Gość: Ania
IP: 62.233.176.*
28.04.05, 20:46
Jechalam dziś pierwszy raz ze swoim 8 letnim synem ściezką rowerową po ul.Powstańców Ślaskich.Jak mieliśmy zielone swiatło to ruszyliśmy.A jedna pani-pasazerka samochodu wystawiła głowę przez okno i zaczęła do mnie krzyczeć.Wogóle,to krzyczała do mnie na Ty,jakbym była jej koleżanką,że rower mam prowadzić,a nie jechać.Reszty juz nie slyszałam,co tam jeszcze krzyczała ,bo pojechaliśmy dalej.Przez całą droge obserwowałam rowerzystów.Wszyscy zatrzymują się na czerwonych światłach,ale jak jest zielone ,to poprostu ruszają i jadą.Nikt nie schodzi z roweru i nie prowadzi go.Mialam ochote zaczepić jakiegoś wlaściciela roweru i zapytać ,jak to jest z tymi przepisami.Ale było mi glupio,bo jeszcze pomyśla,ze mam nie pokolei w głowie.
Wróciłam do domu i caly czas mnie to meczy,bo nie wiem ,jak wybrac się na następną jazdę,co robić,schodzić z roweru,czy jechać?Mąz zadzwonił z pracy,opowiedzialam mu o wszystkim.On twierdzi,że jak jadę ściezką rowerowa ,to na światłach sie jedzie.Tylko tam ,gdzie nie ma sciezki,a jest przejście dla pieszych,to rower się prowadzi.
Moze ktoś mnie oświeci i mi to wyjaśni,jak to jest.Może gdzieś to w kodeksie pisze,to bym sobie to wydrukowała.I na nastepny raz ,jak ktoś będzie do mnie krzyczał,to wręczę mu ksero:)No chyba,ze będzie mial rację,to grzecznie przeproszę.