Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI...

01.02.13, 08:14
Umarłem ze śmiechu. Dobrze zrozumiałem? Dziewczyna chciałaby studia medyczne zrobić na odległość, bez chodzenia na zajęcia? I jeszcze ma żal, że jej nikt nie ułatwiał zadania. To dobre hehe.
    • Gość: w Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: 217.237.185.* 01.02.13, 08:39
      dobre, chcialaby zaliczac egzaminy na maila i uczyc sie w domu.

      cale szczescie ze jakies uczelnie jeszcze trzymaja poziom i wymagaja, a ta paniusia niech sobie robi studia na jakiejs filologii czy innym marketingu i dolaczy do kolezanek na taśmie ew. przy garkach w mcdonaldzie.
      • tbernard Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 15:09
        > dobre, chcialaby zaliczac egzaminy na maila i uczyc sie w domu.

        Zanim zaczniesz obrażać, to naucz się czytać ze zrozumieniem.
        Napisane było, że chciała się uczyć w domu i na odległość kontaktować się z nauczycielami oraz ustalić formę zaliczeń i egzaminów. Czyli zapewne umówić się odnośnie obowiązującego materiału oraz kiedy ma przyjechać i napisać te wymagane klasówki. Nikt normalny nie oczekuje, że przez internet będzie przeegzaminowany i niczego takiego w tekście nie zauważyłem.
        • Gość: treaak studia dzienne czy eksternistyczne?! IP: *.finemedia.pl 02.02.13, 14:33
          A znasz definicje pojecia "studia dzienne"?
          • tbernard Re: studia dzienne czy eksternistyczne?! 02.02.13, 16:35
            Po co zadajesz jakieś dziwaczne pytania? Przecież opisane było, że od strony formalnej nie było przeszkód aby studiować w takim trybie. Przeszkodą była tylko niewyjaśniona niechęć do utrzymywania kontaktu przez niektórych wykładowców oraz fikcyjna funkcja opiekuna roku.
            • puenta7 Re: studia dzienne czy eksternistyczne?! 03.02.13, 01:06
              Takie studia są dzienne, tylko można wnosić o tryb eksternistyczny, tylko później w papierach ma się napisane, że jest się po studiach dziennych. Bo studia dzienne, gdzie studentowi przyznają komuś tryb eksternistyczny to coś innego jak studia eksternistyczne. Bo jak ktoś jest na studiach dziennych i bierze tryb eksternistyczny, to później dostanie dyplom studiów dziennych, jak ktoś jest na studiach wieczorowych i weźmie tryb eksternistyczny, to w suplemencie do dyplomu będzie miał zaznaczone, że studiował wieczorowo itp., bo dana osoba nie rozpoczęła studiów eksternistycznych tylko dzienne/wieczorowe/zaoczne, a tryb eksternistyczny jest ułatwieniem dla studenta. Niektórzy z Was mylą studia eksternistyczne z sytuacją gdzie ktoś jest na dziennych studiach i bierze tryb eksternistyczny, a to są 2 różne rzeczy. osoba ze studiów dziennych z trybem eksternistycznym dalej jest studentem dziennym.
              • tbernard Re: studia dzienne czy eksternistyczne?! 03.02.13, 18:44
                No i co w związku z tym? Można krócej a za to z większym sensem?
          • Gość: ftff Re: studia dzienne czy eksternistyczne?! IP: *.man.tk-internet.pl 02.02.13, 18:27
            Gość portalu: treaak napisał(a):

            > A znasz definicje pojecia "studia dzienne"?

            A znasz definicję pojęcia "Indywidualny Tok Nauczania"?
    • Gość: gość Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.internetia.net.pl 01.02.13, 08:41
      Człowieku, czytaj ze zrozumieniem! Ona nie studiowała medycyny tylko zdrowie publiczne (na Uniwersytecie Medycznym), to tak jakby ekonomię czy zarządzanie studiowała.
      Otworzyli pewnie ten kierunek żeby podreperować budżet uczelni i odwalają manianę. Taka prawda i nie dziwię się, że się dziewczyna wkurzyła. Bo większość wykładowców tak naprawdę pewnie dorabia sobie do pensji na tym kierunku i nie specjalnie się przejmuje jakością swojej pracy.
      Jedyne co mogę zrozumieć to to, że nie wszystkie przedmioty da się załatwić na odległość, bo wykładowca może wymagać zaliczania jakiś ćwiczeń, itp. No ale to trzeba ustalać zanim się przejdzie na indywidualny tok nauczania i to z każdym po kolei. Jak widać opiekun roku to tylko fikcyjne stanowisko i w zasadzie osoba taka nie ma czasu na pomaganie studentom.
      Taka jest prawda i polskich uczelniach i albo trzeba się dostosować do panującego systemu albo po prostu nie studiować :-(
      • machov Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 08:43
        Przynajmniej jeden czyta ze zrozumieniem. Swoją drogą niezły test obrazujący poziom kształcenia w PL.
      • decabristka Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 14:22
        Gość portalu: gość napisał(a):

        1) ciekawe jak ten wykładowca sobie niby dorabia skoro wg wprowadzonych niedawno przepisów musi się prosić na audiencji u rektora o drugi etat.

        2) ciekawe jak taki wykładowca mógłby nie chcieć dorabia skoro moj ojciec (60l) jest profesorem na uczelni i zarabia 4500 brutto po 38 latach pracy, habilitacji, artykułach, wystąpieniach itp. Moi znajomi zaraz po studiach zarabiają więcej w korpo.

        > Bo większość wykł> adowców tak naprawdę pewnie dorabia sobie do pensji na tym kierunku i nie specj> alnie się przejmuje jakością swojej pracy.
        >
        • Gość: gość Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.internetia.net.pl 01.02.13, 20:39
          tak, tak, zawsze się tak tłumaczą że zarabiają 4 tysiaki. Sorry, ale jak w każdym zawodzie są ludzie mniej lub bardziej obrotni (widocznie twój ojciec do nich nie należy)... I właśnie Ci bardziej obrotni wykładają w 5 miejscach na raz i kasują forsę nie zważając już na jakość swojej pracy.
          Ale to samo można by napisać o prawnikach, lekarzach jak i mechanikach samochodowych. Po prostu takie jest podejście społeczne i nic tego nie zmieni.
          A student jak się naogląda przez 5 lat takich "cwaniaczków" to ma gotowy wzorzec do naśladowania jak się w życiu ustawić.
          Ja nie piszę, że Twój ojciec tak robi. Ale sama go zapytaj ilu jego kolegów już tak, szczególnie tych pokolenie młodszych.
    • machov Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 08:41
      Źle zrozumiałeś (zakładam, że byłeś(jesteś) w tej grupie studentów, która się cieszy z odwołanych zajęć :) )
      Przeglądnij kierunki na AM. Kierunek, na którym studiowała Pani ma niewiele wspólnego z, rozumianymi przez Ciebie, studiami medycznymi, to primo.
      A secundo: To co opisała ta Pani dzieje się na wielu polskich uczelniach i właśnie to olewanie a nie rzekomy brak kasy sprawia, że jesteśmy w naukowym ogonie europy.
      • Gość: Słuchaczka Prawda Polskie szkoły są beznadziejne IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.02.13, 13:56
        Uczęszczaliśmy na kierunek typowo medyczny, każdy z nas po takim kierunku decyduje o losie innego człowieka o jego życiu. Też zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę, pan profesor wykładał w taki sposób że osoby które miały styczność z medycyną, nie za bardzo wiedziały o czym on mówi a co dopiero osoby tzw. laicy. Wiele razy słyszeliśmy, że za taką kasę nie chce mu się z nami nic robić.

        Absurdalnym też było przyjechanie na zajęcia i oczekiwaniu na profesorską kadrę ( czasami w ogóle ich nie było ) a czas i kasa na dojazdy odlatywała z naszych portfeli.

        Na kierunku typowo medycznym mieliśmy więcej wychowania fizycznego niż zajęć typowo medycznych i wynikało to z programu nauczania.

        Niepotrzebna nauka i zakres materiału to jest norma. Wiele rzeczy których się uczymy kompletnie nam się nie przydają, a robią mętlik w głowie, natomiast jest za mało konkretów tych które nam się przydają do pracy.

