A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II)

IP: 195.205.145.* 23.08.01, 15:53
Spróbowałam zebrać "do kupy" :)
Między fragmentami poszczególnych compostowników nie ma rozdzielenia a to celem
zmniejszenia objętości (bo dużo sie tego nazbierało)
Zresztą i tak każdy rozpozna swój wpis. Nie zastosowałam też żadnych łączników.
Całość jest więc cokolwiek surowa.
OTO CAŁE DOTYCHCZASOWE OPOWIADANKO:

Pogoda byla paskudna nawet jak to miejsce i ta pore roku
...od rana lało, nie zapowiadało sie na poprawę pogody, na domiar złego
zapomnialam wczoraj dokręcić kran ......
Wporannych wiadomosciach podano, nad Nowym Jorkiem pojawilo sie UFO.
Ale i tak nikt nie zwrocil na to uwagi.
To ze kran byl niedokrecony tez nie mialo wiekszego
znaczenia. W tej czesci swiata woda z kranow znikala
gdzies na noc.
Dla pelni szczecia, mamusia mojej zony z radoscia w glosie, oznajmila przez
telefon,ze dzis w nocy wpadnie do nas na kilka tygodni ze swoim nowym
przyjacielem i jego trojka dzieci, w celu "lepszego poznania sie", jak to
okreslila.
Odglos dzwoniacych o siebie zebow rozbrzmiewal radosnie na klatce schodowej.
Dla pelni szczecia, mamusia mojej zony z radoscia w glosie, oznajmila przez
telefon,ze dzis w nocy wpadnie do nas na kilka tygodni ze swoim nowym
przyjacielem i jego trojka dzieci, w celu "lepszego poznania sie", jak to
okreslila.
Jak to uslyszalem, to musialem to zrobic. Zastrzelilem telefon.
Teraz niestety tego zaluje, bo nie moge siegnac po rade do kochanych
forumowiczow
Po chwili oprzytomniałem i zrozumiałem swój błąd. W pistolecie znajdowała się
tylko jedna kula i przeznaczona była właśnie dla mojej teściowej, a nie dla
nieszczęsnego aparatu telefonicznego.
Ale usłyszałem, ze z odkręconego kranu zaczeła o nietypowej porze mlecieć woda.
Pomyslałem, ze moge te okropna teściowa udusić
Ale usłyszałem, że z odkręconego kranu zaczęła o nietypowej porze lecieć woda.
Pomyslałem, ze moge te okropną teściową utopić
Nie pozostalo mi nic innego jak zejsc do kiosku po gazete i przeszukac
wszystkie ogloszenia o wyjazdach last minute oraz kupie mieszkanie. Wstalem z
fotela ...
Zadzwonila komorka. Moj szef, kierownik dzialu sprzedazy,
pan Heinz Engelhard Jellonek uprzejmym glosem
zakomunikowal: ty juz heute sie pakuj. Ty geht sluzbowo
nach Norilsk w Russlandzie.
Dzięki szefowi zaoszczędziłem 2 złote na Gazecie Wyborczej. Juz nie musialem
szukac oferty last minute
... trzasnalem drzwiami i pogwizdujac z cicha "Marsylianke"... zbieglem po
schodach.
Nadal padalo. Przemknalem pod scianami kilku kamienic i na najblizszym rogu
zatrzymalem sie pod markiza kawiarenki. Przez szybe zobaczylem....
... kilka osob siedzacych przy barze . Dyskutowali o czyms bardzo zawziecie.
Siwawy facet z broda a la "Dzierzynski" gestykulowal rekoma, balansujac przy
tym cialem. Pomyslalem o koszykowce. Chyba pokazywal jakas zagrywke.
Czekalem kiedy przewroci szklanke z piwem przed nim stojaca.
W przeciwleglym narozniku zauwazylem samotna postac kobieca.....
....Dzien byl pochmurny. Z tej odleglosci trudno bylo sie zorientowac
ile moze miec lat.
Deszcz przemienil sie w dokuczliwa mzawke. O spacerze nie bylo mowy.
Szarpnalem klamke i ...
..... znalazłem się w miękkim półmroku, lekko zadymionym. Samotna kobieta
siedziała najwyraźniej zmartwiona, może zamyślona? Bylo w niej coś takiego, co
sprawiało, że miałem ochotę podejść, przysiąść się do jej stolika....
Kompletnie przestali mnie interesować panowie siedzący obok, a jeden z nich
dziwnie mi się przyglądał.
...Znalazlem sie w srodku. Bylo sucho i przytulnie. "Koszykarze" powoli
zbierali sie do wyjscia. Widocznie rozstrzygneli juz kibicowskie problemy.
Zamowilem cerwone wino i usiadlem przy najblizszym stoliku.
Z tego miejsca , katem oka moglem obserwowac kobiete, ktora zauwazylem przez
okno wystawowe.
Przegladale jakies papiery, moze dokumenty i robila ntatki na boku.
Byla tym tak pochlonieta, ze chyba nie zauwazyla mojej osoby.
W pewnym momencie....
plik kartek osunol sie na podloge potracony jej dlonia siegajaca po kieliszek.
Kobieta sie poderwala i zaczela przydeptywac lezace karki. Po odprawieniu
swojego szamanskiego rytualu zaczela je podnosic. ...
Opatrznosc czuwa nade mna! - pomyslalem zadowolony - to wspaniala okazja by ja
poznac! Zrozumialem jednak swoj blad gdy udalo mi sie w koncu przeniesc wzrok z
jej dekoltu na ostatnia podniesiona kartke...
Kulfoniaste bazgroly ukladaly sie w zdanie:" Jestem bezdomna, bez
pracy,bezdzietna i bezpartyjna OCZEKUJE CZEGOS! na chwile zamarlem
...a później nagle zrozumiałem wszystko, wszystkie wydarzenia ułożyły się w
logiczny ciąg. Wytrenowanym
ruchem poderwałem się z krzesła przewracając stolik, zerwałem jej z twarzy
maskę i rzuciłem się szczupakiem
na szybę knajpy. "W przyszłości muszę byc bardziej czujny" - pomyślałem, a okno
zbliżało się do mnie z
zawrotną szybkością. "Cudem uniknąłem"... ale nie zdążyłem już pomyśleć, czego
uniknąłem.
przerażliwy ból przerżnął mnie od palucha prawej nogi po kciuk lewej reki...
bebechy rozsypały się po podłodze... prawą ręką włożyłem je na miejsce
rozglądając się nerwowo wokól...
- To wariat! - krzyknal jakis odrzucony od stolu gosc - Wsuwa do spodni moje
spagetti!
Bol wzmogl sie gwaltownie. Goracy makaron rozlazil sie pod uwalana sosem
pomidorowym koszula...
Tymczasem po przeciwnej stronie placu, w plackarni o wdziecznej nazwie Jelita
Wieloryba pojawil sie jak
zwykle o tej porze dnia szary, bury, wychodzony kot. Nikt nie znal jej imienia,
a kasjerka nazywala go po
prostu ASKOT.
ASKOT zasiadł przy barze... zamówił martini... (wstrząśniete, nie mieszane)...
splunął oliwką w drugi koniec sali... i wyciągnął spod pachy przetłuszczone
papiery z okrągłą pieczątką...
Te scene przeslonil mi przejezdzajacy tramwaj. Na wpol przytomny obserwowalem
dlugie niebieskie wagony przemieszczajace sie dostojnie po nierownych torach w
akompaniamencie swidrujacego uszy dzwonka... jeden... drugi... trzeci...
czwarty... przebudzilem sie. Stukot kol przeszedl naraz w odglos walenia. Ktos
dobijal sie do drzwi dzwoniac jednoczesnie jak w amoku. Spojrzalem na zegarek,
zrobilo sie bardzo pozno. Musialem sie niezle zdrzemnac - pomyslalem. Za
drzwiami
stala doprowadzona do wscieklosci tesciowa...
jest 12.00... wysyczała przez zaciśnięte zęby... o 10.00 mieliśmy jechać do
Galerii... znowu nie kupię tego żelazka z wodotryskiem o którym pisała
Wyborcza...
Zrozumialem, ze cale moje zycie ulozylo sie kompletnie niezaleznie od mojej
woli, jestem
nieudacznikiem, zostalem pozbawiony marzen, z podworka ukradli mi rower, Slask
Wroclaw przegral i
spadl a w dodatku za to zelazko oberwie mi sie od ASKOTa. On zawsze lubi jak go
prasowac z
wodotryskiem.
Prawym sierpowym odstawiłem teściową z przejścia i wyszedłem na ulicę...
położyłem się na świeżo wyremontowanej kostce... krawężnki puchł złośliwie
podstawiając nogę staruszkom jeżdżącym na hulajnogach... rozbawiony tym
widokiem
samolot relacji Sulistrowiczki-Krobielowice prychnął... i zawstydzony zasłonił
nos lewym skrzydłem...
W swiadomosci zachodzacej wlasnie na ulicy Wisniowej w ciaze matki piatki
dzieci odezwal sie glos
rozsadku. ''''Co to to nie'''', ''''nie bede wychowywala jeszcze jednego
bezrobotnego''''.
Nie mylila sie - po dziewieciu miesiacach urodzila sliczne... trojaczki.
spojrzała na nie z rozczuleniem... zamaszystym ruchem, przypominającym
drgnięcie
powieki Wołodyjowskiego, strząsnęła okruchy mleka z furażerki..."jedno z nich
będzie królem" - pomyślała... nie na darmo od trzech dni słuchała, sączącej się
z
przeciętego cążkami od paznokci kabla, informacji, o nowej polityce
prorodzinnej
RC...
I wtedy nastapilo nieukninione.
Jej biodra, ciagnione jakas niewidzialna sila, zaczely sie poruszac rytmie
walca drogowego.
Najpierw w lewo, potem w prawo, dwa na jeden jak ja zawsze uczono na kursie
przysposobienia
studniowkowego, prowadzonym przez urocze siostry syjamskie R
    • Gość: janus Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: *.candw.ai 23.08.01, 16:40
      Przebudzilem sie. W glowie mi szumialo.
      Tescciowe, koty, samoloty, Marsha, walec drogowy,....
      Usialem na lozku. Bylem zlany potem.
      Stanowczo musze ograniczyc moj nalog do forum.
      To czyste wariactwo. Teraz czuje ochote na sen.
      Do okna zastukal Ivin. Z tego wszystkiego zapomnialem,
      ze o 6-tej mielismy wyplynac na tunczyka.
      Spojrzalem przez okno. Morze bylo spokojne, tylko pelikany
      co chwila pikowaly w wode za porannym sniadaniem.
      Wyskoczylem z lozka i wszedlem do lazienki....
    • Gość: lili Dobra robota Bea. Gratuluje!!!!! IP: *.de.deuba.com 23.08.01, 16:46
      • pszczolowski Re: Bea - niestety to nie jest calosc :-( 23.08.01, 18:28
        • Gość: Bea Re: Bea - niestety to nie jest calosc :-( IP: 195.205.145.* 24.08.01, 10:58
          Co przegapiłam przy kopiowaniu?
          Może mógłbyś pod tytułem "suplement" wkleić brakujący fragment?
          Pozdrawiam:)
          Bea
      • Gość: Jajaccek Re: Dobra robota Bea. Gratuluje!!!!! IP: *.chicago-21rh15rt.il.dial-access.att.net 23.08.01, 22:28
        Super!!Sie Narobilas, ale!!
    • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [2] IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 00:01
      Postanowilem uzupelnic to, co Beacie obcial portal. Klejac i czytajac
      jednoczesnie pobawilem sie troche w redaktora, ale tylko w niezbednym zakresie
      (glownie kwestie techniczne). Przy okazji, zeby plynnie przejsc do dalszego
      pisania nie tracac ani slowa (nie zaliczylem jednak ostatniego wpisu ze starego
      watku) pozwolilem sobie na odrobine prywaty - wybaczcie :)
      Ta "prywata" nie musi oczywiscie rzutowac na ciag dalszy - prawde mowiac nie chce
      byc wplatywany w ta historie, jak sie to stalo z Wedzonka. A wczesniejszy post
      Janusa z tego watku pozwolilem sobie dokleic na sam koniec, pasuje bowiem jak
      ulal do rozpoczecia ciagu dalszego :)

      Zatem FORUMOWICZE DO KLAWIATUR bo jest juz sporo dobrej powiesci, a spolecznosc
      internetowa czeka na wiecej!!!


      > Najpierw w lewo, potem w prawo, dwa na jeden jak ja zawsze uczono na kursie
      > przysposobienia
      > studniowkowego, prowadzonym przez urocze siostry syjamskie Romulus i Remus.

      Nagle, w tym szatanskim plasie ujrzala zlote zeby. Samolot oslepiony błyskiem
      złota, nadal ze skrzydłem przesłaniającym nos, odwrócił się dwustukrotnie, z
      godnością wokół własnej osi, podwijając pod siebie ogon i wylądował na Polach
      Mokotowskich wyrzucając w powietrze chmurę pyłu, w której można było zauważyć
      złoty włos Bony, zawiązany w swym czasie na kciuku idącego w bój ASKOTA.
      Nie bylo czasu do stracenia. Tempus fugit, a czas leci - jak sie mawialo na
      Polach Mokotowskich. ASKOT mogl sie tego spodziewac - pod bialym z wscieklosci
      sztandarem ruchu mlodych pulkownikow rezerwy, szedl Ludwik Warynski.

      Odwróciłem z niesmakiem głowę od krawężnika. Jedno durne spuchnięcie i takie
      komplikacje. W dodatku z oddali coraz głośniej było słychać wrzaski teściowej.
      Włożyłem nogi za pasek (marines wegierskich!) i popękanym ze śmiechu chodnikiem
      ruszyłem w stronę wielkiej manifestacji Samoobrony. Juz z daleka widzialem
      wspaniala postac ASKOTA, ktory dosiadajac swojej starej kasztanki pojedynkowal
      sie z L. na dwa nagie miecze. Biedny ASKOT nie mial wielkich szans (przynajmniej
      tak wskazywaly wyniki prawyborow). Moze gdyby stanal do walki jego brat blizniak
      Behemot porwany za mlodu z rodzinnego Wrocka?

