tomek854
24.10.04, 23:31
Jadę sobie rowerkiem dość szybko (jak na rowerek) ulicą Beyzyma ruchliwa, ale wąska, dwa autobusy mijają się "na styk". Jadę w stronę Hallera, jestem na wysokości ul. Podróżniczej.
Z przeciwka jedzie omega, która zwalnia żeby zjechać na chodnik. ZacZybna ją wyprzedzać na podwójnej ciągłej mercedes s-klasa
najnowszy. Ja po obu hamulcach, dzięki przedniemu mało salta nie wywinąłęm no ale minąłem się z nim o 30 cm. Facet za 30 m
hamuje ostro i skręca w lewo na swoją posesję ( taka buracka willa kryta gontem i z tralkami pierwsza po lewej za drewniakiem, od ulicy oddzielona brązowym murem). Zawracam więc i uprzejmie, choć
zdenerwowany pytyam "no co pan robi?"
A facet "no a co pana obchodzi co ja robię? Uderzyłem Pana? nie, to niech pan spierdala a nie awantury szuka. Czego pan chce"
Powiedziałem "z Panem to widzę nie ma o czym rozmawiać" i pojechałem...
Myślałem, żeby na policję, ale co mu zrobią? O ile udowodnią ( jest moje słowo przeciwko jemu i jego dzieciakowi) to zapłaci
ze 100 złotych mandatu, a stuzłotówkami to on się pewnie obciera...
Jaka szkoda, że u nas w kraju bogactwo nie idzie w parze z kulturą i wykształceniem
Tylko współczuję jego grubemu dzieciakowi: jeżeli czuje, że ma tatę buraka, to wstyd, a jeżeli nie, to tym gorzej dla niego...