        Nie inaczej jest na praktykach, praktykanci są wykorzystywani w ośrodkach medycznych, mało który personel medyczny coś tam pokaże. Czasami jest tak że personel danej placówki medycznej, traktuje praktykantów jak swoich wrogów. Każdy wie że wiedza i nauka na zajęciach w szkole różni się od pracy w ośrodku medycznym. Tak to jest w Polsce i z naszymi rodakami.
    • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 08:45
      Źle zrozumiałeś. Ten list przedstawia mentalność wykładowców - identyczną jak sklepowej w mięsnym w prl.
    • xvart człowiek człowiekowi panią z dziekanatu 01.02.13, 09:06
      lata mijają a NIC się nie zmienia. Bo jakże by mogło się zmienić? Jeszcze studenci gotowi pomyśleć, że uczelnia jest dla nich!
    • Gość: kil Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.tktelekom.pl 01.02.13, 09:21
      w wieku studenckim już czas, by poznać trochę jak życie wygląda naprawdę. widać dla tej pani, to pierwsza lekcja. współczuję, to zawsze boli, ale hartuje na przyszłość.
      poziomu studiów nie omawiam, bo co tu omawiać. ale przy takim "samozaparciu" to może i dobrze, że Pani z tych studiów zrezygnowała. szkoda czasu i atłasu ...
      • Gość: achach Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.02.13, 10:18
        Nic nie rozumiesz, tu chodzi o szacunek dla studenta, dla człowieka, o kulturę i praworządność. A jest tylko chamstwo i burdel. Moje pierwsze dziecko studiowało w Polsce, drugie już nie chciało. Właśnie z powodu tego lekceważenia studenta. Owszem, za granicą kiedyś jej profesor nie odmeilował przez 3 dni i była wściekła. Tak się jej w głowie przewróciło. Nie do zrozumienia u nas.
        • Gość: janisko Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.man.tk-internet.pl 01.02.13, 19:13
          Praworządność? Zgodnie z regulaminem studiów student ma obowiązek uczęszczać na zajęcia. Indywidualny tok nauczania musi mieć sensowny powód
    • leszko Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 09:35
      Kiedyś na uczelniach pracowali i tworzyli uczeni. Później pracowali pracownicy naukowi. Jeszcze później zatrudniano wyłącznie własnych absolwentów. A teraz pozostali wyrobnicy naukowi....
    • ncc74656 W polandzie tak jest... 01.02.13, 09:57
      że studia się kończy tylko po to żeby coś skończyć i być w lepszej pozycji aplikując do normalnej uczelni na zachodzie.
    • zalep Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 10:01
      To dobrze że umarłeś. Z taką orientacją i zrozumieniem a raczej brakiem zrozumienia można było wpaść pod tramwaj i motorniczy by miał problem. I ten śmieszek Leperowy...

      > Umarłem ze śmiechu. Dobrze zrozumiałem? Dziewczyna chciałaby studia medyczne zr
      > obić na odległość, bez chodzenia na zajęcia? I jeszcze ma żal, że jej nikt nie
      > ułatwiał zadania. To dobre hehe.
    • j_hani Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 10:25
      Całkowicie koleżankę studiującą rozumiem. Ja wymiękłam po semestrze położnictwa- na które poszłam całkowicie przekonana, że chcę to robić i widzę w tym swoją przyszłość. Zero przypadku, pełne przekonanie, jedne studia z dyplomem mgr w kieszeni (pokrewne- fizjoterapia).

      Rezultat:
      - brak możliwości przepisania ocen z większości przedmiotów (mimo, że np. na fizjoterapii miałam semestr filozofii i osobno semestr etyki, obydwa zakończone egzaminem, obydwa na 5, nie było możliwości przepisania oceny za pół semestru połączenia jednego z drugim i to bez egzaminu o ile pamiętam. Nie i już.). Zależało mi na tym przede wszystkim z tego powodu, że równolegle pracowałam i miałam nadzieję, że jakiś czas uda mi się jedno z drugim łączyć. Szczególnie, że przepisać chciałam oceny z przedmiotów "niekluczowych". Na anatomię oczywiście chodziłam.
      - zajęcia z anatomii polegające w ogromnej większości na DYKTOWANIU koleżankom treści starego skryptu pana doktora i ręcznym jego przepisywaniu. Wszystko to, proszę Państwa, w 21 wieku, w erze ksero. Te godziny dyktowania- przepisywania spokojnie można było poświęcić na "praktykę". Tylko ta ostatnia wymagałaby obecności pana doktora, a wersja z dyktowaniem- przepisywaniem była świetną okazją na przerwę. Cud- malina.
      - pierwszy wykład z podstaw opieki położniczej. Pani prowadząca: "Mogę się założyć, że 25% z was jest nosicielami wirusa HIV". O rany... oczy jak spodki.
      - zajęcia praktyczne. Wiele, wiele godzin ścielenia łóżka. W jedną, w dwie, w dwie ze zmianą pościeli... Oczywiście wszystko od razu skomentowane, że na oddziale nikt się tym i tak nie przejmuje, ale NIC TO!! Lekką ręką 12 godzin na to poszło. Dramat. Do tego- straszny foch pani prowadzącej na moją prośbę, czy mogłybyśmy ćwiczyć wszystko w rękawiczkach jednorazowych (bo jednak odczucie jest inne, a poza tym, kiedy mamy sobie wyrabiać nawyki jak nie na uczelni, w czasie zajęć praktycznych??). Plus durne komentarze prowadzącej typu "Pani Hania chyba nie ma sobie kiedy pozakładać rękawiczek, więc musi tutaj...". Ręce mi opadły. Do kolan.
      - Absolutnie przerażona byłam też faktem, że moje koleżanki z grupy absolutnie nie miały cienia krytycyzmu względem tego, co mamy przekazywane na zajęciach, nawet jeśli chodziło o oczywiste bzdury (mylenie na kartkówce aseptyki z antyseptyką itp.).

      Po kilku miesiącach zajęć byłam tym wszystkim sfrustrowana do tego stopnia, że rzuciłam tematem o glebę. Trudno. Nie mam w sobie na tyle samozaparcia, żeby tłuc głową w beton- najpierw 3 lata na uczelni, a potem 30 lat w pracy...
      • j_hani Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 10:30
        Ah, uczelnia oczywiście ta sama. Wrocławska AM, wydział zdrowia publicznego..
      • Gość: Rene Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.e-wro.net.pl 01.02.13, 10:31
        I dlatego tak trudno u nas o dobrego specjalistę - czyli człowieka, który po prostu zna się na swojej robocie, rzemieślnika. Położną, lekarza, fryzjerkę, mechanika... i będzie gorzej
        • j_hani Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 10:43
          Oczywiście że trudno. Co odczułam przede wszystkim na tej uczelni, to absolutna konieczność "równania w dół". Żeby absolutnie nie chcieć wiedzieć więcej, nie interesować się, nie wybijać poza poziom. Żeby nie szukać badań na temat wpływu tego czy tamtego, tylko wspierać, prezentować i promować jedynie słuszną linię partii. Ostatecznie, gdyby na oddziale zaczęły się pojawiać osoby które robią coś "lepiej", więcej wiedzą, chcą tą swoją wiedzę poszerzać, to skostniałe towarzystwo też byłoby do tego zmuszone. A to niewygodne i w sumie nikomu do niczego niepotrzebne...
          • radeberger Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 11:56
            j_hani napisała:

            > Oczywiście że trudno. Co odczułam przede wszystkim na tej uczelni, to absolutna
            > konieczność "równania w dół". Żeby absolutnie nie chcieć wiedzieć więcej, nie
            > interesować się, nie wybijać poza poziom. Żeby nie szukać badań na temat wpływu
            > tego czy tamtego, tylko wspierać, prezentować i promować jedynie słuszną linię
            > partii. Ostatecznie, gdyby na oddziale zaczęły się pojawiać osoby które robią
            > coś "lepiej", więcej wiedzą, chcą tą swoją wiedzę poszerzać, to skostniałe towa
            > rzystwo też byłoby do tego zmuszone. A to niewygodne i w sumie nikomu do niczeg
            > o niepotrzebne...

            Widze, ze kolejny syndrom niedocenionego geniusza (ktory tylko przypadkiem niczego nie odkryl).
            • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:03
              Myślę, że masz rację, ale też i jej nie masz.
              W niektórych miejscach powstały tak skostniałe kółka wzajemnej adoracji, że nawet wybicie się na samodzielność wymaga wcześniejszego użycia dynamitu. Problem w tym, że Polsce dominuje patrzenie z góry i równanie w dół, dla zachowania świętego spokoju.

              "Naukowcy zamknęli w pomieszczeniu pięć małp. Pod sufitem podwieszono banany oraz ustawiono drabinę tak, aby po wejściu na nią, małpa mogła zerwać banany. Zamontowano również system spryskiwaczy z zimną wodą, który uaktywniał się, gdy małpa wchodziła na drabinę.
              Zgodnie z przewidywaniami po jakimś czasie małpy nauczyły się, że nie opłaca się wchodzić na drabinę. W tym momencie naukowcy przeszli do drugiej części eksperymentu.
              Wyłączono spryskiwacze oraz wymieniono jedną małpę na "nową". Nowa małpa weszła na drabinę, i w tym momencie dostała wpie...od pozostałych małp. Naukowcy wymienili kolejną małpę na "nową". Ona dostała wpie...jak tylko zaczęła wchodzić po drabinie. A najmocniej biła małpa numer sześć, ta która jako pierwsza dostała wpie...
              Naukowcy kontynuowali wymianę, aż w pomieszczeniu zostały tylko małpy, które nie wiedziały o polewaniu zimną wodą (jako karze za wejście na drabinę). Mimo to każda nowa małpa, która tylko zbliżyła się do drabiny, dostawała wpie...od pozostałych, chociaż żadna z małp nie wiedziała dlaczego."
              • radeberger Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:12
                droch napisał:

                > Myślę, że masz rację, ale też i jej nie masz.

                Po czesci masz racje ;)

                Wiem, ze studiowanie na AM Wroclaw nie jest bajka o milym i przyjemnym zyciu studenckim, bowiem te uczelnie ukonczylem.

                Ale dasanie sie, ze prowadzacy nie odpisuja na maile? Co to za student, ktorego nie ma? Na zasadzie "to ja przyjde na zaliczenie" to ja moge zrobic dowolne studia (nawet w wiekszej ilosci..). Pytanie, jak takiej osobie zaliczyc cwiczenia.. (i nie mowie tu o WF).
                • Gość: dr Co to za student, którego nie ma? IP: *.dynamic.chello.pl 02.02.13, 09:13
                  Ano normalny, żyjemy w XXI w. i na pewnych kierunkach, na których nie ma ćwiczeń praktycznych wymagających użycia rąk, na których się jedynie "głowologii" uczy, można robić studia zdalnie.
                  Wręcz to się robi na świecie i na naszym podwórku - ja tak studiowałam na UWr lat temu prawie 20, tak prowadzi w razie potrzeby zajęcia mój mąż w dwóch róznych szkołach wyższych, tak się robi na uczelniach, które kształcą w mojej dziedzinie (co pewien czas sprawdzam ich programy nauczania i oferowane udogodnienia typu e-learning, żeby być na bieżąco). Tylko trzeba chcieć, trzeba się wykazać dobra wolą, ustalić ze studentem zakres materiału i wymagać od nego dokładnie tego, co od studentów chodzących na często zresztą formalnie nieobowiązkowe zajęcia. To nawet nie wymaga specjalnego wyciłku, bo te lektury i zakres materiału i tak powinny być spisane i podane studentowi przed nos na początku semestru, żeby wiedział, czego się od niego oczekuje.

                  Po co więc bronisz skostniałych obyczajów uczelnianych? Moim zdaniem oczekiwania studentki całkiem racjonalne, tylko prowadzący nie sprostali sytuacji.
                  • radeberger Re: Co to za student, którego nie ma? 02.02.13, 15:10
                    Gość portalu: dr napisał(a):

                    > Ano normalny, żyjemy w XXI w. i na pewnych kierunkach, na których nie ma ćwicze
                    > ń praktycznych wymagających użycia rąk, na których się jedynie "głowologii" ucz
                    > y, można robić studia zdalnie.

                    Zdalne studia, zdalne egzaminy, a w drugim okienku przeglądarki podczas egzaminu - Google. O tempora, o mores.. A potem biadolenie nad upadającym poziomem studiów i studentów.

                    > Wręcz to się robi na świecie i na naszym podwórku - ja tak studiowałam na UWr l
                    > at temu prawie 20, tak prowadzi w razie potrzeby zajęcia mój mąż w dwóch róznyc
                    > h szkołach wyższych, tak się robi na uczelniach, które kształcą w mojej dziedzi
                    > nie (co pewien czas sprawdzam ich programy nauczania i oferowane udogodnienia t
                    > ypu e-learning, żeby być na bieżąco).

                    Z ciekawości - co studiowałaś, że wystarczyło się w semetrze jedynie pojawić na zaliczenie. Może bym sobie doklepał parę dyplomów do już posiadanego.

                    > Tylko trzeba chcieć, trzeba się wykazać d
                    > obra wolą, ustalić ze studentem zakres materiału i wymagać od nego dokładnie te
                    > go, co od studentów chodzących na często zresztą formalnie nieobowiązkowe zajęc
                    > ia.

                    Nie wiem co studiowałaś, ale ja miałem nieobowiązkowe jedynie wykłady. Zaś co do ustalania zakresu materiału... zapytaliśmy kiedyś prowadzącego na zajęciach, dlaczego część pytań z zaliczenia była w ogóle spoza zakresu. Wiesz co usłyszałem w odpowiedzi?
                    "Nie jesteśmy w wyższej szkole zawodowej, by się odpytywać z rozdziałów. To są studia, a to wymaga nauki".

                    > To nawet nie wymaga specjalnego wyciłku, bo te lektury i zakres materiału i
                    > tak powinny być spisane i podane studentowi przed nos na początku semestru, że
                    > by wiedział, czego się od niego oczekuje.

                    Pewnie dlatego dostawaliśmy listę 15 pozycji i do roboty. Na zajęciach się dopiero dopytywaliśmy co kupić z tej listy, by miało to sens. Nie załatwialiśmy tego mailem :P

                    > Po co więc bronisz skostniałych obyczajów uczelnianych? Moim zdaniem oczekiwani
                    > a studentki całkiem racjonalne, tylko prowadzący nie sprostali sytuacji.

                    Bronię poziomu nauczania. Że uczelnia nie jest przyjazna studentom wiem z praktyki.
                    • Gość: dr radebergerze drogi IP: *.dynamic.chello.pl 02.02.13, 16:07
                      > Zdalne studia, zdalne egzaminy, a w drugim okienku przeglądarki podczas egzamin
                      > u - Google. O tempora, o mores.. A potem biadolenie nad upadającym poziomem stu
                      > diów i studentów.
                      Eee, demagogię uprawiasz :-) Nikt nie mówi o zdalnych egzaminach. Tryb indywidualny zakłada, że na egzaminy czy nawet kolokwia się człowiek stawia. Przecież to normalna sprawa, lat temu 18 zaliczyłam tak ponad 20 przedmiotów i nikt wielkich oczu nie robił.

                      > Z ciekawości - co studiowałaś, że wystarczyło się w semetrze jedynie pojawić na
                      > zaliczenie. Może bym sobie doklepał parę dyplomów do już posiadanego.
                      Z takim nastawieniem marne szanse. Niedzisiejszy jesteś, Kolego (mam nadzieję, ze mi wybaczysz tę konstatację :-). Odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz studenta jak dziecko w szkole. A to jest dorosły człowiek. Nieważne, czy przyswoi wiedzę na wykładzie, spijając ją z ust wykładowcy, czy przeczyta kilkanaście książek i artykułow na dany temat - ważne, jak zaliczy kolokwia, zda egzamin, napisze pracę, bo to jest jedyny sposób weryfikacji jego wiedzy.
                      A studia kończyłam pedagogiczne + filologiczne. Oczywiście, pewnych rzeczy nie dało się przeskoczyć, choćby praktyk. Ale wykłady czy (przypominające formą wykłady) ćwiczenia jak najbardziej można było zaliczyc na zasadzie "to proszę przeczytać tę listę artykułów, ten podręcznik i te kilka książek i umawiamy sie za 2 miesiace na egzamin". I to nie była zabawa, kuło się po nocach, robiło notatki, wymagało to od człowieka dużej dyscypliny i samozaparcia, szczególnie ze człowiek ten jednocześnie pracował na własne utrzymanie i chronicznie padał na pysk...

                      > Nie wiem co studiowałaś, ale ja miałem nieobowiązkowe jedynie wykłady.
                      Wszystko zależy od kierunku. Nie da się zdalnie wykształcić lekarza czy fizykoterapeuty, bo on sobie musi pomacać, pokroić, łapkami popracować. To samo dotyczy niektórych zajeć na kierunkach takich jak pedagogika, psychologia, filologie obce, wszelkie kierunki, w czasie których się siedzi w laboratorium i próbuje nie wysadzić sąsiada w powietrze - bo te kierunki wymagają fizycznej obecności, kontaktu z ludźmi, sprzętem.
                      Ale da się wykształcić zdalnie np. ekonomistę, socjologa, matematyka, filozofa, speca od zarzadzania czy nowych mediów. Każdego "wykształciucha", co to pracuje tylko głową. Dietetyka w moim odczuciu też. I to się na świecie robi.
                      Ba! Robi się nawet więcej. Wielu z moich kolegów na zachodnich uczelniach nagrywa swoje wykłady i wrzuca je do sieci, żeby studenci mogli je sobie powtórzyć/oglądnąć (bo obecności się nie sprawdza, to dorośli ludzie w końcu). Nawet dla studiów stacjonarnych kilka znanych mi uczelni uruchomiło platformy e-learningowe, które dają studentom lepszy dostęp do materiałów. Sa tam wykłady, animacje, notatki, skrypty, przykładowe testy...
                      I jakos nie mogę się pozbyć wrażenia, że na poziom nauczania wpływa to raczej lepiej, niż gorzej ;-)

                      > zapytaliśmy kiedyś prowadzącego na zajęciach,
                      > dlaczego część pytań z zaliczenia była w ogóle spoza zakresu. Wiesz co usłyszał
                      > em w odpowiedzi?
                      > "Nie jesteśmy w wyższej szkole zawodowej, by się odpytywać z rozdziałów. To są
                      > studia, a to wymaga nauki".
                      Wiesz, jako praktyk uważam postawę takiego wykładowcy za fuszerkę maskowaną bezczelnym tekstem - jesli na egzaminie taki ktoś daje coś spoza podanego zakresu materiału, to oznacza tylko i wyłącznie, że źle ustalił ten zakres na początku semestru. Dodatkowo jest to zwyczajnie nieuczciwe wobec studenta, bo jak się na coś umawiamy, to taka umowa obowiązuje i jego i mnie.

                      > Pewnie dlatego dostawaliśmy listę 15 pozycji i do roboty. Na zajęciach się dopi
                      > ero dopytywaliśmy co kupić z tej listy, by miało to sens.
                      Kolejny błąd wykładowcy - wóz albo przewóz, albo uwzględnia na liście 15 pozycji i wymaga ich znajomości, albo uwzględnia 6 czy 8, a te, które "nie mają sensu", sobie daruje. Ewentualnie można podzielić lektury na poziom podstawowy i rozszerzony. Oczywiście większa bibliografia do zajęć lepiej wyglądała w papierach pana wykładowcy, ale Ty jako (potencjalna) ofiara takiego systemu nie powinieneś sankcjonować i popierać jego lenistwa i ściemniania :-)

                      > Nie załatwialiśmy teg
                      > o mailem :P
                      Bo nie było jeszce wtedy maili? Jak pisałam, żyjemy w XXI w. i mi akurat zwisa i powiewa, w jakiej formie student mnie dopyta o szczegóły, byleby nie wyjechał do mnie po imieniu i trzymał się tytułu naukowego. Bo zdarzają się też tacy, co to "ocieplają kontakty" próbując mnie tytułować "panią Marysią" :-). I to mi jakos bardziej przeszkadza, niż mailowe zapytanie o listę lektur i zakres materiału do egzaminu, bo co to za filozofia mu je wkleić do maila? A potem ustalamy daty egzaminów/kolokwiów, na których się stawić musi, i wymagam od niego tego samego, co od reszty.
                      Już to zresztą robiłam - miałam kiedyś studentkę z SM, która tak własnie studia skończyła. I naprawdę nie był to duży wysiłek dla jej wykładowców, żeby jej coś takiego umożliwić.

                      Według mnie oczekiwania studentki czy nawet forma kontaktu z wykładowcami nie są problemem, chociaż mogła być bardziej upierdliwa w dopytywaniu się. Problemem jest najcześciej to, że wykładowcy nie umieją się odnaleźć w takiej styuacji, bo to dla nich nowość, albo co gorsza że traktują studenta jak zło konieczne, bezczelnego matoła, który jeszcze się śmie czegoś domagać.
                      A czasy sie zmieniły... Student jest coraz mniej petentem, a coraz bardziej klientem. Dlatego czas, żeby wykładowca zszedł ze swojego piedestału w świątyni wiedzy i trochę się wysilił, żeby tę wiedze sprzedać ;-)
                • tbernard Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 02.02.13, 09:23
                  > udia (nawet w wiekszej ilosci..). Pytanie, jak takiej osobie zaliczyc cwiczenia

                  Jak zaliczyć? Ano wyznaczyć termin klasówki, na który zdalny student przyjedzie i razem z innymi te same zadania będzie rozwiązywać. A materiału (który na początku semestru powinien być podany, wraz z literaturą) może uczyć się z książki w domu.

                  No chyba, że zaliczenie, to jest coś co się z definicji dostaje za chodzenie a nie za wiedzę.
              • januszz4 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 18:30
                droch napisał:

                > "Naukowcy zamknęli w pomieszczeniu pięć małp......

                Wszystko poprzekręcałeś. Tam nie było pięciu małp tylko 460. Adresu tego pomieszczenia celowo nie podaję, żeby nie prowokować dalszych komentarzy.
      • Gość: Edyta Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.160.2.83.bdmedia.pl 01.02.13, 12:00
        Droga Pani, na Położnictwie uczyłaś się filozofii i etyki w Położnictwie i program zawierał inne treści. Poza tym ścielenie łóżka pacjentce chorej jest ważną sprawą. Połóż się do szpitala to sama zobaczysz. Wiedzę stopniuje się studentowi. A ty pewnie chciałaś jako położna podstawić ręce i dziecko w czasie porodu miałoby samo w nie wpaść. Co do godzin na oddziale, to w zawodzie w szpitalu trwa się przy pacjentce a nie dojeżdża, żeby podać zastrzyk. Pacjent potrzebuje opieki holistycznej, czego nie pojęła pani prawdopodobnie przez niski poziom inteligencji. Cieszę się z pani rezygnacji- o jednego debila mniej!
        • j_hani Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 13:58
          Droga Pani. Chodziłam na te zajęcia (filozofia z etyką) i ZAPEWNIAM, że >90% treści się powtórzyło. Platon niczego nowego nie zdążył wymyśleć pomiędzy moim zakończeniem fizjoterapii a rozpoczęciem położnictwa. Problemy etyczne też omawialiśmy podobne. Zakresu na obydwu uczelniach nawet nie porównuję, bo nie ma co kopać leżącego.

          W szpitalu leżałam. Po porodzie, zresztą. Łóżka ścieliły głównie salowe. I ŻADNA nie robiła tego w sposób choć trochę przypominający mecyje na zajęciach. Zresztą, jak już wspomniałam, sama prowadząca z góry zastrzegła, że "i tak nikt tego tak nie robi".

          Za diabła nie rozumiem, do czego Droga Pani pije, pisząc o godzinach pracy na oddziale i opiece holistycznej. Za to czekam na komentarz w kwestii zakładania rękawiczek na zajęciach praktycznych i bzdur gadanych na wykładach. Tak samo, ciekawa jestem zdania Drogiej Pani na temat dyktowania sobie nawzajem skryptu przez studentów, zamiast przeprowadzenia rzetelnych zajęć z anatomii.
          • nikodem_73 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 23:55
            No to skoro więcej niż 90% treści była taka sama, to trzeba było się umówić na termin zerowy z prowadzącym. W czym problem?
        • landora Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 20:38
          W ogóle programy na naszych uczelniach są przeładowane przedmiotami, które z kierunkiem studiów nie mają nic wspólnego. Filozofia na fizjoterapii? Po co?? Za to zbyt mało jest zajęć praktycznych. No ale na uczelniach pełno jest wykładowców, z którymi "coś" trzeba zrobić, więc np. nieszczęśni ogrodnicy uczą się retoryki, ekonomiki i socjologii..
        • Gość: Liv Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.dynamic.chello.pl 01.02.13, 22:00
          Do: Edyta

          Dwa ostatnie zdania Pani wypowiedzi dają sporo do myślenia.
          Odwołanie się do holizmu (jakież to naukowe) + odwołanie się do niskiej inteligencji studenta, z EPITETEM = witamy we WNoZ.

          Życzę więcej życzliwości i zrozumienia dla drugiego człowieka (także studenta) - najlepiej bez niepotrzebnych -izmów oraz wyzwisk niegodnych nauczyciela (jak przypuszczam).
          Więcej wiary w człowieka i szacunku do siebie - ze ścieleniem łóżek absolwentka raczej da sobie radę bez interwencji bądź co bądź Uniwersytetu:)




    • Gość: S Wrocław to nie jest miasto dla mięczaków! IP: *.adsl.inetia.pl 01.02.13, 10:33
      Nie dajcie się uwieść propagandzie wspaniałego, przyjaznego miasta. To brutalna Ziemia Obiecana. Tylko twardzi, przebojowi albo cwaniacy mają tu szansę na sukces, reszta zostanie zmielona.
    • moni_zaw Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 10:56
      to bardzo dobrze ze zrezygnowalas, gdbys skonczyla te studia, na takie studia trzeba chodzic , a nie zaliczac na odleglos, Az strach pomyslec co potem jest z takiego lekarza, co na odleglosc wszystko zalicza
      • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 11:18
        Twój komentarz potwierdza, że Lem miał rację, niestety.
        Wykonaj mały wysiłek intelektualny i zastanów się, czy po ukończeniu studiów na tym wydziale absolwent otrzymuje dyplom lekarza???
        • Gość: stary zgred Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.wroclaw.mm.pl 01.02.13, 11:32
          Po tym kierunku nie jest się lekarzem. Można za to zostać dyrektorem szpitala, przychodni, sanatorium i innej placówki medycznej. Czy chcielibyście być pacjentem szpitala zarządzanego przez dyrektora, który uczył się sam w domu, wysyłając wykladowcom mailem prace zaliczeniowe ściągnięte z neta? Bo ja zdecydowanie nie! Za moich czasow studiowanie pochłaniało tyle czasu, że nie było mowy o studiowaniu równolegle dwóch kierunków, czy godzeniu pracy na etacie ze studiowaniem dziennym. Teraz wszystko to jest na porządku dziennym. Jakość wykształcenia spada z tego powodu na łeb na szyję.Wartość dyplomu się dewaluuje w ten sposób.
          • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 11:58
            Rozumiem, że mniej przeszkadza Tobie, że te studia można ukończyć, pomimo tego, że 30% zajęć jest odwołanych, bo kadra miała akurat ważniejsze zadania w Lesznie czy Pernambuco?
          • arysto13 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:18
            za twoich czasów stary zgredzie, ksero i komputery był w filmach sf, a wykładowca nie dorabiał na boku jeżdżąc od Leszna po Katowice. Za twoich czasów stary zgredzie ktoś, kto studiował dziennie i miał kiepską sytuację materialną dostawał takie stypendium socjalne, za które mógł normalnie żyć, a jak był dobry to stypa naukowa pozwalała mu na dodatkowe szaleństwa! Obecnie dla wielu studentów bez pracy nie ma możliwości normalnego egzystowania, a tych najlepszych nagradza się stypendium naukowym rzędu 300-400zł miesięcznie.
            • Gość: janisko Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.man.tk-internet.pl 01.02.13, 19:19
              Stypendium socjalne akurat dzisiaj także pozwala na przeżycie... szkoda, że tym których rodzice nie mają oficjalnych dochodów (za granicą).

              Ale to NIE POWINNO ISTNIEĆ. Powinna być to zwrotna pożyczka jak kredyt studencki, w żadnym wypadku rozdawnictwo
          • Gość: Janek Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.dynamic.hispeed.ch 01.02.13, 13:23

            Racja!!!
            Jak chce się studiować na wydz dziennym, to trzeba chodzić na zajęcia i się uczyć. A nie łapać kilka srok za ogon na raz, bo to oznacza byle jak pracować, byle jak studiować, i byle jak się nauczyć.
            Tacy właśnie zaniżają poziom absolwentów.
            • arysto13 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 13:31
              Bzdury piszesz!
              Studiowałem, w pewnym momencie nawet dwa kierunki do tego zdarzało mi się dorywczo pracować, robić staże, działać w organizacjach ngo i jeździć na projekty. I ukończyłem studia w terminie, z wyróżnieniem. Potrzeba do tego tylko determinacji i chęci, a nie ciągłego narzekania. To, że na studiach jest masa baranów i leserów, którzy nigdy nie powinni na nie trafić nie zmienia faktu, że masa ambitnych i pracowitych ludzi chce coś osiągnąć, a niestety samo studiowania i nauka przez 5 lat nie wystarczą!
          • Gość: f_anka Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.02.13, 19:58
            Stary_zgredzie. Nie mierz wszystkich swoja miara. Jeżeli jesteś tak stary na jakiego wyglądasz to za Twoich czasów studiowałes przede wszystkim : EKONOMIE POLITYCZNA SOCJALIZMU, EKONOMIE POLITYCZNĄ KAPITALIZMU, FILOZOFIĘ MARKSISTOWSKĄ ( cegła 1500 str. pamietasz?). Na prawdziwe STUDIOWANIE brakowało Ci czasu, ponieważ chcąc skończyć studia musiałeś być jeszcze członkiem-działaczem SZSP ( albo dopisz co chcesz byle miało S jak socjalistyczny). Ergo : wole być pacjentem szpitala zarządzanego przez młodego absolwenta uczącego się w domu, niż starego kom... sory...zgreda, który marksa lenina i engelsa ma w małym paluszku.
            BDW : nawet za Twoich czasów co bardziej inteligentni dawali radę na dwóch kierunkach
      • Gość: ml Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.internetia.net.pl 01.02.13, 14:05
        Skoro wypowiadasz się na temat, to może najpierw go przeczytaj, w którym momencie autorka napisała coś o byciu lekarzem? Może warto sprawdzić czym jest Zdrowie Publiczne?
      • Gość: less Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.02.13, 18:39
        do moni_zaw, ten kierunek kształci kadrę administarcyjną służby zdrowia a nie lekarzy!!!!!!
    • wari Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 11:47
      Nie broniąc samego funkcjonowania uczelni, list studentki byłby bardziej przekonujący, gdyby był lepiej napisany. Zeznania powinny być konsekwentne - albo nie było czasu na jedzenie, bo zajęcia od 8 do 20, albo było dużo "okienek", bo wykładowcy nie przychodzili. Zrobienie sobie kanapek przed pójściem na zajęcia nie jest szczególnie bolesne i obciążające, przedstawianie tego jakby to były tortury i trzeba było jeść batoniki świadczy jest dużą przesadą.
      • Gość: wykładowca Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: 156.17.114.* 01.02.13, 12:15
        Dla takich studentów są kursy w towarzystwie wiedzy powszechnej. Je4śli ktoś nie rozumie na czym polega studiowanie - to nie powinientego robic. Koleżance proponuje dodatkowo sinologie. Czas njwyższy, aby budżet przestał płacić za fanaberię. Chcesz studiować 2, 3, 4 kierunek to zapłać
        • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:20
          A co zmieni, jak zapłaci za studia? Wykładowcy zaczną przychodzić na zajęcia czy odpisywać na maile? Opisane zachowanie wykładowców to stan umysłu, niestety. Student nie jest tam po to, żeby wykładowcom było dobrze, łatwo i przyjemnie...
          I wcale nie wypowiadam się, czy tryb nauki jaki zaproponowała autorka listu mógł zostać wdrożony, czy nie. Problem w tym, że została olana sikiem prostym, tak samo jak wcześniej była konsekwentnie olewana przez kadrę odwołującą zajęcia, ni z gruszki ni z pietruszki.
          • Gość: janisko Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.man.tk-internet.pl 01.02.13, 19:21
            Narzekanie na odwoływane przez wykładowców zajęcia... a ilu studentów na zajęcia chodzi? Za nich też płaci się z budżetu państwa więc powinni mieć jakieś obowiązki (też studiuję).
            • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 20:03
              A co ma piernik do wiatraka? Zresztą, regulamin studiowania na mojej uczelni mówił wprost "obecność na wykładach nie może byc kontrolowana".
        • Gość: RR Widzę (po IP) że się PWr udziela. IP: *.xdsl.centertel.pl 01.02.13, 17:37
          Radzę się nie udzielać za mocno bo się jeszcze ktoś z politechniki wkurzy na wasze "układy i układziki" i równiez popełni list do gazety (a jest o czym pisać oj jest) :)

          p.s Z taki podejściem to "wykładowcą" towaru z Tesko nie powinno się być wykładowco.
    • kk071 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:23
      Biedaczka przeżywa szok, jak widać zderzenie z rzeczywistością bywa trudne. Okrutni wykładowcy, zmusili ją do "rzucenia" studiów. Gdyby szanowna pani studentka sie wysiliła i jednak udało jej się spotkać wszystkich swoich wykładowców na uczelni i ustalić z nimi terminy OSOBIŚCIE, to pewnie nikt by problemu nie robił. Szacunek za szacunek. Wykładowca nic nie musi. A już tymbardziej odpisywać na listy studentów, którzy nawet sie nie pofatygowali na zajęcia. Z drugiej strony skoro te zajęcia prawie wogóle sie nie odbywały to jaki był problem z zaliczeniami skoro obecności raczej nie sprawdzano? Dla mnie absurd, nie studiowanie, niezależnie od poziomu tego kierunku.
      • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:33
        > Wykładowca nic nie musi. A już tymbardziej odpisywać na listy studentów, którzy nawet
        > sie nie pofatygowali na zajęcia.

        No i właśnie błąd w założeniach. Nawet odpowiedź "zapraszam panią na konsultacje na uczelni, omówimy tę kwestię" albo "nie widzę możliwości zaliczenia pani przedmiotu w zaproponowanym trybie" jest właściwsza niż brak odpowiedzi. Student pisze, znaczy ma sprawę, zależy mu.
        • kk071 Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:44
          Oczywiście, zgadzam się z tym, że wykładowcy powinni odpowiadać na wiadomości od studentów, ale to nie ameryka. W Polsce kadra na uczelniach jaka jest, wie każdy kto studiował chociaż jeden semestr - kadra jest niedostępna. Zastanawia mnie jak ten fakt umknął tej studentce. Powinna być świadoma tego, że uda jej sie nic załatwić na odległość.
          • Gość: mara Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.wro-com.net 01.02.13, 13:08
            kk071 napisał:

            > Oczywiście, zgadzam się z tym, że wykładowcy powinni odpowiadać na wiadomości o
            > d studentów, ale to nie ameryka. W Polsce kadra na uczelniach jaka jest, wie ka
            > żdy kto studiował chociaż jeden semestr - kadra jest niedostępna. Zastanawia mn
            > ie jak ten fakt umknął tej studentce. Powinna być świadoma tego, że uda jej sie
            > nic załatwić na odległość.

            i to jest właśnie to wieczne polskie równanie w dół. To, że w Polsce normą stało się załatwianie wszystkiego po łebkach, brak zaangażowania wykładowców w ich obowiązki (bo odpowiedź na pytania studenta należy do obowiązków wykładowcy - nikt tu łaski nie robi), nie znaczy że nie należy tego wytykać, jako zachowanie naganne. Mamy prawo wymagać od ludzi profesjonalizmu. Biorą za coś pieniądze, niech pracują. Niestety we Wrocławiu (choć przypuszczam, że to praktyka w PL dość powszechna) student jest traktowany jako człowiek gorszy i zło konieczne. Odwoływanie zajęć w ostatniej chwili to codzienność, nie pojawianie się w ustalonych godzinach na konsultacje, nie odpowiadanie na pytania studentów, brak zainteresowania nowymi badaniami, czytanie podręczników przez całość zajęć (każdy może sobie sam przeczytać podręcznik w domu) itp. NIGDY nie będzie lepiej, jeśli nie będziemy głośno mówić, że takie zachowania są poniżej standardu.
            • labeo Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 22:04
              Gość portalu: mara napisał(a):

              > i to jest właśnie to wieczne polskie równanie w dół. To, że w Polsce normą stał
              > o się załatwianie wszystkiego po łebkach, brak zaangażowania wykładowców w ich
              > obowiązki (bo odpowiedź na pytania studenta należy do obowiązków wykładowcy - n
              > ikt tu łaski nie robi)

              Tak, ale nie na maile, nie w każdej chwili. Przypominam, że na każdej uczelni jest coś takiego jak godziny konsultacji, kiedy każdy może przyjść zapytać się, omówić problem. Poza tym przypomnę, że są kierunki na których zapisanych jest po 300-400 studentów! Gdyby każdy, a nawet co drugi student raz w tygodniu chciał zadać pytanie ....? Jest to oczywiście fizycznie niemożliwe aby do każdego studenta podchodzić w sposób indywidualny. Taki system kształcenia nie jest wcale własnym wyborem wykładowcy, a odgórną decyzją władz uczelni, która z kolei wynika ze sposobu finansowania uczelni przez ministerstwo. Fakt, że polskie szkolnictwo jest zacofane ale nie wynika to z złej woli kadry, a z polityki i nakładów finansowych jakie są przeznaczane na naukę!
              • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 22:16
                > Gdyby każdy, a nawet co drugi student raz w tygodniu chcia
                > ł zadać pytanie ....?

                To straszne! Trzeba było zacząć uczciwie pracować, a nie tylko pobierać pensję. Dziwnym trafem, większość pracowników w normalnym biznesie nie ma problemu w odpowiedzi na 100 maili dziennie.
                A, rozumiem, problem w tym, że tzw. kadra wykłada w 8 szkołach, a zatem studentów jest 3000 tysiące. No ale podejmowanie się niewykonalnych zadań powinno być weryfikowane negatywnie przez pracodawców...

                > Przypominam, że na każdej uczelni j
                > est coś takiego jak godziny konsultacji, kiedy każdy może przyjść zapytać się,
                > omówić problem

                A co, gdyby "gdyby każdy, a nawet co drugi student, raz w tygodniu chciał zadać pytanie" w godzinach konsultacji? :D
                • labeo Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 22:43
                  droch napisał:

                  > To straszne! Trzeba było zacząć uczciwie pracować, a nie tylko pobierać pensję.
                  > Dziwnym trafem, większość pracowników w normalnym biznesie nie ma problemu w o
                  > dpowiedzi na 100 maili dziennie.
                  > A, rozumiem, problem w tym, że tzw. kadra wykłada w 8 szkołach, a zatem student
                  > ów jest 3000 tysiące. No ale podejmowanie się niewykonalnych zadań powinno być
                  > weryfikowane negatywnie przez pracodawców...

                  Uczelnia to nie telecentrum, żeby odpowiadać wg schematu na setki tych samych pytań. Oprócz dydaktyki na uczelniach przede wszystkich prowadzi się prace badawcze, ale widać nie masz o tym zielonego pojęcia. Co do weryfikacji to wiedz, że są od dobrych kilku lat i wcale nie jest tak łatwo to przejść. Poza tym skoro sprowadzasz tą pracę do tylko "pobierania pensji" do dlaczego nie podjąłeś pracy na uczelni? Nie zrobiłeś doktoratu, habilitacji, nie jeździłeś na konferencje zagraniczne, nie publikowałeś w zagranicznych czasopismach? Przecież to takie łatwe ;)
                  • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 02.02.13, 00:21
                    > Uczelnia to nie telecentrum, żeby odpowiadać wg schematu na setki tych samych p
                    > ytań. Oprócz dydaktyki na uczelniach przede wszystkich prowadzi się prace badaw
                    > cze [...]

                    Oczywiście. Kadra jest stworzona do wyższych celów, niż utrzymywanie relacji ze studentami. Wiadomo, oczekiwana nagroda Nobla wymaga ofiar :D
                    A poważnie - te badania naukowe są tak cenne, że polskich uczelni próżno szukać wśród 500 najlepszych na świecie. Pech czy spisek układu? Polscy naukowcy ani zajmują się (w znacznej większości) wartościowej nauką, ani nie *pracują* ze studentami.
                    Nie chcę powtarzać się - brak czasu wynika z całkowitego braku "kultury korporacyjnej" oraz chałturzenia na 7 uczelniach w tygodniu.

                    > Poza tym skoro
                    > sprowadzasz tą pracę do tylko "pobierania pensji" do dlaczego nie podjąłeś prac
                    > y na uczelni?

                    Cóż, a jak skrytykuje w gorzkich słowach wyczyny polskich piłkarzy, zaproponujesz mi grę w kadrze? Jak zakmiesz oczy, nie staniesz się niewidzialny... jak zatkasz uszy, źródło hałasu nie zniknie :D

                    > nie publikowałeś w zagranicznych czasopismach?

                    Akurat nieprawda...
                    • labeo Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 02.02.13, 10:18
                      droch napisał:

                      > Oczywiście. Kadra jest stworzona do wyższych celów, niż utrzymywanie relacji ze
                      > studentami. Wiadomo, oczekiwana nagroda Nobla wymaga ofiar :D

                      20-30 lat temu było to możliwe (chociaż nie było internetu) teraz nabór na studia jest kilkukrotnie większy i jest to fizycznie niemożliwe. Na jednego nauczyciela przypada czasem kilkuset studentów! To jest po prostu masówka, bo taka jest polityka rządów.

                      > A poważnie - te badania naukowe są tak cenne, że polskich uczelni próżno szukać
                      > wśród 500 najlepszych na świecie. Pech czy spisek układu? Polscy naukowcy ani
                      > zajmują się (w znacznej większości) wartościowej nauką, ani nie *pracują* ze st
                      > udentami.

                      A pokaż w jakiej dziedzinie nasz kraj jest w jakieś czołówce? Chyba tylko w piciu wódki :P

                      > Nie chcę powtarzać się - brak czasu wynika z całkowitego braku "kultury korpora
                      > cyjnej" oraz chałturzenia na 7 uczelniach w tygodniu.

                      Bredzisz, już od dawna obowiązują przepisy, że nie można pracować więcej niż na 2 etatach (dowolnych). Przy czym na ten drugi musi indywidualnie wydać zgodę rektor.
                      >
                      > Cóż, a jak skrytykuje w gorzkich słowach wyczyny polskich piłkarzy, zaproponuje
                      > sz mi grę w kadrze? Jak zakmiesz oczy, nie staniesz się niewidzialny... jak zat
                      > kasz uszy, źródło hałasu nie zniknie :D

                      Tak, bo samo krytykowanie ludzi bez spojrzenia w jakich warunkach działają jest tylko biciem piany. To tak jakby kierowcę autobusu miejskiego oskarżać o stanie w korkach czy lekarza z przychodni o za małą ilość czasu poświęcanego pacjentowi.
                      • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 02.02.13, 11:06
                        > To jest po prostu masówka, bo taka jes
                        > t polityka rządów.

                        Wszystkiemu winien jest rząd, jakie to proste! :D
                        Wdepnąłem w psią kupę - winien rząd.
                        Chuligan porysował mi auto - winien rząd.
                        Nie odpisałem na e-maila - winien rząd.
                        Nie chciało się mi przygotować do zajęć - winien rząd.

                        > A pokaż w jakiej dziedzinie nasz kraj jest w jakieś czołówce?

                        Coś się by znalazło. Np. Krajowa Izba Rozliczeniowa jako druga w Europie uruchomiła w ubiegłym roku system przelewów natychmiastowych.

                        > Bredzisz, już od dawna obowiązują przepisy, że nie można pracować więcej niż na
                        > 2 etatach (dowolnych).

                        Dobrze, że podkreśliłeś "etatach", czy to przeszkadza prowadzić wykłady nie będąc na etacie uczelni?

                        > Tak, bo samo krytykowanie ludzi bez spojrzenia w jakich warunkach działają jest
                        > tylko biciem piany.

                        Wytykiwanie braku elementarnego braku szacunku do wykonywanej pracy (np. nie odbieranie poczty elektronicznej) jest biciem piany? Dobrze, jest wspaniale, polskie uczelnie wyższe to kwitnąca oaza wiedzy, a kadra to zespół zgranych profesjonalistów, którzy studentów traktują jak partnerów, hahahahaha.

                        > To tak jakby kierowcę autobusu miejskiego oskarżać o stani
                        > e w korkach

                        Nie, to nie tak samo. Tak samo byłoby, jakby oskarżać kierowcę, że nie zatrzymał się na przystanku, bo mu się śpieszyło.
                        • labeo Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 02.02.13, 23:59
                          droch napisał:


                          > Wszystkiemu winien jest rząd, jakie to proste! :D
                          > Wdepnąłem w psią kupę - winien rząd.
                          > Chuligan porysował mi auto - winien rząd.
                          > Nie odpisałem na e-maila - winien rząd.
                          > Nie chciało się mi przygotować do zajęć - winien rząd.

                          Zupełnie nie zrozumiałeś co napisałem, rząd jest winny wprowadzeniu masówki stąd nie ma fizycznej możliwości poświecenia czasu każdemu studentowi. Kadra od lat pozostaje prawie niezmienna więc, nie da się pracować tak jak 20 lat temu kiedy wykładowca miał 30 osób i tylko im poświęcał czas.
                          Tu masz dowód, że rządy doprowadziły do jakiegoś absurdu
                          biznes.interia.pl/wiadomosci/news/studia-banka-spekulacyjna-naszych-czasow,1888195,4199

                          > Dobrze, że podkreśliłeś "etatach", czy to przeszkadza prowadzić wykłady nie będ
                          > ąc na etacie uczelni?

                          Nie wiem, pewnie zależy od typu tej drugiej pracy i zaangażowania. Równie dobrze możesz sobie odpowiedzieć czy Ty mógłbyś pracować na 2 etatach?
                          >
                          >
                          > Wytykiwanie braku elementarnego braku szacunku do wykonywanej pracy (np. nie od
                          > bieranie poczty elektronicznej) jest biciem piany?

                          Mail nie jest na uczelni środkiem komunikacji ze studentami, nawet nie jest nim telefon. Od lat przyjęło się, że wszelkie ważne sprawy załatwia się poprzez kontakt bezpośredni. To tak jakbyś w razie choroby chciał wizytę u lekarza zamienić na wymianę maili. Takie podejście dowodzi właśnie szacunku do wykonywanej pracy.

                          Dobrze, jest wspaniale, pols
                          > kie uczelnie wyższe to kwitnąca oaza wiedzy, a kadra to zespół zgranych profesj
                          > onalistów, którzy studentów traktują jak partnerów, hahahahaha.

                          Masz jakieś kompleksy czy problemy? Do studentów trzeba podchodzić z dystansem i nie można ich traktować jako partnerów chociażby z racji wieku.
                          Co do kadry to nie jest tak źle, bo jak wyjaśnisz sytuację kiedy nasi naukowcy wyjeżdżają na zachód czy do USA i lepiej sobie radzą niż miejscowi ? To są ci sami ludzie, tylko pracujący w innych warunkach!

                          > Nie, to nie tak samo. Tak samo byłoby, jakby oskarżać kierowcę, że nie zatrzym
                          > ał się na przystanku, bo mu się śpieszyło.

                          W artykule, jeśli to oczywiście była prawda, to naganne było odwoływanie zajęć, chociaż z drugiej strony to 90% studentów na taką okoliczność tylko się cieszy.
                          Proponuje, żebyś mniej posługiwał się stereotypami i na podstawie jakiegoś (nawet nie wiadomo czy prawdziwego) zdarzenia wyciągał wnioski i osądzał ludzi.
    • allerune Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 12:54
      dobre :)

      ktoś idzie na egzotyczny i nieprzyszłościowy kierunek z poczuciem "misji" a potem dziwi się, że ten egzotyczny kierunek jest olewany przez wykładowców

      co do pretensji do braku możliwości eksternistycznego zaliczania wszystkiego... zupełnie nieuzasadniona

      jak dla mnie to problemy bananowego dziecka idącego na studia :)
      • Gość: mara Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.wro-com.net 01.02.13, 13:11
        allerune napisał:

        > dobre :)
        >
        > ktoś idzie na egzotyczny i nieprzyszłościowy kierunek z poczuciem "misji" a pot
        > em dziwi się, że ten egzotyczny kierunek jest olewany przez wykładowców
        >
        > co do pretensji do braku możliwości eksternistycznego zaliczania wszystkiego...
        > zupełnie nieuzasadniona

        Jeśli byłyby to studia, których nie powinno się zaliczać eksternistycznie, to tej Pani nie powinnien być udzielony indywidualny tok nauczania. Udzielono go, więc uczelnia przyznała, że widzi możliwość zaliczenia przedmiotów na odległość. Poza tym, jeśli których wykładowca uważał sam, że jego przedmiot nie powinnien jednak być zaliczany w takiej formie, powinien był udzielić tej Pani takiej odpowiedzi od razu, a nie po prostu maila i telefony olać.
        • allerune Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 14:10
          > powinien był udzielić tej Pani takiej od
          > powiedzi od razu, a nie po prostu maila i telefony olać.

          dużo rzeczy "powinno" być, tylko chyba zaczynamy od złego końca piramidy. To że wykładowcy ignorują studentów to standard wszędzie.
          Każdy student doświadczył wielogodzinnego czekania na egzamin ustny, który zakończył się po przepytaniu połowy oczekujących i miał być kontynuowany następnego dnia. Przecież można było umówić pół roku na jeden, pół na drugi dzień... Uważam że takie zachowania są dużo gorsze i powinny być bardziej piętnowane niż nie odpisanie na maila.

          Dlaczego żona profesora wykłada na jego wydziale mimo braku kierunkowego wykształcenia? Dlaczego doktorantami często są dzieci wykładowców?
    • pantalonik666 Polecam prawo 01.02.13, 13:31
      Wybrałaś zły kierunek, trzeba iść na filologię, zrobić licencjat, a potem w 2.5 roku dostajesz dyplom z prawa. Dostajesz dyplom z prestiżowego kierunku bez konieczności nauki. Polecam.
      prawo.uni.wroc.pl/ogloszenia/27968
    • watashi-no Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 13:44
      Czytelniczka poczyniła kilka trafnych uwag:
      1. układ zajęc (np od 8 do 20) ma odpowiadać wiecznie dorabijącym w kilku miejscach wykładowcom, a nie studentom (na jaką uwagę studentów mozna liczyc prowadząc wykład o 20:00 w piatek?);
      2. wykładowcy notorycznie się spozniaja, odwołują zajęcia bądz je skracaja, nie ponoszac zadnych konsekwencji;
      3. kadra i system nie sąprzystosowane do innych działan niz bezproblemowy spływ studentów przez kolejne semestry az do otrzymania magisteruim.
      Generalnie mozna powiedziec, ze bajzel na uczelniach wynika z arogancji pracowników, w większosc bedacych co najwyzej naukAwcami. a z czego ta arogancja wynika, to juz inny temat.
      • wari Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 17:02
        watashi-no napisała:

        > Czytelniczka poczyniła kilka trafnych uwag:
        > 1. układ zajęc (np od 8 do 20) ma odpowiadać wiecznie dorabijącym w kilku miejs
        > cach wykładowcom, a nie studentom (na jaką uwagę studentów mozna liczyc prowadz
        > ąc wykład o 20:00 w piatek?);

        Nie wiem co jest złego w wykładzie w piątek o 20.00. Jeśli wykład ciekawy, a studenci zainteresowani, to dlaczego nie. Pora jak każda inna. Problem polega na tym, że studenci zwykle nie są zainteresowani żadnym wykładem. Jesli tylko jest nieobowiązkowy, przychodzi góra 20-30 %, niezależnie od jego jakości i pory dnia.
        Rozkład wykładów zależy często od dostępności sal, a nie dorabiania wykładowców. Większość nie ma zresztą gdzie dorabiać.

        > 2. wykładowcy notorycznie się spozniaja, odwołują zajęcia bądz je skracaja, nie
        > ponoszac zadnych konsekwencji;

        Zależy gdzie. Wielu faktycznie się spóźnia, bo muszą odpisywać na maile studentów lub wypełniać coraz więcej formularzy jakie zapewnia MNiSW. Nowa biurokracja zabije uczelnie. Studenci spóźniają się nie mniej niż wykładowcy, także bez żadnych konsekwencji. To cecha narodowa Polaków. Jeśli zajęcia są na 8.00 lub na 20.00, to przychodzi 10% studentów, bo albo za wcześnie albo za późno.

        > 3. kadra i system nie sąprzystosowane do innych działan niz bezproblemowy spły
        > w studentów przez kolejne semestry az do otrzymania magisteruim.
        > Generalnie mozna powiedziec, ze bajzel na uczelniach wynika z arogancji pracown
        > ików, w większosc bedacych co najwyzej naukAwcami. a z czego ta arogancja wynik
        > a, to juz inny temat.

        Studenci są nie mniej aroganccy, a do tego chamscy. Kiedyś nie słyszało się bluzgów na korytarzu, teraz w wielu miejscach norma. Do tego rażąco niski poziom intelektualny i niewspółmierne do niego oczekiwania roszczenia. Zero pracy własnej czyli studiowania. Tego słowa w ogóle nie rozumieją. Nadają się co najwyżej do Wyższej Szkoły Kosmetologii Stosowanej, a nie na uczelnie.
        • droch Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 20:12
          > Nie wiem co jest złego w wykładzie w piątek o 20.00.

          Masz jakieś związki z PWr... znaczy, z UT we Wrocławiu?
          20.00 nie jest żadną miarą normalną porą na zajęcia na studiach *dziennych*.

          > Problem polega na
          > tym, że studenci zwykle nie są zainteresowani żadnym wykładem.

          Co pokazuje, że wykładowcy mają nad czym pracować. Prezentowanie tych samych notatek przez 10 lat nie przyciągnie słuchaczy!

          > Wielu faktycznie się spóźnia, bo muszą odpisywać na maile student
          > ów [...]

          Terefere :D

          > Nadają się co najwyżej
          > do Wyższej Szkoły Kosmetologii Stosowanej, a nie na uczelnie.

          Och, jakby zrobić podobny przegląd kadry naukowej, mogłoby się okazać, że również...
    • Gość: jurecka Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.e-wro.net.pl 01.02.13, 14:18
      znam przypadek gdzie studentka po skończeniu studiów poszła na doktorat bo nie umiała wejśc na rynek pracy-żeby uniknąć bezrobocia....czy uważacie ,ze taka osoba jest właściwa na właściwym miejscu....ona jest kadrą na uczelni
      • watashi-no Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 14:30
        doktoraty piszą ci, ktorzy CHCĄ je napisać i maja na to srodki (za cos trzeba zyc przez kolejne lata studiow). generalnie selekcja jest negatywna. oprocz paru realnych naukowców, cała reszta to plankton o poziomie nauczycieli z liceum, niczego ostatnim nie ujmując ( wrecz dobre licea maja wyzszy poziom nauczania niz przecietny wydział wrocławskiego uniwerku).
    • decabristka Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 14:18
      Roszczeniowość studentów przechodzi wszystkie granice.
      jeśli chce się zdobyc dobre wykształcenie to można wstać o 6 rano i zoribć sobie kanapki na cały dzień.
      Jeśli wykładowca nie pojawia się na zajęciach to trzeba poinformować dyrektora instytutu, a nie pisać anonimowe listy do gazety.
      Żsłosne.
      • watashi-no Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. 01.02.13, 14:33
        decabristko, przyznaj sie, idac sladami taty, tez zostałas na uczelni. moze nawet pracujecie na jednym wydziale..?
      • Gość: Kosta znalazla sie madralinska :) masz ZERO wyobrazni! IP: 78.8.107.* 01.02.13, 17:52
        nie cwaniakuj, dyrektorzy instytutow, dziekani i reszta wykladowcow to jedno i to samo towarzystwo, nierzadko kumple do wodeczki :) jak myslisz, kto bedzie mial przechlapane po takim donosie, wykladowca czy student?
        • Gość: kinga Re: znalazla sie madralinska :) masz ZERO wyobraz IP: *.tktelekom.pl 02.02.13, 09:50
          To zależy. Jeśli to uczelnia, która aby przeżyć (większość prywatnych) reprezentuje niski poziom nauczania lub obniża go (bo idzie niż) dostosowyjąc się do poziomu studentów, to prawdopodobnie będą naciski aby studentowi było fajnie i w efekcie prowadzący dowie się, że nie potrafi zainteresować studenta swoim przedmiotem albo co gorsza, że wyżywa się na studentach. Ha, ha, ha.
          Jeśli natomiast uczelnia ma nadmiar studentów i może przeprowadzić normalną selekcję pozbywając się już na starcie tych, którzy nie powinni studiować, to ma studentów zmotywowanych i prawdopodobnie rozumiejących po co na studiach się znaleźli.
          Podsumowując, 3/4 studiującego kwiatu narodu powinno zakończyć swoją edukację na poziomie średnim co doskonale wspiera list czytelniczki.
    • marta-sarnowska Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 15:06
      Ewidentnie koleżanka pomyliła pojęcia. IRZ i ITS to nie to samo, a żadna ztych form nie zwalnia z zajęć, a każdą nieobecność należy odrobić. Proponuję zapoznać się z regulaminem studiów, a w tym prawami i obowiązkami studenta oraz realizacją planu ksztłcenia.
      Jestem studentką 1 roku 2 stopnia Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu studiującej według Indywidualnej Organizyacji Studiów w formie Indywidualnego Toku Studiów ( nie IRZ). Niejednokrotnie nadmiar obowiązków związanych z prowadzonymi badaniami zmuszał mnie do zwolnień z zajęć, ale do głowy nie przyszłoby mi, aby informować o tym wykładowców w formie maila, czy SMSa. O każdej nieobecności informowałam osobiście wszcześniej, ustalając jednocześnie formę i termin odrobienia nieobecności. Bezpośredni kontakt daje więcej możliwości i szacunku do wykładowców. Może to pierwsze lekcje negocjacji :)
      Nigdy nie spotkałam się z niechęcią, brakiem czasu, czy zainteresowania ze strony wykładowców. Nasza uczelnia w zespół z pracownikami umożliwia rozwój i realizację zainteresowań...tylko trzeba chcieć.
      Podsumowując, szeregowi studenci zostają szeregowymi pracownikami, a ludziom z inicjatywą każdy pójdzie na rękę :)
      Proszę spróbować zaliczyć eksternistycznie filologię w Szczecinie.
      Marta Sarnowska.
      • Gość: kinga Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.tktelekom.pl 01.02.13, 18:51
        Szacunek dla wykłądowców? Droga studentko, 99% studentów na nastepny dzień po otrzymaniu zaliczenia, nie poznaje na korytarzu swojego prowadzącego. Brak elementarnej kindersztuby, bezzasadne przekonanie o własnej wartości i niebywale roszczeniowy stosunek. To pokolenie (po reformach edukacji w szkole podstawowej i średniej) nie rozumie pojęcia studiowanie, tak samo jak nie rozumie tego pani Kudrycka.
        Na pocieszenie dadam, że wadzuni udało się dobrać do wyższych uczelni, a tacy jak autorka listu będą na tle swoich młodszych kolegów/koleżanek elitą.
    • bet.a.12 Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 15:07
      A czy ktoś słyszał o takiej paranoi jaką jest praktyka na Wydz.Nauk o Zdrowiu ...?
      To dopiero jest ciekawy temat ...
    • dedukcja_watsonie Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 16:37
      na stronie internetowej uczelni jest plan zajec na semestr zimowy i wcale nie jest wypelniony 12 h dziennie...
      www.wnoz.umed.wroc.pl/content/wnoz-plany-kszta%C5%82cenia
      jak przedmowcy uwazam ze nie da sie studiowac dziennie pojawiajac sie tylko na sesje- studia to nie wiedza odpytana na egzaminach
    • wari Wymarzone studia, które stały się koszmarem. LI... 01.02.13, 17:08
      Wykładowcy! Czas na robienie kanapek dla studentów!
    • Gość: zenek Re: Wymarzone studia, które stały się koszmarem. IP: *.pools.arcor-ip.net 01.02.13, 18:26
      Nazywanie zdrowia publicznego studioami medycznymi to lekka nadinterpretacja. To jest troche lepsze technikummmm
Inne wątki na temat:
Pełna wersja