didiers123 28.01.11, 10:13 Typowe dziennikarskie pitolenie o niczym Jak pacjent sobie nie życzy to Szpitalowi nawet nie wolno telefonicznie udzielać informacji że pacjent się leczy i na co Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: mirco Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 12:26 Debilny komentarz pani Banaś. Najpierw proszę zapoznać się z obowiązującym w Polsce prawem, a potem pluć na szpital i lekarzy. Znalazła się współczująca ciocia. Pacjent nieubezwłasnowolniony ma prawo robić co chce. I nikomu nic do tego. Gdyby szpital zareagował inaczej, ciocia napisałaby artykuł o łamaniu praw człowieka. Być dziennikarzem to odpowiedzialność za słowa. Pani Banaś o tym zapomniała. Albo nigdy o tym nie słyszała. Za to nie będzie miała oporów pójść po wypłatę za pseudoartykuł demaskujący nieczułą na los biednego człowieka bandę w białych fartuchach. Ciocia cholerna... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PiP Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 12:58 Totalnie sie z tym zgadzam. Komentarz totalnie oderwany od kontekstu - w artykule podany przezs lekarzy faktyczny stan prawny postepowania w razie takiego wypadku, ale oczywiscie autorka wie lepiej. No bo w koncu lekarze to biala mafia, robiaca wszystko dla kasy i majaca gleboko w .... pacjentow. Odpowiedz Link Zgłoś
makrofag Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie 28.01.11, 13:34 Typowe pseudodziennikarskie szukanie sensacji, w tym przypadku wyjątkowo na siłę. Z jednej strony są przepisy, ustawa o ochronie zdrowia psychicznego chroniąca prawa pacjenta i określająca obowiązki lekarza, z drugiej strony dziwaczne oczekiwania, aby lekarz kierował się "sercem" zamiast przepisami. Pacjent jest dorosły, a traktowanie go jak dziecka (może dopilnować, aby zabrał czapkę?) nie dość, że co najmniej szkodliwe, to jeszcze stwarzające precedens. Może lekarze rodzinni powinni do mnie dzwonić i pytać co konsumuję na obiad w ramach walki z cholesterolem? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie 29.01.11, 15:05 makrofag napisał: > Typowe pseudodziennikarskie szukanie sensacji, w tym przypadku wyjątkowo na sił > ę. Z jednej strony są przepisy, ustawa o ochronie zdrowia psychicznego chroniąc > a prawa pacjenta i określająca obowiązki lekarza, z drugiej strony dziwaczne oc > zekiwania, aby lekarz kierował się "sercem" zamiast przepisami. > Pacjent jest dorosły, a traktowanie go jak dziecka (może dopilnować, aby zabrał > czapkę?) nie dość, że co najmniej szkodliwe, to jeszcze stwarzające precedens. > Może lekarze rodzinni powinni do mnie dzwonić i pytać co konsumuję na obiad w > ramach walki z cholesterolem? Nie, nie do Ciebie. Do teściowej, z informacją, czego nie powinieneś jeść. ;) S. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Renata Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.uz.zgora.pl 28.01.11, 16:02 Myślę, że wypowiadający się tutaj internauci nie mają do końca racji. Dziennikarka napisała wyraźnie, że zaginiona miała, cytuję "wyjść na kilka chwil do kiosku, aby zakupić kartę do telefonu", czyli w ten sposób musiała powiadomić opiekunów. Byłam również dobrowolnie w podobnym szpitalu. Mogliśmy stamtąd wychodzić, ale na terapię, posiłki, zabiegi musieliśmy się stawiać o czasie. Mieliśmy prawo opuszczać szpital nawet na kilka dni, ale dopiero po podpisaniu zgody przez panią ordynator z wyznaczonym czasem powrotu. O 22.00 była cisza nocna, choć mogliśmy oglądać telewizję w pokojach. O tej porze była też wizyta, podczas której sprawdzano, czy wszyscy są obecni. Przy przyjmowaniu do szpitala zebrano wszystkie namiary w celu ewentualnego kontaktu z rodziną. W tym reportażu sama pani doktor powiedziała, iż gdyby miała dyzur to powiadomiłaby rodzinę natychmiast. Myślę - mimo wszystko -iż ktoś z opieki lekkomyślnie podszedł do zniknięcia pacjentki, zważywszy na jej deklarację szybkiego powrotu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewa Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.adsl.inetia.pl 28.01.11, 17:08 Dokładnie, zgadzam się w 100% z wypowiedzią p. Renaty W każdym szpitalu, nie tylko psychiatrycznym obowiązują te same przepisy. Moja córka często bywa w szpitalach począwszy od dziecięcego, przez wojskowy, a ostatnio kliniki przy ul. Borowskiej. Za każdym razem mogła wychodzic na przepustki, na krótko opuszczać teren szpitala,ale za każdym razem oddział był o tym informowany i o wyznaczonym czasie miała się zgłaszać spowrotem. Gdy była dzieckiem, rzecz jasna ja odpowiadałam za powroty na czas, ale od kilku lat jest dorosła i te same zasady ją obowiązują. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że pacjent znika na tyle godzin i nikt nie zwraca na to uwagi. Wizyt lekarza tam nie ma? Pielęgniarki leków nie roznoszą? Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie 29.01.11, 11:48 Gość portalu: Ewa napisał(a): > Dokładnie, zgadzam się w 100% z wypowiedzią p. Renaty W każdym szpitalu, nie ty > lko psychiatrycznym obowiązują te same przepisy. Przepisy dotyczą jedynie tych, którzy chcą w danym szpitalu przebywać. Mogą przebywać, pod warunkiem przestrzegania tych przepisów. Każdy pacjent ma prawo szpital w każdej chwili opuścić nawet bez informowania o tym kogokolwiek. Ludzie, szpital to nie więzienie! S. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pacjentka Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.01.11, 19:49 Do snajpera55 Szpital to nie jest więzienie. To jest oczywiste, ale jest to miejsce szczególne, w którym leżą chorzy albo na ciele albo na duszy. Pacjent teoretycznie ma prawo opuścić szpital, ale w praktyce odpowiedzialność nad chorymi ponosi służba zdrowia, dlatego tak pięknie się nazywa. Jeśli pacjentka deklaruje chęć wyjścia na kilka minut i nie wraca bardzo długo to opiekunowie POWINNI się zainteresować jej losem. Trzeba też pamiętać, że pacjenci szpitali psychiatrycznych są "szczególni", również pod wpływem rozmaitych leków, które zaburzają reakcje. Większość z nich zgłasza się tam dobrowolnie. Co by się działo, gdyby każdy z nich wchodził i wychodził, kiedy chciał i robił, co chciał. Niektórzy z nich to osoby o skłonnościach autodestrukcyjnych i należy im się szczególna troska. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie 29.01.11, 21:57 Gość portalu: Pacjentka napisał(a): > Do snajpera55 > > Szpital to nie jest więzienie. To jest oczywiste, ale jest to miejsce szczególn > e, w którym leżą chorzy albo na ciele albo na duszy. Pacjent teoretycznie ma pr > awo opuścić szpital, ale w praktyce odpowiedzialność nad chorymi ponosi służba > zdrowia, dlatego tak pięknie się nazywa. Lekarze ponoszą odpowiedzialność za pacjentów, którzy są w szpitalu. Nie są w żaden sposób odpowiedzialni za pacjentów, którzy nie chcą być w szpitalu i go opuszczają udając się do domu, do lasu na grzyby czy gdziekolwiek indziej. > Jeśli pacjentka deklaruje chęć wyjścia na kilka minut i nie wraca bardzo długo to > opiekunowie POWINNI się zainteresować jej losem. Nie mają takiej powinności. Podobnie jak fryzjer, gdy klientka opuszcza zakład w tracie czesania mówiąc, że wychodzi na chwilę i nie wraca, nie ma obowiązku informować o tym fakcie policji. > Trzeba też pamiętać, że