pamuk22
26.12.12, 13:08
Fatalny pomysł i próba wypłynięcia na czyimś nazwisku. Jeśli reżyserka pragnie opowiedzieć swoją historię, niech nazwie spektakl Monika Strzępka. Twierdzenia, że wszystkie oprócz jednej, książki są kłamliwe i przedstawiają Love w złym świetle a jedna jedyna mówi prawdę, bo tam Courtney jest cacy wzruszają wprost naiwnością. Z tego co zauważyłam ani "Bądź jaki bądź" Michaela Azerrada, ani "Cobain w Rolling Stone" nie robi z Love większej suki niż jest w rzeczywistości. Nie przeczy, że Love i Cobain byli przyjaciółmi i rozumieli się doskonale. Tyle, że przyjaźń ta była szorstka, burzliwa i bolesna. Nie mam nic przeciwko przedstawianiu na scenie historii Love, Cobaina, Nirvany itd ale wkurzają mnie próby rehabilitacji Courtney, tak jak wkurza wyidealizowany obraz Cobaina. Wystarczy obejrzeć nagrania z wywiadów czy koncertów, żeby zauważyć dwójkę zagubionych ludzi którzy niszczą i ranią siebie i wszystkich wokół. Nie sądzę, żeby była to wina otoczenia, koncernów czy narkotyków. Niektórzy mają w sobie tak wielki ból i poczucie oderwania, że nie mogą przetrwać w normalnych relacjach ze światem. Nie ma sensu budować na tym diagnozy o stanie świata, bo moim zdaniem to opowieść o stanie jednostki a relacja ze światem jest drugorzędna.