edyta.w
05.05.05, 13:11
Wszystko miało miejsce koło Radzymina pod Warszawa we wsi Stare Załubice w
polowie kwietnia 2005. Podjechałam pod miejscowy sklep i tu zobaczyłam JĄ.
Stała wystraszona z błagającym wzrokiem. Podeszłam bliżej, spłoszyła się, nie
dała do siebie podejść. Zaczęłam jej się przyglądać i wtedy dostrzegłam rzecz
makabryczną. Na szyi sunia miala wielką ranę, na której zaciśnięty był cienki
sznurek...
To potworne, potworne, kto zrobił jej coś strasznego! Kto śmiał!
Zrobiłam "wywiad" w sklepie. Sunia przychodziła tam od dłuzszego czasu,
dawali jej jedzenie, wiec była tam codziennie. Nie dała sie złapać, bardzo
się bala...
Nie wiedzieli gdzie śpi i gdzie przebywa.
Prosili weterynarza o pomoc, odmówił ...
Zauważyłam jeszcze jedna rzecz. miała dość duże wiszące sutki...może gdzieś w
lesie, który jest obok ma małe....
w następny weekend zjawiłam się na miejscu z dwoma koleżankami Iwoną i Ewą,
podobnie jak ja świrami na punkcie psów ;)
zajechaliśmy na miejsce - sunia leżała przed sklepem...zaczęłyśmy ją karmić,
w mięsie środki uspokajające...
szyja w fatalnym stanie - cienki sznurek, a z obu stron zgniłe śmierdzące
mięso...sutki nabrzmiałe...ale gdzie szczeniaki....
sunia zaczęła się chwiać, położyła się, ale ciągle była czujna...nie
zasnęła...podobno już tak miejscowi próbowali...do nikgo nie
podchodzi...mówiono, że padło podejrzenie, że ona dusi komuś kury, więc ją
bili widałami...przeganiali...
Pojechała do miejscowego weta, nie chciał przyjechać i pomóc...obdzwoniłyśmy
tysiąc lecznic...nikt nie miał czasu...i w końcu lecznica Iwony na Białołęce
dr Jankowskiego zgodziła się...
w tym czasie sunia zaczęła gdzieś iść...przedzierałyśmy się za nią, ale ona
była czujna, rozglądała się, czy nikt za nią nie idzie...wiedziałyśmy - idzie
do małych...
wlazła do stodoły...weszłyśmy za nią, a tam małe ogonki...pozwoliła podejść,
jednak małe się bały i były zbyt blisko...czekałyśmy na zewnątrz, aż sunia
wyjdzie. Znalazłyśmy 4 szczeniaki. Sunia poszła za nami pod sklep, wet miał
przyjechać za 2 godziny...Nęcona szczeniakami sunia została pod sklepem, ale
pod koniec poszła...do stodoły...pilnowaliśmy jej...wet przyjechał i w
stodole strzelił do niej (ale nie z karabinu, tylko takiej specjalnej lufki).
My pilnowaliśmy drzwi. Wet zauważył piątego szczeniaka. Gdy wyniósł sunię, my
jeszcze grzebałyśmy w sianie.
5 szczeniaków jest u Iwony.
Najpierw o suni. To owczarek niemiecki - podobno ktoś przywiózł ją tu z
Warszawy albo przywiązał w lesie do drzewa, co jest tam nagminne...
Wyliże się z tego, rana jest paskudna i robota bedzie ciężka...
Sunia została przewieziona do kliniki na SGGW gdzie ma swój pokój. Pod okiem
wspanialej trenerki Kasi nabiera zaufania do ludzi. Szukamy dla niej domu,
domu, gdzie będzie kochana, gdzie nauczy się ze są tez dobrzy ludzie. Ludzie
którzy zechcą ja wziąć, musza dać jej dużo miłości i rozumieć, ze jest to
pies po przejściach!
Szczeniaki - wszystkie sunie, cztery czarne i jedna beżowa. Mają 5 tygodni.
Są zdrowe i w dobrej kondycji. Mama o nie bardzo dbała, jestem pełna podziwu.
(do adopcji zostały 3, beżowa i grubiutka czarna wczoraj adoptowane :-)
W załączeniu zdjęcie suni w dniu akcji i z kliniki. To czerwone na szyi, to
nie obroża, to nie apaszka, jak niektórzy sądzą ..to rana, która zrobił jej
człowiek zaciskając sznurek na szyi...
Kontakt w sprawie adopcji: k.orzel@op.pl - Kasia
TEL: 504-299-088 Iwona
linki do histori
psy.zwierzeta.eurocity.pl/glowna.php?v=Sunia
www.dogomania.pl/index.php?
name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=22757&postdays=0&postorder=asc&start=0
www.dogomania.pl/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=23002