stanowcze NIE ulicznym wyjcom

IP: *.wroclaw.mm.pl 29.07.04, 19:10
Wycie, które codziennie, przez srednio 3-4 godziny rozlega sie z ulicy
Świdnickiej, jest wręcz nie do wytrzymania.
Szczególnie denerwujacych jest dwóch panów.
Pierwszy wyspecjalizował sie w rockowych utworach z charakterystyczną
chrypka, np "ona jest ze snu a ubrana w codzienność..." tudzież "they say a
hero can save us..." co jest moze i fajne ale w dawce jednorazowej :P a nie 4
razy z rzedu codziennie, niesmiertelny zestaw pieciu- sześciu utworów,
odspiewanych za każdym razem dokładnie tak samo (nawet chrypka w tych samych
newralgicznych taktach).
Drugi- (pojawił sie na Świdnickiej stosunkowo niedawno), miłosnik Janis
Joplin dysponujacy potężnym głosem, który WYDZIERA sie tak, ze bębenki
pękaja. Przez chwilę (krótka, o ile ktoś nie umrze na atak serca, wywołany
nagłym przekroczeniem dopuszczalnej normy decybeli:P)jest to nawet do
zniesienia (np dla osób mijających tego rozdartego "artystę"), ale kiedy dzis
doszło do moich uszu preludium tego wycia, miałam wrażenie, ze kogos tam
zarzynaja. I tak non stop przez 2 godziny.
Czy nie mozna cos z tymi "artystami" zrobić??
W pełni rozumiem konieczność ekspresji artystycznej obu panów, ale błagam o
litosć w imieniu wszystkich osób skazanych na wysłuchiwanie tego wycia. To
naprawde denerwuje i przeszkadza w pracy i koncentracji.
Kończąc-zeby było jasne- nie napisał tego zaden przewrażliwiony zramolały
zgred, ale osoba dwudziestoparoletnia, którą te watpliwej jakosci dżwięki co
dzień doprowadzaja na granice wytrzymałości psychicznej.
    • Gość: m* Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.net.pl / 81.219.230.* 29.07.04, 23:13
      dziś wyjca nr II miałam wątpliwą przyjemność słyszeć. straszliwe dźwięki
      wydobywał z siebie. katusze dla uszu przechodniow
      • kszysio Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 30.07.04, 05:41
        do listy dopisuję spiewaczkę operową, "koncertującą" w Rynku, jego okolicach i
        ul Świdnickiej... to dopiero jest wyjec-płaczka.
    • Gość: reksio Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.04, 08:52
      A co powiecie o "wyjcach grilowych"? W ciągu dnia siedzą cicho, zajadają,
      popijają i spokojnie rozmawiają. Nikt się nie wydziera, nie wypada. Jak tylko
      się ściemni zaczynają swoje trele, a może raczej wrzaski. Sąsiedzi muszą
      wiedzieć że ONI mają imprezkę i dobrze się bawią. Zakończenie bladym świtem. Na
      drugi dzień znowu wszystko OK. NIBY kulturalni ludzie.
    • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 30.07.04, 13:31
      Grrrr dzis znowu to samo... w kolejności : pan nr 1 sesja pierwsza, sesja 2 (powtóreczka), potem nagle rozdarł sie pan 2... bogu dziękowac ze nie wydzieraja sie synchronicznie.
      A tak na poważnie- czy ktoś nie wie co można z tym zrobic?? Przecież to podpada pod notoryczne naruszanie porzadku publicznego... grrr
      • byhanya Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 30.07.04, 14:14
        slyszalam jakas babke z balkonu wydarla sie na typka i wykrzyczala ze tak
        fatalnie ryczy i ze jast totalnie denny itp - pomoglo na tydzien. osobiscie
        przeszkadzaly mi basy z pubu metro ale ostatnio jakos spokojniej - ponoc facet
        nie ma zezwolenia na alkohol.
        • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 30.07.04, 14:50
          Obawiam się, ze nie mam tak donosnego głosu, coby go przekrzyczeć... a poza tym tydzien...to jednak TYLKO tydzień.
          Choc z drugiej strony tydzień spokoju to juz coś:P
    • Gość: lolo Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.wroclaw.mm.pl 31.07.04, 02:01
      Serdecznie współczuję i mam dla Ciebie dodatkowo bardzo złą wiadomość. Nie
      możesz zrobić w tej sprawie zupełnie nic (z wyjątkiem, oczywiście, odstrzelenia
      wyjców, ale za to, niestety, nie dostaje się orderu, tylko idzie się siedziec
      jak za człowieka).
      Kilka lat temu próbowaliśmy (mieszkańcy okolic Wzgórza Partyzantów) usunąć
      źródło koszmarnego hałasu, jakim były dyskoteki na świeżym powietrzu (kapela
      disco-polo na żywo od piątku do niedzieli, od 16 do 22-23), z nagłośnieniem
      takim, że przez zamknięte, szczelne okna wszystko było słychać. Wielokrotnie
      interweniowaliśmy na policji i w straży miejskiej, powołując się na ustawę - bo
      istnieje taka!!! o dopuszczalnym poziomie hałasu w mieście; bezskutecznie.
      Panowie mundurowi o niej nie słyszeli i nie chcieli słyszeć, twierdzili, że "do
      22 każdy może sobie hałasować do woli", a oni mają generalnie ważniejsze sprawy
      , a nawet gdyby nie mieli, to i tak nie mają czym zmierzyć poziomu hałasu, więc
      mamy se skoczyć na bambus i nie zawracać im głowy. Napisaliśmy do Wydziału
      Ochrony Środowiska - miłe panie bardzo nam współczuły, jedna z nich nawet
      wykonała pomiar poziomu hałasu, ale i tak się to psu na buty zdało, bo okazało
      sie poniewczasie, że taką kontrolę URZĄD musi poprzedzić poinformowaniem
      hałasującego, o jej terminie (dobre, co?), a poza tym wydział nie ma praktycznie
      żadnych sankcji. Znajomy z PIP-u (Państwowa Inspekcja Pracy) poradził nam,
      żebyśmy znaleźli kogoś zatrudnionego w piwogródku, który organizowal te imprezy
      w celu ściągnięcia klienteli, kto poskarży się inspektorom na nieludzkie warunki
      pracy. Ale, jak się domyślasz, nikogo takiego nie znaleźliśmy - kto chce stracić
      pracę? W Komisji Ochrony Środowiska Rady Miejskiej, którą też molestowaliśmy,
      ówczesna jej szefowa wyznała, że nawet nie będzie stawiała sprawy na sesji, bo w
      Radzie nie znajdzie zrozumienia dla problemu. Liczy się przedsiębiorczość i
      zyski, a nie spokój jakiejś grupki malkontentów...

      I jeszcze jedno: skoro jesteś osobą zaledwie dwudziestoparoletnią, zapewne nie
      pamiętasz, jak były już, niesławnej pamięci prezydent Zdrojewski występował w
      lokalnej telewizji i odpowiadał na pytania i zażalenia mieszkańców. Otóż pewnego
      razu jakiś nieszczęśnik poskarżył się właśnie na hałas, na co uzyskał od Naszego
      Drogiego Ojczulka odpowiedź, żeby się wyprowadził na wieś, jak mu w mieście za
      głośno...

      I to jest właśnie to, co uczyniłem, i mam spokój.

      Z braterskim (byłego brata w nieszczęściu) pozdrowieniem - Lolo
    • Gość: , Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: 62.233.177.* 31.07.04, 09:49
      zupelnie nie rozumiem, skad ten atak na tych ludzi. Co Wam przeszkadza, ze ktos
      sobie spiewa?? Zawsze to ozywia ulice, cos sie dzieje. Pamietajcie, ze to jest
      ulica Swidnicka i nie mozecie wymagac by byla tam grobowa cisza, by ludzie na
      palcach chodzili. To jest centrum rozrywkowe Wroclawia!!! CHyba nie o to chodzi.
      A co do "wyjcow" grillowych - hmm.. ja jak slysze, ze sasiedzi gdzies sobie
      spiewaja, to co najwyzej mysle sobie - szkoda , ze mnie tam nie ma. No przeciez
      jak sie ktos bawi i sobie spiewa, to niech sie bawi. Nie mozna byc takim psem
      ogrodnika - ze sam nic nie robie, i innym nie pozwalam.Powiem wiecej - wkurzaja
      mnie tacy ludzie, takie mruki co to tylko siedza i patrza jakby tu cos zepsuc,
      przeszkodzic.
      Ludzie, troche radosci i wiecej optymizu!! a jak juz musicie sie kogos czepiac,
      to lepiej zacznijcie dzialac by ograniczyc wulgarne okrzyki, ktore co chwila
      slychac w centrum. To juz Wam nie przeszkada??
      • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 31.07.04, 11:21
        Ależ moim zdaniem centrum miasta musi życ i wcale sie temu nie sprzeciwiam :D
        Spróbuj sobie natomiast posiedzieć cały dzień przy otwartym (z powodu upału)
        oknie (nota bene zamknięcie okna nie wygłusza tych wrzasków) i pracowac przy 4
        godzinnym ciągłym (niechcianym!!!) akompaniamencie.
        O ile pan 1 denerwuje tylko powtarzalnościa (po pewnym czasie zaczynasz czuć
        sie jak na torturach i poprostu szaleć za 4 razem słyszac "ona jest ze
        snuuuuuuu") to pan drugi autentycznie sie wydziera. Kiedy nagle
        zaczyna "śpiewać" (po chwilowej przerwie), obracasz sie z prawdziwą obawą, ze
        komus na Świdnickiej coś sie dzieje.
        Bardzo cieszy mnie to, ze ulice są ozywione, ale zapytaj kogokolwiek z ludzi,
        którzy dzień w dzień muszą tego wysłuchiwac na ile im starcza optymizmu, jeżeli
        pracuja, a jakies beztalencie z wyjatkowo mocnym głosem drze sie trzy razy
        dziennie "oh loooooooord, won't you buy meeeeeeee a Mercedes Beeeeeenz....."
        czy też "meee and bobby MacGeeeeeeeeeee yeeeeeeeeeeah".
        Jezeli nie wierzysz jak to moze denerwować, usiądz na Świdnickiej i zacznij np
        czytac ksiażke (do pracy w wakacje nie zmuszam). Przesiedz tak cały dzień,
        powiedzmy od 10 do 16 (wtedy zazwyczaj sie tam pojawiaja obaj "śpiewacy") i
        ciekawe na jak długo starczy Ci optymizmu do ożywiania wrocławskiego centrum.
        • Gość: Leon Re: stanowcze NIE hałasowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 11:32
          Ja mieszkam w śródmieściu, w podwórzu od kilku lat jeden z garaży wynajmuje od
          miasta zakład napraw samochdów. Dookoła mieszka 2000 osób, a panowie z zakładu,
          na pełnym luzie, naprawiają silniki - czuję się tak, jakbym mieszkał w fabryce.

          W ogóle problem hałasu jest niedoceniany przez władze miasta, mają nas głęboko w
          dupie - i wiem dlaczego - sami mieszkają w willach z ogródkami.

          Czas zmienić ten chory układ, kiedy urzędnicy zamiast obywateli, reprezentują
          samych siebie!
      • Gość: aster Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 14:15
        Ja również bardzo cieszę się jak ludzie bawia się. Wytłumacz mi tylko dlaczego
        te wyjce grilowe nie śpiewają za dnia tylko w nocy? Mało tego. Oni nie śpiewają
        tylko wyją jak najgłosniej. Nie mam nic do zabawy tych ludzi ale niech bawia
        sie do woli w swoim gronie. Odnosząc się do Twoich argumentów: jeśli dla
        zaspokojenia swojej ważnej potrzeby "puszczę bąka" w tramwaju to całe otoczenie
        powinno to przyjąć ze zrozumieniem i co najwyzej pożałować że też nie może
        sobie ulżyć? Czy jeśli podczas np obiadu ktoś zacznie obrzucać
        wspólbiesiadników pestkami z kompotu to ja mam też tak postąpić bo to świetna
        zabawa? Uważam że powinniśmy bawić się jak najwięcej ale w sposób który
        odróznia nas od zabaw ludów pierwotnych. Wieki ewolucji do czegoś zobowiązują.
    • Gość: , Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: 62.233.177.* 01.08.04, 19:17
      ".. Odnosząc się do Twoich argumentów: jeśli dla
      > zaspokojenia swojej ważnej potrzeby "puszczę bąka" w tramwaju to całe
      otoczenie powinno to przyjąć ze zrozumieniem i co najwyzej pożałować że też nie
      może sobie ulżyć.."

      hola hola... spokojnie, bo zaraz dojdziemy do tego, ze jak ktos ma
      nas "strzelic" w pysk bo musi sobie ulzyc, to trzeba nadstawic policzek.
      Troszke sie kolego zapedziliscie, nie wkladaj mi prosze bzdurnych wypowiedzi w
      usta
      Co do wycia w nocy - nie wiem czy byles kiedys na jakies imprezie, ale
      spiewanie zazwyczaj zaczyna sie jak juz biesiadnicy "walna" sobie pare
      glebszych, czyli po jakims czasie od moment zaczecia zabawy. A przeciez nikt
      nie zaczyna o 3 po poludniu tylko wieczorem, no i tak schodzi do pozna.
      Czy spiewanie z gitara, tudziez akordeonem jest rozrywka ludzi pierwotnych??? -
      jezeli tak, no to trudno, jestem pierwotniak, albo chociaz australopitek.

      jeszcze slowko do arrrgh - coz, nie pracuje w rynku, wiec zazwyczaj tylko
      przelotem, w biegu "rzuce uchem" co tam artysci spiewaja i tyle. Jak bym zniosl
      5 godzinny koncert nie wiem. Ale wydaje mi sie, ze az tak glosno to oni raczej
      nie spiewaja. Jedynie co to spiewaczke operowa slychac juz z daleka, ale widac,
      ona az tak nie przeszkadza.
      W ostatecznosci mozna chyba zejsc do pseudoartysty i pogadac z nim by jezeli
      juz musi spiewac to niech sobie zrobi co godzinke zmiane miejsca, bo
      przeszkadza w pracy. Moze pomoze ;)
      pzdr
      • tomek854 Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 01.08.04, 19:28
        Gość portalu: , napisał(a):
        > W ostatecznosci mozna chyba zejsc do pseudoartysty i pogadac z nim by jezeli
        > juz musi spiewac to niech sobie zrobi co godzinke zmiane miejsca, bo
        > przeszkadza w pracy. Moze pomoze ;)
        > pzdr

        W Szwajcarii tak jest: grajek moze grac w jednym miejscu najwyzej 20 minut.
        Mysle ze godzinka byla by w sam raz :)
      • byhanya akustyka 01.08.04, 23:04
        do przecinka

        mowiac szczeze to ich nawet tak nie slychac na "parterze" jak na 2 - 3 pietrze.
        bylam kiedys u kolezanki myslalam ze zwariuje. echo tak wzmacnialo glos, ze nie
        moglysmy ze soba spokojnie rozmawiac przy otwrtym oknie.
    • Gość: ogi Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:36
      To jest w ogóle dość ciekawy problem – gdzie kończy się, nazwijmy umownie,
      sztuka ulicy, a zaczyna dźwiękowa łobuzerka? Myślę, że znaczną część ulicznych
      grajków można zaliczyć do grona hałasujących żebraków, zwracających na siebie
      uwagę emitowanymi dźwiękami.
      Ale ostatecznie mają prawo to robić. Rozwiązanie wydaje mi się dość proste, o
      ile tylko jakieś służby chciałyby się sprawą zająć.
      Po prostu ktoś (straż miejska, policja) mówi grajkowi: ok. dzisiaj śpiewasz
      tutaj, ale jutro musisz po drugiej stronie rynku, żeby dać ludziom od siebie
      odpocząć. I tak codziennie – miasto pozostałoby żywe, a mieszkańcy centrum
      mieli urozmaiconą playlistę.

      PS. Co do wyjca nr II, nigdy nie słyszałem człowieka posiadającego podobny
      wolumen głosu.
      Facet to jakiś wybryk natury. Niestety śpiewa tak głośno, że najwyraźniej
      ogłuchł, bo fałszuje niemożebnie
    • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 03.08.04, 13:45
      Nie wiem co sie stało, ale zniknęli!!!!!!Obaj!!! Zarówno niespełniony rockman i fan Janis!
      NIE MA ICH od 2 dni!
      Cóż za rozkosz... Własnie słysze jakąś fantastyczną grupę, która spokojnie, dość cicho gra muzykę klasyczną.I taka sztuka- to jest to :D i, odnosząc sie do poprzednich postów, też doskonale ożywia ulicę i nadaje Rynkowi wyjatkową atmosfere, a :
      1. nie powtarzaja sie utwory
      2. graja na tyle cicho, ze az miło sie pracuje (no własciwie, w tej chwili, pisze na forum:P)
      3. nikt nie śpiewa i nie zmusza do wysłuchiwania swoich fałszywych zgrzytów i wrzasków
      To jakiś cud :D Może to forum tak działa ??:P achhh 4 pory roku:D

      • Gość: , Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: 62.233.177.* 03.08.04, 15:54
        albo po prostu spec agenci z Forum Wyborczej sie tym zajeli.
        cicho, bez zbednych dyskusji, ale najwazniejsze ze skutecznie.
        W razie nastepnych uniedogodnien w pisaniu na forum, pisz. ONI sie tym
        zajma :):):)

        pzdr


        • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 03.08.04, 21:10
          wiem wiem.... Forum rządzi, Forum radzi, Forum nigdy Cie nie zdradzi :P Tak czy
          tak dzieki za dwa święte dni spokoju- zobaczymy co bedzie jutro. A tak serio to
          mam nadzieje, ze nic poważnego im sie nie stało :/
    • arrrgh Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom 04.08.04, 13:20
      tylko jedno: wrócił.... echh czułam, ze ta sielanka nie moze trwac wiecznie... cóż, nie pozostaje nic innego jak sie przyzwyczaić:(
      • Gość: mk Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.08.04, 15:00
        A co powiecie na Gipsy Fakin Kings - z Rynku? To prawda, że nie spiewają ale
        jeżeli chodzi o poziom decybeli i estetykę do są nie do pobicia. Siedzisz sobie
        z dziewczyną w np. Haiku, jest romantycznie, aż tu nagle! (nie bój nic)
        niezapomniane romskie przeboje: głośno, fałszywie i w nie właściwym momencie. A
        potem przychodzi człowiek z kapeluszem i jest oburzony gdy nic nie dostaje. A
        ja go przecież nie zamawiałem i nie sprawia mi przyjemność taki chałas. Nic nie
        da zmiana lokalu - spokojnie przyjdą i tam; poruszają się ruchem okrężnym po
        całym Rynku, a gdy jedni się zmęczą, przychodzą następni.
    • Gość: citizen Re: stanowcze NIE ulicznym wyjcom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 01:34
      To w sumie błachostka i kwestia gustu. Ja mam poważniejszy problemik ponieważ
      pod moim oknem nieopodal ktoś urządził sobie tartak i daję słowo - wolę
      stukrotnie rynkowe porykiwania (łącznie z Gipsy F. i hojnym datkiem w intencji
      wyrównywania różnic kulturowych) niż muzyczne poematy typu zaangażowany
      industrial na krajcogę i kantówki bez wokalu. W zasadzie to w tych utworach
      czuje się jakieś napięcie: ciągle czekam na ekstatyczny zaśpiew po utracie
      palców. Tak się boję porannego koncertu, że aż nie mogę zasnąć przed 4 rano.
      Mieszkam na Zalesiu (całe szczęście, że nie na Zaciszu, bo bym chyba od tego
      dysonansu zwariował).

      Ps. Byłem wczoraj na Królu Arturze - szczerze odradzam, knot prawie maksymalny,
      namolna propaganda, nuda i żenujące poczucie bycia traktowanym jak półgłówek.
      Król Lew był o niebo lepszy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja