Gość: zbulwersowana
IP: *.Korbank.PL / 81.219.226.*
10.08.04, 09:32
W głównej alejce , obok siebie stoją trzy stoiska za warzywami- jabłka,
pomidory, pieczarki i inne owoce.Towar ślicznie poukładany w kopczyki.
Jabłka "genewa" tak czerwone, że aż kłują w oczy swoją pieknością.
Podchodze do jednego stoiska i prosze o kilogram "genewy" zaznaczajac, że
chodzi mi o czerwone, bo czerwone sa słodkie a ja nie moge jeść kwasnych.
Pomagier sprzedającej paniusi, ładuje do rekalmówki jakieś skarłowaciałe
obrzydliwstwa w kolorze zielonym. Zagladam do torby i grzecznie mówie " te
jabłka są zielone", na co paniusia rozdarła na mnie MORDĘ! i " jak sie chce
czerwone to farbe sobie niech kupi".
Szok!
Podchodze do drugiego stoiska ( obok) i mówie " poproszę kilogram genewy"
A wypudrowana młoda dama od razu do mnie z geba w te słowa " słyszałam jak
pani przed chwila na stoisku obok chciała czerwona genewę, a ja takiej nie
mam" Wiec ja jej na to, że ' chce kupic kilogram i nie bede dyskutowac o
kolorze" a to wypudrowane dupsko mówi do mnie, że nie sprzeda mi ŻADNYCH
JABŁEK I NICZEGO INNEGO!!!!!!!!!!
Myslałam, że to jakies czary! Jedna starucha chciała mnie oszukac z towarem ,
wkładajac do reklamówki inny niz wystawiony a druga pudernica odmówiła mi
sprzedazy WOGÓLE!!!!
CÓŻ ZA SOLIDARNOŚĆ!
Alejką szła akurat starsza pani i mówi do mnie" niech się pani nie denerwuje,
widziałam cale zajscie i nie dziwi mnie to. Te badylary tak własnie ludzi
oszukuja , ja u nich juz dawno przestałam kupować"
Podniosło mnie to na duchu, ale tak sobie mysle, czy nie kupowanie u nich to
jedyna mozliwa kara?
Usatysfakcjonowało by mnie gdyby wiecej ludzi omijała te stoiska łukiem i z
daleka.
Dziwne...w sklepie nikt by nie odważył sie na takie zachowanie i sceny, a na
targowisku to chyba wszystko mozna..? wolna amerykanka.