truten.zenobi nie potrzebne są "programy" 17.04.11, 09:54 tylko kluby i obiekty sportowe.. programy, akcje itp to tylko sposób na dossanie się do państwowej kasy. oraz sposób na udawanie że urzędy cokolwiek robią... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Świteź Tylko sport! Zgadzam się w 100%!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.11, 12:14 Niestety nic nie robi się by zachęcić bądź zobligować dzieci do uprawiania sportu. W tv, nawet państwowej, zamiast sportowej rywalizacji można obejrzeć tylko duperały i wygibasy, a sport to wyłącznie Adam Małysz zimą i Robert Kubica latem. Trudno tym zachęcić dzieciaki do ruszenia du*y od komputera. Nawet kiedy powstają obiekty sportowe, jak orliki czy sale przy szkołach, to nie ma na trenerów, którzy by dzieciakami pokierowali. A już W OGÓLE nie ma alternatywy dla tych, którzy już są otyli bądź mają naturalne tendencje do tycia. A dla nich też są dyscypliny sportu. Tylko trzeba chcieć te dzieciaki zmobilizować! www.youtube.com/watch?v=UEMI_OsYTvw Ale po co ja to mówię...? I tak masę forsy rozdysponuje się na nic nie dające programy do walki z... A o skutecznych i sprawdzonych rozwiązaniach nikt nie pomyśli. Inna sprawa, że środowisko związków sportowych jest słabe i nieprzygotowane do pozyskiwania środków, w odróżnieniu do rozmaitych pasożytów, którzy do perfekcji opanowali sposoby dojenia kasy nie dając nic w zamian. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: Tylko sport! Zgadzam się w 100%!!! 17.04.11, 17:26 Inna sprawa, że środowisko związków sportowych jest słabe pewnie jest tak ze właśnie prawdziwi miłośnicy sportu są słabi ale organizacje i działacze raczej silni.. tyle ze skorumpowani i nastawieni tylko na trzepanie kasy. są kluby które obracają milinami... ale niewiele z tej kasy trafia na organizację sportu dla młodzieży... lepiej kupować murzynów niż zadbać o szkolenie polskiej młodzieży. miasto buduje stadion za 1,5 mld (łącznie z kosztami pozostałej infrastruktury) i pakuje kasę w "śląsk", ba działacze są tak rozwydrzeni że publicznie potrafią żądać kolejnych przywilejów. a sport amatorski w zasadzie funkcjonuje tylko dzięki szkołom i kasie własnej ludzi którzy ćwiczą. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: nie potrzebne są "programy" 17.04.11, 18:31 > tylko kluby i obiekty sportowe.. Mysle, ze i "chipsy" marchewkowe, smaczne jablka i inne owoce - jesli dla kalorycznej bomby snickersowej nie bedzie alternatywy, to dzieciaki dalej beda zarly to co niezdrowe. Oczywiscie, w ruchu, w biegu to spala - ale dopoki nie przegna z iloscia kalorii. Bo wtedy zacznie sie ociezalosc, itp. - i ruch sie ograniczy, bo zle jedza :( Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: nie potrzebne są "programy" 18.04.11, 16:00 tyle że do zdrowej zywności dzieci nie przekonasz, OK są pewnie takie co nawet szpinak zjedzą (kolega kolegi słyszał od sąsiadki że ponoć jej kolezanka takie ma) ale to niemozliwe by majac wybór wybrały sałatę a nie słodycze. za to sport lubia wszystkie (a moze sprecyzuję zabawę lubią wszystkie ale niekoniecznie WF czy quasi zawodowe treningi) i niespecjalnie trzeba je do tego zachęcać. czasem tylko trzeba znaleźć to co dane dziecko lubi i odpowiednią gupę koeżeńską Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: nie potrzebne są "programy" 18.04.11, 21:09 > tyle że do zdrowej zywności dzieci nie