Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie

20.07.12, 08:35
Fajnie... dobry sposób żeby sfinansować bezsentsowne wydatki, tysiące pracowników administracji którzy nic prawie nie robią, rady, komitety i inne bzdety...

A potem będzie płacz, że każdy pracuje w innych miejscach, nie publikuje, Uni traktuje jako płatnika funduszu zdrowia i ZUSu...

A potem z chyba 8 miejsca Uni Worc spadnie na naste, a potem znajdzie się w drugiej dziesiątce...


    • Gość: janek Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.pl 20.07.12, 09:01
      do tego historyka. który twierdzi, że trzeba dorabiać poza... a może by tak wreszcie popracować nad jakością prowadzonych zajęć i badań ? Z prowadzenia badań można całkiem dobrze żyć, bo wszyscy doskonale wiemy jakie pieniądze są na wynagrodzenia przy różnych grantach itp.. Humanistyka też je dostaje, więc nie opowiadajcie bajek o tym, że tylko przez dydaktykę dla zaocznych można zarobić. Można też się rozwijać, a nie klepać cały czas to samo.
      • Gość: gosc Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: 203.176.193.* 20.07.12, 09:21
        zgadzam sie, ale tez prawda jest ze przy 240 godzinach dydaktyki, jesli chce sie ja robic porzadnie, trudno prowadzic dobre badania (czytaj: finansowane przez granty). To rowniez kolejna kloda pod nogi dla najlepszych - czy granty z ktorych uczelnia zabiera sowity procent nie powinny "wykupywac" czas pracownika na prace nad tymi projektami? Np. kazde 10 tysiecy (w ogolnosci, odpowiednio dostosowana kwota w zaleznosci od dzialu nauki i wielkosci grantow w tym dziale) zabrane z grantu pracownika zwalnia z 30 godzin uczenia?
        • Gość: qwe Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wemif.pwr.wroc.pl 20.07.12, 10:45
          Nie zrozumiałeś artykułu. Pracownicy będą mieli tyle samo dydaktyki bo i tak były nadgodziny. Różnica tylko w tym, że tych nadgodzin będzie o 30 rocznie mniej. Rektor szuka oszczędności i tyle.

          A co do godzenia dydaktyki z badaniami - tak to już jest na uczelniach na całym świecie. Te kwestie trzeba godzić i tego nikt nie zmieni.
          • Gość: qqq Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.12, 12:17
            >Nie zrozumiałeś artykułu. Pracownicy będą mieli tyle samo dydaktyki bo i tak by
            > ły nadgodziny. Różnica tylko w tym, że tych nadgodzin będzie o 30 rocznie mniej

            Nieprawdą więc jest stwierdzenie, że "Pracownicy będą mieli tyle samo dydaktyki", bo będzie można znaleźć pracownika, który dydaktyki będzie miał więcej.
            A wynika to z tego, że większa liczba godzin będzie dotyczyć każdego, a nadgodziny nie dotyczą każdego. Czyli że są osoby, które teraz nie biorą nadgodzin.
          • Gość: gosc Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.hist.uni.wroc.pl 20.07.12, 13:34
            Nie zauważyłeś jednego drobiazgu. Jest mnóstwo osób, które nie mają nadgodzin. I właśnie podwyższono im pensum, albo inaczej mówiąc -obniżono zrobki, bo to to samo.
          • Gość: Kinga Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.18.25.213.easy-com.pl 21.07.12, 15:37
            Niestety, nie zrozumiałeś artykułu. Ci którzy klepali nadgodziny to będą ich mieli trochę mniej. Ci którzy zajmowali się nauką i nie mieli nadgodzin lub śladową ich ilość (są takie wydziały na UWr) będą na naukę mogli poświęcić jeszcze mniej czasu. Wróżę jeszcze większy syf na uniwerku i dalszy spadek pozycji uczelni.
            • Gość: glosc Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.mm.pl 05.01.13, 10:36
              Wydaje się, że podział biegnie w pierwszym rzędzie wydziałami. Rektor ujął nieznacznie godzin nadliczbowych na wydziałach gdzie klepie się olbrzymią ilość dydaktyki i siłą rzeczy markuje pracę naukową. Łatwo sprawdzić na jakich wydziałach liczba studentów na pracownika jest najmniejsza i tak się składa, że jakąś naukę tam się jeszcze robił. Wniosek jest taki, że UWr zmierza w prostej linii w kierunku uczelni zawodowej bo rektor drastycznie pogarsza warunki uprawianie nauki na "swojej" uczelni.
      • Gość: gosc Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.hist.uni.wroc.pl 20.07.12, 10:28
        Chyba jednak "dobrze nie wiecie". Pieniądze z grantów są na badania, to nie są dodatkowe pensje. Poza tym granty humanistyczne są śmiesznie małe przy grantach z nauk stosowanych. Jeśli jest nawet w nich zawarte wynagrodzenie, to w skali roku, gdy się to przeliczy na miesiące wychodzi 200-300 złotych. Adiunkt dostaje na rękę 2400, jeśli ma grant to wyjść może 2600-2700. Strasznie dużo pieniędzy. 600 euro. Ale pani minister K opowiada w mediach, że naukowcy zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych. To chyba ci, których przyjęła do ministerstwa.
        Poza tym jak ma się grant to trzeba go szybko realizować, a to wiąże się z dużym natężeniem choćby wyjazdów. Jak można sobie na to pozwolić przy wysokim pensum - nie wiem. Nie wiem kto potrafi jednocześnie wyjeżdżać i być na miejscu żeby prowadzić zajęcia.
      • Gość: M. Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.broadband.greenlan.pl 20.07.12, 15:45
        "Z prowadzenia badań można całkiem dobrze żyć, bo wszyscy doskonale wiemy jakie pieniądze są na wynagrodzenia przy różnych grantach itp."
        Pewnie można, o ile się ich nie realizuje w Uniwersytecie Wrocławskim :-P
        Wysokość stawek, jakie uzyskać można "z grantów" jest bezpośrednio zależna od wysokości wynagrodzenia, a także pośrednio od wielkości obciążeń dydaktycznych. Wygląda to mniej więcej tak, iż można sobie wpisać jako wynagrodzenie "z grantu" trzykrotną stawkę godzinową, jaką się uzyskuje z pracy w uczelni. To zazwyczaj oscyluje około 75zł netto (ta trzykrotna stawka). A ilość godzin poświęcona na pracę naukową w ramach projektu jest liczona jako różnica między ilością godzin wynikającą z przeliczenia na etat (zdaje się 38h/tydzień) a obciążeniami dydaktycznymi, organizacyjnymi itp.
        Zwiększenie pensum wpływa więc także i na możliwości "zarabiania" na grantach :-P
    • Gość: gosc Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: 203.176.193.* 20.07.12, 09:14
      Gdyby jeszcze rektor ufundowal z zaoszczedzonych pieniedzy niemale nagrody dla naukowcow z wybitnymi wynikami, to byloby ok (Ci co nie przykladaja sie do pracy tworczej niech wiecej siedza na uczelni i ucza), ale dokladajac ciezar bez mechanizmu motywujacego to rzeczywiscie droga po rowni pochylej, w dol rzecz jasna.

      Zastanawiam sie tez - niestety tego nie pamietam - czy sprawy finansow uczelni byly poruszane podczas wyborow, bo to przeciez jedna z wazniejszych spraw i kazdy kandydat na rektora powinien miec jakis wglad w sytuacje i plan.
      • zawsze_ked Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 20.07.12, 09:46
        W jednym z Instytutów nagroda roczna dla wybitnego pracownika za osiągnięcia naukowe (ok.10 artów, 2 ksiazki) wyniosła w ubiegłym roku 2tys złotych... Przy takich osiągniciach naukowych nie da się praktycznie pracować poza Uni, ale nie da się także aplikować (czasami także realizować) o grant badawczy...

        Śmieszne jest zasłanianie się dotacją ministerialną - uczelnia ma auotnomię w ustalaniu wysokości płac, pieniądz z ministerstwa nie jest "pieniądzem znaczonym"- z resztą wystarczy popatrzeć na inne Uniwersytety i płace tam...

        Prosze mnie skorygować - czy niższa dotacja nie wynika z tego, że Uni miał w określonym okresie rozliczeniowym mniejsze osiągnięcia naukowe, które przekładają się właśnie na tą dotację?

        Kto - to kolejne pytanie - "wypracowuje" owe osiągnięcia naukowe, czyli w skrócie: publikacje i granty? Rozbudowany moloch czy zwykli pracownicy często za swoje pieniądze jeżdzący na konfernecje (praktyka 2 konferencji w roku, lub 1000 zł na pracownika - czyli praktycznie jednaj z dojazdem)?

    • januszz4 Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 20.07.12, 10:26
      Na Uniwersytecie zawsze panował większy luz niż na np. Politechnice. Wykładowcy i ćwiczeniowcy skracali zajęcia, czasem seminaria odbywały się w kawiarni albo na zielonej trawce. W czasie wykładu np. na Prawie prowadzący odbierał telefon komórkowy, przerywał zajęcia i leciał na chałturę. Na Politechnice to było nie do pomyślenia. Starsi pracownicy do dzisiaj pamietają reżim jaki wprowadził dawny rektor T.Porębski. Do dzisiaj w wielu drzwiach sal wykładowych w Gamachu Głównym są ślady po wziernikach przez które pracownicy specjalnie utworzonej do sekcji sprawdzali, czy zajęcia odbywają się zgodnie z grafikiem wywieszonym na drzwiach. A spóźnienia na zajęcia były surowo karane i to dotyczyło także profesorów zwyczajnych. Znam przypadek, kiedy jeden ze znanych profesorów za spóźnienie utracił przyznaną już nagrodę pieniężną. Inna uczelnia we Wrocławiu (niepubliczna) wprowadziła z kolei karty magnetyczne, które pracownik przed i po zajęciach musi włożyć do czytnika i w ten sposób potwierdzić punktualne przybycie na zajęcia i zakończenie ich w przewidzianym terminie, a nie wcześniej. Podobno tego przeskoczyć się nie da, bo portierka pilnuje.
    • kszafraniec Cały szum o 3 godzimy? 20.07.12, 10:45
      Liczby jakie padają w artykule powalają, ale.... liczę i wychodzi z 210 do 240...
      na 10 miesięcy i wychodzi z 21 na 24 miesięcznie czyli 3 godziny miesięcznie!!!
      Jak widać można stworzyć artykuł, że liczba nadgodzin wynosi 22000, a można napisać, że nauczyciel akademicki będzie musiał pracować 45 minut dłużej tygodniowo.
      Eh ta manipulacja
      • radeberger Re: Cały szum o 3 godzimy? 20.07.12, 14:24
        kszafraniec napisał:

        > Eh ta manipulacja

        Z 45 minut robi sie godzina, z godziny poltorej... i potem to juz tak leci - a forsy jak nie bylo tak nie ma.

        Odpowiedz sobie szczerze - jako ze dzis piatek - mialbys ochote siedziec godzine dluzej w pracy (zakladam, ze nie wychodzisz wczesniej) i nie dostac za to nawet grosza?
      • Gość: Kaja O jedną godzinę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.12, 19:17
        Na normalną ludzka mowę: rok to dwa semestry czyli 30 tygodni, a zatem 210 godzin rocznie oznacza siedem godzin tygodniowo, a 240 - osiem godzin zajęć tygodniowo. Czyli Jedna godzina zajęć więcej w tygodniu :) W wersji papierowej redaktor Wysocki pisze zaś o dodatkowych 26 (!) godzinach miesięcznie. Ciekawe jak doszedł do tego wyniku :)
        Letnia sztuka rozdmuchiwania afer mnie zachwyca.
        Wcześniej było o bezprawnie odbieranych legitymacjach. Fakt, dziekanat powinien był wiedzieć, że przepisy się zmieniły. Ale ile osób zostało skrzywdzonych? Jak myślicie? Może 26? Może z 10? Nie. JEDNA
        • Gość: lismann Re: O jedną godzinę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 08:00
          Do kaja.
          Pan Wysocki rzeczywiście rozdmuchuje "afery" -szczególnie upodobał sobie UWr. Dzień bez Uniwersytetu Wrocławskiego w GW to dzień stracony. A dlaczego pan Tomasz nie zainteresuje się zadłużeniem naszego miasta ?/ciekawy tekst był 20.07 na www.tvn24/. Lepiej i łatwiej skleić szybko tekst o UWr.
      • Gość: kasia Re: Cały szum o 3 godzimy? IP: *.finemedia.pl 21.07.12, 23:21
        no tak, każdy liczy tylko godziny. Faktycznie to tylko 30 godzin więcej na rok. Jednak te 30 godzin, to w zależności od godzin przypadających na zajęcia, jedna, dwie a nawet 3 grupy więcej, tzn. od 40-120 studentów więcej, czyli tyle więcej prac do sprawdzenia. Więcej też trzeba przygotować materiałów do tych zajęć, a jak się zdarzy, że dostanie się różne przedmioty, to robota potrójna. Dlaczego mało kto bierze pod uwagę, że do tej jednej godziny trzeba się przygotować. No tak, ale to tylko 30 godzin, a co poza tym to się już nie liczy.
        • Gość: student Re: Cały szum o 3 godzimy? IP: *.opera-mini.net 22.07.12, 00:36
          Nie panikuj, kasiu. Jesteś inteligentna, więc sobie poradzisz. Odklepiesz czwarty raz to samo, albo zadasz studentom referaty. Tak jak robią od lat twoje koleżanki. I nie będziesz musiała się przygotowywać ani niczego sprawdzać. Bierz przykład ze starych wyjadaczy a daleko zajdziesz. Tylko nie pisz, że jesteś uczciwa i pracowita, zawsze porządnie przygotowujesz się do zajęć, wieczorami sprawdzasz klasówki, w weekendy czytasz podręczniki, a w wakacje siedzisz w bibliotece i przygotowujesz kolejny kurs dla studentów. Bo inaczej byś nie narzekała na te 20 minut pracy jakie dodatkowo musisz odbębnić w tygodniu.
    • Gość: zdziwiony Same nadgodziny mają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.12, 12:11
      Kiedy oni mają czas na prowadzenie badań naukowych? Tu etat w publicznej uczelni, tam w prywatnej, potem nadgodziny na uniwerku.
      A może by tak młodych pozatrudniać i pozabierać nadgodziny wiecznym doktorom, którzy są tak przepracowani, że od 20 lat nie mogą habilitacji zrobić?
      • Gość: Itsme Re: Same nadgodziny mają IP: *.internetia.net.pl 20.07.12, 12:36
        Wykładowca historii UWr., który zareagował słowami, "a co mnie to obchodzi" wykazał się
        brakiem postawy prospołecznej a zarazem małym patriotyzmem.
        Jestem ciekaw jak zareaguje na wiadomość, ze jemu i jego kolegom , uposażenie zostanie
        obcięte.
        Ja co do tego nie mam wątpliwości, że to nastąpi.
        Jako płatnik podatku dochodowego, dosyć mam, łożenia części moich pieniędzy na tabuny
        rzekomych naukowców.
      • Gość: bizon Re: Same nadgodziny mają IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.12, 13:35
        Bardzo mi się podoba, kiedy najwięcej do powiedzenia na anonimowym forum mają ludzie Pana pokroju, którzy nie mają najmniejszego pojęcia o realiach w jakich funkcjonuje Szkolnictwo Wyższe. Otóż dla wiedzy wszystkich wszechwiedzących podam kilka faktów. Pracuje na Wydziale Chemii UWr. Mam tytuł dr i jestem zatrudniony na etacie naukowo-dydaktycznym. Mam 33 lata i kredyt mieszkaniowy w wysokości 2000 PLN. Zarabiam na rękę (netto) 2344 PLN. Na szczęście moja partnerka też pracuje i zarabia podobnie do mnie. Prowadzę zajęcia w pełnym wymiarze godzin i mam jeszcze kilka lat na habilitacje. Jeśli plan jest ułożony znośnie mogę wygospodarować dwa dni wolne od zajęć dydaktycznych, które przeznaczam na naukę. Reszta zajęć rozrzucona jest np od 8-10 później 17-20. Po pracy ze studentami na laboratorium chemicznym potrzebuje prysznica, mleka i 7h snu aby dojść do siebie. Mam i miałem granty z których przez 9 lat pracy zarobiłem 15000 PLN. Jeżdżę na konferencje i starze zagraniczne gdzie mogę nieco podciągnąć swój poziom bo mam dostęp do świetnego sprzętu finansowanego przez państwo gościa. Jeśli komuś wydaje się, że to niewiele godzin pracy z młodzieżą to proszę doliczyć do tego niepłatne:
        5h tygodniowo na przygotowanie do zajęć
        2h tygodniowo konsultacji
        około 20h na pilnowanie kolokwiów i egzaminów oraz ich sprawdzanie (często w soboty).
        plus sprawy wydziałowe i działalność na jego rzecz
        Na naszym Wydziale praktycznie nie ma nadgodzin a większość pracowników jest niedociążona. Sprawy związane z niżem demograficznym jak również poziomem trudności na studiach. Młodzież obecnego pokolenia nie lubi się męczyć. Dlatego podniesienie pensum nie pomoże nam w pracy. Nie skarżę się bo tak wybrałem, ale moi koledzy w Niemczech i Francji zarabiają na rękę 2700 EUR. Dlatego nie pozwolę się obrażać aby ktokolwiek nazywał mnie nierobem.
        • Gość: WK Re: Same nadgodziny mają IP: 156.17.73.* 20.07.12, 13:49
          Nie denerwuj się. Przecież ten artykuł napisano właśnie po to, by poszczuć lemingi tym razem na "nierobów-naukowców" (innym razem - na kelnerów lub kucharzy, itd.).
          I lemingi niezawodnie reagują chórem oburzenia na leniwych naukowców, potem na brudasów kelnerów i w poczuciu spełnionego obywatelskiego obowiązku usiądą przed tv posłuchać o "zielonej wyspie", na której oczywiście nie ma miejsca dla tych naukowców, kelnerów,...
        • Gość: Eryk Re: Same nadgodziny mają IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 20.07.12, 15:25
          Ty, naukowiec, a co to są "starze zagraniczne" ???
        • Gość: zdziwiony Powiedzieć Ci coś? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.12, 23:24
          Tak się składa, że też na tym samym uniwerku pracowałem.
          Sam piszesz, że masz 33 lata i zapieprzasz, jak dziki osioł. Prawda. Doktoranci czy młodzi doktorzy zapieprzają, aż się kurzy. Ale czy Twój szef też tak zapieprza? Też ma zajęcia w piątek do 18 a w sobotę od 8:00 (zaoczni)? Też ma 2344 PLN na rękę?
          Nie wiem, jak to jest na Twoim wydziale, ale widziałem, jak było na moim. Młodzi zapieprzali a cała reszta wiecznych doktorów, albo jaśnie oświeconych habilitowanych nie robiła nawet 1/10 tego, co ja.
          Teraz na szczęście pracuję poza polskim szkolnictwem wyższym i wracać nie zamierzam.
      • wari Re: Same nadgodziny mają 21.07.12, 13:27
        Gość portalu: zdziwiony napisał(a):

        > Kiedy oni mają czas na prowadzenie badań naukowych? Tu etat w publicznej uczeln
        > i, tam w prywatnej, potem nadgodziny na uniwerku.

        Bzdury, pewnie tacy się trafiają, może na humanistyce, ale to na pewno nie jest miarodajna opinia o większości.

        > A może by tak młodych pozatrudniać i pozabierać nadgodziny wiecznym doktorom, k
        > tórzy są tak przepracowani, że od 20 lat nie mogą habilitacji zrobić?

        Habilitacja to papierek, nie ma nic wspólnego z nakładem pracy, inteligencją. To relikt minionej epoki, niepotrzebna, a czasem utrudniająca prowadzenie badań. Jest wielu świetnych naukowo adiunktów bez habilitacji. Jak rozumiem ideałem jest gdy wszyscy będą habilitowani? Ćwiczenia wtedy będą prowadzić doktoranci? Już ich tu mamy, poziom żenujący (co nie dziwi, bo oni maja robić doktorat, a nie prowadzić zajęcia).
    • zawsze_ked Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 20.07.12, 12:44
      Bo tu nie chodzi o te 30h, tylko o czas (chwilę po wyborach) i styl w jaki się ta podwyżkę pensum wprowadza!!!

      I chodzi też o jej znaczenie -demitywujące pracowników, najczęsciej młodszych, tych którym jeszcze się coś chce...i porsze mi wierzyc - ci akurat nie mieliby nic przeciwko monitoringowi swoich zajęć i czasu przychodzenia i wychodzenia...

      Ponownie prosze o korektę mojej wiedzy - ale chodzą słuchy, że dr którzy już od kilku (kilkunastu i dłużej też...) lat są "tylko dr" dostali od obecnych władz Uni "przedłużenie" zrobienia habilitacji o 8 lat...????



      • wari Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 21.07.12, 13:35
        zawsze_ked napisała:

        > Ponownie prosze o korektę mojej wiedzy - ale chodzą słuchy, że dr którzy już od
        > kilku (kilkunastu i dłużej też...) lat są "tylko dr" dostali od obecnych władz
        > Uni "przedłużenie" zrobienia habilitacji o 8 lat...????

        Papierek habilitacji czyni cuda. Co to za chory system, w którym od niepotrzebnego nikomu stopnia naukowego zależy wszystko. Sa juz uczelnie, gdzie w niektórych placówkach są już tylko habilitowani i doktoranci. Rozumie, że to jest ten ideał? Oczywiście doktoranci w takich miejscach są do darmowego prowadzenia ćwiczeń. O poziomie zajęć prowadzonych przez studentów-doktorantów szkoda gadać.
    • Gość: darek Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.07.12, 16:46
      Oj, bo czytać to trzeba "umić", stawka podana w artykule to zwykła pensja brutto, to co w bipie to suma pensji brutto (z wysługą lat!) z całego roku plus trzynastki plus nadgodzin plus podyplomówek plus wynagrodzeń z grantów (tu niekoniecznie zawsze) podzielona przez 12 m-cy.
      a więc brutto większe o ca 2000 zl oznacza, iż dodatkowo pracownik wyrobił całkiem sporo nadgodzin. W następnym roku ta wartość będzie relatywnie mniejsza.
      A co do wynagrodzeń na innych uczelniach to akurat artykuł wprowadza w błąd bo np. na UE jest raptem 500 zł więcej dla adiunkta ze stopniem dr i jak władze kliku uczelni wrocławskich (nieoficjalnie - wynika to z rozmów z poszczególnymi pracownikami UP, UW, PWr, UE) sugerowały więcej na razie nie będzie bo mimo rozporządzenia "o wzroście minimum" bo tną koszty i póki wynagrodzenia są ponad minima póty nic nie będzie zmieniane.
    • Gość: M. Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.broadband.greenlan.pl 20.07.12, 17:10
      No cóż... Nie będę dowodził, iż się mylisz w swej mojego dorobku, bo to bezcelowe. Niemniej powtórzę, iż z tak zwanych grantów realizowanych w ramach Uniwersytetu wcale wielkich kokosów nie ma. I zwiększenie pensum wpływa na wielkość możliwych do zarobienia pieniędzy
      "z grantów". Zdecydowanie bardziej opłacalnie (ale i prościej organizacyjnie i "technicznie") - przynajmniej w mojej dziedzinie - jest brać udział w projektach badawczych niejako "prywatnie", poza uczelnią.
    • zawsze_ked Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 20.07.12, 17:37
      Znaffca!
      W każdej normalnej "firmie" pracownik otryzmuje 13-tkę, wysługę lat, płaci mu się za nadgodziny, "gruszę" - w większości firm są jeszcze inne motywatory pozapłacowe. Przykro mi, że dla ciebie to nowość i coś wyjątkowego;-(

      Więc ta średnia jak się ją UMIEJĘTNIE ODCZYTA I ...ZROZUMIE jest relatywnie b.niska - tym bardziej kiedy się doda zarobki w słynnym mateczniku Rektora...

      Spróbuj wyjść z własnych uprzedzeń i fobii, ale i stereotypów i zauważyć, że jednak "zrobienie doka" nie jest "kupieniem" licencjata czy magistra na jakiejść wyższej szkółce...

      No i racz zauważyć - że wtedy kiedy zwykły specjalista, urzędnik, expert wypoczywa po pracy, są tacy którzy godiznami siedzą z ksiazkami, przygotowują się do zajęć, kopiują ciekawe mateirały dla studentw, czytają ksiązki i piszą rżne -może dla ciebie średnio zrozumiałe - rzeczy...
      • Gość: Piotr Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: 82.192.79.* 20.07.12, 18:04
        zawsze_ked napisała:

        > Znaffca!
        > W każdej normalnej "firmie" pracownik otryzmuje 13-tkę, wysługę lat, płaci mu s
        > ię za nadgodziny, "gruszę" - w większości firm są jeszcze inne motywatory pozap
        > łacowe. Przykro mi, że dla ciebie to nowość i coś wyjątkowego;-(

        Słabo znasz się na rynku pracy, znaffco. Nie w każdej "normalnej" firmie otrzymuje się 13-tkę, "gruszę", czy ma się nadgodziny (przeważnie nawet jak się one pojawią, to albo odrabia się je za etatową pensję, albo wypad), a wysługę lat normalnie wlicza się do wynagrodzeń. Więc nie płacz, bo zarabiasz grubo powyżej średniej krajowej. A jak nie pasi - zawsze możesz poszukać sobie pracy poza uczelnią.

        > Więc ta średnia jak się ją UMIEJĘTNIE ODCZYTA I ...ZROZUMIE jest relatywnie b.n
        > iska - tym bardziej kiedy się doda zarobki w słynnym mateczniku Rektora...

        Nie wiem, ile zarabiają w "mateczniku rektora" - jeśli są tam jakieś przekręty, to po co wybraliście takiego rektora? A średnia jest dużo wyższa od zarobków przeciętnego Polaka, ale rozumiem, że żołądek polskiego "naukowca" różni się od żołądków innych Polaków i mimo to nie jesteście w stanie wyżywić się z tych 6 tys. miesięcznie wynagrodzeń.

        > Spróbuj wyjść z własnych uprzedzeń i fobii, ale i stereotypów i zauważyć, że je
        > dnak "zrobienie doka" nie jest "kupieniem" licencjata czy magistra na jakiejść
        > wyższej szkółce...

        A czym jest? Tak się składa, że mam znajomych doktorów i doktorantów, stąd wiem, że powiedzenie, że "na uczelniach zostają sami najgorsi" ma wiele wspólnego z prawdą. Nepotyzm, układy, znajomości i koneksje - to są główne czynniki decydujące o tym, czy ktoś dostanie stopień doktora, a nie zdolności i pracowitość. Z dostawaniem etatów na uczelniach jest jeszcze gorzej - słynne są już wasze ustawiane "konkursy" z absurdalnymi wymaganiami, dobieranymi specjalnie pod ulubieńców, którzy zawsze wygrywają owe "konkursy".

        > No i racz zauważyć - że wtedy kiedy zwykły specjalista, urzędnik, expert wypocz
        > ywa po pracy, są tacy którzy godiznami siedzą z ksiazkami, przygotowują się do
        > zajęć, kopiują ciekawe mateirały dla studentw, czytają ksiązki i piszą rżne -mo
        > że dla ciebie średnio zrozumiałe - rzeczy...

        A ilu czyta pożółkłe notatki albo przeprowadza na odwal się zajęcia, które np. przygotowują studenci w postaci odklepywanych referatów? Zauważ, że zwykły specjalista, urzędnik, expert przeważnie nie ma czasu na drugi, trzeci etat - u was jest to powszechne. Więc co to za mydlenie oczu o ciężkiej pracy wieczorami? Może po prostu ty nie wiesz, co to takiego ciężka praca?
        • Gość: bk Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.adsl.inetia.pl 21.07.12, 01:29
          6 tysięcy?
          Pokazałbym ci mój pasek z wynagrodzeniem, to byś się zdziwił. Na rękę wychodzi 2300. Jeśli uda się zdobyć grant, to jest ok. 300 zł więcej miesięcznie (pod warunkiem, że w grancie wpisze się wynagrodzenie). Nadgodzin mam zero, bo wolę pracować naukowo. Drugiego etatu nie mam, bo nie mam czasu na chałtury. Za te pieniądze nie tylko trzeba przeżyć, ale kupować książki, płacić opłaty konferencyjne, a często dopłacać do wyjazdów naukowych. Zdarza się też, że żeby wydać książkę lub artykuł, trzeba dopłacić wydawnictwu z własnej kieszeni.
          Oczywiście jest tak jak mówisz, jak się komuś nie podoba, to może zmienić pracę. To prawda. Ale inna prawda jest taka, że w potocznej wiedzy na UWr zarabia się kokosy. I najzabawniejsze jest to, że ludzie w to wierzą...
          I właśnie rektor podniósł mi pensum.
        • zawsze_ked Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 21.07.12, 09:24
          Do "Piotr":

          Ależ wiele bzdur, niedomówień, "niby podsłyszeń" i plotek w w jednym texcie...

          1. Czytaj uważnie - było napisane o "normalnej firmie" i o "normalnym stanowisku"...
          2. "Przekręty" w mateczniku rektora - znowu nie rozumiesz... Chodzi o to, że oni tam po prostu wiecej zarabiają...
          3. Zostawanie na uczelni "najgorszych"? Bzdura... Tak mogło być przed r.2000 i wcześniej, gdzie młodych specjalistów rynek "wysysał" tuż po studiach, ale wtedy też pozostawało na uczelniach dużo pasjonatów nauki...
          4. "Ustawiane konkursy" i dziwne kryteria rekrutacji? Sorry - jak nie masz odpowiediego dorobku, publiikacji, grantów, itp to po prostu żadnego kokursu nie wygrasz... A te dziwne kryteria - może dizwne dla ciebie - jeśli ktoś ma być adiunktem w określonym zakładize, a zakład wykonuje określone prace to nic dziwnego, że w ogłoszeniu może znaleźć się kryterium "publikacji na temat obronności Grecji" albo "publikacji obcojęzycznej w zakresie narkomanii"...
          5. Pożółkłe kartki z których prowadozny jest wykład... Jezu, ile ja o tym czytam w necie... Jeszcze jakby się udało to zobaczyć w realu!?!?!

          Ad rem - czy struktura tektoniczna jakiegoś kontynentu uległa radykalnym zmianom w ostatnim dziesięcioleciu? Czy F.Nietzsche napisał ostatnio jakąś ciekawą książke? Co się zmieniło w ostatniej dekadzie w prawie rzymskim? Czy w polskiej poezji barokowej pojawiły się nowe trendy? Czy poza chyba 3 marginalnymi zmianami nasza Konstytucja RP z 1997 nadal obowiązuje? Sa przedmioty które można prowadizć z owych "zółtych kartek"... Tu się praktycznie zasadniczo nic nie zmiania...W niektórych subdyscyplinach ksiązki z l.60/70/80/90 są nadal akturalne, ba - często lepiej i rzetelniej napisane... A że ktoś taki jak ty nie może tego zrozumieć, bo nie ma kolorowych slajdów wywalonych na ścianę - wiemy, wiemy, wiemy... Dlatego duuuuża część z nas te sjaldy dla was robi...

          6. Zarobki realne, praca którą wykonujemy poza pensum, imperatyw dokształcenia sie i rozwoju - tego nie zrozumie ktoś kto swoją wiedze opiera na "wielu znajomych doktorach i doktorantach"...
          Swoje realne zarobki wiedze jak dostanę właśnie ów "odcinek pensji" na ktrym jest mniej niż 3000 zł minus podatki... I wiem, że te odcinki są podobne u innych pracowników mojego instytutu, wydizału...I wiem także ile zarabiają moi znajomi w innych krajach, jakie mają ułatwienia, socjal, możliwości badań, itp...
          Swoją realną pracę naukową widze kiedy po napisaniu artu klikam "właściwości" pliku textowego i wychodzą dziesiątki godizn... Albo wtedy kiedy tą samą czynność wykonuję po zrobieniu slajdów na 1,5 wykład. Niestety komp nie pokazuje ile czasu kosztowało mnie wyszukanie, zamówienie, nieraz upolowanie ksiażek z na których pracuję aby to powstało...

          7. Ostatnia sprawa - "dwuetatowcy" - patrzę na listy pracowników na swoim wydziale i "na oko" (paskudne kryterium...) - poza profesorami - wychodzi mi do 1/5. Mój instytut to ok.30 dr, z czego na 2 etacie pracuje 4, 1 ma własną firmę... Chyba nie powala?


        • wari Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 21.07.12, 13:13
          Gość portalu: Piotr napisał(a):

          >
          > Słabo znasz się na rynku pracy, znaffco. Nie w każdej "normalnej" firmie otrzym
          > uje się 13-tkę, "gruszę", czy ma się nadgodziny (przeważnie nawet jak się one p
          > ojawią, to albo odrabia się je za etatową pensję, albo wypad), a wysługę lat no
          > rmalnie wlicza się do wynagrodzeń. Więc nie płacz, bo zarabiasz grubo powyżej ś
          > redniej krajowej.

          Odezwał się "specjalista" od rynku pracy. Łatwo poznac po "argumentacji". Pewnie, że są miejsca, gdzie się zarabia mniej, ale tez takie jak agencje rządowe, gdzie Grad bierze 110 tys. miesięcznie czy Śmietanko 30 tys. To chyba dość banalne, że bywa różnie.

          > A czym jest? Tak się składa, że mam znajomych doktorów i doktorantów, stąd wiem
          > , że powiedzenie, że "na uczelniach zostają sami najgorsi" ma wiele wspólnego z
          > prawdą. Nepotyzm, układy, znajomości i koneksje - to są główne czynniki decydu
          > jące o tym, czy ktoś dostanie stopień doktora, a nie zdolności i pracowitość. Z
          > dostawaniem etatów na uczelniach jest jeszcze gorzej - słynne są już wasze ust
          > awiane "konkursy" z absurdalnymi wymaganiami, dobieranymi specjalnie pod ulubie
          > ńców, którzy zawsze wygrywają owe "konkursy".

          To ma być argument, że ???. Zarobki sa świetne? Wszyscy zatrudnieni to oszuści? Nie wiem jaką tezę postawiłes i czy w ogóle rozumiesz co i po co piszesz, Kwiecie Inteligencji spoza uczelni.
          >

          >
          > A ilu czyta pożółkłe notatki albo przeprowadza na odwal się zajęcia, które np.
          > przygotowują studenci w postaci odklepywanych referatów? Zauważ, że zwykły spec
          > jalista, urzędnik, expert przeważnie nie ma czasu na drugi, trzeci etat - u was
          > jest to powszechne.

          Ciekawe gdzie, na 70 osób z Instytucie dodatkowe etaty ma może 3-4 osoby. Nie wiem tez co to znaczy "zwykły expert"?

          Więc co to za mydlenie oczu o ciężkiej pracy wieczorami? M
          > oże po prostu ty nie wiesz, co to takiego ciężka praca?

          Obrzydliwe, co wyłącza cię z tej dyskusji. Na uczelni zostają może mniej inteligentni, ale przynajmniej nie tacy chamscy.
    • Gość: dr bez etatu Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: 176.31.222.* 20.07.12, 17:47
      - Od sześciu lat, jeszcze od rządów profesora Leszka Pacholskiego, poprzednika obecnego rektora, słyszymy, że sytuacja finansowa uczelni jest kiepska. Tylko co mnie to obchodzi? Ja rządzę uniwersytetem?! - irytuje się jeden z historyków.

      Wow, to może czas wziąć się za pracę, to i sytuacja uczelni się poprawi, panie historyku? Nawet najlepszy rektor z pustego w próżne nie naleje. Swoją drogą, takiego wybraliście sobie rektora - zamiast sprawnego menadżera w pomysłami na reformy woleliście kogoś, kto przez cztery poprzednie lata wsławił się głównie skandalami oraz tym, że unikał wszelkich zmian, a wszystko toczyło się samo bezwładem historii. Czas wypić nawarzone piwo, panie historyku, jakbyś rozumiał historię, a nie tylko znał daty, to wiedziałbyś, że rządzący wybrani w mimo wszystko demokratycznych wyborach nie biorę się znikąd.

      - Na wydziałach, gdzie jeszcze są studenci, można dorobić, ucząc zaocznych, ale ludzie z mniej obleganych wydziałów mają gołe pensje. Nie mają wyjścia, muszą szukać dodatkowej pracy poza uczelnią - przewiduje.

      A na historii ile przyjmuje się studentów na I rok? 200-300 osób? 6 tys. brutto, o jakich przeciętny Polak może sobie tylko pomarzyć, nie wystarcza do przeżycia historykowi? Więc proszę sobie poszukać lepszej pracy na wolnym rynku (może jako nauczyciel historii w gimnazjum?), ale nie być hipokrytą i zwolnić przy tym stołek na uczelni. Jestem pewien, że czeka na niego wielu młodych ludzi po doktoratach, mniej roszczeniowych i z większą liczbą pomysłów na badania naukowe.
    • Gość: Piotr Liczby nie kłamią... IP: 82.192.79.* 20.07.12, 18:12
      Gość portalu: aristo napisał(a):

      > - Na uniwersytecie adiunkt z doktoratem dostaje 2950 złotych pensji podstawo
      > wej brutto.

      >
      > I znowu bajeczki opowiadane mediom, jak to nam źle. Takie bujdy możecie sobie,
      > drodzy państwo "naukowcy", wciskać studentom I roku. Nikt inny w nie nie wierzy
      > . Tak wyglądają REALNE zarobki na Uniwersytecie Wrocławskim (dane z 2010
      > r.):
      >
      > rel="nofollow">bip.biuletyn.info.pl/php/pobierz.php3?bip=bip_uniwr&id_zal=4599&id_dok=2 (str. 107)


      Średnie miesięczne wynagrodzenia brutto nauczycieli akademickich zatrudnionych na stanowiskach naukowo-dydaktycznych, naukowych
      i dydaktycznych w roku akademickim 2009/2010
      Stan na dzień 15 października 2010 .

      Stanowisko * Liczba zatrudnionych w osobach * Średnia wartość wynagrodzenia
      Profesor zwyczajny * 144 * 9960,14
      Profesor nadzwyczajny z tytułem prof. * 72 * 7970,87
      Profesor nadzwyczajny bez tytułu prof. * 205 * 8618,2
      Profesor wizytujący * 3 * 4681,97
      Docent * 12 * 7050,59
      Adiunkt ze stopniem dr. hab. * 104 * 6168,77
      Adiunkt ze stopniem dr. * 1013 * 4891,51
      Starszy wykładowca ze stopniem dr. * 99 * 4917,04
      Starszy wykładowca bez stopnia dr. * 68 * 4518,87
      Asystent * 42 * 2059,77
      Wykładowca * 48 * 2563,25
      Lektor * 27 * 2357,81
      Instruktor * 0 * 0
      Razem * 1837 * 5736,24


      Liczby nie kłamią, Drodzy Państwo, w przeciwieństwie do naszych, pożal się Boże, "nałkoffców"...
      • Gość: Bart Re: Liczby nie kłamią... IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.07.12, 23:38
        Policzmy to razem:
        jeżeli brutto adiunkt na UWr dostaje miesięcznie około 3000 zł to z 13stką ma 13*3000 czyli około 39 000 zł brutto. Z tabeli wynika iż średnia miesięczna całych zarobków to 4900 zł (około). A więc 12*4900=58800zł
        Po odjęciu daje to 19 800 zł. Przy stawce około 60 zł(brutto brutto) za godzinę nadliczbową na zwykłych studiach licencjackich czy magisterskich (które są "podwójnie " zusowane - bo zus pracodawcy i pracownika jest od tej stawki naliczony - czyli na rękę jest mniej niż 40 zł)
        Daje to 330 godzin nadliczbowych. Ale na studiach podyplomowych np. na prawie stawki mogą być nawet 200 do 300 złotych. Zakładając iż adiunkt prowadzi zaledwie dwie podyplomówki po 15 godzin (a zazwyczaj jest tego dużo więcej) dostajemy (19800-30*200):60=230 godzin nadliczbowych "zwykłych" i 30 podyplomówki.
        A to jest normalne obciążenie przynajmniej na kierunkach "popularnych". I wtedy robi się z dwóch dni w tygodniu nawet pięć-sześć (łącznie z weekendami bo wtedy są podyplomowe).
        Poza tym za obrony, recenzje, egzaminy, zajęcia wyjazdowe na studiach zamiejscowych NIKT nie ma płacone extra.
        A co do konsultacji i dyżurów - obowiązkowe jest w sumie 4 godziny (przynajmniej u nas). Do tego moi seminarzyści dzwonią do mnie między 8 a 21 i ich prace zazwyczaj sprawdzam w ciągu 1-2 dni po oddaniu poszczególnych rozdziałów, nie na seminariach - gdzie muszę omówić poprawki, lecz sprawdzam w godzinach kiedy normalni ludzie albo śpią albo imprezują. I nikt mi tego nie wlicza jako godzin pracy - z założenia moja praca na uczelni nie kończy się po wyjściu z jej murów. Nie jestem robotnikiem który odpracowawszy 8 godzin przy taśmie idzie do domu i ma wszystko w d****. Choć znam takich robotników którzy swoją pracę biorą ze sobą do domu...
        A skoro mowa o długich wakacjach to dlaczego cały czas siedzę nad książkami i staram się przygotowywać nowe studia przypadków, casusy itp. zamiast wypoczywać na słonecznych plażach Kuby? Czemu jestem 4 razy w tygodniu na uczelni w bibliotece lub archiwum?

        Poza tym niestety media i rządzący robią wodę z mózgów obywateli - nakłady na naukę radykalnie spadają, uczelnie muszą się generalnie samofinansować a system grantowy niestety jest jednym wielkim niewypałem. Czy ktoś zastanawiał się jaki odsetek projektów otrzymuje dofinansowanie? W mojej dziedzinie ilościowo to mniej niż pół procenta a wartościowo (szacunkowo) nawet nie promil. I co z tego, że ja dostałem - jak widzę ile dobrych projektów odrzucono i ludzie nie mają z czego finansować badań.
        Co do zarabiania na grantach - jednym z argumentów za moim grantem było to że wynagrodzenie stanowiło 0 zł - słownie zero. No i brak zakupu aparatury...
        Ale kokosy...

        • Gość: dr Gdzie jest własciwe zarządzanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 00:36
          Można na tym forum pisać, ile zarabia ,,naprawdę'' doktor, docent czy jakaś odmiana profesora. Ja chciałbym zapytać tylo o jedno, czy jest jakis sensowny system zarządzania Uniwersytetem. Rektorem czy dziekanami zostają osoby, które nie mają pojęcia o kierowaniu uczelnią, jedynym kryterium jest profesura i umiejętność tworzenia koalicji wyborczych. Niech wreszcie na czele uniwersytetetu stanie ktoś, kto umie liczyć, a profesura niech mu doradza. A teraz pomysł rewolucyjny, oddzielic stanowiska naukowe od administracyjnych. U nas jest tak, że ekspert od historii starozytnej zostaje wybrany prorektorem. To jest zwykła kpina.
    • Gość: studentka Re: Liczby nie kłamią... IP: *.static.edis.at 20.07.12, 21:34
      Ja mogę dodać, ze te zajęcia przeważnie tak wyglądają ,że to studenci wszysytko przygotowuja i referują.Ta pani tylko rozdaje tematy i wystawia oceny, pod koniec semestru. inne ćwiczenia wyglądają podobnie
    • Gość: akademik Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 12:00
      Dane w sprawozdaniu, które tu zacytowano, to ŚREDNIE wynagrodzenie. Co to oznacza? Na przykład:
      - pensja adiunkta na wydziale X wynosi 3000 brutto (tyle zarabiam ja i wielu znanych mi adiunktów)
      - pensja adiunkta na wydziale Y wynosi 7000 brutto

      Dodam formułę do obliczenia, żeby łatwiej było zrozumieć:

      (pensja pracownika X+pensja pracownika Y)/2=Z

      Jak byk wychodzi 5000 zł brutto. Jednak NIE OZNACZA TO, że pracownicy uniwersytetu zarabiają po 5000zł. Jak już się bierzecie za analizę danych liczbowych, to je analizujcie, a nie rzucajcie okiem i budujcie na tej podstawie nieprawdziwe wnioski.
    • Gość: akademik Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 12:14
      Dodam jeszcze, że pensja nie ma nic wspólnego z produktywnością naukową pracownika. Wynika głównie z obciążenia dydaktycznego.

      Ja pracuję naukowo, nie biorę nadgodzin, zresztą te są normą głównie na kierunkach humanistycznych, gdzie studia zaoczne pozwalają na branie dowolnej ilości dodatkowych godzin. Są wydziały, na których studiów zaocznych nie ma, za to praca naukowa polega na czymś innym niż wertowanie książek.

      Mówicie państwo, że dobry naukowiec poradzi sobie, bo dostanie grant - owszem. Realizuję grant - moja pensja jest dzięki temu o 700zł wyższa. Ale żeby go rozliczyć i móc realizować zaplanowane badania, pracuję w weekendy, dni wolne od dydaktyki (wakacje, przerwy świąteczne, itp.). Nie dlatego, że mam bardzo dużo zajęć ze studentami, ale dlatego, że nie da się przeprowadzić niektórych prac laboratoryjnych, jeśli 8h zajęć dydaktycznych w tygodniu, które mógłbym zrealizować jednego dnia, mam rozłożonych na 4 dni. Moja ulubiona pora to godz. 12.00 i 14.00 - idealnie. Żeby zrobić eksperyment przed zajęciami, musiałbym być w instytucie o 4.00. Żeby zrobić go po - musiałbym zostać w pracy do 22.oo lub do północy.

      Taaaak... zarabiamy kokosy, mamy 3 miesiące wakacji, do zajęć się nie przygotowujemy, badań nie prowadzimy.... Żyć nie umierać.

      A świstak siedzi... jak głosiła popularna parę lat temu reklama czekolady.
    • wari Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie 21.07.12, 13:15
      Gość portalu: jot napisał(a):

      > Jasne, te dane statystyczne w sprawozdaniu to rektor sobie zmyślił...
      >
      > Zawsze tak wciskasz kity w żywe oczy? Skąd się was tylu bierze na tych uczelnia
      > ch - kłamców i nieudaczników?

      A skąd tyle zawistnych chamów na forum? Zazdościsz tych 2300 zł? Komuś, kto cały czas poświęca pracy?
    • Gość: akademik Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 15:01
      Rozumiem, że zrobiłeś habilitację w 4 lata, stąd twoja rozległa wiedza o życiu akademickim? Na pewno wiesz, że młodzi naukowcy po doktoratach wyjeżdżają na 'postdoki' (tak, tak, polskie leniwe nieroby wyjeżdżają, żeby lenić się gdzieś indziej) rzadko kiedy mając szansę realizować w tym czasie badania pozwalające na budowanie dorobku habilitacyjnego - różne ośrodki naukowe, różne grupy badawcze, różne zadania i tematy do zrealizowania. To się nazywa działanie na rzecz rozwoju własnego potencjału naukowego. Mnie nie było 3 lata.

      W Polsce jestem od roku. Wróciłem tutaj, bo tu jest moja rodzina i dom. Grant mam - realizuję go od pół roku. Wielkich pieniędzy z tego nie ma, bo polityka przyznawania finansowania jest taka, że im wyższe wynagrodzenie zaplanujesz w projekcie, tym mniejsze masz szanse na dostanie tego grantu.

      Jak zrobisz w 3-4 lata habilitację z fizyki, chemii czy biotechnologii (godziny spędzone w labie, uzależnienie od tego czy aparatura działa czy nie, miesiące oczekiwania na rozstrzygnięcie przetargu na każdą możliwą rzecz potrzebną do laboratorium, od odczynników po uszczelkę do sprzętu) prowadząc jednocześnie zajęcia dydaktyczne i wyrabiając pełne pensum, a na koniec dostaniesz 3 tysiące podwyżki, to myślę, że wszyscy koledzy doktorzy z wydziałów ścisłych zbudują ci pomnik i oddadzą pokłon. Może nawet świątynię zbudujemy A może przy okazji nauczysz nas, leniwych nierobów, jak powinien pracować dobry naukowiec?

      Oczywiście - nikt nam nie każe pracować tu gdzie pracujemy. Ja nie narzekam. Zarabiam 3000 + 700 zł z grantu i mi to wystarcza. Gdybym miał większe oczekiwania finansowe, to nie wróciłbym do Polski. Ale nie zgadzam się na wypisywanie bzdur przez ludzi, którzy pojęcia nie mają o tym jak to funkcjonuje.
      • Gość: dr Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: 204.45.29.* 21.07.12, 15:08
        Gość portalu: akademik napisał(a):

        > Rozumiem, że zrobiłeś habilitację w 4 lata, stąd twoja rozległa wiedza o życiu
        > akademickim? Na pewno wiesz, że młodzi naukowcy po doktoratach wyjeżdżają na 'p
        > ostdoki' (tak, tak, polskie leniwe nieroby wyjeżdżają, żeby lenić się gdzieś in
        > dziej) rzadko kiedy mając szansę realizować w tym czasie badania pozwalające na
        > budowanie dorobku habilitacyjnego - różne ośrodki naukowe, różne grupy badawcz
        > e, różne zadania i tematy do zrealizowania. To się nazywa działanie na rzecz ro
        > zwoju własnego potencjału naukowego. Mnie nie było 3 lata.

        Na postdoki wyjeżdża może 1 młody doktor na 10. Więc nie siej bzdur. Mam wielu kolegów, którzy zrobili habilitację w 4 lata (a nawet 2) i mogę potwierdzić, że wcale nie trzeba się przepracowywać. Sam swoją też już kończę. 4 lata po zrobieniu doktoratu.

        > Jak zrobisz w 3-4 lata habilitację z fizyki, chemii czy biotechnologii (godziny
        > spędzone w labie, uzależnienie od tego czy aparatura działa czy nie, miesiące
        > oczekiwania na rozstrzygnięcie przetargu na każdą możliwą rzecz potrzebną do la
        > boratorium, od odczynników po uszczelkę do sprzętu) prowadząc jednocześnie zaję
        > cia dydaktyczne i wyrabiając pełne pensum, a na koniec dostaniesz 3 tysiące pod
        > wyżki, to myślę, że wszyscy koledzy doktorzy z wydziałów ścisłych zbudują ci po
        > mnik i oddadzą pokłon. Może nawet świątynię zbudujemy A może przy okazji nauczy
        > sz nas, leniwych nierobów, jak powinien pracować dobry naukowiec?

        Więc postudiuj życiorysy naukowe fizyków, chemików czy biotechnologów, a dowiesz się, że jednak wielu dało radę. Trzeba tylko chcieć, a nie jęczeć na forum, jak to mi źle.

        > Oczywiście - nikt nam nie każe pracować tu gdzie pracujemy. Ja nie narzekam. Za
        > rabiam 3000 + 700 zł z grantu i mi to wystarcza. Gdybym miał większe oczekiwani
        > a finansowe, to nie wróciłbym do Polski. Ale nie zgadzam się na wypisywanie bzd
        > ur przez ludzi, którzy pojęcia nie mają o tym jak to funkcjonuje.

        Z tego, co widzę, to największe bzdury wypisują tu osoby broniące uczelni, jak się domyślam pracownicy uczelni.
        • Gość: akademik Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 15:25
          Skąd wniosek, że bronię uczelni?

          Wydaje mi się, że żadnego fragmentu mojej wypowiedzi nie da się zinterpretować jako prób obrony. Nawet mając wielki talent do nadinterpretacji.

          Nie bronię UWr. Nigdy nie broniłem i dopóki nie zmieni się układ, to nie go będę bronić.

          Ciekawe skąd te statystyki odnośnie wyjazdów - na wydziałach "ścisłych" to raczej typowa praktyka. Długość pobytu się różni, ale wyjeżdża prawie każdy. W grupie tzw. "młodych doktorów" znam jedną osobę, która nie wyjechała.
        • Gość: hahaha habilitacja w 2 lata - chyba rehabilitacja IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.07.12, 00:23
          habilitacja w 2 lata?? wskaż w bazie ludzi nauki takie nazwiska - proszę bo nie uwierzę....
          U nas samo wydanie książki, recenzje, obrona zajmują dwa lata ...cudotwórco z dr
    • Gość: akademik Re: Same nadgodziny mają IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 15:15
      A może te rozbieżności i sprzeczne zeznania wynikają z tego, że na każdym wydziale jest inaczej - na jednych nadgodzin jest mnóstw, na innych wcale...

      Nieeee... na pewno nie. Przecież jako niezatrudniony na UWr wiesz lepiej...

      :)
    • Gość: WK Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.internetia.net.pl 21.07.12, 15:34
      Poszukaj danych na temat liczby studentów i wykładowców uczelni np. w roku 1990 i teraz i wtedy się zastanów, czy aby na pewno naukowcom "jeszcze bardziej ujmowano" obowiązków w tym okresie.
      To, że mając wysokie kwalifikacje, naukowcy potrafią bez problemu "dorobić", to oczywiście prawda. Pytanie tylko, czy "odwalanie chałtur" służy nauce.
    • Gość: akademik Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.07.12, 16:10
      Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy muszą i powinni jechać.

      Wiem, że są kierunki, gdzie zrobienie habilitacji w 4 lata, to żaden wyczyn, a są takie, że potrzebnych jest ustawowych 6 lat + 2 dla wybrańców.

      Wiem, że na niektórych wydziałach zarabia się kupę kasy, a na innych dużo mniej.

      Wiem, że są miejsca, gdzie prowadzenie zajęć ani trochę nie przeszkadza w pracy naukowej, a są takie, gdzie zajęcia przeszkadzają bardzo mocno.

      I właśnie dlatego, że wiem, że różnie bywa, rozpocząłem tą dyskusję - bo nie zgadzam się z uogólnianiem, że każdy adiunkt zarabia 5000, że każdy ma nadgodziny, że każdy się obija, itp. itd.

      Życzę miłego weekendu drodzy państwo i ruszam na zasłużony urlop. A co, na coś trzeba przeznaczyć grantowe kokosy ;).
      • Gość: dolnoślązak Re: Rektor goni do pracy, ale podwyżki nie będzie IP: *.arenanet.net 21.07.12, 17:22
        Ustawowo to jest 8 lat + 2 w przypadku zaawansowania pracy. Więc w praktyce wychodzi 10 lat (jeśli cokolwiek zrobiłeś przez to 8 lat), a nawet jeszcze więcej, biorąc pod uwagę fakt, że mało która uczelnia przestrzega owych ustawowych ograniczeń. Jeśli nie każdy adiunkt zarabia 5 tys., to znaczy, że są tacy, co zarabiają 7-8 tys. - muszą być, skoro niektórzy zarabiają 3 lub 2 tys. Dlaczego oni się nie odzywają? Rozumiem, że mają dobrze i nie muszą, ale w takim razie głosy kilku nieudaczników, najgłośniej krzyczących na forach, nie są reprezentatywne dla uczelni. Więc nie rozumiem, dlaczego próbują za wszelką cenę udowodnić, że ich prawda jest najprawdziwsza. Reprezentatywne są dane statystyczne, które zostały przedstawione. Oczywiste jest, że jak w każdym zawodzie, zarobki są zróżnicowane - przeważnie im ktoś więcej pracuje, tym więcej zarabia. Czy w UWr jest inaczej? Jeśli tak, to proszę o konkrety, a jeśli nie, to zabierzcie się za pracę, nieudacznicy, zamiast spamować fora internetowe fałszywymi żalami - wówczas też będziecie zarabiać te 5 tys., a nie 2 tys.
    • Gość: kinga Re: Niby akademik, a ciężko myślący... IP: *.18.25.213.easy-com.pl 21.07.12, 16:35
      Jak parę lat temu chciałam takiej propagandy posłuchać to sobie prezesa włączałam, a teraz to samo mam w TVN24, tyle że zamiast wykształciuchów z ekranu wyłazi PR wspierający ideologię PO. Jeśli masz 210 godzin dydaktyki (do której rzetelnie się przygotowujesz) i chcesz naprawdę ostro zajmować się nauką to gwarantuję, że zabraknie Ci na to czasu - inni, zwłaszcza z zagranicy Cię prześcigną. Pamiętaj jaki syf infrastrukturalny panuje w polskiej nauce i wadzunia go nieustająco pogłębia - to co robisz w średnio dobrym ośrodku pół roku w tym kraju robisz dwa lata albo rezygnujesz z tego. Każde inne źródło dochodów niż bezpośrednio wiążące się z pracą badawczą np. administracyjne, oznacza obniżenie efektywności.
      • Gość: dolnoślązak Re: Niby akademik, a ciężko myślący... IP: *.arenanet.net 21.07.12, 17:13
        Przestudiuj sobie przykładowy rozkład zajęć pracownika UWr podany przez studentkę i sama sprawdź, jak wygląda w praktyce owe 210 godzin. 210 godzin rocznie oznacza 7 godzin tygodniowo. Można je odbębnić w 1 dzień. Jeśli wszystko to są te same zajęcia, tylko przeprowadzane dla różnych grup, to chyba jeden kolejny dzień wystarczy ci na przygotowanie 1,5 godzinnych zajęć z jednego przedmiotu? Chyba, że - jak pisze studentka - wszystko przygotowują studenci, to wtedy w ogóle nie musisz się przygotowywać. Albo prowadzisz zajęcia któryś rok z rzędu, to wtedy tez większość już masz. Tylko nie pisz, że ty jesteś jakimś wyjątkiem i spędzasz całą pozostałą część tygodnia na solidnym przygotowaniu się do swoich zajęć - jak się poczyta posty na forum, to sami "solidni" pracują w UWr (i zarazem - dziwnym trafem - najmniej zarabiający), tymczasem opinie studentów jakoś nie potwierdzają tego samozadowolenia. Więc pozostają ci w najgorszym przypadku 3 dni w tygodniu na zajmowanie się nauką. Mało? I nie rozśmieszaj mnie tekstami o prześcignięciu cię przez naukowców z zagranicy, czy że praca administracyjna obniża twoją efektywność badawczą. Naukowcy z zagranicy już dawno was prześcignęli i nawet nie masz co się z nimi porównywać, a praca administracyjna za granicą jest pod wieloma względami dużo bardziej rozbudowana (np. przy rozliczaniu grantów) i chyba nie zajmuje ci trzech dni w tygodniu, co nie?

        Za to na pisanie na forum czas zawsze się znajdzie, prawda?
        • Gość: kinga Re: Niby akademik, a ciężko myślący... IP: *.18.25.213.easy-com.pl 21.07.12, 20:33
          Uff!!!
          Czasami zdarza się, że w jeden semestr załatwia się tzw. dydaktykę. Jesteś wtedy wyłączona praktycznie z działąlności naukowej. Mozna wtedy robić naukę Enter-Enter lub zaledwie ułamek tego co w "dniu pracy" czyli takim, w którym zajmuje się nauką, a nie dydaktyką. Jest też zaleta takiego układu - drugi semestr i wakacje są twoje i można się zająć pracą. Zwykle jednak zajęcia rozkładają się bardziej równomiernie i to też m swoje konsekwencje. Żeby sprawa była jasna, jeśli robisz (naukę) przez dwa dni po 10 godzin, to nie jest to równoznaczne z pracą (nie dydaktyką) prze 5 dni po 4 godziny. W tym drugim przypadku rozbicie dnia przez dydaktykę zwykle "kładzie" zrobienie czegoś poważniejszego. Generalnie jest to reguła ale zależy od specyfiki tego co jest do zrobienia. Sumując bezrefleksyjnie godziny nie można wprost wyciągać wniosków dotyczących czasu pracy naukowej.
          Oczywiście że lepiej jest mieć zajęcia z jednego przedmiotu a nie 4-5. Zyskuje na tym prowadzący zajęcia jak i student. Pracownik mniej czasu poświeca na przygotowanie, a kolejne zajęcia mogą być lepiej poprowadzone (bo to nie szkółka jakkolwiek wadzunia robi wszystko aby tak się stało) bo jest możliwość ich modyfikacji.
          O Pani studentce nawet nie chcę słyszeć. To są dzieci. Mają kompletną rozwałkę w głowach. Szkoła po tzw. reformach czyli zmianach, których jedynym celem jest doraźny zysk ekonomiczny zrobiła straszliwa szkodę całemu pokoleniu. Poziom wykształcenia dzieciaków przychodzących na studia leci na łeb. Dzieci nie potrafią się uczyć samodzielnie. Większość z nich nie jest w stanie zdobyć tej umiejętności przez cały okres studiów ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dalej nie ma co rozwijać bo odbiegniemy od tematu ale podsumowując opinie studentów są warte tyle co suma ich strachów jako wynik bezstresowego chowu.
          Co do działalności naukowej wejdź sobie do baz danych (jak masz dostęp) i przeanalizuj dorobek ludzi z różnych wydziałów. Jak nie masz dojścia to odwiedź strony wydziałów, na niektórych może być wymieniony dorobek poszczególnych ludzi. Jeśli Ci to nic nie powie to już na to nie poradzę. Jedno jest pewne na uniwerku są ludzie oprawiający naukę na poziomie światowym i tacy odwalający pańszczyznę. Z pewnością ostatnią osobą, która będzie cokolwiek wiedziała co reprezentują tzw. uczeni będzie Twoja studentka i to po pięciu latach studiów bo nie wie po co jest na tych studiach (poza zdobyciem papierka) i niczym co jest związane z nauką się nie interesuje. Żeby być sprawiedliwym, to co napisałem dotyczy 90% studentów bo jeszcze trafiają sie na pojedyncze jednostki, które cokolwiek reprezentują. Są to prawdopodobnie zapaleńcy, z których coś będzie.
          O administrowaniu nie będę się rozwodziła bo nie poświęcam na to zbyt wiele czasu (w zależności od punktu siedzenia jedni ten czas poświęcają inni marnują). Jeśli jest to czas związany ze zdobyciem środków na naukę i ich rozliczeniem to mówi się trudno i się robi. Jeśli natomiast, zaczyna się trwonić czas na kolosalną skalę tworząc charakterystyki przedmiotów to jest to czas zmarnowany i jakoś nie jest wliczony do pensum.



    • Gość: WK Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.internetia.net.pl 21.07.12, 17:06
      Proporcja wzrostu "pogłowia" wykładowców do studentów w tym okresie jest rzędu 1:10 - w "przemyśle dyplomowania" oznacza to 10-krotny wzrost wydajności pracy. Pensje w tym czasie relatywnie do innych nie wzrosły.
      Masowe zwolnienia nie są potrzebne - na emeryturę idzie wkrótce wyż demograficzny zatrudniony na uczelniach w latach 70. Na uczelnie państwowe niż jeszcze nie dotarł. Nowy narybek to głównie doktorantki (feminizacja studiów doktoranckich jest najlepszym wskaźnikiem upadku zawodu) - w razie potrzeby zaciąży i rozwiąże problem zarówno badań naukowych jak i nadmiaru etatów:)
      • Gość: dolnoślązak Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.arenanet.net 21.07.12, 17:28
        Proporcja wzrostu "pogłowia" wykładowców do studentów w tym okresie jest rzędu 1:10 - w "przemyśle dyplomowania" oznacza to 10-krotny wzrost wydajności pracy. Pensje w tym czasie relatywnie do innych nie wzrosły.

        Potrafisz podeprzeć te stwierdzenia jakimiś danymi statystycznymi?

        Masowe zwolnienia nie są potrzebne - na emeryturę idzie wkrótce wyż demograficzny zatrudniony na uczelniach w latach 70.

        Tyle że gwałtowny wzrost liczby studentów nastąpił w latach 90., a nie 70. Więc nieprawdą jest, że wkrótce czeka ich emerytura.

        Na uczelnie państwowe niż jeszcze nie dotarł.

        Dotarł. Nie widać tego na studiach dziennych, ale na niestacjonarnych już tak.

        Nowy narybek to głównie doktorantki (feminizacja studiów doktoranckich jest najlepszym wskaźnikiem upadku zawodu) - w razie potrzeby zaciąży i rozwiąże problem zarówno badań naukowych jak i nadmiaru etatów:)

        Mógłbyś rozwinąć ten wątek?
        • Gość: WK Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.internetia.net.pl 21.07.12, 17:54
          > Proporcja wzrostu "pogłowia" wykładowców do studentów w tym okresie jest rzę
          > du 1:10 - w "przemyśle dyplomowania" oznacza to 10-krotny wzrost wydajności pra
          > cy. Pensje w tym czasie relatywnie do innych nie wzrosły.

          > Potrafisz podeprzeć te stwierdzenia jakimiś danymi statystycznymi?
          www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1513512,1,szkoly-wyzsze---reforma-i-mity.read
          Pomyliłem się. W ciągu ostatnich 20 lat liczba nauczycieli akademickich SPADŁA a studentów - wzrosła z 400 tys. do 1,9 mln.
          > Masowe zwolnienia nie są potrzebne - na emeryturę idzie wkrótce wyż demograf
          > iczny zatrudniony na uczelniach w latach 70.

          > Tyle że gwałtowny wzrost liczby studentów nastąpił w latach 90., a nie 70. Więc
          > nieprawdą jest, że wkrótce czeka ich emerytura.
          Pisałem o wyżu wykładowców. Wyż demograficzny z lat 90. to taki "wyżek" w porównaniu z rocznikami lat 50.
          > Dotarł. Nie widać tego na studiach dziennych, ale na niestacjonarnych już tak.
          I bardzo dobrze.
          >(feminizacja studiów doktoranckich jest najlepszym wskaźnikiem upadku zawodu) - w razie
          > potrzeby zaciąży i rozwiąże problem zarówno badań naukowych jak i nadmiaru etatów:)[/i]
          > Mógłbyś rozwinąć ten wątek?
          Co tu jest niejasne? Sfeminizowane nauczycielstwo sięga na uczelnie. A praca naukowa nie znosi przerwy ani przeniesienia uwagi na inne pola aktywności. Większość znanych mi pań naukowców definitywnie obniżyło aspiracje naukowe po urlopie wychowawczym. Znajomemu promotorowi, gdy wypominał doktorantce brak zainteresowania najnowszymi wynikami z jej dziedziny, młoda odpaliła "bo Pan to tym żyje".
          • Gość: andrzej Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 18:32
            > Pomyliłem się. W ciągu ostatnich 20 lat liczba nauczycieli akademickich SPADŁA
            > a studentów - wzrosła z 400 tys. do 1,9 mln.

            Twoje dane są mocno nieprecyzyjne (już nie wspominając, że raz piszesz, że wzrosła, następnym razem, że spadła). 20 lat temu był rok 1990 - czas, w którym boom edukacyjny już się zaczął. 2010 r. - początek niżu demograficznego (widocznego już na uczelniach prywatnych), stąd nie dziwi, że liczba akademików spadła. Warto znaleźć jakieś dane i prześledzić, jak wyglądało to przed 1990 r.

            Poza tym w artykule jest napisane: Dzięki temu okazało się, że owe 100 tys. etatów okupuje zaledwie 58 tys. osób. Tymczasem jest w Polsce mnóstwo osób po doktoratach, którzy nie mogą znaleźć pracy na uczelniach. Z tego wynika, że owe 58 tys. same prosi się o dodatkową pracę, przyczyniając się do nierównomiernej dystrybucji dobra, jakim jest praca naukowo-dydaktyczna na uczelniach.

            Więc reasumując: liczba etatów w stosunku do roku 1990 i tak wzrosła prawie 2-krotnie, tyle że okupuje je mniejsza liczba pracowników, którzy - pracując na dwóch i więcej etatach - utrudniają start życiowy młodym doktorom.

            > Pisałem o wyżu wykładowców. Wyż demograficzny z lat 90. to taki "wyżek" w porów
            > naniu z rocznikami lat 50.

            Też proponowałbym się zdecydować, o jaki wyż chodzi: z lat 50., 70. czy 90.? Nie było powodu, żeby wysyp wykładowców nastąpił w latach 70., skoro wysyp studentów pojawił się dopiero w latach 90. A wykładowcy zatrudnieni w tym okresie czasu do emerytury mają jeszcze dość daleko.

            > Sfeminizowane nauczycielstwo sięga na uczelnie. A praca na
            > ukowa nie znosi przerwy ani przeniesienia uwagi na inne pola aktywności. Większ
            > ość znanych mi pań naukowców definitywnie obniżyło aspiracje naukowe po urlopie
            > wychowawczym.

            Sugerujesz, że receptą na wzrost poziom osiągnięć w polskiej nauce byłoby zakazanie kobietą pracy w nauce?
            • Gość: WK Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.internetia.net.pl 21.07.12, 19:49
              Gość portalu: andrzej napisał(a):
              > Twoje dane są mocno nieprecyzyjne (już nie wspominając, że raz piszesz, że wzro
              > sła, następnym razem, że spadła). 20 lat temu był rok 1990 - czas, w którym boo
              > m edukacyjny już się zaczął.
              1. Podałem źródło - kwestionujesz dane?
              2. Faktycznie albo liczymy etaty (wtedy jest wzrost), albo osoby (wtedy jest nawet spadek). Bez względu na to jak liczyć, liczba studentów na pracownika naukowego wzrosła w ostatnich 20 latach kilkakrotnie, BEZ rekompensaty finansowej.
              > Więc reasumując: liczba etatów w stosunku do roku 1990 i tak wzrosła prawie 2-k
              > rotnie, tyle że okupuje je mniejsza liczba pracowników, którzy - pracując na dw
              > óch i więcej etatach - utrudniają start życiowy młodym doktorom.
              Masz rację.
              > Też proponowałbym się zdecydować, o jaki wyż chodzi: z lat 50., 70. czy 90.? Ni
              > e było powodu, żeby wysyp wykładowców nastąpił w latach 70., skoro wysyp studen
              > tów pojawił się dopiero w latach 90.
              Jak rozumiem, jesteś młodym człowiekiem, którego obszar widzenia nie obejmuje więcej niż ostatnie 20 lat. Zajrzyj do starych roczników statystycznych, to się przekonasz, że wielki boom demograficzny w Polsce był w latach 40. i 50. ub.wieku. W latach 60. i 70. ten wyż najpierw poszedł na studia a wkrótce potem (za Gierka) podjął licznie pracę na uczelniach, gdyż nadchodziły kolejne liczne roczniki (przesiewane konkursowymi egzaminami wstępnymi - egzamin na Politechnikę trwał 4 dni). Początek lat 80. to znowu boom urodzin (jednak mniejszy niż 30 lat wcześniej). Te roczniki trafiły na studia od początku minionej dekady, kontynuując strukturalny wzrost liczby studentów od pocz.lat 90 (likwidacja egzaminów wstępnych). Wykładowcy zatrudnieni w latach 70. stanowią wciąż znaczny procent wrocławskiej kadry.
              > Sugerujesz, że receptą na wzrost poziomu osiągnięć w polskiej nauce byłoby zakaz
              > anie kobietom pracy w nauce?
              Zakazy, nakazy to już były. Teraz grożą nam idiotyczne limity w ramach rzekomego równouprawnienia płci.
              Konkursy, etaty NAPRAWDĘ terminowe, rozliczanie dorobku, dobre uposażenia plus np. regulacje prawne ułatwiające zatrudnianie wykładowców odchodzących z uczelni w liceach (przed wojną bardzo powszechne!) - zwykłe mechanizmy konkurencji wystarczą.
              • Gość: andrzej Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 20:24
                > 1. Podałem źródło - kwestionujesz dane?

                Coś taki bojowy? :-)

                Kwestionuję zrozumienie tych danych przez ciebie. Bo nie dość, że motasz się w zeznaniach, to jeszcze te dane dowodzą czegoś przeciwnego, niż próbowałeś powiedzieć.

                > 2. Faktycznie albo liczymy etaty (wtedy jest wzrost), albo osoby (wtedy jest na
                > wet spadek). Bez względu na to jak liczyć, liczba studentów na pracownika nauko
                > wego wzrosła w ostatnich 20 latach kilkakrotnie, BEZ rekompensaty finansowej.

                Liczymy wolne etaty w szkolnictwie wyższym. A te wzrosły prawie dwukrotnie.

                Co z tego, że liczba studentów wzrosła? Zabijanie się o etaty dydaktyczne przez starych wyjadaczy i nie dopuszczanie do przysłowiowego żłoba młodych pokazuje, że pracownikom akademickim taka sytuacja odpowiada (przynajmniej tym starszym). Przypuszczam, że obsłużyliby nawet 5-krotnie więcej studentów w stosunku do obecnego stanu, a dla młodych jak nie ma etatów, tak i wtedy by nie było.

                > Jak rozumiem, jesteś młodym człowiekiem, którego obszar widzenia nie obejmuje w
                > ięcej niż ostatnie 20 lat. Zajrzyj do starych roczników statystycznych, to się
                > przekonasz, że wielki boom demograficzny w Polsce był w latach 40. i 50. ub.wie
                > ku.

                Jak sądzę, jestem dużo starszy od ciebie. I chyba dużo więcej pamiętam :-)) Boomy demograficzne zdarzają się cyklicznie, natomiast gwałtowny wzrost liczby studentów nastąpił raz, przynajmniej w powojennej Polsce (przedwojennej nie pamiętam). Nie mieszaj jednego z drugim.

                > Zakazy, nakazy to już były. Teraz grożą nam idiotyczne limity w ramach rzekomeg
                > o równouprawnienia płci.
                > Konkursy, etaty NAPRAWDĘ terminowe, rozliczanie dorobku, dobre uposażenia plus
                > np. regulacje prawne ułatwiające zatrudnianie wykładowców odchodzących z uczeln
                > i w liceach (przed wojną bardzo powszechne!) - zwykłe mechanizmy konkurencji wy
                > starczą.

                I co, wg ciebie taki mechanizm wyeliminuje z nauki kobiety? Jesteś zwykłym szowinistą, na dodatek podpierającym się danymi, których nie rozumiesz i których sens przeinaczasz. Radziłbym najpierw zorientować się trochę głębiej w temacie, a potem wysuwać swoje wątpliwe tezy.

                • Gość: WK Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.internetia.net.pl 21.07.12, 21:51
                  > Kwestionuję zrozumienie tych danych przez ciebie. Bo nie dość, że motasz się w
                  > zeznaniach,
                  Pan komisarz dziś w internecie?
                  > to jeszcze te dane dowodzą czegoś przeciwnego, niż próbowałeś powiedzieć.
                  Chyba napisać. Napisałem, że wzrost liczby studentów był znacznie większy niż liczby wykładowców i że są oni wobec tego znacznie bardziej obciążeni pracą niż 20 lat temu. Jak rozumiem, twierdzisz, że jest wprost przeciwnie.
                  > Jak sądzę, jestem dużo starszy od ciebie. I chyba dużo więcej pamiętam :-)) Boo
                  > my demograficzne zdarzają się cyklicznie, natomiast gwałtowny wzrost liczby stu
                  > dentów nastąpił raz, przynajmniej w powojennej Polsce
                  No, jednak nie za bardzo z tą pamięcią:)
                  Liczba studentów w PRL: 1960:166 tys., 1970:331 tys., 1980: 454 tys.
                  Zatem w okresie 1960-80 był wzrost niemal 3-krotny (też całkiem spory), a w okresie 1990-2010 - niemal 5-krotny. Ostatnie 20 lat miało zatem wzrost o ok.80% większy niż lata 1960-80 (z równoczesnym obniżeniem wymagań wstępnych - brak egzaminu wstępnego) za to tym razem nie towarzyszył mu rozwój liczebny kadry nauczającej. Dopuszczono do wieloetatowości dydaktyków co nauce raczej nie służy.
                  > I co, wg ciebie taki mechanizm wyeliminuje z nauki kobiety? Jesteś zwykłym szow
                  > inistą, na dodatek podpierającym się danymi, których nie rozumiesz i których se
                  > ns przeinaczasz.
                  Gratuluję politpoprawnego wytresowania. Cóż, zostało z dawnych lat tropienie "nieprawomyślnych". Złóż jeszcze donos na Komitet Nagród Nobla z fizyki:)
                  Mechanizm regularnej konkurencji (ale z dobrymi zarobkami) wyeliminuje osoby (oczywiście, zarówno kobiety jak i mężczyzn), które pracę na uczelni dziś podejmują (i kontynuują) dla bezpieczeństwa etatu a nie w celu prowadzenia badań.
                  Dodatkowo, skandalicznie niskie stypendia doktoranckie (a doktorantom trudniej dorobić niż pracownikom) sprawiają, że staje się to zajęcie dla panien z dobrego (zamożnego) domu. Zdolni chłopcy tymczasem szukają pracy w dobrych firmach bo im trudniej być na utrzymaniu rodziców. To zapewne też "szowinizm"?
                  • Gość: andrzej Re: Przestańcie ściemniać, "naukowcy"! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 22:56
                    > Chyba napisać. Napisałem, że wzrost liczby studentów był znacznie większy niż l
                    > iczby wykładowców i że są oni wobec tego znacznie bardziej obciążeni pracą niż
                    > 20 lat temu. Jak rozumiem, twierdzisz, że jest wprost przeciwnie.

                    Jest przeciwnie, bo liczba wykładowców spadła, a nie wzrosła, co pokazują twoje dane (z 64 tys. do 58 tys.).

                    > No, jednak nie za bardzo z tą pamięcią:)
                    > Liczba studentów w PRL: 1960:166 tys., 1970:331 tys., 1980: 454 tys.
                    > Zatem w okresie 1960-80 był wzrost niemal 3-krotny (też całkiem spory), a w okr
                    > esie 1990-2010 - niemal 5-krotny. Ostatnie 20 lat miało zatem wzrost o ok.80% w
                    > iększy niż lata 1960-80

                    Więc dobrze pamiętam - gwałtowny wzrost liczby studentów nastąpił dopiero po 1990 roku.

                    > za to tym razem nie towarzyszył mu rozwój liczebny kadry naucz
                    > ającej. Dopuszczono do wieloetatowości dydaktyków co nauce raczej nie służy.

                    A tego akurat nie da się stwierdzić, bo sama kadra nauczająca nie dopuszcza do tego rozwoju. Jak już pisałem, starzy wyjadacze walczą o kolejne etaty, a młodzi lądują na bruku. A później można wspaniale udowadniać, jacy to jesteśmy przepracowani, bo musimy pracować na kilku etatach, prawda? Czysta hipokryzja.

                    > Mechanizm regularnej konkurencji (ale z dobrymi zarobkami) wyeliminuje osoby (o
                    > czywiście, zarówno kobiety jak i mężczyzn), które pracę na uczelni dziś podejmu
                    > ją (i kontynuują) dla bezpieczeństwa etatu a nie w celu prowadzenia badań.

                    Wcześniej pisałeś o kobietach jako tych, które przyczyniają się do upadku nauki ("feminizacja studiów doktoranckich jest najlepszym wskaźnikiem upadku zawodu..."). Czyżbyś wycofywał się ze swoich szowinistycznych poglądów?

                    > Dodatkowo, skandalicznie niskie stypendia doktoranckie (a doktorantom trudniej
                    > dorobić niż pracownikom) sprawiają, że staje się to zajęcie dla panien z dobreg
                    > o (zamożnego) domu.

                    Niskie, czy nie niskie - kwestia subiektywnych ocen. Akurat na brak kandydatów na studia doktoranckie uczelnie nie narzekają. Zresztą po co nam tylu doktorantów, skoro na uczelniach zostaje bardzo nikły ich procent (z powodu, o którym napisałem na początku tego postu)?

    • Gość: Gościu oszczędności? hahahahaha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.12, 18:52
      najlepiej zarabiający na tej uczelni to przewodniczący Samorządu Studentów Pan Czachara.
      Posada tak intratna że od 10 lat nie może odejść. Bieda wokół a Czachara jako absolwent historii nigdzie nie pracujący radzi sobie całkiem nieźle :) i setki tysięcy rocznie na swoje żałosne imprezy przewala i nikomu to na uczelni nie przeszkadza :)

      przykro patrzeć, smród , brud i wszechobecny marazm. Nie ruszać syfu bo się nakurzy - to chyba dewiza na Uniwersytecie.
    • radeberger Re: Cały szum o 3 godzimy? 22.07.12, 11:41
      Gość portalu: absolwent napisał(a):

      > Akurat piątki na większości wydziałów są wolne, więc nie narzekaj, że ktoś ci k
      > aże przyjść na tę godzinkę do pracy. Choć znając realia, i tak byś nie przyszed
      > ł, tylko "poszedł na rękę" studentom, którzy chcą wcześniej pojechać do domu. T
      > ak było zawsze u mnie na studiach, z czego wykładowcy skrzętnie korzystali.

      Natomiast u mnie nie odpuścili ci żadnej godziny.
      W dodatku uważam, że jeśli im nie pasuje - zawsze mogą zmienić pracę. Jeśli zostają na Uni - znaczy, że mimo wszystko mają w tym jakiś interes.
    • zawsze_ked Re: po habilitacji 25.07.12, 23:07
      Boże, ale to męczący bezgranicznością swej niewiedzy internauta... I jezcze z problemi psyche -bo kto normalny poz aosobami zainteresowanymi bezpośrednio - siedizałby i tyle godzin powięcał na dyskusję...Chlopie(?)/chłopczyku - wyluzuj... Może znajdizes jakiegoś fajnego lsta i zobaczysz Tuneję? A może poderwiesz kogoś fajego wydając kasę tylko na jednego drinka? A może sąsiad powie ci pierwszy "Dzień Dobry". A może uda ci się opierniczyć jakąkasjerkę w supermarkecie? Życie czasami daje bonusy, może tobie też się to przydarzy....

      Fakt - biorąc pod uwage twój tok argumentacji, zasób słownictwa, erudycje,itp - poskąpiono ci wrodzonej inteligencji,z edukacją chyba tez nie do końca wyszło, praca i kariera jest jaka jest - ale spoko - może "Sansa na Sukces",albo "Mam talent", albo totoleotek...

Inne wątki na temat:
Pełna wersja