Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej

21.05.12, 09:54
Zapis ustawowy o osmiu latach jest bardzo skzodliwy - podobnie jak "wieloetapowa" kariera. Dodatkowo wprowadzono ocene co dwa lata (slusznie!!!), ale dla profesorow tytularnych co CZTERY!!!

W ostatniej dekadzie wiele osob wskazywalo, ze zapis jest konieczny ze wzgledu na "wiecznych adiunktow", ktorych nie mozna zwolnic. Moim zdaniem mozna bylo ich zwolnic gdyby ustalic rzetelne kryteria oceny. Tyle, ze kryteriow tych nie spelnialo by wiekszosc osob z oceniajacych komisji!!!

Chcialo by sie napisac kolokwialnie: "odczepcie sie od adiunktow" a zacznijcie rozliczac pracownikow samodzielnych - zwlaszcza profesorow tytularnych.
Niech pokaza co opublikowali w XXI wieku, kto ich cytowal, ilu wypromowali doktorow wraz z ocena poziomu doktoratow mierzona publikacjami i cytowaniami.

Powiedzmy to raz otwarcie. Poziom asystentow i adiunktow jest glownie pochodna poziomu polskiej profesury i sposobu organizacji uczelni. W koncu ktos zadecydowal o ich zatrudnieniu i sprawowal nad nimi opieke skoro ustawowo sa "niesamodzielni".
    • grovnic Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 21.05.12, 10:30
      UWr to zaklad kadry chronionej od wielu, wielu lat. I nie chodzi tu jedynie od kadre naukowa, ale takze struktury administracyjne - burdel , kolesiostwo, brak odpowiedzialnosci za cokolwiek - az sie serce kraje gdy czlowiek dowiaduje sie co sie wyprawia na tej jakze niegdys szacownej uczelni.
    • belanka Jacy rektorzy taka uczelnia 21.05.12, 10:41
      Stanowisko rektora Cacha o zdolnych i genialnych, którzy jakoś nie mogą zrobić habilitacji wcale nie dziwi, jeśli popatrzy się na jego dorobek naukowy: rpok 2012 - zero, rok 2011 - zero, rok 2010 - zero, rok 2009 - zero, rok 2008 - zero, rok 2007 - jedna praca, rok 2006 - jedna praca, rok 2005 - jedna praca. Liczba projektów badawczych - zero. I z tym swym imponującym dorobkiem prof. dr hab. Cach jest kierownikiem zakładu w swoim instytucie, a ostatnio został wybrany prodziekanem wydziału. Oceniany jako profesor - same superlatywy! Z takimi władzami Uniwersytet Wrocławski będzie dalej obsuwał się, a Gazeta Wyborcza będzie miała o czym pisać w swoim uniwersyteckim cyklu pt. "Wszystko co złe to Uniwersytet"
      • Gość: Gość Re: Jacy rektorzy taka uczelnia IP: *.eduroam.pwr.wroc.pl 21.05.12, 11:35
        To kłamstwo, krótka lektura ISI Web of Knowledge daje dla prof. Cacha prace indeksowane praktycznie od 1988 do 2012 _corocznie_ oraz imponujące 359 cytowań i h-Indeks 11. Proszę nie wciskać ciemnoty, bo niektórzy potrafią takich kłamców sprawdzić!!!
      • Gość: zeva Re: Jacy rektorzy taka uczelnia IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.05.12, 19:29
        to se popatrz na dorobek pana prof. Turki - to zapewne twoj autorytet moralno-intelektualny. zenada. ten oceniajacy wszystkich i wszytko pan dorobil sie w wieku 68 lat 33 publikacji z listy filadelfijskiej. do profesury przystepowal z 15-ma artykulami! cyrk i kpina. miast zbawiac swiat wielkimi reformami powinien sie zabrac do uczciwej pracy jak na doktora habilitowanego przystalo.
    • wielki_czarownik Sama habilitacja to chybiony pomysł 21.05.12, 10:43
      Habilitacja utrzymuje feudalny system na uczelniach. Powinno być tak, jak w USA - robi człowiek doktorat a potem decydują już tylko umiejętności a nie to czy ma hab. przed nazwiskiem. Nie od dziś wiadomo, że ci, którzy mają habilitacje niechętnym okiem patrzą na tych, którzy habilitacji nie mają. W Polskich realiach kto zrobił habilitację ten jest w zasadzie nieusuwalny (słynne minimum kadrowe). A jak już ma profesurę belwederską to zupełnie nie musi nic robić.
      Uzdrowienie polskiej nauki powinno się zacząć od likwidacji habilitacji i zamiany tytułu profesora w stanowisko uczelniane (tak jak w USA).
      • Gość: Gracjan Czy Uniwersytet nosi nadal imię Bolesława Bieruta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.12, 12:55
        Czy Uniwersytet Wrocławski nosi nadal imię Bolesława Bieruta? Może ktoś wie?
        • kasia20055 Re: Czy Uniwersytet nosi nadal imię Bolesława Bie 22.05.12, 11:43
          Gość portalu: Gracjan napisał(a):

          > Czy Uniwersytet Wrocławski nosi nadal imię Bolesława Bieruta? Może ktoś wie?

          Tylu doktorów, docentów i profesorów na forum. Wiedza u nich ogromna a nikt nie może odpowiedzieć, czy Uniwersytet Wrocławski nadal nosi imię Bolesława Bieruta.
          • Gość: jan Re: Czy Uniwersytet nosi nadal imię Bolesława Bie IP: 176.31.222.* 22.05.12, 12:20
            Wstydzą się (w końcu wielu z nich robiło swoje karierki w UWr za "dawnych, dobrych czasów")? A może mają ciekawsze zajęcia, tzn. wolą się nawzajem wyzywać i obrzucać błotem?
          • valana Re: Czy Uniwersytet nosi nadal imię Bolesława Bie 22.05.12, 15:16
            kasia20055 napisała:

            > Tylu doktorów, docentów i profesorów na forum. Wiedza u nich ogromna a nikt nie
            > może odpowiedzieć, czy Uniwersytet Wrocławski nadal nosi imię Bolesława Bierut
            > a.

            Zapewne dlatego, że nie warto zawracać sobie głowy informowaniem kogoś, komu nie chciało się samemu sprawdzić tego stosunkowo łatwego do ustalenia faktu - choćby w banalnej wikipedii.
      • Gość: Habebe Re: Sama habilitacja to chybiony pomysł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.12, 16:02
        "W Polskich realiach kto zrobił habilitację ten jest w zasadzie nieusuwalny"

        W amerykańskich realiach kto otrzymał tenure też jest w zasadzie nieusuwalny.
        • Gość: Logik Re: Sama habilitacja to chybiony pomysł IP: *.play-internet.pl 22.05.12, 21:32
          O! A właśnie chciałem napisać, że wszędzie jest habilitacja, tylko nie zawsze nazywa się habilitacją. Dziękuję.
    • wari Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 21.05.12, 10:46
      Przede wszystkim ci, którzy najwięcej pyszczą i chcą innych dyscyplinować sami nie spełniają warunków jakich oczekują od innych. Nowy statut UWr. jest przede wszystkim zgodny z ustawą, a w ustawie jest opcja zerowa i tak tez interpretuje to Min. Nauki. Interpretacja ta jest oficjalnym dokumentem.
      Uwaga, gdyby ustawa obowiązywała wcześniej to ani min.Kudrycka, ani żaden z jej zastępców nie mieliby habilitacji. Wszyscy robili ją 12-15 lat, a nie 8 czy 6. To samo dotyczy kadry profesorskiej Uniwersytetu, średni czas habliltacji to ok. 14 lat. Przy poziomie finansowania nauki najniższym w UE, warunkach pracy, dydaktyce nie jest możliwe zrobienie habilitacji w tak krótkim czasie i prof. Turko dobrze o tym wie. Wie także, że adiunkci odwalają czarną robotę za profesorów - powszechne jest, że na Uniwersytecie prowadzą wykłady, stada magistrantów, są tez często naukowo od nich lepsi. Pisanie, że habilitacja to jakiś rozwój naukowy jest po prostu bzdurą, bywa wręcz odwrotnie, trzeba oderwać się od pracy naukowej, aby spełnić urzędniczy obowiązek. Jeśli już czegoś wymagać to nie habilitacji, ale pracy według jasnych, obiektywnych kryteriów, a zaczać powinno grono profesorskie od siebie. Dziwi, że prof. w zwolnieniu w ciągu roku 1/3 adiunktów upatruje szansę na poprawę sytuacji naukowej - kto przyjdzie na miejsce tych którzy wiele lat poświęcili uczelni? Doktorzy po 4 latach studium doktoranckiego? Dobrze wiadomo, co warte są te doktoraty i jaki jest poziom tych prac. Co to za polityka kadrowa, gdzie zwalnia się setki osób za jednym zamachem nie patrząc na ich dorobek!
      • Gość: Janusz Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.12, 13:10
        Nie pisz głupot, bo sam tylko się ośmieszasz swoją argumentacją. Jakoś wielu jest w stanie napisać habilitację w ciągu 4-5 lat, więc 8 lat to jest wystarczający okres czasu. Trzeba tylko chcieć, a nie uważać, że skoro zrobiło się doktorat (często tylko dzięki znajomościom), to można spocząć na laurach. A tak niestety uważa większość pracowników naukowych. Zero inwencji, a mnóstwo roszczeniowości. Co do tych zwolnionych etatów, to jest mnóstwo osób - zdolnych naukowców, które po obronie doktoratu czekają na etat na jakiejkolwiek uczelni, bo te zajmują stare pierdzistołki, które już dawno zapomniały o uprawnianiu nauki, a zajmują się odwalaniem chałtur na kilku etatach, obsługując studentów w różnych wrocławskich i podwrocławskich niedzielnych szkółkach. Należy wreszcie skończyć z tym opierdzielaniem się na uczelniach i zacząć wyciągać konsekwencje wobec nierobów i chałturników. Mam nadzieję, że tak się stanie, choć i tak o duuużo lat za późno.
        • Gość: taki jeden Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.180.86.195.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.05.12, 17:01
          Sam piszesz głupoty. Adiunkci słusznie będą się buntować, jeśli narzucane będą im kryteria przez ludzi, którzy nigdy ich nie spełnili. Profesorowie (nie tylko UWr) robili swoje habilitacje po kilkanaście lat, często udawało im się zostać dr hab. bez ani jednej publikacji w renomowanym piśmie. Ci sami ludzie dzisiaj krzyczą o 6 czy 8 latach. Profesorowi Turko, który jest tak oburzony tą opcją zerową, zrobienie habilitacji zajęło 9 lat - a on, skoro domaga się zaostrzenia kryteriów czasowych powinien świecić przykładem. Oczywiście, zawsze można powiedzieć "ale wtedy były inne czasy".
          Inną sprawą jest to, że nie zmienia się zasad w trakcie gry.
          I jeszcze inną (i zaraz pewnie odeezwą się "znawcy tematu"), ze aby czegoś wymagać, warto pracownikowi zapewnić warunki do realizacji owych minimów.
          A na koniec, zamiast habilitacji, która nie musi niczego gwarantować (w moim instytucie nowa brzytwa "utnie głowę" adiunktowi, który jest w 1 dziesątce najlepiej publikujących pracowników i woli prowadzić badania, niż użerać się z procedurami; inny taki "przypadek" przynosi grube pieniądze naszej Uczelni na wydz. chem.). Niestety, łatwiej wymiślać limit lat, zamiast opracować jasne i jawne kryteria oceny pracownika (co pozwoliłoby wyeliminować "nieroba" szybciej niż po 8 latach).

          A co do wieloetatowości - niestety (?), na moim wydziale praktycznie nie funkcjonuje. Nie ta branża.
          • Gość: PK Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: 109.169.37.* 21.05.12, 18:22
            To ty piszesz głupoty. Kryteria nie narzucili profesorowie, tylko ministerstwo. I bardzo dobrze, czas w końcu przerwać tę sielankę za publiczne pieniądze. Prof. Turko pisał habilitację w innych realiach, pochwal się lepiej, ile lat już ty piszesz swoją habilitację. Po twoich pełnych oburzenia postach wnioskuję, że w ogóle nie jesteś w stanie jej napisać. I tak wam ministerstwo poszło na rękę - o ile dobrze pamiętam, początkowy projekt zakładał max. 2 lata dla adiunktów już zatrudnionych, ale po słynnym proteście "wiecznych adiunktów" min. Kudrycka się ugięła. Co uważam za jedną z największych jej porażek. Minima macie (a nawet więcej), tylko je przejadacie. Zaś dobrze publikujący pracownik bez trudu poradzi sobie z habilitacją, co już zostało wiele razy napisane na tym forum. Reasumując: zamiast jęczeć na forach, weź się lepiej do solidnej pracy, nierobie. To właśnie tacy jak ty nieudacznicy mają zawsze najwięcej do powiedzenia anonimowo na forach, ci, co robią habilitacje w terminie, nie ślęczą całymi dniami w sieci i nie wylewają żalów i frustracji, tylko po prostu pracują.
          • Gość: kitix wydział chemii IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.05.12, 23:47
            Nie jestem osobą związaną z wydziałem chemii, ale przypadki osób z tamtego wydziału niezajmujących się habilitacją, bo są zajęci prawdziwą nauką są chyba dosyć powszechnie znane na UWr. Z jedną mieliśmy przyjemność mieć zajęcia, chociaż to inny wydział.
        • Gość: kitix wielki ma rację IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.05.12, 23:47
          Znam kilku doktorów doskonałych, a nawet jednego wybitnego, którzy zajmują się poważnymi sprawami i nauką, a nie trzaskaniem habilitacji bez polotu i potrzeby. Nie jestem z wydziały Chemii, ale znane jest tam chociażby jedno nazwisko naukowca, można powiedzieć, wybitnego (a także doskonałego pedagoga, co rzadko się udaje przy tej okazji), który habilitacji nawet nie tknął i wydaje się, że to z powodu działalności naukowej i patentowej i to bardzo mocno praktycznej. Jest trudny do usunięcia, bo zostały mu przyznane różnego rodzaju nagrody i ma różne patenty, więc byłoby chyba niezręcznie. Habilitacja nie świadczy o niczym, każdy student czy absolwent zna "naukowców" z habilitacją czy profesurą belwederską nawet, ale neistety bez istotnego dorobku i nawet wiedzy. Trudno się nie zgodzić z wielkim czarownikiem.
        • flamengista napisać habilitację w ciągu 4-5 lat - zgoda 23.05.12, 09:13
          Problem w tym, że samo napisanie rozprawy (co wg. nowej ustawy nie jest konieczne, ale w praktyce - pożądane) habilitacyjnej w formie książki nie wystarczy.

          Trzeba mieć kilkadziesiąt publikacji i to po doktoracie, a więc dorobek po obronie rozprawy doktorskiej i przed habilitacją. Nie będący ani kalką doktoratu, ani habilitacji. Dorobek taki powinien uwzględniać nie same przeglądówki, ale również realne analizy empiryczne i teoretyczne.

          W takiej sytuacji 6+2 lata na habilitację ("wyprodukowanie" dorobku plus napisanie książki) to jest na styk i to przy założeniu, że nie jest się nadmiernie obciążonym dydaktyką i sprawami administracyjnymi. A młody adiunkt na ogół na takie luksusy liczyć nie może.

          Za 5-6 lat zrobi się wielki wrzask, bo cała masa adiunktów obudzi się z ręką w nocniku. Co gorsza, nie będzie ich kim sensownie zastąpić, bo poziom doktoratów (już niski) nadal spada na łeb, na szyję. W dodatku większość doktorantów normalnie pracuje i nie chce z tej pracy zrezygnować na rzecz pracy na uczelni. Od biedy po obronie są gotowi "gościnnie" pojawiać się na uczelni w ramach dodatkowego etatu, najlepiej raz w tygodniu na obowiązkowe 2 wykłady i konsultacje. Ale takich pracowników raczej uczelnie nie potrzebują...
      • Gość: Beata Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: 78.10.84.* 22.05.12, 06:00
        Absolutnie się zgadzam. Uczelnia z pewnością nie powinna być przechowalnią biernej i miernej kadry, ale poszerzenie czasu na habilitację wcale takiej polityki nie oznacza. Wręcz przeciwnie. Habilitacja nie zawsze jest naukowym sukcesem, bywa niestety naukową kompromitacją, wystarczy, że po negatywnej recenzji jedno zdanie stwierdza dopuszczenie do dalszego toku postępowania. A i dorobek nie musi być wtedy imponujący. A brak habilitacji nie oznacza braku aktywności naukowej. Wręcz przeciwnie - ktoś może pisać tyle artykułów w recenzowanych pismach, nawet międzynarodowych, redagować książki, robić konferencje, wygrywac projekty naukowe, że, biorąc pod uwagę inne wzlgędy, dydaktykę i życie, z habilitacją się spóźnia. Jeśli są okoliczności tłumaczące owo spóźnienie, a dorobek naukowy przyrasta, nie ma powodu, aby wymieniać adiunkta z doświadczeniem i dorobkiem na świeżego doktoranta bez pojęcia. Doktorantom niech ustąpią ci, którzy pracują na kilku etatach w kilku uczelniach, blokując w ten sposób start młodym.
    • januszz4 Stary dowcip, ale ciągle aktualny 21.05.12, 13:02
      Jaka jest różnica między asystentem, adiunktem i profesorem? Asystent wie co jest w książkach. Adiunkt wie gdzie są książki. Profesor wie gdzie jest adiunkt.
    • yenna_m Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 21.05.12, 13:42
      dobry naukowiec to niekoniecznie dobry dydaktyk
      dobry dydaktyk to niekoniecznie dobry naukowiec
      no i pytanie: czy uniwersytet jest od kształcenia czy tez tylko i wyłącznie robienia kariery naukowej?
      mnie szlag trafia, gdy widzę, jak uczelnia pozbywa się dobrych dydaktyków z racji niewystarczających postępów w pracy naukowej
      po pierwsze: studenci, dydaktyka
      • januszz4 Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio 21.05.12, 13:50
        yenna_m napisała:
        > dobry naukowiec to niekoniecznie dobry dydaktyk
        > dobry dydaktyk to niekoniecznie dobry naukowiec

        Dlatego najlepsze są pary wzajemnie uzupełniające się. Tak jak w przedwojennym wierszyku:
        Salcia ma kałamarz,
        Icek wieczne pióro
        założyli wspólnie
        spedycyjne biuro.
    • anonimowy_komentarz Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 21.05.12, 13:43
      Użycie w kontekście artykułu określenia ‘zakład pracy chronionej’ wydaje się cokolwiek nieprzystojne. Jeśli celem ma być zwiększenie progresji kadry naukowej należy odnieść się do stosunków pracy. Oznacza to zapewnienie odpowiednio wcześnie możliwości prowadzenia samodzielnych badań/ organizacji grup badawczych, określania/współokreślania tematyki grantów, realnego zapewnienia możliwości ich realizacji w ramach istniejącej infrastruktury oraz odpowiedniego dostosowywania podziałów obowiązków pracowniczych. Następnie konsekwencji w promowaniu upowszechniania rezultatów takiej pracy i po prostu uczciwości w stosunkach pracy.
      Odnosząc się do uniwersytetu argumentacja prof. Cacha wydaje się być zasadną, także dlatego, że taki system może dopiero ewoluować - stąd mechanizmy dostosowawcze, a jednocześnie promujące, wydają się koniecznością. Ochrona przed zwolnieniem osoby nie posiadającej habilitacji a jednocześnie posiadającej znaczny dorobek dydaktyczny i naukowy nabiera wtedy wymowy pozytywnej. Osobną kwestią pozostaje weryfikacja kreatywności pracowników naukowych oraz odpowiednie dostosowywanie warunków zatrudnienia.
    • Gość: zz Re: Jacy rektorzy taka uczelnia: do obrońcy Cacha IP: *.ift.uni.wroc.pl 21.05.12, 14:27
      Ale czy rektor wyższej uczelni POWINIEN być wybitnym naukowcem? Czy w ogóle powinien być naukowcem? Moim zdaniem nie, do obu zadań trzeba innych umiejętności i innych predyspozycji. Podobnie dlaczegóż to KAŻDY pracownik naukowo-dydaktyczny ma być SAMODZIELNYM pracownikiem nauki? Czyż nie zabija to dydaktyki? Czyż nie prowadzi to do pozoranctwa naukowego czy choćby czepiania się łatwych, nieryzykownych tematów?
      • Gość: pracownik UWr [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.12, 14:38
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: piesek prof. Cacha Re: Jacy rektorzy taka uczelnia: do obrońcy Cacha IP: *.ift.uni.wroc.pl 21.05.12, 15:05
          Drogi pracowniku UWr, habilitację to może i masz, ale kultury za grosz.
          Po pierwsze zważ, że UWr jest UCZELNIĄ i podstawowym zadaniem uczelni jest nauczanie. Praca naukowa nauczycieli akademickich jest środkiem do lepszej dydaktyki, szczególnie na studiach II i III stopnia. Ty zaś chciałbyś, by była celem samym w sobie, rozliczanym z pieniędzy podatnika za sam fakt swojego istnienia. Bo przecież przyznasz, że nauka uprawiana na UWr/PWr i każdej innej polskiej uczelni nie ma żadnego przełożenia praktycznego? Równie dobrze można by na etatach zatrudnić 100 tysięcy poetów?
          Gdyby prof. Cach jako Rektor zajmował się aktywnie nauką, uznałbym to za skandal. Ale nie, Tobie ta hipokryzja nie przeszkadza: ten sam człowiek ma kierować zakładem pracy zatrudniającym tysiące ludzi i mającym decydujące znaczenie dla przyszłości regionu, występować o granty, pisać rozprawy naukowe, opiekować się doktorantami i prowadzić wykłady, będąc do tego ojcem, mężem etc etc???

          Jak obowiązek habilitacyjny wpływa na dydaktykę?
          Otóż wykonanie habilitacji w 6 zamiast zwyczajowych 10-15 lat oznacza całkowite poświęcenie się pracy naukowej i minimalizację zaangażowania na każdym innym polu. Tymczasem dydaktyka orana jest właśnie adiunktami. Nie widzisz sprzeczności?

          Habilitacja nie jest żadnym zwieńczeniem. Ona ma 3 cele:
          1. Dopuszczenie do władzy (skład Rad Wydziałów i Senatu)
          2. Dopuszczenie do kasy (minima kadrowe)
          3. Mobilizacja do pracy naukowej (bez habilitacji tysiące mianowanych adiunktów byłoby nie do ruszenia ze swej posady)

          Czy zajęcia prowadzone na 1. roku dowolnego kierunku lepiej poprowadzi wybitny profesor, którego wybitność równać się może tylko jego rozdętemu ego, który jednak na nic nie ma czasu, bo albo chałturzy na 3 etatach, albo uprawia NAUKĘ na 12 zagranicznych konferencjach, czy też adiunkt specjalizujący się w dydaktyce wczesnoakademickiej I NICZYM WIĘCEJ i np. mający doświadczenie w pracy w szkołach średnich?


    • opus666pl Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 21.05.12, 15:25
      jestem inwalida i boli mnie to, ze ktoś używa nazwy zakład pracy chronionej wyraźnie pejoratywnie. Ten pan powinien podać sie do dymisji albo popracować z nami kalekami, którzy chcą pracować i normalnie żyć!!! SKANDAL!!
    • Gość: dr zdebilitowany Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.dynamic.chello.pl 21.05.12, 18:11
      1: Zobaczymy, czy inne uczelnie nie przejadą się na takiej interpretacji ustawy - w mojej ocenie, ocenie ministerstwa (nie jest ona wiążąca, ale ma znaczenie przynajmniej posiłkowe) oraz zdaniem autorów komentarza do znowelizowanej ustawy o szkolnictwie wyższym (o co zakład, ze pierwsza rzeczą, jaka zrobi sad pracy, będzie przeczytanie komentarza?;)) ustawa nakazuje liczyć wszystkim termin od początku z dniem 1 X 2013 r.
      2: Decyzja U. Wr. ma przede wszystkim znaczenie socjalne i dotyczy nielicznych (przynajmniej na moim Wydziale) adiunktów zasadniczo w wieku przedemerytalnym (no dobra, ok. 50), których nikt nie chce wyrzucać na bruk z powodów - tak to nazwijmy - humanitarnych; od 6 lat "młodzi pracownicy nauki" są zatrudniani na umowy o pracę na czas określony i oni będą musieli się zamknąć w terminach zakreślonych tymi umowami (a są one zawierane - z tego co wiem - max na 5 lat)
      3: i tak na marginesie - jako osoba, która zrobiła debilitację w ciągu 6,5 roku, uważam, iż wymaganie od wszystkich adiunktów we wszystkich dziedzinach nauki zrobienia jej w ciągu 8 lat jest absurdem i odbije się ciężką czkawką
      • Gość: dr hab. Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.static.as29550.net 21.05.12, 18:38
        Wielce szanowny doktorze debilowaty:

        1. Czy to prawnicy-specjaliści z uczelni są autorami tego komentarza? Mam nadzieję, że tak się nie stanie, bo byłaby to tragedia dla uczelni - jeszcze większa niż ta, gdy min. Kudrycka ugięła się pod naciskiem "wiecznych adiunktów" i wydłużyła wszystkim czas na zrobienie habilitacji.

        2. Na moim wydziale praktycznie 95% adiunktów to tacy, którzy nie zrobili habilitacji i nawet niespecjalnie o niej myślą. Bez względu na wiek. Jakoś brak habilitacji do tej pory nie stał na przeszkodzie przeciwko kolejnemu przedłużaniu umów.

        3. 8 lat uważam za dość dużo czasu na zrobienie habilitacji, pod warunkiem, że coś się robi. Sam zrobiłem w 4 lata (nauki eksperymentalne) i wcale nie czułem się specjalnie przepracowany w tym czasie. Zważywszy na ogólnie kiepską jakość dzisiejszych habilitacji (często nie odbiegających poziomem od doktoratów) i w zasadzie pomijanie oceny dorobku naukowego przy nadawaniu stopnia doktora habilitowanego (dzieje się tak przede wszystkim w naukach humanistyczno-społecznych), trzeba być kompletnym leniem, żeby nie być w stanie jej napisać w terminie 8 lat.

        A tak reasumując: nicka dobrałeś sobie bardzo trafnie :))
        • Gość: dr zdebilitowany Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.dynamic.chello.pl 21.05.12, 18:59
          ad 1. Jak widać, do zrobienia habilitacji na kierunkach eksperymentalnych nie trzeba umieć dobrze czytać cudzych nicków...;) O.K., przepraszam, nie chcę, aby to się przerodziło w pyskówkę
          ad. 2 Autorami komentarza są profesorowie zwyczajni z Uniwersytetu Warszawskiego, z których przynajmniej jeden jest członkiem CK
          ad. 3 Być może na wydziale eksperymentalnym są inne realia kadrowe - warto jednak zaznaczyć, że eliminacja z uczelni jednostek leniwych jest możliwa przy pomocy ocen okresowych (z tego, co wiem, na wydziałach eksperymentalnych oceny negatywne są relatywnie częste)
          ad. 4 znowu na marginesie - proponuję ,aby nie oceniał Pan "łatwości" zrobienia habilitacji w 8 lat w dziedzinach nauki, którymi Pan się nie para. Przyjmuję Pana argument, że okres 8 lat w eksperymentalnych jest wystarczający ZAWSZE-nie mam wiedzy, bo to kwestionować. Uprzejmie proszę Pana o przyjęcie argumentu, że w naukach prawnych, społ. i humanistycznych przyjęcie takiego okresu jako bezwyjątkowej reguły jest bez sensu i skutkuje tym, co sam Pan zauważa, tj. obniżeniem jakości habilitacji. Podkreślam jeszcze raz - mnie wystarczyło nawet mniej czasu, ale fakt ten był funkcją różnych okoliczności niepomiernie ułatwiających pracę naukową.
          To tak jak z doktoratami - oczywiście, ze po studiach doktoranckich (4-5 lat) mamy zasadę "dużo i szybko", ale prace doktorskie dawnych asystentów (8 lat) - UWAGA GENERALIZACJA:)- biją dzisiejsze prace młodzieży na głowę
          • Gość: dr hab. Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.static.as29550.net 21.05.12, 21:37
            Gość portalu: dr zdebilitowany napisał(a):

            > ad 1. Jak widać, do zrobienia habilitacji na kierunkach eksperymentalnych nie t
            > rzeba umieć dobrze czytać cudzych nicków...;) O.K., przepraszam, nie chcę, aby
            > to się przerodziło w pyskówkę

            Nie, nie trzeba. O nickach u nas nie pisze się habilitacji. Wystarczy umieć trafnie nazywać różne zjawiska.

            > ad. 2 Autorami komentarza są profesorowie zwyczajni z Uniwersytetu Warszawskieg
            > o, z których przynajmniej jeden jest członkiem CK

            Tak właśnie myślałem.

            > ad. 3 Być może na wydziale eksperymentalnym są inne realia kadrowe - warto jedn
            > ak zaznaczyć, że eliminacja z uczelni jednostek leniwych jest możliwa przy pomo
            > cy ocen okresowych (z tego, co wiem, na wydziałach eksperymentalnych oceny nega
            > tywne są relatywnie częste)

            Ciekawe, bo ja mam inne doświadczenia, zarówno odnośnie realiów kadrowych, jak i ocen okresowych. Mówiąc w skrócie, te pierwsze tylko w wyjątkowych przypadkach bywają ponadnormatywne, te drugie - bardzo rzadko uczciwe. Chyba nie za bardzo wiesz, o czym piszesz, przez to też nie przekazujesz żadnych konkretów.

            > ad. 4 znowu na marginesie - proponuję ,aby nie oceniał Pan "łatwości" zrobienia
            > habilitacji w 8 lat w dziedzinach nauki, którymi Pan się nie para. Przyjmuję P
            > ana argument, że okres 8 lat w eksperymentalnych jest wystarczający ZAWSZE-nie
            > mam wiedzy, bo to kwestionować. Uprzejmie proszę Pana o przyjęcie argumentu, że
            > w naukach prawnych, społ. i humanistycznych przyjęcie takiego okresu jako bezw
            > yjątkowej reguły jest bez sensu i skutkuje tym, co sam Pan zauważa, tj. obniżen
            > iem jakości habilitacji. Podkreślam jeszcze raz - mnie wystarczyło nawet mniej
            > czasu, ale fakt ten był funkcją różnych okoliczności niepomiernie ułatwiających
            > pracę naukową.

            Ciekawe, to w naukach humanistycznych habilitację pisze się trudniej niż w eksperymentalnych, gdzie trzeba zrobić całą masę doświadczeń? Zawsze wydawało mi się, że jest na odwrót. No, chyba że ktoś pisze 1000-stronicowego bucha, a miernikiem wartości habilitacji jest liczba stron. Proszę nie ściemniać, tak się składa, że z racji obowiązków zawodowych orientuję się trochę, jak wyglądają habilitacje na kierunkach humanistycznych i zwyczajnie pan kłamie.

            > To tak jak z doktoratami - oczywiście, ze po studiach doktoranckich (4-5 lat) m
            > amy zasadę "dużo i szybko", ale prace doktorskie dawnych asystentów (8 lat) - U
            > WAGA GENERALIZACJA:)- biją dzisiejsze prace młodzieży na głowę

            Jakieś dane statystyczne, czy tak sobie kłapiesz dziobem? Tak się składa, że dawni asystenci byli zatrudnieni na pełny etat i pracę doktorską robili w wolnych chwilach. Druga sprawa, że gwarancja zostania na uczelni raczej nie skłaniała do zbyt dużego wysiłku przy pisaniu doktoratu. Widzę, że tęskni pan za dawnymi, dobrymi, komunistycznymi czasami, ale zapewniam, że sytuacja na uczelni wyglądała wtedy dużo gorzej niż obecnie. Czego niektórzy wciąż nie potrafią przyjąć do wiadomości.
            • Gość: dr zdebilitowany Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.dynamic.chello.pl 21.05.12, 23:59
              1: Co do treści ustawy - praktyka to szybko zweryfikuje - ja tylko nieśmiało zaznaczam, że istnieją poważne przesłanki, by sądzić, ze inne uczelnie, które w artykule są podawane za wzór, przyjęły rozwiązania niezgodne z ustawą. To, czy komuś ustawa się podoba czy nie, nie ma tutaj nic do rzeczy. Autorzy przywołanego przeze mnie komentarza akurat krytykują tę urawniłowkę, zgodnie z którą niezależnie od tego, czy doktorat zrobiło się w roku 1975 czy w 2011, to od 2013 wszyscy mają 8 lat na zrobienie habilitacji; pewnie, że jest to średnie, a nawet niesprawiedliwe, rozwiązanie - nie znaczy jednak, ze go nie zapisano w ustawie - a bo to pierwsze dziwactwo legislacyjne skonstruowane przez miłościwie nam panujących?
              2: Nieuczciwość w ocenach okresowych zasługuje na potępienie - tu się chyba zgadzamy?;) Nie wiem, czy na Pana Wydziale są one często nieuczciwe, wiem tylko tyle, że w naukach przyrodniczych czy ścisłych na U. Wr. jest znacznie więcej ocen negatywnych niż na ogólnie pojętej humanistyce. Jeśli nawet się mylę (a napisałem wyraźnie "z tego, co wiem"), to problem leży właśnie w jakości ocen cząstkowych, a nie w nowym statucie U. Wr.
              3: Czy naprawdę kwestionuje Pan postępujący - UWAGA GENERALIZACJA - spadek jakości prac doktorskich? Seriously?:)
              4: A co do habilitacji - jeśli przeczyta Pan moje posty, to wyraźnie zauważy Pan, że ja z założenia deklaruję swoją niewiedzę w kwestii zasadności okresu 8-letniego na studiach eksperymentalnych i akceptuję w tym zakresie Pana autorytet. Nie zamierzam też angażować się w subiektywne dywagacje na temat, w jakim obszarze jest "trudniej" bądź "łatwiej" zrobić habilitację. Co jest bowiem łatwiejsze - spędzenie iluś tam godzin w laboratorium czy np. przeczytanie 500 książek i artykułów naukowych albo poślęczenie w archiwach? Nie mam pojęcia, nie sądzę, aby były to rzeczy porównywalne. Moja marginesowa uwaga dotyczyła tylko jednej sprawy, zaiste nagminnie występującej przy okazji różnych dyskusji w kręgach naukowych, a mianowicie wypowiadania się przez reprezentantów nauk eksperymentalnych czy przyrodniczych na temat habilitacji w naukach pr., społ. i hum. kompletnie bez znajomości realiów uprawiania tych gałęzi nauki (o czym świadczy post innej osoby, sugerującej "humanistom" habilitację na podstawie cyklu publikacji...taka próba niemal na 100 % skończy się klęską). Sugerowałbym więcej pokory. Czyż jako eksperymentator nie powinien Pan najpierw zgromadzić odpowiednich danych, a dopiero potem głosić tak zdecydowane wnioski? Ja w przeciwieństwie do Pana wiem np., jak w polskich realiach wygląda kwerenda prasy okresu II RP, jak wygląda wyposażenie rodzimych bibliotek w najnowszą (zwłaszcza zagraniczną) literaturę naukową, do której trzeba samodzielnie dotrzeć, ile czasu potrzeba na rzetelne przeczytanie 300-stronicowej pracy naukowej, ile pisze się jedną stronę tekstu, w którym liczy się także styl pisania, a nie tabelkowe zestawienie danych itp. M.in. z tych powodów nigdy nie powiem komuś z mojej działki, kto nie wyrobił się w 8 latach, że jest nierobem...
              P.S. Co do mojej uwagi o nicku- Pan wybaczy, ale pomiędzy "debilowatym" a "zdebilitowanym" istnieje - w kontekście tego wątku - znaczna różnica i stąd moja mała złośliwość na temat kłopotów z czytaniem...
              P.S. 2: Żadna z moich uwag nie powinna być odczytywana jako przyzwolenie na lenistwo, bierność czy pozorowanie pracy.
      • Gość: piesek prof. Cacha Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.ift.uni.wroc.pl 21.05.12, 19:43
        W pełni podpisuję się pod każdym z Pana argumentów!
        Wymóg "debiltacji", podobnie jak różne tam ustawy o zmówieniach publicznych etc etc. jest próbą racjonalizacji działań uczelni publicznych drogą administracyjną, dotyczy jednak obszaru (badania naukowe, dydaktyka akademicka), którego jakości nie można zadekretować ustawami.
        Skończy się tak, jak inspekcje robotniczo-chłopskie w stanie wojennym.
    • Gość: piesek prof. Cacha Re: Jacy rektorzy taka uczelnia: do obrońcy Cacha IP: *.ift.uni.wroc.pl 21.05.12, 19:32
      > Skoro tak twierdzisz, to po co wam pieniądze na badania, granty, tytuły naukowe
      > , konferencje? Zatrudnić zwyczajnych nauczycieli, dać im pensum dydaktyczne jak
      > w szkołach, płace również i będzie kwita. Po co to całe pozoranctwo z czymś, c
      > o szumnie bywa nazywane "polską nauką"?

      Nie wiem czy zauważył(a/e)ś, ale obecnie studia wyższe podejmuje, a może nawet kończy 50% rocznika.
      Wielu z nich jeszcze naście lat temu nie miałoby nawet matury, dziś będą mieli licencjat, stopień inżyniera lub nawet magistra.
      Po co do kształcenia takich ludzi, nierzadko mających trudności z elementarną matematyką czy czytaniem ze zrozumieniem, zatrudniać kadry habilitowane?
      Na studiach 1. stopnia zupełnie wystarczyliby zawodowi "nauczyciele akademiccy". Dlatego pierwszym krokiem prawdziwej reformy powinno być zniesienie minimów kadrowych na studiach 1. stopnia i zniesienie PRZYMUSU posiadania habilitacji osób uczących na tym (i tylko tym!) stopniu kształcenia.

      To by znacznie oczyściło atmosferę z niewiarygodnej hipokryzji.
      Wolisz system, w którym 100 tys. etatów obsadzonych jest przez 58 tys osób?
      Policz proszę, ilu maksymalnie pracowników naukowo-dydaktycznych zatrudnionych jest tylko na 1 etacie? A ile spośród nich ma ukryty drugi etat - w nadgodzinach? Czy naprawdę tak bardzo podziwiasz system, w którym co trzeci profesor belwederski ma ukończone 70 lat? W którym habilitowany rekordzista jednocześnie prowadzi ponad 100 prac dyplomowych i nikogo to nie dziwi?
      W którym Zenek z Poznania publikuje jakiś bełkot u Janka z Łodzi tylko po to, by uciułać 3 ministerialne punkty i nie wylecieć z pracy, a w skrajnym przypadku nawet się habilitować? Czy wiesz, że na wielu wydziałach wielu uczelni publicznych obciążanie adiunkta podwójnym pensum w ramach godzin ponadwymiarowych to norma? I jak taki adiunkt ma w ciągu 6 lat zrobić habilitację inaczej, niż włażąc bez wazeliny bądź też pozorując jakieś liche badania, za to w bezpiecznej tematyce? Czy nie pokoi Cię sytuacja, gdy pracownik niesamodzielny, a więc wykonujący prace w tematyce zleconej przez szefa, musi wykazać się samodzielnością. Do czego to może doprowadzić? Pomyśl np. o medykach - czy zwykły doktor może prowadzić badania na ludziach czy drogim sprzęcie bez akceptacji szefa?

      Jak wyglądałaby armia, w której żołnierzy zwalnianoby na mocy ustawy tylko dlatego, że w ciągu 8 lat służby nie dorobili się stopnia pułkownika? Nie chodzi o to, by folgować nierobom, tylko o to, że na uczelniach nie ma sensu doprowadzać do sytuacji, gdy 100% kadry jest "samodzielna naukowo". Kto będzie pracował w ich grupach badawczych? Jakiej klasy problemy można rozwiązywać bez elementarnego poczucia stabilności kadry?

      • Gość: superstar Re: Jacy rektorzy taka uczelnia: do obrońcy Cacha IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.05.12, 20:47
        ..."Czy wiesz, że na wielu wydziałach wielu uczelni publicznych obciążanie adiunkta podwójnym pensum w ramach godzin ponadwymiarowych to norma? I jak taki adiunkt ma w ciągu 6 lat zrobić habilitację inaczej, niż włażąc bez wazeliny bądź też pozorując jakieś liche badania, za to w bezpiecznej tematyce? Czy nie pokoi Cię sytuacja, gdy pracownik niesamodzielny, a więc wykonujący prace w tematyce zleconej przez szefa, musi wykazać się samodzielnością. Do czego to może doprowadzić"
        Panie Profesorze Turko, niech Pan się nad opisaną sytuacją zastanowi; czy to jest normalne i przyzwoite? czy pisał Pan habilitację przy obciążeniu 400 godzin,przez parę lat,prowadząc kilka różnych przedmiotów? To dzięki harującym ponad siły adiunktom U.Wr. ma również pieniądze decydujących dziś w dobie rynku o wartości pracownika!
    • Gość: Torgeist Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.217.146.194.generacja.pl 21.05.12, 20:55
      Jak to zwykle bywa - z wiecznymi adiunktami jest różnie. Z doktoranckich czasów na uniwersyteckiej chemii pamiętam, że były wśród nich zarówno osoby trzymane ewidentnie z powodu dobrych układów z kierownikami zespołów dydaktycznych, które nie prowadziły kompletnie żadnej działalności naukowej, a dydaktykę, na ile się dało, symulowały (na 8-godzinnych zajęciach laboratoryjnych były godzinę rano, potem pojawiały się zwykle ze 2-3 razy na kilkanaście minut, ich grupę miał na głowie inny prowadzący), jak i świetni naukowcy, o profesorskiej wiedzy, doskonali dydaktycy, którzy z jakichś tam względów nie wzięli się za procedurę administracyjną (zwykle z powodu dłubania czegoś prywatnie, na boku i braku czasu).