przekonasz, Jak to nie? Tyle, ze to trzeba umiec sie za to zabrac, slyszalem o skutecznych programach, gdzie nie podaje sie po prostu marchewy, byle obranej i macie, zryjcie. Odpowiednie jej pociecie w atrakcyjne dla dzieci ksztalty, odpowiedni dobor warzyw i owocow (nie, nie salatka dla doroslych, ale wlasnie SALATKA DLA DZIECI - inne smaki, itp.). > za to sport lubia wszystkie moj instruktor wlasnie mowil odwrotnie, ze teraz naprawde duzo dzieci ma zwolnienia z wf-u... > (a moze sprecyzuję zabawę lubią wszystkie np. gre na komputerze... Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: nie potrzebne są "programy" 19.04.11, 20:50 > Jak to nie? ... pewnie jest tak że gdyby dziecko nie miało porównnia to i sałata była by OK, problem w tym że dosyć szybko ma styczność ze słodyczami itp, a wtedy gdy ma porównanie to woli słodycze. i owszem zje marchewkę, jabło czy saładki ... ale jeśli położysz przed nim czekaolade i nawet twoją sałatkę to nie ma bata by się sięgnęło po czekoladę. inna spraw jest tkaak że władze oświatowe dopuszczaja do tego ze w szkolnych slepikach jest nei tylko niezdrowa żywnośc ale tez niebezpieczne produkty (np. lizaki) tak więc wszelkie programy biora w łeb jeśli od 0 dzieci mają łatwy dostęp do słodyczy. > moj instruktor wlasnie mowil odwrotnie, ze teraz naprawde duzo dzieci ma zwolni > enia z wf-u... nigdy nie lubiłem wf-u co wcale nie oznacza ze nie lubiłem sportu, idiotyczne ćwiczenia prowadzone przez idiotów z kompleksami raczej nie popularyzują sportu! poza tym ludzie mają różne predyspozycje - ja nie ma ich do lekkoatletyki i nigdy nie lubiłem co wcale mi nie przeszkadzało co nieco osiągnąć w innych sportach... lekcje wf nijak sie mają do predyspozycji poszczególnych uczniów, > np. gre na komputerze... nie wiem jakie Ty masz doświadczenia ale ja widze po swoich dzieciach że na 1miejscu jest zabawa z rówieśnikami, (kluby sportowe, baseny, wycieczki, zabawa na podwórku)... oczywiście TV i komputer też lubią ale jest to jakby dużo dalej ...ale na pewno przed odrabianiem lekcji i sprzątaniem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: nie potrzebne są "programy" 19.04.11, 23:52 > pewnie jest tak że gdyby dziecko nie miało porównnia to i sałata była by OK, pr > oblem w tym że dosyć szybko ma styczność ze słodyczami itp, a wtedy gdy ma poró > wnanie to woli słodycze. No wlasnie jak pokazuja ODPOWIEDNIO przygotowane programy, odpowiednio przygotowana marchewka moze okazac sie ciekawsza... > i owszem zje marchewkę, jabło czy saładki ... ale jeśli położysz przed nim czek > aolade i nawet twoją sałatkę to nie ma bata by się sięgnęło po czekoladę. A czemu? Bo mars ma bajerancka oprawe, a marchewa tylko obskrobana. Wracamy do punktu "odpowiednio przygotowna" ;) > ale tez niebezpieczne produkty (np. lizaki) CO???? > nigdy nie lubiłem wf-u co wcale nie oznacza ze nie lubiłem sportu, idiotyczne ć > wiczenia prowadzone przez idiotów z kompleksami raczej nie popularyzują sportu! Akurat gosciu prowadzil ciekawsze zajecia, m.in. probowal robic zajecia karate w szkole. Niestety, ze wzgledu na brak dzieci cwiczacych, odpuscil sobie. PS. czym gorsze granie w pile na szkolnym wf-ie od grania po szkole? > lekcje wf nijak sie mają do predyspozycji poszczególnych uczniów, No, ciezko zrobic indywidualne dla kazdego ucznia, w wielu szkolach jednak zamiast wf-u mozna wybrac basen i inne zajecia sportowe. I jakos dzieci zalatwiaja sobie zwolnienia, a nie zajecia zastepcze... > nie wiem jakie Ty masz doświadczenia ale ja widze po swoich dzieciach twoje dzieci to zaledwie mala czastka spolecznosci dzieciecej - a na ich podstawie generalizujesz. Tak zwana "grupa niereprezentacyjna" na dodatek ;) Co inaczej "losowo wybrana probka", jak np. kilka klas w szkole. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: nie potrzebne są "programy" 20.04.11, 11:47 odpowiednio przygoto > wana marchewka moze okazac sie ciekawsza... tak marchewka w czekoladzie... jadłem, smaczna!, ale wolę banany albo winogrona w czekoladzie... > A czemu? Bo mars ma bajerancka oprawe, a marchewa tylko obskrobana. Wracamy do > punktu "odpowiednio przygotowna" ;) reklama pewnie nie jest bez nzaczenia ale czekolada jest słodsza ... > PS. czym gorsze granie w pile na szkolnym wf-ie od grania po szkole? w szkole 50% grających chce grac pozostali akurat woleli by robić cos innego, do tego pewnie róznyjest poziom i zaangażowanie... ale ile na wf-ie grają? zwykle sa to inne ćwiczenia niezgodne z oczekiwaniami kogokolwiek. > No, ciezko zrobic indywidualne dla kazdego ucznia, pewnie tak! nie twierdze że dobrze zorganizować zajęcia jest łatwo. > twoje dzieci to zaledwie mala czastka spolecznosci dzieciecej ale dla mnie to studium przypadku a ponieważ dzieci na podwórku, basenie, itp jest całkiem sporo wiec myśle że moje obserwacje dają podstawy do pewnego uogulnienia. oczywiście nie wszędzie tak jest, i pewnie jesteś w stanie podać wiele przykąłdów postaw całkowicie odmiennych ale moim zdaniem wynika to z tego że ktoś poprostu skrzywił te dzieci. może to byc problem z ichsocjalizacją, może to być awersja do wf-u, itp. ale to nie przeczy tezie że dzieci naturalnie garną sie do zabawy a w szczególności sportu. czyli moim zdaniem problemem jest to że nikt nie interesuje się ich oczekiwaniami tylko chce narzucić im swoją jedynie słuszną wizję - oczywiście dla ich dobra. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bellamamma szkoła pomaga rodzicom IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.04.11, 10:00 wychowanie to zadanie rodziców!Czego rodzic nie nauczy tego dziecko nie będzie umiało!DLACZEGO ZWALACIE WSZYSTKO NA SZKOŁY?ja sama nauczyłam moją córkę jadać zdrowo W DOMU,OD NAJMŁODSZYCH LAT!!! Córka nie chodzi do fast foodów,jada domowe kanapki i jabłka lub banany na szkolne śniadania a jest w szóstej klasie.Pije soki i wodę mineralną zamiast koli ,nie przepada za chipsami i pączkami.To co uzyskałam wymagało ciężkiej pracy wszystkich domowników przez wiele lat.Nie było łatwo,bo dziecko było niejadkiem i trzeba było wielu pomysłów aby zachęcić ją do jedzenia mięsa,warzyw i picia mleka.Byłam z nią w domu tylko w trakcie urlopu macierzyńskiego i wróciłam do pracy na pełnym etacie.Wiedziałam ,że muszę znaleźć dla niej czas bez względu na wszystko! Wielu rodziców nie ma czasu i chęci poświęcić dziecku swój czas.Uważa ,że szkoła ma ich w tym wyręczyć.Ale co może szkoła-powie co zdrowe i właściwe,dziecko wraca do domu ,a tam wszystko co niezdrowe i niewłaściwe.|I jak ma się nauczyć zdrowego stylu życia???I rodzice zamiast u siebie szukać winy zaczynają szukać jej wokół i tak pada na szkołę! Ludzie ,myślcie co robicie zamiast zwalać na innych. Odpowiedz Link Zgłoś
yenna_m Re: szkoła pomaga rodzicom 17.04.11, 10:21 a moje dzieci, ktore przed pojsciem do szkoly jadaly chipsy okazjonalnie a Coli po prostu nie znosily, po szkolnej "promocji" zdrowego zywienia zaczely uznawac chipsy za rarytas (tak samo zresztą jak cole). Poza tym o czym duzo mowic: szkolny obiad. Do obiadu podany batonik na deser albo np pączek. No jakaś masakra. Program "owoce w szkole" nie istnieje. Tak samo jak program promocji picia mleka (widac nie bylo komu wypisac wniosku). Moja prosba o przemyslenie asortymentu sklepiku szkolnego zostala uznana za fanaberie nawiedzonej matki. Tak samo jak wskazanie, ze wszelkie pogadanki na temat zdrowego zywienia dzieci wyglaszane okresowo rodzicom beda bez sensu w momencie, gdy dzieciak w sklepiku bedzie mogl kupic jedynie same zelki i paskudne chemiczne picie. Przeciez sklepik w szkole to fajna rzecz. Pod warunkiem, ze ma sensowny asortyment. Nie dawac 4-5 klasiscie forsy do szkoly zeby syfu sobie na przerwie nie kupowal? To rpzeciez nie jest rozwiazanie. Pomine milczeniem brak miejsca do spozycia posilkow. Jak rowniez propozycje wychowawczyni jednego z moich dzieci, ze od polowy 3 klasy dzieci beda jadac na korytarzu (przy zorganizowanej dzieciakom tylko JEDNEJ sluzszej przerwie sniadaniowo-korytarzowej). Zeby nauczyly sie radzic sobie w 4 klasie. Tak. Odebralam to jako dzialanie dla dobra moich dzieci. Acha. Szkola jest sportowa i wszedzie szczyci sie, ze funkcjonuje u niej program promocji zdrowego stylu zycia. Niewątpliwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o!o szkolne obiady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.11, 09:21 szkoły mają zapewnić dzieciom obiad? zapewniają! ale rękami firmy kateringowej, która za podstawowy obiad liczy 5-6-8 zł ( z kieszeni rodzica). A tam, gdzie ostały się stołówki szkolne, obiady są po 2-3 zł. i wcale nie gorsze. Odpowiedz Link Zgłoś
yenna_m Re: szkolne obiady 20.04.11, 20:08 to, ze obiady kosztuja w stolowce szkolej po 2-3 zety to mit szkola moich dzieciakow ma wlasna kuchnie jak napisalam: podawanie jako deseru slodyczy to czesta praktyka i zdarzyl sie obiad, gdzie podano mączne, zapychajace pierogi ruskie oraz pączka na deser ;) i wcale to nie zdarzylo sie w tlusty czwartek ;) pomijam fakt, ze obiadow kuchnia nie da rady zrobic tyle, ile potrzeba po odliczeniu obiadow dla grona nauczycielskiego i obslugi zostaje niewiele dla dzieciakow i nie kazde dziecko ma szanse zalapac sie na mozliwosc zakupienia obiadu (kto we wrzesniu-pazdzierniku zakupi bloczek i wykloci sie o swoje oraz zakobinuje jak sie da ten dla dzieciaka wyszarpie cieply posilek - pozostalym dzieciom pozostaje asortyment sklepiku szkolnego) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ela Re: szkolne obiady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.11, 22:31 Już pomijam fakt, że nie w każdej szkole jest stołówka . W jednej ze szkół widziałam automaty z batonami przeróżnej maści oraz automaty do kawy. Uważam , że w szkole gdzie mieści się podstawówka i gimnazjum nie powinno się "serwować" uczniom prawdziwej kawy pod różnymi postaciami. Ktoś powinien kontrolować szkoły pod tym względem. Widać gołym okiem jak prawo rynku jest ważniejsze od dobra dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wer Re: szkoła pomaga rodzicom IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.04.11, 10:24 bellamama: Twoje dziecko miało szczęście mieć mądrą i zaradną mamę. Z obserwacji wynika jednak, że było to jednak szczęście. Mali ludzie rodziców sobie nie wybierają. Czy mamy ich karać za to gorszym startem, chorobami i otyłością? Szczęśliwe i spokojne społeczeństwo to społeczeństwo bez przepaści. Także zdrowotnych;) Kiedyś szkoły założono by kształcić powolnych władcy członków armii, dziś tę instytucję możemy wykorzystać z pożytkiem dla bardziej rozsądnych celów. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: szkoła pomaga rodzicom 17.04.11, 19:14 > dnak, że było to jednak szczęście. Mali ludzie rodziców sobie nie wybierają. No wlasnie, czyli wracamy do clu artykulu: ze niektorzy najpierw robia, potem mysla CO? Moze przed rozpoczeciem tych arcymadrych programow trzeba bylo pomyslec, gdzie jest pies pogrzebany, byc moze duzo by daly pogadanki z rodzicami? > Kiedyś szkoły założono by kształcić powolnych władcy członków armii, dziś tę in > stytucję możemy wykorzystać z pożytkiem dla bardziej rozsądnych celów. Np. do ksztalcenia powolnych Wladcy zzeraczy jedzenia, a nie fast-foodowcow? To wciaz to samo, narzucanie wlasnej woli ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzidek Re: szkoła pomaga rodzicom IP: *.dynamic.chello.pl 18.04.11, 09:57 Rodzice powinni sami zadbać o dzieci - to oczywista oczywistość. Tylko patrząc na to z drugiej strony, co z tymi którzy mają nieco gorszych rodziców? Na stracenie? Wszystko ma zależeć od tego, w jakiej rodzinie się ktoś urodził? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wrocławiak Re: Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fik IP: *.204.118.231.nat.umts.dynamic.eranet.pl 17.04.11, 10:28 W końcu ktoś napisał!!! a co robi kuratorium ????!!!! każdego dnia można zobaczyć wycieczki szkolne do galerii handlowych ( najblizej dominikańska) jak nauczycielki prowadzają dzieciaki do KFC i Mc Donald's , a same na zakupy,,,, Godne podziwu wychowanie i wprowadzanie programów prozdrowotnych.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @ Dzieci tyją proporcjonalnie do grubości portfeli IP: *.internetia.net.pl 17.04.11, 10:56 organizatorów tych "programów". Dobrze ktos napisał w komentarzu, chodzi o dossanie się do kasy i tyle. I nie trzeba nawet wielkich badań robić, aby to stwierdzić. Odpowiedz Link Zgłoś
yoka1 owoce w szkole 17.04.11, 11:16 już bym wolała, żeby tego syfu nie dawali biednym dzieciom, bo jak widzę, że moje dziecko przynosi 1/4 marchewki suchej w woreczku lub jedną ćwiartkę jabłka obeschniętego, to słabo mi się robi. To ma być ten szumny program za miliony z UE? Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: owoce w szkole 17.04.11, 19:28 > je dziecko przynosi 1/4 marchewki suchej w woreczku lub jedną ćwiartkę jabłka o > beschniętego, to słabo mi się robi. No, marchewka jeszcze dlugo polezy, ale zostaw sobie cwiartke jablka na kilka godzin na wierzchu, zobaczymy, czy bedzie lepiej wygladalo? Odpowiedz Link Zgłoś
mirrandel Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fikcja 17.04.11, 12:03 miejsce by spokojnie zjeść drugie śniadnie przydaje się nie tylko w szkole. Zastanawia mnie czy w Polsce mogłaby funkcjonować jakaś wariacja na temat japońskiego bento. (więcej: pl.wikipedia.org/wiki/Bentō ) Zwykle bento przygotowuje się w domu nadajac mu jak najbardziej atrakcyjną wizualnie formę (wysatrczy popatrzeć: www.google.pl/search?q=bento&hl=pl&client=opera&hs=zWP&rls=en&channel=suggest&prmd=ivnsl&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=YriqTeWuO82BhQe89M3hCQ&ved=0CF8QsAQ) i wkomponować w nie wszystkie potrzebne składniki. Oczywiście nikt nie wymaga, by codziennie rano przygotowywać sobie lub dziecku takie wymyślne drobiazgi, ale sama zauważyłam, że wystarczy pudełaczko z dwoma :przedziałami" -do jednego wędruje kanapka, a do drugiego pokrojona papryczka, proste koreczki z serem, garść orzechów, domowe musli albo pokrojona w talarki marchewka. To bardzo urozmaica jedzenie i zachęca do konsumowania domowych specjałów. Prosty trick, a daje wiele radości :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: furora tekst o dziecięcych "grubych parówkach": IP: *.internetia.net.pl 17.04.11, 12:09 warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,9445367,Dieta__cwiczenia___Nie_chce_juz_byc_gruba_parowka_.html więcej ruchu, mniej komputera! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fik IP: *.dynamic.chello.pl 17.04.11, 12:13 Bo tak niestety jest ze wszystkimi programami. Największe marnotrastwo pieniędzy do tzw. Kapitał ludzki. Robienie tysięcy nikomu niepotrzebnych szkoleń, typu profesjonalna gospodyni domowa, pisania CV i listów motywacyjnych, itp. Jestem przeciwnikiem marnowania pieniędzy unijnych na wszystko co nie jest projektem infrastrukturalnym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wroc Re: Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fik IP: *.zse.wroc.pl 17.04.11, 13:26 Jedyna skuteczna dieta to "Dieta MŻ" (mniej żreć)!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fik 17.04.11, 19:30 > Jedyna skuteczna dieta to "Dieta MŻ" (mniej żreć)!!! Zoladek trzeba zapchac, pozostaje pytanie, czy bomba kaloryczna, czy czyms lekkim. Btw, moj byly instruktor w kolko powtarzal, ze dieta MZ jest nieskuteczna w wiekszosci przypadkow, bo malo ludzi ma wystarczajaco silna wole, i pojawia sie efekt jojo. Skuteczna jest tylko metoda WR (Wiecej Ruchu!). A i lepiej dziala na ludzkie organa... Odpowiedz Link Zgłoś
pssz Cel istnienia programów ;)) 17.04.11, 16:06 Program pisze się po to aby to wykazać w rocznym sprawozdaniu i aby móc wystąpić o środki na udoskonalenie i rozwój tegoż programu.:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o!o "trzymaj się prosto" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.11, 09:29 jesli jest program, to jest i sprawozdawczość: proszę o info, ile dzieci z Zawidawia korzysta z tego programu. Najbliższy ośrodek zajęć to szkoła na Obornickiej i MZK na Teatralnej. Pozdrowienia dla miłośników bezproblemowego poruszania się po mieście! Odpowiedz Link Zgłoś
wredna84 Nasze dzieci tyją, a programy profilaktyczne to... 18.04.11, 11:49 Ja też w szkole podstawowej zajadałam się chipsami, pączkami i popijałam to colą i jakoś problemu z nadwagą nie miałam. A wszystko dlatego, że po powrocie do domu jadłam obiad i szłam na podwórko. Tam z innymi dzieciakami skakałam w gumę, kabel, graliśmy w kolory, chowanego, podchody. Często też chodziliśmy na boisko szkolne pograć w ping-ponga czy kosza. Jeździliśmy na rowerach, rolkach i deskorolkach. Wspinaliśmy się na drzewa. W wakacje zawsze udawało się namówić kogoś z dorosłych by pojechał z nami na basen. W zimie urządzaliśmy sobie zawody w ciągnięciu sanek, albo budowaliśmy śnieżne fortece i bałwany. Nie straszne były nam deszcze. W kaloszach i kurtkach przeciwdeszczowych potrafiliśmy też świetnie się bawić. A