Gość: Mikołaj
IP: 213.199.196.*
30.07.05, 21:32
Wybrałem się dzisiaj na krótką przejażdżkę. Wiatr wiał mi w gębę przez
większość czasu, gorąco jak w piekle, do tego w jednej z wsi zaczepiły mnie
jakieś dresy - musiałem mocniej nacisnąć na pedały aby uciec (dziękuję za taką
motywację do jazdy!). Dość powiedzieć, ze ochotę na rower raczej straciłem i
zabrałem się w drogę powrotną. A tu patrze: cosik kolorowego z naprzeciwka pędzi.
Skoro pędzi, to niewątpliwie samolot!
Ale samolot nie ma rogów, więc pewnie Indianin na bizonie.
Ale bizon nie ma kół, więc pewnie pociąg.
Ale pociąg nie ma szprych i dzwonka, poza tym nie było tam torów.
Ostatecznie wątpliwości rozwiała charakterystyczna, niesymetrycznie
umieszczona sakwa na bagazniku od Waganta - bo to Roman jechał. Dojechaliśmy
za Kąty Wrocławskie, gawędząc sobie na tematy okołorowerowe. Ja potem wróciłem
na obiadek i uzupełnienie płynów, a Roman pojechał dalej. Nie wiem czy prędko
dopisze on coś w tym wątku, bo co prawda nie usłyszałem gdzie się wybiera (bo
byłem zajęty robieniem zdjęcia naszych rowerów) ale wspominał coś o kangurach
i eukaliptusach...
:-)