Gość: Arq
IP: *.biskupin.wroc.pl / *.dsl.biskupin.wroc.pl
08.12.04, 19:36
Kilka dni temu jechałem 10 z Biskupina. Tramwaj dojechał do zajezdni,
motorniczowie szybko się zmienili (dziwne - pewnie temu, co kończył zmianę
się gdzieś spieszyło, bo tak to by gadali klika minut; co z tego, że ludzie
chcą [w miarę na czas] dojechać dokądś). Do Dąbia tramwaj "gadał" o
przystankach, ale po zmianie prowadzącego "zamilkł"; bo co? Bo motorniczy zna
trasę, czy nie chce mu się zmieniać "płyty"?
Nie pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, że pojazd MPK, choć wyposażony
w sprzęt (no i pewnie w odpowiednie "nagrania") jedzie sobie po cichu
(pomijam to, że czasem trasa [zapowiadana przez głośnik] leci w odwrotną
stronę, niż jedzie autobus. Mi do niczego nie jest to potrzebne, ale co z
ludźmi, którzy nie znają jakiejś linii? Po cholerę MPK (czy ZDiK, czy kto tam
jeszcze) wywala kapustę na cały ten sprzęt, jak obsługa wozu ma to w d...
Chyba, że ktoś z miejskiej "góry", kto zlecił instalację nagłośnienia ma
jakiegoś szwagra, który robi takie cacka...
Swoją drogą mogliby przy okazji wymienić głos tej niedożywionej pańci, która
męczy się przy zapowiadaniu przytsanków, bo ledwo co ją słychać.