nawet jak już padało to też spotykaliśmy się na klatce i w bramie graliśmy w gry planszowe. Przebojem była gra "Talisman: Magia i Miecz". Nie przypominam sobie bym w dzieciństwie siedziała bezczynnie w domu, gdy za oknem była ładna pogoda. A też miałam komputer Amige1200 :P Kolega miał Commodore i jakoś nam nie przychodziło do głowy grać na kompie, gdy za oknem pogoda aż się prosiła do zabawy. A dzisiejsze dzieciaki? Po szkole do domu i komputer do wieczora. Jako tako wychodzą latem na podwórko i najczęściej siedzą i się nudzą. Zimą żadnego dzieciaka nie widzę na podwórku. W zeszłe wakacje nawet zaproponowałam kilku dziewczynkom z podwórka, że pokaże im jak się skacze w gumę czy kabel, ale mnie olały. Wolały iść pograć na kompie w "Modelki" I co im po tym, że w szkole zjedzą kawałek marchewki czy jabłka jak w domu będą siedzieć godzinami przed komputerem czy telewizorem. Szkoła powinna pomyśleć nad zajęciami sportowymi a rodzice zadbać by dzieciaki miały trochę ruchu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ela Re: Nasze dzieci tyją, a programy profilaktyczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.11, 17:52 Zgadza się , że kiedyś dzieci zażywały więcej ruchu na powietrzu. Podwórka aż tętniły od ich gwaru. Znam te wszystkie zabawy co ty i też w nich uczestniczyłam. I choć nie było wówczas fast-foodów a kieszonkowe nie pozwalało na obżeranie się ( zresztą w tych czasach niewiele było w sklepach ), miałam problem z nadwagą , który po latach okazał się być skutkiem problemów z tarczycą. Coraz więcej dzieci ma choroby tarczycy. Nie będę nadmieniać co się do nich przyczyniło/przyczynia. Nie zawsze lekarze na czas potrafią postawić diagnozę - najczęściej każą się dziecku odchudzać. Dobrze , że powoli to się zmienia i świadomość rodziców też jest inna . Coraz więcej ludzi wie co to TSH, Ft4, Ft3 - jedne z podstawowych badań tarczycowych. Oczywiście dla problemu otyłości nie bez znaczenia jest asortyment sklepików szkolnych - i tu pole dla dyrektora, który ma pod opieką dzieci i poniekąd odpowiada za to co jest im udostępniane na terenie szkoły. Nie wszystkie dzieci są tak mądre by się oprzeć pokusie skosztowania zakazanego owocu w postaci chipsów itp. Dzieci spędzają w szkole pół życia więc nie można powiedzieć , że szkoła, to co się w niej dzieje nie ma wpływu na zachowania i wychowanie. Nie bez znaczenia są reklamy w tv - słodkości i fast-foody. To działa bardzo silnie na umysły dzieci i tu pole do popisu dla ustawodawców. Może też włączyć w ramach tych sławnych programów unijnych reklamę owoców, warzyw, soczków ( bez nazw firm) , sałatek dla dzieci itp. No i oczywiście nie odniesie skutków program , który przewiduje obdarowywanie dziecka nieciekawym zestawem warzywno-owocowym i okazjonalnie - np 2 razy w tygodniu. To bez sensu. No i nie należy zapominać , że społeczeństwo biednieje. Niemało jest dzieci po prostu źle żywionych z braku pieniędzy w rodzinie. Można spuchnąć od przejadania wszystkim najlepszym i tak samo od przejadania się li tylko kluchami ze skwarami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zuza_M Re: Dzieci tyją, a programy profilaktyczne to fik IP: *.play-internet.pl 18.04.11, 16:00 Na babskie wrocławskie pogaduchy zapraszam serdecznie na nowo otwarty po przebudowie NETKOBIETY.PL - portal dla nowoczesnych, aktywnych i uśmiechniętych kobiet z klasą! Odpowiedz Link Zgłoś