pacjenci szpitali psychiatrycznych są "szczególni", rów > nież pod wpływem rozmaitych leków, które zaburzają reakcje. Większość z nich zg > łasza się tam dobrowolnie. Co by się działo, gdyby każdy z nich wchodził i wych > odził, kiedy chciał i robił, co chciał. Niektórzy z nich to osoby o skłonnościa > ch autodestrukcyjnych i należy im się szczególna troska. To nie był szpital zamknięty, tak więc każdy pacjent miał prawo go opuścić w dowolnym momencie nawet nikomu o tym nie mówiąc. Ludzie będący w szpitalu nie są ubezwłasnowolnieni, mają pełnię praw. S. Odpowiedz Link Zgłoś
aboutblank .:: Państwu Polskiemu jest to na rękę... 28.01.11, 19:39 bo odpada koszt. Państwu oraz jego instytucjom jest potrzebny tylko taki obywatel, który przynosi dochody, czyli taki, którego można jeszcze doić z pieniędzy. Jeżeli to on potrzebuje usług wymagających wkładu finansowego państwa, to taki obywatel jest nie tylko niepotrzebny, ale wręcz przeszkadza. Bo kosztuje. Dlatego też procedury i instytucje są tak zorganizowane, żeby go wykończyć, bądź koszty przerzucić na rodzinę. I dlatego np. ludzi w wieku poprodukcyjnym się nie leczy jak należy (tylko tyle, żeby prokuratura się nie czepiła o niedopełnienie obowiązków). Miałem w rodzinie 4 przypadki, gdzie lekarze odmówili badania/przeprowadzenia leczenia/przeprowadzenia zabiegu ponieważ stwierdzili, że "to już jest niemały wiek", "dla takich roczników to się nie praktykuje". Bo jest niż demograficzny i trzeba odmłodzić społeczeństwo. Jak? Ano wykończyć wszystkich, którzy już nie będą pracować oraz tych, którzy "są nieopłacalni", bo trzeba leczyć, rehabilitować itp. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: .:: Państwu Polskiemu jest to na rękę... 29.01.11, 11:51 aboutblank napisał: > Miałem w rodzi > nie 4 przypadki, gdzie lekarze odmówili badania/przeprowadzenia leczenia/przepr > owadzenia zabiegu ponieważ stwierdzili, że "to już jest niemały wiek", "dla tak > ich roczników to się nie praktykuje". Ponieważ w zaawansowanym wieku niektóre procedury są bardzo ryzykowne lub przynoszą więcej szkody niż pożytku. S. Odpowiedz Link Zgłoś
aboutblank Re: .:: Państwu Polskiemu jest to na rękę... 30.01.11, 20:41 > Ponieważ w zaawansowanym wieku niektóre procedury są bardzo ryzykowne lub przy > noszą więcej szkody niż pożytku. Jasne, niech chory sobie umiera, a lekarz niech nie ryzykuje bo jeszcze to będzie kosztować. Poza tym 60 lat to nie jest wiek "zaawansowany". W dodatku prywatnie tych oporów nie mieli. Gdyby nie było na to funduszy, to jedna z osób w mojej rodzinie byłaby kaleką, a tak, po zabiegu operacyjnym, jest sprawną osobą. Prywatnie jakoś się dało i się praktykuje. Odpowiedz Link Zgłoś
snajper55 Re: .:: Państwu Polskiemu jest to na rękę... 31.01.11, 11:05 aboutblank napisał: > > Ponieważ w zaawansowanym wieku niektóre procedury są bardzo ryzykowne lub przy > > noszą więcej szkody niż pożytku. > Jasne, niech chory sobie umiera, a lekarz niech nie ryzykuje bo jeszcze to będzie kosztować. Każdy kiedyż umrze. A koszty oczywiście także są ważne. Fundusze i środki są ograniczone i jeśli zrobi się jakiś skomplikowany zabieg osobie w podeszłym wieku, który z dużym prawdopodobieństwem się nie uda, nie zrobi się tego zabiegu osobie młodszej, u której szanse powodzenia są nieporównywalnie większe. > Poza tym 60 lat to nie jest wiek "zaawansowany". Ale zdecydowanie podwyższa ryzyko wielu zabiegów. > W dodatku prywatnie tych oporów nie mieli. Gdyby nie było na to funduszy, to je > dna z osób w mojej rodzinie byłaby kaleką, a tak, po zabiegu operacyjnym, jest > sprawną osobą. Prywatnie jakoś się dało i się praktykuje. Bo prywatny leczy za pieniądze chorego, więc nie ma tego wyboru kogo operować i jak dzielić szczupłe środki. S. Odpowiedz Link Zgłoś
aboutblank Re: .:: Państwu Polskiemu jest to na rękę... 02.02.11, 14:55 Tacy tak ty są u władzy i dlatego służba zdrowia (i wiele innych sektorów) działa jak działa. Oby mniej ludzi o takich poglądach. Nie będę komentował twoich bredni, poza jedną: > Bo prywatny leczy za pieniądze chorego, więc nie ma tego wyboru kogo operować i > jak dzielić szczupłe środki. A niby czyje pieniądze są w NFZ? Państwo tam płaci czy ubezpieczeni? Ja poproszę sprywatyzowaną służbę zdrowia i NFZ działający na takiej zasadzie, że ja płacę nie do wspólnego worka, który zostanie rozkradziony, tylko na moje własne konto, którym mogę dysponować na cele medyczne. Jakim prawem ktoś o twoich poglądach ma decydować czy moje życie i zdrowie będzie czy nie będzie ratowane w momencie kiedy z mojej kieszeni OBOWIĄZKOWO NA SIŁĘ zabiera się składkę zdrowotną. Moje zdrowie, moje pieniądze i TYLKO JA mam prawo decydować co się praktykuje a co nie. Odpowiedz Link Zgłoś
ylk Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wiedz... 29.01.11, 00:56 Oj pani Banaś, nie popisała się pani. Komentarz na poziomie sympatyków PiS :) Skoro pacjent leczy się tam z własnej woli, z własnej woli może również z tego leczenia zrezygnować. I nic do tego rodzinie ani pracownikom szpitala (pod warunkiem, że jest pełnoletni - a tak właśnie było w tym przypadku). Zresztą z artykułu wynika, że szpital dopełnił wszystkich procedur i obowiązków. Nie rozumiem więc, co panią bulwersuje? Chyba się pani nie zastanowiła przed napisaniem tego komentarza. Wstyd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gg Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.01.11, 03:21 Skoro pacjent leczy się tam z własnej woli, z własnej woli może również z tego leczenia zrezygnować. > ha, ha, ha A ta "rezygnacja" z dalszego leczenia objawia się w ten sposób, że pacjenci w szpitalnej pidżamie ni z tego ni z owego znikają gdzieś sobie we mgle.....ze szczególnym uwzględnieniem pacjentów szpitali psychiatrycznych interesujące Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vcr Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.11, 10:28 halo halo! pacjentka nie zniknęła w piżamie, tylko z pełną premedytacją opuściła placówkę szpitala. szczerze wątpię, że rodzina dałaby radę ją znaleźć, jeśli zostałaby powiadomiona wcześnie - wtedy byłby nowy artykuł: "szpitale nie pilnują" no i zamyka się błędne koło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pacjentka Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.01.11, 19:13 Czytając wypowiedzi niektórych internautów odnoszę wrażenie, że czytam scenariusz (remake) do "Lotu nad kukułczym gniazdem". Nie zmienię swojego zdania, że nie dopilnowano tej pacjentki, która wprawdzie zgłosiła się dobrowolnie do szpitala, ale na pewno miała skierowanie od lekarza prowadzącego, z którego wynika, iż były powody umieszczenia jej na oddziale otwartym szpitala psychiatrycznego. Pacjentka miała prawo opuścić dobrowolnie ten szpital po podpisaniu odpowiednio sformułowanej zgody. Jak najbardziej. Nic jednak takiego nie miało miejsca. Zaginiona kobieta zadeklarowała chęć wyjścia TYLKO na kilka chwil po kartę do telefonu. Kiedy nie wróciła na noc już wtedy był to powód do niepokoju. Idąc tropem rozumowania internauty Snajpera55 - szpital powinien być burdelem, do którego wchodzi się i wychodzi, kiedy chce, bez opowiadania się nikomu. Może jeszcze po drodze wstępuje się na jednego głębszego. To zakrawa na paranoję. Również leżałam na oddziale otwartym szpitala psychiatrycznego (dobrowolnie) i mimo cywilnych ubrań, możliwości wychodzenia w ciągu dnia, opuszczania na kilka dni( za zgodą dyrekcji), kontaktów z osobami spoza - obowiązywał regulamin, za którego nieprzestrzeganie było się "karanym". O 22.00 każdy musiał być u siebie, a wszelkie wątpliwe sytuacje były rozwiązywane na bieżąco. Być może, że był to jednostkowy przypadek, który wszędzie może się zdarzyć, nie krytykuję nikogo. Szanuję lekarzy i średni personel zwłaszcza tej specjalności, bo wiele im zawdzięczam, ale fakt pozostaje faktem... . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.146.255.144.nat.umts.dynamic.eranet.pl 31.01.11, 18:26 Każdy musiał być o 22, ale jeśli by go nie było, to zostaje wypisany zaocznie w zwiazku ze złamaniem regulaminu oddziału tak, jak w każdym innym oddziałe niepsychiatrycznym czy nawet sanatorium. Nie mylmy obowiazku stosowania się do regulaminu pod rygorem odmowy świadczenia leczenia z przymusem leczenia.To jest po prostu leczenie stacjonarne, ale nie zamknięte, wiec każdy ma prawo wyjść na krótką przepustkę i już nie wrócić, bo na przykład posmakowało mu piwo i zmienił zdanie co do chęci leczenia; nikomu nic do tego skoro jest pełnoletni i nieubezwłasnowolniony. Charakter schorzenia nie ma tu nic do rzeczy. Albo wolność osobista jest wartośćcią nawet wtedy gdy ludzie naszym zdaniem korzystają z niej nie w pełni rozumnie i ze szkodą dla siebie albo mamy zamordyzm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pacjentka Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.02.11, 20:05 Do Gościa. Jeżeli dorosły członek Twojej rodziny wychodzi do sklepu (oświadczając, iż wróci za pięć minut), aby zakupić chleb i nie wraca na noc to idąc tropem Twojego "mądrego" rozumowania pomyślisz, iż jest pełnoletni, nie jest ubezwłasnowolniony, wybrał wolność osobistą i rozpłynął się we mgle, nikomu nic do tego. A Ty kładziesz się spokojnie spać i nawet do głowy Ci nie przyjdzie, że mogło coś się stać złego. Mój Boże... Powtarzam, iż zaginiona oświadczyła, że wychodzi tylko na kilka chwil po kartę do telefonu. Kiedy nie wracała tak długo to trzeba było zainteresować się, dlaczego? Tak najzwyczajniej, po ludzku, z poczucia obowiązku, wykonać telefon do bliskich. To wszystko i aż wszystko, bo jak widać niektórzy internauci nie rozumieją istoty rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.147.21.41.nat.umts.dynamic.eranet.pl 02.02.11, 22:42 Wyobraź sobie, że pomyślę że spotkał kumpla i pewnie gra u niego w gry komputerowe, choć nie wyobrażam sobie, że ktoś z domowników miałby mi mówić dokąd i na ile wychodzi. Zupełnie nie czuję potrzeby kontrolowania innych dorosłych ludzi, nie mam zaburzeń lękowych i nie krążę od okna do drzwi, bo ktoś miał być o 22 a jest 24 tylko idę spać, nie odpytuję członków rodziny dokąd idą i kiedy wrócą i czy w ogóle wrócą na noc, bo fakt, że dorosłe dziecko mieszka pod jednym dachem ze mną nie oznacza, że mam je dalej wychowywać i sprawować nad nim pieczę (od takiej nadmiernej rodzicielskiej pieczy to się chyba psychicznie można nawet rozchorować). Ot, zwykły brak kasy na usamodzielnienie się, ale nie zależność po grób. A co do sytuacji w szpitalu, to nie wiem o jakim i wobec kogo poczuciu obowiązku mówisz. Wolę by lekarze kierowali się w swych działaniach przepisami prawa a nie własną etyką, bo cudze systemy wartości mogą być bardzo odmienne od mojego. Zaś rodzicom takich pacjentek trzeba w końcu wybić z głowy, że w szpitalu w otwartym oddziale pacjent jest pod opieką lekarzy. Pacjent tam się leczy, ale lekarz czy personel oddziału to nie niania. Nadopiekuńczych rodziców trzeba leczyć zamiast ich dzieci, to i dzieci będą zdrowieć, a nie rozpływać się we mgle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vEverest Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.is.a.tor.exit.server.torland.me 09.04.12, 12:49 Zamordyzm nadal trwa - to fakt. Hasło: "Likwidacja życia niewartego życia" to też fakt. Akcja T4. Ta operacja na tej pacjentce została z góry ukartowana - stoją za tym normalni ludzie i pewni wieźniowie. Nic więcej nie mogę powiedzieć na ten temat - ale to fakt. Za tym stoją procedury wyższego szczebla. Jesli pacjent nie rokuje poprawy to tak własnie konczy: www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080520/AKTUALNOSCI/866158837 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,5487797,Pacjent_szpitala_psychiatrycznego_zginal_w_ogniu.html kiedyś wracałem koło 2 nad ranem do akademików na Wittiga. Byłem sam, wstawiony, lekko padało, kiedy minąłem most zwierzyniecki, mniej więcej koło skrętu do Hali stulecia z przeciwnej strony nadjechał samochód, nie było NIKOGO w okolicy, żadnych innych samochodów. Samochód był bardzo ekskluzywny (na oko >200.000), SUV, facet (między 40-55) pytał czy nie wiem jak dojechać do dworca PKP, bo nie zna Wrocławia. Powiedziałem mu jak, ale uparł się że nie wie i czy mógłbym wsiąść i mu pokazać a podrzuci mnie potem z powrotem. Powiedziałem mu że nie, do mam chwile do chaty, wytłumaczyłem jeszcze raz jak żeby jechać i już miałem odchodzić kiedy ten mówi że za przysługę chociaż mnie do akademików podrzuci. Podkreślam - byłem pijany i nie myślałem racjonalnie...Jako że deszcz padał to OK, wsiadam jedziemy, koleś pyta o studia i takie tam, jak go zapytałem czy studiował to powiedział coś że też studiował we Wrocławiu, na wysokości akademików nie zatrzymał się mimo że mówiłem że to tu tylko mówi że kawałek dalej się zatrzyma bo nie może w tym miejscu...Kiedy to 'kawałek' dalej zrobiło się jakimiś 500-1000m mówię żeby się zatrzymał to ja już dojdę sam. Ok zatrzymał się, i na pożegnanie mówi że ze studentem jeszcze kielona się napije - miał koło lewarka zmiany biegów taki barek. OK myślę że kielona czemu nie, ale uchyliłem sobie drzwi (zacząłem się martwić, NIKOGO w okolicy ciemno, nikt nie wie gdzie jestem)... Wypiliśmy coś tam jeszcze pogadaliśmy, i w pewnym momencie on zaczyna tak wypytywać o dziewczynę i jak to opowiada o swoich i rzuca nagle czy mi moja lubi loda robić. W tym momencie ja mówię ok to dzięki za podwiezienie i wyszedłem a koleś w tej samym momencie chciał zablokować drzwi - tyle ze miałem swoje uchylone. Wyszedłem ten odjechał szybko i wróciłem do akademika...jak zacząłem trzeźwieć, zacząłem rozumieć co mogło mi grozić. Dopiero wtedy kapnąłem się że facet pyta mnie o drogę na dworzec PKP bo nie zna Wrocławia, a potem mówi że studiował we Wrocławiu na Akademii Ekonomicznej...Pijany, nikt nie wie gdzie jestem, facet jak bokser, mogłem skończyć z poderżniętym gardłem po uprzednim gangbangu... Zresztą swoją drogą w akademikach politechniki co jakiś czas były kartki o zaginionych studentach... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daser Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.wroclaw.mm.pl 09.04.12, 14:29 veverest ogranicz picie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vEverest Re: Pacjentka zniknęła. Rodzina długo nic nie wie IP: *.pl1.william.ir 09.04.12, 15:48 Bardzo mało piję. To co napisałem nie jest wziętę z kosmosu - możesz mi nie wierzyć w to co piszę ale ja swoje wiem. Panstwo oszczędza na czym może. Odpowiedz Link Zgłoś