, 14:01
              Pytanie jest prosty - czy chcemy dobre doktoraty i wtedy naprawdę inwestujemy w
              doktorantów np. fundując stypendium na poziomie średniej krajowej i konkretnie
              pieniądze na realizację badań.

              Natomiast jeśli uczelnia płaci minimalną pensję jako stypendium i to jeszcze nie
              wszystkim to nie oszukujmy się - jakość dr będzie porównywalna do wysokości
              nakładów danego uniwersytetu.

            • Gość: prawnik Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.wroclaw.mm.pl 26.01.10, 14:56
              Proponuję w takiej sytuacji złożyć sprawę do sądu (może być pozew zbiorowy). Jeśli prowadzenie zajęć dydaktycznych nie jest wymagane programem studiów doktoranckich (a nie jest), ani regulaminem studiów (też nie jest, świadczy o tym choćby fakt, że na różnych wydziałach inaczej to wygląda), uczelnia nie ma prawa wymagać od doktorantów bez stypendium wykonywania za darmo pracy dydaktycznej. Takie same prawo przysługuje byłym doktorantom, którzy po zakończeniu studiów doktoranckich mogą sądownie domagać się zapłaty od uczelni za prowadzone za darmo zajęcia dydaktyczne.
            • Gość: kerio Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.as.kn.pl 26.01.10, 20:57
              Bo prawo o szkolnictwie wyższym mówi wyraźnie, że KAŻDY doktorant musi mieć w
              programie studiów dydaktykę jako swoje praktyki zawodowe. Odsyłam do dziennika
              ustaw.
    • keram.keram Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypen... 26.01.10, 14:04
      Bo doktorant syty nie ma nic do powiedzenia
      Chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać
      Doktorant głodny jest o wiele bardziej płodny
      Bo tylko wiarygodny jest doktorant głodny
      Sady kategoryczne niezwykle są dogodne, dorodne
      I poniekąd modne, gdy mówisz do tłumu
    • Gość: holek Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: 77.255.171.* 26.01.10, 14:57
      A na Uniwersytecie Ekonomicznym nie ma wcale stypendiów !!! A pensum dydaktyczne
      i tak trzeba wyrobić. To jest dopiero żenada! A potem ludzie będą mieć
      wymagania, żeby ich dzieci i wnuki uczyć. Jaka płaca taka praca. Ot i tyle w tym
      temacie
      • Gość: mały jasiu Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.e-wro.net.pl 26.01.10, 15:55
        to chyba lepiej oglądąć sobie pornole na necie niż robić doktorat.
        a ja już miałem chęci aby być profersorem...

        ps. a można kupić sobie profesurę? podobno tytuł mgr można....
        • Gość: profesor Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.opera-mini.net 26.01.10, 16:32
          Jasne, że można. Wystarczy tylko umiejętnie się podlizywać odpowiednim osobom. To Ty myślałeś, że w Polsce profesurę dostaje się za osiągnięcia naukowe?
          • Gość: profesor Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.opera-mini.net 26.01.10, 16:39
            A jak nie wierzysz, prześledź sobie życiorysy naukowe swoich szanownych i bardzo mądrych profesorów. U większości będzie tak: doktorat po 10 latach, habilitacja po kolejnych kilkunastu, po dalszych kilku profesor nadzwyczajny, profesor tytularny już w wieku okołoemerytalnym i... ani jednej publikacji na Liście Filadelfijskiej. A jak się ma publikacje tylko w lokalnych journalach wydawanych przez Wyższą Szkołę Zbijania Bąków w Pcimiu Wielkim, to w jaki inny sposób można zdobyć profesurę, jak nie po znajomościach?
          • Gość: latam aeroplanem Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.10, 21:32
            profesor IP:
            Jasne, że można. Wystarczy tylko umiejętnie się podlizywać
            odpowiednim osobom. To Ty myślałeś, że w Polsce profesurę dostaje
            się za osiągnięcia naukowe?


            To pewnie codziennie przed lustrem zwywasz slady pocalunkow w rzyc!
    • phriau Wojna z wiatrakami... 26.01.10, 17:37
      Moim skromnym zdaniem i tak nic nie wykninie z tego protestu.
      Tez bylem doktorantem tej "szanownej uczelni". Marne 1050 zl, zajecia
      dydaktyczne, pacholek promotora, malo czasu na wlasne badania, brak pieniedzy
      na badania, odwalanie roboty za kogos... Dla ludzi z zewnatrz 1050 zl wydaje
      sie byc duzo, jednak tak nie jest. Przeciez ponad polowa stypendium zostanie
      wydana na zaplacenie mieszkania lub pokoju - to jest chyba najwieksza
      bolaczka. Uniwerek zlikwidowal domy asystenta i stad wzial sie problem.
      Znalazlem recepte na to wszystko. W polowie doktoratu aplikowalem na
      stypendium Marie Curie - udalo sie. Teraz doktoryzuje sie dobrej uczelni za
      granica, co wiecej jestem tam zatrudniony! Naprawde warto zostawic to wszystko
      w Polsce. Jezeli ma sie swoja rodzine, dostaje sie na to extra kase. Wbrew
      pozorom bardzo latwo dostac sie na Marie Curie.
      Dlatego apeluje - olejcie to wszystko i sprobuje za granica - przeciez to
      tylko 3-4 lata.
    • Gość: Dobrarada Re: Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym styp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.10, 19:07
      Dlaczego się męczysz? Kup sobie piwko. Przepisz pracę sprzed kilkunastu laty i
      będziesz rektorem, jak jeden osobnik na medycznej.
    • mysza2010 Doktoranci zaprotestują przeciw głodowym stypen... 26.01.10, 21:28
      A jak nazwiecie 270 zł stypendium dla doktoranta na AWF ie? Za 1050
      można wtedy żyć jak paczek w maśle...
    • dutkon.pl Jest problem, poszukajmy rozwiązania. 27.01.10, 11:08
      A rozwiązanie jest proste.

      Doktorat nie jest pracą etatową. Prowadzenie zajęć dydaktycznych (90 godz. w roku) + 2 godz. tygodniowo na spotkania z promotorem i zebrania + 10 godzin miesięcznie na badania i pisanie pracy (wyliczenia naturalnie szacunkowe: jedni potrzebują 40 godzin badań, inni - 2-3). Wynika z tego, że doktorat pochłania miesięcznie maks. 20-30 godzin, a pozostały czas można poświęcić na pracę (nie mówmy o sytuacjach, kiedy ktoś wychowuje dziecko czy opiekuje się starszymi rodzicami, bo to są kwestie indywidualnych wyborów lub okoliczności, które - naturalnie - stanowią dodatkowe obciążenie).

      Jest tylko jeden szkopuł: regulamin studiów doktoranckich zabrania wykonywania pracy etatowej w pełnym wymiarze pod rygorem utraty stypendium.

      Propozycja rozwiązania: Panie Rektorze, jeśli nie można dać wyższego stypendium, wystarczy odblokować doktorantom możliwość pracy etatowej. Według starej zasady: nie możecie dać ryb, dajcie wędkę.

      Z własnego doświadczenia wiem, że pogodzenie 4 lat doktoratu z pełnowymiarową pracą (umowa zlecenie - dla jasności) jest nie tylko możliwe, ale wręcz łatwe. Trzeba tylko nieco samozorganizowania i odpowiedniego porozumienia z szefem, który pozwoli na opuszczanie miejsca pracy np. w celu przeprowadzenia zajęć; godziny takie zawsze można odpracować w innym terminie.

      A jeżeli ktoś powie, że tego się nie da zrobić... no cóż: ludzie nieumiejący zarządzać sobą w czasie i efektywnie organizować własnego życia nie powinni zostawać naukowcami.

      Maciej Dutko
      (doktor, mimo wszystko)
      • Gość: doktorant Wyliczenia są złe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.10, 11:24
        Po pierwsze nie mam 90 godzin, tylko ponad 120. Owszem zapłacą mi za nadgodziny, ale w sumie będzie to 700-800 PLN.
        Po drugie szanowny doktorze musisz doliczyć konsultacje (2 godz. w tygodniu), konsultacje dla studentów zaocznych (1 godzina w miesiącu).
        Po trzecie zajęcia doktorantów (przedmioty kursowe, języki - 6-8 godzin w tygodniu).
        Tak więc jest tego jakieś 40 godzin tygodniowo. A ile wynosi ustawowy tydzień pracy?
        Ponadto nie doliczasz tego czasu, w jakim my doktoranci odwalamy za was - doktorów i profesorów robotę. Skseruj, popilnuj, znajdź w bibliotece, napisz, przetłumacz, pomóż przy wpisach, zanieś, przynieś, przepisz itp. To wychodzi kolejne kilka godzin ekstra (oczywiście darmowo).
        A dodatkowo to wszystko jest fatalnie rozplanowane. Przykładowo ja w jeden dzień mam zajęcia w godzinach 8-11:30 i 16:45-18:00. Jak tu iść do pracy? Raz mam na rano, raz w południe, raz wieczorem...
        Fajnie, że miałeś szefa, który się zgadzał na elastyczny czas pracy i promotora, który był wyrozumiały. Ale nie każdy ma to szczęście.
        • dutkon.pl Re: Wyliczenia są złe 27.01.10, 12:27
          Po kolei więc:

          1. 90 godzin zajęć dydaktycznych - to maksymalna liczba godzin, jaką według
          regulaminu studiów doktoranckich można obciążyć doktoranta. Oczywiście, władze
          instytutu/zakładu często ulegają pokusom zwiększenia obciążenia, ale ludzie! od
          czego macie asertywność i język w gębie!? Kiedy na II czy III roku doktoratu
          otrzymałem od przełożonej "prośbę" poprowadzenia 135 godzin zajęć,
          odpowiedziałem: "Pani Profesor, jest to niezgodne z par.11, pkt.3 regulaminu,
          który mówi, że maksymalny wymiar zajęć dydaktycznych prowadzonych przez
          uczestników studiów doktoranckich nie może przekraczać 90 godzin dydaktycznych w
          roku akademickim". W razie przekroczenia limitu przysługuje Ci albo
          wynagrodzenie za nadgodziny (dodatkowe 800 zł to chyba niemało, skoro pełne
          stypendium wynosi 1000!), albo zmniejszenie limitu godzin w kolejnym roku
          akademickim. Albo zwykła, kulturalna odmowa.
          Przedstawiłem 3 możliwe rozwiązania. Do wyboru, do koloru. Jest jeszcze czwarte
          - oczywiście, można się zgodzić na nadgodziny jak wystraszony baranek, a potem
          żalić się na forach, jak nam jest źle.

          2. Zgadza się, nie wliczyłem 2 godzin konsultacji (moje przeoczenie). Daje to
          dodatkowe 8 godz. miesięcznie. Z tym, że są to godziny, które można mądrze
          spożytkować. Jeżeli nie jesteś wykładowcą-tyranem, który każde konsultacje
          przeznacza na przesłuchiwanie studentów, w tym czasie możesz pisać pracę,
          przeglądać źródła, tworzyć zestawienia itd. Inaczej, jeżeli studenci Cię
          oblegają - wówczas zgoda i czapka z głowy, student jest ważniejszy, a
          konsultacje są dla niego.

          3. Naprawdę masz 8 godzin języka w tygodniu?? Widać dużo się zmieniło od mojej
          obrony (2008) - nie miałem żadnych obowiązków językowych, poza jednym: zdać
          egzamin. To, jak i kiedy się uczyłem języka, było moim wyborem. I popatrz: nie
          poświęciłem ani godziny w miesiącu na kursy językowe, a egzamin na 5. Może w
          drodze na uczelnię wystarczy zarzucić słuchawki z angielskim na uszy?;)

          4. Odwalasz robotę za doktora i profesora? To również dla mnie szokujące
          wyznanie. Podczas 4 lat studiów doktoranckich nie zdarzyło mi się, aby
          którykolwiek z pracowników naukowych wymagał ode mnie zrobienia czegoś "na swoje
          konto". Owszem: pomoc przy organizowaniu konferencji, wydawaniu publikacji
          zbiorowych, zarządzaniu stroną WWW i szereg prac technicznych - normalna sprawa
          każdego pracownika. Ale Drogi Rozmówco zwróciłeś uwagę na ważny problem
          (ważniejszy niż stypendia): wykorzystywanie w pracy. Jeśli pozwolisz, by Twój
          promotor traktował Cię jak sekretarkę lub darmową parę rąk do robienia badań dla
          jego profesury zwyczajnej - cóż mogę odpowiedzieć: może warto popracować już
          nawet nie nad asertywnością, ale choćby odrobiną charakteru? Uczelnia to nie
          mafia; oczywiście, jest struktura, hierarchia, układy - jak wszędzie. Ale
          pamiętaj: konformizm to forma samobójstwa, nieważne gdzie jesteś i dla kogo
          pracujesz.

          Dopóki nie zrozumiesz własnej wartości, mogą Ci kazać biegać po kawę, mimo że
          jesteś doktorantem. Ale wtedy po prostu powiedz: "NIE. Kawę i ksero robi
          sekretarka, a badania będę robił dla Pana Profesora, kiedy zostanę Jego etatowym
          asystentem". I basta!

          (Na marginesie: mimo doktoratu, nie pracuję etatowo na uczelni, lecz w prywatnym
          biznesie szkoleniowym. Tu nikt nikogo nie wykorzystuje, ale płaci za dobrze
          wykonaną pracę).


          Tak więc, jak widzisz, 90% powodzenia to odrobina charakteru i dobre zarządzanie
          własnym czasem. Ale masz rację - miałem też niezwykłą sytuację, której życzę
          każdemu: już od IV roku studiów magisterskich pracowałem w pełnym wymiarze
          godzin, a mimo to ukończyłem je w grupie 5% najlepszych studentów. Na IV roku -
          pracując 8 godzin dziennie w redakcji TV, a więc w swego rodzaju młynie - miałem
          w indeksie 23 oceny "bdb" na 24 przedmioty; rok później dostałem stypendium
          ministerialne. Doktorat też był pasmem radości - godziłem pracę z dydaktyką i
          nauką, o innych aktywnościach nie mówiąc.

          Tylko pytanie: czy to na pewno było szczęście? Pod koniec studiów 8 z 9
          wykładowców zgodziło się na moje indywidualne zaliczanie przedmiotów (bez pism
          do dziekana, ale dzięki normalnej rozmowie i umowie rzetelnego zaliczenia).
          Później władze instytutu zgodziły się bym robił doktorat, mimo obciążenia pracą.
          Szef w TV zgodził się z kolei, bym wychodził w godzinach pracy, pod warunkiem
          odrobienia tych godzin. Później doktorat: miałem kolejno dwóch promotorów -
          wspaniali ludzie, którzy bez problemu pozwalali godzić mi pracę z nauką. Czy to
          zbieg okoliczności, szczęście lub przypadek, że w ciągu kilku lat spotkałem tylu
          wspaniałych i życzliwych ludzi?

          Wracając do punktu wyjścia: myślę, że mając stypendium 2 razy większe, niż
          miałem, osiągnąłbym 2 razy mniej, niż osiągnąłem.

          Powodzenia,
          Maciej Dutko
          • Gość: Arek Re: Wyliczenia są złe IP: *.wroclaw.mm.pl 27.01.10, 13:40
            Panie Dutko, nie znasz Pan realiów uniwersyteckich, i tyle mogę Ci powiedzieć. Na Twoje usprawiedliwienie przemawia może fakt, że od lat nie pracujesz w szkolnictwie wyższym, ale Twoje rady (płynące - jak widzę - z osobistego, bardzo skromnego doświadczenia) są przez to mało warte. Ja Ci coś powiem: uniwersytet to jednak jest mafia. Jak się zbuntujesz w pracy, albo Ci się tam nie spodoba, przeważnie - jak jesteś dobry - bez problemu znajdziesz pracę gdzie indziej. Wolny rynek jednak trochę różni się od mafijnych układów panujących w szkolnictwie wyższym (finansowanych z budżetu państwa, bez względu na efektywność). Jak się zbuntujesz na uniwersytecie, to sobie zaszkodzisz ze strony całego środowiska naukowego (jak myślisz, komu przyklasną inni profesorowie, którzy doskonale "rozumieją" profesora, wobec którego się zbuntujesz, poza tym sami tak robią?). Powiesz, ze można zmienić uczelnię, ale to też nie jest takie proste - naukowcy z danej dziedziny tworzą sieć symbiotycznych powiązań, opartych na układach i koneksjach, znają się nawzajem jak łyse konie z dziesiątek konferencji itd. Za swoje zachowanie dostaniesz "wilczy bilet", i tyle będziesz miał ze swojej asertywności.

            Sam byłem świadkiem przypadków, gdy bardzo dobrzy doktoranci nie kończyli swoich doktoratów, bo w jakiś sposób podpadli środowisku. Twoje doświadczenia są jednostkowe i subiektywne, nie wypowiadając się o Tobie, napiszę Ci tylko tyle, że znam jeszcze więcej przypadków kompletnych leni i wazeliniarzy wśród doktorantów, którzy pomimo tego (a może właśnie dzięki temu) mieli bardzo dobrą opinię w środowisku, a te przepchnęłoby nawet ich największy gniot. Układy, układy i jeszcze raz układy! Tak więc łatwo dawać rady, nie znając sytuacji, o wiele trudniej brać odpowiedzialność za dawane rady.

            Pozdrawiam, Arek (też doktor)
            • dutkon.pl Re: Wyliczenia są złe 27.01.10, 14:26
              Doktorze Arku,

              A jednak nie mówię o obcych mi realiach, ponieważ od 8 lat nieprzerwanie pracuję
              z kilkoma uczelniami wyższymi i mam pewne doświadczenia (niewątpliwie
              subiektywne, jak zauważyłeś, trudno bowiem mieć inne). Nie twierdzę, że nie ma
              układów, zależności czy podległości - oczywiście, że są! Odkąd świat światem i
              dopóki będziemy ludźmi, w każdym społeczeństwie są układy sił, komitywy czy
              frakcje, i to, o czym piszesz, nie jest teorią spiskową, lecz faktem.

              Tym bardziej namawiam jednak do wychodzenia ze schematu rozumowania: "Jest
              układ, trzeba kłaść uszy po sobie". Każdy sam podejmuje decyzje, w jakim stopniu
              pójdzie na kompromis, i kiedy przekroczy się granicę zdrady własnych wartości
              (wszak sprawdzenie wyników egzaminów za kolegę profesora może mieścić się w
              granicach zwykłej przysługi). Nie nawołuję do bohaterstwa, burzenia murów czy
              walki z systemem; proponuję tylko odrobinę samoświadomości. Sam znam ludzi,
              którzy - mimo że ich pasją był temat X - robili doktoraty z Y, bo to było po
              linii ich promotorów (no cóż, to ich wybór, że pozwalają wybierać innym). I masz
              rację, Arku: oni dziś pracują w tych miejscach, w których mnie nie ma:) Tylko
              czy na pewno jest to nagroda dla grzecznych, a kara dla niepokornych?

              Powtórzę najważniejsze słowa, jakie napisałeś: "Jak jesteś dobry - bez
              problemu znajdziesz pracę gdzie indziej"
              . I tu jest szczur pogrzebany:
              najbardziej boją się ci, którzy wiedzą że dobrzy nie są (lub są, ale nie wierzą
              w siebie). To zawsze był najlepszy materiał na niewolników i osoby do
              wykorzystywania oraz popychania.

              To jak z dzieckiem: jak daleko jest w stanie się posunąć, aby tylko dostać loda?

              Jeśli uznasz, że jesteś w tej drugiej kategorii - rzeczywiście, moje słowa z
              poprzedniego posta nie będą miały żadnego zastosowania i odniesienia do TWOJEJ
              rzeczywistości. Ale jeśli znasz swoją wartość, zawsze pozostaniesz ponad
              układami, przynajmniej tymi złymi.

              Maciej Dutko
              • Gość: Arek Re: Wyliczenia są złeostępowaniu (myślą, że tak je IP: *.wroclaw.mm.pl 27.01.10, 16:07
                Drogi Macieju, a jednak dalej twierdzę - na podstawie tego, co napisałeś - że nie znasz realiów uniwersyteckich. Nie wiem, na czym polega Twoja współpraca z uczelniami wyższymi, ale to pod wieloma względami coś zupełnie innego niż praca na etat czy studia doktoranckie. Układy nie są takie jak w każdym społeczeństwie - tu też się mylisz. Są podstawowym kryterium wszelkich awansów i jeśli uważasz to za normalne, to nie dziwię się, że zawsze Cię lubili na uniwersytecie. Fakt, napisałem, że jak ktoś jest dobry, pracę znajdzie, umknęło Ci jednak, że odniosłem to do wszelkiej pracy na wolnym rynku, czyli poza naszym szkolnictwem wyższym. Na uczelniach jest dokładnie na odwrót, co też napisałem. Bycie dobrym to za mało na uniwersytecie - bardziej przydaje się zmysł polityczny i właśnie tu jest pies pogrzebany: że na naszych uczelniach nie tyle pracują naukowcy, co dyplomaci. Tam karierę wciąż robi się tak, jak robiło się w komunizmie - dzięki lizusostwu i schlebianiu odpowiednim osobom. A najgorsi są tacy, którzy nie widzą nic złego w swoim postępowaniu (myślą, że tak jest wszędzie, że to jest normalne, utożsamiają to ze sprytem i inteligencją itp.), bo to oni ze swoją biernością i wypaczoną świadomością są największym hamulcem zmian na polskich uniwersytetach.

                Arek
          • Gość: doktorant Re: Wyliczenia są złe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.10, 14:59
            1. Spróbuj odmówić prowadzenia zajęć. Ja chcę zrobić ten doktorat, a sytuacje, że ktoś doktoratu nie obronił wcale nie są bajkami. A 800 PLN w skali roku to naprawdę tak dużo? 66 PLN miesięcznie. Na co starczy? Na wódkę, żeby się upić z rozpaczy?
            2. W godzinach konsultacji ciężko mi naukowo pracować, bo... w gabinecie nie mam komputera. Laptopa nie mam, bo mnie nie stać. Staram się uczyć języka, ale opornie to idzie, jeżeli w jednym pokoju siedzi jednocześnie kilka osób i jeden klepie na laptopie, drugi pyta studentów, trzeci coś tam jeszcze inaczej hałasuje. Niestety oddzielny pokój to luksus dla profesorów. Podobno na prawie jest pokój, w którym gnieździ się coś około 10 doktorantów i jeszcze jacyś doktorzy na dokładkę! Ci to dopiero mają fajnie. Ja ze swoimi 3 mam luksus.
            3. Język to 2 godziny w tygodniu, ale do tego dochodzą przedmioty blokowe. W sumie 8 godzin.
            4. OK, ale ja nie jestem pracownikiem. Czemu mam więc pomagać przy konferencjach czy stronie WWW? Ja jestem studentem. Poza tym realia są zupełnie inne. Konferencje, kserowanie, pilnowanie, wpisywanie, tłumaczenie itp. Taka smutna rzeczywistość. Bajdurzenie, że trzeba się postawić to można sobie między bajki włożyć. Doktoranci się po prostu boją, bo chcą te doktoraty obronić, a naprawdę nie każdemu się to udaje. A nawet jak już udaje, to może to być niezwykle stresujące. Nie znasz uczelnianego życia po prostu - sam zresztą przyznajesz, że nie pracujesz na uni. Widocznie w czasie doktoratu trafiłeś do jakiejś normalnej komórki, gdzie można było normalnie żyć i pracować.
            BTW ja też się zgadzam, żeby studenci u mnie zaliczali przedmioty wcześniej czy też w trybie indywidualnym.
            Tak się pocieszam, że jeszcze kilka miesięcy i zmykam.
          • Gość: Kerg Re: Wyliczenia są złe IP: *.as.kn.pl 27.01.10, 20:54
            Nie mam pojęcia, skąd te wyliczenia. Jestem chemikiem, przychodzę codziennie do
            laboratorium na uczelni, pracuję zwykle 8-10 godzin, zazwyczaj z sobotami,
            prowadzę swoje badania. Do tego mam dydaktykę i wszystko co się z nią wiąże.
            Kiedy mam dorabiać?
    • metal.maniak Szkoda gadać... 27.01.10, 12:16
      Do szanownych ludzi, którzy robili doktorat "kiedyś" - idąc dalej tą
      logiką dochodzimy do wniosku, że jeszcze wcześniej ludzie żyli w jaskiniach i
      nie narzekali... Takie myślenie nie prowadzi nigdzie!

      Jesteśmy dużym krajem w Unii Europejskiej (żelazna kurtyna upadła z
      łoskotem, jeśli ktoś nie zauważył) i ludzie podróżują po świecie, porównują
      jak jest tam i jak jest tu. Wynikiem tego są takie właśnie zrywy, które mają
      na celu dokonania postępu, a nie utrzymywania stagnacji...

      Swoją drogą zastanawia mnie jedna rzecz. Inne uczelnie w tym kraju mają
      mniej lub bardziej porównywalną liczbę studentów, co we Wrocławiu.
      Finansowanie zależy właśnie od tej zmiennej. I teraz pytanie: czym w
      działaniach różni się rektorat np. Uniwersytetu w Poznaniu od wrocławskiego,
      że Poznań ma pieniądze na 1500 od doktoranta, a Wrocław nie!? Obawiam się, że
      nawet jego magnificencja prof. R. Cach nie będzie w stanie odpowiedzieć.
      Ta uczelnia po prostu słynie z nieporadności w zarządzaniu finansami, a tym
      samym skazuje się na "śmierć naukową". Zauważcie, że minęły już bezpowrotnie
      czasy, kiedy UWr konkurował z Poznaniem (kiedyś UWr był wśród 5 najlepszych,
      teraz wyleciał daleko poza).

      Więc na barykady kwiecie młodzieży! Bez waszej walki postęp jest niemożliwy!

      P.S. Gdyby nie fakt, że jak mniemam doktoranci boją się swoich szefów, to
      najlepiej uświadomić panom i paniom dr hab. jak to doktorant nic nie robi
      przestając pomagać: sprawdzać egzaminy, wpisywać oceny, na kierunkach ścisłych
      zamawiać sprzęt i dbać o porządek w laboratoriach i generalnie zaprzestać na
      parę dni prowadzenia zajęć dydaktycznych. Efekt natychmiastowy - paraliż uczelni.
    • angrusz1 Siedem lat bez 27.01.10, 12:38
      podwyższania stypendium - kilka , kilka różnych rządów - a wszystkie
      podchodzą tak samo .
      Byle schlebić swojemu elektoratowi .

      Ale na lepiej nie należy liczyć , bo i deficyt budżetowy olbrzymi i
      zadłużenie publiczne olbrzymie i ciągle rośnie .

      A może w tym roku przekroczyć prób 55 % pkb i wtedy budżet musi mieć
      ścisłe ograniczenia np żadnych podwyżek pensji - wszędzie w sferze
      budżetowej .


Inne wątki na temat:
Pełna wersja