borus6
31.12.14, 17:16
Najpierw radni obniżyli pensję burmistrzowi. Dzisiaj obcięli sobie diety
Radni z Gorzowa Śląskiego obniżyli sobie diety
Potwierdziło się to, o czym pisaliśmy już dwa tygodnie temu. Na dzisiejszej sesji w Gorzowie Śląskim wpłynął wniosek o obniżkę diet radnych. W wielkim chaosie nie został jednak nawet poddany głosowaniu, a radni przegłosowali dwa własne wnioski.
Wniosek o obniżenie diet radnych złożyli sołtysi i przewodniczący gorzowskich osiedli (w sumie 8 osób).
Proponowali, aby przewodniczący rady miejskiej dostawał dietę ryczałtową w wysokości 50 procent minimalnego wynagrodzenia, pozostali radni po 5 procent za każde posiedzenie rady i komisji stałych, a wiceprzewodniczący rady jeszcze po 5 procent za każdy dyżur.
To obniżka dokładnie o 50 procent. Dotychczas bowiem przewodniczący rady miejskiej miał 100 procent pensji minimalnej, jego zastępcy po 10 procent za każdy dyżur, a szeregowi radni po 10 procent za każdą sesję i komisję.
- Skoro obniżyliście wynagrodzenie burmistrza z argumentem, że trzeba go sprawdzić, to automatycznie państwa też trzeba troszeczkę sprawdzić - powiedziała Wioletta Brunsz, sołtyska Gołej, jedna z sygnatariuszek wniosku o obniżenie diet.
W nowej 15-osobowej radzie miejskiej w Gorzowie Śląskim jest 10 nowych radnych. Na poprzedniej sesji rada zdominowana przez opozycję drastycznie obniżyła wynagrodzenie burmistrza Artura Tomali (Mniejszość Niemiecka) o ponad 3 tysiące złotych -z 9500 zł do 6337 zł brutto.
- W nowej radzie jest 10 nowych radnych i chcemy najpierw przyjrzeć się pracy burmistrza - wyjaśniał przewodniczący rady miejskiej Artur Kajkowski (z opozycyjnego komitetu Działamy Lokalnie).
Przypomnijmy: rządzący gminą od 12 lat burmistrz Artur Tomala (Mniejszość Niemiecka) wygrał tegoroczne wybory zaledwie 37 głosami. Komitet jego rywala Beniamina Godyli - Działamy Lokalnie ma jednak większość w gorzowskiej radzie miejskiej.
Wniosek sołtysów o obniżkę wywołał burzliwe dyskusje i w końcu nie został poddany pod głosowanie, co jest nieprawidłowością, ponieważ był to najdalej idący wniosek i powinien być głosowany jako pierwszy, a jeśli zyskałby poparcie, jako jedyny.
Radny Marcin Szirch (Działamy Lokalnie) zaproponował inny wniosek: miesięczna dieta w wysokości 70 procent minimalnego wynagrodzenia dla przewodniczącego rady, pozostali radni po 7 procent za każde posiedzenie rady i komisji stałych, a wiceprzewodniczący rady jeszcze 7 procent za każdy dyżur.
Ten wniosek został poddany pod głosowanie i został przyjęty przez radnych: 10 osób było za, 4 osoby przeciw, 1 się wstrzymała.
Po chwili doszło jednak do kolejnej kuriozalnej sytuacji. Radny Roman Neugebauer (Mniejszość Niemiecka, były szef rady miejskiej) powiedział bowiem, że przewodniczący rady miejskiej ma procentowo za małą obniżkę i trzeba mu ją jeszcze bardziej obniżyć - do 57 procent wynagrodzenia minimalnego. Ten wniosek również poparli radni, również 10 osób było za, 4 osoby przeciw, 1 się wstrzymała.
Ostatecznie przewodniczący rady miejskiej Artur Kajkowski będzie miał dietę niższą o 326,50 zł - z 1324,84 zł (bo choć w uchwale było 100 procent pensji minimalnej, to inne przepisy ograniczały dietę do tej właśnie wysokości) do 997,50 zł.
Radni otrzymywali dotychczas 168 zł za każde posiedzenie rady, a wiceprzewodniczący rady 168 zł za każdy dyżur. Teraz będą dostawać po 122,50 zł.
Diety radnych nie są opodatkowane, więc kwoty brutto są równocześnie sumą, jaką radni dostają na rękę