tegrys
13.04.11, 15:49
Od dwóch tygodni usiłuję zainteresować organy odpowiedzialne za bezpieczeństwo na drodze sytuacją jaka jest na styku alei Śląskiej i ulicy Królewieckiej. W tym miejscu aleja Śląska na odcinku około 100 metrów podzielona jest pasem rozdzielczym na dwie połowy. Wjeżdżając od ulicy Królewieckiej w aleję Ślaską widzimy znak D-3 czyli wjeżdżamy na ulicę jednokierunkową i od razu narażamy się na czołowe zderzenie z pojazdami wyjeżdżającymi z alei Śląskiej na ulicę Królewiecką. Po pierwsze- z drugiej strony nie ma znaku B-2 czyli zakazu wjazdu, po drugie prawa strona ( dla wyjeżdżających z alei Śląskiej jest w godzinach 7-17 tak zastawiona parkującymi tam samochodami, że samochody ciężarowe obsługujące budowę stadionu i AOW muszą jechać lewą stroną alei Śląskiej czyli ulicą jednokierunkową pod prąd. 10 dni temu tylko cudem tam uniknąłem zderzenia czołowego z tirem. To, że nie doszło w tym miejscu do żadnego wypadku zawdzięczać możma tylko rozwadze kierowców i znajomości sytuacji w tym miejscu. Zainteresowanym służę zdjęciami dokumentującymi tę sytuację. W pierwszej chwili po tym jak uniknąłem "czołówki" zadzwoniłem na policję informując o sytuacji. Zero reakcji. To po jaką ch......rę potrebna jest taka policja która nie jest w stanie zareagować na lamanie przepisów. bo przecież jazda pod prą ulicą jednokierunkową czymś takim jest. Za to była rada abym udał się do jakiegos tam centrum kryzysowego bo oni nie są władni do wyprostowania tej sytuacji. Zadzwoniłem do tego centrum, przedstawiłem sprawę i pan powiedział mi, że raz w tygodniu zbierają się odpowiedzialni za bezpieczeństwo ruchu w mieście i żebym to im przedstawił tę sytuację. W swojej naiwności myślałem , że skoro poinformowałem o tym policję, ZDium i to całe "centrum kryzysowe" to wystarczy. Zadzwoniłem do dla pewności też do ZDiUm-u. Jest tam taki pan co się nazywa "Dyspozytor przyjmujący zgłoszenia". Minął tydzień i to samo czyli zero reakcji. Dziś ponownie zadzwoniłem do ZDiUM, do Wydziału Inżynierii Ruchu. Pani która odebrała telefon chciała odesłać mnie do Zarządu Inwestycji Miejskich. Kiedy powiedziałem, że to jest ich obowiązkiem dbać o prawidłowe oznakowanie ulic w mieście obraziła się nia mnie. W tym miejscu więc przepraszam ową panią i cała resztę za moje niestosowane zachowanie się. Bo jakim prawem ja, szary obywatel, mogę wymagać by urzędnik miejski czy państwowy siedzący na stołku, poniekąd też i za moje pieniądze, robił to za co mu płacą.