O fartuchach lekarskich, co się bakteriom nie k...

18.03.11, 21:30
zakochałem się w tym pomyśle - dawać jak najszybciej komercyjnie, byleby cena nie była z kosmosu. Od zaraz będą postulaty do dyrektorów placówek o takie fartuchy.

Jedno pytanie dla naukowców - czy ta warstwa tytanu jest jednorazowa (w sensie skażony fartuch ponownie trzeba 'powlec' warstwą ochronną - czy też jest to wbudowane bezpośrednio w tkaninę i nic tego nie ruszy?)

Drugie pytanko - jaki jest czas użytkowania jednego fartucha?

Trzecie pytanko - bardziej personalne - czy taka powłoka zmienia kolor wdzianka? Oprócz bieli mamy przecież fartuchy czarne, niebieskie, zielone ;)

Genialny pomysł - nikomu chyba nie przypadają do gustu te zielone jednorazowce - lepiej mieć solidny materiał na skórze ;) A jak mi kazali założyć papierowe spodnie to myślałem, że nie wytrzymam :D Zdecydownie wolę materiał.

P.S
Czy w planach macie też np. bieliznę bakterioodporną? Podkoszulki, bokserki i inne - zainteresowanie zarówno w sporcie jak i w medycynie byłoby olbrzymie...
    • practicant Re: O fartuchach lekarskich, co się bakteriom nie 18.03.11, 23:04
      Porshe,tak bredzisz,ze jakbym Cie nie znal,to bym pomyslal,iz mam doczynienia z gimnazjalista...

      1)Substancja jest generalnie rakotworcza,z tego co pamietam.Rownie dobrze mozna wylac na fartuch 10 litrow kwasu siarkowego.Efekt podobny.
      2)Bez wzgledu,ile jest warstw-po 10ciu latach uzywania nie ma to znaczenia.A nie licz,ze szybciej dostaniesz nowy /ja pracujac w polsce sam musialem sobie zalatwiac ciuchy do pracy/.
      3)Zielone jednorazowce to mniejszy problem niz dziura na dupie,czy dla kobiet-dekolt po pepek.Jedyne ubrania,jakie "rozdaje" szpital,to ubrania na blok operacyjny-racz zwrocic uwage,jaka jest ich jakosc.Tak-wlasnie taka.
      4)Najważniejsze:
      Wbrew slodkiemu pier... "naukowcow" oraz dyrekcji poszczegolnych szpitali,problemem nie sa zli lekarze i niedobre pielegniarki,ktorzy na swoich fartuchach przenosza bakterie.Problemem jest wynikajacy glownie z braku pieniedzy ogolnie pojety syf w szpitalach w polsce-popatrz na XIX wieczne lazarety na chalbinskiego,czy na dyrekcyjnej.Pracuje w niemczech-tutaj NIE MA tego problemu.U kazdego pacjenta jest automatycznie antybiogram,wynik NAJPOZNIEJ po 2-3ch dniach /nie wiem,jak to robia-nie obchodzi mnie to,interesuje mnie tylko wynik/-i dostaje antybiotyki zgodznie z posiewiem,a nie "amoksycylina,bo i tak nic innego na oddziale nie mamy".Ciuchy dostalem od szpitala,w szpitalu mi je rowniez piora-wlasna mam w pracy tylko bielizne i koszule.I nie potrzeba zadnych magicznych "ubran bakterioopornych".A te 50k chorych umierajacych z powodu zakazen szpitalnych w UE to troche sciema-wszystko super,warto byloby jednakze dodac,iz 49 000 z tych przypadkow dotyczy polski,rumunii i albanii...
      • Gość: hehe Jak z Irandii do wszystko prawdziwe jak Donek z IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.11, 08:47
        Peru
      • Gość: medic Re: O fartuchach lekarskich, co się bakteriom nie IP: *.218.38.84.otvk.pl 19.03.11, 18:39
        W Polsce antybiogram też jest po 2-3 daniach. Niestety z praniem mundurków masz rację.
        Dostaje się jeden na kilka lat i zazwyczaj pierze się w domu, bo w pralni jak jest lepszy to ginie albo czeka się tydzień aż upiorą. Żeby wyglądać jak człowiek mundurki kupuje się prywatnie. Może powinnismy chodzić w 10-letnich szmatach i pokazywać prawdziwą twarz firmy w której pracujemy.
        • practicant Re: O fartuchach lekarskich, co się bakteriom nie 19.03.11, 19:18
          Gość portalu: medic napisał(a):

          > W Polsce antybiogram też jest po 2-3 daniach.

          Oj,to musisz miec w takim razie bardzo fajne miejsce pracy-mowie zupelnie serio.U mnie /duzy szpital w miescie wojewodzkim/ antybiogram przychodzil po tygodniu,w klinikach po bodajze 10ciu dniach.Nota bene,jak hispat przyszedl przed uplywem 2ch tygodni,to bylo swieto narodowe /srednio 3 tygodnie-teraz w DE dostaje hispat po max 2-3 dniach,nie zdarzylo mi sie jeszcze wypisac chorego bez rozpoznania/.Swoja droga,do tej pory pamietam zajecia z mikrobiologii i mile panie uczulajace,zeby nie dzwonic bo sie rzekomo kompromitujemy jak po 2-3ch dniach pytamy o wynik,ale juz po 4-5ciu moga nam laskawie powiedziec,co one mniej wiecej przewiduja...

          Twarz firmy nikogo nie interesuje.Gdyby interesowala-pacjenci zaczeliby sie zastanawiac,czemu 90% polskich szpitali wyglada rownie romantycznie,co Drezno po bombardowaniu...

          Jeszcze odnosnie mundurkow:wyszlo kiedys rozporzadzenie,iz szpital dostaje 200pln na kazdego lekarza stazyste i ma za to kupic mu ubranie.Ja oczywiscie zadnego nie dostalem-ale podobno kilka lat wczesniej jeden,jedyny raz to zrobili-nie zdarzylo sie,zeby ktos mial choc troche dopasowane ciuchy... /smieje sie,bo niemcy w dniu przyjecia do pracy dokladnie mnie zmierzyli,zeby przygotowac dla mnie 5 kompletow odpowiednich ubran...;)/
          • porshe Re: O fartuchach lekarskich, co się bakteriom nie 28.03.11, 10:14
            ufff, a myślałem, że tyl;ko mnie ta 'kompromitacja' zdziwiła ;)

            A tak na serio - w marciniaku antybiogram jest po 2-4 dniach. Robią to skubani na jakichś lateksowych paskach (nie wiem, jak to działa, ale co mi tam).

            Natomiast na Chałubińskiego czy w Kolejowym (obecnie też marciniak) na antybiogram czekałem około 7-10 dni. Też nie wiem czemu. Nie wiem, jak się sytuacja ma z Borowską.

            Hist pat w 2-3 dni to jest generalnie coś nieosiągalnego w naszych warunkach niestety. Jeszcze sporo trzeba czasu, żeby było tak 'przeciętnie' jak w niemczech.

            Gratulujem odwagi i wyjazdu z chorego systemu. Może ja niedługo do norge pojade :D
Pełna wersja