      Anna wstala od biurka i z zadowoleniam spojrzala przez okno. Mars majestatycznie
      przesuwal sie tuz obok burty Nostromo2 - intergalaktycznego krazownika 7 klasy w
      drodze do Ziemi.
      Czyz nie jest piekne zycie? - pomyslala. Jej historia ktora pisala rozwijala sie
      dobrze. Moze nawet jest szansa na ekranizajce i pozniej Oskara - rozmarzyla sie.
      Nagle swiatelka komunikacyjne rozbawily sie gama kolorow.
      Co robic? - pomyslala - Kontynuowac pisanie czy rozmawiac z tesciem swojego 3-go
      ex-meza i stracic to wspaniale natchnienie?
      W tym momencie zabulgotalo i w kranie pojawila sie woda. Wszyscy zamarli w
      bezdechu, wpatrujac sie w cienka czerwonawa struzke. Nawet mamusia zony zamknela
      swoje wypelnione z lota bizuteria i upaprane musztarda usta. Z oddali slychac
      bylo chrzęst czołgowych gąsienic.
      Boże, to na pewno Oni! - pomyślała. Przez głowę przemknęły jej te wszystkie
      koszmary, o których od tylu lat chciała się uwolnić. Jednoczesnie poczula
      irracjonalne, rozlewajace sie na cale cialo pozadanie.
      Porucznik miedzygwiezdnej kawalerii, ktory badal ja podczas pierwszego kontaktu
      trzeciego coma osiem stopnia byl przeciez calkiem delikatny. Dlatego starała się
      zrozumieć tą nagłą manifestację swojego id. Przecież porucznik wydał jej się mało
      atrakcyjny, gdyż brakowało mu wiele do archetypy mężczyzny.
      Nie zaprzątając sobie dłużej głowy archetypami poruczników, postanowiła ugotować
      kaszę, zaczęła szukać kuchenki, ale w przedpokoju stanął porucznik.
      - Nie cierpię kaszy - zagrał aksamitnym nie-głosem, nie-śpiewem. - Nie jadam
      kaszy odkąd uciekłem z domu mając 13 lat, w chwili kiedy na stole mama postawiła
      gorącą kaszę. Wstałem od stołu i wyszedłem. Nigdy nie wróciłem.
      Na samo wspomnienie matki poczul sie nieswojo. Przymknal oczy, za mgla zaczely
      przesuwac sie obrazy z dziecinstwa. Automatycznie siegnal reka do rozporka.
      Obraz matki byl coraz ostrzejszy. Zza sciany dobiegly go fragmenty piosenki
      jego ulubionego zespolu Ich Troje. Mial coraz bardziej wyczuwalna erekcje.
      W tym momencie wyłączono prąd. I jak tu w takich warunkach prasować na krążowniku
      międzygwiezdnym?
      Dźwięk sygnału alarmowego przeszył gwałtownie ciszę. Z głośników dobył się
      charkoczący głos: "Przygotować się do abordażu! Jesteśmy nad Galerią
      Dominikańską!"
      - Nie! - odkrzyknął. - Odpieprzcie się, odpieprzcie się wszyscy! To jakiś absurd,
      nie będę dokonywał abordażu przy muzyce Ich Troje. Poza tym nie znoszę Wrocławia,
      tam wszędzie są Niemcy, a ja mam uraz do Niemców po tym, jak połowa naszej floty
      międzygwiezdnej została zniszczona na Łuku Kurskim.
      W głośnikach zapadła cisza, a chwilę później rozległ się przerażający, spokojny
      głos:
      - Poruczniku, co wy pierdolicie? Macie nierówno pod sufitem? To bunt?
      - Tak - odrzekł ze spokojem i nagłą pewnością, która zaskoczyła jego samego. - To
      bunt. A ja rzeczywiście mam nierówno po sufitem.
      Po tych słowach ujął mocno ster w swoją mackę. Sam sobie sterem, żeglarzem,
      okrętem.

      Zgrzyt klucza w zamku wytracil go ze snu. Nieprzytomnie rozejrzal sie wokol. Z
      sufitu zwisaly czarne przewody. Prawa reka sprawdzil rozporek. Cholera be wziela
      te coraz czestsze u niego sny na jawie. Wiedzial ze teraz musi dzialac.
      Blyskawicznie.
      Zerwal kapsel z nablizej stojacego "Piasta". Cieply plyn wlal sie do wyschnietego
      gardla. Przez cienka sciane slychac bylo odgłosy paszczowe znienawidzonych Ich
      Trojga.
      No nie - nawet tu mi, żywemu, nie przepuszczą - pomyślał ze wściekłością, po czym
      zerwał się z fotela, dopadł potężnej wieży stereo i z satysfakcją zapuścił na
      cały regulator klasyczny Deep Purple. I kto tu teraz triumfuje? - napawał się
      chwilowym zwycięstwem.

      Niestety, nastapila awaria zasilania w calym miescie. Ich Troje zastapily odglosy
      kopulujacej za sciana pary turystow. Ona darla sie w nieboglosy, on charczal
      jak zarzynane bydle. Nie do wytrzymania! Widzial ich wczoraj, tuz po przylocie.
      Ci z Galaktyki Centuriona 564 zawsze byli specyficzni. W odniesieniu na
      europejskie warunki bardzo przypominali Niemcow. Te same tempe ryje i buta. Nie
      wiedzial, ze po klesce na Luku Kurskim, Hitler przeczuwajac przegrana wojne
      wyslal pierwszy statek z kolonistami wlasnie na Centuriona.

      Tymczasem straznik ktory otworzyl drzwi nie zamierzal czekac dluzej. Zlapal Zenka
      za ucho i wyciagnal przed cele. Zenek stanal wryty jak kocur na trzepaku. Przed
      nim stanęła w całej okazałości kochanka szwagra Antka Józka brata. Wszystkie
      członki i członkowie znieruchomieli, czekajac na rozkaz ruszenia do boju. Choć
      miał to być ich bój ostatni.
      Z celi pod 5. wyszedł szwagier Dzierżyńskiego. Morda nalana, pucołowata.
      - Towarzysze i towarzyszki!!! Ruszamy na białych reakcjonistów, których celem
      jest zniszczenie naszego kochanego Edenu.
      Kochanka spojrzała z niesmakiem na szwagra i wijąc się w wężowych splotach swych
      włosów i nóg wysyczała:
      - Nie ten tekst palancie... dziś nie zwalczamy purchawek tylko komary.
      Król komarów, po wysłuchaniu narzekań, udał się z donosem do tow. Stalina.
      Świadkiem był tow. Beria. Wszystkie placówki GPR w promieniu 1000 km otrzymały
      rozkaz zwalczania bzykającej zarazy. Czas pracował dla donosicieli. Wszyscy,
      którzy czuli zagrożenie ze strony bzykającej braci rozpoczęli poszukiwania sała,
      będącego jedynym, w owym czasie, środkiem zwalczającym agentów GPR.
      Stalin czekal. Palil swoja ulubiona fajke ukradziona jakiemus sklepikarzowi w
      Tbilisi w 1932r. Dym draznil i mruzyl kaprawe oczka osadzone zbyt blisko siebie
      w dziobatej gebie. Pod obslinionym wasem zakwitl jeden z jego usmieszkow "pod
      wasem" a uporczywa mysl zaatakowala pozostalosc po mozgu.

      Sprawca calego zamieszania, niczego nieswiadomy, palil pomalu bielomora na
      nieznanej planecie w okolicach Syriusza i flegmatycznie przewracal
      ka
      • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [3] IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 00:02
        Sprawca calego zamieszania, niczego nieswiadomy, palil pomalu bielomora na
        nieznanej planecie w okolicach Syriusza i flegmatycznie przewracal
        kartki "Opowiesci o prawdziwym czlowieku".
        Moje zycie tez zostanie opisane przez Polewoja - pomyslal i po raz pierwszy i
        ostatni w swoim nigdy nie opisanym przez Polewoja zyciu poczul sie szczesliwym
        galaktycznym megakomarem. Blad popelniony przez Elvisa "Presleya" Widliszka
        polegal na niewlasciwej ocenie priorytetow polityki entomologicznej ZSRR. Gdy
        kilka lat pozniej zmieni strategie i sprobuje uzyskac slawe i milosc ssakow w
        drugim z mocarstw trzeciej planety od Slonca, pojdzie mu znacznie lepiej.
        Wystarczy powiedziec, ze po jego powrocie jedna z gwiazd zarzadzanego przez
        komary gwiazdozbioru Oriona otrzyma galaktyczna nazwe Las Vegas.
        Lasss Vegasss - aurea prima satas atas - przesunął przez fioletowe niebo
        majestatycznie wielki ogon komety. Syczało nieprzerwanie. Zelazko tak do tej
        chwili spokojne, oszalało. Nawilżacz zamienił się w fontannę, stopa w pancernik
        a kabel w podmorskie łącze międzykontynenalne. Prując przez spienione wody
        wyzwalało wielkie przypływy i odpływy, kula ziemska zaczęła się niebezpiecznie
        przechylać. Ich Troje nareszcie zamilkło. Lekki przechył podłogi pozwolił
        podnieść się teściowej, z lekkim uśmiechem, poprawiając trwały lok nad okiem
        szepnęła tylko:
        - Oh mą die, set formidabl, eskewu wule kusze awek mła, se suar, se suar?
        Az tu nagle tygrys zjadl tesciowa.

        Po wydarzeniach ostanich paru godzin Zenek poczul okropny glod. Wyjal
        nienapoczeta mamusie zony, z pyska ledwo zywego z przerazenia tygrysa i
        wprawnymi ruchami ciezkich murarskich dloni zamaszystymi ruchami okladal
        czerwone lica, spluwajac nan z roszkosza. Jego niezaspokojony glod zwiekszony
        slinotokiem kierowal jego zmysly w strone przycisnietego zelazkiem, pregowanego
        potwora, ktorego smutne oczy, dziwnie przypominaly... NIE!!! To nie mozliwe. A
        jednak. To byl prezydent Zdrojewski. Jego smutne oczy mowily "nie chce
        odchodzic... nie". I wtedy zrozumialem ze nie powinienem byl strzelac do
        sluchawki.
        W jednej chwili chwycilem Zdrojewskiego jedna reka, druga wypchnalem tesciowa
        za okno. Na dole czekal szef Jellonek ze swym synem Ambrozym. Ambrozy Kleks (po
        matce) byl bardzo rozgarniety do tego stopnia ze o nic nie pytając ryknął
        motorem i ruszyliśmy w stronę Norilska. Poczułem, że obejmują mnie w pasie
        czyjeś ręce.
        - ASCOT, a ty dokąd?
        Spojrzałem w te sliczne kocie oczy i juz wiedziałem, że na pewno nie zostawie
        go na pastwę ani mamusi, ani Zenka, ani porucznika z nierównym sufitem, a tym
        bardziej kolonistów z Centuriona.
        Jednak Ascot nie spojrzal na mnie, myslami byl gdzies daleko. Gdzies za linia
        horyzontu gdzie czekal na niego Behemot z kompania. Nie wiedzialem co o tym
        wszystkim myslec: tesciowa, Ascot, Zenek... W sumie wszyscy rodzina.
        Sluchalismy razem Radia Maryja. Ach te wieczory przy radioodbiorniku. Glos
        ojcieca Rydzyka i te defilady wokół sedesu! Zenek pamięta, jak dziś, jak to
        porucznik z gracją żeńskiej reprezentacji rugby, wtoczył się do przedpokoju, a
        na jego głowie dumnie spoczywało filcowe sombrero ze złotym napisem ORMO!
        - Wiecej kultury!! - wrzasnal. - Kapelusz w kiblu w dodatku przy damach? Fe.
        Gracja wyprezyla sie wyczekujaco, a nieksztaltna droga w kierunku granicy
        bialoruskiej uciekala spod kol motocykla.
        - Byle blizej Behemota i Norylsk, a dalej od x. Rydzyka - miauknal ASCOT.
        - Mylisz sie, kotku - mruknalem. - Ojciec Dyrektor ma nadajnik na Syberii.

        Zblizalismy sie do Kielc. Z daleka rozeszło się głębokim basem beknięcie
        miejscowego prominenta. Oszalałe psy wyły na widok przejeżdżającej 600 MB
        kierownika miejscowego kółka rolniczego. Ich podgolone karki i bejsbolówki w
        łapach dobitnie świadczyły o niecnych zamiarach. Nie robiłyby tego, gdyby
        wiedziały, że właśnie jedzie do Warszawy po instrukcje nt. blokady i strajku
        głodowego miejscowej bukaciarni. Przyspieszylismy i zaczelismy wyprzedzac
        beemwice promineneta.
        - Nie lubie napuszonych bydlat - mruknal ASCOT i wyciagnawszy pazury wzbogacil
        karoserie beemwicy o trzy rownolegle, poltorametrowe rysy. Mruknal cos pod
        wasem
        i samochod prominenta zostal jakies jakies dziesiec metrow za nami. To co zen
        bylo slychac nie bylo piosenka z Kabaretu Starszych Panow.

        - Dość!!! - pięknym zrywem pośladków wstała by zakręcić kran, o którym wciąż
        pamiętała, mimo że wypaliła już sześć długich jointów ze skunk''''iem. - Żadnej
        teściowej, telefonów, wyobrażeń. Dziś przez cały dzień będę gotować zupę
        szczawiową, warcząc na kaloryfer oburącz!
        Pomysł ten przepełnił ją metafizyczną dumą, a powieka zatrzepotała w rytmie na
        trzy czwarte.
        Lecz nagle ktos zapukal do okna. Pomyslala ze to napewno listonosz. Szybko
        podbiegla do szyby, uchylila lufcik. Za oknem stal Ascot, z oddali slychac bylo
        silnik zblizajacej sie beemwicy. Nie zastanawiaja sie dlugo chwycila AK-47
        stojacy pod kaloryferem. Mleko wlasnie zaczynlo kipiec.
        - Na cholerę mi ten szczaw! Doo gaaara białasie!!! - przerażone tym okrzykiem
        cielsko mlecznego kożucha wykonało konwulsyjny, tygrysi skok i padło na szybę
        beemwicy. ASKOT zazyl kolejna dawke Prozac-u i uspokojony wyciagnal sie jak
        prawdziwy strzelec podhalanski na warcie. Przed oczyma stanela mu znajoma
        plackarnia, ruskie ze skwarkami i martini z oliwka. Byl szczesliwy...
        Wtedy zobaczyl mysz. Stała sobie na zawleczce granata obgryzając ogonek i
        patrząc na niego z kpiną w oku. Na palcu prawej łapki świeci diament... "Oko
        Wędzonki".
        Mysz nie wygladala na normalna, bo maszerowala dziarsko w strone ASKOTA
        pogwizdujac ''Most na rzece Kwai''.
        - Halo, sloneczko swiec, swiec, swiec, halo - wyrwalo sie z mysiej piersi.
        Po wyrwaniu poturlało się prędziutko w stronę najbliższego rynsztoka, by umyć
        ząbki przed snem.
        Ruchem jednostajnie perystaltycznym ASKOT zblizyl do myszy i jak gdyby nigdy
        nic, szlifujac w miedzyczasie Present Perfect o bruk (albowiem znal ten jezyk
        doskonale) spytal:
        - H!au!ar!JU! zlamany!
        Mysz spojrzal z wyrzutem w oczkach na rodowy klejnot noszony dumnie przez tego
        niedoszlego krola Piwnicy Swidnickiej z przyleglosciami. Wiedzial, ze moze
        polegac na swoim trójnożnym rumaku, kupionym przedwczoraj koło baru "Miś" za
        jedyne 3 funty kłaków. Sprzedawał go bardzo wiarygodnie wyglądający Bauer,
        który gratis dorzucił termofor na garb rumaka.
        Wierzchowiec ten - pieszczotliwie nazwany przez Bauera "Chabetą", stał teraz
        odważnie wsparty o ciecia-parkingowego tylko czasem wydając z siebie dźwięk
        imitujący kaszel wykrztuśny! W rzeczywistości bowiem glownym pokarmem tego
        szlachetnego tworu bylo ziele z krateru posiane reka niejakiego Wanki
        Melchiorowicza.
        Dodatek rycyny spowodowal niespodziewana dysproporcje pomiedzy klakami
        parkingowego a 3-ma Misiowatytymi Bauremi, handlujacych funtami. Z garbatego
        termoforu najpierw wylanila sie dlon, potem cala reka, glowa, korpus... Tak, to
        byl kapitan Zbik na wakacjach we Wroclawiu. W jego dloni zobaczylem zwiniety
        rulon papieru. Byl to plakat z czterdziestego piątego z hasłem "olbrzym i
        zapluty karzel reakcji". Natychmiast rozwinąl go przed nią i rzekł wskazując
        palcem na słowo olbrzym:
        -To ja!

        Doprawdy chciała juz zakręcić ten kran i dokończyć swoją pracę doktorską.
        Przecież pojutrze musi ją oddać promotorowi. Nie dane jej było i tym razem :(
        Wyobraźnia jak zwykle spłatała figla i w umyśle Anny rozpanoszyl się ASKOT
        gnający motorem w stronę Norylska. Dawno już opuścili niegościnną kielecczyznę.
        Powoli zbliżali się do Lublina.
        Jakież było zdziwienie zarówno kierowcy, jak i obejmującego go ASKOTA, gdy u
        wrót miasta przywitał ich Sztukmistrz!
        - Mistrzu - rzekl ASKOT z nadzieja, podczolgujac sie krotkimi, spontanicznymi
        ruchami delfina. - Mistrzu, spraw, bym stal sie poczatkiem wielkiego wydarzenia
        historycznego! - zamialczal po angielsku.
        Bo serii blyskow i wyladowan elektrycznych, skowycie koni, rzeniu psow i
        dzwiekow t
        • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [4] IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 00:04
          Bo serii blyskow i wyladowan elektrycznych, skowycie koni, rzeniu psow i
          dzwiekow trab jerychonskich ASKOT, ubrany w cieply plaszcz z gronostaji obudzil
          sie na jedwabnej poscieli w towarzystwie dyrektor Gucwinskiej przebranej w
          ksiazecze stroje.
          Ktos cicho zapukal do drzwi.
          - Arcyksiaze Ferdynandzie, dojezdzamy do Sarajewa - uslyszal.
          - Jak to mozliwe?
          - Wasza wysokosć zasnął, a ja nie miałam sumienia budzic Waszej wysokosci.
          - Ale co ja tu robie?
          - Wczoraj wasza wysokosc rozkazał wyjezdzac, nie biorac nic ze soba...

          Tymczasem prominent lokalny, Gabriel Pryncypialny, dodal gazu w swojej beemwicy.
          - Ty sukinkocie - warknal. - Ja ci urzadze Sajgon, nie Sarajewo. Poddam cie
          odwroconej osmozie w worku polskiego cukru, kota ci pogonie, kocie...

          - Do Sarajewa, powiadasz Janie, do Sarajewa...
          Chryste, dlaczego tak mi sie kreci w glowie? - pomyslal i rzekl:
          - No dobrze... w tym Sarajewie maja chyba do mnie strzelac... Janie, zebys
          wiedzial, jak bardzo jestem tym wszystkim zmeczony! To juz osmy raz... jezeli
          znowu mnie zabija, zostanie mi jeszcze jedno zycie... a jezeli w dodatku
          istnieje reinkarnacja... i czemu w calym wagonie tluka szyby? Czego ja sie tak
          bardzo boje, Janie?
          - Nie mam na imie Jan - warknal kamerdyner i oczy rozswietliliy mu sie dzikim
          blaskiem. Ksiezna zniknela bezpowrotnie.

          Na peronie dal sie juz slyszec pisk opon beemwicy. Pryncypialny z luboscia
          wazyl chlodny ciezar mauzera w dloni. Stanąwszy w rozkroku wycedził:
          - Zrobię ci z tylca jesień średniowiecza! ASKOCIE popamiętasz cierpienia
          teściowej! Twoje flaki będą krążyć po orbicie Alfa Centauri a w ludzie w
          Norylsku usłyszą twoje żałosne skomlenie o szybka śmierć!

          W tym czasie nastąpił huk wybuchającego żelazka, które cały czas grzało pełną
          mocą, ktora byla tylko w wyobrazni, poniewaz zelazkiem byla beemiwica stojaca
          obok zakrwawionych innych istot,az nagle tapeta na scianie pekla i ukazal sie
          kolorowy plakat z napisem "Socjalizm bez partii - to statek bez steru i zagli".
          Pieczatka na plakacie glosila: "Komitet Miejsko-Gminny PZPR w Laziskach".
          Jednoczesnie zza sciany rozlegl stary CK marsz "Unsere Oberst, Herr Ganzgenau,
          mag keine undeutlichkeit".
          - Behemot! - krzyknal z radoscia ASKOT.
          Lecz nie byl to Behemot, ale przebrana agentka Kola Gospodyn Wiejskich Genowefa
          Pigwa. Dzierzac dumnie w reku sierp, okutana przepisowa czerwona chusta w
          motytw lowicki, z iskra w oku wydawala sie kims, kto ruszy z posad bryle
          swiata.
          Genowefa zas w rzeczywistosci ruszyla z kopyta do najblizszego Euro AGD, gdzie
          byla promocja robotow kuchennych Philipsa.
          I mial racje, slynna kocia intuicja nie zawiodla go i tym razem. Usciskom i
          miaukom nie bylo konca, dopiero zapach piekacego sie jesiotra, na starym i
          wysluzonym oraz cokolwiek podejrzanym prymusie. Swad wydobywajacy sie z tego
          rokokowego urzadzenia przyciagnal uwage uczestnikow pobliskiej blokady, ktorych
          czerwone nosy dumnie wzniesione nad wspanialymi krawatami swiadczyly o
          długotrwałej kuracji gardeł wlewkami na bazie etanolu. Górował nad nimi kosiarz
          umysłów w kufajce przyozdobionej grubo rżniętą słomą i takimż gustownym beretem
          z antenką. W prawej ręce niczym berło dzierżył widły klasy lux połączone z
          kłonicą.

          Kiełbaski powoli skwierczały nad ogniem, gdy wtem na wprost blokadujących z
          łoskotem pojawił się... tak, nie mylili się. Był to najprawdziwszy czołg.
          Grigori wracał właśnie do Gruzji, kiedy to strzeliła mu lewa gąsienica. Nie
          myśląc dużo (jak zawsze) otworzył metaldach od swojego tanka i poszedł bratać
          się
          z tubylcami. Idealnie do tego celu nadawała się metalowa menażka wypełniona
          płynem, który służył bądź do podrasowania paliwa w jego wehikule, bądź też do
          konsumpcji (znacznie częściej i chętniej wykorzystywana opcja).
          - Zdrastwujcie - zachrypiał Grigorij.
          Piekna kobieta z baru w odpowiedzi spojrzala chlodno na zastygly na jego
          ustach,
          porzadliwy usmiech. Tymczasem Grigoriego z nagla zamurowalo! Wpatrzony w jej
          dlonie, roziskrzonym wzrokiem, zdolal tylko wycedzic:
          - CIASY!
          Janka spojrzala na swojego chlopa z politowaniem - znowu byl z chlopakami pod
          sklepem - zawsze potem udawal ktoregos z Pancerniakow.
          - Wez sie do roboty opoju - ryknela - a nie wstyd mi na wsi przynosisz.
          Zenek zmial w gebie przeklenstwo odwrocil sie na piecie i wytoczyl z lokalu.
          Ja, ja kiedys... - pomyslal i przewrocil sie obok swojego tanka marki Ursus.

          Calej sytuacji przygladal sie pulk piechoty. Mieszkancy jeszcze nie zdawali
          sobie sprawy ze na wiesc o zegarku stawi sie wkrotce cala dywizja. Poslano po
          Wedzonke bo jako jedyny znal sie na zegarkach marki poliot. Po nie dlugim
          czasie przybyl Wedzonka w swym przyciasnym maluchu i juz z daleka nawolywal do
          stojacych ludzi:
          - Usiadzcie! Co bedziecie tak stali!
          Przeto usiedli, a w Australii wszystkich podrzucilo. Tak powstaly kangury.
          Natura wiedziała co czyni. Niestety efektem ubocznym było również
          ukształtowanie się toreb - przyrządu do noszenia zakupów, przedmiotów drobnych,
          a także dzieci, niby niechcący upuszczanych przez bociany lecące tranzytem z
          Polski.

          ASKOT dokładnie oblizał łapę, potem jak najgłębiej włożył ją do pyszczka i z
          lubością podrapał się w wątrobę - to te łososie... chyba niedopieczone, bo coś
          łaskotało go po żebrem.
          Nagły, głuchy odgłos siadających zadów i piekielne tąpnięcie od południa
          postawiły go na baczność - psiaaaa... to wraca żelazko, wlokąc za sobą
          umęczoną duszę do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych...
          Ruda rdza pokryla dusze, pchly zjadly Askota ostaly sie ino karaluchy na
          podobienstwo swego stworcy. Ludzkie larwy zagoscily w przytulnych szczurzych
          norach i rozpelzly sie po swiecie. Cholerne pasozyty, znow zdominuja swiat i
          znow bedziemy czekac na swoj czas.

          Na ten moment czekala mama zony przy akompaniamencie piszczalki znanego tresera
          z Deutshe Zirkus Dyla Sowizdrzala zaczela propagowac nielegalny produkt z
          podziemi Kremla:
          - Masc na szczury, masc na szczury!!!! Wyciagamy szczura z dziury!!! I okreznym
          wolnym ruczhem, smarujemy go pod brzuchem!!! Masc kosztuje dycha a szczur po
          dwoch dniach zdycha!!!
          Zenek przystanal zdumiony. Jego twarz stężała w dziwnym grymasie ni to śmiechu,
          ni to przerażenia. On znowu krąży po niebie - pomyślał. Przecież samolot nie
          może latać zasłaniając sobie lewym skrzydłem nos?

          - Och, dość tego! - Anna zdecydowanie podniosła się od klawiatury. - Przecież
          musze skończyc moją pracę doktorską. Nobel może poczekać. Czułym gestem musnęła
          monitor z ostatnimi napisanymi zdaniami powieści i poszła do kuchni zaparzyć
          sobie mocną kawę.
          Sięgnęła ręką po najnowszy nabytek - przeceniony robot kuchenny marki Philips
          wywalczony ciężko dzień wcześniej w Galerii Dominikańskiej. Czas na zmiksowanie
          szczawiu na szczawiową dla mojego kochanego ASKOTA - pomyslala.
          Niestety nie było jej dane, bo oto za jej dźwiękoszczelnymi oknami robotnicy na
          Rynku zaczęli montować scenę.
          - No tak, Święto Wrocławia - przypomniała sobie Anna. - I cóż to tam miało
          być dziś w programie?
          Nie musiała wysilać pamięci - mimo pancernych szyb w oknach meble w pokoju
          niespodziewanie podrygiwały w rytm wakacyjnego hitu Ich Trojga. I pewnie ta
          budząca grozę sytuacja trwałaby jeszcze długo, gdyby nie to, że jak za
          dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszędzie wokół zapadła cisza. Nie mogąc w
          to
          uwierzyć, oszołomiona Anna wyjrzała na podwórze.
          - O w mordziaszkę - jęknęła zaskoczona. - Toż to MacGyver zrobił wreszcie
          porządek. Fontannę na dodatek postawił... I pomyśleć, że wystarczył mu do tego
          zwykły keczup. Keczup, ktory mial postawic wieze eiffla, a zasluzyl sobie jako
          tlumacz... Wplyw jego okazal sie bardzo niezwykle trwaly - jego filozofia
          zostala zreinterpretowana na potrzeby wroclawskich uczelni i stanowila
          ideologiczna
          podstawe dzialalnosci ow uczelni. W rezultacie niby to wszystkie antychrusty
          dowiedzialy sie ze jednak keczup.
          - Za dużo tych wykluczających się bodźców
          • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [5] IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 00:06
            - Za duzo tego za duzo na jedna biedna dziewczynke - powiedziala i wbila zeby w
            kosmata lape Askota. Zaskoczony Askot zerwal sie z parapetu i ustawiwszy sie w
            pozycji sarwangasana odchrzaknal i zaczal deklamowac Piata Ksiege Psalmow:
            ''Umilowany Piekna jestes, przyjaciólko moja, jak Tirsa, wdzieczna jak
            Jeruzalem, grozna jak zbrojne zastepy. Odwróc ode mnie twe oczy, bo niepokoja
            mnie! Wlosy twoje jak stado kóz falujace na [górach] Gileadu''
            Rozległo się pojękiwanie:
            - Marność na marnościami i wszystko mar.. - to koleżanka szwagierki siostry
            żony kuzyna Zenka wróciła z kolejnej pielgrzymki. I tym razem nie dostąpiła
            łaski łagodnego spojrzenia i jedwabnego dotyku dłoni ojca dyrektora. Askot
            zjeżył się, stanął na potężnej maczudze ogona i jednym skokiem powalił
            Stanisławę na podłogę -...ność - dokończyła już spod stołu.
            Frędzle serwety zasłoniły czerwone podwiązki Stanisławy.
            - Nienawidze kotow - wyszeptala przez uzebienie, ktore z takim trudem
            skompletowala w Technodencie - ale chce hot doga z duza iloscia musztardy
            sarepskiej.
            Autorka rozesmiala sie szyderczo:
            - Hot doga? I gdzie jest twoj wor pokutny, gdzie popiol na Twoim czole, gdzie
            blizny po dekadach umartwien? Na to Ci przyszlo, ze lezysz pod stolem, zebrzac
            o najmarniejsza ze zmyslowych rozkoszy? Godzina, w ktorej Bog twoj odwrocil
            twarz od ziemi przekletej, ziemi jalowej...
            Potezny cios Stanislawy obalil pisarke, komputer i Askota. Anna uderzyla glowa
            o ziemie, poczula stalowe lapska patniczki na gardle i z przerazeniem ujrzala
            jej oszalale z nienawisci oczy piec centymetrow od swojej twarzy.
            - Szarp, kalaj, drecz dusze moja, ale nie bluznij, na rany Chrystusa, nie
            bluznij! I dawaj tego hot doga, moze byc tez zreszta cheesburger z keczupem.
            Przyszedł leśniczy i po pobraniu 6,50 zł wyrzucił awnturnice z lasu. A nie byl
            to zwyczajny las. Byl to las krzyzy tych, ktorzy pisza opowiadanie na forum.
            Byl rok 2115 , a w watku bylo juz 115 632 712 wpisow.
            - Moze ktos by zebral do kupy cale opwiadanie i zalozyl c.d. jako nowy watek?
            - Dobry pomysl - powiedziala i wyznaczyla do tego zadania Beate i Pafika.