      Generalnie nadmierna formalizacja chyba nic nie daje, z jednej strony wprowadza niepotrzebną nerwowość, odciąga od dydaktyki itp. itd., z drugiej, znając życie, znajdą się dziecinnie proste sposoby na jej obchodzenie, podobnie jak masę publikacji w pismach z listy filadelfijskiej można narobić puszczając śmieci w marnych tytułach, z IF rzędu 0,5, jednak formalnie spełniających wszystkie wymogi, na takim gnoju wypromować doktorantów i zrobić sobie św. Belwederskiego. Wszystko się zmieni, żeby wszystko mogło pozostać po staremu.
    • olivia66 plujemy na siebie nawzajem! 21.05.12, 22:57
      Dość chamskie za przeproszeniem te Twoje wypowiedzi - "kłapiesz dziobem?" itp? Pigułka na uspokojenie by się chyba przydała. Albo ziółka :)
      Tak się patrzę na te wypowiedzi na forach - ledwo co się pokaże jakiś artykuł pana Wysockiego lub pana Sawki, już skaczemy sobie do gardeł jak nie przymierzając kibice (kibole) drużyn piłkarskich. Co to za społeczność, która nie jest jednolita i daje się rozbijać???
      W Hiszpanii właśnie na uczelniach będzie od jutra strajk, bo rząd chce zredukować naukowców o 25% i płace o połowę. A wiecie, że ich płace są 2 razy wyższe niż nasze?
      I co? Jak tak dalej będzie u nas, to.... Już mam kłopot z doktorantami, którzy wolą jechać do Drezna, bo stypendium tam o niebo wyższe niż nasze nieco ponad tysiąc złotych...Itp. itd.
      Może zamiast gadać tu głupoty za przeproszeniem, zjednoczymy się wreszcie? Przynajmniej w tym, żeby na siebie nawzajem nie naskakiwać?
      Prawnicy, lekarze itd. tworzą enklawy popierające się, a my? Co nie wejdę na forum GW, to czytam pełne nienawiści komentarze.
      Pozdrawiam i owocnych wyników pracy życzę :)
    • Gość: Habilitowany Fikcyjny problem IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 01:53
      Pan Turko przegrał głosowanie na Senacie ("jego" komisja rekomendowała inne rozwiązanie niż ostatecznie przyjęto). Następnie sfrustrowany Pan Turko wysłał otwarty list do Senatorów, sugerując im delikatnie głupotę i wyrażając nadzieję, że ich następcy okażą się bardziej sprawni umysłowo. Wreszcie Pan Turko pobiegł do niezawodnej orędowniczki uniwersyteckich frustratów, czyli "Gazety Wyborczej".
      Problemem uczelni nie jest żadna "opcja zerowa", tylko brak jasnych kryteriów oceny okresowej pracowników akademickich naszego uniwersytetu. Każdego adiunkta można bez trudu zwolnić w wypadku niezdolności do spełnienia owych kryteriów, a znowelizowana ustawa wprowadza obowiązkową ocenę co dwa lata (nie dotyczy to profesorów tytularnych, ocenianych nadal co cztery lata, co jest osobnym absurdem). Oczywiście najpierw trzeba jednak owe kryteria posiadać. Wbrew temu co pisze Pan Turko nie ma zatem żadnych przeszkód, aby zwalniać leniwych, niekompetentnych adiunktów. Poza jedną - przyjęcie jasnych kryteriów oceny oznaczałoby, że pracownicy samodzielni także zostaliby nimi objęci. To z kolei oznaczałoby obnażenie rzeczywistej jakości ich pracy i kompetencji. I to jest właśnie powód, dla którego Pan Turko i jemu podobni wolą lansować temat zastępczy i rozpętywać kretyńską, destrukcyjną "wojnę klas" (samodzielni kontra niesamodzielni), niż zaryzykować uchwalenie wreszcie rzetelnych, wymiernych kryteriów oceny nauczycieli akademickich Uniwersytetu Wrocławskiego. Cała ta hucpa budzi niesmak. Jest rzeczą osobliwą, że profesura jest w stanie konstatować mierność znacznej części podległej sobie kadry naukowej, nie widząc tego, że sama w ogromnej mierze odpowiada za taki stan rzeczy. Ryba psuje się od głowy.
      • Gość: Amator Re: Fikcyjny problem IP: *.netask.pl 23.05.12, 11:18
        Panie kolego (z tego samego zakładu pracy), gratuluję trzeźwości umysłu, kultury osobistej i racjonalności argumentacji.
        Samo wprowadzenie 8-letniego "bicza" na adiunktów tylko na wydziale prof. Turki spowoduje w ciągu 2-3 lat wysyp ok. 10 marnych habilitacji. A przecież to tylko jeden, naukowo całkiem dobrze stojący wydział przyzwoitej uczelni. Czy za 5 lat ministerstwo, aby "ratować sytuację" i odblokować ponownie zabetonowane etaty, wprowadzi obowiązek uzyskania przez drów habilitowanych uzyskania profesury belwederskiej w ciągu 8 lat? A może jeszcze utworzymy "studia habilitacyjne"? Kto będzie uczył, gdy wszyscy będą mieć habilitację (prowadzenie konwersatoriów na młodszych latach to dla większości drów habilitowanych dyshonor) lub gonić za habilitcją?
        Celna jest też uwaga o szkodliwości "wojny klas". To paranoja, żeby dr bez habilitacji musiał mieć zgodę kogokolwiek na opiekę nad pracami dyplomowymi; a jednocześnie może ten "kandydat nauk" kierować wielomilionowymi grantami ???? Ale czyż nie jest też absurdem sytuacja, gdy przepustkę do nauczania na wyższej uczelni (doktorat) wydają też jednostki nie prowadzące działalności dydaktycznej (np. instytuty PAN).

        W sporze tym to prof. Cach zdaje się mieć rację. Przypomnijmy tylko niedawne wystąpienie wiceministra na temat terminu obowiązywania odpłatności za 2. kierunek studiów. Minister twierdził, że przepisy w tej sprawie będą obowiązywać od przyszłego roku akademickiego, potem w gazecie wystąpił ze swoimi wątpliwościami rektor Cach i okazało się że to on miał rację - w ustawie była niedoróbka (ustawodawca zapomniał, że rekrutację przeprowadza się przed 1 października).
        Obecnie zwolnienie adiunkta, zatrudnionego kilkanaście lat temu w formie mianowania, jest praktycznie niemożliwe, o ile tylko ten adiunkt cokolwiek publikuje. Statut uczelni nie może odbierać praw nabytych! Od kilku lat adiunkci są jednak na UWr zatrudniani wyłącznie na czas określony i tu nie ma żadnego problemu. Problemem jest dość chyba nieliczne grono adiunktów w wieku 50+ którzy nie mają szans na porządną habilitację i to ich dotyczy spór: czy UWr ma ich bezwarunkowo zwolnić w ciągu, powiedzmy, roku, czy też pozwolić im dotrwać do emerytury?
        Oczywiście problemu w ogóle by nie było, gdyby funkcjonował inny algorytm finansowania uczelni (wtedy tych adiunktów można by przenieść na stanowiska dydaktyczne lub techniczne).

        W jednym jednak prof. Turko ma rację: UWr ulega postępującej prowincjalizacji (i marginalizacji w skali kraju) . Tyle, że zaproponowana przez niego kuracja prędzej zabije pacjenta niż go wyleczy. Na innych uczelniach wrocławskich, w tym PWr, jest jeszcze gorzej, tylko u nich nikt o tym publicznie nie mówi.
        • Gość: były pracownik UWr Re: Fikcyjny problem IP: 204.45.29.* 23.05.12, 12:44
          Gość portalu: Amator napisał(a):

          > Samo wprowadzenie 8-letniego "bicza" na adiunktów tylko na wydziale prof. Turki
          > spowoduje w ciągu 2-3 lat wysyp ok. 10 marnych habilitacji.

          A dlaczego mają być marne? Domyślam się, że środowisko po wprowadzeniu nowego przepisu obniży wysokość lotów, a na akcję zawsze jest reakcja. Tylko czy winna znowu będzie pani minister, czy może wy sami? Gratuluję trzeźwości umysłu i racjonalności argumentacji.

          > Kto będzie uczył, gdy wszyscy będą mieć habilitację (prowadzenie konwersatoriów
          > na młodszych latach to dla większości drów habilitowanych dyshonor) lub gonić
          > za habilitcją?

          Wszyscy na pewno nie będą mieć habilitacji, bo najpierw trzeba ją zrobić. Kto będzie uczył? Może zapytajmy inaczej: kogo będą uczyć te tabuny przeterminowanych adiunktów zajmujących się wyłącznie dydaktyką, którzy już dawno zapomnieli, jak się robi badania naukowe (polski "naukowiec" to niestety najczęściej tylko wykładowca akademicki) w sytuacji, gdy idzie niż demograficzny, a ta resztka, która pozostanie, w znacznej części ucieknie na zachodnie uczelnie lub w ogóle zrezygnuje ze studiów, które bardzo często niczego nie dają oprócz papierka?

          > Celna jest też uwaga o szkodliwości "wojny klas". To paranoja, żeby dr bez habi
          > litacji musiał mieć zgodę kogokolwiek na opiekę nad pracami dyplomowymi; a jedn
          > ocześnie może ten "kandydat nauk" kierować wielomilionowymi grantami ????

          Tak, zlikwidujmy wszystkie wskaźniki rozwoju zawodowego naukowca, a polska nauka i szkolnictwo wyższe od razu poszybują w górę. Mam wrażenie, że o to głównie chodzi wszystkim przeciwnikom habilitacji: żeby wszyscy byli równi, nikt się nie wychylał, a wskaźniki osiągnięć coraz bardziej rozmyte.

          > W sporze tym to prof. Cach zdaje się mieć rację. Przypomnijmy tylko niedawne wy
          > stąpienie wiceministra na temat terminu obowiązywania odpłatności za 2. kierune
          > k studiów. Minister twierdził, że przepisy w tej sprawie będą obowiązywać od pr
          > zyszłego roku akademickiego, potem w gazecie wystąpił ze swoimi wątpliwościami
          > rektor Cach i okazało się że to on miał rację - w ustawie była niedoróbka (usta
          > wodawca zapomniał, że rekrutację przeprowadza się przed 1 października).

          Może i miał rację (nie znam sprawy), ale czy to oznacza, że ma zawsze rację? Gratuluję logicznego myślenia, pod tym względem wrocławscy naukowcy nieustannie mnie zaskakują, mimo że od lat mam wyrobioną opinię na ich temat.

          > Obecnie zwolnienie adiunkta, zatrudnionego kilkanaście lat temu w formie mianow
          > ania, jest praktycznie niemożliwe, o ile tylko ten adiunkt cokolwiek publikuje

          Powiem więcej: nawet jak nie publikuje, jego zwolnienie jest praktycznie niemożliwe.

          > . Statut uczelni nie może odbierać praw nabytych!

          Bzdura! Żadne prawa nabyte nie są odbierane - "wieczni adiunkci", po ostrych bojach z ministerstwem, dostali tyle samo czasu na habilitację, co młodzi. Czy dla ciebie prawem nabytym jest etat na uczelni, który wg twojej logiki powinien być dożywotni? Żałosne.

          > Od kilku lat adiunkci są jedn
          > ak na UWr zatrudniani wyłącznie na czas określony i tu nie ma żadnego problemu.

          Jest problem. Taki, że te umowy "na czas określony" to czysta fikcja - praktycznie każdemu automatycznie przedłuża się taką umowę na kolejny "czas określony", bez żadnego zważania na wyniki ocen okresowych.

          > Problemem jest dość chyba nieliczne grono adiunktów w wieku 50+ którzy nie maj
          > ą szans na porządną habilitację i to ich dotyczy spór: czy UWr ma ich bezwarunk
          > owo zwolnić w ciągu, powiedzmy, roku, czy też pozwolić im dotrwać do emerytury?

          Czy kasjerka w sklepie w wieku 50+ nie potrafiąca nauczyć się obsługi nowej kasy fiskalnej albo pracownik biurowy nie dokształcający swoich kwalifikacji ze względu na zmieniającą się rzeczywistość w pracy ma trwać do emerytury na swoim etacie? Dlaczego naukowcy mają być lepsi? Dlatego, że w ich przypadku to się dzieje na koszt podatników?

          > Oczywiście problemu w ogóle by nie było, gdyby funkcjonował inny algorytm finan
          > sowania uczelni (wtedy tych adiunktów można by przenieść na stanowiska dydaktyc
          > zne lub techniczne).

          W sytuacji nadchodzącego niżu to raczej kiepski pomysł.

          > W jednym jednak prof. Turko ma rację: UWr ulega postępującej prowincjalizacji
          > (i marginalizacji w skali kraju) . Tyle, że zaproponowana przez niego kuracja p
          > rędzej zabije pacjenta niż go wyleczy. Na innych uczelniach wrocławskich, w tym
          > PWr, jest jeszcze gorzej, tylko u nich nikt o tym publicznie nie mówi.

          Taa, jasne. Szczególnie pod względem patentów, współpracy z biznesem, kwalifikacji pracowników, poziomu nauczania itp. Akurat tam współpraca z rynkiem w pewnym stopniu wymusza określone zmiany, widać, że słabo wiesz, co się dzieje na innych uczelniach. Na pewno rewolucyjne reformy przeprowadzi w UWr wasz nowy, stary rektor - prof. Bojarski. Sorry, ale w ostatnich wyborach pokazaliście, czego oczekujecie od uczelni - teraz pozostaje już tylko spadek w dół po równi pochyłej.
          • Gość: draq Re: Fikcyjny problem IP: *.biol.uni.wroc.pl 23.05.12, 12:49
            Niestety ma Pan rację.
          • Gość: Amator Re: Fikcyjny problem IP: *.netask.pl 23.05.12, 13:20
            > A dlaczego mają być marne? Domyślam się, że środowisko po wprowadzeniu nowego p
            > rzepisu obniży wysokość lotów, a na akcję zawsze jest reakcja. Tylko czy winna
            > znowu będzie pani minister, czy może wy sami?

            Winna jest "demokracja akademicka". Nie zagłosujesz nad nadaniem habilitacji koledze, nawet jeśli czujesz, że to marna habilitacja?

            > Może zapytajmy inaczej: kogo będą uczyć te tabuny przetermi
            > nowanych adiunktów zajmujących się wyłącznie dydaktyką, którzy już dawno zapomn
            > ieli, jak się robi badania naukowe (polski "naukowiec" to niestety najczęściej
            > tylko wykładowca akademicki) w sytuacji, gdy idzie niż demograficzny, a ta resz
            > tka, która pozostanie, w znacznej części ucieknie na zachodnie uczelnie lub w o
            > góle zrezygnuje ze studiów, które bardzo często niczego nie dają oprócz papierk
            > a?

            Uważasz, że "Einstein" czytający wykład z pożółkłych karteluszek to lepsze wyjście?
            Czy jako pracownik UWr kiedykolwiek zastanawiałeś się z kolegami JAK UCZYĆ?
            Młodzież ucieka z Polski, bo tu się ja olewa.

            Czy do kliniki idziesz, by cię ktoś wyleczył, czy by użyto ciebie jako żywego obiektu eksperymentu medycznego w imię rozwoju nauki? Syna na uczelnię poślesz jako mięso armatnie uzasadniające
            zatrudnienie profesury czy po wiedzę i umiejętności?

            > Tak, zlikwidujmy wszystkie wskaźniki rozwoju zawodowego naukowca, a polska nauk
            > a i szkolnictwo wyższe od razu poszybują w górę.

            Jak polskie szkolnictwo wyższe i nauka przyczyniły się do rozwoju Polski w ostatnich 20 latach?
            Patenty? Wynalazki? Technologie? Wszystko kupujemy z Zachodu! Piszemy nikomu niepotrzebne elaboraty. Jedyną wartością dodaną są nasi absolwenci. Ale awans akademicki nie ma niczego wspólnego z jakością tychże absolwentów!!!!
            Chcesz więc więcej kasy na co? Konferencje krajowe i publikacje, które przeczya autor i 2 recenzentów?

            > Mam wrażenie, że o to głównie
            > chodzi wszystkim przeciwnikom habilitacji: żeby wszyscy byli równi, nikt się ni
            > e wychylał, a wskaźniki osiągnięć coraz bardziej rozmyte.

            Dokładnie odwrotnie.

            > Może i miał rację (nie znam sprawy),
            Nie tylko tej sprawy...
            Rektor Bojarski jest chyba jedynym rektorem - prawnikiem, czyli jedynym, który na czymś poza motylkami się zna.

            > Powiem więcej: nawet jak nie publikuje, jego zwolnienie jest praktycznie niemoż
            > liwe.

            Zanim się wypowiesz, sprawdź, ilu adiunktów już prof. Turko zwolnił, szefując stosownej komisji, nawet adiunktów publikujących ale "nie rokujących nadziei na zrobienie habilitacji" ., Naprawdę można zwolnić adiunkta i jest to dość już częste zjawisko na wszystkich wydziałach UWr.

            > Bzdura! Żadne prawa nabyte nie są odbierane - "wieczni adiunkci", po ostrych bo
            > jach z ministerstwem, dostali tyle samo czasu na habilitację, co młodzi. Czy dl
            > a ciebie prawem nabytym jest etat na uczelni, który wg twojej logiki powinien b
            > yć dożywotni? Żałosne.

            Pytanie: czy uniwersytet może jednostronnie rozwiązać z adiunktem zatrudnionym np 20 lat temu na zasadach mianowania umowę o pracę, jeżeli ten sie na to nie zgadza, a wypełnia wszelkie warunki tejże umowy? Myślisz, że nie było takich prób? I jak na to zareagował sąd pracy?

            > Jest problem. Taki, że te umowy "na czas określony" to czysta fikcja - praktycz
            > nie każdemu automatycznie przedłuża się taką umowę na kolejny "czas określony",
            > bez żadnego zważania na wyniki ocen okresowych.

            Od kilku lat nie pozwala na to statut. Rektor Bojarski nie podpisze takiego przedłużenia.
            Jeśli znasz taki przypadek, zgłoś do prokuratury.

            > Czy kasjerka w sklepie w wieku 50+ nie potrafiąca nauczyć się obsługi nowej kas
            > y fiskalnej albo pracownik biurowy nie dokształcający swoich kwalifikacji ze wz
            > ględu na zmieniającą się rzeczywistość w pracy ma trwać do emerytury na swoim e
            > tacie? Dlaczego naukowcy mają być lepsi? Dlatego, że w ich przypadku to się dzi
            > eje na koszt podatników?

            Patrz: demokracja akademicka.

            > Taa, jasne. Szczególnie pod względem patentów, współpracy z biznesem, kwalifika
            > cji pracowników, poziomu nauczania itp.

            dochody PWr z tytułu patentów 3 lata temu były na poziomie 200 tys zł.
            Nie pokrywały więc nawet kosztów tych patentów.
            Poziom nauczania jest ŻAŁOSNY, bo przyjmują wszystkich i robią wszystko, by studenta raz przyjętego ze swych rąk już nie wypuścić.
            Natomiast biją UWr poziomem PR oraz zaangażowanie w tworzenie marki i akcje promocyjne.


            > Akurat tam współpraca z rynkiem w pewny
            > m stopniu wymusza określone zmiany, widać, że słabo wiesz, co się dzieje na inn
            > ych uczelniach. Na pewno rewolucyjne reformy przeprowadzi w UWr wasz nowy, star
            > y rektor - prof. Bojarski.

            pewnie, że nie przeprowadzi

            > Sorry, ale w ostatnich wyborach pokazaliście, czego
            > oczekujecie od uczelni - teraz pozostaje już tylko spadek w dół po równi pochył
            > ej.

            To samo pokazał PWr, akademia medyczna, praktycznie wszystkie uczelnie.
            Stare okopuje się wszędzie.
            • Gość: były pracownik UWr Re: Fikcyjny problem IP: 204.45.29.* 23.05.12, 20:26
              Gość portalu: Amator napisał(a):

              > Winna jest "demokracja akademicka". Nie zagłosujesz nad nadaniem habilitacji ko
              > ledze, nawet jeśli czujesz, że to marna habilitacja?

              Otóż to, winna jest nie habilitacja, tylko stan moralny polskiego środowiska akademickiego. Likwidacja habilitacji nic nie zmieni - patologie przeniosą się na inny obszar.

              > Uważasz, że "Einstein" czytający wykład z pożółkłych karteluszek to lepsze wyjś
              > cie?

              Uważam, że "Einstein" czytający wykład z pożółkłych kartek to lepsze wyjście niż marny adiunkt czytający wykład z pożółkłych kartek.

              > Czy jako pracownik UWr kiedykolwiek zastanawiałeś się z kolegami JAK UCZYĆ?
              > Młodzież ucieka z Polski, bo tu się ja olewa.

              Jako były pracownik (zrezygnowałem z własnej woli). Tak, zastanawiałem się, miałem dużo, moim zdaniem, dobrych pomysłów, ale po pewnym czasie zrozumiałem, że w tym środowisku, nastawionym na wegetację, nic się nie da zrobić i odszedłem tam, gdzie można bardziej się samorealizować.

              > Jak polskie szkolnictwo wyższe i nauka przyczyniły się do rozwoju Polski w osta
              > tnich 20 latach?
              > Patenty? Wynalazki? Technologie? Wszystko kupujemy z Zachodu! Piszemy nikomu ni
              > epotrzebne elaboraty. Jedyną wartością dodaną są nasi absolwenci. Ale awans aka
              > demicki nie ma niczego wspólnego z jakością tychże absolwentów!!!!
              > Chcesz więc więcej kasy na co? Konferencje krajowe i publikacje, które przeczya
              > autor i 2 recenzentów?

              Więc może zlikwidujmy całą naukę, a nie habilitację?

              > > Mam wrażenie, że o to głównie
              > > chodzi wszystkim przeciwnikom habilitacji: żeby wszyscy byli równi, nikt
              > się ni
              > > e wychylał, a wskaźniki osiągnięć coraz bardziej rozmyte.
              >
              > Dokładnie odwrotnie.

              Ciekawe, w jaki sposób? Jak nie będzie bata (a habilitacja była jednym z największych batów dla adiunktów, o ile nie największym), to już widzę, jak zaczną się prześcigać w publikacjach w międzynarodowych czasopismach...

              > Rektor Bojarski jest chyba jedynym rektorem - prawnikiem, czyli jedynym, który
              > na czymś poza motylkami się zna.

              A na czym rektor Bojarski się zna? Na dyplomacji?

              > Zanim się wypowiesz, sprawdź, ilu adiunktów już prof. Turko zwolnił, szefując s
              > tosownej komisji, nawet adiunktów publikujących ale "nie rokujących nadziei na
              > zrobienie habilitacji" ., Naprawdę można zwolnić adiunkta i jest to dość już cz
              > ęste zjawisko na wszystkich wydziałach UWr.

              Czy prof. Turko był kiedykolwiek dyrektorem instytutu, że miał takie uprawnienia? Znam trochę wydziałów w UWr i wiem, że nie jest tak, jak piszesz o zwolnieniach. A jeśli uważasz, że tak jest, podaj konkretne argumenty/dowody.

              > Pytanie: czy uniwersytet może jednostronnie rozwiązać z adiunktem zatrudnionym
              > np 20 lat temu na zasadach mianowania umowę o pracę, jeżeli ten sie na to nie z
              > gadza, a wypełnia wszelkie warunki tejże umowy? Myślisz, że nie było takich pr
              > ób? I jak na to zareagował sąd pracy?

              No właśnie nie wypełnia, bo jeśli nie zrobił przez tyle czasu habilitacji, to najprawdopodobniej niedostatecznie wywiązuje się ze swoich obowiązków zawodowych (praca naukowa), a to już jest podstawa do rozwiązania umowy. Etat naukowo-dydaktyczny to, oprócz uprawiania dydaktyki, także obowiązki naukowe, o czym wielu wieloetatowców zapomina.

              > Od kilku lat nie pozwala na to statut. Rektor Bojarski nie podpisze takiego prz
              > edłużenia.

              Więc jak wytłumaczysz fakt, że na wielu etatach pracuje mnóstwo osób na stanowisku adiunkta w wieku przedemerytalnym? Ktoś jednak podpisywał im przedłużenia umów.

              > Patrz: demokracja akademicka.

              Nie. To żadna demokracja, to patologia akademicka. Którą najwyższy czas ukrócić.

              > dochody PWr z tytułu patentów 3 lata temu były na poziomie 200 tys zł.
              > Nie pokrywały więc nawet kosztów tych patentów.
              > Poziom nauczania jest ŻAŁOSNY, bo przyjmują wszystkich i robią wszystko, by stu
              > denta raz przyjętego ze swych rąk już nie wypuścić.
              > Natomiast biją UWr poziomem PR oraz zaangażowanie w tworzenie marki i akcje pro
              > mocyjne.

              Nie pleć głupot. Dochody politechniki to nie tylko patenty, UWr nie zarabia nawet tych 200 tys., akurat z politechniki mnóstwo osób wylatuje na I roku, czego nie można powiedzieć o wielu humanistycznych kierunkach w UWr, a jaki jest PR UWr to chyba każdy choć trochę interesujący się tematem doskonale wie z prasy. Jednym słowem: FA-TAL-NY!

              > To samo pokazał PWr, akademia medyczna, praktycznie wszystkie uczelnie.
              > Stare okopuje się wszędzie.

              Akademia Medyczna akurat dużo robi, żeby wyciągnąć się z dołka, w PWr nie zauważyłem jakichś większych zmian. UWr ma wyjątkowo fatalną prasę w ostatnich latach i wszystko wskazuje na to, że przez kolejne cztery lata nic na lepsze się nie zmieni. Co będzie później? Oby nie było już za późno na jakiekolwiek zmiany.
              • Gość: Amator Re: Fikcyjny problem IP: *.netask.pl 23.05.12, 23:29
                > Otóż to, winna jest nie habilitacja, tylko stan moralny polskiego środowiska ak
                > ademickiego. Likwidacja habilitacji nic nie zmieni - patologie przeniosą się na
                > inny obszar.

                Oczywiście że tak by było! Likwidacja habilitacji to tylko jeden krok i to nie pierwszy.

                > Jako były pracownik (zrezygnowałem z własnej woli).

                To podziwiam, serio, ja tyle odwagi nie mam

                > Więc może zlikwidujmy całą naukę, a nie habilitację?

                Wolałbym bardziej przemyślane działanie. Moim zdaniem pieniądze UE, które będą płynąć jeszcze tylko jakiś 8 lat, powinny być przeznaczone na rozwój sektora R&D w przedsiębiorstwach.
                To stworzy rynek dla absolwentów oraz możliwość włączenia nauki do rozwiązywania rzeczywistych problemów. Bez tego cała para idzie w gwizdek - to się nazywa "czuwanie technologiczne". Jest to też niezbędny warunek do tego, by badania zaczęto w Polsce finansować ze środków pozabudżetowych, jak to ma miejsce wśród najbardziej rozwiniętych społeczeństw świata. To pozwoli też dostosować profil kształcenia do potrzeb rynku a nie kadry akademickiej, jak ma to miejsce dziś.

                > Znam trochę wydziałów w UWr i wiem, że nie jest tak, jak piszesz o zwolnieni
                > ach. A jeśli uważasz, że tak jest, podaj konkretne argumenty/dowody.

                Poszukaj trochę po sprawozdaniach z Rad Wydziałów albo popytaj znajomych.

                > Etat naukowo-dydaktyczny to, oprócz uprawiania dydaktyki, także obowiązki naukowe, o
                > czym wielu wieloetatowców zapomina.

                Tak, ale mylisz uprawianie nauki z samodzielnym uprawianiem nauki :-)
                Poza tym ja znam ludzi, którzy chętnie zajmowaliby się TYLKO nauką,
                dlatego biore w obronę dydaktyków. Nie wszyscy adiunkci bez habilitacji to wieloetatowcy!
                Uczelnia potzrebuje różnych ludzi - i naukowców, i dydaktyków, i menedżerów, i popularyzatorów.


                > Więc jak wytłumaczysz fakt, że na wielu etatach pracuje mnóstwo osób na stanowi
                > sku adiunkta w wieku przedemerytalnym? Ktoś jednak podpisywał im przedłużenia u
                > mów.

                Przecież tłumaczę, że inna jest sytuacja adiunktów zatrudnionych 5, a inna - 20 lat temu.
                Tych ostatnich nic nie ruszy, nawet Kudrycka.
                Poza tym statystycznie zjawisko wieloetatowości w znacznie większym stopniu dotyka posiadaczy habilitacji (minima kadrowe!), a ich nawet czołgiem z posady nie wyrwiesz.


                • Gość: były pracownik UWr Re: Fikcyjny problem IP: 204.45.29.* 24.05.12, 13:11
                  Gość portalu: Amator napisał(a):

                  > Oczywiście że tak by było! Likwidacja habilitacji to tylko jeden krok i to nie
                  > pierwszy.

                  Nie! Jeszcze raz powtarzam: to nie w habilitacji leży problem, tylko w kondycji moralnej środowiska akademickiego. Jak idziesz do lekarza z siną nogą, to nie po to, żeby ci ją przypudrował, tylko żeby wyleczył z choroby, którą wskazują objawy.

                  > To podziwiam, serio, ja tyle odwagi nie mam

                  No cóż, nie tylko ty. Niestety.

                  > Wolałbym bardziej przemyślane działanie. Moim zdaniem pieniądze UE, które będą
                  > płynąć jeszcze tylko jakiś 8 lat, powinny być przeznaczone na rozwój sektora R&
                  > D w przedsiębiorstwach.
                  > To stworzy rynek dla absolwentów oraz możliwość włączenia nauki do rozwiązywani
                  > a rzeczywistych problemów. Bez tego cała para idzie w gwizdek - to się nazywa "
                  > czuwanie technologiczne". Jest to też niezbędny warunek do tego, by badania zac
                  > zęto w Polsce finansować ze środków pozabudżetowych, jak to ma miejsce wśród na
                  > jbardziej rozwiniętych społeczeństw świata. To pozwoli też dostosować profil ks
                  > ztałcenia do potrzeb rynku a nie kadry akademickiej, jak ma to miejsce dziś.

                  Pieniędzy dla naukowców z UE jest całe mnóstwo. Wiesz jak wygląda aplikowanie polskich naukowców o granty UE? Jest najgorsze w Europie! Co do przedsiębiorców, to nie sądzę, żeby to ich zachęciło do finansowania polskich naukowców i polskiej nauki. Raczej mają już wyrobioną opinię na ich temat. I prawdę mówiąc nie dziwię się - tak naprawdę znaleźć wśród polskich naukowców fachowca nastawionego na współpracę, to szukanie igły w stogu siana. Oczywiście są wyjątki, ale nie łudźmy się - polscy naukowcy kojarzą się środowiskom z zewnątrz jako oderwane od rzeczywistości stare dziadki z przerośniętym ego, uczący od lat studentów tych samych, niepraktycznych rzeczy, mający w zasadzie zerowy kontakt ze światową nauką.

                  > Poszukaj trochę po sprawozdaniach z Rad Wydziałów albo popytaj znajomych.

                  Aha, czyli konkretów żadnych podać nie potrafisz. Mam mnóstwo znajomych na wielu uczelniach, do niedawna byłem na bieżąco z tym, co się dzieje na różnych wydziałach i niestety realia nie potwierdzają tego, co napisałeś.

                  > Tak, ale mylisz uprawianie nauki z samodzielnym uprawianiem nauki :-)

                  Nie mylę. Po prostu samodzielne uprawianie nauki to "wyższa szkoła jazdy". Uczelnie mają prawo wymagać, żeby ich pracownicy się rozwijali, tak jak właściciel biura ma prawo wymagać, żeby sekretarka nauczyła się nowego programu komputerowego.

                  > Poza tym ja znam ludzi, którzy chętnie zajmowaliby się TYLKO nauką,
                  > dlatego biore w obronę dydaktyków. Nie wszyscy adiunkci bez habilitacji to wiel
                  > oetatowcy!

                  Chcieć każdy może dużo, niestety w pewnym stopniu trzeba się dostosować do odgórnych ustaleń. Tak jest wszędzie. I tak naukowiec to zawód, w którym chyba w największym stopniu można zajmować się tym, co się najbardziej lubi. Naukowcy tego nie doceniają (dopóki siedzą na uczelni). Swoją drogą, nikt nikogo nie trzyma na uczelni, pracę przecież można zmienić, jak się komuś nie podoba. SAMĄ naukę też można uprawiać w wielu innych instytucjach. Tylko właśnie: trzeba MIEĆ ODWAGĘ.

                  > Uczelnia potzrebuje różnych ludzi - i naukowców, i dydaktyków, i menedżerów, i
                  > popularyzatorów.

                  Jednych bardziej, innych mniej. A uprawianie nauki i edukowanie akurat ściśle się ze sobą wiąże. Dobrym dydaktykiem bez aktywnego uprawiania nauki można być co najwyżej dla I-II rocznika studentów.

                  > Przecież tłumaczę, że inna jest sytuacja adiunktów zatrudnionych 5, a inna - 20
                  > lat temu.
                  > Tych ostatnich nic nie ruszy, nawet Kudrycka.

                  Akurat tym zatrudnionym 5 lat temu jeszcze nie skończyły się pierwsze umowy, a nawet jeśli, to mają jeszcze czas na habilitację. Co do reszty, to sam tym samym potwierdziłeś, że adiunkci z zasady są nieusuwalni, tak więc umowy są przedłużane - jak widać automatycznie, skoro ludzie są różni, a selekcja nie istnieje.

                  > Poza tym statystycznie zjawisko wieloetatowości w znacznie większym stopniu dot
                  > yka posiadaczy habilitacji (minima kadrowe!)...

                  Jakieś dane statystyczne? Żadna uczelnia prywatna samymi minimami kadrowymi nie wyżyje. Do tego potrzebni są też wyrobnicy.

                  > ...a ich nawet czołgiem z posady nie
                  > wyrwiesz.

                  Więc trzeba zbudować holownik z napędem atomowym.

                  • Gość: Amator Re: Fikcyjny problem IP: *.netask.pl 24.05.12, 16:03
                    > Nie! Jeszcze raz powtarzam: to nie w habilitacji leży problem, tylko w kondycji
                    > moralnej środowiska akademickiego. Jak idziesz do lekarza z siną nogą, to nie
                    > po to, żeby ci ją przypudrował, tylko żeby wyleczył z choroby, którą wskazują o
                    > bjawy.

                    Proszę przeczytać dzisiejszy wywiad z Pacholskim w Rzepie. To są w zasadzie moje poglądy.
                    Habilitacja to temat zastepczy - ALE: w normalnym systemie państwowe tytuły/stopnie powyżej doktora są nie do obronienia. Potzrebna za to jest konkurencja między uczelniami, i dopiero konkurencja może wymusić mobilność, prawdziwe nieustawiane konkursy, rotację i wynagradzanie oraz awanse za pracę a nie układy. Profesor zwolni swojego nieproduktywnego adiunkta tylko wtedy, gdy będzie musiał za jego dalsze zatrudnianie płacić - z własnej kieszeni.

                    > polscy naukowcy kojarzą się środowiskom z zewnątrz jako oderwane o
                    > d rzeczywistości stare dziadki z przerośniętym ego, uczący od lat studentów tyc
                    > h samych, niepraktycznych rzeczy, mający w zasadzie zerowy kontakt ze światową
                    > nauką.

                    Właśnie opisałeś nie tyle przeterminowanego adiunkta (który zwykle jest świadom swojej miałkości), ile bufonowatego profesora, który by chciał, byś składał się na jego pensję tylko za sam fakt posiadania stopnia/tytułu. Habilitacja i profesura to zwornik systemu, bez jego rozbicia szklana kula pozostanie na miejscu. Ale ja chcę czegoś więcej: kontakt ze światową nauką to gdzieniegdzie mamy, nie mamy za to kontaktu z dolnośląskimi pracodawcami czy administracją. Dlatego kontakt z nauką jest peryferyjny i zwykle nie dotyka kluczowych problemów. Bo po co? Po co wymyślać nowe leki, jeśli do dorobku wystarczy 20 publikacji o d. Maryni?
                    DLATEGO nie aplikujemy o granty UE, bo przyzwyczailiśmy się, że pieniądz ma lecieć tylko dlatego, że jesteśmy szlachetnie wyhabilitowani. Możesz być dziekanem, dyrektorem instytutu, szefem zakładu - i ani raz nie spróbować powalczyć o grant. Wystarczy, że masz habilitację.

                    > Aha, czyli konkretów żadnych podać nie potrafisz.

                    Musiałbym pojechać po nazwiskach, czego nie zrobie.


                    > Jakieś dane statystyczne? Żadna uczelnia prywatna samymi minimami kadrowymi nie
                    > wyżyje. Do tego potrzebni są też wyrobnicy.

                    ptbk.mol.uj.edu.pl/download/aktualnosci/akt.diagnoza.pdf
                    Strona 48, tab. 5.31.
                    Zwróć też uwagę na opinię OECD
                    Oni - tak jak ja - uważają, że prowadzenie badań jest środkiem (np,. do aktualizacji wiedzy, co jest niezbędne do nauczania na odpowiednim poziomie, lub do opracowywania leków) a nie celem samym w sobie, jak myśli 99% moich kolegów i koleżanek, którym wygodnie jest, by rozliczał ich kolega po fachu a nie np. przedsiębiorca wykładający własne dolary i oczekujący w zamian konkretu.
                    Tam też gdzieś jest porażająca tabela zawierająca dane o wieku profesorów tytularnych - osób odpowiedzialnych za stan i kierunki rozwoju polskiej nauki.
                    I trzeba pamiętać, że o ile wieloetatowość dotyczy głównie profesury, to dotyka tyko pewnych specyficznych dyscyplin nauki; i że adiunkci zamiast wielu etatów mają często podwójne pensum, czyli ich obejmuje ukryta wieloetatowość (danych nie mam).

                    > Akurat tym zatrudnionym 5 lat temu jeszcze nie skończyły się pierwsze umowy, a
                    > nawet jeśli, to mają jeszcze czas na habilitację. Co do reszty, to sam tym samy
                    > m potwierdziłeś, że adiunkci z zasady są nieusuwalni,

                    Jak ja mam to jaśniej napisać? Młodzi i starzy adiunkci zatrudnieni sa na innych umowach!!!!
                    Dlatego starzy adiunkci są nie do ruszenia! Młodym nikt bez habilitacji nie przedłuży zatrudnienia, starym przedłużać nie trzeba, bo oni mają mianowanie - gwarancję zatrudnienia do emerytury!
                    • Gość: były pracownik UWr Re: Fikcyjny problem IP: 204.45.29.* 26.05.12, 12:15
                      Gość portalu: Amator napisał(a):

                      > Proszę przeczytać dzisiejszy wywiad z Pacholskim w Rzepie. To są w zasadzie moj
                      > e poglądy.
                      > Habilitacja to temat zastepczy...

                      O właśnie - tu pełna zgoda! Habilitacja to temat zastępczy dla tych, którzy nie potrafią zdiagnozować prawdziwych bolączek polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Swoją drogą, smutną prawdą jest to, że 90% przeciwników to osoby, które same nie potrafią jej zrobić, bądź też zrobili ją z wielkim trudem i teraz leczą swoje traumatyczne przeżycia.

                      > Potzrebna za to jest konkuren
                      > cja między uczelniami, i dopiero konkurencja może wymusić mobilność, prawdziwe
                      > nieustawiane konkursy, rotację i wynagradzanie oraz awanse za pracę a nie układ
                      > y. Profesor zwolni swojego nieproduktywnego adiunkta tylko wtedy, gdy będzie m
                      > usiał za jego dalsze zatrudnianie płacić - z własnej kieszeni.

                      Co do konkurencji - pełna zgoda. Tyle że habilitacja nie jest winna brakowi konkurencji w polskim szkolnictwie wyższym.

                      > Właśnie opisałeś nie tyle przeterminowanego adiunkta (który zwykle jest świadom
                      > swojej miałkości), ile bufonowatego profesora, który by chciał, byś składał si
                      > ę na jego pensję tylko za sam fakt posiadania stopnia/tytułu.

                      Opisałem i jednego, i drugiego. To ty dzielisz naukowców na habilitowanych i niehabilitowanych, ja twierdzę, że patologia dotyka wszystkich w zasadzie po równo, a habilitacja nie ma nic do rzeczy.

                      > Habilitacja i pro
                      > fesura to zwornik systemu, bez jego rozbicia szklana kula pozostanie na miejscu
                      > .

                      Bzdura. Patologie związane z habilitacją są produktem tego systemu (jaki stworzyło samo środowisko akademickie). Nie mam najmniejszej wątpliwości, że po likwidacji systemu owe patologie przeniosą się na inny obszar.

                      > Ale ja chcę czegoś więcej: kontakt ze światową nauką to gdzieniegdzie mamy, n
                      > ie mamy za to kontaktu z dolnośląskimi pracodawcami czy administracją. Dlatego
                      > kontakt z nauką jest peryferyjny i zwykle nie dotyka kluczowych problemów. Bo p
                      > o co? Po co wymyślać nowe leki, jeśli do dorobku wystarczy 20 publikacji o d. M
                      > aryni?

                      Otóż to, ale niech naukowcy poszukają tych kontaktów zamiast zamykać się w uczelniach - wieżach z kości słoniowej. Temu w zamierzeniu ma sprzyjać nowa reforma, która kładzie nacisk na samodzielne poszukiwanie przez naukowców zleceń, a w mniejszym tradycyjne finansowanie uczelni z państwowej kiesy.

                      > DLATEGO nie aplikujemy o granty UE, bo przyzwyczailiśmy się, że pieniądz ma lec
                      > ieć tylko dlatego, że jesteśmy szlachetnie wyhabilitowani. Możesz być dziekanem
                      > , dyrektorem instytutu, szefem zakładu - i ani raz nie spróbować powalczyć o gr
                      > ant. Wystarczy, że masz habilitację.

                      A adiunkci aplikują? Jak już napisano wyżej - tak się składa, że większą aktywnością w aplikowaniu o granty wykazują się samodzielni. Więc twoja kolejna "teoria" legła w gruzach...

                      > Musiałbym pojechać po nazwiskach, czego nie zrobie.

                      Wystarczą dane statystyczne, poparte jakimś wiarygodnym źródłem. Skoro piszesz o nazwiskach, to znaczy to, że były to jednostkowe przypadki.

                      > rel="nofollow">ptbk.mol.uj.edu.pl/download/aktualnosci/akt.diagnoza.pdf
                      > Strona 48, tab. 5.31.

                      OK, zauważ jednak, że nie jest tu winna habilitacja, ale durne przepisy o minimach kadrowych w prywatnych uczelniach. Liczba profesorów nie ma większego znaczenia przy edukowaniu studentów w jakichś szkółkach licencjackich. One stworzyły popyt na profesorów, którzy często przy tym uczą w owych szkołach przedmiotów, na których w ogóle się nie znają.

                      > Zwróć też uwagę na opinię OECD
                      > Oni - tak jak ja - uważają, że prowadzenie badań jest środkiem (np,. do aktuali
                      > zacji wiedzy, co jest niezbędne do nauczania na odpowiednim poziomie, lub do op
                      > racowywania leków) a nie celem samym w sobie, jak myśli 99% moich kolegów i kol
                      > eżanek, którym wygodnie jest, by rozliczał ich kolega po fachu a nie np. przeds
                      > iębiorca wykładający własne dolary i oczekujący w zamian konkretu.

                      "Cel sam w sobie"? Czyli jaki?

                      > Tam też gdzieś jest porażająca tabela zawierająca dane o wieku profesorów tytul
                      > arnych - osób odpowiedzialnych za stan i kierunki rozwoju polskiej nauki.

                      Wiek to też czynnik pośredni. Jeśli ktoś jest dobry, to niech sobie pracuje nawet do śmierci. Potrzebna oczywiście jest obiektywna ocena, a tej w polskiej nauce nie ma.

                      > I trzeba pamiętać, że o ile wieloetatowość dotyczy głównie profesury, to dotyka
                      > tyko pewnych specyficznych dyscyplin nauki;

                      Jakich dziedzin?

                      > i że adiunkci zamiast wielu etatów
                      > mają często podwójne pensum, czyli ich obejmuje ukryta wieloetatowość (danych
                      > nie mam).

                      Plotki rozpuszczane przez "biednych", "zapracowanych" adiunktów. Znam bardzo wielu z nich i tych z pensum ponad normę mogę policzyć na palcach jednej ręki. Doktoranci często są jeszcze większymi wyrobnikami - nie dość że prowadzą więcej zajęć niż pozwalają regulaminy, to jeszcze za friko. Gdy oni nie obronią doktoratu w terminie - nie ma zmiłuj się.

                      > Jak ja mam to jaśniej napisać? Młodzi i starzy adiunkci zatrudnieni sa na innyc
                      > h umowach!!!!

                      Jakich innych??? Dożywotnio?

                      > Dlatego starzy adiunkci są nie do ruszenia!

                      Tyle, że nie dzięki umowom, a układom.

                      > Młodym nikt bez habilitacji nie prz
                      > edłuży zatrudnienia, starym przedłużać nie trzeba, bo oni mają mianowanie - gwa
                      > rancję zatrudnienia do emerytury!

                      Bzdura. Nie ma i nie było takich gwarancji.
    • wari Re: Jacy rektorzy taka uczelnia 22.05.12, 02:18
      Gość portalu: franek napisał(a):

      > Tym niemniej argumentacja prof. Cacha o "zdolnych" naukowcach nie potrafiących
      > zrobić habilitacji jest bzdurna i niepoważna. Jeśli ktoś ma dobre wyniki naukow
      > e (czyt. dobre publikacje), to: 1) bez problemu napisze również habilitację; 2)
      > nawet zakładając, że z różnych względów nie potrafi/nie chce tego zrobić, może
      > przedstawić habilitację w postaci tzw. zszywki wybranych publikacji.

      Wiem, że dla takich jak ty to nie do pojęcia, ale wyobraź sobie, że jest taki facet, adiunkt na jednym z wydziałów, który ma publikacje takie, że można byłoby nimi obdzielić kilka zakładów, do tego szefuje kilku projektom. Uniwersytet z samych narzutów ma z tego pokaźną kwotę. Ten facet programowo nie chce i nie zrobi habilitacji. Pisze o tym jednym, ale znam takich kilku. Ten jest skrajnym przypadkiem, bo jest naukowcem wybitnym. Wiem, że są dwie uczelnie (w tym Politechnika), które biorą go do siebie "od ręki". Pytanie czy za pomocą bezmyślnego systemu nakazującego automatyczne wyrzucanie adiunktów warto pozbywać się takich ludzi? Nie tylko jego, dobrych adiunktów jest wielu, oddanych uczelni zdecydowana większość.
      Habilitacja to fetysz, zupełnie niezwiązany z poziomem naukowym.
    • Gość: Torgeist Re: plujemy na siebie nawzajem! IP: *.217.146.194.generacja.pl 22.05.12, 03:08
      Pensje zależą od uprawianej dyscypliny i szczebla w hierarchii. Nie wiem, jak jest teraz, ale na chemii czy fizyce w I połowie lat 00. zarabiało się w zasadzie tyle, ile wychodziło z rozdzielnika, nieliczni chałturzyli w szkołach, wyższe dochody dotyczyły może tylko wąskiej grupy profesorów, która publikowała podręczniki, kręciła się w okolicy patentowania lub przeciwnie, opłat za niepatentowanie, względnie robiła jakieś wałki z rozliczaniem grantów, konferencji itp. Współpraca z przemysłem jaka jest, mniej więcej wiadomo, zapotrzebowania na usługi dydaktyczne poza uczelnią nie było. Po pieniądze jeździło się na postdoca, wielu żałowało, że minęły złote czasy dużej siły nabywczej walut, kiedy za dwa lata w jakiejś Japonii przywoziło się pieniądze na mieszkanie. Wszystko to znajdowało bezpośrednie odbicie na parkingach przed instytutami.
    • Gość: dr zdebilitowany Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 08:57
      1: Uprzejmie proszę, aby wskazał Pan, w którym miejscu "sugerowałem", że w naukach eksperymentalnych jest łatwiej o habilitację niż w humanistyce?:) Kilkakrotnie wskazywałem, ze NIE CHCĘ się wypowiadać o tych dziedzinach nauki, których nie uprawiam, i po prostu sugeruję innym to samo. Czy czytanie ze zrozumieniem naprawdę jest takie trudne?
      2: Do Pana, który odkrył, że w nowej procedurze można habilitować się z cyklu publikacji- no zaiste odkrył Pan Eurekę... Po pierwsze, w starej tez było to możliwe. Po drugie, co ważniejsze, w naukach społ, hum. i pr. startowanie procedury bez monografii jest w zasadzie od razu skazane na niepowodzenie - po prostu recenzenci to odrzucą (albo jeszcze wcześniej Rada Wydziału odmówi udziału w procedurze). Ponawiam apel: nie piszmy o rzeczach, o których nie mamy pojęcia.
      3: co do poziomu doktoratów - oprócz porównania jakości doktoratów osób z mojej działki napisanych kilkanaście lat temu z doktoratami pisanymi dziś, oprócz porównania stopnia trudności tematów podejmowanych kiedyś i dzisiaj na moim wydziale, oprócz świadomości, że okres 4-letni wymusza na doktorancie czytanie wyłącznie rzeczy związanych z jego tematem bez jakiejkolwiek próby poszerzenia horyzontów, oprócz świadomości, że b. wielu doktorantów nie dostaje stypendium i pracuje na pełny etat (a nie "etat asystenta"...), oprócz zgodnej opinii wszystkich gremiów akademickich (poczynając od PAN, poprzez KRASP, RSGW, aż do wypowiedzi "luminarzy nauki") na temat jakości prac doktorskich - nie mam żadnych dowodów na ten temat
      4: Rekord pobiła natomiast wypowiedź geniusza o miesięcznym terminie na napisanie habilitacji... Jeśli habilitacja to podsumowanie wyników badan laboratoryjnych to być może jest to prawda-nie wiem. W humanistyce to naprawdę tak nie działa:)
    • Gość: dr zdebilitowany Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.12, 13:37
      Problem polega dokładnie na tym, że część użytkowników tego forum wypowiada się w sposób nie tylko pejoratywny, ale wręcz wulgarny, o osobach, które nie zrobiły habilitacji w ciągu 8 lat, nie mając bladego pojęcia o specyfice prowadzonych przez nie badań naukowych w określonych dziedzinach, o czym świadczy fakt, ze PO RAZ KOLEJNY pojawiają się tu sugestie o tym, ze dobry naukowiec zawsze może przedstawić cykl publikacji i na tej podstawie się habilitować. Powtarzam z uporem wołającego na puszczy - to tak nie działa w naukach pr., hum., i społ. Tu praktycznie zawsze musi być monografia (plus - powiedzmy - ok. 30-40 artykułów po doktoracie plus jakieś drobiazgi- to jest w miarę bezpieczny dorobek, choć pewnie osoby "mocne" w środowisku mogą się przemknąć z mniejszym). I bardzo zresztą dobrze, że musi być:) Ale jej napisanie na dobrym poziomie naprawdę takes a lot of time.
      Chciałbym również odnotować, że moje posty nie są krytyczne w stosunku do habilitacji jako takiej, ale w stosunku do zapisu nakazującego każdemu zrobić ją w ciągu 8 lat. Zabrałem tu głos celowo jako osoba, której wystarczyło na to 6,5 roku, by pokazać, że nie tylko "wieczni adiunkci" narzekają na to rozwiązanie. Uważam, że 8 lat na osiągnięcie takiego dorobku, o którym pisałem wyżej, to naprawdę bardzo mało czasu, a konsekwencją tego zapisu będzie obniżenie się poziomu habilitacji (to już powoli zachodzi, o czym świadczy fakt, że jako monografie habilitacyjne coraz częściej zaczynają pojawiać się biografie oraz książki w rodzaju "coś tam coś tam w WYBRANYCH krajach" - tego wcześniej nie było)
      Co do poziomu doktoratów (czyli już kompletny offtopic) - najwyraźniej Pana nie przekonam. Dodam tylko, że podczas dyskusji publicznej nad reformą ustawy o szkolnictwie wyższym wszyscy jej uczestnicy, w tym MNISW w oficjalnych uzasadnieniach, podkreślali, że 1: nowe regulacje mają zapobiec spadaniu jakości doktoratów (stąd wprowadzenie 2 recenzji zewnętrznych i wyznaczanie recenzentów przez CK) oraz 2: zachowanie habilitacji jest konieczne właśnie ze względu na pogorszenie się poziomu prac doktorskich (przeciwnicy habilitacji mówili, ze można ją zlikwidować pod warunkiem podniesienia poziomu prac doktorskich).
      A co to stypendiów, za które doktorant może się utrzymać. Po pierwsze, na moim wydziale jest 5 stypendiów rocznie, a doktorantów ok. 50. Po drugie- z tego, co wiem wynoszą one w granicach 1000 zł. (to rzeczywiście kwota, która nie skłania do dorabiania). Po trzecie - zawsze można pracować na zlecenie, a nie na etat (tego przepisy nie zabraniają i nikt nie wyłapie). Po czwarte - naprawdę proszę nie porównywać obciążeń zawodowych, jakie powodowała praca asystenta z choćby półetatowym zatrudnieniem się gdzie indziej.
    • futurama2012 Gratulacje dla UWr 22.05.12, 18:12
      Senaty Uczelni: Warszawy, Krakowa, Poznania, Łodzi, Gdańska, Szczecina i Białegostoku (nie mogliśmy się dodzwonić do Katowic i Szczecina) pragną wyrazić gorące podziękowania Senatowi Uniwersytetu Wrocławskiego za rezygnację z konkurowania o publiczne pieniądze.
      Wasze starania nie zostaną zapomniane!
      Po przekształceniu Uniwersytetu Wrocławskiego w Wyższą Szkołę Obsługi Klienta w Supermarkecie, wszystkim dzielnym adiunktom walczącym o prawo wieczystego etatu oferujemy zatrudnienie na stanowiskach adekwatnych do Waszych umiejętności i predyspozycji zawodowych: konserwatora urządzeń toaletowych i operatora zsypu śmieci.
      • Gość: Logik Re: Gratulacje dla UWr IP: *.play-internet.pl 22.05.12, 22:13
        Szanuj hydraulików i śmieciarzy, bo możesz ich kiedyś potrzebować...
        • Gość: realista Re: Gratulacje dla UWr IP: *.free.aero2.net.pl 22.05.12, 23:29
          Kto z ostatnich laureatów Nagrody Nobla z fizyki, chemii czy medycyny posiadał habilitację?
          Wniosek-jest możliwe uprawianie nauki na światowym poziomie i do tego nie jest potrzebna habilitacja (z wyjątkiem Polski). Weszliśmy w ślepą uliczkę, z drugie strony przypomina to falę w wojsku-ja przez to przechodziłem to dam młodym popalić.
          Pyta biskup księdza dr pracującego na Uniwersytecie-po co księdzu habilitacja?
          Tylko po to ,żeby mnie w "tyłek" nie kopnęli.
          • draq Re: Gratulacje dla UWr 23.05.12, 08:51
            Każdy z tych noblistów aplikował po kilka razy na różne pozycje na niezłych uczelniach, co jest znacznie większym wyzwaniem niż habilitacja.
            A że w Polsce nie może istnieć kontraktowość (trzecie zatrudnienie i dożywocie - takoż mówi prawo pracy, którego nie zmieni żaden Rząd, bo "lud wyjdzie na ulice"), a zwalnianie z pracy nieudaczników jest praktycznie nie możliwe (minimalistyczne kryteria oceny jakości pracy - i tak oprotestowycwane przez 50-cio letnich adiuntów, sądy pracy chroniące człowieka pracy...), to chwilowo habilitacja jest jedynym - chociaż znacznie gorszym niż kontraktowośc - narzędziem cokolwiek porządkującym.
            Nie za bardzo wiem, co masz na myśli porównując habilitację do fali. Jeżeli ktoś jest kiepski, to sie nie habilituje i tyle. Co to znaczy "dam młodym popalić"? W końcu to kierownik jakiegoś zespołu zatrudnia sobie pracownika do tematów badawczych, które są tematami kierownika, a nie zatrudnianego. Jak jest słaby, albo się mu nie podoba praca, to do widzenia...no cały problem z tym "do widzenia" - zwolnienie nieudacznika, to droga prze mękę. W systemie, który się Tobie podoba (anglosaski) - i mnie też - jak mój adjunct profesor (na postdoku) nie wyrabia sie intelektualnie lub "fizycznie" (i nie mają znaczenia jego dobre chęci), to rozstajemy się praktycznie z dnia na dzień.
        • draq Re: Gratulacje dla UWr 23.05.12, 08:37
          No, mam nadzieję, że stanowisk wymagających wiedzy, elastycznego myślenia i odpowiedzialności nikt im nie zaproponuje.
    • balans_bieli Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio 23.05.12, 20:12
      Szanowni Państwo,

      wiadomosci.onet.pl/media/komentuj-nie-obrazaj-nowa-akcja-w-internecie,1,5137937,wiadomosc.html
      Bardzo przykro czyta się większość postów w tej dyskusji. Jeśli ich autorami są pracownicy uczelni to jest to bardzo żałosne świadectwo upadku morale. Wstyd!

      Mimo wszystko pozdrawiam
      • Gość: joanna Re: Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronio IP: *.opera-mini.net 23.05.12, 20:51
        Upadek moralne to jest jeszcze wiekszy na twoim forum "Doktorat - nauka - uczelnia", gdzie akademicki beton zajmuję się całymi dniami opluwaniem minister Kudryckiej czy kpieniem i obrażaniem forumowiczow, którzy przez przypadek tam zabłądzą lub pójdą w dobrej wierze licząc na pomoc. Przyszedłes tu ze swoimi moralizatorskimi gadkami, a świnstewek i wulgaryzmów róznych dala.tatów, adeptów, flamengistów i innych swoich kolesi z tamtego forum jakoś nie zauważasz. Żałosne.
    • flamengista błędne założenia prof. Turko i Pani Minister 23.05.12, 20:20
      Otóż są oni przekonani, że na uczelniach pracują tabuny leni i pozorantów naukowych, natomiast na etat uczelniany czekają z wytęsknieniem rzesze młodych, zdolnych, ambitnych, pracowitych doktorów.

      Otóż pierwsza część założenia jest niestety prawdziwa;) Tak, na uczelniach pracuje nadal sporo pozorantów naukowych i zwykłych leni, którzy uprzykrzają życie nie tylko studentom, ale także swoim pracowitym kolegom i koleżankom. Może nie są to tabuny, ale jest ich niestety za dużo i fajnie byłoby się ich pozbyć, a leni zastąpić lepszymi i młodymi.

      Niestety, Pani Minister i prof. Turko zupełnie nie zastanowili się, dlaczego tak się dzieje. A działa:
      - selekcja negatywna - kiepskie warunki pracy na uczelniach powodują, że zostają tylko prawdziwi pasjonaci, jak również niestety nieudacznicy, bez skonkretyzowanych planów życiowych. Młody człowiek mając po studiach do wyboru - praca w korporacji za 2 tys. na rękę na początek, lub: studia doktoranckie i ew. stypendium 1 tys. zł, wybierze oczywiście to pierwsze.
      - brak jasnych reguł oceny - niby każdy wie, kto jest leniem a kto pracusiem, niestety nie ma jasnych kryteriów pozwalających na wykazanie tego w sposób niepodważalny, a w konsekwencji - zwolnienie pozorantów i leni. Co gorsza, przyjęcie takich jednolitych kryteriów mogłoby wykazać, że lenie znajdują się także o poziom wyżej, niż adiunkci (!);
      - promowanie biernych, miernych ale wiernych - szczególnie przez tych słabych samodzielnych, którzy boją się konkurencji ze strony młodych.

      Natomiast druga część założenia to zwykłe myślenie życzeniowe. Owszem, mamy wyraźny wzrost liczby bronionych doktoratów, ale:
      - ich poziom jest coraz niższy;
      - młodzi robią bardzo często doktorat w ramach planu budowania CV, w ramach którego nie zakładają niepewnej i trudnej pracy za 2,5 tys. złotych na rękę. Wolą być menedżerami w korporacjach, trenerami/coachami biznesowymi, zasiadać w radach nadzorczych firm swoich krewnych (doktorat z ekonomii do tego bardzo się przydaje).

      Mieliśmy już kilka szokujących przykładów, gdy nowo przyjęty doktor sam rezygnował albo był wyrzucany z pracy najpóźniej po roku, najczęściej po paru tygodniach. Bo:
      - oczekiwał, że na uczelni będzie gościem - wystarczy pojawić się w piątek wieczorem, by odbębnić jeden kurs i konsultacje;
      - nie miał absolutnie zamiaru ani uczyć studentów, ani prowadzić badań - uczelnia miała być szyldem uwiarygadniającym jego działalność biznesową.
      Słowem: w kolejce po wypłaty byli pierwsi, do roboty ostatni.

      I dlatego jednak często profesorowie szanują "wiecznych adiunktów", którzy może i prochu nie wymyślą, ale robotę dydaktyczną wykonują bez zarzutu i w każdej ilości. Ale tego prof. Turko, który na fizyce ma 10 studentów na wykładzie, nigdy nie zrozumie. Nie wie, że na jego uczelni są wydziały, gdzie jest totalna masówka dydaktyczna, przez co na nic innego nie ma czasu.
      • futurama2012 Re: błędne założenia prof. Turko i Pani Minister 23.05.12, 21:09
        Sporo prawdy, ale też sporo uproszczeń.
        Niestety usprawiedliwianie się "masówką dydaktyczną" jest typowym mitem uniwersyteckim. Nawet podwójne pensum dydaktyczne (2x210 godzin) daje 14 godzin lekcyjnych na tydzień (przy 30 tygodniowym roku akademickim; jeszcze z miesiąc na egzaminy, a potem laba).
        Czy to dużo? W dziedzinach dynamicznie się rozwijających, takich jak informatyka, czy biotechnologia, to sporo. W anatomii zwierząt, czy też w filologii klasycznej, to tyle co nic...
        Turko (a raczej jego koledzy z Wydziału) mają takie same pensum, jak prawnik, czy biolog. I nie ma znaczenia, czy na wykładzie jest 100, czy 15 osób.
        Zupełnie innym zagadnieniem jest kwestia ilości studentów na różnych Wydziałach. Czy społeczeństwo powinno płacić za edukacje 100 geografów, albo kulturoznawców? No, raczej to nie jest w społecznym interesie. Ale niewatpliwie jest w interesie tamże zatrudnionych. Lepiej dostać co roku parę tysięcy więcej za dodatkowe 7 godzin w tygodniu dydaktyki z pożółkłych kartek, niż uprawiać niewdzięczny proceder badań naukowych. I jeszcze narażać swoje ego na poniżenie czytając wredne recenzje po wysłaniu manuskryptu do publikacji ;)
        • flamengista hmm... 24.05.12, 09:54
          Cóż, polemizowałbym.

          "Nawet podwójne pensum dydaktyczne (2x210 godzin) daje 14 godzin lekcyjnych na tydzień (przy 30 tygodniowym roku akademickim; jeszcze z miesiąc na egzaminy, a potem laba)."
          Teoretycznie tak. Ale w praktyce jeden wykład w środku dnia potrafi rozbić plany pracy naukowej - na ogół po takim wykładzie nadaję się tylko do pracy administracyjnej. Wykładu nie prowadzę zza biurka, przewijając slajdy - ale na stojąco, chodząc po sali i próbując wymusić dyskusję studentów. To nie tyle angażujące fizycznie (choć po paru wykładach to tez problem), ale przede wszystkim fizycznie.
          Jest też kwestia przygotowania wykładów. Przecież kurs trzeba uaktualniać, kursy też się zmieniają i nie prowadzi się ciągle tego samego. To wymaga sporo czasu. Przygotowanie jednego kursu od podstaw to minimum 2 tygodnie ciężkiej pracy, po min. 8 godzin dziennie.

          "I nie ma znaczenia, czy na wykładzie jest 100, czy 15 osób."
          Żartujesz:) Przy 100 osobach na wykładzie szansa, że po zakończeniu zajęć zostaną studenci z pytaniami i chęcią przedyskutowania problemu, jest znacznie większa. Konsultacje też będą bardziej pracochłonne. Wreszcie - egzamin! Przecież przy 15 osobach najprawdopodobniej skończy się na 1, góra 2 terminach. Przy 100 osobach terminów może być znacznie więcej: wystarczy że kilka osób wyjedzie na stypendium, do tego obecnie standardem jest przedłużanie sesji na 2-3 miesiące. Na jednym kursie mam około 250 studentów (dzienne+zaoczne+wieczorowe) i na egzaminy przychodzą do teraz, a kurs zakończyłem w zimie.

          "Czy społeczeństwo powinno płacić za edukacje 100 geografów, albo kulturoznawców? No, raczej to nie jest w społecznym interesie"
          Raczej nie. Ale w politycznym - jak najbardziej. Lepiej odwlekać problem wejścia na rynek pracy całej masy młodych ludzi, więc zafundujmy im masowe studia. Problem sam się rozwiąże, albo odwlecze do kolejnych wyborów.

          "Ale niewatpliwie jest w interesie tamże zatrudnionych. Lepiej dostać co roku parę tysięcy więcej za dodatkowe 7 godzin w tygodniu dydaktyki z pożółkłych kartek, niż uprawiać niewdzięczny proceder badań naukowych"
          Nie generalizowałbym. Owszem, są tacy którzy chętnie biorą każdy kurs ponad pensum. Ja natomiast traktuje to jako przymus, wynikający z chęci oszczędności - taniej jest uczelni wrzucić mi nadgodziny (od razu piszę: tylko teoretycznie można odmówić ich wzięcia) niż płacić za kolejny etat. W zeszłym roku na badaniach i ekspertyzach zarobiłem 2 razy więcej, niż na nadgodzinach dydaktycznych - mimo że wyrobiłem 200% pensum. Sam widzisz - gdybym mógł, chętnie pozbyłbym się wszystkich nadgodzin. Pomijając, że badania są ciekawsze i bardziej rozwojowe, to jeszcze bardziej się opłacają niż dodatkowe godziny dydaktyczne.
    • Gość: Gordon Re: Jacy rektorzy taka uczelnia: do obrońcy Cacha IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.05.12, 13:08
      w cztery lata habilitacja? to juz widze to wiekopomne dzielo naukowe ... buhahahahhahahaaaaa. kiedy ja robiles? w latach 60-ych, z trzech publikacji i jednego preprintu? w cztery lata to ty mozesz sobie zorganizowac co najwyzej solidny warsztat naukowy. chyba ... chyba, ze twa tworczosc dotyczyla wplywu idealow marksizmu-leninizmu na rozwoj zycia plodowego jelonka kosmato-lesnego.
    • kaj24 Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej 07.06.12, 22:11
      Ludwik Turko - Microsoft Academic. Publikacji 27. Cytowań 14. G-indeks - 3, Hirsh - 2.
      Czyli w nauce - prawie NIKT.
      W Polsce habilitowani decydują jak się oceniać - blado niestety wypadają w świetle uznanych rankingów.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja