tolek_cacek
10.01.12, 16:47
Nic się nie zmienia. Nadal żyjemy mentalnie w epoce 'Misia". Ponad 10 lat temu wybrałem się ze znajomymi na narty do Szklarskiej Poręby. Było to następnego dnia po powrocie z Austrii do której już jeździłem od kilku lat. To co zobaczyłem było porażające. Dokładnie tak jak opisał poprzednik. Orczyk "na Ścianie". Tłum ludzi, jedna bramka z zacinającym się automatem do sprawdzania karnetów a w bramce co chwila ktoś się wywracał w lodowej rynnie bo orczykowemu nie chciało się machnąć łopatą aby to wyrównać i co drugi orczyk po prostu jechał pusty. Do tego szarpał tak, że co chwila ktoś się wywracał od tego szarpnięcia a orczykowy tylko darł się "mocniej chwytaj ty.... ".
I wtedy sobie obiecałem, że moja noga nigdy więcej tu nie stanie na nartach bo tu nie ma czego poprawiać tylko trzeba to zamknąć na zawsze ku uciesze ekologów z KPN.
Spieprzone było wszystko od początku do końca od parkingów płatnych i nieodśnieżonych poprzez ten orczyk z obsługą, nieprzygotowaną trasę pełną muld, krzaków i kamieni, płatne kible i niechlujstwo na każdym kroku.
Od tej pory konsekwentnie jeżdżę do Austrii z małym wyjątkiem na Włochy ale właśnie za parę dni wracam na "stare" stoki do Schladming. Byłem tam w sumie 10 razy i za każdym razem zaskakują mnie - in plus oczywiście.
Parkingi bezpośrednio pod wyciągiem w ilości odpowiedniej do przepustowości tras – oczywiście bezpłatne. Parkingi odśnieżone, rano panowie emeryci "upychają" samochody aby więcej się zmieściło blisko wyciągu. Karnet na 200 km tras przygotowanych jak niemieckie autostrady, w tym bezpłatny skibus a jak byłem ostatnio to wliczony również basen w Schladming.
Przepustowość tras odpowiednia do przepustowości wyciągów aby się ludzie nie pozabijali na stoku. Knajpy na stoku o przepustowości dostosowanej do ilości klientów na stoku którzy chcą naraz pomiędzy 12 a 14 zjeść obiad. WC wszędzie bezpłatne i czyste a miejscami super czyste. Żarcie w cenach takich jak na dole. Obsługa wyciągów na poziomie super. Jadę z 3 dzieci na kanapie. Przechodzimy przez bramkę - pan z obsługi zwalnia wyciąg a jego kolega pomaga wsiąść dzieciakom bo widzi że z trzema nie dam sobie rady. Na górze gdy dojeżdżamy pan ponownie zwalnia wyciąg i patrzy czy przypadkiem nie trzeba go zatrzymać bo ktoś nie może sobie poradzić. Jak ktoś z obsługi stoi obok to albo szufluje zjazd albo pomaga zsiąść dzieciakom. Obok na talerzyku pani uczy się wsiadać. Pan zwalnia wyciąg i pomaga ruszyć. Nie martwi się że przeleciały 3 talerzyki. Pani rusza i się wywraca. Pan zatrzymuje wyciąg pomaga jej wstać i od początku. Po 3 razach pan zatrzymuje wyciąg woła kolegę jeden włącza a drugi pomaga jej ruszyć. Nikt – ani z obsługi ani z kolejki - nie mówi żadnego złego słowa ani się nawet nie krzywi. Mniej cierpliwi po prostu jadą na wyciąg obok. W końcu każdy się kiedyś uczył. To po prostu jest CYWILIZACJA a u nas jak w "Madagaskarze" - gdyby nie było chamstwa i głupoty to nie nazywało by się to DZICZ :-).
Dlatego narciarstwo alpejskie należy uprawiać w Alpach :-).
Na zakończenie. Ludzie - nie wierzcie, że w Austrii jest drogo. Jak ktoś się przyłoży i poszuka odpowiednio wcześniej noclegu i kupi karnet rodzinny, a żarcie przygotuje sobie w apartamencie sam to "nartogodzina" naprawdę wychodzi o wiele taniej niż w Polsce i to jeszcze w jakich warunkach. Problemem jest tylko aby nogi wytrzymały tą ilość zjazdów.
W Schladming zjechałem sobie wielokrotnie dolnym (czarnym) odcinkiem na którym rozgrywany jest slalom specjalny FIS. To naprawdę jest „ściana” przy której „Ściana” w Szklarskiej to nędzny pagór. I dało się bez specjalnego problemu bo po prostu „przeciwnikiem” jest stromy stok a nie kopny śnieg, muldy, krzaki i kamienie jak w Polsce.
TC
PS.
Nie jestem z agencji promocji Austrii :-)