Dodaj do ulubionych

dr Dybczynski i jego chore zasady....

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 14:51
Pan dr został mianowany na osobę zajmującą się sprawami studentów na
wydziale politologii Uniwersytetu Wrocławskiego.Zamiast pomagać studentom
wprowadza terror i strach wśród studentów!!!Zero rozmowy tylko artykuły
przepisy podania kaze zostawiać w sekretariacie przyjmuje w chorych
godzinach!!!A nam studentom dostarcza kolejnych wrzodów!!!Szkoda że nie był
taki mądry jak romansował ze studentką!!!Panie Dybczyński troszke luzu i
wiary w młodzież!!!!Choć niewiem bo poczucia humoru to nie ma Pan za grosz!!!
Może władze uczelni powinny zaineteresować się naszą sytuacją bo jeśli nikt
tego nie zrobi to wzrośnie skala samobójstw depresji i zawałów wśród młodego
pokolenia!!
Obserwuj wątek
          • diabelek2 bez przesady! 22.09.05, 09:37
            możecie zarzucać dybczykiemu jego chore podejście do wykonywanych właśnie
            funkcji ale nie macie prawa zarzucać mu tego że romansował ze studentką, bo to
            jego prywatna sprawa, szczególnie ze to nie był romans tylko oni poprostu byli
            razem i nikomu to jakoś nie przeszkadzało( nie wiem czy są dalej bo to nie moja
            sprawa i też nie wasza, zajmnijcie sie swoim zyciem osobistym).jesli macie juz
            licytować sie na argumenty to chociaż niech będą merytoryczne a nie to z kim
            dybczyński układa sobie swoje zycie osobiste.inna byłaby sytuacja gdyby pan
            andrzej romansował z każdą studentką z którą miał zajecia lub która wchodziłą
            do jego gabinetu a dobrze wiecie studiując na naszym kochanym wydziale ze tak
            nie było.
            serdecznie pozdrawiam studentów WNS i politologii
            a.
            • Gość: marco-van-basten odebrac prawo wykonywania zawodu IP: *.media4.pl 22.09.05, 09:54
              jestem juz zabsolwentem naszego WNS
              moje wnioski sa takie
              facet niezwykle scisle trzyma sie przepisow, co wydaje sie absurdalne, ale do
              tego nie mozna sie formalnie przyczepic.

              natomiast

              za romans(kazdy zwiazek pozamalzenski jest formalnie romansem) ze studentka
              powinien zostac wywalony z uczelni i pozbawiony prawa uczenia.
              tak postapilby kazdy uniwerek w cywilizowanym kraju.

              ale popatrzmy na nasz WNS, ktory ma sie za najlepsza panstwowa politologie w kraju.
              poza Antoszewskim ,Łyżwą, Herbutem, Cesarzem, Wandowiczem reszta to pracownicy
              biurowi, nie naukowi, tyrający na 10 etacikach w Wyższych Szkołach Zarządzania i
              (czegośtam)

              Jaki procent kadry zna jakikolwiek język obcy?
              Jak ma miec dostęp do najnowszych badań światowych w swoich dziedzinach, jak ma
              utrzymywać kontakty z naukowcami ze świata?

              jak częste są przypadki zmuszania studentów do tłumaczenia obcojęzycznych
              publikacji, które drukowane są bezczelnie jako skrypty tych "pracowników naukowych"

              ilu z was na zajeciach u p. dr hab Dobek Ostrowskiej musiało tłumaczyć tekstu z
              niemieckiego i fr. które potem ukazywały się , dosłownie przepisane w "jej"
              skrypcikach, których kupno jest niezbędne do zdania egzaminu?

              To już nie jest plagiat, ale PARAGRAF, droga pani doktor, habilitowana, rzecz jasna.
              Na tym forum głośno było o jej plagiatach ale sprawa nie przeszkodziła w
              przeprowadzeniu habilitacji.
              To jest nasz wydział.

              Więc romans dr Dybczyńskiego ze studentką wydziały nie powinien nikogo dziwić.
              Mimo że jak pisałem, w każdym normalnym kraju i na prawdziwym uniwersytecie,
              faceta wywalonoby z pracy
              • Gość: Quantum Devil Re: odebrac prawo wykonywania zawodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 11:17
                Masz chyba zdezaktualizowane informacje: Antoszewski ,Łyżwa, Herbut, Cesarz,
                Wandowicz - wszyscy oni chałturzą i to na 2 przynajmniej dodatkowych etatach...
                niestety inaczej na odpowiednim poziomie wyżyć się nie da. Poczekajmy do 2007
                roku wtedy płace pracowników wzrosną do ok 10 tyś dla dr.hab i skończy się
                komiwojażerstwo edukayjne. Wiem bo sam jestem z układu :)
                • Gość: studentka wieś tańczy i śpiewa IP: *.tvk / *.tvk-gaj.pl 28.10.05, 00:22
                  Słuchajcie, ja mam w ogóle wrażenie, że na forum wypowiadają się niedorozwinięte dzieciaki z przedszkola (nie obrażając nikogo), a nie studenci. Przecież to nie liceum, podobno egzamin dojrzałości każdy ma już za sobą... Co może budzić pewne kontrowersje. W każdym razie dyskusja stała się jałowa. To, że tak zwany Dybczas jest osobą kontrowersyjną to fakt. Świadczy o tym liczba wypowiedzi na forum. Ale że jest złym dydaktykiem? Albo urzędnikiem? trzyma się przepisów i nigdy nie udowodnicie mu działania niezgodnego z prawem. Że jest złym człowiekiem? Popatrzcie na siebie. Może cofniemy się do średniowiecza i podpalimy stos? Jak się komuś dorosłe życie nie pdoba to niech spieprza do podstawówki. Tam prowadzą każdego nie radzącego sobie z życiem człowieczka za rączkę. A jeśli za kilka lat miałabym zobaczyć nasz IP w ścisłej czołówce wcale nie czułabym się urażona. Powodzenia w innym wymiarze! (adresaci znani)

                  PeeS: Jeśli Dybczyński to czyta od czasu do czasu lub nawet jeśli widział to choć raz nie zdziwiłabym się jeśli zacząłby po nas (tak tak, też jestem z IP) jechać jeszcze bardziej.
              • Gość: gość Re: odebrac prawo wykonywania zawodu IP: *.um.wroc.pl / *.um.wroc.pl 27.09.05, 13:35
                kilka lat temu studiowałam na politologii; DYbczyński wtedy zaczynał wtedy
                doktorat. Wnioski mam nastęujące: Andrzejek to palant (jak zresztą większość
                wpisów to potwierdza) i biurokrata, który żyje w jakiejś swojej rzeczywistosci.
                Te dwie rzeczy możnaby jeszcze olac i nie zwracac na idiote uwagi, ale on-
                początkujący dopiero w kwestii stosunków miedzynarodowych (kolega AD magistra
                ma z kulturoznastwa) śmiał powiedzieć że najwspanialszy i cudowny dr Cesarz,
                ktoremu na sercu leży dobro studentow i ktory stosunki miedzynarodowe ma w
                małym palcu -że on nie ma o tym zagdanieniu pojęcia i mamy zapomniec o tym co
                nas nauczył - to byl szczyt wszystkiego, przestałam chodzić na jego zajęcia, w
                efekcie czego nie zaliczyłam ćwiczeń.a swoją drogą skoro aż tyle jest tu wpisów
                obecnych i byłych studentów to może władze uniwersytetu powinne się tym tematem
                zaintersować??? no chyba że to kolejna święta krowa na tej uczelni. Na AE od
                razu w takich sytuacjach prorektor reagował (przykładem jest stosujący na
                początku sowjej działalności podobne metody jak doktorek Andrzejek - niejaki dr
                Brach, który po intrewencji władz się ucywilizował)
            • Gość: mika Re: bez przesady! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.06, 13:15
              absolutnie sie zgadzam. jego prywatne zycie to jego sprawa. Mam wrazenie ze
              wiekszsc z Was po powrocie z tych okropnych, nudnych zajec zasiada przed tv
              (zamiast do ksiazek)i zaczyna maraton pozywki dla swojego boskiego ego ogldajac
              seriale i twory typu interwencja. wreszcie mozna na wlasne oczy zobaczyc jak
              inni "romansuja", zabijaja sie, zdradzaja, robia inne "bee" sprawy, a Wy macie
              usprawiedliwienie dla swoich malych przewinien, takich jak to, ktore
              uskuteczniacie na tym forum. wasze argumenty sa na poziomie Faktu. Az boje sie
              ze takie miernoty jak wy sa przyszloscia naszego kraju. kolejne pokolenie
              lepperow, girtychow, gosiewskich,lipinskich i begerowych. najciekawsze jest to,
              ze nikt z was nie pomyslal o tym jak ranicie niektore osoby tak anonimowo
              obrzucajac blotem, co wam ta dziewczyna zawinila. przypuszczam, ze kiedy czyta
              wasze slowa to robi jej sie goraco. niech was kharma dopanie. DO ROBOTY MIERNOTY
              a nie na forum godzinami sie wyzywac
      • Gość: marco-van-basten vandziu nie zlosć się... IP: *.media4.pl 22.09.05, 10:49
        tak sobie tylko rozmawiamy

        przecież skoro dziekan i pani dyrektor o wszystkim wiedzą, tak jak wiedzieli o
        PRZESTĘPSTWACH pani DOBEK-OSTROWSKIEJ i nic z tym nie zrobili ,myślicie że teraz
        coś zrobią?
        Naruszenie praw autorskich jest PRZZESTĘPSTWEM a skoro pan dziekan i pani
        dyrektor tolerują PRZESTĘPSTWA na swoim wydziale,
        to jak można wymagać by ścigali gościa trzymającego się ściśle regulaminu?
        nawet jeśli wyda się to nieco bezduszne?

        Czy ktoś z władz uniwerku zrobił coś kiedy Jacek Rawecki fałszował wybory do
        samorządu?


        więc vandziu, nie złość się, tak sobie tylko rozmawiamy...
        • Gość: mac Re: vandziu nie zlosć się... IP: *.orange.pl 01.10.05, 08:49
          Co do p. dr Dobek-Ostrowskiej to fakt, ze jest ona dramatycznym naukowcem nie
          dziwi juz chyba nikogo poza wladzami uniwerku. Tak sie sklada, ze akurat ja nie
          skonczylem przez ta idiotke naszej alma mater i teraz koncze sobie studia w
          Warszawie. Ale to, ze ona czasem pusci jakis tekst studenta jako swoj, to
          naprawde pol biedy. Problem w tym, ze ona robi wielkie nadzieje studentom
          pierwszych lat promujac swoja specjalizacje, a ci, ktorzy ja koncza, musza
          potem zasuwac w pizzeriach. Ja sie ciesze, ze moja przygoda z WNS skonczyla sie
          na 3-im roku, dzieki temu mam wlasna firme, mialem ciekawe zycie, a studia tak
          czy owak skoncze.

          I jeszcza anegdotka. Kiedys dr D-O pochwalila mi sie, ze jeden z jej studentow
          co to pracuje w TVN przyjezdza do niej na zaliczenia zajec, bo mu tak zalezy, a
          on kariera, telewizja i w ogole. No wiec kiedys na jakiejs konferencji prasowej
          spotkalem faceta... nosil kable za operatorem kamery. Nie wiem co sie z nim
          dalej dzialo, ale moze dalej jest mgr politologii o specjalizacji komunikacja
          spoleczna i dziennikarstwo robiacym w dziale technicznym dobrej telewizji.
    • Gość: metgos Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.kom / *.kom-net.pl 22.09.05, 10:40
      Uważam, że nowa polityka Dybczyńskiego jest jak najbardziej na miejscu!! To
      była po prostu kpina, że studenci potrafili mieć po 5 (a nawet 11!!)
      warunków...Ktoś pisał o tym, że trzeba dbać o dobre imię uczelni- ciekawe, że
      ma iść to tylko w jedną strone: kadra ma się szkolić, ale studenci są
      nietyklani (najlepiej by było gdyby nas w ogóle żaden przepis nie dotyczył-
      albo żeby nas od wszystkiego zwolniono- od MYŚLENIA TEŻ). Kadrę można, ba!
      nawet trzeba rozliczać z ich życia prywatnego, ale niech tylko któryś z
      wykładowców spróbuje się zapytać studenta co u niego...
      Co kogo to obchodzi kto z kim romansuje?!?! Póki nie jest to obsceniczne, to
      nie powinno to NIKOGO obchodzić- przypominam, że dawno temu skończyliśmy 18
      lat;)
      A co do strasznych przepowiedni o samobójstwach i zawałów- dziewczyno, to jest
      po prostu żenujące!!
      • Gość: marco-van-basten Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.media4.pl 22.09.05, 11:25
        jeśli gość łamie regulamin to się do niego przyczepcie
        jeśli nie łamie to się odwalcie.

        ale nie liczcie na cokolwiek


        "dokształcanie kadry"
        czy ty sobie ze mnie kpisz?
        70 proc. z nich zna tylko rosyjski


        uniwerek służy im tylko do posiadanie tytułu naukowego, wymuszania na studentach
        tłumaczeń i pisania skryptów, a oni w tym czasie tyrają na 10 etacikach.

        co do życia osobistego
        romans ze studentką wydziału na którym się uczy, nie mówiąc już o uczeniu tejże,
        jest naganne i nie miało by miejsca na żadnym cywilizowanym uniwersytecie.
        faceta wywalono by z pracy i tyle.

        ale jak pisałem , dziekan i pani dyrektor tolerujący przestępstwa plagiatu,
        fałszowanie wyborów, i inne ciekawostki,
        nie mają czsu zajmować się drobnostkami.
        • Gość: QD Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 12:02
          Pokaż mi jakikolwiek przepis, który łamie Dybczas romansująć stąd studentką?
          Regulamin takiej kwestii nie reguluje. Może wam tak naprawdę chodzi o to,że
          koleś wyżyłował poziom wymagań regulaminowych. Wy tak na niego bluzgacie a
          prawdziwym zboczeńcem jest Dziubka - jemu wstawianie dwuj sprawia frajdę. Nie
          chodzi mu o wysoki poziom tylko o jego chorą zatysfakcje z gnojenia ludzi.
          • Gość: P Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 13:17
            REGULAMIN STUDIÓW
            W UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM
            (uchwalony przez Senat Uniwersytetu Wrocławskiego w dniu 25 kwietnia 2001r. wraz
            ze zmianami przyjetymi przez Senat w dniu 20 lutego 2002r.)
            SLUBOWANIE
            Swiadomy obowiazków obywatela Rzeczypospolitej Polskiej slubuje
            uroczyscie:
            [...]
            - przestrzegac zasad współycia koleenskiego,
            - dbac o godnosc studenta i dobre imie Uniwersytetu,
            - stosowac sie do przepisów prawnych i dobrych obyczajów akademickich.
            [...]
            § 5
            Obowiazkiem studenta jest postepowanie zgodne ze slubowaniem,
            Regulaminem Studiów i z innymi przepisami obowiazujacymi w Uczelni.

            --> szkoda tylko ze regulamin obowiacujacy kadre nie jest upubliczniony...
            TWOI ZDANIEM UCZENIE, ZALICZANIE I DOPUSZCZANIE DO EGZAMINOW SWOJEJ
            DZIEWCZYNY, KOCHANKI, PARTNERKI ITP NIE JEST NIEMORALNE I NIESPRAWIEDLIWE
            WZGLEDEM RESZTY...JESLI TAK TO GRATULUJE KREGOSLUPA MORALNEGO
            P
          • Gość: p Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 13:39
            Ustawa o szkolnictwie wyzszym:
            Art. 139.
            1. Nauczyciel akademicki podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej za
            postępowanie uchybiające obowiązkom nauczyciela akademickiego lub godności
            zawodu nauczycielskiego.


            Art. 144.

            3. Rzecznik dyscyplinarny wszczyna postępowanie wyjaśniające z urzędu w
            przypadku, gdy nauczycielowi akademickiemu zarzuca się popełnienie czynu
            polegającego na:
            6) przyjmowaniu, w związku z pełnieniem funkcji lub zajmowaniem stanowiska w
            uczelni, korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy;
            7) powoływaniu się na wpływy w uczelni, instytucji państwowej lub
            samorządowej albo wywoływaniu przekonania innej osoby lub utwierdzaniu jej
            w przekonaniu o istnieniu takich wpływów i podjęciu się pośrednictwa w
            załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo jej
            obietnicę;
            8) udzieleniu albo obiecywaniu udzielenia korzyści majątkowej lub osobistej
            w zamian za pośrednictwo w załatwieniu sprawy w uczelni, polegające na
            wywarciu wpływu na decyzję, działanie lub zaniechanie osoby pełniącej
            funkcję lub zajmującej stanowisko w uczelni, w związku z pełnieniem tej
            funkcji lub zajmowaniem stanowiska.

            KONIA Z RZEDEM TEMU KTO UDOWODNI ZE SYPIANIE Z WLASNA STUDENTKA NIE JEST
            WYKORZYSTYWANIEM STANOWISKA (CHOCBY JEGO SPLENDORU) I NIE JEST OBIETNICA -
            PEWNOSCIA ZALICZENIA ZAJEC.
            TO CHYBA TYLE NA TEN TEMAT :D
            p

            pods: tekst ujednolicony ustawy "prawo o szkolnictwie wyzszym" z dnia 27 lipca
            2005
            ks.sejm.gov.pl/proc4/ustawy/2720_u.htm
          • Gość: mar Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.NAT.WRO.Korbank.PL 26.09.05, 16:03
            Co dupczy Pan Dybczyński jakos mało mnie interesuje i gdyby to byla nawet moja
            koleżanka ze studiów to nie przeszkadza mi to. Zreszta oceniamy a czy sami tacy
            moralni jestesmy?? Ja sie przyznaje ze nie, tez kilka krzywych akcji w swoim
            życiu przezyłam tylko tyle, że jestem anonimowa...Na tej uczelni jest wiecej
            świrow i nad tym trzeba byłoby sie skupic, kretyńskie zasady, kretyńskie
            podejście do studentów (szgolnie tych zaocznych), zero szacunku, zastnówmy sie
            jak sprawic aby nie traktowali nas jak niedorozwiniętych a nie roztrząsamy
            łózkowe sprawy Dyczyńskiego.
          • Gość: Sun Zi Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 26.09.05, 18:44
            dziubka mnie przeraża ale ostatnio zachował sie fer:) zaliczył prawie wszystkim
            osobą które miały u niego warunek. dopuscił nas do egzamin mi ze tydzien
            wczesniej zapowiedział ze nie ma dla nas juz czasu.
            szanuje go za ogromną wiedze i za to jak sie ostatnio zachował.RESPECT a to ze
            jest jaki jest.. to juz wyrazna tendencja wsród niektórych wykładowców na
            politologii
      • Gość: rabarbar Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 12:22
        > facet się wkręcił i nas zamęcza!!!!

        no tak, bo dzieci myślały, że można sobie zlewać naukę, a mgr przed nazwiskiem
        im się zwyczajnie należy. a tu klops, bo znalazł się pan, co przepisów
        przestrzega i się do nich stosuje. i "zamęcza" "biednych" "studentów", bo wymaga
        od nich tego samego. doprawdy straszne, jak on w ogóle śmie.

        no śmie, i bardzo dobrze. naprawdę dzieci, to nikt nie musi studiów kończyć, tym
        bardziej jeśli nie chce.
        • Gość: m Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.09.05, 11:41
          no wreszcie! jak też miałam zajęcia z dr D.
          duża wiedza, ciekawe zajęcia i nietolerancja dla leserów i tych którzy nie
          szanują czasu i pracy innych studentów i owego wykładowcy- to chyba nie wady?
          nie miałam kłopotów z zaliczeniami, dobrze bawiłam się na zajęciach,zwłaszcza
          na 4tym roku, nie byłam szczególnie wybitną studentką, ale nie pamiętam
          gnębienia, pamiętam jedynie, że on jedyny traktował nas jak dorosłych i
          wymagał, żebyśmy brali odpowiedzialność za swoje lenistwo i nieuctwo i nie
          dzwiliwi się, że jak przyjdziemy z pączkiem żeby przełożyć koło, bo mamy kaca,
          to potraktuje nas ostro, bo jesteśmy nieodpowiedzialni.

          a co do romansu... coż, może i nie zbyt to moralne, ale w końcu, jak ktoś z was
          wspomniał- jesteśmy dorośli, domyślam się, że dla nich to też za łatwe nie
          było, to nie jest liceum.

          a alberski to też nie był taki znów ojciec nasz najlepszy:)a jak z warunkami,
          to przyznaję, że nie wiem, bo nie miałam okazji sprawdzać.
      • Gość: P Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.05, 00:15
        pamietaj tylko ze co do egaminu komisyjneo tez istnieje szereg warunkow ktore
        trzeba spelnic... przede wszystkim termin i wykazac ze byly podstawy do uznania
        egzaminu za ZLE PRZERPOWADZONY ... nieuczciwie, z pomylka w pytaniach z
        materialem spoza programu itp.
        Komisyjny to kwestionowanie samego egzaminu! .... Ale pisz do rektora, jesli
        cos zalatwisz to znaczy ze facet zlamal reguly ale jesli nie tzn ze sama jestes
        nieuk i pieniacz
        P
    • Gość: ewcia Re: dybczynski to ty jestes rabarbar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 12:45
      nie chodzi o warunki czy tego typu sprawy lenie faktycznie pownny byc karane bo
      tytul mgr nie kazdy musi miec pytanie czemu nie mozna otrzymac reaktywacji
      jesli ktos byl chory mial pogrzeb i przedstawia potrzebne dokumenty czemu nie
      mozan zdawac egzaminu komisyjnego albo utrzymac dziekanki to jawne lamanie
      przepisow i tego nie wolno robic a niestety Pan Dybczynski robi to nalogowo
      traktujac nas jak smieci moze warto aby tymi przepisami zajely sie wladze
      uczelni pan tez ma zwierzchnikow!!!
    • bartoszbolechow List pracownika biurowego do studentów 22.09.05, 14:12
      Witam
      Do "sprawy" doktora Dybczyńskiego nie będę się odnosił, ponieważ jestem stronniczy. Wspomnę tylko o czymś, o czym ktoś z Was już napisał - czy naprawdę nie uważacie, że sytuacja z warunkami całkowicie wymknęła się spod kontroli? Czy może uważacie za normalne, że zaliczenie warunkowe stało się normą i regułą, a nie wyjątkiem? Oczywiście jest działaniem racjonalnym protestowanie przeciwko odbieraniu "praw nabytych" - występujecie tutaj w roli górników, rzucających śrubami w okna, bo zabrano im ich deputat węglowy - ja to rozumiem. Proszę jednak o trochę więcej klasy - obrzucić kogoś anonimowo błotem w Internecie to pewnie bardzo przyjemne uczucie, takie małe katharsis małego sfrustrowanego Polaka,prawda? Pobabrać się w sprawach osobistych, oskarżyć kogoś o łamanie prawa,rzucić kilka nazwisk itp. Pewnie kiedy obserwujecie podobne działania z zewnątrz, jesteście pełni oburzenia - gratuluję wysoko postawionej poprzeczki moralnej. Jeśli uważacie, że zostaliście skrzywdzeni i złamano prawo - zróbcie proszę użytek z waszej wiedzy i zgromadzonych dowodów tak, jak powinni to robić przyzwoici ludzie, zamiast rzucać anonimowo oskarżenia w miejscu publicznym.
      I jeszcze jedno - smutny obraz stosunków kadrowo-studenckich wyłania się z tego wątku. Oczywiście zawsze pewnie istniał tu będzie rodzaj antagonizmu, jednak nie wiedzialem, że jest aż tak fatalnie. Byłoby fajnie, gdybyśmy dla Was nie byli idiotami znającymi jedynie rosyjski (trochę trąci myszką to "oskarżenie";)budującymi swoje kariery na niewolniczej pracy studentów, a Wy dla nas bandą leniów i cwaniaków, kombinujących jak tu się nie narobić a dobrnąć do dyplomu. Ja rozumiem, że Wy chcecie mieć błyskotliwych, inteligentnych, uprzejmych, elokwentnych, erudycyjnych, znanych, lubianych, obytych, wyrozumiałych, komunikatywnych, skoncentrowanych na pracy na Uniwersytacie (zamiast na chałturach) naukowców jako waszych wykładowców. Jednak czy owi wspaniali rycerze nauki i dydaktyki bez skazy i zmazy nie chcieliby mieć inteligentnych, oczytanych, myślących, pracowitych, uprzejmych, miłych i życzliwych studentów? Pewnie ogromna większość z nas nie jest ludźmi i pedagogami formatu Johna Keatinga. Jednak z drugiej strony, czy Wy na naszym miejscu chcielibyście mieć siebie za studentów? :) Być może każdy z nas i Was powinien zacząć pracę od siebie - pewnie, że zawsze większy komfort psychiczny daje naprawianie świata, niż naprawianie siebie, ale jako politologowie sami dobrze wiecie jak to wygląda w praktyce z naprawiaczami świata.

      Pozdrawiam
      Pracownik biurowy na 10 posadkach ze słabą znajomością rosyjskiego
      Bartosz Bolechów
      • diabelek2 Re: List pracownika biurowego do studentów 22.09.05, 14:33
        Dzień Dobry Panie Bartuszu!
        Mam Pan rację pisząc ten list, mnie najbardziej oburzyło w tej całej sprawie to
        że ludzie Ci nie zajmują się merytoryczną stroną tego problemu jeśli już chcą
        pisać tylko niepotrzebnie wyciągają rzeczy które w tej sprawie nie mają
        najmniejszego znaczenia. ale tak to już bywa, najlepiej obrzucić skrycie kogoś
        błotem i mieć jakąś dziką satysfakcje z tego że bez podpisywania mogą napluć na
        nielubianą osobę. nie ma to jak cywilna odwaga.
        pozdrawiam
        agnieszka
        • Gość: zegarowa Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.magma-net.pl 23.09.05, 20:40
          Ja już studia mam za sobą. Też na Uniwerku, ale na innym wydziale. Nie znam dr
          Dybczyńskiego, nie wiem, co to za człowiek.

          Tak, jak ktoś napisał - jeśli łamie regulamin, to napiszcie to, wypunktujcie i
          przekażcie rektorowi. Choćby i bez podpisów, bezimiennie. Ale wypiszcie
          rzetelnie, co jest "be".

          Co do romansu ze studentką - jest to naganne i nieprofesjonalne. A już wysoce
          nieprofesjonalne jest powierzanie takiemu komuś funkcji, w której komuś innemu
          mówi on, co jest zgodne z regulaminem. Ale to już pytanie do władz - nie
          widziały, czy może widzieć nie chciały?
        • kielczow2003 Re: List pracownika biurowego do studentów 27.09.05, 19:42
          Witam serdecznie chcialbym sie odniesc do spraw ktore podniósł pan doktor.
          Popierwsze uwazam owszem warunki na naszym wydziale staja sie normą i to jest
          duży problem.Tak szczerze to tylko dzięki uprzejmośći pani Beatki z dziekanatu
          uniknąłem naprawde poważnych problemów na uczelni pare razy.
          I przyznaje że korzystałem z warunkowych zaliczeń semestralnych ponad
          naormatywnie.Natomiast nie zmienia to postaci zeczy że aktywnie wspierałem
          różnego rodzaju inicjatywy na uniwersytecie, angażowałem sie w różnego rodzaju
          wydarzenia polityczne min "pomarańczowa rewolucja" na ukrainie(byłem
          obserwatorem) i pomimo moich problemów na uczelni nie zasługuje na opinie
          olewatora.Moje problemy wynikają z zupełnie prywatnych sytuacji zyciowych.Do
          meritum warunki nie są ylko i wyłacznie sposobem na przepychanie miernych
          studenciaków z tym się nie zgodze natomiast racja!!masowy charakter tego
          zjawiska moze niepokoić.
          Jeżeli chodzi o Dr.Dybczyńskiego to powiem tak. Z całą pewnością bardzo
          inteligentny człowiek miałem z nim zajęcia i naprawde różniły sie od tych np z
          prof hmmmmm Wiktorem na ten przykład.Ciekawa forma zaliczeń(dla przykładu
          zamiast wkuwać teorie prowadziłem z "Dybczesem" wojne nuklearną na flamastry
          uwzględniając reakcje poszczególnych państw i jezeli przez pomyłke trafiłem-zla
          koordynacja ruchu- w państwo neutralne to przegrałem i pałą z wpisem do indexu
          powaznie.Mialo to swoj urok.Natomiast inaczej jest dzisiaj.Dr Dybczyński stał
          się "funkcyjnym" czyli kims kto tak naprawde ma pomagać a nie gnoić ludzi.Uważam
          że bardzo łatwo jest szczególnie ludziom tak inteligentnym przkroczyc próg
          dobrych manier powaznego traktowania drugiego człowieka i nawet nie wiadomo
          kiedy ekstrawagancja i cięty język zamieniaja sie w chamstwo i bezduszność.Tak
          te słowa kieruje do szanownej kolezanki która tak zażarcie broni
          Dr.Dybczyńskiego.Jeżeli doktor przestrzega regulaminu i nie łamie prawa to
          wszystko jest w porządku tylko niestety nie mozna byc bardziej papieski niz sam
          papiez kiedy sie ma na "koncie" studentke.Osobe z którą łączyły Dr Dybczyńskiego
          relacje pionowych zaleznośći.I dlatego zachowanie Dr dyb będzie budziło tak
          wiele emocji szczególnie tych negatywnych.Pomimo mojego szacunku do tego
          czlowieka uwazam to za wielki kadrowy błąd na naszej uczelni wybieranie tego
          czlwieka na naszego opiekuna.P.S A dlaczego nikt nie pisze o np traktowaniu
          ludzi przez panie w sekretariacie to jest dopiero tragedia te kobitki sa tam za
          kare a doroslego czlowieka traktuja jak za przeroszeniem gowno!!!!!Ich lenistwo
          i niekompetencja kosztowały mnie kupe kasy poniewaz nie chcialo sie nikomu
          zaniesc moich papierów z praktyki do dziekanatu a po terminie nikt nie podbił mi
          juz w ministerstwie(tak warynkowicze tez dostaja praktyki w
          ministerstwach:)moich papoierów to dopiero zabolało!!!!!
          Pozdrawiam
          • Gość: studentka WNS Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.05, 10:43
            Dr.Dybczyński jest jaki jest i my go nie zmienimy.
            Jeśli złamał jakiekolwiek przepisy to powinien ponieść za to odpowiednią
            karę.Co do formy zajęć - jeśli nie pasują zawsze można zmienić grupę.Poza tym
            zasady prowadzenia tych zajęć są jasno i klarownie określane.Mozna je
            negocjowac jeśli ktoś się odważy i ma takie umiejętności by przekonac pana
            doktora (kto miał z nim zajęcia to wie że nie łatwo bo sie facet w tym
            specjalizuje podobno).
            Jeśli chodzi o kwestie warunków i ich przydzielania to każdy był świadom, że po
            odejsciu dr.Alberskiego i nominacji dr.Dybczyńskiego na to stonowisko (plotki
            krążyły po Instytucie juz od czerwca) - zmieni się forma ich przydzielania i
            można powiedzieć,że wróci wszystko do normalnego satnu rzeczy.
            W sprawie romansu, to doktor Dybczyński (o ile mnie wiadomo)jest rozwiedziony,
            a w/w studentka nie uczęszczała do niego zajęcia.
            Dr. Dybczyński jest specyficzny i jeśli ktos tego nie zaakceptuje to będzie go
            miał za skończonego palanta.

            pozdrawiam
        • rocco-siffredi list bylego studenta do pana pracownika naukowego 22.09.05, 16:13
          Prosze Pana:
          niewatpliwie inteligentna wypowiedz , ale z tego slynie przeciez nasz wydzial.
          jesli dr dybczynski lamie prawo albo regulamin, powinien zostac pociagniety do
          odpowiedzialnosci.
          jesli zas po prostu trzyma sie scisle przepisow i jest w tej kwestii
          nieustepliwy, to dobrze, i nie powinny go za to spotykac przykrosci i
          pmowienia.

          jesli romansowal ze studentka, powinien zostac wydalony z uczelni.
          bez dyskusji.
          praktyka z kazdego szanujacego sie uniwerstetu.

          prosze powiedziec ze jest inaczej.

          jesli w/w panna skonczyla studia, nikt nie zabrania jej sie spotykac z
          kimkolwiek chce rowniez z dr Dybczynskim i wypada tylko zyczyc szczescia.

          prosze zaprzeczyc istnieniu bezczelnej praktyki polegajacej na tym

          ze

          studenci specjalizacji dziennikarskiej, jak rowniez innych mieli za zadanie
          tlumaczyc obcojezyczne teksty, ktore rownie bezczelnie byly i sa nadal
          publikowane jak teksty autorstwa pracownikow naukowych.

          nie wiem i niesmialbym sugerowac panu takich praktyk, ale prosze nie mowic ze
          nic panu o nich nie wiadomo.

          prosze tez nie zaprzeczac mizernej znajomosci jezykow ang. fr. i niem. wsrod
          kadry.
          co skutkuje
          a w/w praktykami , ktore sa przestepstwem
          b ograniczonym dostepem kadry do swiatowych badan w swoich dziedzinach.

          pozdrawiam serdecznie i przepraszam ze wymieniajac osoby , szanuje nie tylko ja
          ale wiekszosc absolwentow, nie wymienilem pana.
          nasz wydzial byl zawsze przedmiotem zazdrosci studentow innych wydzialow, jesli
          chodzi o stosunki z kadra. i byloby pieknie , gdyby to trwalo.

        • Gość: Absolwentka Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 16:27
          Śledzę waszą dyskusję od paru godzin i nie mogę wyjść z podziwu. Jestem
          absolwentką politologii, miałam zajęcia z dr Dybczyńskim i muszę uczciwie
          stwierdzić, że były to najlepsze i najciekawsze zajęcia podczas tych 5 lat. Na
          temat charakteru wkładowcy nie będę się wypowiadać. Ja go bardzo lubiłam, ale
          oczywiście każdy może mieć swoje zdanie. Jak czytam Wasze wpisy, to śmiać mi
          się chce. jak na dłoni widać wszyskie nasze polskie przywary. Ktoś jest dobry,
          interesujący, wybija się ponad średnia krajową, to trzeba go zgnoić. Bo jak
          inaczej? Czyżby odzywały się jakieś kompleksy studentów? Chyba tak. I czego Wy
          się czepiacie? Tego, że spotka się ze studentką? I co z tego? To jego prywatna
          sprawa. Zrobił komuś z Was tym krzywdę, miało to wpływ na Wasze oceny, poziom
          zajęć, czy cokolwiek związanego ze studiami? Chyba jednak nie. Pisanie o czyimś
          życiu prywatnym na forum internetowym, jest poniżej jakiegokolwiek poziomu. Ale
          z drugiej strony czego oczekiwać od osób, które obrażają człowieka za to, że
          dobrze wykonuje swoją pracę i postępuje zgodnie z regulaminem? Moge się
          założyć, że nowe zasady przyznawania warunków najbardziej dotykają
          wypowiadające sie tu na forum osoby. Skończyło się leserstwo, co? Boli, prawda?
          A może by tak wziąć się do roboty? Jak czytam Wasze wpisy, to mam wrazenie, że
          Instytut Politologii nie straci na Waszej ewentualnej nieobecności. Ten, kto
          napisał o samobojstwach wśród studentów politologii, jest absolutnie żałosny.
          Czy Wy sobie zdajecie sprawę, że wystarczy się trochę pouczyć, trochę pochodzić
          na zajęcia, żeby nie mieć problemów z Dr Dybczyńskim? A tak poza tym, jak
          jesteście tacy wszyscy odważni na forum, bez podpisywania się, to moze
          pójdziecie do Dybczyńskiego i powiecie mu to wszystko w twarz??? Ależ nie, Wy
          jak do niego chodzicie, to upokarzacie się, błagacie o warunek, wpis, czy
          cokolwiek. Tak to już jest z małymi, tchórzliwymi ludźmi. Pozdrawiam
          • Gość: kookaburra Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.05, 16:40
            Stara ale pojechalas...
            Chyba dawno te studia skonczylas bo nawet nie zdajesz sobie sprawy jak
            patrymonialne bzdury w stylu "kto sie uczy ten nie ma problemow z dybczynskim"
            kretynsko brzmia w ustach kogos, kto przez WNS juz przebrnal...
            Gadasz jakbys nie byla nigdy studentka i nie czaila studenckiej mentalnosci,
            ktora to moze jest ośla i uparta i niezbyt rozgarnieta ale jet niezmienna od lat
            i w tym lezy jej piekno! Jestem najwiekszym fanem tej mentalnosci jest to skarb
            czasow minionych dbajmy o to! Zapinac mozna kogo sie chce ale przycinac
            dziekanki i te sprawy to na prawde kicha.. NA POHYBEL!!
            klaniam sie
            kookaburra
          • kielczow2003 Re: List pracownika biurowego do studentów 01.10.05, 10:37
            Szanowna koleżanko bez obrazy ale chyba nie pojmujesz problemu.
            Oczywiście najlepiej byłoby pojść do Dybczyńskiego i powiedzieć prosto w twarz
            chłopie jesteś nie na swoim miejscu.Rownie słuszne szlachetne i odważne jest
            byłoby powiedzenie panu Łukaszence wprost że jest tyranem i tyle.
            Oczywiście pamiętajmy o zachowaniu proporcji natomiast mechanizm jest właśnie
            taki. Dybczyński to bardzo intaeligentny człowiek o nie bamalnym sposobie
            prowadzenia zajęć tak zgoda natomiast traktowanie studenta jak śmiecia z pogardą
            i robienie się na człwieka z zasadami, nie pasuje do Dybczyńskiego szczególnie w
            świetle tego co zrobił i tyle. Uważam żę jeżeli samamu przkracza się normy (a
            złamaniem takowej był jego związek ze studentką) nie można później kreować się
            na pogromce miernot które te normy przekraczają bo to jest co najmniej niestosowne
            • Gość: - lub czasopisma - Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.kom / *.kom-net.pl 01.10.05, 14:03
              A ja się właśnie przed kilkoma dniami bardzo rozczarowałem Dr.Andrzejem Antonim
              Alfonsem...okazał daleko posuniętą niekonsekwencję, chciałem z nim porozmawiac
              o sprawach formalnych, ale poza godzinami konsultacji,prawie za drzwi mnie
              w*****ł, warcząc pod nosem, a dzień wcześniej w barówie pół godziny na ten
              temat gadał z innymi studentami i jakoś nie przeszkadzał mu fakt,że było to
              poza terminem konsultacji...nie traktuje wszystkich równą miarą, a poza tym
              nerwowy zaczyna byc...
              Czilałcik panie Dyrektorze...
        • Gość: koleżanka Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 16:38
          Szanowny Panie doktorze Bolechów,
          obawiam się, że niewiele z osób, które się doychczas wypowiedziały, zrozumieją
          Pana list. Po poziomie dyskusji widać, ze fakt, iż są studentami nie wpłynął w
          żaden sposób na poziom ich wypowiedzi. Ja pod Pana listem podpisuję się obiema
          rękami.
          Rozbawiło mnie wasze święte oburzenie związane z tym, że Dybczyński spotyka się
          ze studentką. Co Was to w ogóle obchodzi????
          • Gość: JEW Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.wroclaw.mm.pl 23.09.05, 20:28
            Rewelacja!!!
            Jak ja uwielbiam ten wydział...mówię serio!!! Tak bardzo żałuje, że właśnie
            bronie magisterkę i będę musiał Was opuścić:( Pod listem Pana doktora Bartosza
            podpisuję się ja i pewnie wiekszość moich znajomych z byłego V roku
            politologii. Pracownicy naukowi tego wydziału to przeważnie (o wyjatkach nie
            będę pisał...pani doktor...habilitowana...wreszcie!) bardzo mili ludzie, którzy
            znają się na tym co robią i mają świetny kontakt ze studentami. Co do doktora
            Dybczyńskiego... Fajnie by było gdyby nie wypowiadali się ci, którzy znają go z
            opowiadań i mitów, bo po prostu piszą bzdury, a do tego w bardzo kiepskim stylu!
            Prosze Was o trochę kultury i - jeśli to możliwe - obiektywizmu. Doktor Andrzej
            to rzeczywiście specyficzny "pedagog" i ma różne sposoby na studentów. Ale ten
            kto napisał, że nie ma poczucia humoru, chyba sam ma problemy z humorem i nie
            śmieszy go nic poza k... ja pierd... Naprawdę mało spotkacie w życiu osób o tak
            specyficznym poczuciu humoru i podejściu do studentów jak dr Dybczyński.
            Wszystkim niedowiarkom i krzykaczom proponuje konwersatorium : planowanie
            polityki zagranicznej... to pozwoli Wam się wyluzować:)))...jak wytrzymacie
            psychicznie:) Pozdrowienia dla dra Andrzeja, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś
            będę miał szansę nauczyć się paru rzeczy od Niego...echhh dlaczego politologia
            trwa tylko 5 lat?...chlip, chlip;)
              • Gość: Krzysiek K. Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 17:17
                Jestem studentem politologii. Wiadomo było, że tzw. "złote czasy dr
                Alberskiego" muszą kiedyś się skończyć. Przyznaję się, miałem najwięcej 5
                warunków (na raz), jechałem na warunkach przez kilka lat. Częściowo jestem
                usprawiedliwiony, ponieważ w 2000 roku zapadłem na ciężka chorobę i tak
                naprawdę do dziś nie jest dobrze. Niestety, choroba mnie
                strasznie "rozbestwiła". Bo mimo problemów ze zdrowiem wiem, że mogłem uczyć
                się więcej, miałem odczucie, że tak czy siak, warunek dostanę i będzie dobrze,
                więc nie musze się szarpać. Aż się skończyło. Nie kto inny jak dr Alberski nie
                podpisał mi kolejnego podania o warunek z TOZ i spadłem na trzeci rok
                (wcześniej zaliczając rok czwarty). i bardzo słusznie zrobił! Zdałem TOZ w
                czerwcu (jedank się da!). Teraz dr Dybczyński ponoć (nie widziałem) nie wyraził
                zgody na wpisanie mnie na liste studentów piątego roku. I tak decyduje o tym
                dziekan, mimo wszystko jest to troszkę dziwne. Gdyby jeszcze były jakieś
                różnice programowe, ale nic takiego nie miało miejsca! Niemniej nic do dr
                Dybczyśkiego nie mam. Miałem z nim zajęcia i były to jedne z najciekawszych
                zajęć, jakie miałem na tych studiach. Facet naprawdę ma poczucie humoru. Fakt,
                bardzo specyficzne. Jednak jeśli pokażesz, że ci naprawdę zależy, że go
                traktujesz poważnie, to wtedy dr pokazuje "ludzka twarz"- tak bym to określił.
                Da się z nim dogadać, jeśli się przyłożysz. Co do romansu, no rzeczywiście może
                to być troche nieetyczne. Ale to Jego i Marty sprawa. Nikt na tym romansie nie
                ucierpiał. Reasumując, dobrze, że dr Dybczyński zaostrzył kurs. Pamiętam dzikie
                kolejki pod drzwiami dyrektora ds. studenckich. 95 % z ludzi starających się o
                warunek nie miało średniej (nie pamiętam, chyba 3,0 ) ani żadnego pisemnego
                dowodu, że z powodów losowych nie mógł czegoś tam zaliczyc w terminie. A że ma
                konsultacje od godziny 8.00? I co z tego? Ja na pierwszym roku miałem zajęcia o
                8.00 z dr Solarzem. A z dr Sielezinem nawet wcześniej- o 7,20. przełożyliśmy
                ćwiczenia z popołudnia na rano, poneważ obu stronom to pasowało.
                Pozdrawiam byłych i obecnych studentów politologii!
                Krzysiek K.
                • Gość: jedynaczka Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.wns.uni.wroc.pl 01.10.05, 19:02
                  fakt, iż dr Dybczyński prowadzi ciekawie lub fatalnie zajęcia zawsze pozostanie
                  w sferze naszych indywidualnych ocen, które z samej istoty są subiektywne. Ja
                  byłam pod wrażeniem wiedzy, zapału, zaangażowania dr. Łyżwy (wip, aksjologia i
                  kultura polityczna), którego nazwisko padło już na tym forum. Jest on
                  sympatycznym człowiekiem , jego poczucie humoru nieraz też może się wydać
                  specyficzne (ale tu też wychodzą jego konserwatywno - libertariańskie
                  przekonania; mam rację panie doktorze??? ;)) ). Jednak chodzi mi tu o inną
                  kwestię: przez chyba 4 lata dr Łyżwa piastował (dosłownie!) funkcję
                  koordynatora Socratesa / Erasmusa w IP; jego funkcja, jak sądzę, była
                  nieodpłatna, pracy ogromu, a mimo to zawsze znalazł (przed, w trakcie, po)
                  konsultacjach czas dla nas nieboraków i stawał na głowie, aby nie stała nam się
                  krzywda; autentycznie oddany "funkcyjny", czyli właśnie URZĘDNIK (jak to na
                  uczelni państwowej), ale nie dość, że mu nie odbiło (jak poniektórym), a okazji
                  do utrudniania życia studentom nie brakowało, to autentycznie czuć było jego
                  oddanie. Zatem, wszystko zależy od człowieka, co dodatkowo potwierdza
                  niedbałość obecnego koordynatora (dr Sula), młodego chłopca (nie chodzi o to,
                  że dr Łyżwa jest stary, a wygląda wręcz młodzieńczo),który praktycznie nie
                  wykonuje 10% tego, co jego poprzednik. Pamiętajmy, że oprócz litery prawa, jest
                  jeszcze duch tego prawa, co - żeby nie było wątpliwości - nie powinno oznaczać
                  pobłażliwości ze strony dr. Dybczyńskiego, ale nie można demonstracyjnie wręcz
                  okazywać satysfakcji z wyrzucenia studenta, który był np. w szpitalu i ubiega
                  się o wpis warunkowy. To kwestia szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania,
                  jak przekonywał dr Łyżwa na zajęciach, do ludzkiej godności, życia, wolności i
                  własności. Ale musimy też być odpowiedzialni za nasze czyny , chociażby za
                  brak chęci do nauki (nb. dr Łyżwa, który przejął po dr. Dziubce wip na
                  dziennych postawił mi ndst na egzaminie, ale uczynuił to w taki sposób, że nie
                  mogę mieć zarzutów - po prostu nie doczytałam, liczyłam na łut szczęścia - i
                  się przeliczyłam. Byłam jednak traktowana podmiotowo).

                  Serdecznie pozdrawiam całą politologię wrocławska
          • luccio1 Re: List pracownika biurowego do studentów 23.09.05, 22:15
            > Rozbawiło mnie wasze święte oburzenie związane z tym, że Dybczyński spotyka
            > się ze studentką. Co Was to w ogóle obchodzi????
            Obchodzi, i to bardzo. Sprawa podstawowa: czy mamy do dzynienia z jednym i tym
            samym człowiekiem, czy chcemy wierzyć, że dr D. jest kim innym na zajęciach, a
            kim innym, z nagła jakimś innym człowiekiem, gdy jest w łóżku ze studentką?
            Pozdrawiam. Absolwent UJ, doktor Instytutu Historii PAN - sprzed lat 20.
          • Gość: MAŁGORZATA GLINKA Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.ip.krzyki.e-wro.net.pl 26.09.05, 20:21
            JAK TO CO OBCHODZI? nic poza tym ze mogłaby miec ta niby pięknosc i 10 warunków
            i by nie powtarzała roku, słuchajncie moja mama pracuje na akademii medycznej i
            sama opowiada jak to jej szefa a rektor akademii ma tel czy tez jak to sie mowi
            ktos mu cos szepnie i jest juz dalej na kolejnym roku, ludzie przeciez jakbym
            poszedł na akademie a matka jest doktorem to miałbym exam nawet bez zdawania?
            co moze przyjaciółka mojej mamy by mnie oblała? dlatego to ma , ze jesli jego
            panna miałaby 10 warunków to chyba logiczne ze by ja puscił i gdzie tu
            sprawiedliwosc i sztywne zasady?
      • piozus Re: List pracownika biurowego do studentów 23.09.05, 23:22
        Szanowny Panie Doktorze!
        Jestem jeszcze studentem naszego kochanego WNS. Nigdy nie mialem stycznosci z
        p. dr Dybczynskim jako zastepca dyrektora instytutu. Mialem z nim natomiast
        zajecia (w czasie kiedy bronil doktorat) i moge je opisywac jedynie w samych
        superlatywach. Oby wiecej takich zajec. I takich humorow jaki on ma (fakt ze
        czasem kontrowersyjny)
        W zwiazku z tym uwazam, ze ma Pan racje w wielu kwestiach. Po pierwsze pierwsze
        nie kazdy musi zdobyc tytul magistra, a sytuacja faktycznie wymknela sie spod
        kontroli i zbytnie rozdawnictwo podpisow, notabene cudownego dla nas studentow,
        dr Alberskiego trzeba bylo ukrocic. Po drugie jakies zasady musza byc.W tym
        temacie nie czuje sie kompetentny oceniac Pana Doktora.
        Pozwoli Pan ze pomine tu moralnie dla mnie oczywista sprawe ze osoba zjamujaca
        sie sprawami studentow powinna im jaks pomagac a nie starac sie wywalic jak
        najwieksza liczbe osob. Ale nie jest to zarzut.
        Druga sprawa o ktorej Pan nie chcial mowic (i doskonale to rozumiem) to sprawa
        romansu lub "bycia razem" ze studentka. Jak zwal tak zwal ale moim zdaniem od
        strony moralnej (formalnej zreszta tez) jest to niedopuszczalne. I to z jego
        strony nie z jej. Dla niej bylo to dopuszczalne dla niego nie!!
        Zdaje sobie sprawe ze nie zyjemy w USA lub innym cywilizowanym swiecie ale w
        koncu to tez nie Rumunia. Jakies zasady chyba obowiazuja?

        W kwestii stanowiska nie moge okreslic czy dr Dybczynski lamie reguly zasady
        fair play czy chocby przyzwoitosc, ale w kwestii romasowania niestety tak na
        100%. Tym bardziej ze prowadzil z nia zajecia!!!!

        Co do innych spraw jakie Pan poruszyl. Nie twierdze (i slusznie poczul sie Pan
        osobiscie dotkniety) ze korzystal Pan zpracy studentow.
        Niestety co do twierdzenia drugiego ze "nie moze byc tak zle z kadra" nie moge
        sie zgodzic.
        Dla przykladu przywolam:
        - praktyki dr Dobek ktore zreszta opisal kolega ode mnie z roku (dzieki
        Marco!!),
        - olewactwo wszystkich i wszystkiego przez dr Grabowca..konia z rzedem kto
        zlapie go na konsultacjach lub byl swiadkiem przeprowadzonych przez niego w
        calosci zajec (oczywiscie u nas na WNS - nie mowie o jego prywatnej szkole)
        - ewenement dr Smolika który jako pedagog sie w ogole nie sprawdza a z jego
        nazwiskiem w kontekscie naukowym nie spotkalem sie ani raz!!
        - dr Habudy ktorego zasad nie zna chyba on sam.
        Prosze nam zatem nie mowic ze jacy studenci taka kadra. Z calym szacunkiem
        Panie Doktorze ale to chyba wlasnie ta kadra ma nas - mlodych ludzi -
        wyksztalcic, a nie tylko wyegzekwowac wiedze. Tym jest dla mnie
        uniwersytet...kuznia elit intelektualnych i moralnych.
        Zadne argumenty, sam Pan chyba przyzna, nie daja osobie lamiacej standardy,
        prawa do pozostawania w naszym gronie!
        Jesli zatem porusza Pan kwestie zasad to niestety powinien Pan rowniez
        odpowiedziec na pytanie: czy dr. Dybczynski (przy calej sympatii) powinien byc
        pracownikiem Instytutu i czy ma prawo do bycia zastepca dyrektora?
        Z powazaniem.
        Student V roku

        PS:niestety na podpis moze sobie pozwolic pan ale juz niestety nie ja :(, choc
        dosc latwo bedzie mnie zidentyfikowac :D

        piozus@gazeta.pl
      • Gość: pałaś Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.05, 22:06
        Pan Doktor Bolechow!!!!
        Wielkie pozdrowienie od Pana ulubionego studenta (tak buńczucznie siebie
        stawiając). Tu mówie ja pałaś. To ja byłem u Pana na wszystkich zajęciach, i
        tych polskich i zagranicznych i... tych amerykańskich też, a Pan mi jakąś marną
        czwórkę postawił (z Terroryzmu). Ledwo co a bym stypy nie dostał i żytcie
        towarzyskie by mi się "rypło";)
        Panie doktorze kochany, zapraszamy na naszą, "ciemną" stronę. Co Panu po
        przyjaźni z dr Dybczyńskim? Parę groszy w kieszeni w markecie budowlanym? Jak
        Pan się opowie za naszymi racjami to nigdy już nikt ze studentów Panu nie
        powie, że ma Palmtopa z Biedronki....)
        Pozdrowiam wylewnie, pałaś
      • Gość: Kamcia Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.05, 23:00
        Czytając te wszystkie wypowiedzi odnoszę wrażenie, że stoją za nimi nie
        studenci, ale ludzie, którzy z kulturą i ogładą nie mają większej styczności.
        Ludzie zastanówcie sie nad tym, co piszecie. Jesteście osobami, które za rok,
        dwa... zdobedą tytuł magistra, a to chyba zobowiązuje.
        Ale do rzeczy - sama jestem studentką z wpisem warunkowym (co prawda
        zdanym, ale jednak nie ulegającym wątpliwości) w indeksie, za co jestem
        ogromnie wdzięczna dr. Alberskiemu.Ale nie oszukujmy się - warunek otrzymywał
        każdy kto złożył podanie i na pewno coś z tym trzeba zrobić. Tylko, że nie
        można z kolei popadać ze skrajności w skrajność. Studentowi też może powinąć
        się noga, zdarzają sie różne sytuacje i miło byłoby spotkać się ze
        zrozumieniem, a przynajmniej jego próbą. Owszem regulamin jest i obowiązuje,
        ale to są suche przepisy, które niekoniecznie regulują każdą sprawę, od każdego
        przepisu mozna znaleźć odstępstwo - w końcu na tym polega cały czar adwokatury.
        Kolejna sprawa, która mnie zastanawia - jesteśmy na tych studiach, bo
        zdalismy egzaminy wstępne bardzo dobrze lub dobrze, więc co dzieje się ze
        sporym gonem tych osób, które nagle zaczyna mieć trudności z przyswojeniem
        wiedzy - ile ich jest najlepiej widać na uczelnianych korytarzach we wrześniu.
        O ile zawsze istnieje pewien odsetek studentów usiłujących się prześlizgnąć, to
        nie generalizujmy, wielu z nas po prostu nie daje rady ogromowi materiału i
        raczej zastanawiałabym sie czy program nie jest zbyt przeciążony suchą teorią.
        I tu cichy głos w obronie dr. Dybczyńskiego - uczestniczyłam w jego zajęciach i
        z przyjemnością wspominam opowiadane przez niego historie i anegdoty, dotyczące
        przedmiotu oczywiście. Ten człowiek ma naprawde dużą wiedzę i jesli tylko widzi
        zainteresowanie to chętnie się nią dzieli. A co do jego metod to owszem mocno
        przesadza - przypominają żart typu "jesli szef nie ma racji patrz punkt 1 -
        szef ma zawsze racje".
        Jeśli chodzi o relacje wykładowca-student to miło byłoby, gdyby z obydwu
        stron pojawiła sie odrobina tolerancji. Jestem studentką i piszę ze swojego
        punktu widzenia - moim zdaniem nawet najgorszy student czy uczeń, nieważne
        który etap nauki będziemy analizować, nie będzie miał zastrzeżeń i pretensji do
        egzaminatora za postawienie oceny niedostatecznej, jeśli ocena ta nie będzie
        wynikiem złego nastroju wykładowcy, zdenerwowania odpowiedzią poprzednika lub
        niezgrabnym pismem. Trudno mieć pretensje, jeśli sami wiemy, że nie
        podołalismy. Ale jest też inna strona - dlaczego nie słychać głosów oburzenia
        na dr. Młyńca, dr. Cesarza, dr. Alberskiego czy prof Dymarskiego i prof
        Bokajłę - otóż odpowiedź jest prosta - oni przekazują nam solidny kawałek
        swojej wiedzy i wymagają jej potem na egzaminie, ale mamy pewność, że ocenie
        będzie podlegać nasza wypowiedź a nie subiektywne odczucia egzaminatora.
        Szacunek za szacunek. Zawsze ktoś będzie łamał tą zasadę, ale chciałabym żeby
        było więcej wykładowców, którzy cieszą się, że mogą podzielić sie swoją wiedzą
        i doświadczeniem z młodymi ludźmi w sposób ciekawy i interesujący, a nie tylko
        spełnić obowiązek z racji wykonywanego zawodu. I z drugiej strony - studentów,
        którzy nie będą wykorzystywać tolerancji i uprzejmości wykładowców i sami z
        siebie też dadzą więcej zaangażowania.
      • Gość: q Re: List pracownika biurowego do studentów IP: *.wroclaw.mm.pl 03.10.05, 19:17
        W pełni się zgadzam z dr Bolechowem, a porównanie do górników trafia w samo
        sedno. Dochodziło przecież do sytuacji, że ludzie dostawali po 4 warunki, mając
        średnią poniżej 3, a to była już paranoja. Tak samo, jak paranoją jest zarzucać
        dr Dybczyńskiemu (którego osobiście nie lubię) tego, że działa zgodnie z
        regulaminem studiów. Dziś jeden z dr w IP UWr. powiedział, zresztą bardzo
        słusznie, że jeśli te zasady przyznawania warunków w regulaminie są złe, to
        niech ludzie, którzy tu się żalą, a często są po prostu zwykłymi leniwymi
        nieukami, wezmą się za sprawę i zmienią regulamin zamiast płakać jak stare baby.
    • Gość: k-u Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 17:05
      No i mleko sie rozlalo... spodziewalismy sie takiego rowoju sytuacji na
      politologii. Wszyscy badzmy odpowiedzialni za to co mowimy w tej kwestii. To
      chyba jedyna rzecz jaka mozemy zrobic dla siebie. Moznaby te sprawe przedstawic
      w nieco bardziej dyplomatyczny sposob... ale mleko zostalo rozlane. Zlepiajac
      poszczegolne elementy wielu z wypowiedzi politoloforumowiczow z pewnoscia
      uzyskalibysmy obiektywna wizje problemu.
      Widzimy sie 3.X
    • Gość: student Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 20:19
      albo coś zrobimy albo będzie ciężko powtórzę słowa koleżanki nie chodzi o
      warunki bo faktycznie pięć to przesada chodzi o podejście do studenta czemu nie
      mam prawa do komisyjnego czemu nie mogę wziąść dziekanki czemu wszystko zaczeło
      sie tak komplikować apeluje do wszystkich studentów politologii zacznijmy
      działać strajk albo list do rektora ktoś musi nam pomóc moze nnasza koleżanka M
      z Wyborczej zajmie sie naszą sprawą zacznijmy działać a nie marudzić na!!! forum
      • rocco-siffredi Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... 23.09.05, 11:19
        Posłuchaj, skończyłem politologię bez żadnej poprawki, bez ani jednego warunku.
        Więc nie kreuj się na wzorową uczennicę potępiającą uczelnianych cfaniaczków.

        List pana pracownika wydziału, jest bardzo sympatyczny ale kompletnie niczego
        nie zmienia.

        Jeśli dr Dybczyński(którego prywatnie uważam za błyskotliwego i sympatycznego
        człowieka) łamie regulamin odmawiając prawa do egzaminu komisyjnego, to powiniem
        zostać pociagniety do odpowiedzialnosci.
        Jeśli nie łamie regulaminu, a ściśle się go trzyma to nie ma o co się czepiać i
        trzeba się po prostu wziąć do roboty.

        Jednak powtarzam że relacje wykładowców ze studentami/studentkami(romanse) są
        rzeczą naganną i karygodną, i powinny skutkować wywaleniem z uczelni.
        koniec kropka.
        wszelkie tłumaczenia"a czy ktoś przez to ucierpiał" są , z całym szacunkiem
        idiotyczne.

        władze wydziału
        tolerują więc, romanse wykłądowców ze studentami/studentkami,

        tolerują JAWNE ŁAMANIE PRAWA przez "pracowników naukowych" bezczelnie
        kopiujących wydawnictwa zachodnie, korzystając ( między innymi) z tłumaczeń
        zlecanych studentom na zajęciach.
        Wiedzą o tym wszyscy i szanowny pan ( z całym szacunkiem)Bartosz Bolechów, również.
        Nie przeszkodziło to w karierze pani Dobek-Ostrowskiej i innych.


        Nikt też z władz Wydziału nie reagował na antysemickie wyskoki członków
        stowarzyszenia studenckiego, którego prominent, Jacek Rawecki fałszował
        bezczelnie wybory na całym uniwersytecie.

        Więc szanowni obrońcy czci najjaśniejszego Wydziału Nauk Społecznych ,
        przestańcie pisać posty ociekające nie wiem czy to naiwnością(mam nadzieję) czy
        hipokryzją(obawiam się) bo to najbardziej Wydziałowi szkodzi.
        tuszowanie fałszerstw, PRZESTĘPSTW , i innych "pączków" nie jest działaniem dla
        dobra Wydziału.

            • Gość: ciocia zosia Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.skrzynka.wroc.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:29
              Droga Ciociu Zosiu, gratuluję celnych komentarzy. Naprawdę myślisz, że dzięki
              spotykaniu się z wykładowcą można skonczyć studia?? Te studia można było
              skończyć tak po prostu, bez żadnego wysiłku. Proponuję zacząć się uczyć,
              ewentualnie uczęszczać na zajęcia. A nie obrażać człowieka i wyciągać na forum
              jego prywatne sprawy.

              absolwentko...ja tobie gratuluje "celnych komentarzy" ty zupelnie nie
              zrozumialas mojej wypowiedzi...napisalam o relacjach wykladowaca - student
              ogolnie, nikogo nie obrazalam i nie wyciagalam prywatnych spraw ...
              naprawde nie wiesz ze niektore studentki/studenci uwazaja ze romans z
              wykladowca moze pomoc skonczyc studia? naprawde o tym nie wiedzialas? teraz
              tlumacze specjalnie dla ciebie - wg niektorych osob sypianie z kims wplywowym
              ulatwia kariere (w roznych dziedzianch zycia)
              czy zrozumialas? czy to za trudne?

              nie tylko ja zauwazylam ..niezwykle wysoki poziom twoich argumentow
              dziewczynko ...podejrzanie emocjonalnie podchodzaca do sprawy ..moze cie cos
              laczy z gł. bohaterem?

              • Gość: Krzysiek K. Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 19:55
                Znam Martę. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Twierdzenie, że bliska znajomość z
                dr Dybczyńskim wpływała na jej dobre oceny są insynuacjami. Marta jest na tyle
                zdolna, że sama swoją pracą może zawdzięczać dobre wyniki, jakie osiągała na
                politologii. Sadzę, że w przeważającej większości nie znacie dziewczyny, radzę
                więc nie zabierac głosu. Dr Dybczyński jest kontrowersyjny, ale w sumie to
                równy chłop! Naprawdę!
        • Gość: Absolwentka Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.05, 11:53
          Uwierz, nie jestem naiwna. Niestety, nigdy nie slyszałam o problemach z prof.
          Dobek-Ostrowska, inna specjalizacja. Ja też skończyłam studia bez kontaktu z
          panem Alberskim. Oburza mnie poziom tej dyskusji i rzucanie błotem w człowieka,
          który po prostu wykonuje swoją pracę. Czy Wy naprawdę nie pomyśleliście o tym,
          że to nie jest jego 'widzimisię', tylko 0n też wykonuje czyjeś polecenia? A
          propos romansu, obydwoje są dorosłymi ludźmi. Proponuje też poczytać przepisy.
          One nie nic na ten temat nie mówią. Nagle wszyscy stali się specjalistami od
          tego, co moralne. To jest godne pożałowania. Moim zdaniem wszystkie te
          wypowiedzi tylko potwierdzają, że to, co robi jako dyrektor jest słuszne. Bo
          złote czasy na WNS mogą się dopiero zacząć. Do tej pory te studia mógł skończyć
          absolutnie każdy. A tytuł magistra nic wielkiego nie znaczył. Może sie to w
          końcu zmieni. Pozdrawiam
          • Gość: JEW Błagam nie pisz prof. przed nazwiskiem Dobek!!! IP: *.wroclaw.mm.pl 23.09.05, 20:56
            Droga Absolwentko posłuchaj proszę krótkiego apelu prawie-absolwenta! Apel
            brzmi jak w tytule mojego postu:) Przeciez ona niedawno zrobiła (znaczy
            przepchnęła!)habilitacje...nie rób z niej profesora, pomyśl jak ona wygląda w
            jednym szeregu z profesorami : Herbutem, Antoszewskim czy "starym Juchnowskim"
            nawet:) Już samo pojawienie się pani "doktor plagiat" w tym wątku jest
            nieporozumieniem...jej się należy osobny wątek, ale nie powiem o jakim tytule,
            bo nie chce używać słów powszechnie uznawanych za wulgarne;)Także
            błagam...uważaj z tym "prof.";) Przecież gdyby "pani doktor podam panu rękę"
            broniła w dzisiejszych czasach magisterkę, to program antyplagiatowy by się
            zawiesił... I restart by nie pomógł jak w poczciwym windowsie:)
      • Gość: Tala Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 21:23
        Po pierwsze gratuluję klasy, drodzy studenci! Komentarze zaiste na poziomie
        inteligentnych i wykształconych młodych ludzi, za jakich chcecie się uważać. To
        ciekawe, że życie osobiste pana doktora znalazło się w kręgu waszych
        zainteresowań dopiero teraz. Może łatwiej byłoby się przyznać, że nowy zastępca
        dyrektora zaczął przestrzegać przepisów, co dla niektórych może być niewygodne?
        Być może to jakaś nowa moda w tym kraju, że ludzi poddaje się publicznemu
        linczowi za sprawy, do których nikt nie powinien się wtrącać? To jakiś przedsmak
        polowania na czarownice. Jeżeli takie zachowanie nie odpowiada nam u polityków,
        to może sami też nie powinniśmy się tak zachowywać? Większość komentarzy jest
        nierzetelna i nie na temat, i nie ma nic wspólnego z konstruktywną krytyką, do
        której - jak słusznie zauważyliście - każdy ma prawo. Życzę trochę więcej
        krytycyzmu w podejśćiu do samych siebie i trochę więcej oleju w głowie.
        A przy okazji. Też jestem studentką i jakoś nie czuję się specjalnie skrzywdzona
        przez doktora Dybczyńskiego.
    • Gość: kolezanka Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 16:39
      Marta i Pan dr publicznie obnosili się ze swoją wielką miłością chodząc razem
      na imprezy z ludzmi z roku Marty!!!!Pozostaje tylko jedno pytanie dlaczego
      władze uczelni nie zareagowsły szybko może dlatego ze Pan dr to pupilek i
      ulubieniec Pani Łoś - Nowak!!!!a tak naprawdę to nie chodzi o warunki z nimi
      przesadzano ale chodzi o normalne ludzkie zachowania które Pan dr są obce!!!!
      poza tym on naprawdę jawnie łamie przepisy nic nie można nagiąć!!!
        • Gość: Marta Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 19:09
          Tez złozyłam podanie o warunek;) Pierwszy raz, ale może i ostatni;) Co do Dr.
          Dybczyńskiego... Jeśli chodzi o jego "zbytnią formalność", no to powoli, z
          biegiem lat "się wyrobi", narazie chce się biedak wykazać. Szkoda, że akurat
          nas to dotknęło (KOCHAMY PANA DOKTORZE ALBERSKI!!!;)), ale co nie zabije, to
          wzmocni. Od Dr. Dybczyńskiego nie ma co wymagać cudów, to jest po prostu
          kolejny urzędnik państwowy, robi tylko tyle, za co mu płacą, więc nie
          oczekujcie o opowiedź na korytarzu.
          Co do studenów, to mam prośbę, troszkę kultury, nie zniżajmy się do poziomu
          naszego wroga. Szacunek, chociażby z racji zajmowamego stanowiska, należy się
          każdemu. Pozdro dla całej 1 grupy;) Moni, Alutki, Dwóch Olek - jedna na
          stypendium;), Martymy i Mart, a no i Gosi;)
            • Gość: Ktoś Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 20:35
              Ciekawa dyskusja, ale na bardzo niskim poziomie...Studia zobowiązują!!!
              Miałem styczność z dr.Andrzejem Dybczyńskim, szanuję go, ma niesamowitą wiedzę
              i potrafi ją przekazać studentom. Ktoś napisał, że nie ma poczucia humoru, hmm
              otóz ma wprawdzie specyficzne, ale ma. Miałem okazję parę razy porozmawiać z dr
              prywatnie, zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Wszyscy zwracacie uwagę, że
              trzyma się przepisów, czy to cos złego???Z całym szacunkiem dla dr.Alberskiego,
              ale to on jest winien całej tej sytuacji, poprostu rozpuścił was (nas). Gdyby
              brat Albert też przestrzegał przepisów nikt niemiałby pretensji o to do
              dr.Dybczyńskiego. Jeśli chodzi o wątek "romansu". Znam Martę i wiem, że nie
              spotykała się z dr.Dybczyńskim(lub spotyka się nadal-tego nie wiem) tylko po to
              aby skończyć studia.Uważam, że jest to tylko i wyłącznie ich sprawa i nic wam
              do tego, przecież nie od dziś wiadomo, że miłośc jest ślepa ;). Tak więc do
              roboty studenci Politologii, a nie będzie kłopotów z dr.Dybczyńskim ;).
              pzdr
          • Gość: san Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 00:56
            tak ogolnie politologia to bardzo przyjemne studia i własnie jestem niestety na
            wylocie. zajecia na koszarowej czesto nudne, czesto fascynujące. ogolnie wielce
            załuje ze juz koniec.
            jesli chodzi o dr dybczyńskiego to uwazam ze do jego romansow z kimkolwiek nic
            nam do tego. oby im sie dobrze ukladało. w spr zajmowanego obecnie stanowiska
            dyr do spraw studenckich to istotnie jakas paranoia. wspolczuje studentom
            młodszych lat. a dr Alberski oprocz tego ze jako wykładowca prezentowal sluszny
            poziom to jako dyr do spraw studenckich byl przy okazji czlowiekiem. i chwala mu
            za to. a warunku tez nie brałam.
            dr DObek... osobna historia. i to ona powinna dyscyplinarnie wyleciec z WNS.
            jako pierwsza, nawet jesli jest przemiła osoba.
            kwestie zarobkow pracownikow naukowych powinnismy pominac bo istotnie sa
            załosne. za cos ci ludzie musza kupic sobie chociarz swoj wlasny slownik
            angielskiego, uczelnia tego nie pokryje. mamy wolny rynek, wiec nic dziwnego ze
            ida pracowac gdzie popadnie. czlowiek jest przeciez z natury egoista. ten watek
            pojawiał sie kilkakrotnie w historii doktryn politycznych i prawnych. chyba
            lepiej dla nich ( pracownikow naukowych) ze dorobia na boku niz mieliby zdechnac
            z glodu i wogole nic juz nas nie nauczyc. tak czy nie?

            a panie z sekretariatu? coz.. jak sie tak siedzi na tym stoleczku to od tego
            siedzienia mozna faktycznie zgorzkniec. na to by wygladalo. to faktycznie malo
            przyjemne bylo ( i jeszcze jest) przezycie ten sekretatiat. do poezji temu
            daleko. do okrzyczanej juz tu kultury tym bardziej. sekretariat mimo wszystko to
            taka troche wizytowka instytucji w tym przypadku uniwersytetu, skad wiec my
            studenci mamy sie tej slusznej kultury nauczyc? jesli na dzien dobry dostajemy
            prawie ze po twarzy od pan zgorzknialych i nadasanych na ten uwierajacy je stolek.

            forum internetowe to taka troche piaskownica ,ale moze pozwoli zgromadzic
            energie w kierunku jakiegos ruchu. moze zamiast marudzenia bedziemy to w stanie
            przetransformowac w działanie. tyle gadania o rewolucjach i polityce
            zagraniczej.. do dzieła!


            studia i wszystkie te perypetie własnie maja nas zycia nauczyc, na to by
            wygladało. ale nie zabic po drodze. panie doktorze Dybczynski..

            pozdrawiam
      • Gość: kookaburra Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.05, 16:58
        bo czlowiek czlowiekowi wilkiem swoja droga mam nad tym wszystkim jedna zwieche:
        w zeszlym tygodniu bylem z milionem pytan w dziekanacie i musze - w ramach
        kontrastu - przybic wielka piatke paniom z dziekanatu!! Te panie rzadza!! Sa
        wlasnie takie jak byc powinny - LUDZKIE. To nie znaczy olewajace i mowiace 'tak
        tak jasne aha' ale wlasnie normalne i ludzkie.
        Teraz pytanie retoryczne: do czego to doszlo, zeby w dziekanacie Uniwerku szukac
        jedynej ostoi humanizmu??????????????
        uklony
        kookaburra
    • Gość: cvb Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... IP: *.111.inds.pl 23.09.05, 21:36
      Moim skromnym zdaniem jako weterana tego kierunku który przeżył już trzech
      dziekanów  uważam ze sytuacja jak zaistniał na naszym pięknym kierunku jest
      bardzo ale to bardzo chwalebna i mimo pewnych oporów jeśli chodzi o samą osobę
      dr Dybczyńskiego uważam ze ma on rajcie Może w końcu doprowadzi do tego ze osoby
      które nie nadają się na ten kierunek wylecą zawczasu ze imbecyle które nie
      potrafią rozróżnić Hayka od salmy Hayek umrą śmiercią nagłą i w dużych
      torturach. Dybczyński robi porządki i chwala mu za to a to ze sypiał ze swoja
      studentka to jego wyłączny interes nikt nie powinien zaglądać nikomu do lóżka i
      tyle. Skończyła się pewna era nieróbstwa a przede wszystkim chwalenia głupoty .
      A Dobek czy innych pseudo doktorów Mendele politologii wrocławskiej powinno się
      dawno pozbawić tytułu zresztą widać to po tym kto dostaje studia doktoranckie i
      w jaki sposób ale to już inna historia
      Andrzej nie daj się
              • rocco-siffredi Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... 23.09.05, 22:41
                A ja z uporem godnym lepszej sprawy
                napiszę jeszcze raz.

                pisanie o złych rzeczach na naszym Wydziale nie jest "kalaniem gniazda swego"-
                jest obroną tego co w nim było piękne i wartościowe.

                Realnie można się zastanowić czy protesty coś dadzą, skoro pani dyrektor
                Łoś-Nowak nie widziała problemu kiedy przydzielano habilitację dr Dobek
                -Ostrowskiej, wiec kto się przejmie tą sprawą?
                ale warto o tym mówic

                więc jeszcze raz.



                Jeśli dr Dybczyński(którego prywatnie uważam za błyskotliwego i sympatycznego
                człowieka) łamie regulamin odmawiając prawa do egzaminu komisyjnego, to powiniem
                zostać pociagniety do odpowiedzialnosci.
                Jeśli nie łamie regulaminu, a ściśle się go trzyma to nie ma o co się czepiać i
                trzeba się po prostu wziąć do roboty.

                Jednak powtarzam że relacje wykładowców ze studentami/studentkami(romanse) są
                rzeczą naganną i karygodną, i powinny skutkować wywaleniem z uczelni.
                koniec kropka.
                wszelkie tłumaczenia"a czy ktoś przez to ucierpiał" są , z całym szacunkiem
                idiotyczne.

                władze wydziału
                tolerują więc, romanse wykłądowców ze studentami/studentkami,

                tolerują JAWNE ŁAMANIE PRAWA przez "pracowników naukowych" bezczelnie
                kopiujących wydawnictwa zachodnie, korzystając ( między innymi) z tłumaczeń
                zlecanych studentom na zajęciach.
                Wiedzą o tym wszyscy i szanowny pan ( z całym szacunkiem)Bartosz Bolechów, również.
                Nie przeszkodziło to w karierze pani Dobek-Ostrowskiej i innych.


                Nikt też z władz Wydziału nie reagował na antysemickie wyskoki członków
                stowarzyszenia studenckiego, którego prominent, Jacek Rawecki fałszował
                bezczelnie wybory na całym uniwersytecie.

                Więc szanowni obrońcy czci najjaśniejszego Wydziału Nauk Społecznych ,
                przestańcie pisać posty ociekające nie wiem czy to naiwnością(mam nadzieję) czy
                hipokryzją(obawiam się) bo to najbardziej Wydziałowi szkodzi.
                tuszowanie fałszerstw, PRZESTĘPSTW , i innych "pączków" nie jest działaniem dla
                dobra Wydziału.

                o "rozdziale" miejsc na doktoranckich też można by sporo napisać, prawda?

                proszę więc pana Bartosza, by powiedział że o żadnej z wymienionych spraw nie
                wiedział, nie miał pojęcia i się nimi brzydzi.
                • piozus Re: dr Dybczynski i jego chore zasady.... 23.09.05, 23:34
                  Z ta tylko roznica ze zmienil sie rowniez dyrektor Instytutu. Owszem byloby
                  smieszne pisanie ze p. Los - Nowak nie ma juz zadnego wplywu, ale wszyscy sie
                  chyba zgodza ze nowy dyrektor nie zwykl sie "kulom klaniac"... Wiec moze by
                  rozpoczac droga kadro samooczyszczenie
                  P