tomek854
16.06.05, 16:39
W nocy z okazji ulewy zalalo wiadukt na ulicy Hallera (jak i wiele innych).
Bylem swiadkiem wielu niebezpiecznych sytuacji, kiedy rozpedzone grubo ponad
dozwolone 60 samochody jadac ulica hallera od Gajowickiej za skrzyzowaniem z
Mielecka nadziewaly sie na czolowke z wycofujacymi sie pod prad od zalanego
wiaduktu. Wczesniej nie mogli ich zobaczyc, bo wyjezdzajacy pod prad jechali
prawa strona jezdni, a pedzacy jechali lewa i nie mogli sie wzajemnie
widziec, bo zaslaniala ich sobie wiata przystanku autobusowego
Jakis facet machal i probowal je zatrzymywac, wiec sie do niego
przylaczylem, bo jego nie bylo widac (byl ubrany na szaro-buro) a ja mialem
lampki rowerowe przynajmniej. Zadzwonilem na 112 - nikt nie odbieral.
Zadzwonilem na 997 - odebral policjant, wysluchal problemu, i pouczyl mnie,
ze z takim problemem to sie dzwoni do CENTRUM ZARZADZANIA KRTYZYSOWEGO.
Powiedzialem ze nie wiem, skad mialbym znac ten numer, a on powiedzial "to
ja panu podam, zapamieta pan sobie na przyszlosc - 986". "Taki sam jak na
Straz Miejska?" "Tak". NIezalezne od tego obiecal im przekazac.
Pan machajacy sobie poszedl, a ja zostalem. NIektorzy sie zatrzymywali, i
wtedy mowilem im, ktoredy powinni jechac, a niektorzy nie, ale przynajmniej
zwalniali. Moge calkiem powaznie powiedziec, ze gdyby nie nasze wymachiwanie
bylo by pare ostrych czolowek...
tymaczasem zadne sluzby wciaz sie nie zjawialy, wiec zadzwonilem tez na 986.
Tutaj calkowicie nieuprzejmy pan nawet nie dal mi wyjasnic do konca tylko
wrecz opieprzyl mnie - podniesionym glosem krzyczal na mnie, ze od tego jest
policja a tu jest CENTRUM ZARZADZANIA KRYZYSOWEGO, owszem, ale TYLKO STRAZY
MIEJSKIEJ. (Nie wiedzialem, ze w Strazy Miejskiej kryzys jest az tak wielki,
ze trzeba nim zarzadzac :P) W koncu wymoglem na nim, ze to nie ja zadzwonie
na drogowke, bo nie mam numeru, tylko on.
Oczywiscie wciaz nikt nie przyjezdzal. W koncu zadzwonilem na 998 - strazacy
ostatni porzadni ludzie w tym kraju. Pan strazak wysluchal mnie, i obiecal
ze za 20 minut - pol godziny ktos sie zjawi, zeby pompowac wode, a wtedy
wystawia jednego strazaka aby kierowal ruchem. Faktycznie, po pol godzinie
przyjechala straz, ale w miedzyczasie przybyla drogowka - po 2 h od mojego
pierwszego telefonu na 997. Skadinad calkiem sympatyczni panowie policjanci
powiedzieli, ze to dlatego, ze sa tylko dwa radiowozy na cale miasto a
pozalewane sa prawie wszystkie wiadukty.
Moje pytania:
1. Czy, skoro juz nie dziala 112, ktore powinno byc telefonem "od
wszystkiego" nie mozna zapewnic jakiejs wymiany informacji miedzy telefonami
alarmowymi i przeprowadzic jasnego podzialu kompetencji? Bo tak, to tylko
zwalaja odpowiedzialnosc na innych i sa zadowolone...
2. Dlaczego strazacy mogli zostac wezwani do jednostki z powodu
nadzwyczajnej sytuacji i ruszyc do pracy, a drogowka nie mogla?
3. Od czego k... jest Straz Miejska, jezeli nie od zapewniania
bezpieczenstwa? Widzialem ich ducato na grabiszynskiej - strazakowi
spieszacemyu do pracy samochod zgasl w wodzie i probowal go wypchnac a straz
miejska przejechala kolo niego z taka predkoscia, ze jeszcze zostal (on i
my, stojacy nieco dalej) ochlapany!