Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii

IP: *.chem.usu.edu 03.09.02, 23:41
Ja przepraszam za "nieczułość" (o ilez poprawniej jest urządzić "marsz przeciw przemocy"), ale, wierzcie lub nie, są miejsca na Ziemi
mniej cywilizowane od Warszawy, Krakowa czy Londynu. Zapuszczanie się w dzicz bez broni jest przejawem nieodpowiedzialności.
wobec siebie i współtowarzyszy podróży.
G.
    • Gość: jery Re: Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii IP: *.client.attbi.com 04.09.02, 05:26
      Nie mozna chodzic z bronia w reku w razie czego, jak sobie to
      wyobrazasz? Byl to straszny incydent i kazdemu kto zapuszcza
      sie do niepewnych miejsc moze sie to zdarzyc. Przykro mi ze
      zdarzylo sie to naszym rodakom.
    • Gość: Golem Re: Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii IP: *.sympatico.ca 04.09.02, 06:00
      To smutne, ale ten wypadek przypomina nam ze sa miejsca tak samo
      niebezpieczne jak Polska.
      W ubieglym roku w dzien Wszystkich Swietych do mamy w Plsce.
      Zaskoczony ze ja znalazlemzapytalem sie dlaczego nie pojechala
      na grob babci w miscie odleglym o 300km. No coz, wiesz juz dwa
      razy okradli mnie w pociagu.. ja sie boje...
    • mal_art Re: Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii 04.09.02, 10:07
      Tak może pisać tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o podróżowaniu i o
      sytuacji w krajach trzeciego świata. Tak się składa, że
      ta "dzicz" jest o wiele przyjaźniejsza i bezpieczniejsza od
      Warszawy, Krakowa, czy Londynu. Po prostu o morderstwach w tych
      miejscach się już nie pisze, bo są normalnością. Niestety,
      okazuje się, że wszędzie zdarzają się zwyrodnialcy - nawet w tak
      spokojnych miejscach jak Boliwia, choć wiele częściej w
      Warszawie, Krakowie i Londynie. Pani Dorota jest bardzo dzielna,
      że chce dopilnować policję w celu ukarania sprawców morderstwa.
      Życzę jej szybkiego podniesienia się z nieszczęścia i kolejnych -
      znacznie szczęśliwszych podróży.
      Pozdrawiam
      Artur
      • Gość: Walker Re: Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.02, 13:34
        Zgadzam sie z Arturem. W różnych krajach Ameryki Południowej
        mieszkałem łącznie ponad 15 lat i ani to dzicz zamieszkała przez
        zwyrodnialców ani Polska to raj zamieszkały przez pokojowo
        nastawionych ludzi. Wszystko i wszędzie może się zdarzyć, a
        nieodpowiedzialność i głupota (a często też i arogancja
        wobec "tubylców")kończy się nieprzyjemnie (a i tragicznie) tak w
        Huacarani jak i Warszawie.
        Słowa otuchy dla Pani Doroty.
        Walker
        • Gość: Z Boliwii Luis Re: Rozmowa ze świadkiem tragedii w Boliwii IP: 166.114.173.* 04.09.02, 18:04
          Barzdzo mi przykro, ze takie mordestwo zdazylo sie w moim kraju,
          tym bardziej, iz sam mieszkalem wiele w Polsce i wychowuje swoja
          coreczke Polka.
          Jest trudno zyc w tum moim kraju, jest wielu niebeszpiecznych
          okolic, sam nie zapuszczam sie w danych dzielnic duzych miast, a
          czesto jak sie podrozuje za miasten, trzeba isc uzbrojony, nie
          mam slow... aby wyrazac swoje uzucia.
          Tylko chcialbym prosic aby Prestawiciele Konsularny Polskie,
          domagali sie wyjazniene, inaczej, watpie aby doslo do ukarania
          tego czynu.
          yeperojobobo@latinmail.com
      • Gość: Gumisie Albo, albo, czyli o naiwności IP: *.chem.usu.edu 04.09.02, 19:34
        mal_art napisał:

        > Tak się składa, że
        > ta "dzicz" jest o wiele przyjaźniejsza i bezpieczniejsza od
        > Warszawy, Krakowa, czy Londynu. Po prostu o morderstwach w
        >tych miejscach się już nie pisze, bo są normalnością.

        No to albo dzicz przyjazna, albo morderstwa są normalnoscią.
        Wyżej zacytowany fragment jest dość komiczny w swej sprzeczności.

        Dzicz zresztą to nie tylko ludzie, i z takim pojęciem o
        podróżowaniu odradzam wycieczki (proponuję w zamian Wawel albo
        plażę w Sopocie). Proszę sobie wyobrazić, że w Amerykach żyją
        dzikie, niebezpieczne zwierzęta, takie, jak kuguar (w Boliwii -
        odmiana felis osgoodi). Oczywiście, nie w miastach (ale też
        góry, w które idzie się z końmi niosącymi bagaże to nie miasto).
        Ameryka Północna - to samo, dochodzi jeszcze grizzly, na którego
        na Alasce nietrudno się natknąć, zwłaszcza konkurując z nim o
        świeżego łososia z rzeki. Co tam Alaska, niedawno był śmiertelny
        wypadek z czarnym niedźwiedziem (mniejszy) w okolicy Nowego
        Jorku. I co, może z tymi wszystkimi sympatycznymi pluszakami
        należy negocjować, wierząc w ich naturalną, wrodzoną dobroć nie
        zepsutą cywilizacją?

        Zresztą, co tu bić pianę. Facet pojechał na "wycieczkę"
        nieprzygotowany i nie dość, że został zabity (to w końcu jego
        sprawa), to jeszcze nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa
        kobiecie, która z nim podróżowała. I tak to wygląda, czy się
        komuś podoba, czy nie i ku przestrodze innym "turystom", którym
        się wydaje, że cały świat to przyjazny lunapark urządzony i
        uporządkowany ku ich uciesze i przyjemności zwiedzania.
        Nie zabranie w góry broni jest tym samym, czym nie zabranie
        wody, żywności, zapałek, noża i reszty niezbędnika. Czyli jest
        czystą głupotą.

        G.

    • Gość: Julia Re: Zbrodnia w bialy dzien na oczch swiadkow .... IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 04.09.02, 21:16
      To potworna, niewyobrazalna tragedia . Bestiaskie okolicznosci tej zbrodni sa
      przerazajace. Oczywiscie ze morderstwa zdarzaja sie wszedzie. Nie wszedzie
      jednak w bialy dzien, na prostej drodze i na oczach wielu swiadkow. To juz
      raczej przemawia za faktem ze jest to dziki i niebezpieczny kraj. Pisanie ze
      ofiary nie powinny sie tam znalezc same z perspektywy tej zbrodni jest bez
      sensu, bo kazdy to wie a ofiary i ich rodziny w szczegolnosci. Niestety nic
      sie nie da juz zmienic. Zycia mlodego czlowieka nic nie wroci. Obciazanie go
      posmiertne jest jakby tanczeniem na jego grobie, bo przeciez on obronic sie
      juz nie moze. Tak ze nie badzmy tacy madrzy i nie pouczajmy innych, bo napewno
      i sami nieraz znalezlismy sie tam gdzie znalezc sie nie powinnismy, tyle tylko
      ze mielismy wiecej szczescia. Dla Doroty oraz rodziny chlopca wyrazy
      glebokiego wspolczucia. Obysmy cos z tego sie nauczyli.
Pełna wersja