"Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po po...

01.05.11, 10:15
szkoda tylko ze szpital na Brochowie nie zezwala na indywidualna opiekę położnej, która poprowadzi poród tak by ochronić krocze. Nowe dyrektywy mówią także o obniżeniu liczby nacięć. Mimo przygotowania kobiety poprzez masaż krocza lub ćwiczenia z balonikiem Epino trudno wyegzekwować życzenia pacjentki. Oporność lekarzy najlepiej widać na załączonym filmiku.www.youtube.com/watch?v=KNfYkULu1vw
    • Gość: Ania Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.11, 11:26
      Gdyby nie naciecie, to nie wiem, co by ze mna bylo. A tak - natychmiastowa ulga. Ja zawszze bede za nacieciem. zreszta - przeciez podchodzi sie do kazdej indywidualnie, niektore potrzebuja naciecia, inne nie. Jakis taki upór na sile i agresja wobec poloznej, co do ktorej kobiety nastawiają się od razu jak do wroga z nozyczkami to glupota.
      • charlotte-wro Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po 01.05.11, 12:01
        Ania - możliwe, że w Twoim przypadku nacięcie było konieczne, ale "bycie za nacięciem" jest z gruntu bezsensowne, bo co właściwie oznacza - że każda powinno sie naciąć, czy że Ty niezaleznie od sytuacji (a więc również wtedy kiedy nacięcie jest niepotrzebne) chcesz byc nacięta? (ten drugi przypadek jest o tyle lepszy, ze szkodzisz tylko sobie). To jest zabieg CZASAMI (tak mniej wiecej w 10% przypadków) konieczny a przy większości porodów całkowicie zbędny, a problem z jego stosowaniem jest taki, że położne w wielu polskich szpitalach tną rutynowo każdą dziewczynę, a juz szczególnie przy pierwszym porodzie. A jak któraś dziewczyna chce ochrony krocza to jeszcze usłyszy, ze nacinac trzeba bo inaczej pęknie sie do samej d**y.

        No i chwała Brochowowi że wprowadził całodobowe znieczulenia, ale ja po doświadczeniach z pierwszego porodu (na Kamińskiego) nadal wybrałabym ten szpital, bo choc nie daje znieczuleń to mozna miec swoja położną i urodzić w sposob jaki sie wybierze i z nia omówi. I mozna urodzic pierwsze dziecko bez nacięcia i nawet bez najmniejszego pęknięcia (z tym, że to juz kwestia nie tylko położnej ale wcześniejszych przygotowań do porodu)
        • Gość: Ania Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.11, 16:21
          Tzn. ja mogę opowiadac tylko o moich doświadczeniach, więc ja przy następnym porodzie chcę być nacięta, bo wydaje mi się (po doświadczeniu pierwszego porodu), że to przynosi niesamowitą ulgę. Coś w stwierdzeniu, że bez nacięcia można popękać do samej d...y musi być prawdziwego. Więc wolę nacięcie, niż popękanie. Może i peknięcie może być małe, ale może też być duże, więc wolę nie ryzykować. To ja. Jestem za wyborem kobiety, ale zaznaczanie od razu, że nie chce sie być nacinaną, to trochę glupota - bo skąd kobieta może wiedzieć, jak będzie w czasie porodu (szczególnie pierwszego). Lepiej powiedzieć: "ok, w razie konieczności chcę byc nacięta". Albo: "nawet jak będzie koniecznośc, to nie chcę nacięcia" - ale nie wiem, czy takie stanowisko znajdzie zrozumienie u położnej - jak jest potrzeba, to się tnie
          • charlotte-wro Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po 01.05.11, 17:27
            W tym popękaniu do samej d**y prawdy jest tyle, że jesli dzieje mamy do czynienia przypadkiem w którym nacięcie jest potrzebne (czli te ok 10% w których sa przypadki takie jak dziecko z wyjątkowo dużą główką, poród pośladkowy, przypadek kiedy dziecko wystawi rączkę tak że ta wychodzi razem z główką..) i jeszcze dołożymy do tego błędy przy odbieraniu porodu (czyli jeśli jest to poród bez podejścia majacego na celu ochrone krocza) to wtedy faktycznie można mocno pęknąć. Jeśli znajdujemy sie w tej większości przypadków w których mozna uniknąć nacięcia to dobrze jest trafic pod opiekę położnej która nie zatrzymała sie na wiedzy zdobytej w szkole w latach 80tych, bo nawet jesli sie pęknie to takie peknięcie znacznie szybciej i mniej boleśnie sie goi i jest mniejsze niz nacięcie (samoistne peknięcie idzie po najmniejszej linii oporu - po najsłabszych tkankach a nożyczki tną jak leci tkanki które same z siebie by nie pękły a ich gojenie trwa dłużej i dolegliwości z tym związane też).

            Takie rozwiązanie, ze mówi sie położnej aby nacięła jesli bedzie taka konieczność jest najlepsza, ale tylko pod warunkiem, że mamy pewność, ze ta położna faktycznie postąpi zgodnie z tym zaleceniem. Ja mialam to szczescie ze mogłam spokojnie powiedziec mojej położnej, ze oczywiście jesli nie bedzie innego wyjścia to niech tnie, bo mialam do niej pełne zaufanie i wiedzialam ze nie nie wykorzysta mojej zgody ot tak sobie. Niestety w wielu szpitalach i w przypadku ogromnej rzeszy poloznych taka zgoda oznacza ze kobita waruje z nożyczkami nad kroczem rodzącej (która co gorsza leży przy tym na plecach, bo inna pozycja nie miesci sie w głowie ani położnej ani czesto i rodzącej) i tylko czeka aby ciachnąć w najlepszym momencie a opcji "bez ciachnięcia" nie bierze pod uwage.
      • Gość: ina Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.11, 17:09
        Gość portalu: Ania napisał(a):
        agresja wobec poloznej, co do ktorej kobiety nastawiają się od razu jak do wroga z nozyczkami to glupota.


        No właśnie. Na różnych forach dla kobiet ciężarnych, przygotowujących się do porodu, mam karmiących wręcz pielęgnowana jest niechęć , by nie powiedzieć nienawiść do personelu szpitalnego w tym położnych. Podsycają ją same kobiety ( niekiedy dla dodania pikanterii czy dreszczyka swoim porodowym opowieściom ) jak i różnego rodzaju forumowicze - doradzacze wszystkowiedzący najlepiej. Co poniektórzy doradzacze wydają się być ze środowiska medycznego. Kampania uświadamiania kobiet przeistoczyła się w pewnym momencie w kampanię przeciwko wszystkiemu co w szpitalu z gruntu rzeczy. Personel szpitalny w całości zawsze posądzany o złe intencje, zacofanie, brak dobrej woli, profesjonalizmu, lżony niewybrednymi epitetami i itp a szpitale określane są rzeźniami. Takie postępowanie jest krzywdzące . Trwa to od długiego czasu i da się odczuć. Kobieta przychodzi zestresowana a zarazem wrogo nastawiona. Czy o to chodziło doradzaczom ? Takie miała mieć przygotowanie? Dopiero jak się dobrze zaznajomi z sytuacją jest zdumiona i pozytywnie zaskoczona, że jednak położna to nie potwór , i że w szpitalu wcale nie jest tak jak opisuje się w internecie. Wszystkie kobiety opuszczające nasz oddział z wdzięcznością dziękują za opiekę. Pewnie , że czasem zdarza się jakaś niezadowolona pani, której wymaganiom podejrzewam nikt nie jest w stanie sprostać ale to rzadkość.
        • charlotte-wro Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po 01.05.11, 17:40
          Oczywiscie dobrze miec pozytywne nastawienie, a jeszcze lepiej odbyc wczesniej rozmowe i miec umowiona zaufana osobe ktora bedzie asystowac przy porodzie. We Wrocławiu jednak mimo roznych mankamentów porodówek mozna znaleźć przyjazne miejsce. Gorzej bywa gdzieniegdzie "na prowincji". Kolezanka rodziła okolo 2.5 roku temu w szpitalu ... nie pamietam w jakiej miejscowosci ale gdzies okolice gór Izerskich i jak przyjechała z mężem jakis czas przed porodem to pomimo, że usłyszała, że nie ma w ogóle opcji porodu w innej pozycji niz "klasyczna" na plecach to chociaz spotkała położna i lekarza o całkiem sympatycznym podejsciu. Gdy przyjechała tam rodząc na dyżurze był inny zestaw personelu i położna która nie dość, ze ciachnęła ja jakby co najmniej wieloryba miała urodzić to jeszcze swoim podejsciem zrobiła jej z porodu koszmar. Jej (mojej koleżanki) nastawienie bylo pozytywne, a jednak na miejscu było jak było i to własnie z powodu zacofania personelu. Dziewczyna niedawno urodzila drugie dziecko i urodzila je w domu z mężem i mamą - poród wspomina bardzo dobrze, nikt jej nie narzucał nienaturalnej pozycji, nikt jej nie nacinał i pekła tylko leciuteńko i to tylko dlatego, że za mocno parła (podczas gdy dobra położna podpowiedziałaby jej kiedy poprzeć a kiedy wstrzymac się).
          • Gość: ina Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.11, 17:51
            Jak pogodzić hasła , że kobieta i jej ciało najlepiej wie jak ma urodzić ze słowami "... pekła tylko leciuteńko i to tylko dlatego, że za mocno parła (podczas gdy dobra położna podpowiedziałaby jej kiedy poprzeć a kiedy wstrzymac się)..." to w końcu jest ta położna potrzebna czy nie ? Bo mówi się , że może wcale nie.
            • charlotte-wro Re: "Skóra do skóry", czyli matka z dzieckiem po 01.05.11, 20:47
              Wiesz, moim zdaniem pogodzic to mozna na dwa sposoby - po pierwsze (tak ogolnie) w dzisiejszym świecie kobiety są bardzo oddalone od natury i instynktów i mają powbijane w głowe mnóstwo schematów których trudno sie pozbyc nawet wtedy kiedy powinny one dojść do głosu w wyjątkowo łatwy sposób (bo przecież poród to wydarzenie które pozwala w wyjątkowo łatwy sposób dotrzeć do tej zwierzęcej, instynktownej części naszego umysłu i tak właściwie powinno wystarczyc w tym nie przeszkadzac). W dzisiejszych czasach to naprawde trudne tak się całkiem poddać i zaufać sobie. Ja niby o tym wiedziałam a wiem, że tak w pełni nie wykorzystalam swojego potencjału, ona tez wiedziała i nawet otoczenia szpitalnego nie miała a i tak nie do konca jej sie to udało no bo właśnie - po drugie - tak konkretnie w tym przypadku, z tego co mówiła to to jej zbyt mocne parcie bylo spowodowane tym, ze maz troche spanikowany, że coś sie stanie dziecku jak nie wyjdzie natychmiast jak się zaczela główka pojawiać, ja do tego dopingowal (przyj, przyj! ;) ), podczas kiedy madra polozna albo doula poprowadzilaby to inaczej.
Pełna wersja