20 lat samorządów: niech rada miasta nie będzie...

28.05.10, 22:35
No już nie przesadzajmy z tą samorządową tradycją. We Wrocławiu te 20 lat to
po prostu rządy grupki kolesi kierowana z tylnego fotela przez Grzesia i
frontmana Rafałka. Oczywiście ta grupa nie jest całkiem stała Ci już
zabezpieczeni na przyszłość odeszli w posły i senatory i ministry. Na ich
miejsce przyszli młodzi wierni naśladowcy.
    • Gość: krk Jedyna szansa: miotła IP: 149.156.14.* 29.05.10, 02:14
      Trzeba wymieść tę mafijkę, jeszcze chwilka i się wszystko im zawali.
      • Gość: MM Komunikacja odkręcona? W którym miejscu? IP: *.internetunion.pl 29.05.10, 06:49
        Choć sprawa została ostatecznie odkręcona przez prezydenta, to ewidentnie
        zabrakło merytorycznej dyskusji.


        Hmmm, no to chyba żyjemy w dwóch różnych miastach bo ja nie dostrzegłem żadnej
        poprawy po wrześniowych cięciach. Prezes może chciał zrobić tylko dobre wrażenie
        po raz kolejny coś tam obiecując, ale wyszło jak zawsze.
    • wroclawijanin Operetka miała większą widownię niż Opera 29.05.10, 09:43
      Operetka miała większą widownię niż Opera, ale pan prezydent woli
      dać sąsiadowi teatr do zabawy (poprze w wyborach) niż działać dla
      dobra i zgodnie z wolą wrocławian (i logiką)
    • Gość: @ nasi "biedni" samorządowcy: IP: *.magma-net.pl 29.05.10, 13:11
      "Polska Gazeta Wrocławska":
      Spośród najwyższych szczeblem urzędników we wrocławskim magistracie
      najmniej zarabia... prezydent Rafał Dutkiewicz. Z jego oświadczenia
      majątkowego wynika, że w 2009 roku zainkasował w sumie 166 tys. zł
      brutto, czyli średnio 13,8 tys. zł miesięcznie.
      Dutkiewicz ma czego zazdrościć swemu zastępcy Wojciechowi
      Adamskiemu. Otrzymuje on nie tylko pensję za pracę w urzędzie (co
      miesiąc to ponad 16,7 tys. zł), ale także dorabia kolejną (ponad 7
      tys. zł) jako członek dwóch rad nadzorczych: Wrocławskiego Parku
      Wodnego i spółki Fortum. Jednak Adamski nie jest żadnym wyjątkiem we
      wrocławskim samorządzie.

      Sekretarz miasta Włodzimierz Patalas, drugi z najbogatszych
      urzędników, zasiada w radzie nadzorczej Miejskiego Przedsiębiorstwa
      Wodociągów i Kanalizacji, a także Klubu Sportowego "Śląsk Wrocław",
      za co otrzymał w 2009 r. w sumie ponad 61 tys. zł. Na niskie
      wynagrodzenie narzekać nie może, bo jako sekretarz dostaje jeszcze
      ok. 20 tys. zł miesięcznie.

      W radach nadzorczych zasiadają także wiceprezydenci Maciej Bluj i
      Jarosław Obremski, jak również skarbnik miejski Marcin Urban. Tylko
      Dutkiewicz nie dorabia w żadnej z rad, ale to on wyznacza
      urzędników, którzy w radach zasiadają.

      Kto może pracować w radzie nadzorczej? Teoretycznie każdy, kto
      ukończy odpowiedni kurs. W skład rad często wchodzą też
      przedstawiciele pracowników danej spółki. Rady nadzorcze kontrolują
      prezesów i zarządy, a także oceniają finanse spółek.

      Ekonomista Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha,
      jest przekonany, że to chory system, który funkcjonuje już od 1989
      r. Stworzono fikcję, że urzędy działają oszczędnie, a urzędnicy
      zarabiają niewiele i pracują niemal charytatywnie. Prawda jest taka,
      że rady nadzorcze spółek są przytułkami dla samorządowców, w których
      oni sobie po prostu dorabiają.

      Nie dzieje się tak jedynie we wrocławskim magistracie. Ten sam
      mechanizm działa także w urzędzie marszałkowskim. Ponad 8,5 tys. zł
      w ciągu roku w radzie nadzorczej spółki Dolnośląskie Centrum
      Medyczne "Dolmed" zarobił Jarosław Maroszek, dyrektor departamentu
      polityki zdrowotnej w urzędzie. Zdecydowanie lepiej trafi
      wicemarszałek Jerzy Łużniak, który w spółce Energetyka Cieplna w
      Kamiennej Górze otrzymał niemal 30 tys. zł brutto. W tym roku takich
      pieniędzy już nie dostanie, bo zrezygnował z zasiadania w radzie tej
      spółki.

      Natomiast w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
      Wodnej dorabia Jerzy Tutaj, prezes Zarządu Przedsiębiorstwa "Zamek
      Książ", radny sejmiku wojewódzkiego. Radny Tutaj jest też członkiem
      rady Kudowskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji.

      Z wrocławską spółką Spartan związany był z kolei Andrzej Łoś, były
      marszałek Dolnego Śląska, dziś zatrudniony w Biurze Rozwoju
      Wrocławia jako "kierownik projektu założenia polityki społeczno-
      gospodarczej 2010- -2014". W listopadzie ubiegłego roku prezydent
      Wrocławia przesunął go do rady nadzorczej Miejskiego
      Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Dlaczego akurat tutaj? - Nie
      zabiegałem o to, prezydent mi zaproponował. Musiał uzupełnić lukę po
      Rafale Guzowskim - tłumaczył nam wtedy Andrzej Łoś.

      Na tle urzędników, radnych miejskich i wojewódzkich zaskakująco
      wyróżnia się Jerzy Zieliński, radny sejmiku, sekretarz miasta w
      Bolesławcu. On też zasiada w radach nadzorczych dwóch spółek: w
      Bolesławieckim Funduszu Poręczeń Kredytowych i Miejskim Zakładzie
      Rehabilitacji Leczniczej, i nie dostaje za to ani złotówki. Dlaczego?

      - To nie jest aż taka ciężka praca, by trzeba było za nią płacić -
      mówi Zieliński. Dodaje, że spółki te są małe i powołano je nie po
      to, by działały komercyjnie i przynosiły dochody.

      Samorządowcy, którzy od lat "przeskakują" z jednej rady do drugiej,
      przyznają, że aby zdobyć intratną posadę, muszą być spełnione dwa
      warunki. Jakie?

      - Trzeba znaleźć się wśród ludzi, którzy akurat rządzą, i dostać się
      do dużej spółki. Im większa, tym lepsze pieniądze - tłumaczy
      anonimowo jeden z nich. - Gdyby nie taka możliwość, pewnie myślałbym
      o tym, żeby zmienić pracę.

      Andrzej Sadowski nie ma wątpliwości, co trzeba zrobić: - To przepisy
      powinny być zmienione tak, by urzędnikom i radnym nie myliły się
      pojęcia pracy w służbie publicznej i pracy w wielkich korporacjach.
      W samorządach nigdy takich jak tam pieniędzy nie będzie. Sytuacja
      byłaby bardziej klarowna, gdyby urzędnicy po prostu więcej zarabiali
      w ramach swoich etatów.

      - W gminach i powiatach, czyli na tym najniższym szczeblu, potrzebni
      są fachowcy, ale decydując się na pracę w samorządzie, muszą mieć
      świadomość, że płace są tu ograniczone - mówi dr Robert Alberski z
      Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

      Magdalena Kozioł
    • gabkamski 20 lat samorządów: niech rada miasta nie będzie... 29.05.10, 18:52
      Powiem więcej, to ściśle określona grupa "klakierów", "potakiwaczy", która za
      lojalność jest nagradzana synekurami, posadami i innymi bakszyszami!!! Po
      prostu trzeba to nazywać po imieniu prof. Ferens:
      "Grupa Kolesi Trzymająca Władzę" i to jest fenomen...dwadzieścia kilka lat
      trzymają się we szachu!!! Ale są już znaczne smugi na płaskorzeźbie!!
Pełna wersja