mr_burke 05.06.12, 09:14 Jak nie mają motywacji to zrobić porządny egzamin i wtedy ci zmotywowani zostaną, a pozostali poszukają sobie bardziej odpowiedniego zajęcia. Po co wydawać kasę na psychologów? Przecież nie każdy musi mieć wyższe. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
woffer45 Jak podejść studenta, żeby chciało mu się uczyć? 05.06.12, 09:42 Ale brednie, od lat piszecie tylko o tym, żeby studiować bo to daje dobrą pracę czytaj pieniądze, a nie po to, żeby czegoś się dowiedzieć. Uniwersytety i Politechniki traktujemy jak wyższe szkoły zawodowe. Nawet sama Pani minister wytypowała kierunki kasowe. A potem się dziwią, że ludzie chcą papierka a nie studiować który jest niewiele wart. Sprowadziliśmy edukację wyższą do kolejnego cudu nad Wisłą, zamieniamy pieniądze prywatne i państwowe na uczelniach w cudowne papierki, które są niewiele warte. Czyli kolejna odsłona tego jak ze złota zrobić gów..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: academicus Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w błoto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 13:57 Opinia Państwowej Komisji Akredytacyjnej to jeden wielki pic na wodę. Przyjeżdża kilku starych dziadków do instytutu, pogadają z dyrekcją przy kawce w niezobowiązującej atmosferze, pójdą na spotkanie ze studentami i na tym się kończy. Oczywiście wszyscy wcześniej doskonale wiedzą o wizycie, więc pokazuje się przede wszystkim wysprzątany pokój gościnny, ustawia spotkanie ze studentami etc. Co oni mogą wiedzieć o programie studiów, losach absolwentów, efektywności nauczania? Dziwię się, że ktoś może brać na poważnie opinie PKA, ministerstwo już dawno powinno było wypracować bardziej rzetelne metody oceny studiów. Natomiast jaki jest poziom uniwersyteckich psychologów, też wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą. Osobiście bałbym się zatrudniać kogokolwiek z tego instytutu, no chyba że trzeba dać zajęcie znajomym. Wystarczy zajrzeć do bazy publikacji na stronie BUWr, żeby zorientować się, gdzie ci psycholodzy publikują, nie bez powodu mówi się też, że jest to prawdziwe zagłębie pseudonaukowców i szarlatanów na Uniwersytecie. Odpowiedz Link Zgłoś
cyklista Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł 05.06.12, 14:13 Zgadzam się, że weryfikacja PKA to niewiele, ale zawsze coś sprawdzą. Więc ja bym proponował nie przywiązywać się za bardzo do tej weryfikacji, ale z daleka omijać uczelnie które żadnej weryfikacji nie mają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.06.12, 16:07 wikipedia, fejsbuk i jutjub i tym podobne dyrndymaly winne. po co mam sie uczyc, jak wszystko znajde w internecie przez smartfona Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fgh Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 16:25 Właśnie Wikipedia i ogólny rozwój internetu powodują, że powinno się zmienić metody nauczania. Nie stawiać na przyswojenie wiedzy (którą teraz łatwo znaleźć w sieci), a jej interpretację, umiejętność myślenia, wnioskowania, wiązania faktów, syntetyzowania etc. Nawet badania naukowe dowodzą, że ludzie mający częsty dostęp do internetu zapamiętują w mniejszym stopniu same fakty, a w większym to, gdzie je można znaleźć. Nasze uczelnie, niestety, zatrzymały się w poprzedniej epoce i wciąż bardziej ceni się tam zdolność do wykucia na blaszkę od strony do strony niż umiejętność myślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
valana Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł 05.06.12, 18:29 Gość portalu: fgh napisał(a): > Właśnie Wikipedia i ogólny rozwój internetu powodują, że powinno się zmienić me > tody nauczania. Nie stawiać na przyswojenie wiedzy (którą teraz łatwo znaleźć w > sieci), a jej interpretację, umiejętność myślenia, wnioskowania, wiązania fakt > ów, syntetyzowania etc. Nawet badania naukowe dowodzą, że ludzie mający częsty > dostęp do internetu zapamiętują w mniejszym stopniu same fakty, a w większym to > , gdzie je można znaleźć. Nasze uczelnie, niestety, zatrzymały się w poprzednie > j epoce i wciąż bardziej ceni się tam zdolność do wykucia na blaszkę od strony > do strony niż umiejętność myślenia. Chciałbyś mieć takiego chirurga, który podczas operacji będzie doskonale pamiętał, gdzie i na której stronie www widział poszczególne organy - i stosownie do tego będzie cię operował, jak tylko sobie to ponownie na ekranie laptopa zobaczy? Ja nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 20:06 Nie panikuj. Organy to podstawa, a wolę dermatologa, który przy mnie sprawdzi w sieci, który lek będzie najlepszy na moją łuszczycę i wie, gdzie to szukać, niż wali na oślep lekarstwami z pamięci i w 1/4 przypadków się pomyli, a ty o tym nawet nie wiesz. Sprowadzasz sytuację do absurdu, a 95% zawodów jest takich, że przygotowujesz się wcześniej do jakichś ważnych rzeczy, więc nie musisz wszystkiego pamiętać, wystarczy, że sobie przypomnisz wcześniej. Nawet ten nieszczęsny chirurg może sobie zajrzeć wcześniej do internetu, sprawdzić pewne rzeczy, przygotować się do operacji na podstawie zdjęć etc. Z tego co wiem, jesteś wykładowcą, i właśnie pokazujesz mentalność typowego polskiego wykładowcy, a rzeczowe argumenty sprowadzasz do absurdu, wyolbrzymiając skrajności. No, chyba że kształcisz chirurgów... Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_ze_wsi Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł 08.06.12, 16:43 Dzisiejszy student to prostak szczający po sześciu browarach na Wyspie Słodowej. Wyrzucić go na zbity pysk z uczelni, bo Rzeczpospolita nie potrzebuje wykształconego "na siłę" motłochu, lecz siły roboczej w fabrykach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 20:17 Nawet bez nicka widać, że jesteś ze wsi. Widać, słychać i czuć. Zmień nicka na 'prostak_ze_wsi', będzie jeszcze bardziej adekwatny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktosik Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.12, 22:26 Fantastycznie. Tylko, że laik w danym temacie może przyjąć najbardziej bzdurną informację znalezioną w internecie za pewnik!!! Chodzi o to, że osoba, która posiada pewien poziom wiedzy w danej dziedzinie jest w stanie zweryfikować informacje znalezione w necie i właśnie te podstawowe informacje powinna wynieść z zajęć. Dla potwierdzenia krótka anegdota: studentka miała przygotowac referat o jednej z grup owadów (błonkoskrzydłe), na jednym ze slajdów pod zdjęciem przedstawiajacym pszczoły pojawił sie podpis "mrówki", więc uprzejmię pytam co jest na zdjęciu (naiwnie myśląc, że to zwykła pomyłka), a studentka na to, ze to są mrówki ale w takim dużym powiększeniu :-) (bo tak znalazła w necie). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xd Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.static.as29550.net 06.06.12, 00:34 I właśnie do tego potrzebna jest umiejętność krytycznego myślenia, selekcjonowania źródeł etc. Wiedza to nie tylko wiedza pamięciowa, ale także ogólna orientacja. Jestem pewien, że ktoś z ogólną orientacją, ale brakiem wiedzy szczegółowej lepiej by poradził sobie w sytuacji przedstawionej w twojej anegdotce (wiedzę szczegółową łatwo by uzupełnił), tymczasem szkoły w Polsce wymagają wąskiej wiedzy, ale wykutej na pamięć. Dla odmiany moja anegdotka, z mojego osobistego doświadczenia. Podczas studiów dużo czytałem książek i na egzaminach przeważnie nie pisałem definicji czy różnych podziałów tak, jak było podane na wykładzie, tylko swoimi słowami i ustosunkowując się do tej wiedzy, przedstawiając własne zdanie itp. Bardzo często dostawałem gorsze oceny niż inni, a uzasadnienie było takie, że mnie (wykładowcy) nie interesuje, co pan wie, ja mam sprawdzić na egzaminie, czy pan się nauczył na ten egzamin (w sensie: nauczył tego, co było na wykładach), czy nie. Taki system promuje więc nie tych, którzy dużo wiedzą, potrafią wyciągać wnioski, mają własne zdanie, tylko po prostu tych, którzy mechanicznie wykują na pamięć notatki z wykładów, nawet niekoniecznie je rozumiejąc. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Do xd 06.06.12, 07:23 Xd pisze :" ... tymczasem szkoły w Polsce wymagają wąskiej wiedzy, ale wykutej na pamięć. " Nie przeciwstawiaj umiejętności wkuwaniu na pamięć , bo zawsze pewną wiedzę trzeba mieć wkutą na pamięć . Np to , że woda zamarza poniżej 0 C . Ale uczniom, ba !! studentom nie chce się nawet tego minimum wkuć na pamięć . Znajomość języka polega także na wkuciu słówek na pamięć . Nie da się ciągle zaglądać do słownika . To może się zdarzać , bo nikt nie zna wszystkich słów w danym języku ale pewien zakres - im większy tym lepiej - trzeba mieć wkuty do głowy . To jednak wymaga wysiłku ale młodemu pokoleniu się nie chce . Nie chce się - jaka to przyszłość dla polskiej gospodarki ? Im też nie będzie się chciało pracować , tak jak Grekom . Ale żądania pozostaną . Ciemno widzę przyszłość Polski . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Do angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 14:21 Język obcy - owszem. To jeden z tych wyjątków wymagających wkucia na pamięć. Powtarzam: wyjątków. Zabawne, że wszyscy przeciwnicy nauki myślenia i zwolennicy nauki pamięciowej (nauczyciele, żeby było śmieszniej) koncentrują się właśnie na tych wyjątkach. Natomiast twoje problemy z wychowaniem swoich uczniów są na forum doskonale znane, angrusz, więc daruj sobie zaśmiecanie wątku osobistymi frustracjami. Ty po prostu nie powinieneś uczyć, i widzę, że to nie jest tylko moje zdanie. Ciemna jest przyszłość nie Polski, ale twoja, tak jak całe życie. Taka jest prawda, angrusz. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: Do PIK 06.06.12, 22:08 Hmm, swoje rady zostaw dla siebie . Ja sobie radzę . Pracę mam . A co do pamięciowości - rycia na pamięć - podczas studiów to np chemia ( uczyłeś się jej ? ) . Tysiąc związków chemicznych , ich nazwy , nazwy zwyczajowe , budowa , zachowanie wobec innych związków , w takim i innym środowisku , inne cechy . To wszystko na pamięć . Taak , ja studiowałem - dzienne - chemię na Politechnice Śląskiej i tam mówiono : najpierw naucz się na pamięć a potem staraj się zrozumieć . Twoje złośliwości to ciebie obciążają nie mnie . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Do angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 14:24 Że uczyłeś się na pamięć, to właśnie teraz widać. Kompletnie nie rozumiesz świata (w tym swoich uczniów i w ogóle młodego pokolenia), co odreagowujesz na forum niemal w każdym wątku poświęconym szkolnictwu. Ale co tam, ważne że znasz tysiąc związków chemicznych na pamięć (o ile je jeszcze pamiętasz) - nie wiadomo do czego :D Pomyśl, czy ci się to opłaciło. Choć obawiam się, że nawet w takim zakresie nie nauczono cię myśleć, bo inaczej nie pisałbyś bzdur. Co do twojej pracy nauczyciele, to nie martwię się o ciebie - martwię się o twoich uczniów. Chroń Panie Boże przed takimi nauczycielami! Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: Do PIK 07.06.12, 18:31 PIK pisze : "Że uczyłeś się na pamięć, to właśnie teraz widać. Kompletnie nie rozumiesz świata (w tym swoich uczniów i w ogóle młodego pokolenia)," Nie muszę rozumieć i nie chcę , bo wartości , jakie wyznaje spora część młodego pokolenia są mi obce . Ja walczę o wartości , które mi odpowiadają . Dalej PIK pisze : " Ale co tam, ważne że znasz tysiąc związków chemicznych na pamięć (o ile je jeszcze pamiętasz) - nie wiadomo do czego :D " Taak, teraz niewiele mi z tego zostało ale bo w moim życiu musiałem zmieniać pracę i uczyć się nowych rzeczy . Ale fakt w pracy - nominalnie dla inżyniera chemika specjalizującego się w technologii węgla i ropy naftowej - praca w koksowni była zgodna z wyuczonym zawodem . Ale z mojego ówczesnego doświadczenia to na tym stanowisku - mistrz na węglopochodnych - najbardziej potrzebne były kwalifikacje zwykłego ekonoma na dawnym folwarku , zaopatrzonego w bat . Taka była tam dyscyplina pracy i jakość pracowników . No ale to była bardzo dawno temu , kiedy nie było w Polsce bezrobocia . Dalej : " Pomyśl, czy ci się to opłaciło. " Trudno powiedzieć , nie byłem entuzjastą chemii . Ale wiele z tego , czego tam mnie uczono przydało się w życiu codziennym - masę fizyki , a i inżynierii chemicznej i działania pewnych urządzeń , które w codziennym życiu także występują - w trochę innej postaci , choćby teoria wymiany ciepła ( w opasłej książce Hoblera ) i ocieplanie domu . W sumie nie narzekam . No ale kilku kolegów - na 200 na roku - zostało już profesorami chemii . I następnie : " bo inaczej nie pisałbyś bzdur. " Każdy ocenia wg siebie . To co u człowieka jest cenne u Boga jest bzdurą . Oraz : "Co do twojej pracy nauczyciele, to nie martwię się o ciebie - martwię się o twoich uczniów. Chroń Panie Boże przed takimi nauczycielami! " Nie musisz martwić się o moich uczniów - płacą mi za to ( a raczej ich rodzice ) i widocznie im to odpowiada i są zadowoleni - prawie wszyscy . Prawie wszyscy - to mam na myśli rodziców , bo młode pokolenie w sporej części wyznaje poglądy jak twoje , więc oni nie są tacy zadowoleni , kiedy ich się zmusza do pracy . Ale rodzice zwykle są po mojej stronie , ewentualnie załamują ręce , bo tak samo jak i ja to i oni nie potrafią zmotywować swoje dzieci do nauki . A jak dorosną to jest tak , jak w powyższym wątku . Ty widocznie takich reprezentujesz( studentów ) i dlatego mamy inne zdanie na ten temat . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Do angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 19:16 Bredzisz dziecko jak potłuczony, bez ładu, składu, nie wiadomo, o co ci chodzi, na dodatek pisać poprawnie do tej pory się nie nauczyłeś. To ma być nauczyciel??? Moja córka (III klasa gimnazjum) bardziej poprawnie potrafi się wypowiadać na piśmie od ciebie. Więc zastanów się, kogo krytykujesz i na kogo wylewasz żale, bo może tak jest, że to ty nie dorastasz poziomem do swoich uczniów, a nie na odwrót. W każdym razie nie dziwię się, że wychodzisz ze szkoły ze śmietnikiem na głowie, a forum, na którym możesz anonimowo wyładować swoje frustracje, to jedyna rzecz, jaka ci pozostała, życiowy nieudaczniku. > Nie musisz martwić się o moich uczniów - płacą mi za to ( a raczej ich rodzice > ) i widocznie im to odpowiada i są zadowoleni - prawie wszyscy . Tak sobie tłumacz. Prawda jest taka, że wielu nauczycieli jest po prostu fatalnych, a pracują w szkole dzięki znajomościom, polityce równania w dół, braku lepszych i ogólnie patologicznej mentalności funkcjonującej w polskiej budżetówce. Więc nie dowartościowuj się w ten sposób, bo okłamujesz nie innych, ale co najwyżej samego siebie - w najbardziej naiwny sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: Do forumowiczów o PIK 07.06.12, 20:32 Gość portalu: pik napisał(a): > Bredzisz dziecko jak potłuczony, bez ładu, składu, nie wiadomo, o co ci chodzi, > na dodatek pisać poprawnie do tej pory się nie nauczyłeś. To ma być nauczyciel > ??? Moja córka (III klasa gimnazjum) bardziej poprawnie potrafi się wypowiadać na piśmie od ciebie. Więc zastanów się, kogo krytykujesz i na kogo wylewasz żale, bo może tak jest, że to ty nie dorastasz poziomem do swoich uczniów, a nie na odwrót. W każdym razie nie dziwię się, że wychodzisz ze szkoły ze śmietnikiem na głowie, a forum, na którym możesz anonimowo wyładować swoje frustracje, to jedyna rzecz, jaka ci pozostała, życiowy nieudaczniku. > Nie musisz martwić się o moich uczniów - płacą mi za to ( a raczej ich rodzice ) i widocznie im to odpowiada i są zadowoleni - prawie wszyscy . Tak sobie tłumacz. Prawda jest taka, że wielu nauczycieli jest po prostu fatalnych, a pracują w szkole dzięki znajomościom, polityce równania w dół, braku lepszych i ogólnie patologicznej mentalności funkcjonującej w polskiej budżetówce. Więc nie dowartościowuj się w ten sposób, bo okłamujesz nie innych, ale co najwyżej samego siebie - w najbardziej naiwny sposób. Oraz tutaj : "W takich szkołach pracują po prostu tylko tacy frajerzy i nieudacznicy jak ty. Gdybyś coś potrafił, już dawno znalazłbyś sobie lepszą pracę - taką, po której nie musiałbyś się żalić na forach. Możesz mieć pretensje tylko do samego siebie, a dla twoich uczniów - głębokie wyrazy współczucia, że mają takiego "nauczyciela". " Teraz widzicie kim jest PIK . Taki to dyskutant . W szkole miałem takich pełno . Oj ciężka jest praca nauczyciela z takimi . Lepiej go omijać . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Do forumowiczów o trollu angruszu1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 02:43 angrusz1 napisał: > Teraz widzicie kim jest PIK . > Taki to dyskutant . W szkole miałem takich pełno . Oj ciężka jest praca nauczy > ciela z takimi . > Lepiej go omijać . A może sprawdźmy, kim jest angrusz1? Kilka kliknięć i oto wyniki. Oj, ciężka dola forumowiczów, że mają takiego zawziętego frustrata na forum, który żadnych argumentów i opinii nie przyjmuje do wiadomości. Lepiej go omijać, po co karmić trolla? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktosik Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.ip82146232.host.ukw.edu.pl 06.06.12, 09:03 Masz racje, że umiejętność krytycznego myślenia jest bardzo ważna, ale niestety podstawowe informacje (nie mówię o szczegółach - choć takie na zajęciach też są konieczne! - a czy student to zapamięta to też inna sprawa) z dziedziny, którą się studiuje są poprostu niezbędne, właśnie po to żeby można było to wszystko krytycznie ocenić i wyciągnąć pewne wnioski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 14:24 Podstawowe informacje nabywa się właśnie krytycznie analizując różne źródła, do tego nie jet potrzebne mechaniczne zakuwanie. Jeśli będą to informacje istotne, student/absolwent wcześniej czy później i tak się ich nauczy, gdyż będzie wielokrotnie z nich korzystał. Jeśli nieważne czy nieprzydatne - zapomni je, choćby na egzamin wykuł na blaszkę. Tych drugich, niestety, jest 90% faktów wkuwanych na studiach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorantka UWr Re: Swoi swoim, czyli znowu miliony wywalone w bł IP: 204.45.29.* 12.06.12, 12:54 "Natomiast jaki jest poziom uniwersyteckich psychologów, też wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą. Osobiście bałbym się zatrudniać kogokolwiek z tego instytutu, no chyba że trzeba dać zajęcie znajomym. Wystarczy zajrzeć do bazy publikacji na stronie BUWr, żeby zorientować się, gdzie ci psycholodzy publikują, nie bez powodu mówi się też, że jest to prawdziwe zagłębie pseudonaukowców i szarlatanów na Uniwersytecie." To wszystko prawda. W IPs UWr nauka i dydaktyka leży, a prawie każdy trzepie własny biznes, zajmując się pseudoterapiami w rodzaju NLP, ustawień Hellingera, kinezjologii edukacyjnej i różnych innych metod mało związanymi z nauką. Żeby nie być gołosłowną, oto kilka wybiórczych przykładów: - dr Agnieszka Widera-Wysoczańska: trener NLP w zakresie psychoterapii The Society of NLP (USA). Współpracując z dr Christiną Hall (USA) od 1990 roku szkoli w zakresie zastosowania metody NLP w pomocy psychologicznej ( www.ptt-terapia.pl/czlonkowie-rzeczywisci/agnieszka-widera-wysoczanska/ ) - mgr Jacek Rydlewski: Współprowadzi wraz z Markiem Wilkirskim i Renatą Lisowską 2 letni cykl szkoleniowy dla psychoterapeutów w zakresie metody Berta Hellingera. Organizator dwóch wizyt Berta Hellingera we Wrocławiu ( www.ptus.pl/?type=terapeuci&id=16 ) - dr Marta Ułaszewska-Żuk: doktorat nt. "Wybrane metody kinezjologii edukacyjnej i ich zastosowanie do podnoszenia sprawności umysłowej oraz jakości życia osób w podeszłym wieku" ( nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=117623&lang=pl ), czynny instruktor i konsultant-terapeuta kinezjologii edukacyjnej ( www.kinezjologia.win.pl/instruktorzypolskapl.htm ) Wszystko to z naukową psychologią nie ma nic wspólnego. Czego mogą nauczyć studentów tacy ludzie, zbijający kasę na modnych, ale hochsztaplerskich metodach? Ano niczego wartościowego. Tak więc studenci psychologii uczą się psychoanalizy, testów projekcyjnych czy różnych humanistycznych teoryjek filozoficznych, które były modne 100 lat temu, i od dawna są już powszechnie krytykowane za ich nienaukowość czego w IPs do tej pory nie zauważyli. Jak później dziwić się, że studenci nie mają motywacji do nauki? Niech w IPs najpierw zajmą się pobudzeniem motywacji u własnych studentów, a dopiero potem biorą się za cudzych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.acn.waw.pl 06.06.12, 06:26 Przyczyna tkwi w zniszczeniu edukacji podstawowej, średniej oraz studiów. Cała praca ze studentami toliczba IF i cytowań a nie wiedzy przekazywanej stydentom będącej efektem umiejętności wykladowcy i nauczyciela akademickiego. Ludzie puknijcie sie w makówkę, tytuły , habilitacje i profesury belwederskie to tylko przykrywka wiedzy naukowej i zawodowej a nie konkretna wiedza studia to miraz a nie przygotowanie konkretnego fachowca szczegoólnie w bolońskim systemie kształcenia. Minister tego nie rozumie wraz ze swoim otoczeniem i brnie w pustkę. na studentów nadaje się 20-30% młodziezy, a reszta do ZSZ i techników. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o!o tańsze propozycje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 09:48 1. wywalić wykładowców, którzy "własne" wykłady sylabizują z kartki, dorzucając rodzynki typu "to nie jest ciekawe", " to nie jest ważne", "i tak tego nie zrozumiecie".... 2. wywalić asystentów którzy olewaja zajęcia przeświadczeni, że "po takim cięciu godzin tego teamu i tak nie da się przerobić" System szkół wyższych oparty na ilości oraz zniewieściała (acz cwana) młodzież tworzą samonapędzający się system wiecznych uczniów-studentów-doktorantów-nauczycieli, którzy latami odwlekają wejście w normalne życie zawodowe. Układ szkoła-uczeń podwieszony do państwowego budżetu, który nie chce? nie umie? egzekwować efektów nauczania gwarantując w zamian stabilne utrzymanie..... To jest równia pochyła (fizyka, klasa V przed reformą) bynajmniej nie do rozkwitu. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf A po co motywować? 05.06.12, 10:01 Może jeszcze płacić studentom, żeby łaskawie egzaminy zdawali? Jak taki przychodzi tylko dla papierka, albo żeby się prześlizgać, to SELEKCJĘ zrobić, kilka egzaminów wymagających rzetelnej wiedzy (oczywiście nie na zawyżonym poziomie) i wygonić tych, którym się nie chce. Ale jeśli jakiś pasjonat sam zdobył wiedzę bez studiów, a teraz potrzebuje papierka, to nawet jeśli nie pozwoli mu się na skrócone studia indywidualne, to chociaż nie czepiać się, że "dla papierka". Bo wiedzę już ma. Jeżeli jednak jakiś obibok idzie na studia "bo łatwo", to co potem z niego w pracy będzie? Chyba tylko kasjer - a potem płacz, że nie ma pracy dla niego w zawodzie. W zawodzie wyuczonym to on pracę znajdzie, a do pracy jako elektronik czy programista wyraźnie będzie mu brakować kompetencji - więc będzie to raczej zawód NIEwyuczony. Oczywiście, nie wiem jak na PW, ale często na studiach problemem jest brak kompetencji kadry dydaktycznej - i dotyczy to zarówno wiedzy merytorycznej (wymaganie znajomości stanu wiedzy sprzed 20-40 lat i gonienie za to, że ktoś zna technologie sprzed 10; brak współpracy z przemysłem), jak i DYDAKTYCZNYCH (nudne wykłady, brak nawiązań do praktyki). Tutaj też nie pomoże psycholog. Więc może zamiast najpierw naprawiać, lepiej wziąć się za POZNANIE ISTOTY PROBLEMU, jakieś ankiety wśród studentów - a nie niczym za komuny podchodzić do studenta na zasadzie "My znamy twoje problemy, My wiemy co cię boli, My wiemy jak to uzdrowić - a ty masz się nauczyć, jak doceniać Nasze starania". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwent Re: A po co motywować? IP: 64.18.130.* 05.06.12, 14:14 Z większością się zgadzam. Problemem niestety jest nie brak motywacji młodzieży, tylko brak kompetencji dydaktycznych wykładowców, przestarzałe programy nauczania, olewanie zajęć itp. Tutaj nawet najlepszy psycholog niewiele zdziała. Nie na darmo mówi się, że zajęcia dydaktyczne na uczelniach publicznych są nie po to, żeby studenci czegoś się nauczyli, tylko żeby wykładowcy mieli pracę. Teraz mamy tego efekty. Za wszystko oczywiście zapłacą podatnicy. Zrobić porządną selekcję wśród kandydatów na wykładowców (znamienne, że żeby uczyć w szkole, trzeba przejść kurs pedagogiczny, żeby uczyć na uczelni - już nie) i problem w dużej mierze sam się rozwiąże. Nie wierzę, że większość studentów nie będzie miała motywacji do chodzenia na zajęcia, gdy będą to zajęcia sensowne, tzn. dostosowane do rzeczywistości i prowadzone przez dobrych dydaktyków (powtarzam: większość, bo wyjątki zawsze się znajdą). Polecam ciekawy artykuł jak wygląda edukacja na naszym uniwersytecie, napisany - co ciekawe - przez pracownika i jednocześnie studenta UWr. Z niego jasno wynika, że na uniwersytecie jest jeszcze wiele do zrobienia w tym temacie. I zaiste nie chodzi tu o wpompowanie kolejnych milionów do kieszeni sklerotycznych dziadków od lat klepiących wykłady z pożółkłych notatek. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 05.06.12, 23:28 > Z większością się zgadzam. Problemem niestety jest nie brak motywacji młodzieży > , tylko brak kompetencji dydaktycznych wykładowców, przestarzałe programy naucz > ania, olewanie zajęć itp. Wiesz, skończyłem studia, i wydawałoby się, że dla tych bardziej zdeterminowanych do nauki a nie olewacta - inżynierskie. I niestety, zdecydowanej większości nie przeszkadzali wykładowcy, programy - większość przyszłaby mieć "papiór". Na takie podejście nie pomoże najlepszy program, najlepszy wykładowca (a część, niestety tylko część, była całkiem dobrych) - jedynie ostra selekcja pomoże. A jak ktoś BĘDZIE CHCIAŁ, to mu ani kiepski wykładowca (o ile nie będzie to większość), ani kiepski program nie przeszkodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xd Re: A po co motywować? IP: *.static.as29550.net 06.06.12, 00:24 A czemu tu się dziwić, jak w Polsce pracę przeważnie załatwia się po znajomościach? Trzeba tylko spełnić pewne niezbędne kryteria formalne, jak dyplom magistra. Późniejszych awansów zresztą też to dotyczy. Więc studenci kupują dyplomy albo chcą je zdobyć jak najmniejszym kosztem, bo widzą, że wiedza nie warta jest zachodu, gdyż bardziej liczą się znajomości. Taka jest smutna prawda. Wykładowcy też tacy, jakich mamy, z pewnością nie motywują do zdobywania wiedzy. Nie łudźmy się - ludzie, którzy nie mają większych związków z praktyką, którzy często od lat klepią te same rzeczy z pożółkłych notatek, którzy często są antydydaktykami, bo na uczelniach wyższych nie ma żadnej selekcji pod tym względem, którzy odwalają chałtury na kilka etatów i często nie przychodzą nawet na konsultacje, nie nauczą studentów niczego dobrego. Ze swoich studiów mógłbym na palcach jednej reki policzyć takich wykładowców, którzy przykładali się do swoich zajęć. Więc studentów ja bym tu najmniej winił. Oni po prostu dostosowują się do rzeczywistości, a że ona jest patologiczna... Cóż, czy to ich wina, czy tych, którzy tę rzeczywistość stworzyli? Pamiętam, jak u mnie na uczelni wykładowcy powtarzali, jak to trzeba być uczciwym, szlachetnym, żądnym wiedzy. Pod koniec studiów zorientowałem się, że mówią to ludzie, którzy sami mają te cechy w minimalnym stopniu, a na uczelniach króluje nepotyzm, nieróbstwo, układy, trzymanie za wszelką cenę stołków, cwaniactwo itp. I tak w Polsce jest - każdy mówi piękne hasła, ale w praktyce każdy też swoje robi, co ma niewiele wspólnego z tymi hasłami. To tak, jakby rodzice palący papierosy próbowali nauczyć swoje dziecko, że nie należy palić papierosów. Syzyfowa praca. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 06.06.12, 07:25 > A czemu tu się dziwić, jak w Polsce pracę przeważnie załatwia się po znajomości > ach? Trzeba tylko spełnić pewne niezbędne kryteria formalne, jak dyplom magistr > a. Późniejszych awansów zresztą też to dotyczy. [...] Wykładowc > y też tacy, jakich mamy, z pewnością nie motywują do zdobywania wiedzy. Nie łud > źmy się - ludzie, którzy nie mają większych związków z praktyką, którzy często > od lat klepią te same rzeczy z pożółkłych notatek, którzy często są antydydakty > kami, bo na uczelniach wyższych nie ma żadnej selekcji pod tym względem, Co do wykładowców - sam miałem takiego doktoranta, który mi wmawiał że coś jest niemożliwe, że ja chyba nie chodzę na wykłady. Najpierw ja mu pokazałem praktycznie, że coś takiego JEST możliwe, chwilę później kolega podrzucił mi swoje notatki z wykładów, gdzie wykładowca (już inny) właśnie mówił, że to jest możliwe choć POZORNIE (jak ktoś nie zna teorii :) to faktycznie jest niemożliwy idiotyzm. Jeszcze kilku można by wymieniać - jednak część była naprawdę dobrych i to ode mnie zależało, którego np. wezmę na promotora. Owszem, pewne braki po studiach mogę zwalać na wykładowców (i brak samokształcenia z mojej strony też :) jednak studia dały mi dobry start w pracy. Co do zatrudniania, to nigdy nie znalazłem pracy po znajomości - więc jakie według ciebie były kryteria? Chyba właśnie (na początku) głównie to, co robiłem na studiach. TAKIE PRACE ISTNIEJĄ, i wraz z napływem obcego kapitału będzie ich coraz więcej. > Cóż, czy to ich wina, czy tych, którzy tę rzeczywistość stworzyli? Co do rzeczywistości zatrudniania po znajomości - dziś o zatrudnianiu kogoś decydują także ci, co razem ze mną kończyli studia. Więc jeśli zatrudniają po znajomości - to jest to już rzeczywistość stworzona przez nich. Student nie zmieni "stanu zastanego", ale zawsze może powoli zmieniać świat który go otacza... co tam, prościej powiedzieć, że wszyscy zatrudniają po znajomości, że on nie będzie się wybijał... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 15:39 > Jeszcze kilku można by wymieniać - jednak część była naprawdę dobrych i to > ode mnie zależało, którego np. wezmę na promotora. Z perspektywy studenta może i tacy się wydają. Weź poszperaj w publikacjach, zobacz, jakie mają osiągnięcia, a okaże się jacy są "dobrzy". > Co do zatrudniania, to nigdy nie znala > złem pracy po znajomości - więc jakie według ciebie były kryteria? Można wiedzieć, czym się zajmujesz? > co > tam, prościej powiedzieć, że wszyscy zatrudniają po znajomości, że on nie będzi > e się wybijał... Najprościej zamknąć oczy na rzeczywistość i jej nie widzieć, a żyć mitami... Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 06.06.12, 22:41 > Z perspektywy studenta może i tacy się wydają. Weź poszperaj w publikacjach, zo > bacz, jakie mają osiągnięcia, a okaże się jacy są "dobrzy". Nie interesowały mnie publikacje, interesowała mnie wiedza praktyczna. I po prawie 10 latach pracy, wciąż uważam, że gościu uczył rzeczy potrzebnych w zawodzie, a nie teorii przydatnej w publikacjach. > > Co do zatrudniania, to nigdy nie znala > > złem pracy po znajomości - więc jakie według ciebie były kryteria? > Można wiedzieć, czym się zajmujesz? Naprawy maszyn przemysłowych > > tam, prościej powiedzieć, że wszyscy zatrudniają po znajomości, że on nie > będzi > > e się wybijał... > Najprościej zamknąć oczy na rzeczywistość i jej nie widzieć, a żyć mitami... Mitem jest, że WSZYSCY zatrudniają po znajomości. Mitem, który pozwala nieudacznikom na nicnierobienie. Nie twierdzę, że zatrudniania po znajomości nie ma - jednak brak znajomości jeszcze cię nie skreśla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 14:33 zetkaf napisał: > Nie interesowały mnie publikacje, interesowała mnie wiedza praktyczna. I po pra > wie 10 latach pracy, wciąż uważam, że gościu uczył rzeczy potrzebnych w zawodzi > e, a nie teorii przydatnej w publikacjach. A na jakiej podstawie ty byłeś w stanie ocenić tę "wiedzę", będąc na pierwszym roku studiów i samemu nie mając pojęcia o temacie? Ba tak mówili starsi koledzy? Skąd ten wykładowca niby miał mieć wiedzę, skoro nie miał publikacji = nie był aktywny naukowo? Przeczytał w książkach, a może pamiętał z młodości, gdy sam obsługiwał obrabiarkę? > Naprawy maszyn przemysłowych No cóż, nikt kto doszedł do jakiegoś stanowiska dzięki układom nie przyzna się, że zawdzięcza je układom i znajomościom. > Mitem jest, że WSZYSCY zatrudniają po znajomości. Mitem, który pozwala nieudacz > nikom na nicnierobienie. Nie twierdzę, że zatrudniania po znajomości nie ma - j > ednak brak znajomości jeszcze cię nie skreśla. Prawie wszyscy. Co i tak nie zmienia postaci rzeczy. Brak znajomości rzeczywiście skreśla - na wielu stanowiskach kierowniczych w wielu zawodach. No, chyba że potrafisz zadowolić się obsługą skrawarki metalu - jak to potrafisz, to może i znajdziesz pracę przy maszynie bez znajomości w jakimś mechpolu w Kątach Wrocławskich. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 07.06.12, 20:15 > A na jakiej podstawie ty byłeś w stanie ocenić tę "wiedzę", będąc na pierwszym > roku studiów i samemu nie mając pojęcia o temacie? Na podstawie tego, jak prowadził wykłady i o czym na nich mówił. O tym, jak ma się to praktyk, które udało mi się zdobyć całkiem porządne (żadne tam ksera, itp.). Oczywiście, ryzyko było ogromne, bo wtedy byłem szczylem w swojej branży - jednak po latach, mając już doświadczenie w zawodzie, widzę, że udało mi się ocenić dobrze. > ? Skąd ten wykładowca niby miał mieć wiedzę, skoro nie miał publikacji = nie by > ł aktywny naukowo? Przepraszam, a czy pisanie publikacji jest sposobem na zdobywanie wiedzy? Sorry, ale to jedynie sposób na PREZENTOWANIE swojej wiedzy, i marnym wydaje mi się profesor który poznaje dany temat tylko dlatego, że akurat na taki temat kazali mu napisać publikację. Przypomina mi to tych studentów, co za kasę piszą prace magisterskie - dziś z ekonomii, jutro z fizyki, pojutrze z psychologii. Myślisz, że to są magisterki na wysokim poziomie? > Przeczytał w książkach, a może pamiętał z młodości, gdy sam > obsługiwał obrabiarkę? Akurat ten miał silne kontakty z przemysłem, dlatego oprócz wiedzy teoretycznej wiedział też, jakie są trendy, co się dzieje. PS. Silne kontakty - mam na myśli nie kontakty z dyrektorami, ale wykonywanie prac inżynierskich w zawodzie, podobnych prac jakie teraz ja wykonuję w ramach swojej pracy. Czasem większych projektów, czasem mniejszych - ale nie była to "nauka dla nauki". > No cóż, nikt kto doszedł do jakiegoś stanowiska dzięki układom nie przyzna się, > że zawdzięcza je układom i znajomościom. Ale też nie będzie się chwalił, że było inaczej. Będzie cicho siedział, żeby się nie wydało. Ale co tam, negować fakty każdy może - skoro sugerujesz, że kłamię, to teraz udowodnij swoje oskarżenia. > Prawie wszyscy. Co i tak nie zmienia postaci rzeczy. Prawie, robi wielką różnicę. Daje szansę na znalezienie pracy, jeśli nie ma się "pleców". Oczywiście, to implikuje inne kryteria, np. znajomość danej branży. Jak ktoś jest za słaby i się nie dostanie, to potem łatwiej powiedzieć, że po znajomości innego przyjęli, niż że się było za cienkim albo z innych powodów nie spełniało oczekiwań (to mogą być nadmierne roszczenia). Nawet wolę nie liczyć, w ilu firmach mnie nie przyjęli. W wielu "byłem za cienki", w niektórych domyślam się (choć mogę się mylić) "nie spełniłem oczekiwań" co być może oznaczało, że za dużo oczekiwałem. I nie boję się tego powiedzieć. To, że mam pracę W ZAWODZIE że jednak nie jestem najgorszy. > potrafisz zadowolić się obsługą skrawarki metalu - jak to potrafisz, to może "zadowolić się obsługą skrawarki metalu" - niejeden magister (pracujący na kasie w markecie albo w urzędzie na najniższym stołku) z zazdrością wziąłby wypłatę dobrego rzemieślnika. > w jakimś mechpolu w Kątach Wrocławskich. Ciekawe, co na takie naruszenie wizerunku powiedziałby mechpol? Bo właśnie zasugerowałeś, że to byle praca, pracować w "jakimś Mechpolu" - a firma może to różnie odebrać. Nie życzę ci sprawdzać, czy pozytywnie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 14:42 zetkaf napisał: > Na podstawie tego, jak prowadził wykłady i o czym na nich mówił. O tym, jak ma > się to praktyk, które udało mi się zdobyć całkiem porządne (żadne tam ksera, it > p.). Oczywiście, ryzyko było ogromne, bo wtedy byłem szczylem w swojej branży - > jednak po latach, mając już doświadczenie w zawodzie, widzę, że udało mi się o > cenić dobrze. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Poza tym nietrudno być "specjalistą" na I roku, gdzie wykłada się podstawy, których łatwo można nauczyć się z podręczników. Dużo trudniej na starszych latach, gdzie już same książki nie wystarczą - trzeba samemu aktywnie "robić" w branży. > Przepraszam, a czy pisanie publikacji jest sposobem na zdobywanie wiedzy? Sorry > , ale to jedynie sposób na PREZENTOWANIE swojej wiedzy... A skąd ty możesz wiedzieć, kto jaką ma wiedzę, jak jej NIE PREZENTUJE??? Bo odklepuje na wykładach coś, co klepie od lat, albo przeczytał przed samymi zajęciami z podręczników, z których później uczą się studenci? Słabe masz pojęcie o wiedzy akademickiej, żeby ją mieć na poziomie akademickim, a nie prowincjonalnego liceum, trzeba aktywnie uprawiać naukę. > ...i marnym wydaje mi się > profesor który poznaje dany temat tylko dlatego, że akurat na taki temat kazali > mu napisać publikację. "Kazali" profesorowi napisać publikację? Kto kazał? Doktoranci? Potwierdzasz mój poprzedni wniosek, że nie masz pojęcia o realiach akademickich. > Przypomina mi to tych studentów, co za kasę piszą prace > magisterskie - dziś z ekonomii, jutro z fizyki, pojutrze z psychologii. Myślis > z, że to są magisterki na wysokim poziomie? No, jeśli od napisania pracy magisterskiej zależy uzyskanie tytułu mgr, co później przekłada się na zarobki, to faktycznie - piszą za kasę. Dokładnie tak, jak profesor czy doktor :D > Akurat ten miał silne kontakty z przemysłem, dlatego oprócz wiedzy teoretycznej > wiedział też, jakie są trendy, co się dzieje. A na czym te kontakty polegały? Na utrzymywaniu przyjacielskich stosunków z własnymi absolwentami czy obsłudze obrabiarki po wykładach na uczelni? > PS. Silne kontakty - mam na myśli nie kontakty z dyrektorami, ale wykonywanie p > rac inżynierskich w zawodzie, podobnych prac jakie teraz ja wykonuję w ramach s > wojej pracy. Czasem większych projektów, czasem mniejszych - ale nie była to "n > auka dla nauki". Czyli jak wyżej. > Ale też nie będzie się chwalił, że było inaczej. Będzie cicho siedział, żeby si > ę nie wydało. Nie zrozumiałeś. Będzie się chwalił, że było inaczej, bo tacy ludzie przeważnie nie są w stanie obiektywnie, krytycznie ocenić, jakim czynnikom faktycznie zawdzięczają swoje posadki. Zapytaj kogokolwiek zajmującego wysoki stołek, to każdy ci powie, że żadne znajomości - do wszystkiego doszedł własną pracą. Po znajomościach to załatwiają wszyscy inni, tylko nie on. Tak jak w więzieniu, gdzie zawsze siedzą sami niewinni. > Ale co tam, negować fakty każdy może - skoro sugerujesz, że kłamię, to teraz ud > owodnij swoje oskarżenia. Znam polską rzeczywistość i nawet zakładając, że w twoim przypadku było inaczej, zasadniczo jest tak, jak wcześniej napisałem. Czyli twój przypadek i tak niczego nie zmienia. > Prawie, robi wielką różnicę. Daje szansę na znalezienie pracy, jeśli nie ma się > "pleców". Nie, w praktyce nie robi żadnej różnicy. To twoje "daje szanse" nie ma znaczenia, bo w praktyce nie ma większego znaczenia, czy znajomości decydują w 100 czy 95%. > Jak ktoś jest za słaby i się nie dostanie, to potem łatwiej powiedzieć, że po z > najomości innego przyjęli, niż że się było za cienkim albo z innych powodów nie > spełniało oczekiwań (to mogą być nadmierne roszczenia). Więc jak wytłumaczysz fakt, że na stołkach (urzędniczych, samorządowych, akademickich, dziennikarskich, menadżerskich) zasiada mnóstwo niekompetentnych osób? Byli tacy wspaniali, że z miejsca wyeliminowali konkurencję? > Nawet wolę nie liczyć, w ilu firmach mnie nie przyjęli. W wielu "byłem za cienk > i", w niektórych domyślam się (choć mogę się mylić) "nie spełniłem oczekiwań" c > o być może oznaczało, że za dużo oczekiwałem. I nie boję się tego powiedzieć. T > o, że mam pracę W ZAWODZIE że jednak nie jestem najgorszy. Jaką pracę? Jeśli obsługujesz skrawarkę metali, to sorry, ale zwyczajnie nie miałeś okazji jeszcze poznać reguł rekrutacji tam, gdzie jest już jakaś konkurencja. > "zadowolić się obsługą skrawarki metalu" - niejeden magister (pracujący na kasi > e w markecie albo w urzędzie na najniższym stołku) z zazdrością wziąłby wypłatę > dobrego rzemieślnika. Wypłatę może tak, ale pracę już niekoniecznie. Poza tym rzemieślnik to akurat zawód, gdzie kompetencje łatwo zweryfikować, większość jest takich, gdzie nie jest to takie oczywiste i tam jest ogromne pole do nadużyć i patologii. > Ciekawe, co na takie naruszenie wizerunku powiedziałby mechpol? Bo właśnie zasu > gerowałeś, że to byle praca, pracować w "jakimś Mechpolu" - a firma może to róż > nie odebrać. Nie życzę ci sprawdzać, czy pozytywnie :) Hehe, widać trafiłem :-)) Pracuj dalej w swoim mechpomie w Kątach Wroclawskich przy obrabianiu śrubek i ciesz się, że zdobyłeś swoją pracę uczciwie. Tylko nie zabieraj głosu w sprawach, o których nie masz bladego pojęcia. Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 09.06.12, 00:01 > Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku :) > Poza tym nietrudno być "specjalistą" na I roku > , gdzie wykłada się podstawy, których łatwo można nauczyć się z podręczników. D > użo trudniej na starszych latach, gdzie już same książki nie wystarczą - trzeba > samemu aktywnie "robić" w branży. Och, jakiś ty mądry... tyle, że wspomniany wykładowca miał z nami wykłady na III roku, a nie na I. Promotora wybiera się na IV roku albo na V. Ale co tam, troll uparcie broniący swoich racji uparcie pominie pewne moje wypowiedzi, żeby potem z czystym sumieniem wmawiać innym swoje idiotyzmy. PS. Co do wypowiedzi "samemu aktywnie "robić" w branży" - po pierwsze, na uczelni zdarzali się i teoretycy nie robiący w branży a potrafiący swoje zaawansowane TEORETYCZNE przedmioty tak rozciągnąć ku stopniom profesorskim, że wyglądało to mądrze także dla studenta V roku (niekoniecznie praktycznie). Po drugie, fajnie by było jakbyś przejrzał moje wypowiedzi z uwagą i zrozumieniem, wspomniałem, że ta "jednak jaskółka" jak nazwałeś mojego promotora, właśnie "robiła w branży". Inna sprawa, że było i paru teoretyków którzy zbłaźnili się swoimi brakami w wiedzy, i podziękowania dla wcześniejszego technikum że trochę bardziej przyłożyło się do tematów, które rzekomo nie były kluczowymi dla mojego kierunku studiów (technikum w kierunku zbliżonym, ale nie do końca tym samym co studia). > A skąd ty możesz wiedzieć, kto jaką ma wiedzę, jak jej NIE PREZENTUJE??? A powiedz mi, ilu STUDENTÓW czyta "mądre publikacje"? Przy pomocy publikacji, wykładowca prezentuje swą wiedzę "gronu mędrców". Jednak wykładowca prezentuje swoją wiedzę także gronu studentów - W CZASIE WYKŁADÓW (czy zbieżność nazw "wykładowca" i "wykład" nie daje ci do myślenia?). Tak więc studentom wykładowca swoją wiedzę prezentuje raczej w czasie wykładów, niż poprzez publikacje w wydawnictwach skierowanych chyba jednak raczej do kadry profesorskiej. > lepuje na wykładach coś, co klepie od lat, albo przeczytał przed samymi zajęcia > mi z podręczników, z których później uczą się studenci? A co, jeśli nie poklepuje od lat, tylko modyfikuje swoje wykłady, przygotowuje się przed każdym wykładem? Albo jeśli w ogóle nie przygotowuje się do wykładów, bo wiedzę ma tak szeroką (i uporządkowaną) że potrafi z głowy opowiedzieć o danym temacie, bez zaglądania do podręczników dla studentów? Dodam, że akurat gościu jest autorem jednego podręcznika, i trzeba mu to przyznać - że jeśli porównać wykłady z jego podręcznikiem, to na wykładach nie zapomina o najważniejszych aspektach opisanych w JEGO podręczniku. > Słabe masz pojęcie o wiedzy akademickiej, żeby ją mieć na poziomie akademickim, a nie > prowincjonalnego liceum, trzeba aktywnie uprawiać naukę. A skąd ty czerpiesz wiedzę o mojej wiedzy? ze swojego, powierzchownego zdania na mój temat? Właśnie po tym poznać mędrca, że najpierw poznaje temat dogłębnie, a dopiero później wysuwa swoje teorie - ty najpierw wysunąłeś teorie, a potem... a potem nawet ich nie sprawdzasz poprzez praktykę, jak przystało by naukowcowi, ty wręcz na siłę dopasowujesz fakty do swoich teorii, a jeśli się nie uda - to je negujesz. > "Kazali" profesorowi napisać publikację? Kto kazał? Doktoranci? Ktokolwiek - jeśli poznaje temat tylko po to, żeby napisać publikację... zdaje mi się, że taki naukowiec powinien zgłębiać "swój" temat w ramach badań naukowych, aby poznać daną branżę, itp. - a publikacja ma na celu jedynie prezentację swoich osiągnięć. A nie jest celem poznania... > No, jeśli od napisania pracy magisterskiej zależy uzyskanie tytułu mgr, co późn > iej przekłada się na zarobki, to faktycznie - piszą za kasę. Dokładnie tak, jak > profesor czy doktor :D Mówię o takich, co piszą DLA KOGOŚ magisterki. Nie dla siebie, żeby zdobyć tytuł, który potem da im zatrudnienie. O takich, co napisali w życiu kilkanaście, kilkadziesiąt magisterek, ale dyplom mają jeden - a kasę mają za (NIELEGALNE) oddanie praw autorskich komuś, kto zapłacił. > A na czym te kontakty polegały? Na utrzymywaniu przyjacielskich stosunków z wła > snymi absolwentami czy obsłudze obrabiarki po wykładach na uczelni? Na wykonywaniu projektów adekwatnych do jego przedmiotu - projektowaniu układów sterowania maszyn. Co akurat napisałem, ale to jeszcze trzeba chcieć przeczytać. A także znajdowania studentom możliwości współuczestniczenia w projektach morskich/wojskowych, a później merytorycznego nadzoru nad pracami magisterskimi pisanymi właśnie w tak praktyczny sposób. PS. Maszyn NIE NA UCZELNI. Maszyn pracujących obecnie w firmach produkcyjnych, w ośrodkach morskich, a także w wojsku. Choć może w wojsku to już nie "maszyny", ale np. "obiekty symulacyjne", jeśli już masz czepiać się nazw. > Nie zrozumiałeś. Będzie się chwalił, że było inaczej, bo tacy ludzie przeważnie > nie są w stanie obiektywnie, krytycznie ocenić, jakim czynnikom faktycznie zaw > dzięczają swoje posadki. Bo zaczynając pracę w obcym województwie, wśród obcych ludzi, po kilku latach przenosząc się znów do innego miasta, nie potrafię ocenić, że pracy nie dostałem po znajomości? ROTFL... > Znam polską rzeczywistość i nawet zakładając, że w twoim przypadku było inaczej No właśnie - czyli jednak ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ? Więc każdy, kto nie ma znajomości, powinien spróbować - a potem, jak mu się uda, kolejnych zatrudniać tak, jak zatrudniono jego - bez znajomości. > , zasadniczo jest tak, jak wcześniej napisałem. Jakieś dane statyczne na potwierdzenie twoich "szacunków z czapy"? > Czyli twój przypadek i tak niczego nie zmienia. Zmienia. Bo jeśli będę miał coś do powiedzenia, to pewnie przyjmę podobne kryteria jak ci, co mnie przyjmowali. Zmienia dla tych, co nie mają pleców - daje nadzieja. > Nie, w praktyce nie robi żadnej różnicy. To twoje "daje szanse" nie ma znaczeni > a, bo w praktyce nie ma większego znaczenia, czy znajomości decydują w 100 czy > 95%. Ma. Osoba wybitna, bez znajomości, nie jest skazana na porażkę. > Więc jak wytłumaczysz fakt, że na stołkach (urzędniczych, samorządowych, akadem > ickich, dziennikarskich, menadżerskich) zasiada mnóstwo niekompetentnych osób? Mnóstwo - ale czemu nie użyłeś słowa "wszyscy"? Bo jednak część jest zatrudniona bez znajomości? A ja już miałem okazję się przekonać, że najczęściej właśnie osoby niekompetentne najszybciej oceniają innych jako niekompetentnych - bo brak im wiedzy aby zrozumieć czyjeś działania. Więc zwalają SWOJE NIEZROZUMIENIE ZASAD na czyjąś niekompetencję. Ileż to razy w pracy kolega atakował mnie, że zrobiłem coś bez sensu - jednak gdy już dał mi szansę wytłumaczyć mu, czemu zrobiłem tak nie inaczej, sam stwierdzał, że to rozwiązanie nie było wcale takie głupie, ba, często sam przyznawał, że w świetle tych argumentów było to rozwiązanie optymalne. Ale, gdy na początku nie wziął pod uwagę wielu istotnych aspektów, to rozwiązanie wydawało mu się wręcz kretyńskie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 01:29 zetkaf napisał: > Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku :) Ale jeden krok to żadna podróż. Rozumiesz różnicę? > Och, jakiś ty mądry... tyle, że wspomniany wykładowca miał z nami wykłady na II > I roku, a nie na I. No to strasznie wykształconych studentów uczył... :D > Promotora wybiera się na IV roku albo na V. Ale co tam, tro > ll uparcie broniący swoich racji uparcie pominie pewne moje wypowiedzi, żeby po > tem z czystym sumieniem wmawiać innym swoje idiotyzmy. ??? Co ty bredzisz? Gdzie była mowa o wybieraniu promotora??? > PS. Co do wypowiedzi "samemu aktywnie "robić" w branży" - po pierwsze, na uczel > ni zdarzali się i teoretycy nie robiący w branży a potrafiący swoje zaawansowan > e TEORETYCZNE przedmioty tak rozciągnąć ku stopniom profesorskim, że wyglądało > to mądrze także dla studenta V roku (niekoniecznie praktycznie). Co to znaczy "zaawansowane TEORETYCZNE przedmioty rozciągnąć ku stopniom profesorskim"? Co to za bełkot? > Po drugie, faj > nie by było jakbyś przejrzał moje wypowiedzi z uwagą i zrozumieniem, wspomniałe > m, że ta "jednak jaskółka" jak nazwałeś mojego promotora, właśnie "robiła w bra > nży". Co mogła "robić w branży", jak nie uprawiała nauki? Obsługiwać skrawarkę metalu? > Inna sprawa, że było i paru teoretyków którzy zbłaźnili się swoimi brakam > i w wiedzy, i podziękowania dla wcześniejszego technikum że trochę bardziej prz > yłożyło się do tematów, które rzekomo nie były kluczowymi dla mojego kierunku s > tudiów (technikum w kierunku zbliżonym, ale nie do końca tym samym co studia). Chyba nie za bardzo rozumiesz, czym jest teoria i praktyka w nauce. Dla ciebie, jak wnioskuję z twoich komentarzy, uprawianie nauki to sama teoria, a żeby być praktykiem, trzeba samemu sterować maszynami. A znasz takie powiedzenie: "Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria"? > A powiedz mi, ilu STUDENTÓW czyta "mądre publikacje"? Studenci nie muszą czytać "mądrych publikacji" swoich profesorów. Wystarczy, że wiedzą, że oni mają te publikację i są one cenione w nauce. > Przy pomocy publikacji, w > ykładowca prezentuje swą wiedzę "gronu mędrców". Jednak wykładowca prezentuje s > woją wiedzę także gronu studentów - W CZASIE WYKŁADÓW (czy zbieżność nazw "wykł > adowca" i "wykład" nie daje ci do myślenia?). Tak więc studentom wykładowca swo > ją wiedzę prezentuje raczej w czasie wykładów, niż poprzez publikacje w wydawni > ctwach skierowanych chyba jednak raczej do kadry profesorskiej. A ja ci wciąż tłumaczę, że studia to nie gimnazjum i wykładowca, który nie ma tych "mądrych publikacji" (czyli nie uprawia nauki), nie ma też wiedzy. Dociera to do ciebie, że wiedza pracownika naukowo-dydaktycznego na uczelni wyższej to coś więcej niż przeczytanie tych samych rozdziałów, co studenci, tylko wcześniej? > A co, jeśli nie poklepuje od lat, tylko modyfikuje swoje wykłady, przygotowuje > się przed każdym wykładem? Modyfikuje na podstawie czego? > Albo jeśli w ogóle nie przygotowuje się do wykładów, > bo wiedzę ma tak szeroką (i uporządkowaną) że potrafi z głowy opowiedzieć o da > nym temacie, bez zaglądania do podręczników dla studentów? Skąd niby ma mieć tę wiedzę, jak nie uprawia nauki? > Dodam, że akurat goś > ciu jest autorem jednego podręcznika, i trzeba mu to przyznać - że jeśli porówn > ać wykłady z jego podręcznikiem, to na wykładach nie zapomina o najważniejszych > aspektach opisanych w JEGO podręczniku. No to po prostu wszystkowiedzący geniusz :D Nie rozśmieszaj mnie... > A skąd ty czerpiesz wiedzę o mojej wiedzy? ze swojego, powierzchownego zdania n > a mój temat? Z bzdurnych komentarzy, które napisałeś :-)) > Właśnie po tym poznać mędrca, że najpierw poznaje temat dogłębnie, > a dopiero później wysuwa swoje teorie - ty najpierw wysunąłeś teorie, a potem. > .. a potem nawet ich nie sprawdzasz poprzez praktykę, jak przystało by naukowco > wi, ty wręcz na siłę dopasowujesz fakty do swoich teorii, a jeśli się nie uda - > to je negujesz. Czyli co, z tych steków głupot, jakie napisałeś, nie należy wyciągać żadnych wniosków? > > "Kazali" profesorowi napisać publikację? Kto kazał? Doktoranci? > Ktokolwiek - jeśli poznaje temat tylko po to, żeby napisać publikację... zdaje > mi się, że taki naukowiec powinien zgłębiać "swój" temat w ramach badań naukowy > ch, aby poznać daną branżę, itp. - a publikacja ma na celu jedynie prezentację > swoich osiągnięć. A nie jest celem poznania... Rany, ale się uśmiałem... Doktoranci kazali swojemu profesorowi napisać artykuł. Dobre... :D Albo naukowiec po to prowadzi badania, żeby "poznać branżę"... :DD Albo prowadzi badania tylko i wyłącznie celem "poznania"... :DDD A nade wszystko śmieszna jest twoja pierwotna teza, że jak profesor uprawia naukę, to tylko dlatego, że ktoś (coś?) go zmusza... :DDD Nie błaźnij się więcej, bardzo cię proszę :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 09.06.12, 07:29 > > Och, jakiś ty mądry... tyle, że wspomniany wykładowca miał z nami wykłady > na II > > I roku, a nie na I. > No to strasznie wykształconych studentów uczył... :D Na IV z kolei już musisz wybrać promotora - czy student jest duuużo mądrzejszy? > > Promotora wybiera się na IV roku albo na V. Ale co tam, tro > > ll uparcie broniący swoich racji uparcie pominie pewne moje wypowiedzi, ż > eby po > > tem z czystym sumieniem wmawiać innym swoje idiotyzmy. > Co ty bredzisz? Gdzie była mowa o wybieraniu promotora??? Tutaj, że zacytuję: "to ode mnie zależało, którego np. wezmę na promotora." Widzę, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo ty i tak wiesz lepiej, i na siłę negujesz wszystko co powiem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 12:45 zetkaf napisał: > Na IV z kolei już musisz wybrać promotora - czy student jest duuużo mądrzejszy? Trochę jest mądrzejszy, a na pewno lepiej zna swoich wykładowców. Więc już w miarę wie, który ma jakieś osiągnięcia, a który nie ma ich w ogóle, nie kierując się tylko tym, czy wykładowca atrakcyjnie przekazuje wiedzę na wykładzie, sympatycznie uśmiecha się pod wąsem etc. > Tutaj, że zacytuję: > "to ode mnie zależało, którego np. wezmę na promotora." A jaki to ma związek z dyskusją? > Widzę, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo ty i tak wiesz lepiej, i na siłę neg > ujesz wszystko co powiem... Nie, to ty "lepiej wiesz", mimo że nie masz pojęcia, o czym piszesz. Najlepszym przykładem są twoje naiwne sądy na temat nauki i pracowników akademickich - właśnie na poziomie takiego studenta w środku studiów. A teraz zabrakło ci argumentów, więc rezygnujesz z dyskusji, okłamując siebie i innych jakimiś bzdurnymi, wyssanymi z palca, tanimi zarzutami ad personam. Udowadniając w ten sposób, że zwyczajnie nie dorosłeś do tej dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 01:46 zetkaf napisał: > Mówię o takich, co piszą DLA KOGOŚ magisterki. Nie dla siebie, żeby zdobyć tytu > ł, który potem da im zatrudnienie. O takich, co napisali w życiu kilkanaście, k > ilkadziesiąt magisterek, ale dyplom mają jeden - a kasę mają za (NIELEGALNE) od > danie praw autorskich komuś, kto zapłacił. Więc piszesz od rzeczy, bo jaki ma to związek z dyskusją? > Na wykonywaniu projektów adekwatnych do jego przedmiotu - projektowaniu układów > sterowania maszyn. Co akurat napisałem, ale to jeszcze trzeba chcieć przeczyta > ć. Czyli chałturzył. Kosztem swoich obowiązków zawodowych (robienie badań naukowych). Faktycznie, bardzo mądry wykładowca i wspaniały autorytet do naśladowania... ;) > A także znajdowania studentom możliwości współuczestniczenia w projektach mo > rskich/wojskowych, a później merytorycznego nadzoru nad pracami magisterskimi p > isanymi właśnie w tak praktyczny sposób. Dobrze, że przynajmniej studenci mieli jakąś korzyść z jego chałtur. > Bo zaczynając pracę w obcym województwie, wśród obcych ludzi, po kilku latach p > rzenosząc się znów do innego miasta, nie potrafię ocenić, że pracy nie dostałem > po znajomości? ROTFL... A co ma obce województwo, obcy ludzie, inne miasto do dawania pracy? Oni/e ci tę pracę dali czy szef firmy? A przy awansie (o ile choć raz coś takiego miałeś) też nikt cię nie znał? > No właśnie - czyli jednak ISTNIEJE MOŻLIWOŚĆ? Więc każdy, kto nie ma znajomości > , powinien spróbować - a potem, jak mu się uda, kolejnych zatrudniać tak, jak z > atrudniono jego - bez znajomości. Za bardzo teoretyzujesz, za mało znasz praktykę. Istnieje też MOŻLIWOŚĆ, że wygrasz w totka. Ile razy wypełniłeś kupon? > Jakieś dane statyczne na potwierdzenie twoich "szacunków z czapy"? A ty masz jakieś dane na poparcie swoich opinii "z czapy". Jak na razie męczysz cały czas tylko jeden przykład. Swojej osoby. Wspaniale obiektywny... A poszukaj wypowiedzi różnych osób na forach. Wtedy dowiesz się, że moja opinia jest powszechna, a twoja kuriozalna. To nie na mnie spoczywa ciężar dowodu, a na tym, kto wysuwa bardziej absurdalną tezę. > Zmienia. Bo jeśli będę miał coś do powiedzenia, to pewnie przyjmę podobne kryte > ria jak ci, co mnie przyjmowali. Zmienia dla tych, co nie mają pleców - daje na > dzieja. Nadzieja matką głupich i naiwnych. Pochwalisz się, jaki to sukces zawodowy osiągnąłeś dzięki owym "uczciwym" kryteriom, czy dalej mam zgadywać? > Ma. Osoba wybitna, bez znajomości, nie jest skazana na porażkę. 95 osób na 100 będzie. Więc wracamy do pierwotnej tezy: prawie wszyscy w Polsce dostają pracę/awans/podwyżkę dzięki znajomościom i układom. Zgadzasz się z nią? > Mnóstwo - ale czemu nie użyłeś słowa "wszyscy"? Czy ja gdzieś napisałem, że wszyscy? > Bo jednak część jest zatrudnion > a bez znajomości? Część nieistotna statystycznie i niemająca znaczenia dla oceny zjawiska. > A ja już miałem okazję się przekonać, że najczęściej właśnie > osoby niekompetentne najszybciej oceniają innych jako niekompetentnych - bo bra > k im wiedzy aby zrozumieć czyjeś działania. Więc zwalają SWOJE NIEZROZUMIENIE Z > ASAD na czyjąś niekompetencję. Niekompetentne w czym? > Ileż to razy w pracy kolega atakował mnie, że zr > obiłem coś bez sensu - jednak gdy już dał mi szansę wytłumaczyć mu, czemu zrobi > łem tak nie inaczej, sam stwierdzał, że to rozwiązanie nie było wcale takie głu > pie, ba, często sam przyznawał, że w świetle tych argumentów było to rozwiązani > e optymalne. Ale, gdy na początku nie wziął pod uwagę wielu istotnych aspektów, > to rozwiązanie wydawało mu się wręcz kretyńskie... Widać masz kolegę-kretyna. I co z tego? Z twojego postu wynika, że tacy są wszyscy. Ja uogólniłem zjawisko na podstawie 95%, ty - na podstawie jednego kolegi... Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: A po co motywować? 09.06.12, 00:08 > Jaką pracę? Jeśli obsługujesz skrawarkę metali, to sorry, Sorry, ale NIE OBSŁUGUJĘ skrawarki do metali - ja co najwyżej mógłbym ją programować. Choć specjalizuje się raczej w maszynach mniej seryjnych... > Wypłatę może tak, ale pracę już niekoniecznie. No tak, bo praca upodla człowieka, a magistra robią po to, żeby siedzieć za biurkiem? Szkoda, że nie doczytałeś, jakie alternatywne, dosyć popularne chyba wśród magistrów zawody wspominam - jeśli praca na kasie wydaje ci się lepsza od dobrego frezera/tokarza/itp., to cóż... de gustibus non disputandum est... polecam jednak zapoznać się z oceną ryzyka zawodowego - jak można się kłócić nad oceną społeczną stanowiska kasjera, tak już to jak załatwia ci ten zawód kręgosłup i robi z ciebie inwalidę raczej ciężko porównywać z czymkolwiek. > Poza tym rzemieślnik to akurat z > awód, gdzie kompetencje łatwo zweryfikować, Choć nie jestem rzemieślnikiem, kompetencje w moim zawodzie łatwo zweryfikować, w końcu kierunek inżynierski, czyt. ścisły. Tam, gdzie trudniej zweryfikować, łatwiej o pomyłkę rekrutujących, łatwiej o wydumane zarzuty o nepotyzmie czy znajomościach - bo jakże tu odgadnąć, czemu ktoś wybrał tego, a nie innego kandydata? Zarzuty niekoniecznie mające swoje podstawy, być może jedyną podstawą jest właśnie trudność weryfikacji. > Hehe, widać trafiłem :-)) Nie, nie trafiłeś - spytaj krasnaladumy, po prostu jestem wrażliwy na tle praw autorskich i praw pokrewnych. > Pracuj dalej w swoim mechpomie A ty wmawiaj sobie, że wiesz, gdzie pracuję. Tylko nie zabieraj głosu w sprawach, o których nie masz pojęcia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: A po co motywować? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 01:57 zetkaf napisał: > Sorry, ale NIE OBSŁUGUJĘ skrawarki do metali - ja co najwyżej mógłbym ją progra > mować. Choć specjalizuje się raczej w maszynach mniej seryjnych... A można wiedzieć, czym konkretnie się zajmujesz? > No tak, bo praca upodla człowieka, a magistra robią po to, żeby siedzieć za biu > rkiem? Nie rozumiesz (może z braku własnych odpowiednich doświadczeń życiowych). Jak myślisz, ilu absolwentów po filozofii czy psychologii będzie pasjonowało zmienianie przekładni w obrabiarce metalu? > Szkoda, że nie doczytałeś, jakie alternatywne, dosyć popularne chyba wśr > ód magistrów zawody wspominam - jeśli praca na kasie wydaje ci się lepsza od do > brego frezera/tokarza/itp., to cóż... de gustibus non disputandum est... poleca > m jednak zapoznać się z oceną ryzyka zawodowego - jak można się kłócić nad ocen > ą społeczną stanowiska kasjera, tak już to jak załatwia ci ten zawód kręgosłup > i robi z ciebie inwalidę raczej ciężko porównywać z czymkolwiek. Zaiste, pasjonujące zawody... ;) Ciekawe, czy znasz jakieś inne... Gratuluję wyobraźni. Ale rozumiem, że dla ciebie satysfakcja z wykonywanej pracy = społeczna ocena danej pracy? Innymi słowy, jeśli ja uważam, że w zamiataniu ulic nie ma nic zdrożnego, to z pewnością sam aż się palę do zamiatania ulic, mimo że mam doktorat, trzy fakultety i 2 książki z filozofii? > Tam, gdzie trudniej zweryfikować, łatwiej o pomyłkę rekrutujących, łatwiej o wy > dumane zarzuty o nepotyzmie czy znajomościach - bo jakże tu odgadnąć, czemu kto > ś wybrał tego, a nie innego kandydata? Zarzuty niekoniecznie mające swoje podst > awy, być może jedyną podstawą jest właśnie trudność weryfikacji. Takich zawodów jest zdecydowana większość. Zarzuty, niestety, często nie są wydumane - tam, gdzie trudno o jednoznaczną, obiektywną ocenę, tam pojawia się szerokie pole do nadużyć, które ludzie chętnie wykorzystują. Ale żeby to wiedzieć, trzeba mieć trochę większe doświadczenie życiowe i zawodowe niż zdobyte przy programowaniu obrabiarek... > Nie, nie trafiłeś - spytaj krasnaladumy, po prostu jestem wrażliwy na tle praw > autorskich i praw pokrewnych. A kim jest ów Krasnal Duma? Twoim kolegą z Mechpomu w Kątach Wrocławskich? > A ty wmawiaj sobie, że wiesz, gdzie pracuję. Tylko nie zabieraj głosu w sprawac > h, o których nie masz pojęcia. Ten czy inny mechpom - co to za różnica? Zasady mniej więcej te same. Możliwość zrobienia światowej kariery - również :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
artfilms Jak podejść studenta, żeby chciało mu się uczyć? 05.06.12, 12:25 Podam przykład motywacji.... Znana wrocławska uczelnia, wykładowca doktor...przez kilkadziesiąt godzin wykładów burczał pod nosem, miał problem z obsługą mikrofonu bezprzewodowego, większośc prezentacji w power poincie to były plagiaty, kopie z netu ( ta sama treść) i firmował to swoim nazwiskiem. Egzamin to terror w deficycie czasu. Na koniec zadecydował, ci którzy chcą mieć 3 odrywaja pasek z nazwiskiem i numerem indeksu, a ci którzy chcą byc oceniani oddają prace. Ambitnych zostało poniżej 10% w tym i ja. Ocena -3, kilka osób dostało 2. Wdałem sie w dyskusje i usłyszałem, że merytorycznie praca napisana ładnie jednak nie zostały ujete treści tak jak na wyświetlanych slajdach. Dla mnie jedno wielkie dno. Jeden z wielu przykładów. W stosunku do przedmiotów mało istotnych, uzupełniających, nikomu niepotrzebnych, dzisiaj stosuję zasadę 3xZ. Dziekuje Panu Doktorowi za wypalenie moich ambicji :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ftff Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.12, 12:43 @artfilms: Ale ale - kto broni studentom walczyć o zmianę tego stanu rzeczy? Nagrać profesora, wrzucić do sieci. Zaprosić incognito dziennikarza z GW. A przede wszystkim - protestować, pisać skargi, aż do ministra włącznie, wszystko z kopią do prasy. Oczywiście jest za to cena - trzeba będzie się uczyć... Ale ktoś pierwszy musi zacząć dążyć do zmiany. Prawda jest taka, że narzekają bardziej ambitni pracownicy naukowi, narzekają bardziej ambitni studenci... ale znakomitej większości po obu stronach barykady odpowiada podejście "czy się stoi, czy się leży ... się należy" (w miejsce kropek każda grupa wstawi sobie odpowiednio oczekiwania finansowe albo ocenę w indeksie). Btw, znałem jednego doktora, który zwolnił się z uczelni, bo nie mógł ani wymusić na studentach przygotowywania się do zajęć, ani na władzach uczelni bardziej rygorystycznego traktowania takich sytuacji, ani samemu takiego stanu rzeczy zaakceptować. Młody był, chciało mu się... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pipi Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.vectranet.pl 05.06.12, 14:21 Jak dotąd studenci GW zapraszali, a ta z zapałem robiła interwencyjne reportaże, wyłącznie w przypadkach, gdy właśnie jakiś wykładowca wymagał od studentów, albo gdy miał czelność powiedzieć/napisać im, co o ich podejściu do studiowania myśli. Problemem jest właśnie to, że większości studentów zależy na papierku, a nie na wiedzy. Większości wykładowców zależy na tym, żeby było dużo studentów, a nie wysoki poziom, bo z tego żyją. Ministerstwu zależy na tym, żeby studiowało jak najwięcej ludzi, a nie żeby studia trzymały poziom, bo to im podnosi wskaźniki skolaryzacji. A co do komisji akredytacyjnej, to ona owszem sprawdza program studiów i tym podobne rzeczy - tyle że nie zawraca sobie głowy tym, czy program jest sensowny ani czy wykładowcy mają kompetencje do realizowania takiego programu, ale tym, czy w papierach wszystko się zgadza. Jeśli w papierach jest dobrze, a w rzeczywistości wszystko do niczego, to dla nich wszystko jest w porządku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naomi Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 05.06.12, 14:33 Gość portalu: pipi napisał(a): > Jak dotąd studenci GW zapraszali, a ta z zapałem robiła interwencyjne reportaże > , wyłącznie w przypadkach, gdy właśnie jakiś wykładowca wymagał od studentów, a > lbo gdy miał czelność powiedzieć/napisać im, co o ich podejściu do studiowania > myśli. I bardzo dobrze, że studenci zgłaszali takie sprawy gazetom, świadczy to bardzo dobrze o ich świadomości obywatelskiej. Warto wymienić choćby inicjatywę Czwarty Paragraf - znamienne, że stworzyli ją studenci niezgadzający się na wiele zastanych patologii, a nie pracownicy akademiccy. Natomiast piszesz nieprawdę, twierdząc, że studenci donosili o sytuacjach, gdy wykładowca wymagał - praktycznie zawsze dotyczyło to różnych patologicznych zachowań pracowników akademickich (także związanych z wymaganiem na egzaminach). Poczytaj dokładnie artykuły, to dowiesz się, o co w nich chodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi 10/10 05.06.12, 14:56 Gość portalu: pipi napisał(a): > Problemem jest właśnie to, że większości studentów zależy na papierku, a > nie na wiedzy. Większości wykładowców zależy na tym, żeby było dużo studentów, > a nie wysoki poziom, bo z tego żyją. Ministerstwu zależy na tym, żeby studiowa > ło jak najwięcej ludzi, a nie żeby studia trzymały poziom, bo to im podnosi wsk > aźniki skolaryzacji. Trafnie ujęte. I tym wątkiem pytanie komu tak naprawdę będzie zależało na trzymaniu poziomu studiów wyższych? A może się okaże że co ambitniejsi i zdolniejsi (i w dodatku zamożniejsi) będą wybierać studia poza Polską? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WT Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 15:52 Ministerstwu nic po wskaźnikach skolaryzacji, bo po pierwsze: każdy wie, że one o niczym nie świadczą, po drugie: widoczne podniesienie liczby absolwentów opuszczających mury uczelni następuje dopiero po wielu latach, tak więc zjawisko to nie ma wpływu na ocenę danego ministerstwa. Na utrzymaniu patologicznego systemu edukacji zależy przede wszystkim uczelniom, które mogą zbijać łatwą kasę w sytuacji boomu edukacyjnego i braku rygorystycznego nadzoru ze strony ministerstwa nad jakością studiów wyższych. To one są odpowiedzialne za gwałtowny wzrost liczby studentów na kierunkach społeczno-humanistycznych i obniżenie poziomu absolwentów polskich uczelni. Ministerstwo nie tylko nie przykłada do tego ręki, ale próbuje aktywnie przeciwdziałać, choćby poprzez tworzenie programów promujących i finansujących kierunki ścisłe i techniczne. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: 10/10 05.06.12, 16:53 Oj to posłuchaj jak się Pani Kudrycka i inni chwali wskaźnikami skolaryzacji. Lud i dziennikarze to kupują, a politycy chcą podbijać słupki popularności - patrzcie i podziwiajcie wszak nasze do osiągnięcie:) A co do aktywnego przeciwdziałania i promowania kierunków technicznych to mamy wspaniałe efekty: 1) Biotechnologia kierunek zamawiany chociaż w polskich realiach ta gałąź przemysłu praktycznie nie istnieje. W sumie zamawiani bezrobotni ale teraz nie humaniści ale z dziedzin high-tech :). 2) Promowanie kierunków technicznych (w związku z rzekomym brakiem inżynierów) wiążę się z większą liczbą studentów. W praktyce wygląda to tak, że poziom zajęć praktycznych spada bo przykładowo projekt czy ćwiczenie w laboratorium robi nie jeden student ale dwóch czy trzech (czytaj jeden coś robi reszta się opierdziela). Taki efekt obserwowałem już na swoich studiach ładnych kilka lat temu na początku owczego pędu na studia. Kadra naukowa (której ilość ani jakość się nie zmieniła) ma więcej zajęć dydaktycznych co prowadzi do? Sam sobie odpowiedz..... A żeby nie było ministerstwo wymaga od uczelni "tabelek" jaką wiedzę daje przedmiot i jak się to ma do potrzeb gospodarki. Czyli uczelnie tworzą fikcję jak super uczą a ministerstwo to łyka jak bocian żaby bo tam też nikt nie umie realnie ocenić co jest potrzebne i jaki jest poziom nauczania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janusz Re: 10/10 IP: 109.169.37.* 05.06.12, 17:29 Jakoś nie słyszałem, żeby Pani Kudrycka chwaliła się wskaźnikami skolaryzacji, a trochę interesuję się tymi sprawami. Jeśli już, to chwalili się jej poprzednicy albo politycy nie mający większego pojęcia o szkolnictwie. Natomiast chwali się mnóstwem innych rzeczy, które są nie na rękę akademikom, stąd powszechne jęki środowiska, posuwające się nawet do oczerniania i szkalowania minister Kudryckiej. Czy biotechnologia w Polsce istnieje? Jak ma istnieć, skoro absolwentów biotechnologii było albo za mało, albo źle wyszkoleni, albo też na ten kierunek szli słabi studenci? Z pewnością jednak biotechnolog szybciej znajdzie pracę w zawodzie niż filozof czy kulturoznawca, jak nie w Polsce to za granicą. Jeśli ktoś otrzyma naprawdę dobre wykształcenie, to ono raczej się nie zmarnuje, a już nie ma tak i nie będzie, że kształcimy tylko kadry na potrzeby naszego kraju. Ładnych kilka lat temu nie było kierunków zamawianych w naukach ścisłych czy promocji kierunków ścisłych i technicznych, a na pewno Pani Kudryckiej na stanowisku ministra, więc to, co obserwowałeś, to raczej była "uniwersalna" patologia, jaką można spotkać na wielu różnych kierunkach niż efekt spowodowany promocją kierunków ścisłych czy działalnością min. Kudryckiej. > A żeby nie było ministerstwo wymaga od uczelni "tabelek" jaką wiedzę daje przed > miot i jak się to ma do potrzeb gospodarki. Czyli uczelnie tworzą fikcję jak su > per uczą a ministerstwo to łyka jak bocian żaby bo tam też nikt nie umie realni > e ocenić co jest potrzebne i jaki jest poziom nauczania. Czyli co, winą okłamanego jest to, że został okłamany, czy może bardziej jest to wina kłamcy? Taka mentalność jest niestety powszechna w polskim środowisku akademickim, które potrafi winą za burdel obarczyć każdego (nawet mityczny "system" czy studentów), tylko nie siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obinobi Re: 10/10 IP: *.static.korbank.pl 05.06.12, 18:41 Gość portalu: Janusz napisał(a): > Jakoś nie słyszałem, żeby Pani Kudrycka chwaliła się wskaźnikami skolaryzacji, > a trochę interesuję się tymi sprawami. Poszukam, ale nie obiecuję, że zamieszczę linka dotyczącym rozmów o szkolnictwie. Póki co jeden z linków w którym mówi coś zupełnie innego. studia.dlastudenta.pl/artykul/Inwazja_studentow,67323.html A tu wskaźnik skolaryzacji to sukces :). Czyli to chyba zależy od układu planet.... academio.pl/strona/czytaj/artykul/studia-to-zawsze-wartosc-dodana-pisze-prof-barbara-kudrycka-w-liscie-dla-pap-cz1--2 Gość portalu: Janusz napisał(a): > Czy biotechnologia w Polsce istnieje? Jak ma istnieć, skoro absolwentów > biotechnologii było albo za mało, albo źle wyszkoleni, albo też na ten kierunek > szli słabi studenci? Pokrętna logika. Bo sam fakt, że będziemy kształcić w tym czy owym nie koniecznie musi zaowocować powstaniem takiej gałęzi gospodarki. Tym bardziej, że biotechnologia to nie informatyka gdzie względnie niewielkim nakładem środków można stworzyć małą firmę. Ciekawi mnie, czy uczelnie w jakimś stopniu rozlicza się ze współpracy na tym polu z firmami zagranicznymi albo Agencja niedoRozwoju Przemysłu jakoś aktywnie wspiera rozwój biotechnologii w Polsce. Bo póki co to wygląda tak, że uczelnie się cieszą bo działania rządu napędzają im studentów w czasach początku niżu demograficznego, politycy się chwalą jak to rozwijają szkolnictwo wyższe i mamy kółko wzajemnej adoracji. Gość portalu: Janusz napisał(a): > Z pewnością jednak biotechnolog szybciej znajdzie pracę w > zawodzie niż filozof czy kulturoznawca, jak nie w Polsce to za granicą. To ja w takim razie wolę żeby kształcić w zawodach które mają jakąkolwiek przyszłość w Polsce. Bo na tych kierunkach kształcenie też pozostawia wiele do życzenia. Gość portalu: Janusz napisał(a): >Jeśli ktoś otrzyma naprawdę dobre wykształcenie, to ono raczej się nie zmarnuje, a ju > ż nie ma tak i nie będzie, że kształcimy tylko kadry na potrzeby naszego kraju. ?? Gość portalu: Janusz napisał(a): > Ładnych kilka lat temu nie było kierunków zamawianych w naukach ścisłych czy p > romocji kierunków ścisłych i technicznych, a na pewno Pani Kudryckiej na stanow > isku ministra, więc to, co obserwowałeś, to raczej była "uniwersalna" patologia > , jaką można spotkać na wielu różnych kierunkach niż efekt spowodowany promocją > kierunków ścisłych czy działalnością min. Kudryckiej. Dalej wierzysz w mit o braku inżynierów. Ja ze swoich własnych obserwacji zauważam dwa problemu. Jakość kształcenia spada więc spośród całej rzeszy absolwentów trudniej wybrać odpowiednio wykształconego. Ale nawet dla tych wykształconych nie ma odpowiedniej ilości pracy w zawodzie. Ale mit działa na korzyść politechnik. Nie neguję faktu, że absolwentom kierunków politechnicznych łatwiej o pracę. A tak przy okazji możesz mi wskazać sukcesy Pani Kudryckiej? Gość portalu: Janusz napisał(a): > Czyli co, winą okłamanego jest to, że został okłamany, czy może bardziej jest t > o wina kłamcy? Taka mentalność jest niestety powszechna w polskim środowisku ak > ademickim, które potrafi winą za burdel obarczyć każdego (nawet mityczny "syste > m" czy studentów), tylko nie siebie. Jeśli sugerujesz, że jestem ze środowiska akademickiego to się mylisz. A czy nie winą okłamanego jest naiwnie dawać się okłamywać? Bo takie "tabelkowe" ankiety powodują, że uczelnie są sędziami we własnej sprawie. To tak jakbyś miał pretensje do złodzieja, że zapytany czy Cię okradł, skłamał i powiedział, że nie absolutnie:) Więc twórca "systemu" powinien taki fakt wziąć pod uwagę. Jeśli nie bierze to znaczy, że jest niekompetentny. Kudrycka może w niektórych sprawach przykręciła śrubę samowoli uczelnianej ale generalnie błędów systemowych nie zlikwidowała. Rzekłbym, że dalej je podtrzymuje. Uważam, że lepszym rozwiązaniem dla uczelni technicznych byłoby branie pod uwagę współpracę uczelni z przemysłem, ocenianie czy organizują praktyki bądź prace dyplomowe "zamawiane" przez firmy. I od tego należałoby uzależnić również finansowanie. Oczywiście trzeba pamiętać, że w Polsce mamy taką a nie inną gospodarkę i w wielu przypadkach trudno o szanse na współpracę. Pozostaje jeszcze zagranica. No ale tu na samych uczelniach musiałoby się wiele zmienić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 21:47 Gość portalu: obinobi napisał(a): > Poszukam, ale nie obiecuję, że zamieszczę linka dotyczącym rozmów o szkolnictwi > e. Póki co jeden z linków w którym mówi coś zupełnie innego. > rel="nofollow">studia.dlastudenta.pl/artykul/Inwazja_studentow,67323.html > A tu wskaźnik skolaryzacji to sukces :). Czyli to chyba zależy od układu planet > .... > rel="nofollow">academio.pl/strona/czytaj/artykul/studia-to-zawsze-wartosc-dodana-pisze-prof-barbara-kudrycka-w-liscie-dla-pap-cz1--2 Ale w tym temacie to akurat minister Kudrycka zasadniczo ma rację. Wbrew akademickim malkontentom faktem jest, że masowość studiów średnio podwyższa poziom wykształcenia i inteligencji społeczeństwa. Nawet zakładając, że na studia idą coraz głupsi studenci. Nie zmienia to jednak faktu, że społeczeństwo mamy dzięki temu coraz lepiej wykształcone. Osobną sprawą jest to, czy stosunek zysków do kosztów jest opłacalny, tj. czy warto, żeby państwo finansowało w tak dużym stopniu ogóle wykształcenie młodych ludzi. Może należałoby kształcić ich tylko w dyscyplinach, na które jest zapotrzebowanie w gospodarce, a może ogólne wykształcenie też ma sens, biorąc pod uwagę fakt, że mało ludzi pracuje w swoim zawodzie, a także dużo częściej zmieniamy zawód niż kiedyś. Niestety, teraz to bardzo trudno jeszcze ocenić. > Pokrętna logika. Bo sam fakt, że będziemy kształcić w tym czy owym nie konieczn > ie musi zaowocować powstaniem takiej gałęzi gospodarki. Tym bardziej, że biotec > hnologia to nie informatyka gdzie względnie niewielkim nakładem środków można s > tworzyć małą firmę. Ciekawi mnie, czy uczelnie w jakimś stopniu rozlicza się ze > współpracy na tym polu z firmami zagranicznymi albo Agencja niedoRozwoju Przem > ysłu jakoś aktywnie wspiera rozwój biotechnologii w Polsce. Bo póki co to wyglą > da tak, że uczelnie się cieszą bo działania rządu napędzają im studentów w cza > sach początku niżu demograficznego, politycy się chwalą jak to rozwijają szkoln > ictwo wyższe i mamy kółko wzajemnej adoracji. Tyle, że to, co napisałeś, można powiedzieć o prawie każdym kierunku w Polsce. Więc co, należy kształcić tylko w kilku kierunkach, takich jak informatyka, prawo, medycyna, a zapomnieć o biotechnologii, chemii, fizyce? Znam wielu absolwentów biotechnologii i większość jednak znalazła pracę w swoim zawodzie lub dyscyplinach pokrewnych, tak więc nie jest tak źle, jak piszesz. > To ja w takim razie wolę żeby kształcić w zawodach które mają jakąkolwiek przys > złość w Polsce. Bo na tych kierunkach kształcenie też pozostawia wiele do życze > nia. A jakie są to zawody według ciebie? > Dalej wierzysz w mit o braku inżynierów. Ja ze swoich własnych obserwacji zauwa > żam dwa problemu. Jakość kształcenia spada więc spośród całej rzeszy absolwentó > w trudniej wybrać odpowiednio wykształconego. A czyja to jest wina? Studentów czy wykładowców, od lat klepiących to samo z przysłowiowych już pożółkłych notatek, nie mających żadnego kontaktu z praktyką rynkową, chałturzących na kilku etatach itp.? > Ale nawet dla tych wykształconych > nie ma odpowiedniej ilości pracy w zawodzie. Miejsca pracy są, o czym świadczą narzekania wielu pracodawców, nie mogących znaleźć odpowiednio wykształconych pracowników. Problem leży w tym, że ich wykształcenie jest oderwane od potrzeb rynku pracy. No ale jak mają znać te potrzeby akademicy, którzy nie mają z tym rynkiem żadnych kontaktów albo mają bardzo małe? > A tak przy okazji możesz mi wskazać sukcesy Pani Kudryckiej? Reforma szkolnictwa wyższego, postawienie na kierunki ścisłe i inżynieryjne, ukrócenie nieróbstwa wiecznych adiunktów poprzez odgórne wprowadzenie wymogu habilitacji w określonym terminie, liczne nowe programy stypendialne, zmiany w procedurze habilitacji i wiele, wiele innych zmian w szkolnictwie wyższym i nauce. Nie oznacza to, że wszystkie są dobre, ale dobrze, że po latach zastoju w ogóle coś zaczyna się robić. Wiele z tych zmian będzie można ocenić dopiero po czasie, więc trudno traktować poważnie obecne spekulacje akademików, które często mają więcej wspólnego z obawami o utratę swoich stołków niż troską o jakość nauki i szkolnictwa wyższego. > Jeśli sugerujesz, że jestem ze środowiska akademickiego to się mylisz. A czy ni > e winą okłamanego jest naiwnie dawać się okłamywać? A skąd wiesz, że naiwnie? W ten sposób można usprawiedliwić każdego kłamcę, bo okłamany okazał się bardziej naiwny od niego. Ale chyba nie chcesz usprawiedliwiać kłamców? > Bo takie "tabelkowe" ankiet > y powodują, że uczelnie są sędziami we własnej sprawie. To tak jakbyś miał pret > ensje do złodzieja, że zapytany czy Cię okradł, skłamał i powiedział, że nie ab > solutnie:) A kto pójdzie siedzieć do pierdla: ten kłamca i złodziej, czy okłamany i okradziony? > Więc twórca "systemu" powinien taki fakt wziąć pod uwagę. Jeśli nie > bierze to znaczy, że jest niekompetentny. Twórca systemu nie jest w stanie wziąć wszystkich faktów pod uwagę, tym bardziej że naukowcy nieustannie kombinują, jak ominąć kolejne przepisy ukrócające ich samowolkę. Słyszałeś o czymś takim jak moralność? > Kudrycka może w niektórych sprawach przykręciła śrubę samowoli uczelnianej ale > generalnie błędów systemowych nie zlikwidowała. Rzekłbym, że dalej je podtrzymu > je. A możesz napisać konkretnie, jakie to błędy systemowe podtrzymuje min. Kudrycka? > Uważam, że lepszym rozwiązaniem dla uczelni technicznych byłoby branie pod uwag > ę współpracę uczelni z przemysłem, ocenianie czy organizują praktyki bądź prace > dyplomowe "zamawiane" przez firmy. I od tego należałoby uzależnić również fina > nsowanie. Oczywiście trzeba pamiętać, że w Polsce mamy taką a nie inną gospodar > kę i w wielu przypadkach trudno o szanse na współpracę. Pozostaje jeszcze zagra > nica. No ale tu na samych uczelniach musiałoby się wiele zmienić. Oczywiście, i to m.in. było brane pod uwagę podczas ostatniej parametryzacji wydziałów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obinobi Re: 10/10 IP: 194.251.119.* 06.06.12, 09:33 Gość portalu: aristo napisał(a): > Ale w tym temacie to akurat minister Kudrycka zasadniczo ma rację. Wbrew akadem > ickim malkontentom faktem jest, że masowość studiów średnio podwyższa poziom wy > kształcenia i inteligencji społeczeństwa. Ciekawe rzeczy piszesz. A po czym oceniasz poziom wykształcenia? Po papierku. Gość portalu: aristo napisał(a): > Nie zmienia to jednak faktu, że społeczeństwo mamy dzięki > temu coraz lepiej wykształcone. W kategorii rankingów ilość osób po studiach na 1000 mieszkańców może tak. W praktyce tworzy się fikcję. Gość portalu: aristo napisał(a): > Tyle, że to, co napisałeś, można powiedzieć o prawie każdym kierunku w Polsce. > Więc co, należy kształcić tylko w kilku kierunkach, takich jak informatyka, pra > wo, medycyna, a zapomnieć o biotechnologii, chemii, fizyce? Znam wielu absolwen > tów biotechnologii i większość jednak znalazła pracę w swoim zawodzie lub dyscy > plinach pokrewnych, tak więc nie jest tak źle, jak piszesz. Też znal kilka osób po biotechnologii. Część wyjechała za granicę, a reszta nie pracuje w zawodzie. Otwórz sobie jakikolwiek portal z ogłoszeniami o pracę i wpisz biotechnolog. Zobaczysz ile jest ofert... Na pracuj.pl całe trzy... Odnośnie pierwszej części Twojej wypowiedzi powinniśmy kształcił głównie w tych kierunkach które istnieją w naszej gospodarce. Pozostałe powinny istnieć ale nie w aż tak rozbudowanym stopniu. Dla przykładu mikroelektronika w Polsce nie istnieje wcale a kształci się ludzi na politechnice:Gdańskiej, Wrocławskiej, Warszawskiej. Pytam się po co? Żeby prof,dr miały pracę? Dla przykładu w Brnie istnieje dział b+r firmy ON Semiconductors (wcześniej Motoroli) i Czesi kształcą w takim kierunku. Dodatkowo potrafili jakoś taką inwestycję pozyskać, a u nas. Na PWr znów rozbudowano laboratoria mikroelektroniczne ciekawe po co? Tak więc równie dobrze możemy kształcić inżynierów budowy statków kosmicznych. Gość portalu: aristo napisał(a): > > A jakie są to zawody według ciebie? Wg. mnie inżynierowie mechaniki, budowy maszyn i materiałoznawstwa mają przyszłość. Jest w Polsce trochę zakładów w tej branży i dodatkowo radzą sobie całkiem nie najgorzej. Gość portalu: aristo napisał(a): > Miejsca pracy są, o czym świadczą narzekania wielu pracodawców, nie mogących zn > aleźć odpowiednio wykształconych pracowników. Czy rozumiesz różnicą między ilością i jakością? Pracodawcy nie narzekają, że zatrudniają na potęgę jak leci i jeszcze im brak pracowników. Narzekają na poziom wiedzy jaki wynoszą studenci ze studiów. Ostatnio miałem okazję rozmawiać z osobą prowadzącą firmę, która stwierdziła, że niejeden absolwent politechniki ma wiedzę mniejszą niż absolwent technikum z dawnych czasów. I nie chodziło mu o wiedzę o nowościach w branży ale o elementarnych podstawach. Sam też miałem okazję prowadzić rekrutację i niestety muszę stwierdzić, że poziom na PWr spada. Inna sprawa, że czasami narzekania podszyte są faktem, że oferta płacowa niektórych przedsiębiorstw jest mało atrakcyjna. Gość portalu: aristo napisał(a): Gość portalu: aristo napisał(a): > Twórca systemu nie jest w stanie wziąć wszystkich faktów pod uwagę, tym bardzie > j że naukowcy nieustannie kombinują, jak ominąć kolejne przepisy ukrócające ich > samowolkę. Słyszałeś o czymś takim jak moralność? Twórcy systemu popełniają błędy na poziomie przedszkolaka. Ja nie mówię tu o niuansach, tylko o elementarnych błędach. A tłumaczenie moralnością świadczy o naiwności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 16:12 Gość portalu: obinobi napisał(a): > Ciekawe rzeczy piszesz. A po czym oceniasz poziom wykształcenia? Po papierku. Twierdzisz, że za tym papierkiem nie stoją żadne działania wpływające na poziom wykształcenia ludzi? > W kategorii rankingów ilość osób po studiach na 1000 mieszkańców może tak. W pr > aktyce tworzy się fikcję. A dlaczego fikcja? Bo obinobi tak uważa? Ja mam pewne dane statystyczne potwierdzające moją tezę - może nie doskonałe, ale jednak trochę mówiące. Ty - żadnych. > Też znal kilka osób po biotechnologii. Część wyjechała za granicę, a reszta nie > pracuje w zawodzie. No cóż, widać znasz tych głupszych. Czy tym, którzy wyjechali za granicę, nie przydało się wykształcenie? > Otwórz sobie jakikolwiek portal z ogłoszeniami o pracę i w > pisz biotechnolog. Zobaczysz ile jest ofert... Na pracuj.pl całe trzy... No i co z tego? To żaden miernik. Znam dużo firm, ośrodków badawczych, które wręcz zabijają się o bietechnologów, oferując bardzo atrakcyjne kierunki pracy. Wiec powtarzam: jak ktoś jest dobry, to pracę w zawodzie znajdzie, jak nie w Polsce, to na pewno za granicą. Ci twoi znajomi sami pokazali, jacy są dobrzy, bo gdyby byli dobrzy, wyjechaliby za granicę i tam dostaliby bez problemu dobrze płatną pracę. > Odnośnie pierwszej części Twojej wypowiedzi powinniśmy kształcił głównie w tych > kierunkach które istnieją w naszej gospodarce. Pozostałe powinny istnieć ale n > ie w aż tak rozbudowanym stopniu. I tu się mylisz. Powinniśmy kształcić nie w tych kierunkach, które istnieją w gospodarce, ale które są potrzebne dla gospodarki, Jak mają zaistnieć jakieś dziedziny, w tym szeroko rozumiane high-tech, jeśli nie będzie miał w nich kto pracować? Potrzebna jest pewna korelacja czasowa odpowiednich działań w gospodarce i szkolnictwie wyższym. To w jej braku leży problem, a nie w kształceniu zbyt dużej liczby studentów na kierunkach ścisłych. > Dla przykładu w Brnie istnieje dział b+r firmy ON Semiconductors (wcześniej Mot > oroli) i Czesi kształcą w takim kierunku. A dział się zwinie i co będzie? Poza tym kto niby pracował w tym dziale, jeśli wcześniej nie było absolwentów wykształconych w tym kierunku? > Wg. mnie inżynierowie mechaniki, budowy maszyn i materiałoznawstwa mają przyszł > ość. Jest w Polsce trochę zakładów w tej branży i dodatkowo radzą sobie całkiem > nie najgorzej. No to strasznie dużo. Polska zagłębiem inżynierii maszynowej! ;) A co z pozostałymi instytutami, uczelniami, kierunkami? Zaorać? > Czy rozumiesz różnicą między ilością i jakością? Pracodawcy nie narzekają, że z > atrudniają na potęgę jak leci i jeszcze im brak pracowników. Narzekają na pozio > m wiedzy jaki wynoszą studenci ze studiów. No właśnie o tym piszę. Pracodawcy nie narzekają, że mają za dużo chętnych do pracy, tylko że ci chętni, co są, są źle wyszkoleni. Liczba absolwentów nie ma tu nic do rzeczy. > Ostatnio miałem okazję rozmawiać z o > sobą prowadzącą firmę, która stwierdziła, że niejeden absolwent politechniki ma > wiedzę mniejszą niż absolwent technikum z dawnych czasów. I nie chodziło mu o > wiedzę o nowościach w branży ale o elementarnych podstawach. Jasne. Opinia jednego malkontenta, znającego tylko własne podwórko, to dla ciebie wyrocznia. Tyle, że te nowości ściśle wiążą się z zakresem wiedzy podstawowej. Prosty przykład: kiedyś absolwent musiał umieć policzyć pochodne, dzisiaj nie musi, bo wszystko policzy za niego dużo lepiej odpowiedni program komputerowy. > Sam też miałem oka > zję prowadzić rekrutację i niestety muszę stwierdzić, że poziom na PWr spada. On nie spada, tylko zmienia się zakres wiedzy. Czego nie rozumieją ludzie przyzwyczajeni do starych "reguł gry" i potrafiący oceniać wiedzę tylko porównując ją ze swoją własną wiedzą. > Twórcy systemu popełniają błędy na poziomie przedszkolaka. Ja nie mówię tu o ni > uansach, tylko o elementarnych błędach. A tłumaczenie moralnością świadczy o na > iwności. Jasne, a obinobi jest tak mądry, że wszystko wie dużo lepiej niż jacyś tam niedouczeni pseudofachowcy w ministerstwie. Ale konkretnych błędów "na poziomie przedszkolaka" jakoś nie potrafi podać... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: 10/10 . Do aristo 06.06.12, 22:10 Aristo napisał :" Znam dużo firm, ośrodków badawczych, które wręcz zabijają się o bietechnologów, oferując bardzo atrakcyjne kierunki pracy." zwykłe wodolejstwo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Do angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 14:34 Wodolejstwem to są twoje żałosne wypociny w niemal każdym wątku poświęconym nauczaniu, żałosny, sfrustrowany, niedowartościowany belfrze z patologicznej zawodówki. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: Do PIK 07.06.12, 18:36 PIK pisze : " niedowartościowany belfrze z patologicznej zawodówki." Taak , masz rację , czuję się niedowartościowany ale trudno o to w patologicznej zawodówce . Zawodówki to obecnie już sama patologia , tam już nikt lepszy nie idzie . Ale ... ale i technika w 70 % są jak dawne zawodówki i tam tez jest tyle patologii . To smutne . Poczytaj sobie na innych forach - a najlepiej zobaczyć jak się sprawdza prace maturalne z jakiego technikum górniczego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik do angrusz1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 19:19 W takich szkołach pracują po prostu tylko tacy frajerzy i nieudacznicy jak ty. Gdybyś coś potrafił, już dawno znalazłbyś sobie lepszą pracę - taką, po której nie musiałbyś się żalić na forach. Możesz mieć pretensje tylko do samego siebie, a dla twoich uczniów - głębokie wyrazy współczucia, że mają takiego "nauczyciela". Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: 10/10 07.06.12, 12:04 Gość portalu: aristo napisał(a): > Twierdzisz, że za tym papierkiem nie stoją żadne działania wpływające na poziom > wykształcenia ludzi? > Moim zdaniem nie ale do tego dojdę za chwilę. Gość portalu: aristo napisał(a): > No cóż, widać znasz tych głupszych. Czy tym, którzy wyjechali za granicę, nie p > rzydało się wykształcenie? O a skąd wiesz, że głupszych? I zasadnicze pytanie to z naszych podatków finansujemy szkolnictwo wyższe, żeby finansować rozwój gospodarczy naszego kraju czy może innych. Do wyjeżdżających nie mam żadnej pretensji skoro tu nie mają perspektyw na pracę w zawodzie to przynajmniej gdzie indziej będą mogli się realizować. Gość portalu: obinobi napisał(a): > > Otwórz sobie jakikolwiek portal z ogłoszeniami o pracę i w > > pisz biotechnolog. Zobaczysz ile jest ofert... Na pracuj.pl całe trzy... > Gość portalu: aristo napisał(a): > No i co z tego? To żaden miernik. Znam dużo firm, ośrodków badawczych, które wr > ęcz zabijają się o bietechnologów, oferując bardzo atrakcyjne kierunki pracy. Mój przykład pokazuje jakie jest aktualne zapotrzebowanie w kraju na ten zawód. Każdy może sobie sprawdzić. A Twój jest jak Yeti podobno istnieje ale nikt go nie widział. Wskaż mi łaskawie te firmy w Polsce zabijające się o biotechnologów. Tylko proszę nie mów o firmach farmaceutycznych szukających przedstawicieli handlowych. Gość portalu: aristo napisał(a): > iec powtarzam: jak ktoś jest dobry, to pracę w zawodzie znajdzie, jak nie w Pol > sce, to na pewno za granicą. Ci twoi znajomi sami pokazali, jacy są dobrzy, bo > gdyby byli dobrzy, wyjechaliby za granicę i tam dostaliby bez problemu dobrze p > łatną pracę. Rozmawiamy o poziomie szkolnictwa a nie o moich znajomych. > A dział się zwinie i co będzie? Poza tym kto niby pracował w tym dziale, jeśli > wcześniej nie było absolwentów wykształconych w tym kierunku? > Widzisz zwijają się najczęściej działy w których praca nie koniecznie wymaga dużej wiedzy i doświadczenia. A w przypadku działów gdzie pracuję się naprawdę z zaawansowanymi technologiami nawet jak firma się zwija jest duża szansa, że kupi to ktoś inny bądź stworzy nowy ośrodek. Słyszałeś o przypadku Nokii w Finlandii. Tam jak zredukowano spory dział pojawił się Intel. www.investinfinland.fi/news/2012/en_GB/Intel_opens_R_and_D_centres_in_Finland/ > No to strasznie dużo. Polska zagłębiem inżynierii maszynowej! ;) Nie zagłębiem biotechnologii ;) > A co z pozostałymi instytutami, uczelniami, kierunkami? Zaorać? Zredukować do poziomu gdzie wiedza z danej dziedziny będzie rozwijana w kraju, ale w skali dostosowanej do potrzeb. A studentów uczyć na kierunkach po których będą mieli szanse wykorzystać swoją wiedzę z pożytkiem dla gospodarki i ich samych (będą mieli pracę i to może dobrze płatną). Gość portalu: obinobi napisał(a): > > Czy rozumiesz różnicą między ilością i jakością? Pracodawcy nie narzekają > , że z > > atrudniają na potęgę jak leci i jeszcze im brak pracowników. Narzekają na > pozio > > m wiedzy jaki wynoszą studenci ze studiów. > Gość portalu: aristo napisał(a): > No właśnie o tym piszę. Pracodawcy nie narzekają, że mają za dużo chętnych do p > racy, tylko że ci chętni, co są, są źle wyszkoleni. Liczba absolwentów nie ma t > u nic do rzeczy. Przeczytaj to co napisałeś. Jeden post wcześniej piszesz Wbrew akademickim malkontentom faktem jest, że masowość studiów średnio podwyższa poziom wykształcenia i inteligencji społeczeństwa. To w końcu masowość studiów podwyższa wykształcenie czy nie. No chyba, że podwyższa wykształcenie w dziedzinach mało potrzebych... Bo ja widzę, że masowość wpływa na obniżenie jak to nazywasz wyszkolenia absolwenta. I nawet jeśli kadra jest kiepska, ilość kadry nie ulega zwiększeniu a infrastruktura uczelnie też nie polepsza się analogicznie do liczby studentów to prowadzi to do obniżenia poziomu wykształcenia. Obecny system którego Pani Kudrycka nie zamierza zmienić jest taki, że pieniądze idą za liczbą studentów. Uczelniom nie jest na rękę trzymanie poziomu bo to oznacza mniej studentów. Lepiej obniżyć poziom, ale mieć kasę za studenta.... Gość portalu: aristo napisał(a): > Jasne. Opinia jednego malkontenta, znającego tylko własne podwórko, to dla cieb > ie wyrocznia. Może i malkontent ale prowadzi firmę dostarczającą nowoczesne produkty i to na rynek krajów których gospodarki są o wiele bardziej innowacyjne niż nasza. Gość portalu: aristo napisał(a): > Tyle, że te nowości ściśle wiążą się z zakresem wiedzy podstawowe > j. Prosty przykład: kiedyś absolwent musiał umieć policzyć pochodne, dzisiaj ni > e musi, bo wszystko policzy za niego dużo lepiej odpowiedni program komputerowy. Uwielbiam takie przykłady. W zasadzie to inżynier to żywa przystawka do programu komputerowego... Dzisiejszy student kierunku technicznego często nie wie co to sinus. Ja wiem kalkulator mu to policzy, ale absolwent może nie wiedzieć, że można tej funkcji do czegokolwiek użyć... Gość portalu: aristo napisał(a): > On nie spada, tylko zmienia się zakres wiedzy. Czego nie rozumieją ludzie przyz > wyczajeni do starych "reguł gry" i potrafiący oceniać wiedzę tylko porównując j > ą ze swoją własną wiedzą. Widzę kreatywne nazewnictwo. A ja dam Ci przykład z mojej branży. Skoro absolwent uczelni technicznej nie potrafi powiedzieć do czego służy podstawowe narzędzie pomiarowe jak oscyloskop to mogę śmiało powiedzieć, że nie ma bladego pojęcia czego się "uczy" w trakcie studiów. I zastanawiam się co on w ogóle robi na studiach... Bo to tak jakby chirurg nie wiedział do czego jest skalpel... Gość portalu: aristo napisał(a): > Jasne, a obinobi jest tak mądry, że wszystko wie dużo lepiej niż jacyś tam nied > ouczeni pseudofachowcy w ministerstwie. Ale konkretnych błędów "na poziomie prz > edszkolaka" jakoś nie potrafi podać... ;) Nie uważam siebie za wielkiego mądralę, ale podałem przykład elementarnego błędu związanego z oceną nauczanych przedmiotów. Tobie za to kończą się argumenty a zaczynają słowne wycieczki pod moim adresem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 15:18 obinobi napisał: > Moim zdaniem nie ale do tego dojdę za chwilę. Pieprzysz głupoty i tyle. Albo sam znasz studia tylko z artykułów w gazecie, albo studia niczego cię nie nauczyły, skoro sądzisz, że można przesiedzieć 5 lat na wykładach i kompletnie niczego się nie nauczyć. > O a skąd wiesz, że głupszych? I zasadnicze pytanie to z naszych podatków finans > ujemy szkolnictwo wyższe, żeby finansować rozwój gospodarczy naszego kraju czy > może innych. Więc spróbuj finansować rozwój gospodarczy naszego kraju, nie finansując innych. Jeśli to potrafisz, Kudrycka z chęcią odstąpi ci swój stołek. > Do wyjeżdżających nie mam żadnej pretensji skoro tu nie mają perspektyw na prac > ę w zawodzie to przynajmniej gdzie indziej będą mogli się realizować. Więc w czym problem? Jakbyś współfinansował studia kulturoznawcom i filozofom pracującym na kasie w Biedronce, a nie biotechnologom żyjącym godnie na Zachodzie, to byłoby OK? > Mój przykład pokazuje jakie jest aktualne zapotrzebowanie w kraju na ten zawód. > Każdy może sobie sprawdzić. Twój przykład nic nie pokazuje. Wybiórczy, tendencyjny przykład jednego portaliku z jednego momentu czasowego, którego nawet nie potrafisz podać nazwy. > A Twój jest jak Yeti podobno istnieje ale nikt go > nie widział. Wskaż mi łaskawie te firmy w Polsce zabijające się o biotec > hnologów. Tylko proszę nie mów o firmach farmaceutycznych szukających przedstaw > icieli handlowych. Jest ich mnóstwo. Jakbyś znał się choć trochę na temacie, potrafiłbyś ich wskazać dziesiątki. > Rozmawiamy o poziomie szkolnictwa a nie o moich znajomych. Ale to ty udowadniasz na podstawie wyłącznie swoich znajomych, że poziom szkolnictwa jest zły. > Widzisz zwijają się najczęściej działy w których praca nie koniecznie wymaga du > żej wiedzy i doświadczenia. A w przypadku działów gdzie pracuję się naprawdę z > zaawansowanymi technologiami nawet jak firma się zwija jest duża szansa, że kup > i to ktoś inny bądź stworzy nowy ośrodek. Bzdura. Firmy się zwijają z różnych powodów, np. okaże się, że w sąsiedniej Słowacji jest tańsza siła robocza i koniec. Halę może i kupi ktoś inny - np. Auchan i przerobi na supermarket. > Nie zagłębiem biotechnologii ;) Czepiłeś się tej biotechnologii jak rzep psiego ogona. Ja ci próbuję udowodnić, że polska gospodarka z samej inżynierii maszyn nie utrzyma się, konieczny jest rozwój wielu dyscyplin, przede wszystkim tych, które na całym świecie przeżywają intensywny rozwój. Granice się zacierają, gospodarka staje się coraz bardziej globalna, więc nie pisz, że nam to jest niepotrzebne - w ten sposób skazujesz nasz kraj na skansen w środku Europy. > Zredukować do poziomu gdzie wiedza z danej dziedziny będzie rozwijana w kraju, > ale w skali dostosowanej do potrzeb. Czyli jakiej? Bo to jest zwykłe lanie wody. > A studentów uczyć na kierunkach po których > będą mieli szanse wykorzystać swoją wiedzę z pożytkiem dla gospodarki i ich sa > mych (będą mieli pracę i to może dobrze płatną). No i biotechnolodzy właśnie ją wykorzystują dla gospodarki. Za granicą. Za parę lat pewnie część z nich wróci i założy własne firmy, instytuty badawcze etc. Jak będziemy mieli odpowiednio przeszkoloną kadrę, to zagraniczni inwestorzy też przeniosą firmy do naszego kraju. Jesteś w stanie przewidzieć, co będzie za 5, 10, 15 lat? > Przeczytaj to co napisałeś. Jeden post wcześniej piszesz Wbrew akademickim > malkontentom faktem jest, że masowość studiów średnio podwyższa poziom wykształ > cenia i inteligencji społeczeństwa. > > To w końcu masowość studiów podwyższa wykształcenie czy nie. No chyba, że podwy > ższa wykształcenie w dziedzinach mało potrzebych... Czyli co, jak ktoś skończy filozofię, socjologię, polonistykę, to już nie jest lepiej wykształcony niż był przed pójściem na studia? Nie potrafi sprawniej myśleć, czytać teksty ze zrozumieniem, logicznie wnioskować? Nie ma więcej wiedzy o świecie? Nie wiem, jakie ty studia kończyłeś, ale podejrzewam, że to ty niczego się na nich nie nauczyłeś i teraz uogólnisz to na wszystkich. > Bo ja widzę, że masowość wp > ływa na obniżenie jak to nazywasz wyszkolenia absolwenta. Mieszasz dwie różne rzeczy. Może i masowość studiów wpływa na obniżenie wyszkolenia absolwenta szkoły wyższej (choć to też wciąż są tylko niepotwierdzone spekulacje), ale ogólnie na poziom wykształcenia społeczeństwa wpływa dodatnio. Społeczeństwo to nie tylko absolwenci szkół wyższych i ono całe zyskuje. Rozumiesz już? > I nawet jeśli kadra j > est kiepska, ilość kadry nie ulega zwiększeniu a infrastruktura uczelnie też ni > e polepsza się analogicznie do liczby studentów to prowadzi to do obniżenia poz > iomu wykształcenia. Mylisz się po raz kolejny. Zwiększa się i zatrudnienie w instytutach, jak i infrastruktura. Sprawdź sobie odpowiednie dane z odpowiednich instytutów, poczytaj artykuły w prasie, jak to uczelnie na gwałt budują nowe instytuty. Za mało w stosunku do potrzeb? Ja bym powiedział, że za dużo w stosunku do potrzeb, biorąc pod uwagę, że idzie niż demograficzny. > Obecny system którego Pani Kudrycka nie zamierza zmienić je > st taki, że pieniądze idą za liczbą studentów. Uczelniom nie jest na rękę trzym > anie poziomu bo to oznacza mniej studentów. Lepiej obniżyć poziom, ale mieć kas > ę za studenta.... I znowu się mylisz, bo właśnie pani Kudrycka próbuje to zmienić, o czym świadczą m.in. kierunki zamawiane, uzależnienie w coraz większym stopniu dotacji od wyników parametryzacji, sterowanie strukturą kierunków wybieranych przez kandydatów, chęć stworzenia kilku tzw. uczelni wiodących z większym dofinansowaniem niż pozostałe itp. Pewnie dla ciebie lepiej by było, gdyby wszystko zostało po staremu. Niestety, nie jesteś jedyny wśród akademików, którzy tak myślą. > Może i malkontent ale prowadzi firmę dostarczającą nowoczesne produkty i to na > rynek krajów których gospodarki są o wiele bardziej innowacyjne niż nasza. No więc sam pokazałeś, ile są warte taki opinie. > Uwielbiam takie przykłady. W zasadzie to inżynier to żywa przystawka do program > u komputerowego... Dzisiejszy student kierunku technicznego często nie wie co t > o sinus. Ja wiem kalkulator mu to policzy, ale absolwent może nie wiedzieć, że > można tej funkcji do czegokolwiek użyć... A ja uwielbiam taką argumentację. Zdaje się, że nie rozumiesz, jaka jest różnica pomiędzy rozumieniem, czym jest sinus, a umiejętnością jego policzenia. Idźmy dalej: kiedyś kartograf musiał umieć policzyć kąty z funkcji trygonometrycznych, żeby narysować siatkę geograficzną, dzisiaj nawet nie musi wiedzieć, czym jest sinus i tangens, bo program komputerowy sam rysuje całą siatkę. Dla niektórych to też jest upadek wiedzy podstawowej i... rysują siatki ręcznie. > Widzę kreatywne nazewnictwo. A ja dam Ci przykład z mojej branży. Skoro absolwe > nt uczelni technicznej nie potrafi powiedzieć do czego służy podstawowe narzędz > ie pomiarowe jak oscyloskop to mogę śmiało powiedzieć, że nie ma bladego pojęci > a czego się "uczy" w trakcie studiów. I zastanawiam się co on w ogóle robi na s > tudiach... Bo to tak jakby chirurg nie wiedział do czego jest skalpel... Nie wiem, do czego służy oscyloskop i nie interesuje mnie to, ale chirurg niewiedzący, do czego jest skalpel, świadczy o jednym - miał baaardzo złych nauczycieli, którzy go przepuścili. Więc dla mnie nie jest to dowód na generalny spadek wiedzy wśród studentów, ale na złych nauczycieli tego konkretnego studenta. Jestem pewien, że większość chirurgów jednak wie, co czego służy skalpel. I przypuszczam, że z twoim oscyloskopem jest podobnie. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: 10/10 08.06.12, 10:09 Gość portalu: aristo napisał(a): > Pieprzysz głupoty i tyle. Albo sam znasz studia tylko z artykułów w gazecie, al > bo studia niczego cię nie nauczyły, skoro sądzisz, że można przesiedzieć 5 lat > na wykładach i kompletnie niczego się nie nauczyć. Można się nauczyć bardzo niewiele jak na 5 lat. Może dla Ciebie to sukces naszego szkolnictwa wyższego bo dla mnie nie. Gość portalu: aristo napisał(a): > Więc w czym problem? Jakbyś współfinansował studia kulturoznawcom i filozofom p > racującym na kasie w Biedronce, a nie biotechnologom żyjącym godnie na Zachodzi > e, to byłoby OK? W takim razie finansowanie obu kierunków jest stratą pieniędzy. Ale skoro uważasz inaczej przesyłaj datki ze swojej kasy na studentów w innych krajów. Będą Ci wdzięczni. Gość portalu: aristo napisał(a): > Twój przykład nic nie pokazuje. Wybiórczy, tendencyjny przykład jednego portali > ku z jednego momentu czasowego, którego nawet nie potrafisz podać nazwy. Negowanie rzeczywistości w Twoim wydaniu jest opanowane do mistrzostwa. Takie sytuacje to nic nadzwyczajnego. Gość portalu: aristo napisał(a): > Jest ich mnóstwo. Jakbyś znał się choć trochę na temacie, potrafiłbyś ich wskaz > ać dziesiątki. Dyskutant na poziomie potrafi wskazać argumenty dla swojego rozumowania. Ty ich nie potrafisz wskazać. Więc argumentacja w stylu wujek Google, itp. Gość portalu: aristo napisał(a): > Ale to ty udowadniasz na podstawie wyłącznie swoich znajomych, że poziom szkoln > ictwa jest zły. A gdzie ja napisałem że jedynie moi znajomi są wskaźnikiem poziomu szkolnictwa. Czytanie ze zrozumieniem i kojarzenie faktów się kłania. Gość portalu: aristo napisał(a): > Ale to ty udowadniasz na podstawie wyłącznie swoich znajomych, że poziom szkoln > ictwa jest zły. Gość portalu: aristo napisał(a): > Bzdura. Firmy się zwijają z różnych powodów, np. okaże się, że w sąsiedniej Sło > wacji jest tańsza siła robocza i koniec. Halę może i kupi ktoś inny - np. Aucha > n i przerobi na supermarket. To najlepiej oddaje twoje rozumowanie. Tak ktoś przeniesie dział tylko, że w kraju X siła robocza jest tańsza. Nieważne, że nie będzie wykwalifikowanej kadry, a rozwój produktów firmy padnie bo trzeba wiele lat, żeby wyszkolić sobie kadrę. Gość portalu: aristo napisał(a): > Czepiłeś się tej biotechnologii jak rzep psiego ogona. Ja ci próbuję udowodnić, > że polska gospodarka z samej inżynierii maszyn nie utrzyma się, konieczny jest > rozwój wielu dyscyplin, przede wszystkim tych, które na całym świecie przeżywa > ją intensywny rozwój. Dobrze powiedziane na świecie ale nie koniecznie w Polsce. A biotechnologia to najlepszy przykład urzędniczego wymysłu w postaci kierunku zamawianego. www.rp.pl/artykul/323864.html Gość portalu: aristo napisał(a): > Granice się zacierają, gospodarka staje się coraz bardzie > j globalna, więc nie pisz, że nam to jest niepotrzebne - w ten sposób skazujesz > nasz kraj na skansen w środku Europy. A kształcąc ludzi w kierunkach po których nie mają szans na znalezienie pracy to nie jest robienie skansenu? Gość portalu: aristo napisał(a): >Czyli jakiej? Bo to jest zwykłe lanie wody. Na wskazanym wcześniej przykładzie skupić kształcenie na jednej uczelni a ewentualne badanie w jednym instytucie. Gość portalu: aristo napisał(a): > No i biotechnolodzy właśnie ją wykorzystują dla gospodarki. Za granicą. Za parę > lat pewnie część z nich wróci i założy własne firmy, instytuty badawcze etc. J > ak będziemy mieli odpowiednio przeszkoloną kadrę, to zagraniczni inwestorzy też > przeniosą firmy do naszego kraju. Jesteś w stanie przewidzieć, co będzie za 5, > 10, 15 lat? Albo i też nie wróci, bo nie będzie do czego. Gość portalu: aristo napisał(a): > I znowu się mylisz, bo właśnie pani Kudrycka próbuje to zmienić, o czym świadcz > ą m.in. kierunki zamawiane, uzależnienie w coraz większym stopniu dotacji od wy > ników parametryzacji, sterowanie strukturą kierunków wybieranych przez kandydat > ów, chęć stworzenia kilku tzw. uczelni wiodących z większym dofinansowaniem niż > pozostałe itp. Pewnie dla ciebie lepiej by było, gdyby wszystko zostało po sta > remu. Niestety, nie jesteś jedyny wśród akademików, którzy tak myślą. Jak na razie dużo mówi a mało robi i dużo pozoruje. Gość portalu: aristo napisał(a): > No więc sam pokazałeś, ile są warte taki opinie. A co ma wspólnego jedno z drugim. Gość portalu: aristo napisał(a): > A ja uwielbiam taką argumentację. Zdaje się, że nie rozumiesz, jaka jest różnic > a pomiędzy rozumieniem, czym jest sinus, a umiejętnością jego policzenia. Idźmy > dalej: kiedyś kartograf musiał umieć policzyć kąty z funkcji trygonometrycznyc > h, żeby narysować siatkę geograficzną, dzisiaj nawet nie musi wiedzieć, czym je > st sinus i tangens, bo program komputerowy sam rysuje całą siatkę. Dla niektóry > ch to też jest upadek wiedzy podstawowej i... rysują siatki ręcznie. Czytaj ze zrozumienie. Napisałem, że absolwent nie wie co to sinus albo nie wie do czego można go zastosować. Podobnie jest z elementarną wiedzą zawodową. Ale może dla Ciebie inżynier to taki gość co klika w programie polecenie Zrób projekt mostu i projekt się robi. Więc łaskawie nie sprowadzaj tego do poziomu siatek w programie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 15:46 obinobi napisał: > Można się nauczyć bardzo niewiele jak na 5 lat. Może dla Ciebie to sukces nasze > go szkolnictwa wyższego bo dla mnie nie. Ale jednak czegoś można się nauczyć. Więc podnosi to ogólne wykształcenie w społeczeństwie. Czy sukces, czy nie sukces - to już prywatna opinia każdego z nas. Skupmy się na faktach, a te nie są trudne do zauważenia i zrozumienia. > W takim razie finansowanie obu kierunków jest stratą pieniędzy. Ale skoro uważa > sz inaczej przesyłaj datki ze swojej kasy na studentów w innych krajów. Będą Ci > wdzięczni. W takim razie finansowanie 95% kierunków jest stratą pieniędzy. Przypuszczam, że twoje studia też współfinansowali podatnicy - to, że nie widzisz żadnych korzyści z tego rodzaju inwestycji państwa, to już twój problem. > Negowanie rzeczywistości w Twoim wydaniu jest opanowane do mistrzostwa. Takie s > ytuacje to nic nadzwyczajnego. Nazwę portalu proszę. Wtedy dopiero będziemy mogli zacząć mówić o jakiejkolwiek rzeczywistości. > Dyskutant na poziomie potrafi wskazać argumenty dla swojego rozumowania. Ty ich > nie potrafisz wskazać. Więc argumentacja w stylu wujek Google, itp. A jakie są twoje argumenty, skoro be przerwy piszesz o jakimś portalu i nawet nie potrafisz podać jego nazwy? Nie oczekuj od rozmówców więcej niż sam dajesz. > A gdzie ja napisałem że jedynie moi znajomi są wskaźnikiem poziomu szkolnictwa. > Czytanie ze zrozumieniem i kojarzenie faktów się kłania. A gzie podałeś jakiekolwiek inne dowody poza garstką swoich znajomych? Widzisz, jak czytam ze zrozumiem - jak widzę, bardziej niż chciałbyś. > To najlepiej oddaje twoje rozumowanie. Tak ktoś przeniesie dział tylko, że w kr > aju X siła robocza jest tańsza. Nieważne, że nie będzie wykwalifikowanej kadry, > a rozwój produktów firmy padnie bo trzeba wiele lat, żeby wyszkolić sobie kadr > ę. Więc po raz kolejny pytam: skąd nagle pojawiła się wykwalifikowana kadra w kraju, o którym piszesz? Ktoś ją musiał wcześniej wykształcić. No, chyba że spadła z kosmosu... > Dobrze powiedziane na świecie ale nie koniecznie w Polsce. Widzisz, bo w miarę myślący ludzie mają ambicję dorównywania do cywilizowanego zachodu, a nie buszmenów w Mozambiku, którym wystarcza do szczęścia, że potrafią skonstruować taczkę do transportu kokosów. > A kształcąc ludzi w kierunkach po których nie mają szans na znalezienie pracy t > o nie jest robienie skansenu? To ty twierdzisz, że nie mają szans, ja twierdzę, że mają większe niż po różnych filozofiach czy kulturoznawstwach. I nawet jak wyjadą za granicę, nasz kraj też może dzięki nim dużo skorzystać. > Na wskazanym wcześniej przykładzie skupić kształcenie na jednej uczelni a ewent > ualne badanie w jednym instytucie. A co z resztą uczelni i instytutów? Zamienić na szkoły zawodowe? > Albo i też nie wróci, bo nie będzie do czego. Albo-albo. Nie ma inwestycji bez ryzyka. A ten nie ryzykuje, kto nic nie robi. > Jak na razie dużo mówi a mało robi i dużo pozoruje. Nie, to ty dużo mówisz, bez żadnych konkretów, przykładów, faktów. Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, która za chwilę wchodzi w życie, to nicnierobienie? Jej poprzednicy zrobili oczywiście więcej. Kierunki zamawiane, programy stypendialne, staże zagraniczne - to samo. Podejrzewam, że to cię właśnie boli - było tak sielankowo, a tu nagle ktoś próbuje wszystko wywracać do góry nogami. Zmiany - jak najbardziej, ale nie te niewygodne dla środowiska, prawda? > A co ma wspólnego jedno z drugim. Ma bardzo dużo. > Czytaj ze zrozumienie. Napisałem, że absolwent nie wie co to sinus albo nie wie > do czego można go zastosować. Podobnie jest z elementarną wiedzą zawodową. Ale > może dla Ciebie inżynier to taki gość co klika w programie polecenie Zrób proj > ekt mostu i projekt się robi. Jaki absolwent? Absolwent czego? Kto go przepuścił, jeśli nie znał podstaw? To wina jego, że dano mu dyplom za darmo, czy jego wykładowców? Opowiadasz jakieś anegdotki o pojedynczych przypadkach, a ja chcę rzeczowych argumentów. Studenci popełniający błędy na poziomie przedszkola zdarzali się zawsze i zdarzać się będą. Tyle, że oni o niczym nie świadczą. > Więc łaskawie nie sprowadzaj tego do poziomu siatek w programie. Bo to jest właśnie dla takich jak ty owa "wiedza podstawowa". A ja ci tłumaczę, że to była wiedza podstawowa w czasach twoich studiów, ale już nie dzisiaj. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: 10/10 09.06.12, 10:31 Gość portalu: aristo napisał(a): > Nie, to ty dużo mówisz, bez żadnych konkretów, przykładów, faktów. Ja podałem ci kilka konkretnych przykładów na poparcie mojego zdania. Ty za to nie podałeś ani jednego faktu na potwierdzenie Twoich argumentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 15:05 Bajdurzenia o portalu internetowym, którego nie potrafisz podać nazwy, czy udowadnianie braku pracy w wielu różnych zawodach na podstawie kilku swoich znajomych nazywasz "konkretnymi przykładami"? Nie ośmieszaj się, obinobi! Ja podałem ci o wiele więcej dużo bardziej wiarygodnych faktów, a że do ciebie one nie docierają albo idziesz w zaparte, to już twój problem. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: 10/10 09.06.12, 18:38 Gość portalu: aristo napisał(a): > Ja podałem ci i o wiele więcej dużo bardziej wiarygodnych faktów, a że do ciebie one nie doci > erają albo idziesz w zaparte, to już twój problem. Tak "wiarygodnych", że poza Twoimi wypowiedziami nie masz żadnych innych źródeł potwierdzających Twoje fakty :) Podobno faktem jest, że Elvis Presley nadal żyje... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 20:45 A jakie ty podałeś źródła? Portal bez nazwy? A może kolegów-nieudaczników ze studiów? :D A jakbyś choć trochę znał się na temacie dyskusji, to byś odpowiednie źródła bez problemu sam wyguglał, bo reforma szkolnictwa wyższego, zmiany w finansowaniu uczelni czy kierunki zamawiane to są fakty powszechnie znane, o których wielokrotnie pisano w gazetach. Rewelacją mogą być tylko dla takich jak ty ignorantów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aristo Re: 10/10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 15:21 obinobi napisał: > Nie uważam siebie za wielkiego mądralę, ale podałem przykład elementarnego błęd > u związanego z oceną nauczanych przedmiotów. No właśnie nie podałeś żadnego konkretnego błędu, tylko ogólnikowe, mętne frazesy bez żadnych dokładniejszych danych. Na zasadzie "fachowca od wszystkiego" spod budki z piwem, który zna się na wszystkim najlepiej, tylko... nikt do niczego nie chciał go wziąć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naomi Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 05.06.12, 14:27 Gość portalu: ftff napisał(a): > Ale ale - kto broni studentom walczyć o zmianę tego stanu rzeczy? Nagrać profes > ora, wrzucić do sieci. Zaprosić incognito dziennikarza z GW. A przede wszystkim > - protestować, pisać skargi, aż do ministra włącznie, wszystko z kopią do pras > y. > > Oczywiście jest za to cena - trzeba będzie się uczyć... Ale ktoś pierwszy musi > zacząć dążyć do zmiany. Cena jest taka, że długo byś na tej uczelni się nie pouczył. Nietrudno takiemu delikwentowi udowodnić brak wiedzy na przykład na egzaminie magisterskim czy licencjackim, maglując trudnymi pytaniami, gdy siedzą trzy zaprzyjaźnione osoby w komisji. Takich możliwości jest oczywiście dużo więcej. Nie wiem, czy wiesz, ale osoba, która buntuje się przeciwko patologiom na uczelni, od razu zyskuje łatkę krnąbrnej, przekornej, nieposłusznej. Więc to nie do studentów kieruj pretensje, że jest źle na uczelniach, tylko do tych, którzy te patologie stworzyli i je utrzymują, bo bez nich nie mieliby racji bytu na żadnej uczelni. > Prawda jest taka, że narzekają bardziej ambitni pracownicy naukowi, narzekają b > ardziej ambitni studenci... ale znakomitej większości po obu stronach barykady > odpowiada podejście "czy się stoi, czy się leży ... się należy" (w miejsce krop > ek każda grupa wstawi sobie odpowiednio oczekiwania finansowe albo ocenę w inde > ksie). Trochę masz rację, ale nie do końca. Wyobraź sobie taką sytuację: żeby zdać prawo jazdy można ściągać i nikt nie zwraca na ściąganie uwagi. Jak myślisz, ilu skorzysta z tej opcji, a ilu będzie walczyć z patologią? Z pewnością więcej pójdzie na łatwiznę. Czysta zasada ekonomii, która jest powszechna wśród ludzi, nie tylko wśród studentów. Takie prawo psychologii. Więc to nie klienci powinni walczyć z patologiami w danej instytucji, tylko sama instytucja powinna dbać, aby takich patologii nie było, a także odpowiednie instytucje nadzorujące. > Btw, znałem jednego doktora, który zwolnił się z uczelni, bo nie mógł ani wymus > ić na studentach przygotowywania się do zajęć, ani na władzach uczelni bardziej > rygorystycznego traktowania takich sytuacji, ani samemu takiego stanu rzeczy z > aakceptować. Młody był, chciało mu się... No właśnie. On się zwolnił, a jacy pozostali na tej uczelni? Selekcja negatywna. Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Jak podejść studenta, żeby chciało mu się uczyć? 05.06.12, 12:45 Problem leży po obu stronach. Zarówno zetkaf ma rację jak i Ty. Wszyscy o tym wiedzą ale nikt głośno nie mówi. Pani Kudrycka udaje, że problemu nie ma chociaż w niektórych wywiadach wspomina, że kształcenia ma charakter masowy co wpływa na poziom. No ale nic nie robi, bo sposób finansowania jest taki a nie inny i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. Uczelnie też udają, że problemu nie ma bo nikt nie ocenia prowadzących ani przydatności prowadzonych zajęć - ważne żeby doktorzy profesorowie mieli pracę bo przecież im się należy. Studenci też często udają, że problemu nie ma. Wielu uważa, że wyższe wykształcenie im się należy, a że przy takich nakładach wiąże się to z niskim poziomem to już nie ważne. Jakiekolwiek zmiany muszą być bolesne dla każdej ze stron i bynajmniej nie mam na myśli płatnych studiów... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ftff Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.12, 13:11 obinobi napisał: > (...) Uczelnie też udają, że probl > emu nie ma bo nikt nie ocenia prowadzących ani przydatności prowadzonych zajęć > - ważne żeby doktorzy profesorowie mieli pracę bo przecież im się należy. Znam jedną polską uczelnię (a przynajmniej jeden wydział na tejże), gdzie od paru lat funkcjonuje system oceny zajęć i prowadzących, i w przynajmniej jednym znanym mi przypadku miało to faktycznie wpływ na to, jak jeden z przedmiotów jest prowadzony, kto prowadzi wykłady i jest kierownikiem tego przedmiotu. Zresztą jest to w zasadzie konieczność przy tego typu rozwiązaniach - głosujący muszą widzieć, że ich głosowanie ma realny wpływ na rzeczywistość. (zresztą to dlatego u nas zwykle jest tak niska frekwencja - bo pójście do wyborów w zasadzie niczego nie zmienia, poza twarzami przy korycie - wszyscy tacy sami socjaliści) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuza Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.12, 14:14 A ja myslę, że czas najwyższy, by forumowicze założyli własną uczelnię... Sytuacja dojrzała, a tylko oni wiedzą jak powinny wyglądać studia oraz czego oczekiwać od studentów i profesorów. Proszę Państwa, do roboty! Pokazać starym i młodym dziadom jak żyć, mysleć i pracować! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fgh Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 14:37 Zuza pewnie z tych, którym doskonale pasują takie porządki na uczelniach, jakie są. Po jej licznych wulgarnych wpisach na forach przy tematach akademickich widać, że nie jest to gatunek najwyższego sortu... Odpowiedz Link Zgłoś
obinobi Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz 05.06.12, 14:53 No to się merytorycznie popisałaś.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WT Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 15:04 Na Psychologii tak mają. Klasyczny objaw frustracji spowodowany zbyt długim przebywaniem w mocno sfeminizowanym środowisku... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuza Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.12, 18:38 Ech WC, przywołaj lepiej na pomoc jakis "kibel zuzy". Ja nie mam powodu do frustracji, bo nie grozi mi bezrobocie, tak jak zadufkom z wydziałów, które z usychają z braku studentów, mimo łaskawego wsparcia pani Kudryckiej (matematyka i informatyka) czy kolejnych rektorów (inwestycje dla biotechnologii, palmiarnia dla przyrodników, planetarium... dla kogo?). A moim drogim kolegom nie pozostaje nic innego jak budowanie sobie kapliczek i komiczne autokreacje. Prędzej czy później pójdziecie na zieloną trawę, bo uniwersytet zwiększa zatrudnienie, a ilosć studentów spadła o połowę w stosunku do lat tłustych z początku wieku. Wcale więc nie dziwię się waszym nastrojom i waszej rosnącej agresji, Bogowie Wielkiej Nauki i sierotki po Miczurinie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kupa zuzy Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 05.06.12, 20:39 Pudło zuzia! Tym razem masz okazję pogadać ze swoją kupą. Ale ponieważ strasznie tęsknisz za kiblami, czemu wyraz dajesz w niemal każdym swoim poście, mam dla ciebie wspaniały prezent z okazji Dnia Dziecka (przepraszam, że nieco spóźniony). Już nie będziesz potrzebowała WT... :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuza Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: 148.81.190.* 06.06.12, 14:18 Jakie pudło? Ty WC to masz szczęście do obrońców! Jak nie kibel to kupa. Blisko, blisko, gorąco, gorąco... Tylko tak dalej, krok w dobrym kierunku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kupa zuzy Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 06.06.12, 16:54 Zuzia, ty nasza etatowa forumowa frustratko! To ty masz szczęście do rozmówców! Aż chciałoby się powiedzieć: swój ciągnie do swojego. Twoje żarliwe dialogi z kiblami, kupami, wibratorami etc. potwierdzają tylko, że dobrze czujesz się w tym towarzystwie. Adekwatne do sytuacji słownictwo - również :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuza Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.06.12, 18:59 No rzeczywiscie jestes kupa. Przykleiłes się jak g... do statku i krzyczysz: Płyniemy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kupa zuzy Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 06.06.12, 19:46 Twoja kupa, dodajmy :-)) A że przykleiłem ci się do tyłka... cóż, czy może to dziwić w stosunku do osoby, która cierpi na brak WC? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zuza Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.06.12, 09:49 No rzeczywiscie się przykleiłes do mojej d... i najwyraźniej dobrze się czujesz w tej roli. Ale nie będę prowadziła dialogu z własnym g... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kupa zuzy Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 07.06.12, 15:27 Widzisz? Znowu dostałaś w dupę, zuzia. Zatem do następnego spotkania :-)) PS. A co z WC? Podoba ci się prezent? Może nie to, co WT, ale do tego kibla też możesz się poprzytulać :-) Odpowiedz Link Zgłoś
cyklista Nie pisać donosów 05.06.12, 14:20 "Znam uczelnię", "na pewnym wydziale...". Nazwisko wykładowcy chroni ustawa, ale co wam broni wymienić wydział i uczelnię? Za chwilę rekrutacja, przyda się młodym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naomi Re: Nie pisać donosów IP: *.opera-mini.net 05.06.12, 14:41 Nie masz racji. Nauczyciel jest osobą publiczną, stąd też krytyka w sferze działalności zawodowej jest jak najbardziej uprawniona. Natomiast fakt, że dla ciebie zgłaszanie patologii mediom to donos, najlepiej świadczy o twojej mentalności rodem z komunizmu. Niestety, takie podejście jest powszechne na polskich uczelniach, gdzie wciąż chciano by, żeby takie sprawy były rozstrzygane we własnym gronie (i w konsekwencji zamiatane pod dywan), natomiast tych, którzy odważą się powiedzieć o nich publicznie, bez skrupułów się karze lub poddaje ostracyzmowi w środowisku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pipi Re: Nie pisać donosów IP: *.wroclaw.vectranet.pl 05.06.12, 18:12 A czy ty umiesz czytać ze zrozumieniem? Niczego z tego, czego dopatrzyłaś się w poście powyżej, tam nie było. Była natomiast sugestia, żeby, jeśli ktoś już podaje przykład, to podał go konkretnie, a nie pisząc o "jakiejś uczelni" i pewnym wykładowcy". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Re: Nie pisać donosów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 20:11 Napisałeś: "Nazwisko wykładowcy chroni ustawa". Natomiast poprzednik napisał: "Nauczyciel jest osobą publiczną, stąd też krytyka w sferze działalności zawodowej jest jak najbardziej uprawniona." Czyli to ty nie zrozumiałeś. Na dodatek napisałeś nieprawdę, co poprzednik sprostował. Masz jeszcze jakiś problem? Odpowiedz Link Zgłoś
mineyko Jak podejść studenta, żeby chciało mu się uczyć? 05.06.12, 16:09 Zaprowadzić studenta do Urzędu Pracy. Zaraz pobiegnie do szewca, żeby się czegoś nauczyć! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fgh Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 16:28 Do Urzędu Pracy to akurat lepiej zaprowadzić wykładowców akademickich. Idzie niż demograficzny, reformy, studenci uciekają za granicę... Pewnie wielu będzie musiało poszukać sobie nowej pracy. Wbrew pozorom, na wolnym rynku akademicy z tytułami naukowymi radzą sobie duuużo gorzej niż absolwenci uczelni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.06.12, 07:58 Jasne. Na wolnym rynku im głupszy, tym lepszy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 15:41 Jak wg ciebie o mądrości i zaradności świadczy papierek zrobienia doktoratu, to mało znasz życie i akademicki (pół)światek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.06.12, 09:54 Jasne, najmądrzejsi są ci bez papierków - analfabeci i od urodzenia bezrobotni. Doktoraty szkodzą, a o habilitacjach nawet mysleć nie warto... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.12, 14:37 Jeśli ty skończyłeś studia i jesteś analfabetą oraz od urodzenia bezrobotnym, to ciekaw jestem, jaki kierunek robiłeś. Może filozofię? Nie mierz jednak innych własną miarą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: 156.17.86.* 08.06.12, 11:59 Kultury dyskusji uczyłeś się na chemii, matematyce czy biotechnologii? To takie same wylęgarnie bezrobotnych jak filozofia. Trochę ich mniej tylko, bo kto chciałby u was studiować i po co. Ani przyjemności, ani pożytku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 14:52 Oho, czyli trafiłem. Marne masz pojęcie o chemii, matematyce czy biotechnologii, kotku. Ale co tam, filozofować możesz sobie dalej, w przekonaniu, że to ty dzięki swojemu wykształceniu posiadłeś wiedzę całego świata. A że do niczego nieprzydatną... przynajmniej masz dużo czasu, żeby nią "błyskać" na forach... > Trochę ich mniej tylko, bo kto chc > iałby u was studiować i po co. Ani przyjemności, ani pożytku. Jeśli masz na myśli kupno dyplomu po okazyjnej cenie, to faktycznie muszę się z tobą zgodzić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.12, 08:42 Oj, przydałoby ci się trochę tej nieprzydatnej wiedzy! Przyjdź do nas. Sprzedamy ci dyplom po okazyjnej cenie. Może znajdziesz nie tylko przyjemnosć, ale i później jakąs robotę... Ja wiem, że po chemii można pędzić bimber i klecić amfetaminę w szopie, po matematyce pracować w kasie, a po biotechnologii wysiadywać superjaja, ale może warto spróbować innych atrakcji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Beatrycze Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.opera-mini.net 15.06.12, 13:09 Zet, a jaką ty masz przydatną wiedzę? Kultury, jak widać z twoich postów, nie nauczyłeś się na swoich humanistycznych studiach, żadnych przydatnych rzeczy również. Jeśli chemia kojarzy ci się tylko z pędzeniem bimbru i kleceniem amfetaminy, to mówi to o tobie w zasadzie wszystko. Spamujesz tylko niepotrzebnie dyskusję, bo merytorycznych rzeczy do powiedzenia nie masz w ogóle. I w zasadzie tylko tego chyba uczą na twoich humanistycznych studiach - marnej retoryki, która z umiejętnością dyskusji nie ma nic wspólnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: 156.17.86.* 15.06.12, 13:54 Wzrusza mnie do łez ta urocza nieporadność myślowa. Skąd ty możesz wiedzieć czego uczą na humanistycznych studiach i co jest przydatne lub nieprzydatne? Co możesz wiedzieć o kulturze dyskusji i kulturze w ogóle? Trudno odpowiadać na wpis bez sensu i logiki, bluzg będący tylko świadectwem dziecinnej ograniczoności i zadufania. Nie będę się więc wdawał w merytoryczną rozmowę na poziomie piaskownicowego infantylizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też humanistka Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.12, 01:21 Najbardziej bez sensu, logiki i pełne bluzgów są tu twoje wpisy, zet. Kończ waść i wstydu oszczędź. Sobie i innym humanistom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.06.12, 18:08 No rzeczywiscie zawstydziłas mnie. Taki głęboki humanizm z ciebie wylazł. Gdzie tego uczą? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Uwaga na trolla! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.12, 12:14 "zet" to zwykły troll, a nie żaden humanista. Co widać po jego postach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Uwaga na trolla! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.06.12, 16:29 Olo to zwykły menel internetowy, co widać po jego "ciętych ripostach". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.opera-mini.net 17.06.12, 17:59 Zuza wróciła! Poznaję po słownictwie, stylu "dyskusji" i adresie IP :-) Co zuzia vel zet, przerwa w sprawdzaniu kartkówek studentów psychologii? Może się zabawimy? :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rzekoma zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.06.12, 08:04 Z tobą, smieciu internetowy, domorosły detektywie? Zabaw się sam ze sobą, tak jak zawsze. Bo to tylko tak potrafisz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.12, 03:34 Zuzia, a kupę zrobiłaś? A można wiedzieć, GDZIE? Choć mała, zabawimy się! A laski z Instytutu Psychologii będą sikać w majty z zazdrości. Tylko nie mów znów, że tchórzysz... :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rzekoma zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.06.12, 07:28 A co, chcesz się zabawić z moją kupą? No to baw się jak umiesz - z własną też możesz. To twój poziom rozrywki. Każdy ma swoje przyjemnosci. Dobrej zabawy ze swoim klocem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.12, 12:57 Buuu... Biedactwo! Znowu się obraziło. Zabrało wibrator i wyszło z kibla :-)) Po co ten żal i pretensje? Ciebie zuzia można pokonać, tylko licytując się wulgarnymi obelgami. Innego sposobu pojedynkowania się na forum nie znasz. Więc przestań się mazgaić, zbieraj się do, nomen omen, kupy i walcz, jak na zuzę przystało! Nawet w obrzucaniu klocami, WC-ami i goownami jesteś cienka jak gąsienica po głodówce :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rzekoma zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.06.12, 17:33 Ach ten wykwintny koncept, ta elokwencja i elegancja wywodu! Jestem poruszony kreatywoscią szanownego kolegi. Z nauk "scisłych" czy przyrodniczych? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuza Re: Uwaga na trolla! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.12, 03:23 Tobie zuzia i tak do pięt nie dorastam. Stara, dobra, humanistyczna szkoła retoryki, prawda zuzia? Jakby dodać do tego jeszcze psychologiczne umiejętności analizy człowieka... Ech, biedni ci twoi studenci w Instytucie Psychologii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gościu Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.adsl.inetia.pl 05.06.12, 19:27 Bardzo oryginalny pomysł wydawania pieniędzy. Zamówić opracowanie u psychologów, a za resztę sprowadzić wysoko płatnego naukowca z zagranicy. Nie to co nudna Politechnika co chce sobie wyposażać laboratoria. Widocznie Uniwersytetowi laboratoria niepotrzebne. I w ogóle wrocławska informatyka nie ma poważniejszych potrzeb niż wynajęcie psychologów. Gratuluję!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pik Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.12, 20:13 A ci psycholodzy to oczywiście koledzy z uniwersytetu. I wszystko się wyjaśnia. Naukowi "geniusze" z uniwerku wykombinowali kolejny skok na publiczną kasę, którego celem jest przelanie pieniędzy z kieszeni jednego kolegi do kieszeni drugiego kolegi. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz 06.06.12, 07:06 Masz rację mr_burke . Tak należy robić od początku drogi oświatowej . Niestety , postępaki - mieszanina lewaka i liberała - wprowadzili od samego początku drogi oświatowej tzw szkołę przyjazną , czyli wymaganie mało i promowanie na siłę leni i nieuków . No i tacy przychodzą na studia , już od lat tak się dzieje . No i jak wcześniej w szkole tak i na studiach poziom nauczania spada , jak i elementarna dyscyplina , ba !!! zwykłe przyzwoite zachowanie . Jeśli postępaki nadal będą u władzy , to sprawy tylko się pogorszą . No ale wyborcy tak wybierają . Będą zbierać tego owoce . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Uwaga na trolla! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 15:42 angrusz1 ma wolne i odreagowuje frustracje zawodowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aron Re: Jak podejść studenta, żeby chciało mu się ucz IP: *.paradowski.pl 06.06.12, 07:29 jak nie zda sesji to do wojska i do Afganistanu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eeee Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.dynamic.chello.pl 06.06.12, 09:07 to diagnoza, ze oni są winni, bo brak im motywacji, jest błędna. To naprawdę dobrzy uczniowie, którym się nie odwidziało gdy poszli na studia. Gorsze od spodziewanego zaangażowanie to wynik dwóch czynników: 1. ekonomiczny - po prostu studenci chałturzą. Na wrocławskim rynku pracy trudno o informatyków, więc jeśli tylko chcą dorobić, czeka na nich mnóstwo ciekawych zleceń. Ale wtedy czasu na naukę jest mniej. 2. sam instytut - niektórzy wykładowcy nie zadają sobie nawet trudu zrobienia porządnych prezentacji do wykładanego przedmiotu, a i ich poziom jest bardzo różny - od takich, co potrafią zaciekawić, po takich, których się średnio da zrozumieć, bo nie maja daru do nauczania czy w ogóle jasnego wypowiadania się. Sprowadzanie wykładowców z zachodu może ładnie wygląda na papierze, ale kto sensowny pojedzie pracować do Polski, na dodatek na uczelnię stojącą obiektywnie dość nisko w rankingach? Program motywacyjny może i coś pomoże, ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Najlepszym rozwiązaniem byłoby dać sobie spokój z wykładowcami z zagranicy i zacząć ściślej współpracować z biznesem, tak aby zajęcia w dużej części łączyły się z tematyką praktyk czy projektów na zaliczenie, wykonywanych dla wielkich rekinów IT. 100 razy bardziej wartościowe są zajęcia prowadzone przez kogoś związanego z biznesem, niż przez kogoś, kto programowanie zna tylko w teorii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 15:45 > 1. ekonomiczny - po prostu studenci chałturzą. Na wrocławskim rynku pracy trudn > o o informatyków, więc jeśli tylko chcą dorobić, czeka na nich mnóstwo ciekawyc > h zleceń. Ale wtedy czasu na naukę jest mniej. Dziwisz się? Przecież dzięki tym, jak to nazywasz, "chałturom" uczą się więcej niż na zajęciach na uczelni (patrz: pkt 2 i reszta twojego komentarza). Odpowiedz Link Zgłoś
zetkaf Re: Akurat jesli chodzi o informatyków 07.06.12, 20:26 > Dziwisz się? Przecież dzięki tym, jak to nazywasz, "chałturom" uczą się więcej > niż na zajęciach na uczelni (patrz: pkt 2 i reszta twojego komentarza). Dokładnie takie same skojarzenia mamy - skoro zarzuca się uczelniom, że uczą niepraktycznych rzeczy to ciężko krytykować studentów którzy wzięli sprawy w swoje ręce i poznają praktyczne aspekty zawodu... "zdobywają doświadczenie" się chyba mówi :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.12, 14:46 Realia na rynku pracy po prostu mocno się zmieniły w ostatnich latach, a uczelnie wciąż funkcjonują wg zasad obowiązujących 20 lat temu. Wykładowcy wolą narzekać, że studenci przychodzą nieprzygotowani na zajęcia, a że studenci po studiach pracują, chodzą na staże, robią studia podyplomowe etc. (co im więcej daje, niż słuchanie nudnych wykładów odklepywanych w pożółkłych notatek) nie widzą i widzieć nie chcą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.12, 08:53 Trzeba wskrzesić trzyletnie zawodówki po szkole podstawowej. To będzie najlepsze miejsce dla dzisiejszych studentów. Po co przychodzą na studia - niech "pracują, chodzą na staże, robią studia podyplomowe"... Oczywiscie po dyplomach szkoły podstawowej i w małym, a najwyżej srednim rodzimym biznesie. Kto kogo ciągnie siłą na studia? I po co te motywacje ministerstwa skoro bezrobocie szczerzy zęby ze wszystkich kątów? Weźcie się wreszcie za ustawowe badanie losów absolwentów i pozbądźcie złudzeń. I nie mylcie szkół wyższych z zawodówkami, bo jeszcze zwiększycie ilosć sfrustrowanych i rozczarowanych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Beatrycze Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.opera-mini.net 15.06.12, 13:11 Nie masz pojęcia, o czym piszesz. Proponowałabym najpierw zorientować się w faktach, a potem wylewać żale na forum. Jeśli pisząc o rozczarowanych i sfrustrowanych masz na myśli głównie siebie, to nie mierz proszę innych własną miarą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.06.12, 17:35 No to podaj te fakty, Beatrycze, skoro masz pojęcie, o czym piszesz i jestes tak dobrze poinformowana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuza Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.12, 03:26 "Fakt" to sobie możesz poczytać na ćwiczeniach ze studentami psychologii, zuzia. A Beatrycze nie podrywaj! Znudziły ci się kible, to szukasz odmiany? A fuj! :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.06.12, 07:28 Ty mi się znudziłes, obrońco ucisnionych i potrzebuję odmiany. Taki prymityw jak ty nudzi się już przy pierwszej odzywce. Wszystko jedno czy jest adwokatem WC, arista, ola, Beatrycze... Prostactwo jest zawsze ponure, monotonne, bezbarwne. I taki jestes ze swoimi wymuszonymi dowcipami, ze swoją sztuczną wesołkowatoscią ubogiego duchem dzieciaka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zet to zuzia Re: Akurat jesli chodzi o informatyków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.12, 13:30 Widzę, że stary nick też ci się znudził, zuzia? A jak tam monografia twojego osobistego wibratora, z której się habilitujesz? Już napisana? Tak podpytuję, bo pewnie nie tylko ja z niecierpliwością czekam na twoje dzieło życia, dzięki któremu polska psychologia wejdzie na wyżyny naukowości, na jakich jeszcze nigdy nie bytowała :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
cyklista Cieniutki ten artykuł, ale 06.06.12, 13:07 Artykuł jak z magla, ale parę konkretów jest: 1. Wrocław to dobry ośrodek akademicki 2. Najlepszą uczelnią we Wrocławiu jest Politechnika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: informatyk Re: Cieniutki ten artykuł, ale IP: *.dynamic.chello.pl 06.06.12, 14:28 > Artykuł jak z magla, ale parę konkretów jest: > 1. Wrocław to dobry ośrodek akademicki W porównaniu z czym?? Na świecie Wrocławia nie widać, publikacji wrocławskich uczonych nie widać, EIT+ jakoś tam egzystuje, ale z problemami... To jest prowincjonalny ośrodek. W pierwszej dziesiątce w Polsce (kraju w końcu prowincjonalnym, jeśli chodzi o naukę) i kropka. > 2. Najlepszą uczelnią we Wrocławiu jest Politechnika Według jakich kryteriów? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Cieniutki ten artykuł, ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.12, 15:47 W Polsce UWr też cienko przędzie jak na tak dużą uczelnię i ośrodek akademicki. Z pewnością poniżej oczekiwań, a więcej słyszy się o patologiach i aferach na tej uczelni niż o sukcesach. Odpowiedz Link Zgłoś