            Przebudzilem sie. W glowie mi szumialo. Tescciowe, koty, samoloty, Marsha,
            walec drogowy...
            Usialem na lozku. Bylem zlany potem. Stanowczo musze ograniczyc moj nalog do
            forum. To czyste wariactwo. Teraz czuje ochote na sen. Do okna zastukal Ivin. Z
            tego wszystkiego zapomnialem, ze o 6-tej mielismy wyplynac na tunczyka.
            Spojrzalem przez okno. Morze bylo spokojne, tylko pelikany co chwila pikowaly w
            wode za porannym sniadaniem. Wyskoczylem z lozka i wszedlem do lazienki...


            [odtad prosze pisac ciag dalszy]
            • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [5] ERRATA IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 00:15
              Odkrylem, ze wkleilem o jeden akapit za malo - czesc [5] prosze pominac i
              czytac tu - od "[5] - ERRATA"
              :)


              - Za dużo tych wykluczających się bodźców - Anna pomasowała skronie i
              przestawiła wskazówki swojego poljota na 6 minut wstecz. Keczup zniknął pod
              brukiem, Ich Troje zapadło się pod ziemię, szyby pancerne otuliły Annę ciszą.
              Anna wróciła do komputera. Jeszcze tylko ostatnie przypisy i... przerażona
              przeczytała na ekranie monitora: "Szczekająca dziewica - romans dla matki mojej
              żony". No tak Zenek znowu bawil sie jej komputerem - pomyslala. Byla wkurzona
              na caly swiat: na swojego durnego brata siostry Zenka, na durnych robotnikow za
              oknem, na durna muzyke Ich Troje, na wszystko co nie dawalo jej myslec i
              dokonczyc tej durnej pracy.
              - Za duzo tego za duzo na jedna biedna dziewczynke - powiedziala i wbila zeby w
              kosmata lape Askota. Zaskoczony Askot zerwal sie z parapetu i ustawiwszy sie w
              pozycji sarwangasana odchrzaknal i zaczal deklamowac Piata Ksiege Psalmow:
              ''Umilowany Piekna jestes, przyjaciólko moja, jak Tirsa, wdzieczna jak
              Jeruzalem, grozna jak zbrojne zastepy. Odwróc ode mnie twe oczy, bo niepokoja
              mnie! Wlosy twoje jak stado kóz falujace na [górach] Gileadu''
              Rozległo się pojękiwanie:
              - Marność na marnościami i wszystko mar.. - to koleżanka szwagierki siostry
              żony kuzyna Zenka wróciła z kolejnej pielgrzymki. I tym razem nie dostąpiła
              łaski łagodnego spojrzenia i jedwabnego dotyku dłoni ojca dyrektora. Askot
              zjeżył się, stanął na potężnej maczudze ogona i jednym skokiem powalił
              Stanisławę na podłogę -...ność - dokończyła już spod stołu.
              Frędzle serwety zasłoniły czerwone podwiązki Stanisławy.
              - Nienawidze kotow - wyszeptala przez uzebienie, ktore z takim trudem
              skompletowala w Technodencie - ale chce hot doga z duza iloscia musztardy
              sarepskiej.
              Autorka rozesmiala sie szyderczo:
              - Hot doga? I gdzie jest twoj wor pokutny, gdzie popiol na Twoim czole, gdzie
              blizny po dekadach umartwien? Na to Ci przyszlo, ze lezysz pod stolem, zebrzac
              o najmarniejsza ze zmyslowych rozkoszy? Godzina, w ktorej Bog twoj odwrocil
              twarz od ziemi przekletej, ziemi jalowej...
              Potezny cios Stanislawy obalil pisarke, komputer i Askota. Anna uderzyla glowa
              o ziemie, poczula stalowe lapska patniczki na gardle i z przerazeniem ujrzala
              jej oszalale z nienawisci oczy piec centymetrow od swojej twarzy.
              - Szarp, kalaj, drecz dusze moja, ale nie bluznij, na rany Chrystusa, nie
              bluznij! I dawaj tego hot doga, moze byc tez zreszta cheesburger z keczupem.
              Przyszedł leśniczy i po pobraniu 6,50 zł wyrzucił awnturnice z lasu. A nie byl
              to zwyczajny las. Byl to las krzyzy tych, ktorzy pisza opowiadanie na forum.
              Byl rok 2115 , a w watku bylo juz 115 632 712 wpisow.
              - Moze ktos by zebral do kupy cale opwiadanie i zalozyl c.d. jako nowy watek?
              - Dobry pomysl - powiedziala i wyznaczyla do tego zadania Beate i Pafika.

              Przebudzilem sie. W glowie mi szumialo. Tescciowe, koty, samoloty, Marsha,
              walec drogowy...
              Usialem na lozku. Bylem zlany potem. Stanowczo musze ograniczyc moj nalog do
              forum. To czyste wariactwo. Teraz czuje ochote na sen. Do okna zastukal Ivin. Z
              tego wszystkiego zapomnialem, ze o 6-tej mielismy wyplynac na tunczyka.
              Spojrzalem przez okno. Morze bylo spokojne, tylko pelikany co chwila pikowaly w
              wode za porannym sniadaniem. Wyskoczylem z lozka i wszedlem do lazienki...


              [po erracie mozna i nalezy startowc stad]
              • Gość: Jajaccek Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [5] ERRATA IP: *.chicago-21rh16rt.il.dial-access.att.net 24.08.01, 01:29
                Wyskoczylem z lozka i wzsedlem do lazienki...podnioslem oczy i niesmialo
                spojrzalem w lustro.Ze srebrnej tafli, znad bujnych i zaslinionych wasow
                spogladaly na mnie zimne, gruzinskie oczy."Co ty robisz w tej lazience
                Stirlitz.Goly i bez makijazu.I dlaczego jestes taki blady? Czerwonej wody nie
                widziales? Jasnosc niespodziewana przerwala potok pytan.Dalem sobie spocznij i
                do reki wzialem...
                • Gość: Bea Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [5] ERRATA IP: 195.205.145.* 24.08.01, 11:03
                  Dałem sobie spocznij i do ręki wziąłem ... leżącą obok maszynki do golenia
                  miniaturową wyrzutnię rakietową - najnowsze cudo techniki.
                  Taaaaak, z taką zabawką niestraszna mi przyszłość. Zaraz, zaraz, co ja miałem
                  dzisiaj zrobić?....


                  PS.
                  Pafik!
                  Dziękuję :) Myślał, że uda się cały tekst wrzucić w jednej części i nawet nie
                  sprawdziłam, czy coś poucinało. Dzięki za korekty:))
                • Gość: jad Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) [5] ERRATA IP: *.legnica.dialog.net.pl 24.08.01, 11:05
                  ...lustro spojrzalem w nie a ono do mnie przemowilo:
                  -Twoje oczy niebiekie mowia wprost wczoraj byla aktywna noc.
                  Po omacku zaczelem szukac.........
    • Gość: jekosz Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 153.112.41.* 24.08.01, 11:39
      czy po drugiej stronie lustra nie dzieją się ciekawsze rzeczy. Gdy przejechałem
      dłonią po tandetnym plastiku poczułem, że cos mnie wciąga w lustro. Ocknąłem
      się w dziwacznej krainie. Najpierw zaszarżowała w moim kierunku kozo-gęś, po
      czym musiałem uciekać przed stadem wypróżniających się latających krowo-
      nietoperzy. Wspiąłem się na najbliższe drzewo, gdzie dopadł mnie Marcowy Zając:
      - Czy zastanawiałeś się nad transcendetalizmem immanentnym? - spytał pałaszując
      fioletową groszko-marchewkę.

      • Gość: efka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.08.01, 12:55
        Spojrzałem mu prosto w czerwone oczy - prawie jak moje - wyszeptałem, oblizałem
        wąsy. On też oblizał wąsy i moim głosem zapytał wprost: no i jak mała, miło
        było? Wytrzęsło nas trochę, ale wybacz - chudziutkaś...chcesz gryza? Cofnąłem
        dłoń zza lustra... to już była delikatna, biała łapka z niedokryzionym
        pazurkiem. Za mną stał Askot...
        • Gość: efka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.08.01, 13:29
          Kommst du mir main szatc - wyszeptał zdecydowanie - w głosie wyczułem moc
          imperatywu Młodego Werthera, a w oczach pangermańskie, praromantyczne
          cierpienie. Il szersz la fam - zajarzyłem błyskawicznie...Ryknąłem wielkim
          syberyjskim wielogłosem - PASZOŁ WON PRIAKLATYJ...(...)...TWAJA...(...)...I
          JESZCIO RAZ ...(...) - w drzwiach łazienki stanęła Stanisława - "Boże Ty Moj
          zupełnie jak w Kazachstanie EEEch!!!" na głowie miała czerwoną podwiązkę.
          Wyskoczyłem przez okno.
          • Gość: BreslY Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 130.225.149.* 24.08.01, 16:48
            Poruszanie sie w powietrzu nie bylo moja ulubiona
            czynnoscia, mruknal do mnie facet z pdobitym okiem
            przelatujacy obok. Podlecial do mnie.
            -Ktora godzina? - spytal
            -Za pietnascie siodma rano
            -Nie jest to moja ulubiona godzina. Pozwolisz ze sie
            przedstawie. - Pociagnal burbona z flaszki - Marlowe.
            Filip Marlowe.
            • dlugopis Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) 24.08.01, 17:06
              Malone.
              Myszka Malone. I uscisnelismy sobie dlonie.
              Co ja pieprze, gdybym byl myszka to ASKOT juz dawno by mnie schrupal jako
              przystawke.
              • Gość: BreslY Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 130.225.149.* 24.08.01, 17:11
                Wypadalo by nam wyladowac i wypic whiskey z cytryna.
                "Maloney wants a drink" zanucil Marlowe. Niestety na
                ulicy pod nami widac bylo tylko saturatory. Czyzbym
                wypadl nie tylko przez okno ale i z epoki?
                • dlugopis Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) 24.08.01, 17:19
                  Nie wiadomo skad podlecial do nas patrol Strazy Miejskiej i bez zbednych
                  dyskusji zalozyl blokade na lewa noge Marlowa za publiczne picie bourbona
                  prosto z flaszki bez uzycia papierowej torebki.
                  • Gość: BreslY Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 130.225.149.* 24.08.01, 17:26
                    Ja, Malone - wyciagnalem z kieszeni papierowa torbe i
                    nadmuchawszy ja skierowalem w kierunku straznika
                    miejskiego. Ten stezal i zdjal Filipowi blokade, ktora
                    tamten tez zdazyl otworzyc spinaczem.
                    Wyladowalismy i osuszylismy burbona. Twarz Marlowe''a
                    wykrzywil grymas. Spojarzalem tam gdzie on i zobaczylem
                    plakat: SLD - klopoty to nasza specjalnosc!
                    • dlugopis Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) 24.08.01, 17:32
                      Nizle bagno wam tutaj szykuja coooo !? Stwierdzil raczej niz zapytal Filip.

                      PS: efka ! Nie wolno sie wpisywac bezposrednio po sobie. Zolta kartka.
                      • efka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II)-do długop. 24.08.01, 23:18
                        dlugopis napisał(a):

                        > Nizle bagno wam tutaj szykuja coooo !? Stwierdzil raczej niz zapytal Filip.
                        >
                        > PS: efka ! Nie wolno sie wpisywac bezposrednio po sobie. Zolta kartka.

                        Sorry - ale gdy wysyłałam, to już układał mi się cd. i nie zdążyłam przystopować
                        ...już nigdy... ;-))
                    • Gość: terka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.08.01, 17:37
                      Nagle zrobiło się szaro i ponuro, zaczął siąpić nieprzyjemny deszcz.
                      Zza plakatu wyłoniły się postacie w czerwonych czapeczkach z haczykowatymi
                      nasami. Zakrzywionymi pazurami zaczęły nas przywoływać.....
                      • Gość: Pafik Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: *.kom-net.pl 24.08.01, 18:13
                        Zaciekawieni podeszlismy blizej. Nagle przez umysl mi przemknelo, ze chyba znam
                        skads te postury i stroje. Odpedzilem jednak ta mysl nim na dobre wykielkowala.
                        Ten grubszy skinal palcem.
                        - Poznajesz mnie chyba?
                        - Nie za bardzo - odpowiedzialem szybko, zmieszany, ze moze cos wyczytal z
                        mojej twarzy.
                        - Swego czasu stalem na Swidnickiej.
                        A wiec jednak! To byl on! Mocno juz wychudzony, a pomaranczowy kaptur zastapila
                        czerwona, zgrzebna czapeczka.
                        - Potrzebuje Waszej pomocy - dodal.
                        • Gość: sew Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 10.71.0.* / *.tfl.pl 24.08.01, 18:19
                          -Co się stało?
                          -Odkąd przegrałem wszystkie pieniądze z panią szachistką z przejścia na
                          Świdnickiej nie układa mi się najlepiej.
                          -Mów o co chodzi!
                          • efka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) 24.08.01, 23:23
                            Powoli zsunął z głowy czapeczkę i otarł nią łzę jak renkloda. Łza spadła,
                            otwierając swe pestkowe wnętrze. Wiiidzisz? - zaskomlał - odkąd strzeliła mi
                            pestką w oko przy debiucie odeskosewastopolskim TAK płaczę...
                            • dlugopis Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) 08.02.02, 09:52
                              Ty cholerny hazardzisto. Przynajmniej bys nie klamal. Przegrales cala kase na
                              druga fontanne w kierki w Kacecie na Polibudzie. Tylko duren siada do stolika z
                              Balem, Palcem i Misza i gra po 1$ od punkta.

                              PS: Do roboty forumowicze
                              • Gość: wędzonka Re: A może napiszmy wspólnie opowiadanko? (część II) IP: 156.24.117.* 08.02.02, 10:31
                                dlugopis napisał(a):

                                > Ty cholerny hazardzisto. Przynajmniej bys nie klamal. Przegrales cala kase na
                                > druga fontanne w kierki w Kacecie na Polibudzie. Tylko duren siada do stolika z
                                > Balem, Palcem i Misza i gra po 1$ od punkta.
                                >
                                > PS: Do roboty forumowicze


                                Nie klamalem tylko zartowalem!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja