Taki mały rekordzik

06.06.05, 12:07
Moi rodzice rocznik 1949 trasa Nysa -Częstochowa!! przez krapkowice, niby nic
jakieś 150 km tylko że oni tam i z powrotem!!! Wyjazd 5 rano nysa powrót 22
nysa
ciekaw jestem czy ktoś dał rade więcej(rocznikowo)
    • barnasss Re: Taki mały rekordzik 06.06.05, 16:12
      a nie rocznikowo: jakies swoje rekordy!!!!
      • Gość: Bart Re: Taki mały rekordzik IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 06.06.05, 17:43
        201km po pojezierzu leszczyńskim 2 lata temu... przejechalem dookola bodajze 18
        jezior :)
    • sledzik4 Re: Taki mały rekordzik 06.06.05, 21:06
      To mój rekord życiowy z ubiegłego roku: :D

      Wrocław - Kalisz - Wrocław
      Autor: sledzik4
      Data: 08.08.2004 16:21 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz cytując + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Dane z licznika:
      Dystans - 256,69
      Czas jazdy - 12 godzin i 10 minut
      AV - 21,1
      Max 37 km/h

      4.50 pobudka, 6.03 wyjazd. Na ulicach niemalże pustki. Pierwsze 10 km - do
      Mirkowa przejeżdżam szybciutko. Będąc już za nim słyszę coś na sygnale. Jadą
      za mną dwa wozy strażackie, po chwili trzeci. Już z daleka widzę samochód z
      lawetą i ciężarówkę - oba w rowie. Widać, że nikomu nic się nie stało(brak
      karetki i policji) Jadę dalej bez zatrzymywania.
      Dojeżdżam do Borowej - w rowie - ciężarówka. Widać, że leży już tu jakiś czas
      (zero ludzi). Wreszcie skręcam z "8" i kieruję się na Stępin. Słoneczko coraz
      wyżej, niebo niebieściutkie, a od wschodu nadciągają okropne chmury. Mam 25
      na liczniku, robię zdjęcie. Zastanawiam się, czy aby wycieczka się uda, czy
      nie trzeba będzie szukać jakiegoś schronienia przed ewentualną ulewą i wracać
      do domku. Jadę dalej, pełen nadziei, że owe chmurzyska tylko straszą.
      Straszyły. Cały czas mam przeciwny sobie, wschodni wiatr, a jadę na pólnocny
      wschód - przeciwstawiam mu się jak mogę. Mam sporo sił więc mi się udaję - aż
      do celu zresztą. Znaną już trasą docieram do Twardogóry (50 kilometr).
      Postój, jedzenie, mapa i dalej, w drogę. Goszcz - znana, bo we Wrocławiu
      jeździ sporo samochodów dostawczych: Meble - Bodzio - Goszcz. Potężna
      fabryka - piękny dom (pewnie właściciela). Oczywiście kilka zdjęć. Kierunek
      Odolanów, przez Cieszyn, Sośnie. Znowu zdjęcia i 3 km później zatrzymuję się
      we wsi Tarchały, w przydrożnym barze na kawkę i dwa zimne tymbarki. Mam za
      sobą 90 km jazdy. Do Ostrowa Wielkopolskiego jeszcze 10km. Przejechałem go i
      zobaczyłem co mnie czeka. Znów "patelnia" z bardzo silnym - złośliwym
      wiatrem. Do Kalisza mam 24 kilometry. Ruszam z nadzieją, że ta prosta skończy
      się za widnokręgiem. Niestety, aż do celu było bardzo ciężko. Czyżby nadszedł
      kryzys? Przejeżdżam przez Nowe Skalmierzyce, a więc jeszcze 5 km do Kalisza.
      Nagle zauważam drogowskaz z napisem Kalisz (oba miasta łączą się). Zawracam i
      robię fotkę. Znów męka - droga prosta z kiepskim poboczem. Te 5 km dojazdu do
      miasta, przypominało mi Pragę czeską. Fabryki, firmy, hurtownie i takie tam.
      W końcu jestem - szczęśliwy, że powrót już tylko z wiaterkiem będzie. Tak w
      ogóle to myślałem, że Kalisz jest mniejszy. Pomyliłem się. Dotarłem do Rynku
      gdzie zrobiłem troszkę zdjęć i na jakiś skwer, by odpocząć i coś przegryźć.
      Naprzeciwko mnie siedziała młoda para, oglądająca zdjęcia. Poprosiłem
      o "pstryknięcie mnie" na ławce. Bez problemu. Sam zrobiłem im dwa zdjęcia by
      przesłać je mailem. W czasie krótkiej rozmowy okazało się, że kolega mijał
      mnie na trasie. Byli troszkę zdziwieni, że jadę z i do Wrocka. Wzajemne
      podziękowania, pozdrowienia i ruszam w drogę powrotną. Powrót charakteryzował
      się przede wszystkim częstymi postojami przy sklepach, w celu uzupełniania
      picia. Mijałem się z pielgrzymką do Częstochowy we wsi Granowiec - grupa
      bardzo profesjonalnie zorganizowana. Następne zdarzenie godne uwagi to ulewa,
      jaka mnie dopadła w samym środku lasu (133 kilometr jazdy). Pierwsze, co
      zrobiłem to zdjąłem szybko plecak i schowałem aparat oraz komórkę, do
      specjalnie przygotowanego na taką sytuację worka foliowego. Niestety, nie
      było się gdzie schować więc pojechałem dalej. Po ok. 2 km zobaczyłem
      przystanek, na którym ja i dwoje dzieciaków znaleźliśmy schronienie. Minęło
      ok. 20 minut i pojechałem dalej. Wiatr mi pomagał, więc szybko znalazłem się
      na "8". Zaczynało już szarzeć, więc włączyłem lampki na światło pulsujące.
      Dojechałem do domku o 21.20. Ogólnie: lekkie zmęczenie "materiału".

      Pozdrawiam - sledzik4


    • Gość: kasiulek Re: Taki mały rekordzik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.05, 15:29
      Moi rocznik 48 raz na tydzien robia 60-70 km,niby nic ale mnie
      cieszy.Szczególnie maminka ,która jeszcze dwa lata temu cały czas mówiła "a nie
      boisz ty sie dziecko tak jeździć na tym rowerze przez to miasto ?"
Pełna wersja