Dodaj do ulubionych

Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d.

IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 11.07.05, 15:51
Ponieważ wątek "Nasze wycieczki w 2005 :-)))" bardzo się rozrósł i stał się
niewygodny w "użyciu" rozpoczynam ciąg dalszy w nowym. Może tak:
wkrótce (jak się zbiorę i przygotuję) link do zdjęć ze wspólnej, ze
Śledzikiem, wycieczki do Czech i pętli wokół Wrocławia.
Obserwuj wątek
      • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 11.07.05, 21:50
        No, no, ale z Was kolarzyści :-)
        Teraz komentarz:
        Śledzik:
        - mam taki sam kask jak Twój, tylko, że szary.
        - jeździsz z torbą taką na ramię? Nie jest to niewygodne?
        - tylna amortyzacja w Towim rowerze to jakaś firmowa czy "makrokeszowy wynalazek"?
        Roman:
        - schudło Ci się od czasu ostatnich zdjęć (tych jeszcze na Wagancie)
        - 351.jpg - widziałem kiedyś ten dom, przejeżdżałem obok, ciekawy ma dach :-)
        - jeśli chodzi o darmowy hosting bez nachalnych reklam, to www.friko.pl - jest
        200mb miejsca i ograniczenie wielkoscie jednego pliku do 200kb, ale jeśli ma to
        byc galeria, to żadne to ograniczenie (zdjęcie nawet w 800x600 nie przekracza
        tej wielkości). Co prawda jest wyskakujący pop-up, ale i tak każdy świadomy
        użytkownik komputera je blokuje :-)
        • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 11.07.05, 22:09
          > - schudło Ci się od czasu ostatnich zdjęć (tych jeszcze na Wagancie)
          Osobiście tego za bardzo nie zauważyłem.
          > - 351.jpg - widziałem kiedyś ten dom, przejeżdżałem obok, ciekawy ma dach :-)
          Dom kryty strzechą. Znajduje się w miejscowości Zakrzyce Mł., między Gałowem a
          Lutynią.
          Za Śledzika nie będę odpowiadał, niech napisze sam.
        • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 12.07.05, 08:36
          Gość portalu: Mikołaj napisał(a):
          > - mam taki sam kask jak Twój, tylko, że szary.

          Chyba nie taki sam? Mój kosztował 65,-. ;)

          > - jeździsz z torbą taką na ramię? Nie jest to niewygodne?

          To nie jest torba - to jest plecak. Ma szerokie pasy, jest profilowany na
          plecach (czyt. "szyty na miarę") i aerodynamiczny ;). Ma swoje minusy - choćby
          mokre plecy, ale już się przyzwyczaiłem. Pięć lat już z takim jeżdżę i jestem
          zadowolony.
          Największym plusem jest bezpieczeństwo cyfrówki znajdującej się w nim podczas
          wojaży. :D Nie pytać gdzie go kupiłem... - to jest prezent. Drugi zresztą. W
          pierwszym po 3 latach użytkowania "wysiadł" zamek.
          Został mi więc rok. (?) :(

          > - tylna amortyzacja w Towim rowerze to jakaś firmowa czy "makrokeszowy
          wynalazek"?

          Nie wiem - kupiłem ten rower na Ruskiej ok. 8-10 lat temu za 10.000.000,- chyba.

          pozdrawiam - sledzik4

          Ps. Miało być o wycieczkach. ;)
        • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 12.07.05, 20:17
          > zdjęcie nawet w 800x600 nie przekracza tej wielkości
          Czy znasz program pozwalający hurtowo zmienić rozmiary obrazków? Oczywiście,
          nie do miniatur, to robi np. ACDSee. Mój aparat ma 3 opcje, najmniejszy obrazek
          to 640x480, ale zwykle robię w lepszej rozdzielczości, a to juz daje plik
          wielkości ok. 1 MB. Zmiana rozmiarów każdego obrazka po kolei to koszmar jesli
          ma się ich kilkadziesiąt i więcej (mam z różnych wycieczek z ostatnich 2-3 lat
          ok. 1GB zdjęć).
          • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 12.07.05, 22:33
            > Czy znasz program pozwalający hurtowo zmienić rozmiary obrazków?

            Tak. Pod Windows gorąco polecam program IrfanView: www.irfanview.com/
            Jest to program darmowy. Posiada wszystkie (wszystkie!) funkcje, które są
            niezbędne do amatorskiej cyfrowej obróbki zdjęć. Do użytku domowego żadne
            Photoshopy, PaintShopPro (za majątek) nie są potrzebne.
            IrfanView jest prosty w obsłudze, spokojnie dasz radę opanować go w jeden-dwa
            wieczory, a jakby były jakieś kłopoty to chętnie pomogę, bo używam tego programu
            od bardzo dawna i znam go dobrze. (polecam zaintsalować też wszystkie wtyczki -
            są w jednym pakiecie)

            Zdjęcia rób zawsze w najwyższej rozdzielczości i jakości jaką tylko daje aparat.
            Zmniejszyć rozdzielczość i jakość zawsze można, w drugą stronę jest to
            niemożliwe (przy zachowaniu jakości). Miejsce na dysku nie stanowi problemu, bo
            po pierwsze 1GB w skali wspólczesnych dysków to prawie nic, no i dyski są coraz
            tańsze. Można robić mniejsze zdjęcia jeśli brakuje miejsca na karcie w aparacie,
            ale powiem szczerze, że w ciagu 5 dni w Karpaczu nie udało mi się zapełnić karty
            64mb zdjęciami 1600x1200 w najlepszej jakości. Obecnie mam dwie karty pamięci po
            256mb każda i w ogóle nie dbam o ich zapełnienie, bo jak na razie to jest dla
            mnie absurdalna pojemność.

            Zdjęcie w formacie jpeg w rozdzielczości 800x600 przy kompresji 20% ma mniej niż
            200kb (no chyba, że obraz jest jakiś ekstra skomplikowany). Usuń rekordy EXIF
            (IrfanView ma taką możliwość), komentarze itp. - do zdjęć na stronę WWW nie są
            potrzebne, zawsze kilka kilobajtów mniej.

            Jeśli masz dostęp do komputera z systemem unixowym to jest program działający w
            linii poleceń - nazywa się convert i należy do pakietu ImageMagick. Też ma
            bardzo dużo możliwości, jest na pewno szybszy (jedno polecenie, enter i
            zapominasz - tylko czekasz aż wszystkie zdjęcia przerobi) choć nie tak wygodny
            jak graficzne narzędzia.
                • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 12.07.05, 23:20
                  > Cbyba coś znalazłem - w przetwarzaniu wsadowym. Nie wiem czy to było w wersji
                  > którą miałem - ściągnąłem najnowszą.

                  Było :-) To nic nowego :-) Jedna z podstawowych funkcji programu do obróbki
                  grafiki - nie tylko Ty czy ja mamy setki zdjęć do obróbki; fajnie, że wśród
                  ludzi, którzy chcą obrobić dużo zdjęć na raz są też dobrzy programiści :-)
              • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 12.07.05, 23:18
                > Używam IrfanView, ale nie znalazłem możliwości hurtowego resizu. No, chyba że
                > chodzi o jakieś wtyczki, ale nie sądzę.

                Tak, nie chodzi o wtyczki; możliwość wsadowej obróbki oczywiście jest:

                1) Uruchamiasz "Irfan View - Thumbnails" (jest w menu start, warto wyciągnąć
                sobie na pulpit lub pasek szybkiego uruchamiania)
                2) Klikając myszą, otwierasz katalog ze zdjęciami (z listy po lewej)
                3) W prawej (większej) części okna widzisz miniaturki zdjęć w katalogu
                4) Jeśli chcesz zaznaczyc wszystkie to naciskasz [Ctrl]+[A], jesli niektóre, to
                klikasz je pojedynczo cały czas trzymając wciśniety klawisz [Ctrl]
                5) Gdy już zaznaczysz zdjęcia, które chcesz obrobić to naciskasz klawisz [B] lub
                z menu File wybierasz "Start batch dialog with selected thumbs"
                6) Otwiera się okno obróbki wsadowej, w którym możesz zlecić zmianę
                rozdzielczości, formatu, jakości oraz nazw (bardzo przydatne!) wszystkich plików
                na raz.

                P.S. W ogóle w roli przeglądarki to Irfan View - Thumbnails (czyli IV odpalany z
                parametrem /thumbs, jak już pisałem: w menu start jest gotowy skrót) jest dużo
                wygodniejszy.
          • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.wroclaw.mm.pl 13.07.05, 12:56
            > (mam nadzieję, że nie będzie to pretekst do
            > następnego wykładu, na temat klientów ftp).

            A co tu dużo gadać o klientach FTP - protokół FTP jest prosty jak kij ;-)
            Pod Windą total Commander świetnie sobie radzi, pod unixami jest Midnight
            Commander ale obsługę FTP ma lekko skopaną (w szczegóły nie wchodzę, bo miało
            nie być wykładu) ale jest też gFtp - duzo lepsze i wygodniejsze narzędzie. No i
            ftp z linii poleceń dla konsolowych oszołomów.

            Ale do rzeczy:
            Romanie, uzywanie Java Scriptu do otwierania okienka ze zdjęciem to decydowanie
            przerost formy nad treścią - zwykły link (<a href="..." target="_blank">) działa
            tak samo dobrze. Wyłączam na ogół JS w przeglądarce, żeby zlikwidować
            wyskakujące reklamy (niestety ani Fox ani Opera nie radzą sobie z większością z
            nich już od jakiegoś czasu) - i bardzo dużo ludzi tak robi. Sporo czasu minęło
            zanim obczaiłem dlaczego zdjęcia z Twojej galerii nie chcą się otwierac po
            kliknięciu.

            Teraz bliżej-rowerowo:
            Czy uzyłeś funkcji 'resample' z najlepszym filtrem do zmiany rozmiaru zdjęć? Są
            trochę marnej jakości prawdę mówiąc (jak na tę wielkość plików).

            Teraz zupełnie już rowerowo:
            Mieliście wszystko w tych sakwach? Ile dni trwała ta wycieczka do Czech?
            Przybyli-pojeździli-uciekli czy gdzieś tam mieszkaliście?
            Co to za napis "Wrocław" na plecaku Śledzika (102_0301.jpg)?
            • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 13.07.05, 16:10
              > Romanie, uzywanie Java Scriptu do otwierania okienka ze zdjęciem to
              decydowanie
              > przerost formy nad treścią - zwykły link (<a href="..." target="_blank">
              > ;) działa
              Oczywiście, że działa ale nie potrafi sterować właściwościami okienka.
              > Teraz bliżej-rowerowo:
              > Czy uzyłeś funkcji 'resample' z najlepszym filtrem do zmiany rozmiaru zdjęć?
              To ma być bliżej-rowerowo? Nie użyłem tej opcji. Sprawdzę czy to coś zmieni.
              > Mieliście wszystko w tych sakwach?
              Co to znaczy wszystko? W ogóle sakwę (jedną) miałem ja, Śledzik plecak. Ja
              miałem coś na ząb, picie (pół litra, w drodze wypiłem 5 litów, ale tyle przeceż
              nie sposób ze sobą zabrać więc kupuje się po drodze), zapasowe spodenki,
              koszulkę coś od deszczu, dętkę, klucze, aparat foto.

              > Ile dni trwała ta wycieczka do Czech?
              > Przybyli-pojeździli-uciekli czy gdzieś tam mieszkaliście?
              Wszystkie opisane to są jednodniowe wycieczki. Prawdę mówiąc, jednego dnia
              możnaby dojechać do granicy austriackiej.
              > Co to za napis "Wrocław" na plecaku Śledzika (102_0301.jpg)?
              Nie wiem, nie pytałem.

              • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.wroclaw.mm.pl 13.07.05, 16:46
                > Oczywiście, że działa ale nie potrafi sterować właściwościami okienka.

                Bo i do niczego to niepotrzebne. Najlepiej "opakować" każde z dużych zdjęć w
                prosty dokument html i otwierać w tym samym oknie. Ma to tę zaletę, że mozna
                umieścić link do galerii miniatur, do następnego i poprzedniego zdjęcia, dodać
                jakiś podpis pod zdjęciem. A jak zechcę sobie otworzyc w osobnym oknie to zrobię
                to sam (n.p Shift+kliknięcie w IE) - gdy otwiera się automatycznie w nowym
                okienku aj a tego nie chcę to mam związane ręce.

                > To ma być bliżej-rowerowo? Nie użyłem tej opcji. Sprawdzę czy to coś zmieni.

                Bliżej rowerowo, bo dot. zdjęć rowerowych. Nie pamiętam jaki jest domyślny
                algorytm skalowania w IrfanView, ale na pewno jest ich do wyboru chyba z pięć
                różnej jakości. Ja osobiście daję resample-lanczos i kompresję 20% (jakość 80%,
                bo IV to na odwrót oznacza)

                > picie (pół litra, w drodze wypiłem 5 litów

                Ja zabieram maks 1,5 litra - jeden bidon na ramie roweru a dwa w uchwytach na
                plecaczku. Na wycieczkę 40-60km to wystarcza (o ile nie ma jakiegoś
                ekstremalnego upału), jak będę robił dłuższe, to tez pewnie będę uzupełniał w
                sklepach. Tak mi wychodzi, że potrzebuję ok 0,5 litra na godzinę jazdy. Piję
                zwykle albo mineralkę (bo tania) albo mineralkę cytrynową (kiedyś kupowałem
                staropolankę cytrynową, teraz do każdego bidonu wrzucam pół cienkiego plasterka
                cytryny i jest to dużo tańsze). A co Wy pijecie? Ktoś tu na forum pije te
                specyfiki dla sportowców?
                • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 13.07.05, 18:15
                  > Najlepiej "opakować" każde z dużych zdjęć w
                  > prosty dokument html i otwierać w tym samym oknie
                  Nie jestem stachanowcem by produkować kilkadziesiąt dokumentów html dla każdego
                  zdjęcia (do jednej galerii). Co prawda każdy będzie się tylko różnił nazwą
                  pliku zdjęcia w kodzie html. Tym niemniej trzeba to ręcznie wyprodukować lub
                  mieć jakiś skrypt, który to zrobi za nas. Moje galerie tworzy automatycznie
                  jeden plik php, moja rola sprowadza się do dodania katalogu ze zdjęciami i
                  miniaturkami (które generuję automatycznie przy pomocy ACDSee, IrfanView też
                  daje taką mozliwość, ale miniaturki mają obramowanie, którego nie lubię).

                  Co do jakości zdjęć: ponieważ nie napisałem, które konwertowałe, a które są
                  wprost z cyfrówki, to może wskażesz na te słabej jakości (jak na wielkośc
                  pliku).

                  > Ja zabieram maks 1,5 litra - jeden bidon na ramie roweru a dwa w uchwytach na
                  > plecaczku. Na wycieczkę 40-60km to wystarcza (o ile nie ma jakiegoś
                  > ekstremalnego upału), jak będę robił dłuższe, to tez pewnie będę uzupełniał w
                  > sklepach.

                  Na 40-60 km nic z picia i jedzenia nie biorę. Wystarczy jak wyjadę "napity" i
                  najedzony. Ewentualne braki uzupełniam po powrocie. Jeśli wycieczka jest
                  zbliżona do całodziennej, to bez picia i jedzenia się nie obejdzie. Pierwsze
                  picie jednak maksymalnie opóźniam (40-50 km), bo jak się zacznie to trzeba już
                  to robić regularnie. Jedzenie przyjmuję jeszcze później. O ile dobrze pamiętam,
                  pierwszy posiłek jadąc do Czech spożyłem w Paczkowie.

                  > A co Wy pijecie?
                  Wodę mineralną z sokiem albo Pepsi lub Coca-Colę. Te dwa ostatnie napoje na
                  codzień rzadko pijam lecz zauważyłem, że gaszą pragnienie i dodają sił przy
                  długiej jeździe.
                  • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 13.07.05, 18:51
                    > Nie jestem stachanowcem by produkować kilkadziesiąt dokumentów html dla każdego
                    >
                    > zdjęcia (do jednej galerii). Co prawda każdy będzie się tylko różnił nazwą
                    > pliku zdjęcia w kodzie html. Tym niemniej trzeba to ręcznie wyprodukować lub
                    > mieć jakiś skrypt, który to zrobi za nas.

                    Kto to jest stachanowiec (i tak pewnie znajdę zanim wyslesz odpowiedz :))?
                    Ani myślałem o ręcznymn produkowaniu opakowań html do zdjęć. Są dziesiątki
                    darmowych programó które to robią - a ja sobie napisałem prosty programik do
                    tego, tak w ramach praktyki.

                    > IrfanView też
                    > daje taką mozliwość, ale miniaturki mają obramowanie, którego nie lubię).

                    Nie mają. Robisz coś źle. Normalnie hurtowo zmniejsza się rozmiar (tą metodą
                    którą opisałem kilka postów wczesniej) np. do 160x120 czy ile tam potrzeba.
                    Żadne obramowania nie są tworzone.

                    > Co do jakości zdjęć: ponieważ nie napisałem, które konwertowałe, a które są
                    > wprost z cyfrówki, to może wskażesz na te słabej jakości (jak na wielkośc
                    > pliku).

                    W sumie dobra metoda - taka ślepa próba.
                    39.jpg - popatrz na kontury Śledzikowej koszulki - schodki!
                    56.jpg - napis "Jesieniki" nad mapą
                    50.jpg - kabel i kontury budynku na tle nieba; szyld nad sklepem
                    itp. najlepiej popatrzeć na krawędzie różnych kolorów i na większe obszary w
                    jednym kolorze. Jeśli wymienione przeze mnie zdjęcia to są te "surowe" to raczej
                    nic sie nie da zrobić, jeśli te obrabiane to proponuję pogrzebaćw opcjiach
                    zmiany rozmiaru.

                    > Pierwsze
                    > picie jednak maksymalnie opóźniam (40-50 km), bo jak się zacznie to trzeba już
                    > to robić regularnie. Jedzenie przyjmuję jeszcze później.

                    Ja raczej odwrotnie - popijam często, ale po dwa - trzy łyki. Nie zatrzymuję się
                    w tym celu - przy okazji odpoczynek dla rąk, bo na czas picia pusczam kierownicę.

                    > Wodę mineralną z sokiem albo Pepsi lub Coca-Colę

                    Ja swojego czasu pijałem Colę rozcieńczoną +/- dziesięciokrotnie. Bardzo dobrze
                    gasi pragnienie a jest smaczniejsze niż sama woda.

                    > Te dwa ostatnie napoje na
                    > codzień rzadko pijam lecz zauważyłem, że gaszą pragnienie

                    Mnie nie gaszą, zbyt słodkie. No ale każdy co innego lubi.

                    > i dodają sił przy
                    > długiej jeździe.

                    Cukier i kofeina, to dlatego. Choć chyba raczej tylko cukier ma znaczenie, bo
                    kofeina to się tak szybko nie wchłania, żeby to odczuć od razu (o ile dobrze
                    pamiętam). W ogóle nawet małe ilości cukru potrafią postawić na nogi. Ja kiedyś
                    strasznie zmęczony kupiłem małą paczuszkę herbatników, bo tylko tyle miałem
                    pieniędzy ze sobą i po ich zjedzeniu rower sam jechał :-) Nie wiem cyz to siła
                    autosugestii (która jest niedoceniana!) czy faktycznie taki drobny posiłek
                    pomógł, ale wydaje mi się, ze to drugie.
                    • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 13.07.05, 19:22
                      > Nie mają. Robisz coś źle.
                      Pomyliłem z innym programem do tworzenia galerii (nazwy nie pamiętam):
                      miniaturki miały obramowania ala tradycyjne slajdy.
                      > W sumie dobra metoda - taka ślepa próba.
                      Test zaliczony, to były konwertowane zdjęcia (wszystkie z katalogu W_Jeseniki-
                      2), choć efekt jest dla mnie słabo widoczny.
                      > Mnie nie gaszą, zbyt słodkie.
                      Dla mnie też są za słodkie, ale dodają sił. Dobrze jest popić czystą wodą,
                      wtedy zmywa się posmak z języka.
                      Ale, coś mi się zdaje, że nowy wątek się wkrótce zapełni uwagami mało
                      związanymi z wycieczkami rowerowymi.
                      • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 13.07.05, 19:34
                        ROMAN!!!!

                        W Irfan View jest funkcja do robienia właśnie takich galerii z opakowanymi
                        zdjęciami. Rewelacja, jak mogłem tego niezauważyć, używam IV od dwóch lat! A ja
                        się szarpię z pisaniem takiego programu samodzielnie! W oknie z miniaturami (IV
                        - thumbs) "save selected thumbs as html file...
                        No jestem wniebowzięty!

                        > Test zaliczony, to były konwertowane zdjęcia

                        Hehe, fajnie. Ja zacząłem się interesować obróbką grafiki jak dostałem aparat
                        cyfrowy. Wyprosiłem sobie od ojca jakiś tam prosty aparacik - nie robił on zdjęć
                        najlepszej jakości, tym bardziej, że na wycieczce rowerowej nie mam ochoty na
                        ręczne ustawienia - zatrzymuję rower wyciągam aprat i pstrykam a nie tam bawię
                        się w fotografa-artystę. Tak więc kombinowałem potem sam na komputerze. Teraz
                        mam lepszy aparat, ale nadal lubię podretuszować zdjęcia na komputerze. Samym IV
                        można sporo błędów w sztuce fotografiki poprawić.

                        > Ale, coś mi się zdaje, że nowy wątek się wkrótce zapełni uwagami mało
                        > związanymi z wycieczkami rowerowymi.

                        No przeca o wycieczkach konwersujemy! Tylko nasz podwątek nie jest z nimi
                        związany bezpośrednio - ale od wycieczek się wywodzi!
                        • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 13.07.05, 21:13
                          > W Irfan View jest funkcja do robienia właśnie takich galerii z opakowanymi
                          > zdjęciami
                          Znam to, warte polecenia. Postawiłem na PHP, bo testowałem serwer PHP. Jak
                          pisałem wcześniej: wszystko załatwia jeden skrypt (plik index.php), wystarczy
                          jedynie kopiować na serwer zdjęcia i ich miniaturki.
                          W ogóle - jak widzisz, człowiek całe życie się uczy.
          • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 13.07.05, 18:48
            Jednak serwer friko.pl coraz mniej mi się podoba: przed chwilą wyzerował mi
            plik startowy przy próbie jego edycji (nie pierwszy raz). Poprzednio miałem
            problemy z kopiowaniem plików: pierwsza porcja kilkudziesięciu plików
            skopiowała się bez problemu, następne kilkanaście nie dało rady, wszystkie
            miały poniżej 200 MB. Po jakimś czasie udało się. Takich kilka numerów jednego
            dnia to chyba poniżej granicy przyzwoitości nawet dla darmowego hostingu.
            • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 13.07.05, 18:54
              > Jednak serwer friko.pl

              Przepraszam za sprowadzenie na manowce - z friko korzystałem ze dwa lata temu
              albo i dawniej. Wtedy nie było żadnych kłopotów. Z darmowych hostingów jest
              jeszcze www.of.pl - żadnych ograniczeń na wielkość pliku nie ma, tylko, że dają
              15mb miejsca - to raczej mało jak ma być kilka galerii.

              Mnie daje miejsce uczelnia, ale po pierwsze tylko 10mb a po drugie tylko do
              końca studiów (a na doktorat się nie wybieram - za głupi jestem).
    • Gość: Mikołaj Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: 213.199.196.* 11.07.05, 21:38
      Ja sobie dzisiaj pojechałem w południowo - wschodnie części mapy :-)
      45 km z groszami, taka niezobowiązująca wycieczka.
      Obniżyłem kierownicę o nieco ponad centymetr - średnia większa o dokładnie jeden
      km/h :-). Mogę jeszcze trochę obnizyć, widziałem, że kolarze zawodowi mają tułów
      całkiem poziomo jak jadą w dolnym chwycie, a mi do poziomu brakuje ok. 15
      stopni, ale wszystko powoli, obniżę o kolejny centymetr za jakieś 200 km :-)

      Teraz uwaga, bo będzie brzydkie słowo:
      Jak to jest możliwe, że jak jadę i mam wiatr w twarz a potem zmieniam kierunek
      jazdy o ok. 140-160 (wg mapy) stopni to ten pieprzony wiatr nadal wieje mi w gębę?!
      Tak czy inaczej, za sprawą wiatru w drugiej połowie wycieczki moją wspaniałą
      średnią 28km/h przysłowiowy szlag trafił :-( (a miałem nadzieję na 26 na końcu
      wycieczki).

      P.S. Wożę ze sobą mapę okolic, już drugi raz ratowałem z jej pomocą kierowcę,
      który zgubił drogę!
    • Gość: uhm Re: Nasze wycieczki w 2005 - Gross Rosen IP: *.media4.pl 13.07.05, 18:53
      Wroclaw (Karlowice) - Katy Wroclawskie - Kostomloty - Wichrow - Mieczkow - Goscislaw - Udanin - Piekary - Lusina - Goczalkow - Rogoznica ----> b. oboz koncentracyjny Gross Rosen.

      W obie strony ok. 150 km.

      Polecam bardzo, wrazenie jest wstrzasajace - bylem w obozie calkiem sam i az mi sie plakac chcialo. Przy obozie jest ogromny kamieniolom, gdzie zginelo naprawde bardzo wielu ludzi.
    • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 16.07.05, 01:09
      Wczoraj, czyli w piątek 15.07 ze Śledzikiem:
      Kozanów, Grunwald-Strzelin, następnie pociągiem do Kamieńca Ząbkowickiego
      (miało byc inaczej, ale "dzięki" pewnym perturbacjom przejechaliśmy 40 km
      więcej i straciliśmy ponad 2,5 godz). Stąd:
      Ząbkowice Śl.-Srebrna Góra-przeł. Srebrna (tu wypad do dwóch wiaduktów
      pozostałych po Kolejce Sowiogórskiej)-Wolibórz-Nowa Ruda-Ludwikowice Kł.-
      Sokolec-Rzeczka(tu pyszny, niespodziewanie szybki zjazd dla którego warto było
      się przez blisko godzinę wspinać, u Śledzika na liczniku 66, mój zwariował, ale
      jechałem trochę szybciej)-Walim-Zagórze Śl.-Świdnica-Pszenno-Wilków-Gola
      Świdnicka-Maniów Mł.-Mietków-Kostomłoty-Zabłoto-Pełcznica-Wszemiłowice-Stoszyce-
      Romnów-Skałka-Samotwór-Kozanów, Grunwald. Mój przebieg - 203 km, Śledzik trochę
      więcej (bo dalej miał do domu). Blisko 11 godz. w siodełku. Wyjazd 6.15, powrót
      23.30.
      • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 16.07.05, 22:28
        Gość portalu: Roman napisał(a):
        > ... Mój przebieg - 203 km, Śledzik trochę... <

        Tylko (i aż) 206 km.
        Była to - moja - najwspanialsza wycieczka rowerowa.
        Rekord z ub. roku do Kalisza i z powrotem (257 km) nijak się ma do wczorajszej.
        Podobnie jak Mikołaj jest dumny ze swojej dzisiejszej nad Zalew Mietkowski, ja
        również jestem bardzo, bardzo szczęśliwy z wczorajszej. :D
        Podjazdy dały mi nieźle w kość. Oj, miałem chwile zwątpienia, czy warto się tak
        męczyć? Zjazdy rekompensowały całkowicie wcześniejszy wysiłek.
        Poza tym poznałem miejsca o których nie miałem zielonego pojęcia. Chociażby
        srebnrnogórska kolej zębata.
        6plus.interklasa.pl/szesc/strony/str5629.htm
        www.kolej.one.pl/_fervojoj/BIBLIO/OGOLNE/KOLEJ_WB/KOLEJE.HTM#Sowiogórska%202
        Na koniec całodniowej wycieczki też coś nowego: powrót w istnych ciemnościach -
        około 40 km. Ruch prawie zerowy, więc jechało się super. W domku byłem przed
        północą. Spałem za to całe 10 godzin.

        Ps1. Jutro wybieram się z Żoną do Sułowa. Miało być "gnicie" nad Bajkałem,
        jednak... ;-)
        Ps2. Roman - dziękuje za miłe towarzystwo, oraz za możliwość wspólnego
        odkrywania... świata. ;) :D.

        pozdrawiam - sledzik4
              • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 18.07.05, 14:52
                Wyjazd z domku 8.10
                Plac Grunwaldzki, ul. Kamieńskiego, Krzyżanowice, Pasikurowice, Siedlec,
                Skarszyn. Tu postanowiliśmy, że nie jedziemy przez Trzebnicę, więc - na
                krzyżówce - skręcamy w prawo i po ok. 20 m w lewo, na Boleścin, Piersno,
                Skotniki do Zawoni. Uzupełniamy jeszcze napoje i dalej, w drogę. Grochowa, w
                lewo na Pęciszów do Kuźniczyska. Przejeżdżamy "15"-kę i jedziemy do Biedaszkowa
                Wielkiego i dalej do Ujeźdźca Wielkiego i Małego. Teraz cały czas przez las do
                (słynnej?) Gruszeczki. Stąd już bliziutko do Sułowa. Odpoczynek w Rynku: fotki,
                posiłek, mapa w łapki i ruszamy do Rudy Sułowskiej. Na komercyjnym łowisku
                zatrzymujemy się na kawkę, kiełbaskę z rożna, by po ok. pół godziny jechać
                dalej. Po drodze mijamy - to z lewej, to z prawej piękne stawy. Nazwy
                znajdziecie na mapie. ;) Następne wioski to Grabówka, Olsza, Wilkowo, Dąbki. W
                nich - niestety, albo stety - popełniliśmy błąd w odczycie mapy. Zmylił nas też
                drogowskaz "Niezgoda". Pojechaliśmy w prawo, w kierunku Żmigrodu. Po
                przejechaniu Radziądza skręciliśmy w ścieżkę (trasę) rowerową. Non stop przez
                las, wąską asfaltówką - 10 km - wg szlakowskazu. Wyjechaliśmy na drogę "493" i
                dotarliśmy do "Stawu Zewnętrznego".... Rudy Sułowskiej. Ładne kółeczko. ;)
                Tutaj znów popas, mapa i decyzja: wracamy do Sułowa, przez wieś Łąki. Teraz już
                prosto na południe przez oba Ujeźdźce, Komorowo, Księginice - do Trzebnicy.
                Mieliśmy jeszcze troszkę sił i czasu, więc postanowiliśmy "zaliczyć" jeszcze
                parę górek. Kierunek Sulisławice, Cerekwica, Sędzice, Czachowo, Głuchów Górny -
                do Skarszyna. Tu pętla została zamknięta. Reszta trasy przebiegała tak jak
                rano, tylko w odwrotnym kierunku. W domku byliśmy o 21-szej z minutami. Średnia
                16 km/h, ale dla nas nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się przede wszystkim
                przebywanie na łonie natury, poznawanie nowych, ciekawych miejsc, no i ruch -
                wypoczynek aktywny. :D :D
                Dystans 163,3 km.
                www.mapapolski.pl/index.php3?z_city_id=5100&form_t=1
                pozdrawiam - sledzik4
                • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 25.07.05, 09:05
                  24.07.05. Niedziela

                  Pobudka 4.40
                  Dworzec Główny - "Czarna Góra" odjazd 6.51.
                  Kamieniec Ząbkowicki - rozpoczęliśmy wycieczkę. :D
                  Kierunek Paczków, Bily Potok, Javornik i w końcu, upragniony Jesenik. :D
                  Dalej, przez: Ceska Ves, Pisecna, Mikulovice do granicy w Głuchołazach.
                  Stąd do Nysy, następnie do Grodkowa, Oławy, Jelcza-Laskowic i do domku.
                  Dystans. 201 km. :D

                  Obecni na wycieczce: niżej podpisany o raz Ry-bka

                  pozdrawiam - sledzik4
                    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 31.07.05, 21:54
                      Wczoraj: sobota - 30.07.2005r.
                      Grunwald - Trestno - "Bledzewo" - Siechnice - powrót tą samą trasą i kilka km
                      po mieście - w poszukiwaniu "straconego czasu". ;)
                      Dystans 40 km.

                      Dzisiaj: 31.07.2005r.
                      Grunwald - Wojnów - Strachocin - Dobrzykowice - Nadolice M. i W.
                      - Jelcz-Laskowice - Janików - Bystrzyca - Leśna Woda - Błota - Szydłowice -
                      Michałowice - Brzeg (tu spotkaliśmy przesympatyczną grupę brzeskich
                      rowerzystów, których serdecznie z tego forum pozdrawiamy).
                      Z Brzegu - po sporej ilości fotek - ruszyliśmy w kierunku wsi Brzezina,
                      następnie Lipki - szutrem do Ścinawy, by za moment znaleźć się w Oławie.
                      Następnie Siedlce, Zakrzów, Kotowice i przez las - w deszczu - do Siechnic.
                      Stamtąd - prawie jak w domu - przez Trestno - Opatowice na Plac Grunwaldzki.
                      Dystans: 109km. :D :D

                      Serdecznie pozdrawiamy - sledzik4 z Żoną.
                      • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 06.08.05, 22:35
                        Sobota - 06.08. Roman + sledzik4

                        Plany były baaaardzo ambitne. Miały paść wszelkie rekordy świata. Niestety -
                        Pan i Władca nakazał odpuszczenie sobie dzisiejszych zapędów. No i stało się -
                        jak chciał Wszechmocny. :(

                        Pobudka: 4.32 - start na Kozanów: 5.35.
                        Nieodłaczyny towarzysz podróży - Roman - już wyglądał za jakimś śledziem. ;)
                        Dojrzał go i ruszyliśmy w stronę Brzezinki Średzkiej, Lenartowic, Księginic
                        (ok. półgodzinny postój na "stacji" PKP), by w końcu ruszyć na śluzę i jaz w
                        Wałach - w celu przeprawienia się przez Odrę naszą łagodną. ;) Z
                        pewnymi "oporami" (czyt. opadami) dotarliśmy do Brzegu i skierowaliśmy się na
                        Wołów. Niestety - Władca zalał nam buciki, więc byliśmy zmuszeni do zmiany
                        onuc. Pani z warzywniaka poinformowała nas o kierunku i odległości "dworca" PKP
                        w Jej mieście. Po podziękowaniu udaliśmy się na... "pamiątkę komunistycznej
                        władzy". ;( Okazało się, że elektriczka "uciekła" nam ok. 20 minut wcześniej.
                        Następny za ok. 2 h. Padła propozycja nie do odrzucenia: kierunek Lubiąż.
                        Trzeba być faktycznie .... żeby w ten "upał" skierować swe koła właśnie tam, a
                        nie do domku. Twierdza Lubiąż padła. :D Most na rzece... Odra został "zdobyty".
                        Cukrownia Malczyce słodziutka była, także kawka - parzona - w Środzie Śląskiej
                        nie wymagała cukrowania. ;) Po degustacji ruszyliśmy w kierunku drogi krajowej
                        nr 94. Po kilku kilometrach mieliśmy skręcić do wsi Kadłub (?), ale znów Władza
                        przegoniła nas swoimi gromami - niemal jak Posejdon. Po kilkuminutowym postoju
                        udało nam się wjechać na drogę i odstraszyć pędzące blachosmrody z "naszej"
                        trasy. Wreszcie dotarliśmy do Miękini i dalej przez Białków, Wilkostów,
                        Pisarzowice, Wilkszyn dotarliśmy szczęśliwie do domków.
                        Plany zawaliły się całkowicie, ale (przynajmniej ja) z wycieczki jestem bardzo
                        zadowolony, choć psychika troszkę mi "siadła". Trzeba będzie się ponownie udać
                        do Lubiąża - tym razem w innym celu. ;)

                        POzdrawiam - sledzik4
                        • Gość: artek Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.05, 19:04
                          sobota:
                          plany na sobote nie wypaliły z powodu jakiegoś maratonu w świeradowie o czy
                          dowiedziałem się dopiero w czwartek. od razu informuję że rezerwuję sobie
                          termin na izery we wrześniu i żeby mi żadnych imprez ludycznych wtedy nie było!

                          ale ad rem:
                          z różnych względów wybór padł na ludwikowice kłodzkie (rodzina żony ;)
                          zaopatrzyłem się w nową mapę compassu "góry sowie" i pojechałem sprawdzać w
                          terenie. mapa na podkładzie starszej dwuczęściowej kotliny kłodzkiej, 50-ka,
                          rozszerzona do dzierżoniowa a z drugiej strony zahacza prawie o wałbrzych.
                          uaktualnione szlaki rowerowe, są nawet planowanie - takie, które nie są jeszcze
                          wyznakowane w terenie. mapa planu jest dokładniejsza (35-ka) ale mniej aktualna.

                          trasa sobotnia (żona, kolega i ja, 2x trekking + mtb):
                          ludwikowice-jugów-przeł. jugowska (kilkanaście km jazdy, 400m przewyższenia).
                          przeł. jugowska - polanka bielawska planowanym szlakiem czerwonym - północne
                          zbocze, droga leśna, kałuże, błoto, kałuże, w miarę równo.
                          z polanki bielawskiej powrót do przełęczy szlakiem niebieskim (planowany ale
                          już wyznakowany szlak od srebrnej góry, droga bita, gdzieniegdzie tłuczeń
                          zjazdy, podjazdy - jeden dość stromy, musiałem nawet wrzucić najmniejszą
                          zębatkę z przodu).
                          z przełęczy zjazd do sokolca i dalej do ludwikowic

                          całość 36 km, średnia hmm jak to w górach i z żoną ;) niecałe 20 kmph. vmax na
                          zjeździe z sokolca 62 kmph - jak na mój ciężki trekking z sakwami - imo całkiem
                          nieźle ;P

                          kilka słów o niebieskim szlaku - zapowiada się bardzo ciekawie - z kolegą
                          planujemy już przejechanie trasy od barda do srebrnej góry i dalej tymże
                          niebieskim szlakiem, jak się da to i na sowę, bo blisko.
                          uwaga - gdzieniegdzie wbudowane w poprzek drogi betonowe rynienki ściekowe (coś
                          takiego jak na ślęży), baaaardzo przykra niespodzianka bo na bardzo milutkim i
                          szybkim zjeździe!

                          niedziela:
                          samotnie, bo żona została u rodziny:
                          zielonym szlakiem rowerowym -
                          wrocław - krzyżanowice - psary - kryniczno - malin - taczów mały i wielki -
                          trzebnica
                          trasa bardzo nieprzyjemna, las malin - błoto i kałuża na kałuży, bardzo ciężka
                          jazda, jeszcze gorzej na dalszym odcinku do taczowa małego - piaszczysto-
                          gliniasta droga rozjeżdżona przez traktory, śliska i bardzo błotnista,
                          odcinkami absolutnie nieprzejezdna dla roweru, trzeba było z buta zasuwać...
                          do tego jeszcze deszczyk. wyjechałem stamtąd bogatszy o parę kg błota, brr.
                          powrót z trzebnicy z musu (akurat się strasznie rozpadało) był szybki i prosty:
                          krajową 5-ką do wiszni małej (muszę przyznać, że w naprawdę trudnych warunkach,
                          na stromym zjeździe, kierowcy wyprzedzali mnie naprawdę bardzo ostrożnie, nie
                          za szybko i z zachowaniem dystansu).
                          wisznia mała - szewce - obornicka i do domu

                          dystans 69 km, średnia 21 (cieńko, przez to błoto), czas jazdy 3:20
                          • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 07.08.05, 21:12
                            > z przełęczy zjazd do sokolca i dalej do ludwikowic
                            > całość 36 km, średnia hmm jak to w górach i z żoną ;) niecałe 20 kmph. vmax
                            > na zjeździe z sokolca 62 kmph
                            Znacznie lepszy zjazd jest z przełęczy Sokolej przez Rzeczkę do Walimia (długa
                            prosta droga) i dalej do Zagórza. Spokojnie można osiągnąć 80 km/h (bez
                            pedałowania).
                            W przeciwnym kierunku, do Ludwikowic są liczne zakrętu i niebezpiecznie się
                            rozpędzać.
                            • Gość: artek Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.05, 22:09
                              > W przeciwnym kierunku, do Ludwikowic są liczne zakrętu i niebezpiecznie się
                              > rozpędzać.
                              jednakoż w ludwikowicach czekał na nas obiad :))

                              a z podobnych zjazdów bardzo miło wspominam zjazd z okraju. kilkanaście lat
                              temu wciągąłem tam swoją jeszcze wtedy nie żone - nie wiedziała biedaczka na co
                              sie waży ;P i niewiele brakowało a byłaby to jej ostatnia rowerowa wycieczka.
                              na szczęście był też ten zjazd - po wyjechaniu z serpentyn rozdroża kowarskiego
                              jest kilkukilometrowy prosty zjazd przez jarkowice - tam zaliczyłem swoje
                              pierwsze vmax>70 kmph (pomiar przybliżony ze względu na ówczesny stan
                              techniki). ale na mistralu, z cienkimi szosowymi oponami.
                              • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 07.08.05, 22:22
                                > a z podobnych zjazdów bardzo miło wspominam zjazd z okraju.
                                Znam to, kilka razy wjeżdżałem na Okraj z obu stron granicy. Zjazd na czeską
                                stronę jest bezpieczniejszy, szersza droga i łagodniejsze zakręty (inne
                                ukształtowanie terenu) - można się puścić swobodnie. Zjazd przez Jarkowice (i
                                Miszkowice) jest bardzo fajny ale, jadąc do Lubawki, napotykamy dość stromy
                                podjazd pod Szczepanowski Grzbiet (a po nim zjazd do Bukówki).
                                • Gość: artek och, wspomnień czar ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.08.05, 10:20
                                  tamte podjazdy też znam.
                                  pamiętam, że najtrudniej jechało mi się pierwszy raz, z sedzislawa przez
                                  kamienną do miszkowic (ale nie przez lubawkę). niby tylko kilkanascie km, ale
                                  jeden z podjazdów ostro dał mi się we znaki.
                                  kiedyś dość często jeździliśmy z (przyszłą wówczas) żoną do miszkowic.
                                  obeszliśmy i objechaliśmy dookoła wszystko co sie dało, od lubawki i kruczych
                                  skał, po kowary i marciszów. dopiero teraz jak już dzieci troche podrosły,
                                  znowu można sie ruszyć ...
                                • pluto10 Moja mini worcławska wycieczka ;) 11.08.05, 16:43
                                  Dom - Wojrowicka - Gubińska - Strzegomska - Estakada - Na Ostatnim Groszu -
                                  Legnicka - pl.1 maja - Św.Mikołaja - Kazimierza Wielkiego - Oławska - Szewska -
                                  Nożownicza - Kuźnicza - Igielna - Odrzańska - Św. Mikołaja - pl.1 maja -
                                  Podwale - Pl.Orląt Lwowskich - Dworzec Świebodzki - Robotnicza - Strzegomska -
                                  Gubińska - Wojrowicka - Dom

                                  Czas: 150 minut
                                  Odległość: 15 km
                                  ***********pluto10***************
                                    • pluto10 Kolejne miniwycieczki..... 16.08.05, 15:25
                                      13.08.
                                      Trasa:
                                      Dom - Wojrowicka - Gubińska - Strzegomska - Klecińska - Grabiszyńska -
                                      Kolejowa - Zielińskiego - Nasypowa - Powstańców Śląskich - Swobodna -
                                      Komandorska - Nasypowa - Powstańców Śląskich - Pl.Kościuszki - Podwale -
                                      Pl.1maja - Legnicka - Pl.Strzegomski - Śrubowa - Robotnicza - Strzegomska -
                                      Gubińska - Wojrowicka - Dom

                                      Czas:120 minut


                                      14.08.
                                      Trasa:
                                      Dom - Wojrowicka - Gubińska - Strzegomska - Robotnicza - Śrubowa -
                                      Pl.Strzegomski - Legnicka - Pl.1maja - Ruska - Kazimierza Wielkiego -
                                      Pl.Dominikański - Oławska - Most Grunwaldzki - Plac Grunwaldzki - Curie
                                      Skłodowskiej - Szczytnicka - Wyszyńskiego - Most Pokoju - Podwale - Pl.Orląt
                                      Lwowskich - Dworzec Świebodzki - Robotnicza - Strzegomska - Gubińska -
                                      Wojrowicka - Dom

                                      Czas: 135 minut


                                      16.08.
                                      Dom - Wojrowicka - Gubińska - Strzegomska - Klecińska - Fat - Hallera - Aleja
                                      Pracy - Inżynierska - Krucza - Wielka - Ślężna - Kamienna - Borowska -
                                      Sieradzka - Ślężna - Swobodna - Komandorska - Nasypowa - Powstańców Śląskich -
                                      Pl.Kościuszki - Podwale - Skargi - Pl.Dominikański - Oławska - Szewska -
                                      Grodzka - Nowy Świat - Św.Mikołaja - Pl.1 maja - Legnicka - Pl.Strzegomski -
                                      Strzegomska - Śrubowa - Robotnicza - Strzegomska - Gubińska - Wojrowicka - Dom

                                      Czas:150 minut
                                      • Gość: artek wzdłuż odry IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.08.05, 09:14
                                        niedziela 21-08
                                        mm - most millenijny - osobowice -> tu pętla na szwedzim szańcu
                                        z powrotem wzdłuż odry aż po jaz bartoszowicki i dalej -> kolejna pętla tak
                                        mniej więcej na wysokości trestna
                                        powrót na bartoszowice, kółko po wyspie opatowickiej (niestety, nie cała jest
                                        przejezdna dla rowerów), dalej wałem do mostu zwierzynieckiego, od
                                        szczytnickiego wałem po śródmiejskiej stronie, po drodze mosty trzebnicki,
                                        warszawski, millenijny, stąd powrót na muchobór.
                                        dystans ok 55 km
                                        krótko, bo na obiad do teściów spóźnić się nie wypada ;P
    • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 24.08.05, 18:00
      W ostatnich dniach przebywałem 4 dni w górach i penetrowałem Masyw Śnieżnika,
      Góry Bialskie i Jeseniki. Jedynie jeden dzień, poniedziałek, przeznaczyłem w
      całości na rower. Pozostałe spędzałem również na grzybobraniu. W sumie
      przejechałem ok. 300 km.
      Wycieczka w sobotę po południu:
      Bolesławów-Nowa Morawa-przełęcz Sucha-wielka pętla bialska-Brousek (szczyt na
      granicy)-przełęcz Trzech Granic-Smrek-Bielice-Stronie Śl.-Bolesławów. Razem ok.
      47 km. Spore przewyższenia (Bolesławów ok. 550 m n.p.m., przełęcz Sucha 1006,
      Brousek 1114, przeł. Trzech Granic 1111).
      Niedziela po południu:
      Bolesławów-Stara Morawa-Kletno-Janowa Góra-Żmijowa Polana-Mariańskie Skały-
      Żmijowiec-Hala pod Śnieżnikiem-Międzygórze-Wilkanów-Idzików-przełęcz
      Puchaczówka-Stronie-Bolesławów. Ok. 63 km, mój rekord wysokości na rowerze -
      1218 m n.p.m. Jeszcze większe niż poprzedniego dnia przewyższenia, szczególnie
      uciążliwy podjazd na przeł. Puchaczówka - 7 km cały czas pod górę przy znacznym
      nachyleniu. No i stromy zjazd do Stronia - całkowicie nie pozwolił mi rozwinąć
      skrzydeł samochód jadący przede mną, który na zakrętach (gdzie nie było
      dostatecznej widoczności do wyprzedzania) zwalniał by na prostych znacznie
      przyspieszać. Mimo hamowania na licznikui 60 km/h.
      Poniedziałek:
      Bolesławów-Nowa Morawa-przeł. Płoszczyna (przejście graniczne)-Stare Mesto-
      Branna-Ramzova-Lipova Lazne-Jesenik-Lipova Lazne-Vapenna-Javornik-Travna-przeł.
      Lądecka-Wrzosówka-Wojtówka-Lądek-Stronie -Bolesławów.
      Razem 117 km, ostre podjazdy (i zjazdy) w Czechach, zwłaszcza w okolicach
      Ramzovej (12%). Popadywało, droga śliska, stąd zjazd pokonałem ostrożnie - 61
      km/h (w zeszłym roku na starym rowerze było 63 mimo hamowania ze względu na
      samochody, ale był skwar i sucho).
      Mnóstwo znakowanych tras rowerowych tak po polskiej (dużo pojawiło się w
      ostatnim roku) jak i czeskiej stronie. Kłopot jest taki, że wydawcy map nie
      nadążają ich nanosić. W ten sposób mapa sprzed dwóch lat jest mocno
      nieaktualna. Trasy są zarówno po asfalcie jak i szutrze. Często prowadzą
      starymi drogami leśnymi wyłożonymi kamieniami - tu duże trudności na stromych
      odcinkach. Nie omieszkam opublikować zdjęć, ale mam ich dużo i wymagają
      opracowania i selekcji.
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 27.08.05, 22:33
      Pierwsza - troszkę dłuższa - wycieczka rowerowa, po bardzo długiej przerwie...
      w Tatrach. Tuż po godzinie 7 wyruszyłem - zaopatrzony w wiadro i nożyk na
      poszukiwanie rodzinnego przysmaku. Około 20 km (Byków) od Wrocławia "wdarłem"
      się do lasu i.... i nic - zero grzybów. Postanowiłem zbliżyć się do lasów
      przed Twardogórą. Chodzę, chodzę i nic. Skąd ci ludzie mają grzyby na
      targowisku - myślę. Uparciuch jestem aż w końcu znajduję. Nie byle podgrzybka,
      tylko od razu prawdziwka. Ale na tym się skończyło. Znów dreptanie z rowerkiem,
      aż trafiam na "miejsce". Kozak, podgrzybek, kozak, podgrzybek.....
      Opłacało się. Niewykluczone, że jutro znów się tam wybiorę. Zależy jakie będzie
      moje sampoczucie po dzisiejszym dystansie = 98 km.

      pozdrawiam - sledzik4
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 28.08.05, 19:18
      Wybrałem dzisiaj leniuchowanie. ;) Ruszyłem z Placu Grunwaldzkiego, przez
      Mickiewicza i dalej brzegiem Odry - przez Bartoszowice, Wały, Kamieniec
      Wrocławski - nad Bajkał. Tam "tworzyłem" opisy z moich ostatnich wędrówek po
      Tatrach - na pewne forum tatrzańskie. :) Udało mi się opisać (na brudno) raptem
      4 dni. Zielona woda zniechęciła mnie do schłodzenia swego ciałka, więc
      oblewałem się mineralną .... niegazowaną. ;) Wróciłem do domu szosą. Przez
      kilka kilometrów goniłem Twardzielkę na rowerku (koła 28", sakwy, niebieskie
      spodenki, czerwona bluzeczka). Przy takiej Dziewczynie - na dłuższym dystansie -
      nie mam szans. :(
      Brawo Koleżanko Rowerzystko. :D Dystans 44 km

      pozdrawiam - sledzik4
      • Gość: Mikołaj Gleba IP: 213.199.196.* 28.08.05, 20:08
        A ja pod koniec dzisiejszej wycieczki najpierw zobaczyłem Romana za kierownicą
        (na 90%) a potem, dosłownie dwie minuty najwyżej minęły, pod samym domem
        wjechałem gwałtownie bez trzymania kierownicy na garb zwalniajacy i zaliczyłem
        Matkę Ziemię. Zwykle chwytam kierownicę zawsze na nierównościach ale coś się
        zagapiłem dzisiaj. Na szczęście nic mi się niestało; uderzyłem kaskiem w podłoze
        (pierwszy raz odkąd go mam, czyli od 6 lat) ale impet był na tyle symboliczny,
        że nie będę go wymieniał na nowy. Poza podrapaniami nic mi się nie stało :-)
        Niestety owijka kierownicy do wymiany - całkiem poszarpana, a taka ładna w
        czerwono-czarne ciapki :-(
        • Gość: Roman Re: Gleba IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 28.08.05, 22:13
          > A ja pod koniec dzisiejszej wycieczki najpierw zobaczyłem Romana za kierownicą
          > (na 90%)
          To byłem przecież ja. Nawet zatrąbiłem. Wracaliśmy z Bolesławowa. W sobotę
          zaliczyłem Pradziada, ale o tym w innym wątku. Jechałeś, jak mniemam, z Basią.
          • Gość: Mikołaj Re: Gleba IP: 213.199.196.* 28.08.05, 22:34
            > To byłem przecież ja. Nawet zatrąbiłem

            Tak :-) Ja nie mogłem zadzwonić, bo nie mam w szosówce dzwonka. Nie bardzo jest
            gdzie go przykręcić, po prawej stronie jest licznik, a po lewej lampka, a reszta
            kierownicy jest owinięta. Może do mostka jakoś?

            > Jechałeś, jak mniemam, z Basią.

            Tak. Basie łatwo rozpoznać po kasku - mój jest szary, ale jej jest lustrzany;
            dosłownie jak lustro (Jean Alesi, kierowca F1 miał też kask tego "koloru").
        • sledzik4 Re: Gleba 29.08.05, 08:18
          Gość portalu: Mikołaj napisał(a):
          > Zwykle chwytam kierownicę zawsze na nierównościach ale coś się
          > zagapiłem dzisiaj. Na szczęście nic mi się niestało.... <

          Jeszcze parę latek i nie będziesz puszczał kierownicy.... ;)

          pozdrawiam - sledzik4
          • Gość: Mikołaj Re: Gleba IP: 213.199.196.* 29.08.05, 11:21
            > Jeszcze parę latek i nie będziesz puszczał kierownicy.... ;)

            Lubię czasami puścić kierownicę - dać odpocząć dłoniom, plecom (zmiana pozycji)
            i... nogom: ak się jedzie bez trzymania, człowiek jest wyprostowany to zmiana
            pozycji powoduje, że jakoś inaczej się pedałuje; nie jestem dobry w anatomii,
            ale może jakieś inne fragmenty mięśni pracują wtedy? Bo wrażenie jest takie,
            jakby człowiek miał "świeże" znaczy nie zmęczone mięśnie.

            Oczywiście mój błąd, że puściłem kierownicę w miejscu, w którym nie powinienem
            był tego robić.
    • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 31.08.05, 23:02
      Wycieczka do Wąwozu Myśliborskiego. Nie byłem tam ok. 10 lat więc się wybrałem,
      korzystając z pieknej pogody. Trasa tam:
      Kozanów-Skałka-Bogdaszowice-Rakoszyce-Cesarzowice-Ujazd Grn-Jarostów-Jenków-
      Jawor(dotąd 67 km)-Myślibórz-Wawóz Myśliborski. Sam wąwóz mnie rozczarował,
      najciekawsza część jest obecnie niedostępna z powodu, jak głosi tablica, badań
      naukowych.
      Powrót:
      Myślibórz-Piotrowice-Legnica-Koskowice-Dębica-Środa Śl.-Kozanów.
      Razem 170 km, czas jazdy 8:30, średnia 22,8 km/h.
      Opisana trasa do Jawora jest niemal idealna dla rowerzysty: cały czas asfalt,
      nawierzchnia zadowalająca, mały ruch. Ok. 10 km przed Jaworem spory podjazd i
      piękny zjazd (53 km/h). Droga z Legnicy do Środy znacznie gorsza: w każdej
      wiosce nawierzchnia z kostki. W samej Legnicy jeszcze gorzej: wjazd doprowadził
      mnie do bardzo ruchliwej drogi bez ścieżki rowerowej. Póżniej kierowałem się na
      osiedle Piekary (z odwiedzenia centrum zrezygnowałem ze względu na kiepskie
      warunki jazdy rowerem). Tu spotkałem "ścieżkę rowerową" - nawierzchnia
      wyglądała na gruntową, pod spodem były resztki asfaltu. Najciekawszy był
      koniec - wyprowadzał na trawnik (wyjeżdżona była wąska ścieżka). Dalej było ok.
      200 m czerwonej ścieżki z "puzzli", a w najnowszej części osiedla nawierzchnia
      była z betonu, bardzo nierównego i często popękanego.
      W Jaworze warto zwiedzić rynek (ładny ratusz) i Kościół Pokoju.
      Wszystko zilustruję wkrótce zdjęciami.
    • Gość: Roman Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 04.09.05, 21:56
      Zagórze Ślaskie:
      Kozanów-Skałka-Kąty Wr.-Mietków-Chwałów (nie mylić z Chwałkowem, bliżej Ślęży)-
      Gola Świdnicka-Wilków-Pszenno (omijamy Świdnicę jadąc na Krzyżową)-Jakubów-
      Burkatów-Bystrzyca Górna-Lubachów-Zagórze-objazd Jeziora Bystrzyckiego-Lubachów-
      powrót tą samą trasą. 157 km, 6 h 40 m, 23,6 km/h. Dokładniejszy opis wkrótce
      na bicykl.friko.pl, zdjęcia już dostepne:
      bicykl.friko.pl/index1.php?katalog=Zagorze_Sl
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 05.09.05, 11:13
      03.09.05 - Sobota
      Plac Grunwaldzki - Powstańców Śląskich - Bielany - Jordanów Śląski -
      Łagiewniki - Ząbkowice Śląskie - Bardo Śląskie - Kamieniec Ząbkowicki -
      Ziębice - Strzelin - Wrocław.
      Z nadzieją, że nie będzie TIR-ów na drodze nr 8 ruszyłem do Barda. Niestety
      pomyliłem się, ale postanowiłem kontynuować jazdę tą trasą. Najgorzej było do
      Bielan. Koncentracja na drodze do szczytu możliwości. Za nimi było już o wiele
      spokojniej. Więcej ciężarówek jechało w stronę Wrocławia. Sczęśliwie dojechałem
      do celu. Powiem, że nawet nikt mnie nie... - było okej. Poza spalinami
      oczywiście. :( W miasteczku załatwiłem wszystkie swoje sprawy i ruszyłem do
      tzw. parku za Nysą, gdzie wraz Żoną i Córką (obie jechały pociągiem T/P)
      urządziliśmy sobie grila. :D Po takiej trasie kiełabaski były przesmaczne. Po
      leniuchowaniu ruszyłem w drogę powrotną, ale już nie ósemką. Z Barda pojechałem
      do Przyłęku i przez Dzbanów, Ożarów, Kamieniec Z., Starczów, Ziębice....
      dotarłem do domku. 7 km przed Ziębicami mijałem się z rowerzystą, który choć
      starszy (ok 60 lat) pierwszy mnie pozdrowił. Aż mi było wstyd. Wyprzedził mnie
      z uniesieniem ręki o ułamek sekundy. Około 20 km przed domem, na wiadukcie -
      nad autostradą - dogonił mnie młody chłopak z Nadodrza, który był na rajdzie po
      Wzgórzach Strzelińskiech. Po krótkiej rozmowie, popędził (koła 28") do domku -
      pewnie zmęczony dzisiejszym dniem. Ja za nim. Zaczęło się ściemniać, więc
      zatrzymałem się i założyłem kamizelkę odblaskową. Dostałem ją od swoich
      Pań: "byś zawsze bezpiecznie wracał do domku". :) Właczyłem diodówki i 5 minut
      przed meczem byłem w domu. Dystans 178,41.
      Wczoraj natomiast (niedziela) pojechałem z Rodzinką nad Odrę, by troszkę
      odpocząć. ;) 9 godzin na powietrzu. :D Dystans 49 km.

      pozdrawiam - sledzik4
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 13.09.05, 15:37
      Sobota - 10.09.05.
      Punkt 10:00 spotykam się z Romanem na Kamieńskiego (pod szpitalem) i ruszamy w
      kierunku Trzebnicy. Pogoda jest super. Słońce grzeje w „mózg” nieźle. Zjazd do
      miasteczka - choć krótki - pozwolił nam na niezłe prędkości maksymalne, ja
      miałem 59, a Roman chyba 61,5 km/h. W parku chwila odpoczynku na posiłek i
      dalej w trasę. „Przebijamy” się przez metropolię, by po chwili – z wiatrem –
      „pruć” niecałą 40-tką do Sułowa. Tu "złapaliśmy" traktor, a właściwie to
      on "złapał" nas. Chyba z siedem kilometrów gonił nas zaciekle, ale my się nie
      dawaliśmy. Warczał mi za plecami strasznie. W końcu nie wytrzymałem kondycyjnie
      i odpuściłem sobie tą ucieczkę. Roman, zobaczywszy mnie ZA "ścigaczem" - po
      koleżeńsku, również odpuścił i poczekał na sledzika4. Słynna już Gruszeczka
      ("Pociąg do Hollywood") i za moment Sułów. W tym dość uroczym miasteczku – na
      Rynku – znów przerwa na foto, jedzonko, zakupy różnych płynów i innych kalorii.
      Mapa do rąk i chwila zastanowienia gdzie jedziemy. Decyzja zapadła: Ruda
      Sułowska. Wioseczka jak wszystkie inne tutaj – nad stawami. Kompleks bajor do
      połowów(płatnych), „bar”, ławeczki i znów chwilka przerwy. Dalsza nasza trasa
      przebiegała niebieskim szlakiem pieszym - przez las. Oczywiście kilka razy,
      zatrzymywaliśmy się by sfotografować stawy, ptactwo (głównie kolonie kaczek),
      oraz… siebie w łódce. Po kilku następnych kilometrach, stawy się skończyły i
      myśleliśmy tylko o jak najszybszym i jak najkrótszym – mapa – powrocie do
      domków. Przed Prusicami wyprzedził nas, taki jeden pan… nooo… wiecie… ;)- z
      okolicznej wioski, na swoim „ferrari”. Nie było by w tym nic dziwnego (my już
      po "setce" w... nogach), gdyby nie jego "dopalacz" w ustach. Ten to ma zdrowie.
      Fotki i "przecinamy" krajówkę - „5”. Jedziemy do Obornik Śląskich, przez
      Kuraszków do Wilczyna Leśnego, by napić się kawki. Po około pół godziny ruszamy
      na ostatni etap naszej wycieczki - przez Świniary do Wrocławia. Za mostem 1000-
      lecia rozjeżdżamy się do swoich domów. Koniec wycieczki, której… nie
      planowałem. Było wspaniale. :D
      Dystans 139 km.

      W Niedzielę natomiast dołaczyła do nas Małżonka Romana i wybraliśmy się na
      krótką wycieczkę do Wojnowic. Dla mnie była to wyprawa tym ciekawsza, że wiele
      razy o zamku tym słyszałem, ale jakoś wcześniej koła nie chciały mnie tam
      zawieźć. W drodze powrotnej "doczekaliśmy" się deszczu, przecudnej tęczy
      i... ulewy przed domem.
      Dystans 60 km.

      zamekwojnowice.ig.pl/

      pozdrawiam - sledzik4
    • Gość: Żona Śledzika4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. IP: *.igo.wroc.pl 20.09.05, 15:50
      Desant rowerowy sobota 17 IX 2005
      Wraz z mężem wyjechaliśmy z domku przed 11-tą, aby uczestniczyć w jw.
      eko.org.pl/edbs2005/
      Na początek udzieliliśmy wywiadu telewizji dolnośląskiej (TeDe), oraz radiu
      RAM. „Pozowaliśmy” również regionalnej tivi Wrocław. Start opóźnił się o
      kilkanaście minut. Pod eskortą policji wyruszyliśmy na trasę. Jechało się
      cudownie. Cały ruch został wstrzymywany tylko dla nas. Dość, że „miliony”
      korków w mieście, to jeszcze kierowcy w swych wspaniałych maszynach musieli
      czekać aż przejedzie kolumna rowerów. Było nas około setki (liczyłam pod górką
      Kilimandżaro). Trąbkami i dzwonkami dawaliśmy przechodniom i kierowcom znać o
      sobie. Reakcje były różne. Jedni nas pozdrawiali, innym wyraźnie nie w smak był
      dodatkowy postój.
      Po dotarciu na miejsce pożegnaliśmy i podziękowaliśmy dzwonkami i.t.d. Policji
      za eskortę. Dalszy ciąg imprezy wyraźnie się przeciągał, a pogoda nie
      nastrajała do stania w miejscu, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Tym
      bardziej, że mieliśmy jeszcze pewne plany na popołudnie. Po cieście i kawce
      ruszyliśmy do… Wojnowic, tam gdzie mąż był w ubiegłym tygodniu z Romanem i Jego
      małżonką. Po drodze kilka razy zmoczył nas przelotny deszczyk, ale nie było
      źle. Zamek bardzo mi się podobał. Akurat było tam wesele. W ubiegłym tygodniu
      ponoć też.
      zamkipolskie.com/wojnow/wojnow.html
      Troszkę sobie odpoczęliśmy i posililiśmy się świeżutką kiełbachą z równie
      świeżutkimi bułami, zakupinymi w wiejskim sklepie, w Krępicach. Po
      uwiecznieniu pobytu przy zamku ruszyliśmy w drogę powrotną. Znów złapał nas
      deszcz, ale jakoś to przeżyliśmy. Po dotarciu do domku i zażyciu gorącej
      kąpieli, czuliśmy się jak nowo narodzeni. Spać, bo na jutro znów wyruszamy na
      wycieczkę rowerową.
      Dystans całego dnia = 79 km.
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 20.09.05, 15:58
      Niedziela - 18.09.05.
      Przygotowani do wycieczki, wyjeżdżamy o 9.15 w kierunku Mirkowa. Żeby
      przyspieszyć dojazd do bezpieczniejszej drogi i skrócic ewentualne lawirowanie
      po wioskach, pojechaliśmy „8”-ką do Bykowa i dalej do Borowej. Tu skręciliśmy
      do wsi Stępiń i już spokojnie – przy małym ruchu blachosmrodów „mknęliśmy” ku
      Twardogórze. W Dobroszycach Żonie zachciało się loda, więc zatrzymaliśmy się
      pod jednym ze sklepów. Kilometr i już jesteśmy w… ciszy. Wspaniała asfaltowa
      droga przez kilka kilometrów wiodła nas przez las. Było troszkę chłodniej
      (cień), mimo to przyjemnie. Niemal w każdej bocznej drodze parkowały samochody.
      To ci, którzy liczyli na niezłe grzybobranie. Zawiedli się srogo. Dowodem tego
      może być fakt, iż przez całą naszą niedzielną wycieczkę spotkaliśmy tylko
      jednego starszego pana, który miał ochotę sprzedać nazbierane grzyby. Zresztą
      miał ich w koszyczku ledwie z dziesięć. Dojechaliśmy do Grabowna Wielkiego.
      Stamtąd już tylko chwila i byliśmy w Twardogórze.
      www.twardogora.pl/polozenie/index.htm
      Oczywiście postój – w parku – obok kościoła. Jedzonko, mapa i za chwilę ruszamy
      przez Goszcz, Brzostowo do Żeleźnik. Tuż za nimi „rozbijamy obóz” - na stawem
      Antoni. Spędzamy tam prawie godzinkę – wygrzewając się w słoneczku. Podziwiając
      okolicę, przypatrywaliśmy się jak ropucha czai się na motyla. Nie trwało to
      długo i motylek był jej. Szybka bestia z tego żabska. Wypoczęci ruszamy dalej,
      by po chwili zobaczyć znak „Objazd do Milicza 17 km”. Ale my chcemy tylko do
      Krośnic, więc ignorujemy objazd. Jednak Krośnice niczym nas nie zaciekawiły i
      udaliśmy się do Wierzchowic. Tu odbywało się „Święto sadów”(?) i właśnie tu
      droga do Milicza była już całkowicie zamknięta. My pojechaliśmy sobie do
      Dziewiętlina, gdzie… skończyła się asfaltówka. Dwie drogi w pola, jedna
      brukowana w środek wsi(?) i szutrowa w las. Koniec języka za przewodnika i
      jedziemy szutrem do lasu. Przyzwoitą drogą docieramy do krzyżówki. Ukazuje nam
      się równiutki (wąski) asfalcik. Mapa i już wiemy gdzie mamy jechać. Po drodze
      zauważamy jakieś konie ( koniki polskie?), obgryzające korę z drzew w
      ogrodzonym lasku. Fotki i jedziemy dalej. Teraz już patrzymy aby jak najkrócej
      i najszybciej dojechać do domku. Mijamy Pierstnicę, Bukowice, Ludgierzowice,
      Węgrów i dalej przez Bierzyce do Łoziny. Festyn na całego – orkiestra gra…
      piwko (i nie tylko) lało się… wesoło mieli. Po krótkim postoju musieliśmy
      niestety przeboleć jakość „szosy” przez Bąków. Dalej już tylko Domaszczyn i
      Psie Pole. Szybkie zakupy świeżego pieczywa w Koronie i do domku (coś po 20-
      tej.) Wycieczka bardzo udana, tylko szkoda, że ranki już chłodne i dni coraz
      krótsze. Mapka naszej trasy:
      mapa.szukacz.pl/?m=Twardogora&zoom=3
      Dystans 126 km.

      pozdrawiam - sledzik4
    • Gość: artek przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.09.05, 17:19
      udało mi sie wynegocjować z dyrekcją 2 dni urlopu, więc przesiadłem się z
      roweru na rower i udałem w trasę:
      w niedzielę na rozgrzewkę z żoną jako sparring partnerem tour de odra - czyli
      wzdłuż wałów od mm przez millenijny do szczytnickiego, dalej przez kładkę koło
      zoo na niskie łąki i asfaltem do siechnicy.
      powrót przez śluzę opatowicką, jazz bartoszowicki i wałami przez millenijny do
      domu. ok 65 km
      w poniedziałek skorzystałem z oferty pkp. pani w kasie sprzedała bilet za 3.50,
      upomniałem się o darmowy a ona zdziwiona wielce poszła się dowiadywać ..
      wsiadam do pociągu trójczłon ezt, tylny duży przedział zamknięty, w przednim
      służbowym rozłożyło się dwóch kolejarzy i z zaparciem twierdzili że na rower
      miejsca nie ma bo to służbowy itp i jeszcze na "taki tabor" narzekali.
      ale jak przyszedł kierownik pociągu i sam musiał rower w przejściu odsuwać - w
      końcu zaproponował wstawienie do roweru do służbowego. co szarża, to szarża!
      przy powrocie było lepiej, panie w kasie wiedziała o co chodzi a konduktor sam
      przy wejściu zaproponował wstawienie roweru do służbowego.

      ale ad rem - wysiadłem w bardzie i ruszyłem na srebrną górę - zielony szlak
      rowerowy - prowadzi asfaltem, do wilczy dość łagodne nachylenie, mocniejszy
      wjazd na wilczą przełęcz, szybki zjazd do zdanowa parę km i zmieniamy szlak na
      żółty do srebrnej góry. żółty szlak to początkowo podjazd nieco stromy i bardzo
      kamienisty, zdecydowanie na mtb. trekking miejscami się nie wyrabiał. z
      atrakcji turystycznych - przejeżdża się pod wiaduktem kolei sowiogórskiej, a po
      drodze ładna panorama ze ślężą w tle.
      od srebrnej góry szlak niebieski - jest to leśna droga wyjeżdżona przez
      traktory i samochody do wywozu drewna, rozjeżdżona, błotnista, szczególnie na
      zakrętach, dużo podjazdów, ogólnie bardzo męcząca (głównie ze względu na
      warunki - bardzo wietrznie, mokro i błotniście, aż się opony do tej mazi
      przyklejały).
      poprawia się za przełęczą woliborską, a od polanki bielawskiej miejscami
      wysypana tłuczniem, można rzec droga szybkiego ruchu.
      z przełęczy jugowskiej zjazd świeżo wyznakowanym czarnym szlakiem do bielawy
      (mocno zużyty i zdarty asfalt, czasem szutr). zjazd bardzo szybki.
      w porównaniu ze stanem z ubiegłego miesiąca pojawił się jeszcze jeden nowy
      szlak rowerowy - zielony: przełęcz jugowska - polanka bielawska, na mapie
      compassu oznaczony kolorem czerwonym.
      od bielawy asfaltem przez ostroszowice, rudnicę, srebrną górę do barda, gdzie z
      zapasem 15 minut zdążyłem na pociąg do wrocławia.
      dystans w górach 45 km, powrót od przełęczy jugowskiej 37 km plus dojazdy we
      wrocławiu ok. 10 km.
      • sledzik4 Re: przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie 21.09.05, 14:55
        Gość portalu: artek napisał(a):
        > przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie <
        Fajny tytuł. :)
        > pani w kasie sprzedała bilet za 3.50, <
        Jeżeli już, to powinien kosztować 4,50.
        Ja bym nie kupił biletu i wsiadł do pociągu z rowerem.
        > bo to służbowy itp <
        Z nimi prawie zawsze tak jest. :(
        > ale ad rem - wysiadłem w bardzie i ruszyłem na srebrną górę - zielony szlak
        > rowerowy - prowadzi asfaltem, do wilczy dość łagodne nachylenie, mocniejszy
        > wjazd na wilczą przełęcz, szybki zjazd do zdanowa <
        Świetnie się tam jedzie.
        > od srebrnej góry szlak niebieski - jest to leśna droga wyjeżdżona przez
        > traktory i samochody do wywozu drewna, rozjeżdżona, błotnista, szczególnie na
        > zakrętach, dużo podjazdów, ogólnie bardzo męcząca (głównie ze względu na
        > warunki - bardzo wietrznie, mokro i błotniście, aż się opony do tej mazi
        > przyklejały). <
        No dałeś sobie nieźle w "kość" - podziwiam Cię.
        > zapasem 15 minut zdążyłem na pociąg do wrocławia. <
        Happy End :D :)

        pozdrawiam - sledzik4

        Ps. Ja wybieram się do Barda w piątek lub sobotę, w sprawach rodzinnych.
        Oczywiście rowerkiem i szosą. Którą jeszcze nie wiem - muszę to dobrze
        przemyśleć.




        • Gość: artek Re: przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 08:42
          > No dałeś sobie nieźle w "kość" - podziwiam Cię.
          na ta trasę napalałem się juz od wakacji czyli od poprzedniego pobytu na
          przełęczy jugowskiej. przeceniłem się nieco, myslałem że lepiej pójdzie pod
          górę. z asfaltem nie było problemu, tylko te drogi gruntowe ...
          anyway, trasa warta powtórzenia - i pociągnięcia do wałbrzycha. może w maju
          przyszłego roku - jak będzie sucho a forma się po zimie odbuduje ;P
          pojechałbym od wałbrzycha, tylko rozkład jazdy pociągów mocno niekorzystny.
          a na ten rok zostały mi jeszcze dwa niezrealizowane wyjazdy - w rudawy
          janowickie z półmetkiem na okraju i w izery.

          > > zapasem 15 minut zdążyłem na pociąg do wrocławia.
          > Happy End :D :)
          oj, ciężko zapracowany. zmęczony ale zadowolony :))
          • sledzik4 Re: przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie 22.09.05, 08:59
            Gość portalu: artek napisał(a):
            > ... trasa warta powtórzenia - i pociągnięcia do wałbrzycha... <

            Chętnie dołączę.

            > ... pojechałbym od wałbrzycha, tylko rozkład jazdy pociągów mocno
            niekorzystny. a na ten rok zostały mi jeszcze dwa niezrealizowane wyjazdy - w
            rudawy janowickie z półmetkiem na okraju i w izery. <

            Roman zna tamtejsze rejony. :)
            Może w niedzielę, we trójkę???
            Pogoda ma sprzyjać rowerzystom.

            POzdrawiam - sledzik4
          • Gość: Roman Re: przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 09:19
            > a na ten rok zostały mi jeszcze dwa niezrealizowane wyjazdy - w rudawy
            > janowickie z półmetkiem na okraju i w izery.
            W Rudawy chętnie bym się wybrał. Tyle, że do połowy października soboty mam
            chyba zajęte. Jeśli chodzi o Izery, to dojazd pociągiem na jeden dzień (a nawet
            dwa) nie ma sensu. Podróż z Wrocławia do Szklarskiej trwa ponad 5 godzin (a
            bywa i więcej). Jednodniowe wypady tam praktykuję samochodem (można dojechać w
            2 godz.) np. bicykl.friko.pl/#Izera
            • Gość: artek Re: przesiadłem się .. tour de bardzkie and sowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 09:40
              parę fotek:
              klub.chip.pl/pkkompas/2005-09/
              > Jeśli chodzi o Izery, to dojazd pociągiem na jeden dzień (a nawet
              > dwa) nie ma sensu.
              zgadza się. dlatego umawiam się z kolegą na rodzinny wyjazd samochodem (z
              zonami), niestety, z przyczyn rodzinnych (dzieci trzeba gdzieś upchnąć ;)
              ciągle przekładamy :(
              w sierpniu było juz tuz tuz, tylko termin nam się nie zgrał z maratonem mtb
              swieradowie i dlatego wyladowaliśmy w ludwikowicach.
    • sledzik4 Re: Nasze wycieczki w 2005 :-))) c.d. 23.09.05, 20:56
      23.09.05 - piątek
      Tuż PO 8 wyruszyłem z domku i skierowałem się - tak jak ostatnio z Żoną - do
      Bykowa. Tu wjechałem do lasu by zobaczyć czy są grzyby. Zero smakołyków. :( PO
      kilkunastu minutach POstanowiłem jechać dalej. Tak więc kierunek Dobroszyce.
      Zmiana wcześniej planowanej trasy. Twardogórę omijam i jadę do Bartkowa i
      Białego Błota. Znów wchodzę do lasu i znów zero. Jestem baaaardzo smutny. Przez
      Malerzów, Kubryk, Łazy Wielkie dojeżdżam do Lasowic, do drogi krajowej "15".
      Udaję się nią do Milicza. Za miastem skręcam w prawo - do Rudy Milickiej, by za
      chwilę "przecinać" Staw Słoneczny Górny. Piękny widok. Słychać tylko wszelkiego
      rodzaju ptactwo i... wiatr. Słoneczko grzeje dosyć mocno, więc zrzucam z siebie
      to co zbędne. :) Oczywiście co chwilę fotki i w ten sposób docieram do Nowego
      Zamku. Dłuższa chwila odpoczynku, mapa w łapki i kombinuję jak tu najszybciej
      wrócić do domu. Przez kilka - nieznanych mi jeszcze - wiosek wracam do Milicza
      i "15"-ką jadę w kierunku Wrocławia. We wsi Kuźniczysko zjeżdżam w lewo by...
      męczyć się leśnym duktem - non stop PO piachu. :( W końcu docieram do
      asfaltówki, ale tu najwyraźniej "łapię" kryzys (111-ty kilometr). Trzy, cztery
      kilometry i PO kryzysie. Teraz już pędzę ;) przez, m.in. Zawonię, Skotniki,
      Piersno, Siedlec, Krzyżanowice - do domu. Zmęczony - jak mało kiedy - wchodzę
      POd prysznic i... zaczynam na nowo żyć. :D
      Dystans 145 km.

      POzdrawiam - sledzik4

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka