Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy?

14.01.13, 07:20
Nie mam znajomości, nie umiem znaleźć i nie wiem, że podmuchy wiatru z Zachodu wywiewają na Wschód. Tam wszystkim jest lepiej?
    • Gość: gosc Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 07:36
      Może dziewczyno czas nauczyć się jakiegoś zawodu, w którym jest praca?
      • Gość: realista Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 08:20
        Pięknie napisane, człowiek łatwowierny szybko by się wzruszył, ale pragmatyk zada pani tylko jedno pytanie: czy ci pani koledzy ze studiów pracują na tym wymarzonym zachodzie jako poloniści albo dziennikarze? Wybaczy pani, ale mocno w to wątpię. Prawdopodobnie zasilają tam grono naszych rodaków zatrudnionych głównie w usługach, w szczególności zaś w branży restauracyjno-gastronomicznej. Tego typu pracy to i u nas nie brakuje, wystarczy przejść się po Rynku i popytać w knajpach, czy nie potrzebują barmanki. Nikt pani nie wytłumaczył, że dziś studia humanistyczne (z niewielkimi wyjątkami) to zabawa dla zapaleńców?
        • Gość: też realista Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.01.13, 08:57
          Dramat polega na tym, że po innych kierunkach i uczelniach też nie ma pracy. Nikt nie czeka na biologów, geografów, matematyków, fizyków, chemików odkąd są redukcje w szkołach, bo tam głównie znajdywali zatrudnienie. Popytajcie absolwentów politechniki, uniwersytetów przyrodniczego, ekonomicznego czy AWF jak im idzie, to zobaczycie, że problem jest szerszy. Ponad połowa poszukującej pracy młodzieży do 25 roku życia jest bezrobotna. Do trzydziestki niewiele lepiej. A praca na zmywaku bardzo różni się w Polsce od podobnej w Anglii. Tam da się z niej wyżyć, u nas - jeszcze długo nie, a potem wcale. Wygląda na to, że pozostawanie w Polsce to "Zabawa dla zapaleńców" i sport ekstremalny.
          • Gość: caro Nikt nikomu nie każe pracować na zmywaku. IP: *.ng-eng.com 14.01.13, 09:31
            Ostatnio próbowałem oddać auto do warsztatu. Wszędzie terminy pozajmowane na 2 tyg. PRzycyzna jedna - brakuje mechaników. Chyba nikt mi nie powie, że praca w warsztacie jest niskopłatna lub upokarzająca?
            • Gość: Pako Re: Nikt nikomu nie każe pracować na zmywaku. IP: *.play-internet.pl 14.01.13, 09:36
              Dla mnie mechanik to nikt. Gośc cały dzień uwalony w smarze, śmierdzący, spocony, szafki z nagimi kobietami, kanapki w brudnym papierze, takie klimaty dla plebsu. Na szczęście stac mnie na nowy samochód, więc nawet gdy się od czasu do czasu coś popsuje to syn odstawia do autoryzowanego i przynajmniej tych mord zakazanych nie muszę oglądać, ale dzieciakowi za to stawiam zawsze kino,żeby traumy nie złapał.
              • Gość: co za buc Re: Nikt nikomu nie każe pracować na zmywaku. IP: *.adsl.inetia.pl 14.01.13, 09:45
                Idioto- jakbyś zobaczył mojego mechanika i posłuchał w jaki sposób się wypowiada to by ci rura zmiękła. Tak samo podejrzewam jakbyś zobaczył jego żonę.
                • Gość: caro Chyba nie zrozumiałeś ironi? :) IP: *.ng-eng.com 14.01.13, 09:54
                  No chyba , że uwierzyleś, że Pako oddaje auto do ASO, gdzie nie pracują mechanicy?
                  Faktem jest, że niestety wiele osób na prawde uważa tak, jak napisał Pako. Założę się, że wiele koleżanek autorki listu nabijało się z dziewczyn, które poszły do zawodówki fryzjerskiej.
                  A teraz strzelają focha, że muszą się do fryzjera tydzień wcześniej zapisać.
                  O ile je na tego fryzjera stać.
              • Gość: sprawiedliwy Re: Nikt nikomu nie każe pracować na zmywaku. IP: *.free.aero2.net.pl 14.01.13, 15:59
                przecież wiadomo że Pako zatowarowuje półki w Tesco i ma 18-letnią beemkę rekinka, tylko wypisuje adrony żeby się dowartościować (tylko nie wiem po co).
              • sokolasty Re: Nikt nikomu nie każe pracować na zmywaku. 16.01.13, 12:09
                Gość portalu: Pako napisał(a):

                > Dla mnie mechanik to nikt. Gośc cały dzień uwalony w smarze, śmierdzący, spocon
                > y, szafki z nagimi kobietami, kanapki w brudnym papierze, takie klimaty dla ple
                > bsu.


                Nie, no wspaniale, nie ma to jak szacunek dla innego człowieka. Jeśli ironizujesz, to wybacz, słabo czytelnie.

                Jak się człowiek myje i pierze swoje ciuchy, to nie śmierdzi. A jak słoma z butów wystaje, to i garnitur od Armaniego nie pomoże.
          • wojtas71 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 09:50
            nie kłam że brakuje pracy dla ludzi po politechnikach. Wystarczy jezyk obcy znac i praca czeka. Na pracuj.pl sa setki ogloszen, do dzialu technicznego, do dzialu zakupow, do dzialu kontroli jakosci, non stop szuka sie ludzi do pracy w duzych firmach wroclawskich i okolicznych.
            • Gość: RR Hehe a nie zdziwiło że IP: *.xdsl.centertel.pl 14.01.13, 12:37
              85% ogłoszeń powtarza się w niezmienionej formie przez miesiące ? Poszukują zawsze te same "prężne" firmy i na podobne stanowiska ? HR "wyprodukuje" dowolną ilość ogłoszeń ale z pracą to już gorzej (przez litość nie wspomnę o warunkach pracy i płacy). Następnym razem radzę się zainteresować a nie opierać swoje wątpliwe tezy na ogłoszeniach.
              • Gość: w Re: Hehe a nie zdziwiło że IP: 217.237.185.* 14.01.13, 14:33
                sorry ale ja sam i wielu moich znajomych znalazlo prace przez pracuj.pl
                Myslisz ze pracodawcy dobrowolnie placa za te ogloszenia po 800zl tygodniowo? TO jest spore obciazenie, do tego trzeba oplacic dzial HR do rekrutacji, towszystko kosztuje.

                Ale jak ktos jest zerem, nie zna jezykow, nie umie obslugiwac komputera, i sie dziwi ze pracodawcy nie oddzwaniaja, to nie dziwne chyba ze ten ktos ma problem z praca? Jak to mozliwe ze we Wroclawiu bezrobocie to 5%, wiec praktycznie nie pracuja tylko ci ktorzy nie chca?
                • Gość: PR to też "sztuka" oj słaby ten PR portalu słaby IP: *.xdsl.centertel.pl 14.01.13, 15:49
                  Jak czytam "ja i wielu moich znajomych" to już wiem o co chodzi :)

                  Ogłady też by sie nieco przydało bo widać że "młodyś i g....."
                  • Gość: w Re: oj słaby ten PR portalu słaby IP: 217.237.185.* 14.01.13, 16:07
                    o co chodzi? sama prawda. nawet najwieksza fujara wsrod moich znajomych, po 3 lat stazow, skakania po praktykach, po jakiejs nedznej politogolii, w koncu zdala FC z angielskiego i znalazla prace.
                  • Gość: inny Re: oj słaby ten PR portalu słaby IP: 156.17.238.* 14.01.13, 19:12
                    Pisać, że ktoś "g... widział" najłatwiej, gdy się w życiu "g..." nawet nie widziało.
          • tomek854 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 21:43
            Gość portalu: też realista napisał(a):

            > Dramat polega na tym, że po innych kierunkach i uczelniach też nie ma pracy. Ni
            > kt nie czeka na biologów, geografów, matematyków, fizyków, chemików odkąd są re
            > dukcje w szkołach, bo tam głównie znajdywali zatrudnienie.

            Studiowałem fizykę i nie znam ani jednego fizyka, matematyka, chemika ani biologa, który nie miałby dobrej pracy, albo nie pracował w szkole :P
        • pamuk22 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 10:59
          Jasne, już widzę jak w barze przyjmują kogoś bez doświadczenia i po studiach, skoro taniej można zatrudnić studentki. Jestem w zbliżonej sytuacji, teoretycznie powinnam mieć łatwiej, bo nie mam dziecka. Jednak Wrocław jest miastem, w którym żeby znaleźć pracę trzeba być studentem, z doświadczeniem i najlepiej grupą inwalidzką. Do pracy na kasie mam za wysokie kwalifikacje (sic!), do innych brakuje mi doświadczenia bo zamiast dorywczo pracować na studiach ubzdurałam sobie stypendium naukowe. W rezultacie pozostaje mi chyba kłamać na temat wykształcenia, co jest ponoć niezgodne z prawem. Wiem, że sama jestem sobie winna, bo wybierając szkołę zawodową lub bardziej "przyszłościowy" kierunek zapewne miałabym większe szanse na znalezienie fajnej pracy. Wybrałam jednak tak a nie inaczej, nie boję się pracować i chętnie zdobędę nowe umiejętności. Co z tego, skoro nie mam takiej możliwości.
          • Gość: w Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: 217.237.185.* 14.01.13, 14:36
            sama sobie odpisalas jaki masz problem. wolalas 300zl stypendium i kuc do piątek, zamiast zbierac doswiadczenie. liczylas na to ze na pracodawcy zrobi wrazenie ze zrobilas studia w 5 lat, zamiast np w 7? Kogo to obchodzi? Liczy sie co umiesz w danym momencie. Znasz angielski i niemiecki biegle? Umiesz biegle Excela? haha i co, stypendium a wiedzy brak.
            • Gość: SzczesliwyEmigrant Biegly angielski nic nie znaczy IP: *.range86-139.btcentralplus.com 14.01.13, 20:00
              Ja trzy lata szukalem stalej pracy w Polsce z bieglym angielskim na etat-bez rezultatow.
              W koncu wyjechalem do UK-tu znalazlem prace w biurze za pensje pozwalajaca i wyzyc i oszczedzac.
              Do Polski nie zamierzam wracac.
        • Gość: SzczesliwyEmigrant Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.range86-139.btcentralplus.com 14.01.13, 20:02
          Wbrew pozorom w UK ludziom po humanie dana jest mozliwosc pracy biurowej :) Wystarczy troche determinacji i doswiadczenia.
          W Polsce kreuje sie wizje iz wszyscy na zachodzie to zmywaja talerze, te czasy dawno sie skonczyly. Calkiem spora grupka ludzi pracuje w biurach, bankach...
        • tomek854 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 21:40
          Gość portalu: realista napisał(a):

          > Pięknie napisane, człowiek łatwowierny szybko by się wzruszył, ale pragmatyk za
          > da pani tylko jedno pytanie: czy ci pani koledzy ze studiów pracują na tym wyma
          > rzonym zachodzie jako poloniści albo dziennikarze?

          Zdziwisz się, ale tak. Znam kilkoro polonistów. Dwie dziewczyny uczą polskiego (jest tu na to zapotrzebowanie, sam też mam dwoje studentów), jeden (mój naczelny) absolwent właśnie polonistyki i dziennikarstwa pracuje tu jako redaktor portalu internetowego, a wczesniej był naczelnym dużego pisma dla Polaków...

          Tylko że wszyscy oni sami zapewnili sobie miejsce pracy - jedna dziewczyna sama zorganizowała kurs polskeigo, druga sama rozreklamowała się i udziela lekcji, on sam zaczynał oba te pisma od zera.
        • Gość: MamaMuminka Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.ip.netia.com.pl 15.01.13, 08:18
          Problem w tym, ze jak masz wyższe wykształcenie i nie zacząłeś pracy w czasie studiów, to nie masz co szukać stanowiska w usługach czy w sprzedaży, bo nie masz doświadczenia. A jak już ktoś zaprosi na rozmowę, to się okazuje, że kwalifikacje za wysokie, bo np. kierownik sklepu z wykształceniem licealnym odczuwa lekki dyskomfort ;) A jak już masz dziecko i w dodatku jesteś samotną matko, to zapomnij o pracy. Chociaż o stan rodzinny pytać się nie powinno i nawet była kampania społeczna na ten temat, to pracodawcy zbytnio się tym nie przejmują. A jak już wyjdzie szydło z wora to "dziękujemy, zadzwonimy", bo przecież dzieci chorują i matki tylko chcą iść na L4... TRUE.
      • Gość: zuza Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 08:28
        może i tak ale pod znakiem zapytania są w tym momencie studia wyższe, bo wystarczy pójść do zawodówki nauczyć się zawodu, średnie można zrobić zaocznie i nie szkoda kilku lat nauki na zawód w którym nie można znaleźć pracy.....ja jestem po studiach technicznych i o ile udało mi się pracować zaraz po studiach i w zawodzie, tow rok po urodzeniu dziecka pracodawca mnie zwolnił i od dwóch lat szukam pracy, łapiąc się różnych "fuch".
        Niestety nadal pracodawcy źle patrzą na matki z dziećmi i nie wystarczy fakt że ma się już doświadczenie, a dziecko nie przeszkadza w pracy bo sa przedszkola, tatusiowie którzy również mogą wziąć wolne. Prawda jest też taka że moja branża jest powiązana z budowlaną i jak tu są przestoje, to w zatrudnieniu też.
        Zresztą wystarczy popatrzeć jak chudnie ostatnio dodatek "praca " w Wyborczej.......
        • sverir Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 08:38
          > może i tak ale pod znakiem zapytania są w tym momencie studia wyższe, bo wystar
          > czy pójść do zawodówki nauczyć się zawodu

          I bardzo dobrze. Nie wszyscy muszą być magistrami czy inżynierami, nieprawdaż?
          • Gość: hahahahahaha Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.adsl.inetia.pl 14.01.13, 09:37
            Studiach "wyższych" na faktach autentycznych? Jakie sa studia niższe wobec tego? Nie dziwię się, ze nie może Pani znaleźć pracy... Po co w ogóle te studia "wyższe"?
            • Gość: bn m Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.adsl.inetia.pl 14.01.13, 09:42
              Fajnie, ze pani z listu uważa za porażkę bycie bezrobotnym, ale samotną matką to już nie. Powinna wystąpić o alimenty
          • Gość: o!o obywatelska postawa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.13, 10:59
            > > może i tak ale pod znakiem zapytania są w tym momencie studia wyższe, bo
            > wystarczy pójść do zawodówki nauczyć się zawodu
            >
            > I bardzo dobrze. Nie wszyscy muszą być magistrami czy inżynierami, nieprawdaż?

            To nie jest postawa obywatelska! To grozi redukcjami na wyższych uczelniach! Kolejne rzesze bezrobotnych! Dążymy do modelu, gdzie społeczeństwo będzie składać się z nauczycieli i uczących się, od przedszkola do emerytury!
            Tylko kto za to zapłaci??? ;-))))))
            • tbernard Re: obywatelska postawa 14.01.13, 11:30
              Z tym chorym modelem, to można rozumowanie posunąć do absurdu totalnego. A mianowicie państwo mogło by pozwolić każdemu drukować pieniądze. Wtedy nikt by nie pracował, tylko by zaopatrzył się w drukarkę, papier i jazda... Każdy by miał pieniądze, nikt by więc nie musiał dla ich zdobycia pracować. Problem pojawił by się przy próbie zaspokojenia na przykład głodu, bo rolnicy nie gorsi i mieli by swoje drukarki.
              • sokolasty Re: obywatelska postawa 16.01.13, 12:20
                Wtedy funkcję pieniądza przejęłyby:
                1) papier
                2) tusz/toner
                3) drukarki

                :)
        • Gość: Wrocławianin Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.ibmb.uni.wroc.pl 14.01.13, 09:48
          No ciekaw jestem dlaczego tak patrzą.

          Przyjdzie taki pasożyt do pracy miesiąc po zatrudnieniu i mówi że jest w ciąży i idzie na zwolnienie. Zwolnić takiego pasożyta nie można i trzeba szukać kolejnego pracownika na jej miejsce któremu też trzeba przecież zapłacić.

          Ciąża to nie choroba, jak mawia moja znajoma.
          • Gość: a Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.dynamic.chello.pl 14.01.13, 13:11
            Nie wierzę w co czytam...
            • Gość: stfu Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.01.13, 14:02
              Gość portalu: a napisał(a):

              > Nie wierzę w co czytam...

              "A w co wierzysz? W Polskę wierzę!"

              Tak mi się jakoś skojarzyło...
          • Gość: w Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: 217.237.185.* 14.01.13, 14:42
            a co myslalas. widze ze trudno ci jest wyobrazic sobie jako wlasciciela firmy. zatrudniasz 10 osob ktorym placisz miesiecznie srednio po 5 brutto. trzeba im oplacic komputery biurka czy co potrzeba. Zatrudniasz jedenastego, i co, kogo wezmiesz, laske 26 lat ktora zaraz zniknie (a jej płaca z listy nie!) czy faceta ktory bedzie normalnie pracował?
      • Gość: jola Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.13, 09:39
        To nie jest kwestia tego, jakie studia się skonczyło. Ja jestem po tych samych studiach co autorka. To były lajtowe studia, kilkanaście godzin tygodniowo.Można było pracować, studiować drugi kierunek, robić liczne kursy itp, bez ryzyka, ze zawali się semestr. Też nie mam wpływowych rodziców ani odziedziczonego majątku. Rok zajęło mi ogarnięcie, że na sensowne zarobki w mediach nie mam szans, a za wierszówkę nie przeżyję. Później starałam się uczyć sporo poza macierzystym kierunkiem, a na piątym roku zaczęłam regularną pracę. Teraz i tak uważam, ze to za późno. Nie pracuję w swoim zawodzie, ale uważam, że nie mam prawa narzekać. Tyle,ze ja zasuwam, a z listu wynika,że autorka w czasie studiów i pięć lat po nich zrobiła jedynie dziecko. Jak się jest tak nierobotnym, najłatwiej narzekać na złe państwo.
        • Gość: Wrocławianin Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.ibmb.uni.wroc.pl 14.01.13, 09:56
          Zgadzam się.

          No to niestety tak jest. Idzie się na lajtowe studia, poopie...ć i poimprezować. A później jojczenie, bo pracy nie ma po moim kierunku. Spróbowała by tak na kierunku medycznym np czy technicznym. Tam jakoś absolwenci nie marudzą.

          Sam trochę żałuję ze wybrałem taki a nie inny kierunek techniczny a nie poszedłem na architekturę jak mój ojciec, ale to niestety takie a nie inne podejście naszych "bisnesmanow" do prowadzenia w tym kierunku działalności - jak najwięcej zabrać a jak najmniej włożyć w biznes, nie mówiąc o papierkach i urzędach :). Niekiedy tylko za granicą ma się szansę na sensowną prace w zawodzie z sensownymi pracodawcami.
        • indywidualismus Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 17:41
          Brawo Jola!!
          Od zarania dziejów byli ludzie bardziej i mniej zaradni, jedni żyli lepiej inni gorzej albo wręcz ginęli w gorszych czasach. Tylko nam się w głowach jakoś tak poprzestawiało, że oczekujemy niesamowitej opieki od wyśnionego Państwa, choć ono jest słabe, biedne i nie jest w stanie takiej opieki zapewnić, żeby całe na głowie stanęło.
          A Pani Autorka zamiast na kolanach dziękować Państwu za możliwość BEZPŁATNEGO studiowania na ulubionym kierunku (takich możliwości nie ma większość światowej populacji młodych, zdolnych ludzi, z USA włącznie) żąda dalszej opieki, grantów itp. A jak przyjdą gorsze czasy, to co? Śmierć z głodu?
          • oelefante Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 18:49
            O jakim BEZPŁATNYM studiowaniu mówisz? Wykładowcy nie biorą pensji? Budynki same się budują i same się utrzymują?

            indywidualismus napisał:

            > A Pani Autorka zamiast na kolanach dziękować Państwu za możliwość BEZPŁATNEGO studiowania na ulubionym kierunku (takich możliwości nie ma większość światowej populacji młodych, zdolnych ludzi, z USA włącznie) żąda dalszej opieki, grantów itp. A jak przyjdą gorsze czasy, to co? Śmierć z głodu?
      • oelefante Niech podziękuje sobie i swojej rodzinie. Sami są 14.01.13, 18:42
        winni temu stanowi rzeczy. Niech najpierw odpowie na proste pytanie - na kogo ona i jej bliscy głosowali przez ostatnie 20 lat. Czyż nie na sitwę, która obecnie zwie się POPiSLDPSL, a wcześniej nazywała się ZChN, AWS, PC, Solidarność, KLD, SdRP, UW, UD i jak się tam jeszcze po drodze przefarbowywali?
    • krzychoh Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 08:29
      Proponuję zrobić dwa kolejne fakultety: socjologię i nauki polityczne. Pracy w zawodzie dalej nie będzie, ale wymowa następnego listu - skargi będzie wręcz "porażająca"!
      • wojtas71 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 09:51
        krzychoh napisał:

        > Proponuję zrobić dwa kolejne fakultety: socjologię i nauki polityczne. Pracy w
        > zawodzie dalej nie będzie, ale wymowa następnego listu - skargi będzie wręcz "p
        > orażająca"!

        jeszcze marketing i zarzadzanie, i psychologie biznesu i inne na prywatnych uczelniach najlepiej. potem na rozmowie kwalifikacyjnej sie mowi ze ma 5 fakultetow, ale ile to jest 2+2*2 nie potrafi udzielic prawidlowej odpowiedzi, ewentualnie uruchomic Excela i zsumowac pieciu komorek.
    • czarek75 Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 08:43
      ja mam w impelu w ochronie na umowe zlecenie 5 zł brutto robie po 270 godzin lekarz mi powiedział zebym codziennie jadł 2 ząbki czosnku zebym szkorbutu nie dostał
    • Gość: As Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.play-internet.pl 14.01.13, 08:54
      Fajnie,że są ludzie, ktorzy kierują się w życiu pasją. Musza oni jednak, jako dorośli ludzie, zdawać sobie sprawę,że w kapitaliźmie, a zwłaszcza w jego zniekształconej formie, jaką mamy w RP, jest cały szereg kierunków studiów, po których czeka albo bezrobocie, albo przekwalifikowanie się.
      Prawda jest taka,że obecnie takie kierunki jak dziennikarstwo czy polonistyka to sa kierunki dla dziewczyn, które licza na bogatego męża. Mam dwie znajome, naprawdę inteligentne, pełne pasji do kultury i sztuki nauczycielki, które zarabiają jakieś śmieszne grosze, pracując na pół etatu po szkołach. Nie narzekają (może na mało godzin z dziećmi, bo po prostu lubią nauczać), bo ich życiowi partnerzy zarabiają tyle,że spokojnie sobie razem żyją. I niestety to jedyna opcja. Jeśli twój mąż/chłopak tez ma lipę finansową to zapomnij o pracy w Polsce po takim kierunku.
      Inna sprawa to prawda bijąca kolejny (setny, tysięczny?) raz z takich listów-w Polsce rodzice w ogóle nie przekazują dzieciom podstaw funkcjonowania w kraju. Chyba,że się mylę, bo jeśli autorka napisała,że wybrała studia humanistyczne świadomie, to może wiedział, jak jest , ale nie wiem-łudziła się, czy coś?Jak można opierać swoje życie na takiej podstawie, to tak , jakby liczyć,że życie ułozy mi gra w toto-lotka.
      Ja bym chciał się dowiedzieć od tej Pani na co ona teraz liczy?
      Bo nie dosyć,że praca w szkołach jest nędznie płatna, to będzie jej coraz mniej ze względu na prosty fakt-demografie. Odsyłam po szczegóły na strony GUS, gdzie są piękne statystyki (zrozumiałe nawet dla humanisty), a które jasno wskazują,że pracy dla nauczycieli będzie coraz mniej.
      Więc zamiast tracić czas na wizyty w posredniaku (to jest dopiero absurd-czy ktoś kiedykolwiek znalazł tam pracę?)proponuje wyjazd z kraju, lub poszukiwania bogatego partnera, lub przekwalifikowanie się. Do tego wystarczy rok lub dwa. Proponuje sensowne technikum, na przykład technik farmacji, płaca minimalna w tej chwili w tym zawodzie to 2000 złotych netto a pracodawcy przyjmują chętniej niż magistrów farmacji, bo pracownik o wiele tańszy, a niewiele mniejsze ma uprawnienia w praktyce aptecznej. Takie technikum trwa dwa lata i jest do zrobienia za darmo lub za grosze (tak, tak są to szkoły dofinansowywane przez państwo). Niech pani zobaczy ile jest ogłoszeń w prasie na techników farmacji, ale także na innych-na przykład kosmetyczka, też góra dwa lata a już w po jednym semestrze można dorabiać robiąc tipsy itp. Zarobki dla absolwentki po roku pracy, gdy będzie miała grupe stałych klientek około 3000, 4000 złotych. A ksiązki można czytać w wolnym czasie:)
      • Gość: Profesor Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 09:50
        Jeszcze przed 2005 rokiem absolwenci Uniwersytetu Wrocławskiego, niezależnie od kierunku, nie mieli kłopotów ze znalezieniem pracy. Filolodzy, dziennikarze, politolodzy, filozofowie, fizycy, chemicy, biolodzy, ... po Uniwersytecie Wrocławskim byli wręcz rozrywani. A potem przyszedł rektor reformator i tak pozmieniał na uczelni programy studiów, że teraz już tylko po informatyce można pracę znaleźć. Reszta, po wprowadzonych w latach 2005-2008 "reformach" jest tak nauczana, że trudno się dziwić pracodawcom omijających szerokim łukiem takich absolwentów.
        • Gość: gość Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.183.161.246.dsl.dynamic.t-mobile.pl 14.01.13, 11:01
          Rektor nie może zmieniać programów studiów, od tego są rady wydziałowe.
          • Gość: Profesor Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.13, 21:27
            Ale tamten rektor zmieniał programy studiów. Inaczej nie mógłby doprowadzić Uniwersytetu do upadku.
        • sverir Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada 14.01.13, 11:18
          > po Uniwersytecie Wrocławskim byli wręcz rozrywani.

          Taak... I dlatego najwięcej "wykształconych bezrobotnych" we Wrocławiu było właśnie po UWr?
          • Gość: As Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.play-internet.pl 14.01.13, 16:57
            :)
          • Gość: Profesor Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 22:12
            Przypomnij jakikolwiek artykuł w prasie o bezrobotnych z UWr sprzed 2005 roku.
            Po 2005 roku jest inaczej, ale wcześniej problemów nie było.
            • sverir Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada 14.01.13, 22:43
              > Po 2005 roku jest inaczej, ale wcześniej problemów nie było.

              To cóż się stało z tym zapotrzebowaniem na kulturoznawców, historyków sztuki, filologów klasycznych, historyków, administratywistów, ekonomistów (ale po UWr, nie po ówczesnej AE), że teraz nie są rozrywani przez pracodawców? Poziom spadł, mniej roboty dla nich czy co?
        • Gość: SzczesliwyEmigrant Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: *.range86-139.btcentralplus.com 14.01.13, 20:05
          Taaa...pracodawcy przeczytali program studiow i nie zatrudniaja.

          Ciekawe tylko ze od 1992 roku bezrobocie w Polsce praktycznie jest bez zmian-na tym samym wysokim poziomie
      • Gość: x Re: Cóż...kapitalizm,ale jest na to rada IP: 195.20.110.* 14.01.13, 09:57
        Pieknie napisane.
    • wojtas71 Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 09:46
      a co to zawód dziennikarz i filologia polska? kazdy po polsku umie mowic. Czy ta pani ma jakies wyobrazenie co by chciala robic w pracy? Ma do tego kwalifikacje? Zna jezyki obce? Umie obslugiwac komputer?

      Czy kolejna humanistka bez zadnej wiedzy praktycznej?
      • Gość: caro Trafny post. IP: *.ng-eng.com 14.01.13, 10:02
        Lekarz po medycynie napisze artykuł do czasopisma medycznego.
        Inżynier po politechnice do technicznego.
        Mało tego.
        Wieczny opie...cz może napisać do gazety podróżniczej o swoich wycieczkach.
        Fan dwóch kółek do gazety o rowerach.
        Itp. itd.
        Ale o czym ciekawym może napisać absolwent dziennikarstwa? Nawet jeśli umie pisać (co nie jest takie oczywiste)i jego teksty będą miały dobrą formę. Ale jaką treść?
        • sverir Re: Trafny post. 14.01.13, 11:21
          > Ale o czym ciekawym może napisać absolwent dziennikarstwa?

          Absolwent dziennikarstwa może być fanem dwóch kółek, podróżnikiem, fetyszystą. Będzie i dobra forma (możliwie), i ciekawa treść (jak u fanow dwóch kólek bez umiejętności pisania).
          • Gość: caro Re: Trafny post. IP: *.ng-eng.com 14.01.13, 11:53
            Tak powinno być.
            Ale tak nie jest.
            A wiesz dlaczego?
            Ponieważ moim zdaniem większość absolwentów dziennikarstwa żadnych zainteresowań nie ma. Poszli na te studia, bo był łatwe i modne.
            Gdyby mieli jakieś hobby, to:
            1. Ci co mają pracę, pisaliby mądre i ciekawe artykuły.
            2. Ci co nie mają pracy, by znaleźli ją (przecież gazety gdyby mogly, nie kupowałby tekstów od amatorów, tylko od zawodowców).
            3. Ci, co nie znaleźli pracy w swoim zawodzie, znaleźliby inny zawód, zgodny ze swoim zainteresowaniem.
            • Gość: Ewa Re: Trafny post. IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.01.13, 12:42
              Myślisz, że na dziennikarstwie "uczą pisać"? Pisać, to trzeba umieć idąc na dziennikarstwo. Studia mogą jedynie doszlifować umiejętności. Na tych dziennikarstwie masz przedmioty typu prawo, etyka, socjologia, komunikacja, psychologia społeczna, PR, design, grafika komputerowa, retoryka i erystyka. I wiele innych.

              Każdy potrafi pisać po polsku? Doskonały żart.

              Wszyscy plują na poziom dziennikarstwa w Polsce, a prawda jest taka, że jeśli zatrudnia się ludzi, którzy o dziennikarstwie pojęcia nie mają (bo amatorom płaci się mniej, a praktykantom to już w ogóle nie trzeba), to trudno oczekiwać, by poziom był wysoki. A ludzie i tak to kupią.

              "Mądre i ciekawe artykuły"? Dziennikarz pisze o tym i w taki sposób, jak narzuca mu redakcja, a redakcja kieruje się zyskami. Wiesz, jakie artykuły mają najwyższą "klikalność" w internecie? Zapewniam, że nie najwyższych lotów... ;). Media to PRZEDSIĘBIORSTWO, nie PCK, nie szkoła gustów dla ubogich. Oczywiście, że będą starały się swój zysk zmaksymalizować - zatrudniając najtańszych pracowników i produkując takie treści, na jakie jest największe zapotrzebowanie.

              Pozdrawiam!
              • Gość: caro Re: Trafny post. IP: *.ng-eng.com 14.01.13, 12:52
                No to skoro nawet media nie potrzebują dziennikarzy, to po co iść na te studia?
                Tak na marginesie.
                Przykro mi Ewo, ale chyba jesteś niepoprawną idealistką.
                To, że na tych studiach są takie przedmioty, nie znaczy, że ktoś tego uczy. Plan zajęć a nabyta wiedza to dwie rózne rzeczy. Absolwent dziennikarstwa ze znajomością retoryki? Grafiki? Nie miałem przyjemności poznać...
                pozdrawiam

                • Gość: Ewa Re: Trafny post. IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.01.13, 21:45
                  Właśnie z powodu takich realiów - absolutnie nie warto iść na takie studia! Chyba, że w ramach hobby i poszerzania horyzontów. Opisałam, jak dokładnie działają media. Są przedsiębiorstwem i nie można wymagać, by nie były nastawione na maksymalizację zysków. To realizm, nie idealizm. Znam portal, który od przynajmniej dwóch lat (osobiście przyglądam się jego ofertom pracy od dwóch lat, nie wiem, jak było wcześniej) zatrudnia praktykantów na 3 miesiące "na okres próbny", nęci możliwością późniejszej umowy o pracę, po czym... po 3 miesiącach przyjmuje nowych praktykantów. Płacić nie trzeba, materiały są, można dorzucić reklamy i serwis zarabia.

                  Jakie masz prawo pisać, że na studiach dziennikarskich uczy się tego, a tego to nie...? To samo można napisać o każdych innych studiach. Na każdej uczelni, na każdym kierunku może trafić się leser-prowadzący i mogą się trafić leserzy-studenci.
                  Stwierdzenie, iż Ty nie poznałeś żadnego absolwenta dziennikarstwa, który zna się na grafice i retoryce, to bardzo kiepski argument - może równie dobrze świadczyć o tym, że nie poznałeś żadnego absolwenta dziennikarstwa w ogóle... ;)

                  Chciałabym zaznaczyć, że kończąc studia dziennikarskie miałam w sumie nieco ponad 3 lata praktyki w zawodzie. Głównie serwisy internetowe (informacyjne i kulturowe) i radio, ale udało się też "popraktykować" w telewizji. Referencje w samych superlatywach. I co...? Obecnie pracuję jako tłumacz (po drugim kierunku studiów), stałej pracy w dziennikarstwie nie udało mi się znaleźć.

                  Sądzę, że tak długo, jak odbiorcy będą się zgadzali na marną formę i treść podawaną przez media, tak długo zła sytuacja absolwentów dziennikarstwa się nie zmieni.

                  Pozdrawiam!
              • tomek854 Re: Trafny post. 14.01.13, 22:08
                Gość portalu: Ewa napisał(a):

                > Myślisz, że na dziennikarstwie "uczą pisać"? Pisać, to trzeba umieć idąc na dzi
                > ennikarstwo. Studia mogą jedynie doszlifować umiejętności. Na tych dziennikarst
                > wie masz przedmioty typu prawo, etyka, socjologia, komunikacja, psychologia spo
                > łeczna, PR, design, grafika komputerowa, retoryka i erystyka. I wiele innych.

                Jak mówiła babcia z reklamy "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego".

                > Wszyscy plują na poziom dziennikarstwa w Polsce, a prawda jest taka, że jeśli z
                > atrudnia się ludzi, którzy o dziennikarstwie pojęcia nie mają (bo amatorom płac
                > i się mniej, a praktykantom to już w ogóle nie trzeba), to trudno oczekiwać, by
                > poziom był wysoki. A ludzie i tak to kupią.

                Opowiem Ci taką historyjkę.

                Dawno, dawno temu współpracowałem przy zakładaniu pewnej internetowej studenckiej gazetki. Było nas tam kilka osób - podobnie jak ja z pewnym już doświadczeniem z innych studenckich tytułów. Po pewnym czasie zaczęli do nas dołączać studenci dziennikarstwa, którzy ściągali następnych i następnych i w sumie zrobiło się trochę tłoczno.

                Kiedy tytuł wystartował byłem tam zastępcą naczelnej. Naczelna w CV miała wakacyjne praktyki w "wyborczej" i jakąś tam gazetkę którą czytała ona i dwie jej koleżanki, ja 3 lata doświadczenia w redakcji pisma o nakładzie pod 100 000. No i od razu zaczęły się zgrzyty. Naczelna była z dziennikarstwa więc zaraz sie skumała z większością i zaczęło się podkopywanie mnie, robienie za moimi plecami, wtrynianie się w moją działkę bo "nie będzie nam fizyk mowił jak się gazetę robi" (ja studiowałem fizykę). Jak nie chcieli puścić mojego tekstu o przewałkach na uczelni "bo nie będziemy w roku jubileuszu szkalować uczelni" podziękowałem za współpracę, tekst sprzedałem do powstającego właśnie komercyjnego pisma, które się przy jego pomocy wypromowało (i przez ładnych parę lat istniało na rynku), i stwierdziłem, że studenckich mediów już mi wystarczy, a że po tym tekście zaczęły spływać rózne propozycje, zahaczyłem się w pewnym piśmie branżowym które dobrze płaciło i tam sobie pracowałem aż do wyjazdu za granicę.

                Studencka gazetka prowadzona przez śmietankę wrocławskiego studenctwa dziennikarstwa przeszła bez echa i po pewnym czasie padła.

                Morał z tej historii jest taki, że nie należy zakładac, że samo studiowania dziennikarstwa zrobi z Ciebie dziennikarza, a już na pewno kpiną jest twierdzenie, że Ci, co dziennikarstwa nie studiowali na dziennikarzy się nie nadają.

                > "Mądre i ciekawe artykuły"? Dziennikarz pisze o tym i w taki sposób, jak narzuc
                > a mu redakcja, a redakcja kieruje się zyskami. Wiesz, jakie artykuły mają najwy
                > ższą "klikalność" w internecie? Zapewniam, że nie najwyższych lotów... ;)

                Widzisz, i to jest właśnie ta różnica. Jak ktoś jest po dziennikarstwie to siedzi w redakcji wielkiego koncernu i pisze reportaż o tym jak się babcie poprztykały o trzepak albo horoskopy do Tiny. Jak ktoś ma coś do powiedzenia, to go zapraszają jako felietonistę i wtedy pisze (mniej lub bardziej) o tym, o czym pisać ma ochotę. A jeśli się na czymś zna, na przykład ma praktyczne doświadczenie w jakiejś branży, to może pisać także artykuły na ten temat. Jak mi tu pewnie zaraz Kornel wytknie, ja na przykład po wyjeździe do Szkocji jeździłem przez parę lat ciężarówkami. To pawda, jeździłem. Dzięki temu znam branżę od podszewki - I tak się składa, że jedne z najlepiej płatnych tekstów opublikowałem w pismach branżowych.

                Może przez to, że nie jestem polonistą (ale lada chwila zostanę čestinařem) mój język nie będzie tak piękny (mój naczelny, ten polonista i dziennikarz o którym wcześniej wspominałem, czasem lekko doszlifowuje moje teksty) ale za to jestem w stanie napisać rzetelny artykuł o branży transportowej jakiego żaden dziennikarz (a już szczególnie taki, co ma na to pół dnia) nie napisze.

                . Medi
                > a to PRZEDSIĘBIORSTWO, nie PCK, nie szkoła gustów dla ubogich. Oczywiście, że b
                > ędą starały się swój zysk zmaksymalizować - zatrudniając najtańszych pracownikó
                > w i produkując takie treści, na jakie jest największe zapotrzebowanie.

                Dokładnie. Kiedyś mi powiedział naczelny pewnego znanego pisma, z czołówki polskiego dziennikarstwa: że jeśli potrzebuje kogoś kto mu zrobi kronikę osiedlową, to zatrudnia absolwenta dziennikarstwa, bo ten mu to zrobi sprawnie i szybko. Ale jak chce kogoś, kto ma coś do powiedzenia, to szuka gdzie indziej. Nawet tu w naszej gazetce wyborczej lokalnej masz tego piękny przykład: artykuły o tym, że pijany kierowca wjechał w śmietnik, albo że kolega dziennikarki miał wystawę swoich projektów modowych piszą dziennikarze. Felietony pisze profesor Klaus Bachmann, historyk, politolog i slawista. Felietony są jakie są, jednym się podobają, drugim nie, ale to on pisze o tym, na co ma ochotę i to jemu za to płacą, bo on ma (choć nie zawsze) coś do powiedzenia.
                • tomek854 Re: Trafny post. 14.01.13, 22:11
                  A, i jeszcze dodam, że w pracy dziennikarza, pomimo prawie ukończonych studiów humanistycznych, najbardziej mi się przydaje to, czego się nauczyłem na fizyce: logiczne rozumowanie, umiejętnosć krytycznego podejścia do informacji i tak dalej.
          • Gość: dex Re: Trafny post. IP: *.emea.ibm.com 14.01.13, 13:35
            Od dbania o dobra forme jest redaktor, a nie dziennikarz (czyli piszący teksty).
      • sverir Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 11:20
        > a co to zawód dziennikarz i filologia polska? kazdy po polsku umie mowic.

        Ale nie każdy umie mówić i pisać poprawnie:)
      • Gość: też realista Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.01.13, 20:21
        Jasne "spiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej". I liczyć na palcach. I malować. I leczyć. I budować mosty i mostki (ja zbudowałem kładkę z drewna, ale sąsiad z kamienia), i zagrać na grzebieniu... Każdy może wszystko.
    • Gość: bez znieczulenia A na kogo ta pani głosowała w wyborach? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 09:57
      Jeśli nie widzi związku przyczynowo-skutkowego, to trudno się dziwić jej sytuacji.

      wykształcone lemingi, szykuje się nowy POdatek:

      pieniadze.fakt.pl/Budzet-i-podatki-Politycy-chca-platnych-drog-Nowy-podatek,artykuly,195677,1.html
      • Gość: POwiec Re: A na kogo ta pani głosowała w wyborach? IP: *.e-wro.net.pl 14.01.13, 11:04
        No jak to? To nie będziemy żyli jak w Irlandii?
        Młodzi się skarżą -brak perspektyw.
        Na starych zbiera Owsiak.
        Pan Tusk mówi, że wszystko idzie w dobrym kierunku, tylko musimy dalej głosować na PO!
    • bratstrach Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 11:30
      Współczuje sytuacji autorce listu. Jednak wydaje mi się, że to nie jest tak, że sa tylko dwie opcje do wyboru wyjazd na zachód lub bezrobocie. Na 100% są jeszcze jakieś inne możliwości -
      coaching studentów

    • radeberger Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 11:38
      Jak na dziennikarkę i polonistkę - to list do redakcji jest śmiesznie krótki oraz lakoniczny.

      Być może będę odosobniony w ocenie, ale widać ta pani nawet w wyuczonych "zawodach" się nie sprawdza.
      • jureek Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 15:25
        radeberger napisał:

        > Jak na dziennikarkę i polonistkę - to list do redakcji jest śmiesznie krótki or
        > az lakoniczny.

        Aha, to dobrych dziennikarzy i polonistów można poznać po tym, że piszą długo i rozwlekle, tak?
        Jura
    • Gość: Jaro Jak zwraca się absolwent politechniki do IP: 204.176.49.* 14.01.13, 11:40
      absolwenta uniwerku ?

      "Dwa hamburgery i frytki poproszę."

      Dowcip jest może niezbyt wyszukany , ale dość dobrze oddaje istotę sprawy.
      • wielki_czarownik Doprawdy? 14.01.13, 11:54
        Ja znam faceta, który skończył PWr, zrobił na tej PWr doktorat i przez 8 czy 9 miesięcy szukał pracy w Polsce. Nie znalazł, bo doktor, bo brak doświadczenia, bo to, bo tamto.
        Wyjechał do Niemiec - teraz ma kierownicze stanowisko w centrali wielkiego przedsiębiorstwa. Co ciekawe - w polskiej filii tej firmy nie przyjęto go, bo nie miał doświadczenia (jakby lepszym doświadczeniem był staż polegający na parzeniu kawy i obsłudze ksera, niż doktorat).
        Mam nadzieję, że przeniesie się tutaj i zwolni tych, którzy nie chcieli go zatrudnić.
        • tbernard Re: Doprawdy? 14.01.13, 12:02
          > Mam nadzieję, że przeniesie się tutaj i zwolni tych, którzy nie chcieli go zatrudnić.

          Tak być powinno i to nie z powodu zemsty. Po prostu okazali się niewłaściwymi ludźmi na zajmowanych stanowiskach.
        • Gość: w Re: Doprawdy? IP: 217.237.185.* 14.01.13, 14:45
          co w tym dziwnego? w niemczech brakuje ludzi dzo pracy, w Polsce nie brakuje, jest bezrobocie. To chyba normalne ze jak brakuje pracy to nie zatrudnia sie wszystkich?
          • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 14.01.13, 14:58
            To w tym dziwnego, że w Niemczech zatrudnia się najlepszych a w Polsce broń boże kogoś ponadprzeciętnego. Niemiecki pracodawca szuka człowieka wykształconego, gotowego do nauki, inteligentnego a polski szuka głupszego od siebie, biernego, potulnego. W Niemczech doktorat to atut przy ubieganiu się o jakiekolwiek stanowisko. W Polsce to przeszkoda.
            Dlatego też Niemcy są jakie są, a Polska jest, jaka jest. Dlatego też Niemcy mają Mercedesa, Porsche, Boscha etc. a Polacy skręcają chińskie rowery i montują Fiaty.
            • tillig Re: Doprawdy? 14.01.13, 15:15
              wielki_czarownik napisał:

              > To w tym dziwnego, że w Niemczech zatrudnia się najlepszych a w Polsce broń boż
              > e kogoś ponadprzeciętnego. Niemiecki pracodawca szuka człowieka wykształconego,
              > gotowego do nauki, inteligentnego a polski szuka głupszego od siebie, biernego
              > , potulnego. W Niemczech doktorat to atut przy ubieganiu się o jakiekolwiek sta
              > nowisko. W Polsce to przeszkoda.
              > Dlatego też Niemcy są jakie są, a Polska jest, jaka jest. Dlatego też Niemcy ma
              > ją Mercedesa, Porsche, Boscha etc. a Polacy skręcają chińskie rowery i montują
              > Fiaty.

              Bardzo słuszna uwaga! Dzięki Panie Kolego za ten komentarz.
            • Gość: w Re: Doprawdy? IP: 217.237.185.* 14.01.13, 16:11
              kwestia mentalnosci to jedno, zgadzam sie. ale przytoczony przyklad jest co najmniej błędny.

              wiesz kto w polsce robi doktorat? kto w wieku 24 lat godzi sie na stypendium (o ile je dostanie!) w wysokosci 1200zl i przez kolejne 4 lata jest praktycznie nikim? Nie dostanie kredytu bo nie jest ani bezrobotnym ani zatrudnionym ani studentem (bo skonczyl 26 lat).?

              Nie powiesz mi ze 90% doktorantow w Polsce to nie sa po prostu fujary ktorym sie pracy nie chce szukac i wola zostac za te grosze w szkole. To jest gorsze niz "frytki do tego" i to doslownie bo w mcdonaldzie mozna i 2000zl zarobic, a w szkole marnuje sie tylko czas.

              i co taki doktorant znaczy dla pracodawcy? ma 30 lat, nie przepracowal w zyciu 1h. Wiesz jakie sa warunki pracy w szkole? Doktoranci nie maja nawet wlasnych komputerow. Nie maja kasy w sekretariacie na papier toaletowy i na papier do drukarki. Wydziela im sie krede do tablicy. 80% doktorantow jedzie na podstawie 1200zl, reszta szczesliwcy maja jakies granty ale to i tak od czasu do czasu.

              I co, pracodawca ma wziac takiego typa i sie cieszyc ze on inteligentny jest, skoro on nie potrafi zadzwonic do dostawcy w Niemczech i wynegocjowac lepszej ceny ??? Bo w szkole wystarczylo ze indeks wypelnil i odbebnil swoje zajecia?
              • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 14.01.13, 17:02
                Gość portalu: w napisał(a):

                > kwestia mentalnosci to jedno, zgadzam sie. ale przytoczony przyklad jest co naj
                > mniej błędny.
                >
                > wiesz kto w polsce robi doktorat? kto w wieku 24 lat godzi sie na stypendium (o
                > ile je dostanie!) w wysokosci 1200zl i przez kolejne 4 lata jest praktycznie n
                > ikim? Nie dostanie kredytu bo nie jest ani bezrobotnym ani zatrudnionym ani stu
                > dentem (bo skonczyl 26 lat).?

                Ktoś, kto jako alternatywę ma 1500 PLN i śmieciówkę? Tu ma 4 lata stabilnego zatrudnienia.

                >
                > Nie powiesz mi ze 90% doktorantow w Polsce to nie sa po prostu fujary ktorym si
                > e pracy nie chce szukac i wola zostac za te grosze w szkole. To jest gorsze niz
                > "frytki do tego" i to doslownie bo w mcdonaldzie mozna i 2000zl zarobic, a w s
                > zkole marnuje sie tylko czas.
                >

                I znów błąd. Nie każdy chce przekładać towar w sklepie. Są ludzie, którzy chcą się rozwijać, chcą być mądrzejsi, chcą w siebie inwestować. Liczą, że po tych 4 latach dostaną lepszą pracę. Niekoniecznie w Polsce. Po 4 latach przerzucania hamburgerów w McDonaldzie kim możesz być? Po 4 latach doktoratu większość firm za granicą przyjmie Cię z otwartymi rękoma i da na starcie tyle miesięcznie, ile w polskim McDonaldzie zarobisz przez rok.

                > i co taki doktorant znaczy dla pracodawcy? ma 30 lat, nie przepracowal w zyciu
                > 1h. Wiesz jakie sa warunki pracy w szkole? Doktoranci nie maja nawet wlasnych k
                > omputerow. Nie maja kasy w sekretariacie na papier toaletowy i na papier do dru
                > karki. Wydziela im sie krede do tablicy. 80% doktorantow jedzie na podstawie 12
                > 00zl, reszta szczesliwcy maja jakies granty ale to i tak od czasu do czasu.
                >
                > I co, pracodawca ma wziac takiego typa i sie cieszyc ze on inteligentny jest, s
                > koro on nie potrafi zadzwonic do dostawcy w Niemczech i wynegocjowac lepszej ce
                > ny ??? Bo w szkole wystarczylo ze indeks wypelnil i odbebnil swoje zajecia?

                Obawiam się, że nie znasz realiów. Jeżeli Tobie wydaje się, że doktorat to odbębnienie zajęć i zrobienie wpisów, to bardzo mocno się mylisz. Prawda jest taka, że polskie uczelnie funkcjonują dzięki doktorantom. To oni przygotowują 90% spraw - zjazdów, konferencji, sesji itp. Ty myślisz, że jaśnie oświecony pan profesor załatwia sprawy organizacyjne przy konferencji na 300 osób? Jaśnie oświecony pan profesor jest od tego, żeby tą konferencję uroczyście otworzyć i uśmiechnąć się do kamery. Całą resztę zrobili doktoranci do spółki z młodymi doktorami. Pozałatwiali hotele, sale, katering, zaproszenia etc.
                • Gość: zet Re: Doprawdy? IP: *.opera-mini.net 14.01.13, 19:05
                  wielki_czarownik napisał:

                  > Ktoś, kto jako alternatywę ma 1500 PLN i śmieciówkę? Tu ma 4 lata stabilnego za
                  > trudnienia.

                  Tyle, że na tej "śmieciówce" jak jesteś inteligentny, to po 4 latach jesteś już szefem, a po doktoracie jesteś nikim bez żadnej gwarancji na znalezienie pracy.

                  > I znów błąd. Nie każdy chce przekładać towar w sklepie. Są ludzie, którzy chcą
                  > się rozwijać, chcą być mądrzejsi, chcą w siebie inwestować.

                  To jest hobby. A nikt ci nie będzie sponsorował hobby. Jak ktoś chce się rozwijać, to nie pracuje, tylko siedzi i czyta książki. Tylko gdzie dostaniesz dobrze płatną pracę, jak w swoim CV napiszesz jedynie, że masz bardzo dobrą znajomość literatury pięknej?

                  > Po 4 latach doktoratu większość firm
                  > za granicą przyjmie Cię z otwartymi rękoma i da na starcie tyle miesięcznie, il
                  > e w polskim McDonaldzie zarobisz przez rok.

                  Zależy, jakiego doktoratu. W Polsce doktorat nie robią najzdolniejsi, tylko ci, co nie mają pomysłu na życie. Stąd nie dziwi, że nikt nie chce zatrudnić takiego "inteligenta".

                  > Obawiam się, że nie znasz realiów. Jeżeli Tobie wydaje się, że doktorat to odbę
                  > bnienie zajęć i zrobienie wpisów, to bardzo mocno się mylisz. Prawda jest taka,
                  > że polskie uczelnie funkcjonują dzięki doktorantom. To oni przygotowują 90% sp
                  > raw - zjazdów, konferencji, sesji itp. Ty myślisz, że jaśnie oświecony pan prof
                  > esor załatwia sprawy organizacyjne przy konferencji na 300 osób? Jaśnie oświeco
                  > ny pan profesor jest od tego, żeby tą konferencję uroczyście otworzyć i uśmiech
                  > nąć się do kamery. Całą resztę zrobili doktoranci do spółki z młodymi doktorami
                  > . Pozałatwiali hotele, sale, katering, zaproszenia etc.

                  I co z tego, że potrafi załatwić hotel czy salę? Do tego nie potrzeba doktoratu, tyle to potrafi maturzysta po tygodniowym przeszkoleniu. Jeśli polski doktor potrafi pochwalić się tylko takimi kompetencjami, to znaczy, że nie zasługuje na stopień doktora.
                  • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 14.01.13, 21:38
                    Gość portalu: zet napisał(a):


                    >
                    > Tyle, że na tej "śmieciówce" jak jesteś inteligentny, to po 4 latach jesteś już
                    > szefem, a po doktoracie jesteś nikim bez żadnej gwarancji na znalezienie pracy
                    > .

                    Doprawdy? Bo ja znam masę inteligentnych osób, które jakoś szefami nie są.


                    > To jest hobby. A nikt ci nie będzie sponsorował hobby. Jak ktoś chce się rozwij
                    > ać, to nie pracuje, tylko siedzi i czyta książki. Tylko gdzie dostaniesz dobrze
                    > płatną pracę, jak w swoim CV napiszesz jedynie, że masz bardzo dobrą znajomość
                    > literatury pięknej?

                    Doktorat na PWr polega na czytaniu książek i poznawaniu literatury pięknej? A to numer.


                    > Zależy, jakiego doktoratu. W Polsce doktorat nie robią najzdolniejsi, tylko ci,
                    > co nie mają pomysłu na życie. Stąd nie dziwi, że nikt nie chce zatrudnić takie
                    > go "inteligenta".

                    1. Skąd takie wnioski?
                    2. Czemu zachodnie firmy jakoś mają inne zdanie?


                    > I co z tego, że potrafi załatwić hotel czy salę? Do tego nie potrzeba doktoratu
                    > , tyle to potrafi maturzysta po tygodniowym przeszkoleniu. Jeśli polski doktor
                    > potrafi pochwalić się tylko takimi kompetencjami, to znaczy, że nie zasługuje n
                    > a stopień doktora.

                    A czym się różni załatwienie tańszego noclegu dla 300 osób od załatwienia tańszych części do 300 samochodów?
                    • sverir Re: Doprawdy? 14.01.13, 22:40
                      > Doktorat na PWr polega na czytaniu książek i poznawaniu literatury pięknej? A to numer.

                      Myślę, że problem dotyczy przede wszystkim doktorów kierunków humanistycznych, pozbawionych praktycznych doświadczeń.

                      > 1. Skąd takie wnioski?

                      Sam podnosisz, że w PL nie zatrudnia się doktorów.

                      > 2. Czemu zachodnie firmy jakoś mają inne zdanie?

                      Nie wydaje mi się, żeby zachodnie firmy zatrudniały kogoś tylko dlatego, że ma papier doktora. Raczej nie po wrocławskich uczelniach. Wydaje mi się, że takie osoby stanowią jakiś odsetek całości, a reszta dostaje robotę, bo coś potrafi.

                      > A czym się różni załatwienie tańszego noclegu dla 300 osób od załatwienia tańszych części
                      > do 300 samochodów?

                      Załatwiałeś jedno i drugie? I nie ma żadnej różnicy? Serio pytam.
                    • Gość: zet Re: Doprawdy? IP: *.opera-mini.net 14.01.13, 22:44
                      wielki_czarownik napisał:

                      > Doprawdy? Bo ja znam masę inteligentnych osób, które jakoś szefami nie są.

                      Co mnie nie dziwi, widać masz znajomych imbecyli.

                      > Doktorat na PWr polega na czytaniu książek i poznawaniu literatury pięknej? A t
                      > o numer.

                      Pisałeś o rozwijaniu się intelektualnie, a nie doktoracie na PWr.

                      > 1. Skąd takie wnioski?

                      Z wielu obserwacji i opinii innych.

                      > 2. Czemu zachodnie firmy jakoś mają inne zdanie?

                      Które firmy?

                      > A czym się różni załatwienie tańszego noclegu dla 300 osób od załatwienia tańsz
                      > ych części do 300 samochodów?

                      Tym, że w tym drugim przypadku trzeba mieć duuużo większą wiedzę niż w pierwszym.
                • sverir Re: Doprawdy? 14.01.13, 19:26
                  > Ktoś, kto jako alternatywę ma 1500 PLN i śmieciówkę? Tu ma 4 lata stabilnego zatrudnienia.

                  Dobra, dobra, śmieciówka to są najnowsze czasy. Kilka lat temu śmieciówka nie była taka popularna. Ba, między 2004 a 2008 mniej więcej, roboty było więcej niż ludzi. Kto się wtedy decydował na doktorat? Bo jeżeli wciąż ten sam typ człowieka, to raczej nie świadczy to najlepiej o doktorach.

                  > Pozałatwiali hotele, sale, katering, zaproszenia etc.

                  Czyli zrobili to, co robi masa ludzi bez doktoratu. Wyjaśnij mi, proszę, dlaczego w takim razie to akurat ten tytuł doktora miałby przemawiać za przydatnością nowego pracownika? Nie wystarczyłoby pochwalenie się, że przez cztery lata ktoś organizował spotkania i konferencje?

                  • Gość: SzczesliwyEmigrant Re: Doprawdy? IP: *.range86-139.btcentralplus.com 14.01.13, 20:09
                    ". Ba, między 2004 a 2008 mniej więcej, roboty było więcej niż ludzi'"
                    Jedynie w 2008 roku spadlo ponizej 8%, piszesz nieprawde.

                    www.stat.gov.pl/gus/5840_677_PLK_HTML.htm
                  • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 14.01.13, 21:41
                    sverir napisał:


                    > Dobra, dobra, śmieciówka to są najnowsze czasy. Kilka lat temu śmieciówka nie b
                    > yła taka popularna. Ba, między 2004 a 2008 mniej więcej, roboty było więcej niż
                    > ludzi. Kto się wtedy decydował na doktorat? Bo jeżeli wciąż ten sam typ człowi
                    > eka, to raczej nie świadczy to najlepiej o doktorach.


                    Nie wpadło Ci do głowy, że na doktorat poszli ludzie, którzy mieli nadzieję, że dzięki temu zostaną kimś? Że u nas będzie jak na zachodzie, gdzie wiele wyższych stanowisk w korporacjach wymaga doktoratów?


                    > Czyli zrobili to, co robi masa ludzi bez doktoratu. Wyjaśnij mi, proszę, dlacze
                    > go w takim razie to akurat ten tytuł doktora miałby przemawiać za przydatnością
                    > nowego pracownika? Nie wystarczyłoby pochwalenie się, że przez cztery lata kto
                    > ś organizował spotkania i konferencje?

                    Nie manipuluj. Tu chodzi o wykazanie, że doktorat to nie tylko siedzenie w książkach ale też 4 lata organizacyjnego zapieprzania i wykonywania normalnych, firmowych zadań. Tu zadzwoń, tam załatw, tu znajdź coś taniej, tu zorganizuj, tu zrób prezentację, tu rozlicz etc.
                    • sverir Re: Doprawdy? 14.01.13, 22:34
                      > Że u nas będzie jak na zachodzie, gdzie wiele wyższych stanowisk w korporacjach wymaga
                      > doktoratów?

                      Doktoratów, znajomości języków obcych, zdolności interpersonalnych, kreatywności i praktyki, często zdobytej w ramach bezpłatnych staży i wolontariatów. Tak. Ale nie doktoratów z byle czego i zerowej praktyki zawodowej. Skąd pomysł, święta naiwności, że wystarczy papier byle jakiej wyższej uczelni, żeby nagle drzwi w korporacji, na wyższych stanowiskach, stanęły otworem?

                      > Nie manipuluj. Tu chodzi o wykazanie, że doktorat to nie tylko siedzenie w książkach ale też
                      > 4 lata organizacyjnego zapieprzania i wykonywania normalnych, firmowych zadań.

                      Ok, więc macie doświadczenia w organizowaniu konferencji, a potem składacie papiery i chcecie zarządzać oddziałem banku? W tej sytuacji nie dziwię się, że korporacje preferują ludzi bez doktoratów, ale z praktyką w zawodzie.
                      • wielki_czarownik No i po co trollujesz? 14.01.13, 23:03
                        Wiadomo, że człowiek po doktoracie z PWr nie ma doświadczenia w prowadzeniu biznesowych negocjacji dotyczących rynku motoryzacyjnego. Tak samo nie ma ich jednak ktoś tylko po magisterium. Cały czas chodzi mi o pokazanie, że doktorat to nie jest 4 lata odpieprzania zajęć ale też 4 lata zasuwania, jako pozaetatowy asystent, pomocnik księgowego i człowiek do wszystkiego. Gwarantuję Ci, że ktoś, kto bez znajomości ukończył doktorat na publicznej uczelni ma za sobą większą szkołę życia i więcej praktyki zawodowej, niż ktoś, kto przez ten czas pracował jako jakiś tam junior specialist w korporacji i całe jego życie zawodowe ograniczało się do picia kawy, wysyłania maili i wklepywania danych w Excela.
                    • Gość: zet Re: Doprawdy? IP: *.opera-mini.net 14.01.13, 22:49
                      wielki_czarownik napisał:

                      > Nie wpadło Ci do głowy, że na doktorat poszli ludzie, którzy mieli nadzieję, że
                      > dzięki temu zostaną kimś? Że u nas będzie jak na zachodzie, gdzie wiele wyższy
                      > ch stanowisk w korporacjach wymaga doktoratów?

                      "Kimś" to znaczy kim? Wykładowcą na uczelni? Nie od dzisiaj wiadomo, ile wykładowcy zarabiają. Na studia doktoranckie idą w Polsce przeważnie osoby, które nie mają pomysłu na karierę zawodową i które trudno sobie radzą na rynku pracy.

                      > Nie manipuluj. Tu chodzi o wykazanie, że doktorat to nie tylko siedzenie w ksią
                      > żkach ale też 4 lata organizacyjnego zapieprzania i wykonywania normalnych, fir
                      > mowych zadań. Tu zadzwoń, tam załatw, tu znajdź coś taniej, tu zorganizuj, tu z
                      > rób prezentację, tu rozlicz etc.

                      To ty manipulujesz. Wykonać do kogoś telefon, załatwić hotel czy zrobić prezentację to są proste prace organizacyjne na poziomie maturzysty. Każdy pracodawca zaśmieje ci się w twarz, gdy mu pokażesz CV z takimi doświadczeniami.
                      • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 14.01.13, 23:11
                        Gość portalu: zet napisał(a):


                        > "Kimś" to znaczy kim? Wykładowcą na uczelni? Nie od dzisiaj wiadomo, ile wykład
                        > owcy zarabiają. Na studia doktoranckie idą w Polsce przeważnie osoby, które ni
                        > e mają pomysłu na karierę zawodową i które trudno sobie radzą na rynku pracy.
                        >

                        Oj jak popatrzysz na auta przed uczelniami, to się zdziwisz :) Ale patrz na te wewnętrzne parkingi a nie te dla studentów :)


                        > To ty manipulujesz. Wykonać do kogoś telefon, załatwić hotel czy zrobić prezent
                        > ację to są proste prace organizacyjne na poziomie maturzysty. Każdy pracodawca
                        > zaśmieje ci się w twarz, gdy mu pokażesz CV z takimi doświadczeniami.

                        A kolego drogi w innej pracy niby co się robi? 99,9% czasu to właśnie pierdoły w stylu pisania maili czy bezmyślnego wklepywania danych w Excela tylko po to, żeby potem w Power Poincie zrobić prezentację, jak to X ma wpływ na Y.
                        Dorzuć do tego rozliczenia księgowe projektów, grantów (już nie takie proste, co), doświadczenie w prowadzeniu zebrań, wystąpień publicznych (ilu ludzi ma z tym problem). Coś ten doktor jednak umie, prawda?
                        Ja rozumiem, kiedy pracodawca nie chce zatrudnić człowieka z dr (a bez doświadczenia w danym zawodzie) na stanowisku wyższego kierownika. Nie rozumiem jednak odrzucania takich kandydatów na stanowiska niższego i średniego szczebla i zatrudnianiu zamiast nich ludzi, którzy przez ostatnie 4 lata na zmianę wykładali towar w sklepie, pracowali w call center i obsługiwali ludzi przy okienku.
                        Powiem ci, jaką największą zaletę ma ktoś, kto ma doktorat. Ten człowiek umie pracować z informacją. Wie, gdzie czego szukać i jak to weryfikować. A to dzisiaj podstawa.
                        Jasne - są debile z "deerkami" a nawet z prof. przed nazwiskiem. Jednak jest ich zdecydowanie mniej, niż przygłupów z samym lic. czy mgr.
                        • sverir Re: Doprawdy? 15.01.13, 09:59
                          > Powiem ci, jaką największą zaletę ma ktoś, kto ma doktorat. Ten człowiek umie pracować z
                          > informacją. Wie, gdzie czego szukać i jak to weryfikować. A to dzisiaj podstawa.

                          Przypominasz mi polskich piłkarzy, którzy w Bundeslidze nie grają tylko dlatego, że trener nie lubi Polaków.

                          Z Twoich wystąpień wynika, że doktor nie ma wygórowanych oczekiwań finansowych, a po takim doktoracie ma nie tylko doświadczenie na poziomie innych pracowników, ale w dodatku znacznie lepiej sobie radzi z pracą z informacją niż inny człowiek. Ba, w ogóle jest lepiej przystosowany do dowolnego zawodu (ewentualnie zawodu zgodnego z wykształceniem), niz człowiek przeciętnie wykształcony.

                          Dlaczego więc taka masa polskich pracodawców woli droższych magistrów lub ludzi bez wykształcenia, bez doświadczenia i w ogóle debili? Jakiś odsetek przypadków można tłumaczyć chęcią zatrudniania właśnie takich debili (i płacenia im stosownie więcej niż wynika to z ich kwalifikacji). Ale co z resztą?

                          • wielki_czarownik Odpowiedź jest prosta 15.01.13, 12:32
                            Bo z reguły nie pracodawca zatrudnia, ale jego pracownik. Pracownik co najwyżej przeciętny, ale zdający sobie sprawę, że jak w firmie pojawi się jakiś pracowity i inteligentny człowiek to pracodawca może zacząć zastanawiać się nad wymianą reszty kadry na "nowy model".
                            Kojarzysz może eksperyment Hawthorne i naganiaczy? To jest właśnie to. Nie wpuszczać zdolnych i pracowitych, bo zaczną zawyżać normy i będzie trzeba pracować zamiast pić kawę i pierdzieć w stołek.
                            • sverir Re: Odpowiedź jest prosta 15.01.13, 19:20
                              > Pracownik co najwyżej przeciętny, ale zdający sobie sprawę, że jak w firmie pojawi się jakiś
                              > pracowity i inteligentny człowiek to pracodawca może zacząć zastanawiać się nad wymian
                              > ą reszty kadry na "nowy model".

                              Głos skrzywdzonego doktora, który nie dostał miejsca w korporacji? Gdybyś to nie był Ty, to tak bym właśnie pomyślał.

                              W wielu firmach rekrutacją zajmują się osobne działy. Im nie przeszkadza wybitna inteligencja w innym dziale, bo im nie zagraża (zakładając, że kierują się w ogóle strachem). W innych firmach rekrutacja spoczywa na firmach zewnętrznych - im zaś zależy, żeby klient dostał jak najlepszego pracownika, więc też nie odpalą doktora ze strachu przed jego inteligencją. A w wielu innych przedsiębiorstwach rekrutacją zajmują się ludzie, którzy cieszą się szacunkiem pracodawcy i w razie wymiany kadr, to raczej polecą inni przed nimi.

                              Problemu szukałbym raczej w umiejętnościach komunikacji ze współpracownikami.
                              • wielki_czarownik Re: Odpowiedź jest prosta 15.01.13, 20:54
                                Z reguły dział HR przedstawia kilku kandydatów, z których już bezpośredni przełożony wybiera sobie jednego. Więc HR może i doktora przepycha, ale na tym się kończy jego etap rekrutacji :)
                                • sverir Re: Odpowiedź jest prosta 15.01.13, 21:48
                                  Nie wiem jaka jest reguła. Pracowałem w jednej korporacji, znam zasady zatrudniania w dwóch innych. W żadnej z nich o zatrudnieniu nie decyduje "bezpośredni przełożony", bo zgodnie z polityką korporacyjną, człowiek może aplikować na nosiciela wody, a okazać się zajebisty w gotowaniu klusek.
                                • Gość: zet Re: Odpowiedź jest prosta IP: *.opera-mini.net 15.01.13, 22:23
                                  wielki_czarownik napisał:

                                  > Z reguły dział HR przedstawia kilku kandydatów, z których już bezpośredni przeł
                                  > ożony wybiera sobie jednego. Więc HR może i doktora przepycha, ale na tym się k
                                  > ończy jego etap rekrutacji :)

                                  Czyli brak doktorów w firmach to nie jest spisek pracowników niższego szczebla, którzy boją się mądrzejszych od siebie, jak to próbowałeś kilka postów wcześniej przekonywać.
              • Gość: doktorant Re: Doprawdy? IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.01.13, 18:10
                Bzdury o tym, że doktorant może liczyć tylko na stypendium 1200 zł i nie ma szans na komputer, mogą opowiadać tylko doktoranci na miarę autorki komentowanego listu.

                Naiwnie można myśleć, że człowiek idący na doktorat to jednostka inteligentna, która powinna potrafić pokierować swoim życiem. Nie jest tak, że człowiek jest skazany na beznadziejnego promotora i nudne, nierozwojowe badania. Można wybrać. Promotora z doświadczeniem, kontaktami, realizującego projekty finansowane z polskich i zagranicznych źródeł. Można pracować, badać, publikować, korzystać z wielu możliwości finansowania staży naukowych, aplikować o finansowanie własnego projektu, szukać ofert zatrudnienia w ramach projektów realizowanych przez innych.

                W tej chwili mamy w Polsce 3 duże organizacje finansujące badania. Są stypendia projakościowe, są stypendia z funduszy unijnych. Wiele jednostek realizuje projekty przy współpracy z ośrodkami zagranicznymi, przy których doktoranci są zatrudniani (o, czyli można być na doktoracie i być pracownikiem).

                Możliwości pozyskania dodatkowych pieniędzy oprócz stypendium jest naprawdę sporo. Ale trzeba chcieć pracować, czasami bardzo ciężko. Robić coś więcej niż odbębnić zajęcia ze studentami.
    • dolpanza Zostaliście ofiarami pana redaktrolla 14.01.13, 11:56
      No, może nie do końca, ale wystarczy, że w artykule / liście pojawią się np.:
      - samotna matka, najlepiej bez pracy
      - osoba bez pracy, po studiach humanistycznych
      - osoba narzekająca na Polskę (mogłam wyjechać, miała bym lepiej)
      - osoba, która wyjechała i żyje się jej lepiej niż w kraju
      - itp

      Nie wiem, czy ten list to wymysł jakiegoś Pana Redaktrolla (50/50), ale fakt jest taki, że temat chwytliwy - forum żyje, kolejne drogocenne kliknięcia itp...
      Well played, Panie Redaktroll, well played...

      ps. podoba Wam się termin Redaktroll ? :P właśnie wymyśliłem haha
    • Gość: de el Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.13, 12:52
      historia życia jakby pasująca do historii mojej znajomej z podstawówki - Pani Karolina z około 35-40-sto tysięcznego miasta położonego w woj. dolnośląskim - dawniej jeleniogórskim.. czyżbyś to Ty?
    • greenoccllo Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 12:52
      Na pewno wiele osób ujmie się za autorką listu - że biedactwo, że taki mamy impas w kraju, że taki już los humanistów, że idealiści mają przerąbane w Polsce. Ja tego robić nie będę.
      W mojej opinii mamy tu do czynienia z kolejną polonistką, która nie ma pojęcia, co tak naprawdę chciałaby robić w życiu. Stopień jej niezaradności nie świadczy najlepiej o inteligencji i predyspozycji do dobrej pracy.

      Po 1 - w tym kraju porządnej roboty dla wykształconych ludzi nie szuka się przez Urząd Pracy. Instytucja ta służy głównie zapewnianiu ubezpieczenia, jeśli ktoś akurat wylądował na bezrobociu. Realną pracę i kursy oferuje zaś przede wszystkim pracownikom fizycznym i niewyedukowanym. Człowiek po studiach powinien dobrej pracy dla siebie szukać samodzielnie. Ogromnie ważny jest tu Internet i branżowe portale. Należy stworzyć swój profil w sieci i dbać o jego aktualizację.
      Po 2 - to mit, że aby dostać w Polsce pracę trzeba mieć układy i pieniądze. Złej baletnicy rąbek u spódnicy - po prostu. Ludzie mało zaradni chętnie szukają tego rodzaju wymówek. Mam wrażenie, że może to być rzeczywiście prawda, jeśli chodzi o małe miasteczka, ale w większych ośrodkach można spokojnie dostać pracę bez żadnych "znajomości".

      Co innego mogę napisać widząc taki list? Mam dokładnie tyle samo lat ile jego autorka - 29. Jestem humanistką i dostałam porządną pracę zaraz po dyplomie - bez znajomości, łapówek czy uciekania się do nieetycznych zabiegów. Co więcej, udało mi się już dwa razy zmienić ją na lepszą i lepiej płatną.
      Nie chce mi się wierzyć, że inteligentna, wykształcona osoba może szukać roboty przez kilka lat i nie znaleźć zajęcia. Chyba, że brak jej tej podstawowej inteligencji i zaradności. A tego nie uczą na żadnych studiach - ani na humanistycznych, ani na ścisłych.
      • Gość: biznesmen z PO Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.e-wro.net.pl 14.01.13, 13:00
        no własnie!
        Dlaczego ta pani nie zacznie budowac drapacz chmur?!
        Jak to właśnie robie i co miesiąc zarabiam ok. 2 400 000zł.
        Nie rozumiem, dlaczego młodzi ludzie nie zakładają własnych firm.
        PO wreszcie uprościła wszystko co było można i tylko robić biznesy!
        • tbernard Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 13:52
          Ano właśnie, każdy przecież może założyć firmę i jako właściciel mianować się prezesem a prezesi firm, to z definicji muszą sporo zarabiać.
    • k-km Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 14:30
      no tak... zaskakujące, że po "wiodących" kierunkach nie można znaleźć pracy. to błąd moich rówieśników, pójdą na studia a potem myślą o pracy, a tutaj trzeba z głową studia wybierać. Mam 25 lat, też jestem mamą i pracuję. wiem, że łatwo nie jest, ale polonistyka i dziennikarstwo... a proszę mi powiedzieć, który to dziennikarz jest po dziennikarstwie? zdaje się, że niewielu ich.... wyspecjalizowali się w czymś konkretnym i zostali dziennikarzami, znawcami danego tematu. trzymam kciuki za Czytelniczkę. a do młodych - zastanówcie się zanim wybierzecie kierunek studiów. Pozdrawiam
    • Gość: biuronieruchomości Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.internetia.net.pl 14.01.13, 16:03
      Dzień dobry. ja chętnie zatrudnię, a na pewno dam szansę.
      Ogłoszenie znajduje się na jednym z bardziej popularnych darmowych portali. Dzisiaj dodane. W odpowiedzi napisz, że jesteś z listu z GW
    • kdomag Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 14.01.13, 16:12
      I jak przystało na samotna matkę z wyższym wykształceniem pobieram alimenty na "dzieci" w wysokości 1000 zł na osobę, oj, z takimi kwalifikacjami... gdzie poza polską jest to możliwe? Wyjeżdżają Ci którzy są przedsiębiorczy, a Ci którzy mają tu wikt i utrzymanie korzystają z naiwności i przyzwyczajeń naszych sądów i władz
      • Gość: As Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p IP: *.play-internet.pl 14.01.13, 16:58
        W Norwegii samotna matka dostaje w przeliczeniu na złotówki 6000 złotych miesięcznie. To jest dodatek oczywiście do pracy, bo gdy nie ma pracy dostaje dużo więcej.
        • nikodem_73 Re: Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć p 14.01.13, 19:56
          Zapewniam Cię, że gdy już odkryjemy złoża ropy większe niż w Norwegii to będziemy rozdawać zasiłki minimum 10000.
    • Gość: 45y Ja też nie chcę, żeby była pani Polką. IP: *.subscribers.sferia.net 14.01.13, 17:39
      Nie wadjąc się w głęboką i merytoryczną polemikę napisze krótko i brutalnie - najwyraźniej nie potrafi pani nic, co miałoby dla kogokolwiek jakąkolwiek wartość. Koniec diagnozy. Kropka.
      • Gość: zuza Re: Ja też nie chcę, żeby była pani Polką. IP: *.opera-mini.net 14.01.13, 19:08
        A ty co potrafisz, poza pisaniem durnych komentarzy? Jeszcze mniej.

        I teraz dopiero można postawić kropkę.
        • Gość: j/w Re: Ja też nie chcę, żeby była pani Polką. IP: *.subscribers.sferia.net 14.01.13, 22:51
          Mylisz się. Wymyśliłem i zrealizowałem kilka rzeczy, z których korzystają ludzie z pewnymi nietypowymi problemami natury zdrowotnej na prawie wszystkich kontynentach (poza Australią - jeszcze - i Antarktydą). Mimo, że to nisza, żyję z tego nie tak bardzo skromnie i nie tak bardzo źle, mam też czas na napisanie to tu, to tam jakiegoś komentarza, zwykle gdy ktoś mnie wkurzy. Wychowałem się w biedzie, w Trójkącie. Najpierw zdobyłem "fach w ręku", potem były dwa fakultety i jeden doktorat. Wreszcie firma i udane projekty. Pewnie dlatego roszczeniowe fajtłapy irytują mnie nad wyraz i komunikuję to wprost. To po kropce, skoro pytasz, bo niepytany nie opowiadam o sobie. Teraz Ty się pochwal.
    • Gość: ::: Ten pan nie ma problemów ze znalezieniem pracy ! IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.13, 20:36

      Ten pan jakoś nie ma problemów ze znalezieniem pracy. W pracodawcach przebiera jak w ulęgałkach:

      wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,13173825,Byl_w_PiS__potem_w_Solidarnej_Polsce__teraz_czas_na.html
    • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 15.01.13, 00:52
      Gość portalu: zet napisał(a):


      > Oj, bo auto dzisiaj to majątek i ktoś pracując przez całe życie nie jest w stan
      > ie się go dorobić... A popatrz sobie lepiej, gdzie mieszkają, to ci mina zrzędn
      > ie.
      >

      Byłem, patrzyłem. Nie jest źle.


      > Kolego drogi, to jest praca dla maturzysty, a nie doktora. Wyobraź sobie, że są
      > specjaliści, którzy umieją trochę więcej niż zadzwonić do kogoś przez telefon.
      > Jeśli rozmawiamy o dobrze płatnej pracy, to nie pisz o pracy, którą łatwo wyko
      > na 99,9% ludzi.

      Czytanie ze zrozumieniem się kłania.


      > A ile doktorantów ma własne granty?

      Sporo.

      Wystąpień publicznych to uczysz się na stud
      > iach licencjackich.

      Uczyć się a umieć - dwie różne sprawy.

      Rozliczenia księgowe czego? Zebrania prowadzą dyrektorzy in
      > stytutów, a nie doktoranci. Mało jednak wiesz o doktorantach.
      >

      Tak. Prowadzą. Czytając z kartki to, co im ich doktoranci napisali.


      > Bo ma doktorat? Nie rozśmieszaj mnie. Doktorant świeżo po doktoracie jest takim
      > samym leszczem jak magister po obronie. Żeby zostać "wyższym kierownikiem", tr
      > zeba najpierw coś wiedzieć o firmie.

      Znów czytanie ze zrozumieniem się kłania.


      > Bo ich umiejętności praktyczne są większe niż doktorantów,

      Jakie umiejętności praktyczne?

      a roszczenia duuużo
      > mniejsze. Nie ma tym niczego trudnego do zrozumienia.
      >

      Skąd wiesz, że roszczenia dużo mniejsze?

      >
      > A co jest "praca z informacją"?

      Jak popracujesz, to się dowiesz.


      > Mylisz się. Od szukania informacji jest potrzebnych tak gdzieś z 5%, reszta to
      > są wyrobnicy, którzy mają sprawnie wykonać to, co się im każe.
      >

      I doktorat niby przeszkadza w byciu wyrobnikiem? Doktorant przez ostatnie 4 lata był wyrobnikiem.


      > Jakieś dane statystyczne potrafiłbyś podać?

      To kwestia zwykłego pomyślenia. Chociażby takiego, że aby dostać się na dr trzeba mieć odpowiednią średnią i zdać egzaminy, a tego byle debil nie da rady.
      • Gość: zet Re: Doprawdy? IP: *.opera-mini.net 15.01.13, 03:52
        wielki_czarownik napisał:

        > Byłem, patrzyłem. Nie jest źle.

        Jak obskurne kamienice to dla ciebie "nie jest źle", to aż boję się zapytać, gdzie ty mieszkasz.

        > Czytanie ze zrozumieniem się kłania.

        Co tobie wyjątkowo słabo wychodzi.

        > Sporo.

        Konkrety, ptysiu. Takie odpowiedzi potwierdzają, że nie wiesz, o czym piszesz.

        > Uczyć się a umieć - dwie różne sprawy.

        Skoro się uczysz, to masz umieć. Chyba że u ciebie było inaczej.

        > Tak. Prowadzą. Czytając z kartki to, co im ich doktoranci napisali.

        Jasssne, doktoranci robią dyrektorom instytutów rozliczenia i sprawozdania finansowe. Rektorowi też? Nie kompromituj się, jak na jedną dyskusję już wystarczająco to zrobiłeś.

        > Znów czytanie ze zrozumieniem się kłania.

        A konkretnie gdzie? Potrafisz sprecyzować? Bo mam wrażenie, że zacięła ci się płyta...

        > Jakie umiejętności praktyczne?

        Takie, które są przydatne na rynku pracy.

        > Skąd wiesz, że roszczenia dużo mniejsze?

        Bo ich znam.

        > Jak popracujesz, to się dowiesz.

        Co kolejna twoja odpowiedź, to głupsza.

        > I doktorat niby przeszkadza w byciu wyrobnikiem?

        Tak. Wróć do wątku o roszczeniach i oczekiwaniach (czytanie ze zrozumieniem się kłania).

        > Doktorant przez ostatnie 4 lat
        > a był wyrobnikiem.

        Ale po to robi doktorat, żeby nim nie być.

        > To kwestia zwykłego pomyślenia. Chociażby takiego, że aby dostać się na dr trze
        > ba mieć odpowiednią średnią i zdać egzaminy, a tego byle debil nie da rady.

        Mało znasz realia akademickie, bo tam kwitnie nepotyzm, kolesiostwo i układy. I sprawdź sobie kryteria przyjęć, zanim palniesz podobną bzdurę następnym razem, bo wymaganą średnią (ok. 4.0) to ma 2/3 studentów, albo - w zależności od kierunku - jeszcze więcej.
        • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 15.01.13, 12:25
          Gość portalu: zet napisał(a):


          > Jak obskurne kamienice to dla ciebie "nie jest źle", to aż boję się zapytać, gd
          > zie ty mieszkasz.

          To akurat była willa na Biskupinie i druga pod Wrocławiem.


          > Co tobie wyjątkowo słabo wychodzi.
          >

          Przeczytaj jeszcze raz moją wypowiedź i jak się ma do niej Twoja odpowiedź.


          > Konkrety, ptysiu. Takie odpowiedzi potwierdzają, że nie wiesz, o czym piszesz.
          >

          Na 3 mi znanych granty ma 2. Źle? Jeden nie ma, bo ma "szczęście" być doktorantem prof. X za którym nie przepada dyrektor instytutu i biedaczysko z tego powodu nie ma szans na akceptację grantu.



          > Skoro się uczysz, to masz umieć. Chyba że u ciebie było inaczej.
          >

          Uważasz, że wszyscy, którzy się czegoś uczyli to to potrafią?


          > Jasssne, doktoranci robią dyrektorom instytutów rozliczenia i sprawozdania fina
          > nsowe. Rektorowi też? Nie kompromituj się, jak na jedną dyskusję już wystarczaj
          > ąco to zrobiłeś.
          >

          Większość tzw. wyższej kadry naukowej jest zajęta bieganiem od jednej prywatnej szkółki do drugiej, dlatego też tak przyziemne sprawy, jak jakieś rozliczenia czy inne tego typu rzeczy zostawiają ludziom niżej w hierarchii uczelnianej.
          Przypomina mi się tu sytuacja z pewnym prof., który tłumaczyć się musiał dlaczego w swojej książce pewien fragment od kogoś spisał. No i wyszło wtedy, że za ten fragment odpowiadali współpracownicy. Czyli mówiąc wprost doktorant albo doktor napisał (ewentualnie przygotował materiały) i wyszło jak wyszło :)

          > A konkretnie gdzie? Potrafisz sprecyzować? Bo mam wrażenie, że zacięła ci się p
          > łyta...

          Otóż tam, że ja wyraźnie wskazałem, że całkowicie rozumiem, iż pracodawcy nie chcą zatrudniać ludzi z samymi doktoratami na wyższe stanowiska a Ty się napinasz, jakbym napisał coś zupełnie innego.


          > Takie, które są przydatne na rynku pracy.

          Konkretnie. Obsługa ksero czy korporacyjna nowomowa?


          > Bo ich znam.

          A jeśli jest jakiś, który nie ma większych, to też go na starcie skreślamy, na wszelki wypadek?



          >
          > Tak. Wróć do wątku o roszczeniach i oczekiwaniach (czytanie ze zrozumieniem się
          > kłania).

          Czy ja gdzieś pisałem, że człowiek z dr powinien mieć większe roszczenia i oczekiwania?


          > Ale po to robi doktorat, żeby nim nie być.

          Niekoniecznie oznacza to skok na stanowisko dyrektora banku.


          >
          > Mało znasz realia akademickie, bo tam kwitnie nepotyzm, kolesiostwo i układy. I
          > sprawdź sobie kryteria przyjęć, zanim palniesz podobną bzdurę następnym razem,
          > bo wymaganą średnią (ok. 4.0) to ma 2/3 studentów, albo - w zależności od kier
          > unku - jeszcze więcej.

          Kiedy ja jeszcze studiowałem, to na doktorat trzeba było mieć 4,75. Na roku taką średnią miało chyba z 5 osób (na przeszło 150 kończących). Dwie zostały na doktoracie. Jedna z nich pracuje w Polsce, druga w Niemczech.
    • wielki_czarownik Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 00:56
      Gość portalu: zet napisał(a):

      > wielki_czarownik napisał:
      >

      > Różnica jest tylko taka, że ktoś po magisterium ma mniejsze roszczenia finansow
      > e,

      Jakieś dane statystyczne podasz?

      a ponadto jest bardziej chętny do nauczenia się czegoś nowego (młodszy i bar
      > dziej elastyczny) niż doktor.

      A mi się wydaje, że jest na odwrót. Skoro ma dr, to znaczy, że umie i lubi się uczyć.


      > Mylisz się. Wszystko to są powtarzalne czynności, których można się nauczyć dob
      > rze robić przez kilka tygodni, a nie przez 4 lata. Może i doktorant zasuwa, ale
      > nauczy się przez te 4 lata nieporównywalnie mało w stosunku do ilości poświęco
      > nego czasu.

      A czego się tak nauczysz przez ten czas w korporacji? Ano tego samego, bo tak samo będziesz wykonywał powtarzalne prace.


      > A to ciekawe. Ktoś, kto robi doktorat, przeważnie nabywa wiedzę i umiejętności
      > praktycznie zupełnie nieprzydatne na rynku pracy. Taka jest prawda.

      Skąd wiesz? Sprawdzałeś?

      >
      > Ale oczywiście pracodawcy jak jeden mąż się mylą i w warunkach kapitalizmu zaws
      > ze wybierają rozwiązania, które są dla nich niekorzystne ;)

      No jakoś pracodawcy w takich Niemczech myślą inaczej niż w takiej Polsce. No i teraz porównaj gospodarkę niemiecką i polską. Jest "pewna" różnica, prawda?
      Pojawia się pytanie - czy nam wystarczy skręcanie chińskich rowerów, czy chcemy (tak jak Niemcy) produkować świetne samochody?
      • Gość: zet Re: No i po co trollujesz? IP: *.opera-mini.net 15.01.13, 03:44
        wielki_czarownik napisał:

        > Jakieś dane statystyczne podasz?

        Tu nie trzeba danych statystycznych, trzeba tylko orientować się trochę w rynku pracy. Ty jak widać masz mizerne pojęcie o nim, skoro nie wiesz podstawowych rzeczy.

        > A mi się wydaje, że jest na odwrót. Skoro ma dr, to znaczy, że umie i lubi się
        > uczyć.

        Mylisz się. Większość z dr myśli, że pojadła wszystkie rozumy i nie będzie im jakiś prostak mówił, czego mają się uczyć. Taka mentalność, niestety.

        > A czego się tak nauczysz przez ten czas w korporacji? Ano tego samego, bo tak s
        > amo będziesz wykonywał powtarzalne prace.

        Mylisz się. W korporacjach uczysz się rzeczy przydanych na rynku pracy (korporacji jest bardzo dużo), a na uczelniach przydatnych w nauce, co ma niewiele wspólnego z rynkiem pracy.

        > Skąd wiesz? Sprawdzałeś?

        Tak, sprawdzałem.

        > No jakoś pracodawcy w takich Niemczech myślą inaczej niż w takiej Polsce.

        Myślą inaczej, bo realia są inne. Doktorzy też.

        > No i
        > teraz porównaj gospodarkę niemiecką i polską. Jest "pewna" różnica, prawda?

        Nudzisz już tym wyświechtanym argumentem powtarzanym jak zdarta płyta. Porównujesz nieprzystające ze sobą rzeczy.

        > Pojawia się pytanie - czy nam wystarczy skręcanie chińskich rowerów, czy chcemy
        > (tak jak Niemcy) produkować świetne samochody?

        Może wystarczy? Żeby to zmienić, trzeba zmienić cały system - czyli wszystkie części składowe. Pracodawcy są tylko małym trybikiem tego systemu. Smutne, że tego nie widzisz.
        • wielki_czarownik Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 12:14
          Gość portalu: zet napisał(a):


          >
          > Tu nie trzeba danych statystycznych, trzeba tylko orientować się trochę w rynku
          > pracy. Ty jak widać masz mizerne pojęcie o nim, skoro nie wiesz podstawowych r
          > zeczy.
          >

          A cóż ma do rynku pracy fakt, że pracodawca może zaproponować doktorowi stawkę niższą, niż doktor chce?


          > Mylisz się. Większość z dr myśli, że pojadła wszystkie rozumy i nie będzie im j
          > akiś prostak mówił, czego mają się uczyć. Taka mentalność, niestety.
          >

          Dokładnie taką samą mentalność ma większość ludzi z mgr. Taka ludzka mentalność po prostu.


          >
          > Mylisz się. W korporacjach uczysz się rzeczy przydanych na rynku pracy (korpora
          > cji jest bardzo dużo), a na uczelniach przydatnych w nauce, co ma niewiele wspó
          > lnego z rynkiem pracy.
          >

          Konkrety proszę. Zdarzyło mi się kiedyś pracować w korporacji obecnej w bodajże 70 krajach świata i nie zauważyłem, abym nauczył się tam czegoś wyjątkowo przydatnego. Ot na wstępnym szkoleniu coś było, a potem regularność, powtarzalność i zerowy rozwój. Co prawda było to z 10 lat temu, ale nie sądzę, by realia się zmieniły.

          > Tak, sprawdzałem.
          >

          Więc konkrety proszę. Jakich przydatnych rzeczy nauczysz się na stanowisku w call center czy BOK a nie nauczysz na studiach doktoranckich? Pomijamy obsługę konkretnego systemu komputerowego czy znajomość procedur, bo te w każdej firmie są inne i zmieniając pracę musisz się ich nauczyć na nowo.


          >
          > Myślą inaczej, bo realia są inne. Doktorzy też.

          Znaczy się ten doktor, o którym ja pisałem po przekroczeniu granicy uległ magicznej transformacji?


          >
          > Nudzisz już tym wyświechtanym argumentem powtarzanym jak zdarta płyta. Porównuj
          > esz nieprzystające ze sobą rzeczy.

          A dlaczego nieprzystające? Bo tam potrafią myśleć i się rozwijają a my nadal tkwimy w ciemnej d*pie?


          >
          > Może wystarczy? Żeby to zmienić, trzeba zmienić cały system - czyli wszystkie c
          > zęści składowe. Pracodawcy są tylko małym trybikiem tego systemu. Smutne, że te
          > go nie widzisz.

          Ależ ja to widzę. Problem w tym, że system trzeba zacząć zmieniać od czegoś. Tym czymś są ludzie, bo z obecnymi systemu nie zmienisz.
      • sverir Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 09:50
        > Jakieś dane statystyczne podasz?

        Ekstrapolacja. Jeżeli mgr ma wyższe oczekiwania finansowe niż człowiek bez dyplomu, a profesor ma wyższe niż mgr, to wydaje się, że dr powinien być gdzieś w środku.

        > A mi się wydaje, że jest na odwrót. Skoro ma dr, to znaczy, że umie i lubi się uczyć.

        Biorąc pod uwagę Twoje wcześniejsze wpisy, to raczej oznacza to, że wysoko ceni sobie stabilizację pracy. A to oznacza, że równie dobrze mógł zdobyć swój tytuł wchodząc głęboko w dupę właściwym osobom.

        > A czego się tak nauczysz przez ten czas w korporacji? Ano tego samego, bo tak samo
        > będziesz wykonywał powtarzalne prace.

        W korporacji istnieje jednak przynajmniej teoretyczna szansa na awans, a przeniesienie do innego działu może oznaczać zmianę zakresu czynności.

        > No jakoś pracodawcy w takich Niemczech myślą inaczej niż w takiej Polsce.

        Szefowie korporacji myślą bardzo podobnie. Bardzo łatwo jest jednak uzasadnić odmowę zatrudnienia nie własną niekompetencją, tylko niekompetencją pracodawców.
        • wielki_czarownik Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 12:28
          sverir napisał:


          >
          > Ekstrapolacja. Jeżeli mgr ma wyższe oczekiwania finansowe niż człowiek bez dypl
          > omu, a profesor ma wyższe niż mgr, to wydaje się, że dr powinien być gdzieś w ś
          > rodku.
          >

          A nie można mu zaproponować stawki dla mgr?


          > Biorąc pod uwagę Twoje wcześniejsze wpisy, to raczej oznacza to, że wysoko ceni
          > sobie stabilizację pracy. A to oznacza, że równie dobrze mógł zdobyć swój tytu
          > ł wchodząc głęboko w dupę właściwym osobom.
          >

          Tak samo jak mógł zdobyć mgr ściągając na egzaminach.


          >
          > W korporacji istnieje jednak przynajmniej teoretyczna szansa na awans, a przeni
          > esienie do innego działu może oznaczać zmianę zakresu czynności.
          >

          Na uczelni teoretycznie też. Przecież są staże, wyjazdy, projekty etc.

          > Szefowie korporacji myślą bardzo podobnie. Bardzo łatwo jest jednak uzasadnić o
          > dmowę zatrudnienia nie własną niekompetencją, tylko niekompetencją pracodawców.

          Szefowie może i tak. Problem zaczyna się niżej. Po co zatrudniać jakiegoś mądrego? Jeszcze potem nas wykosi z roboty. Większość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że jest miernotami i rękoma i nogami broni się przed tym, by mieć za współpracownika kogoś lepszego, bo wówczas na jaw może wyjść ich niekompetencja.
          • sverir Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 15:23
            > A nie można mu zaproponować stawki dla mgr?

            Już stawki oczekiwane przez mgr bywają wygórowane:) Zwłaszcza, jeżeli mgr jest świeżo po studiach i niewiele wie o rynku pracy. Mówi się wtedy, że taki mgr zna swoją wartość i nie daje się wcisnąć w tryby korporacji:)

            > Tak samo jak mógł zdobyć mgr ściągając na egzaminach.

            Trafiłeś w sedno. Dlatego pracodawcy preferują doświadczenie poparte świadectwem pracy, a nie dyplomem uczelni:)

            > Na uczelni teoretycznie też. Przecież są staże, wyjazdy, projekty etc.

            Ale zazwyczaj będzie robił te same rzeczy lub zbliżone. Zmiana działu w korporacji może oznaczać porzucenie żmudnych rozmów z klientem, a zajęcie się równie ciekawym wklepywaniem danych do tabelek. Ale może być też organizacją sprzedaży.

            > Większość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że jest miernotami i rękoma i nogami broni się
            > przed tym, by mieć za współpracownika kogoś lepszego, bo wówczas na jaw może wyjść
            > ich niekompetencja.

            A co jeżeli taką osobą "niżej" jest inny "wykształcony"? Może słusznie podejrzewa, że papier nie świadczy o niczym?
            • wielki_czarownik Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 20:40
              No i teraz pojawia się pytanie takie. Pracodawcy preferują kandydatów z doświadczeniem. Fakt. Skąd jednak niechęć do ludzi z doktoratami na wstępne stanowiska? Człowiek po 4 latach doktoratu ma bez dwóch zdań większe doświadczenie, niż bezpośrednio po mgr. Prawda? Tym bardziej, że większość ludzi i robi doktoraty i gdzieś pracuje (z reguły bez ujawniania informacji od doktoracie pracownikowi).
              • wielki_czarownik Ostatnie słowo - pracodawcy oczywiście. 15.01.13, 20:40

              • sverir Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 21:31
                > Skąd jednak niechęć do ludzi z doktoratami na wstępne stanowiska ? Człowiek po 4 latach
                > doktoratu ma bez dwóch zdań większe doświadczenie, niż bezpośrednio po mgr. Prawda?

                Podobnież jak człowiek po 4 latach w urzędzie. A też nie ma najlepszej opinii, nie tylko wśród pracodawców:)
    • asperum Jak to, pani po studiach i nie może znaleźć pracy? 15.01.13, 02:03
      ciekawe jak jednocześnie kończąc studia, co roku!, pracę ma znaleźć 200 osób z inżynierii żywności itp po UE i podobna liczba po technologii żywności z UP... plus podobne stanowiska dla ludzi z ziip na PW <ok> Powodzenia; 600 osób jednocześnie szuka pracy. Za pół roku dojdzie kolejne kilkaset z podobnych kierunków, które lajtowymi raczej nie są...[zajęcia 5 razy w tyg, czasem od rana do nocy..a nie 3 razy w tyg po 4 godz jak na administracji...]
      Nie da rady, żeby wszyscy, szybko znaleźli robotę w zawodzie. Przy czym takie firmy jak ich wiele na Bielanach mają pracowników w wieku 30-40 lat, którzy załapali się zaraz po studiach jak był wielki boom i budowanie zakładów; nie rzucą nagle wszyscy tej roboty, żeby mogli przyjśc nowi..
    • sverir Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 18:27
      > To tylko w budżetówce jest tak, że jak masz dr to od razu masz wyższą pensję i kierow
      > nicze stanowisko,

      Już nawet w urzędach nie dają się na to nabierać. Ale dr woli sadzić farmazony, że przyjęto kogoś po znajomości, niż przyznać się do braku kwalifikacji na stanowisko.
    • wielki_czarownik Re: No i po co trollujesz? 15.01.13, 20:44
      Gość portalu: zet napisał(a):

      >
      > Bo mało który ją przyjmie.

      Ja się nie pytam, czy przyjmie. Ja się pytam, czy można zaproponowac.


      > Akurat proces oceniania na studiach magisterskich jest dużo bardziej uczciwy ni
      > ż na doktoranckich.

      HAHAHA. Wybaczysz?

      > Więc na uczelni może będzie dobrym pracownikiem. Ale niekoniecznie poza nią.

      Ale niekoniecznie też nie.


      >
      > Nie mądrego, tylko przemądrzałego. Niestety. W Polsce za tytułami naukowymi rza
      > dko idą kwalifikacje.

      Trochę to dziwne. Człowiek robi mgr i jest dobrym materiałem na pracownika. Potem ten sam człowiek robi dr i nagle staje się bezwartościowym przemądrzalcem. Coś tu nie gra.


      > Masz spiskowe teorie dziejów. Większość właścicieli zdaje sobie sprawę, że zatr
      > udnianie mądrych zwyczajnie się opłaca. Czysta ekonomia. W tobie jeszcze pokutu
      > je przekonanie, że jak ktoś ma dr to musi być mądry, a niestety realia już dawn
      > o przekreśliły ten schemat. Realia, czyli m.in. ocena przez rynek pracy. To tyl
      > ko w budżetówce jest tak, że jak masz dr to od razu masz wyższą pensję i kierow
      > nicze stanowisko, u prywatnych pracodawców możesz sobie tym dyplomem co najwyże
      > j podeprzeć tyłek, bo tam decydują umiejętności, a nie tytuły.

      Sytuacja z życia wzięta. Człowiek z doktoratem wysyła do firmy CV - zero odzewu. Po jakimś czasie wysyła znowu, ale zamiast doktoratu wpisuje 4 lata pracy na kasie w Tesco w UK. Po dwóch dniach zaproszenie na rozmowę. Hmm... To samo stanowisko.
    • wielki_czarownik Re: Doprawdy? 15.01.13, 20:53
      Gość portalu: zet napisał(a):


      >
      > To akurat był wyjątek, bo reguła jest niestety zupełnie inna.

      Reguła jest niestety taka, że w Polsce generał zarabia mniej, niż niemiecki kapral.


      > No to strasznie dużo znasz tych doktorantów. Ja znam kilkudziesięciu i zdecydow
      > ana większość z nich albo nie ma żadnego grantu, albo jest wyrobnikiem grantu p
      > romotora.

      Pracujesz w fabryce doktorantów?


      > W mniejszym lub większym stopniu tak. Równie dobrze można powiedzieć o doktorac
      > h, że się nie nauczyli, mimo że się uczyli.

      Równie dobrze.


      > Ale nie doktorantom. Co doktorant może wiedzieć o finansach instytutu czy uczel
      > ni. Nawet nie powinien wiedzieć - doktorant do student, a nie pracownik.

      Powinien, nie powinien. W pewnym znanym mi instytucie za finanse odpowiada "sekretarka" czyli pani doktor od lat czekająca na etat naukowy. Rola pana profesora ogranicza się do wstawiania swojego nazwiska gdzie się tylko da.


      >
      > Nie mieszaj pisania książek do dbania o finanse uczelni.

      Pokazuję zasadę. Od czarnej roboty na uczelniach są ci najniżej. Im więcej przed nazwiskiem, tym mniej się przepracowuje.


      > Bo nie zrozumiałeś, i tyle. Cieszę się natomiast, że zaczynasz rozumieć, dlacze
      > go doktorat nie jest przepustką do pracy na wolnym rynku.
      >

      Ja nie chcę, żeby był przepustką. Chodzi o to, że jeżeli doktorat będziemy z góry traktować, jako przeszkodę to nigdzie nie zajedziemy. Człowiekowi z doktoratem należy się szansa. Nie sprawdzi się, to papa.


      > Strasznie mało wiesz, co jest przydatne na rynku pracy.

      Więc oświeć mnie.

      >>
      > Co masz konkretnie na myśli?
      >

      Sytuacja z pewnego urzędu. Kierownik do kandydata na stanowisko. Owszem zdał pan test bardzo dobrze, ale ja pana nie zatrudnię, bo nie chcę tu doktora.
      Zatrudniona dziewczyna po zaocznym licencjacie. Studentka tego doktora.


      > Ale przeważnie ma. "Nie po to tyle studiowałem..." itd.

      To trzeba mu uzmysłowić, że nie powinien mieć a nie profilaktycznie nie dawać szansy na usłyszenie, ile on oczekuje.


      > Czy ktoś tu pisze o skoku na stanowisko dyrektora banku? Jak doktor chce pracę,
      > to niech idzie na staż za 700 zł/mies. - tak jak co najmniej połowa magistrów.
      > Ilu znasz takich doktorów?

      Zero, bo doktorzy nie mają prawa korzystania ze staży. Takie przepisy.


      > To się zorientuj w dzisiejszych realiach (nie jest to trudne - wystarczy wejść
      > na pierwszą lepszą stronę instytutu), bo cały czas piszesz o czymś, co mało prz
      > ystaje do współczesnej rzeczywistości.

      Tak dawno temu to nie było. Zaledwie kilka lat.
      • sverir Re: Doprawdy? 15.01.13, 21:46
        > Ja nie chcę, żeby był przepustką. Chodzi o to, że jeżeli doktorat będziemy z góry traktować,
        > jako przeszkodę to nigdzie nie zajedziemy. Człowiekowi z doktoratem należy się szansa. Nie
        > sprawdzi się, to papa.

        A człowiekowi z licencjatem już szansa się nie należy?:)

        > Sytuacja z pewnego urzędu. Kierownik do kandydata na stanowisko. Owszem zdał pan test
        > bardzo dobrze, ale ja pana nie zatrudnię, bo nie chcę tu doktora. Zatrudniona dziewczyna po
        > zaocznym licencjacie. Studentka tego doktora.

        Patologia, a doktor dupa. Dobrze, że roboty nie dostał - po co mnożyć byty ponad miarę?

        Sytuacja z innego urzędu. Na stażu w wydziale pani doktor, papier kierunkowy.

        Proste pismo do napisania? Pół dnia, pismo z błędami (w tym pierdoły w rodzaju adresat).
        Problem teoretyczny do rozwiązania? Głowa pełna frazesów.
        Problem praktyczny? Za dużo teorii.
        Kserowanie dokumentów, zastąpienie dziewczyny w sekretariacie? Poniżej godności.
        Zaniesienie papierów do innego wydziału lub innej instytucji? Podobnież.
        8 godzin pracy? Nie, bo się nudzi.

        Instytucja publiczna (podobna do urzędu, ale jednak...)
        Wniosek, podstawowy, najprostszy, sprawdzimy przydatność.
        Ależ panie, ja mam dyplom!

        To może uporządkowanie akt?
        Skądże, nigdy tego nie robiliśmy

        Proszę, papiery do analizy, czekam na wnioski.
        Bla, bla, bla (młodzieńcze ideały oderwane od rzeczywistości).

    • Gość: pracownik Ja tylko w kwestii formalnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.13, 23:11
      Na staż doktoranci się nie łapią z powodu wieku. Staż można mieć do 25 czy 6 roku życia a doktoraty się broni w okolicach 29-30.
      • sverir Re: Ja tylko w kwestii formalnej 16.01.13, 08:01
        U znajomego z IP na stażu była pani Kasia, wiek 50+:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja