kenzoo3
20.04.10, 10:12
Lot Tupolewa był kontrolowany przez kontrwywiad. Żądamy dymisji
ministra Klicha .
Służba Kontrwywiadu Wojskowego na bieżąco śledziła lot samolotu
prezydenckiego Tu-154 lecącego do Smoleńska.
Najważniejsze parametry lotu, w tym informujące o bieżącym położeniu
maszyny, jej wysokości i prędkości, były śledzone przez służby SKW.
Jak ustalili dziennikarze, oprócz parametrów lotu, SKW posiadają też
nagrania rozmów pilotów, jednak kontrwywiad nie zamierza ani dzielić
się tymi informacjami z prokuratorami ani komentować sprawy.
„Służba Kontrwywiadu Wojskowego nie udziela informacji na temat
podejmowanych działań” – stwierdza w piśmie płk. Krzysztof Dusza,
dyrektor gabinetu szefa SKW, a pułkownik Zbigniew Rzepa z Naczelnej
Prokuratury Wojskowej uważa, że “SKW jest samodzielną służbą i nie w
gestii prokuratury jest informowanie o jej działalności”.
Jak stwierdza Rzeczpospolita, polscy prokuratorzy nie otrzymali
jeszcze od strony rosyjskiej “żadnych materiałów dotyczących
katastrofy”. Działania prokuratury rosyjskiej sprawiają wrażenie, że
zamierza kontrolować całą sprawę odpowiednio dozując informacje.
Rosyjski prokurator naczelny Jurij Czajka zapewnił polskiego
Prokuratora Generalnego, Andrzeja Semerta, że polska
prokuratura „sukcesywnie i w miarę postępów śledztwa” będzie
otrzymywać informacje.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego powołana została w 2006 roku i
podległa jest Ministrowi Obrony Narodowej. Funkcję ministra MON
pełni od trzech lat Bogdan Klich. W katastrofach lotniczych
samolotów podległych Ministerstwu Obrony Narodowej, za jego kadencji
zginęło już 121 osób, w tym dwóch Prezydentów RP, najwyższi rangą
dowódcy wojskowi oraz funkcjonariusze wielu kluczowych instytucji
państwa polskiego. Coraz więcej środowisk zadaje głośne i
przejmujące pytanie: kto jeszcze musi zginąć, aby w MON nastąpiły
radykalny zmiany? Póki co, minister Klich robi dobrą minę do złej
gry. Jak ujął to Tomasz Hypki, ekspert lotniczy, jeden z redaktorów
pisma Skrzydlata Polska i sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa,
zachowanie ministra Klicha oraz zastępcy szefa sztabu generała broni
Mieczysława Stachowiaka, wskazują na utrzymywanie przeświadczenia,
że “Prezydent zginął zgodnie z procedurami”. Generał Stachowiak
powiedział, że choć wypadek miał miejsce, to “procedury zostały
zachowane”.
Coraz więcej środowisk domaga się dymisji ministra Klicha, człowieka
nie mającego żadnego doświadczenia w zawiadowaniu sprawami
obronności kraju. Minister Klich, wierny członek Platformy
Obywatelskiej, jest z z zawodu lekarzem psychiatrą.
Jak informuje serwis informacyjny Altair, nadchodzą pisma do władz z
żądaniami dokonania radykalnych zmian w MON-ie. Zacytowano jeden z
listów-apeli, wystosowany przez przedstawicieli Kombatanów II Wojny
Światowej, Kresowiaków i posłów, do premiera Donalda Tuska, w którym
Autorzy zwracają się z apelem, pisząc:
Szanowny Panie Premierze,
10 kwietnia 2010 doszło do jednej z największych katastrof we
współczesnych dziejach Rzeczypospolitej Polskiej. Zginęło dwóch Jej
Prezydentów, wiele ważnych osobistości życia publicznego, najwyżsi
rangą dowódcy wojskowi, weterani walk o niepodległą Polskę, osoby im
towarzyszące i załoga wiozącego Ich samolotu Tu-154M. To tragedia na
niewyobrażalną skalę i trudnych do wyobrażenia dla naszego państwa
skutkach.
Niestety, to nie pierwsza w ostatnich latach katastrofa w polskim
lotnictwie wojskowym wynikająca z podobnych przesłanek. 2 lata temu
w podobnych okolicznościach, w katastrofie samolotu CASA C295M,
zginęło 20 żołnierzy, w tym wysocy rangą dowódcy Sił Powietrznych.
Później zdarzyły się kolejne katastrofy, choć na mniejszą skalę. Bez
wątpienia jednak wynikające z niskiego poziomu wyszkolenia
odpowiedzialnych za nie pilotów. W nich także zginęli niewinni
ludzie.
Żadna z tych katastrof nie doprowadziła do podjęcia działań
zmierzających do uzdrowienia sytuacji w Ministerstwie Obrony
Narodowej, w obowiązujących procedurach, w systemie szkolenia
lotniczego. Żołnierzy, którzy domagali się zmian, odsuwano od
podejmowania decyzji, a kierujący Ministerstwem Bogdan Klich nie
przyjmował do wiadomości krytyki, dbając przede wszystkim o promocję
swej osoby. W oficjalnych pismach i wystąpieniach tłumaczył, że do
należytego szkolenia pilotów może wystarczyć 30-40 godzin rocznego
nalotu. Chwalił system szkolenia i zapewniał, że bezpieczeństwo w
polskim lotnictwie jest traktowane priorytetowo.
Panie Premierze,
Co jeszcze ma się zdarzyć? Kto jeszcze ma zginąć, by podjęto
radykalne kroki, zmieniające sytuację w Ministerstwie Obrony
Narodowej? Ile razy jeszcze minister Bogdan Klich będzie zapewniał,
że MON ma znakomite procedury? I że są one przestrzegane.
Panie Premierze,
Domagamy się natychmiastowej dymisji ministra Bogdana Klicha i
wszczęcia programu naprawczego w MON. Nadzwyczajna sytuacja wymaga
nadzwyczajnych i szybkich działań. Jeśli ich Pan nie podejmie,
przejmie Pan wszelką odpowiedzialność za dalsze postępowanie
ministra Bogdana Klicha i jego skutki. Za niewinnie przelewaną
polską krew.
Remonty samolotów w Rosji…
Oprócz tajnych informacji dotyczących tragicznego lotu Tupolewa,
śledzonego na bieżąco przez kontrwywiad posiadający swoje własne
tajne stacje nasłuchowe, należy przywołać inne wysoce niepokojące
przesłanki, które mogą i powinny nadać kolorytu i dynamiki śledztwa.
Jak wiadomo, samolot prezydencki, który uległ wypadkowi, w grudniu
2009 roku był remontowany w rosyjskich zakładach Aviakor w Samarze.
Wymieniono w nim wtedy trzy silniki, wzbogacono elektronikę i system
nawigacyjny. Wszystko wskazuje na to, że również amerykański system
TAWS (Terrain Awareness and Warning System TAWS), zabezpieczający
pilotów przed nadmiernym zbliżaniem się do ziemi, był w tych
zakładach instalowany. Podejrzewa się, że system TAWS mógł zawieść,
choć wydaje się to wysoce nieprawdopodobne, gdyż byłaby to pierwsza
w historii katastrofa lotnicza tym spowodowana. Jednak mogą cisnąć
się podejrzenia co do rzetelności przeprowadzonego remontu w
rosyjskich zakładach naprawczych. Okazuje się bowiem, że już w 2004
roku wykryto wielkie fałszerstwa w podmoskiewskich zakładach
remontowych. Informowała o tym prasa fachowa, w tym Skrzydlata
Polska (numer 12/2006). Prokuratura rosyjska znalazła w zakładach we
Wnukowie blankiety i podrabiane pieczęcie kilkudziesięciu
producentów lotnicznych, których sygnatury wykorzystywano do
fałszowania części zamiennych. W remontowanych wtedy samolotach, w
tym i w polskich rządowych Tu-154M oraz Jak-40, montowano części
używane, certyfikowane jako części nowe. Czy wobec tego
wcześniejszego przypadku oraz niewyjaśnionej, tajemniczej katastrofy
samolotu prezydenckiego, nie należy zadawać podobnych pytań w
śledztwie, pytań o solidność przeprowadzonych napraw?
Jak widać z dotychczas prowadzonego śledztwa, które – sądząc z
przebiegu i przedostających się do społeczeństwa zdawkowych
informacji – kontrolowane jest przez stronę rosyjską, nie można
ustalić przekonywujących przyczyn wypadku. Jednostronnie i ad hoc
przedstawiona przyczyna jako “błąd pilota”, może być krzywdząca dla
polskiej obsługi samolotu. Opierając się na dotychczasowej wiedzy,
jeśli można byłoby tą winą obciążyć obsługę samolotu, to jedynie w
zakresie nierozważnej decyzji o lądowaniu w warunkach ekstremalnych
na źle wyposażonym lotnisku. Jednak wina po stronie polskiej jest
bardziej rozłożona i obejmuje przede wszystkich braku lotów
rozpoznawczych. Jak powiedział pierwszy zastępca naczelnika głównego
sztabu WWS, generał-lejtnant Aleksader Alioszyn, przed przylotem
samolotów polskich i rosyjskich w dniu 7 kwietnia br, samolot Jak-40
dokonał lotów rozpoznawczych zabezpieczając podejścia do lądowania
przy właściwych m